Sonety dla Dorotki - Jacek Pawłowski

-
Proszę czekać

Francesco Petrarka - Sonety do Laury

Błogosławiony niechaj ów dzień będzie,

Czas, miejsce, chwila, miesiąc i rok cały,

Gdy mnie poraził na zawsze i wszędzie

Blask dwojga oczu, które mnie spętały.

Błogosławiona pierwsza słodka troska,

Którą zawdzięczam wszechwładnej miłości

Łuk, strzała, co mnie trafiła, mistrzowska:

Rany, drżące serca głębokości.

***

Był to dzień, w którym przez mękę Chrystusa

słońce ściemniło swój blask z żalu za Nim,

gdy, niebacznego mnie zwiodła pokusa,

gdy mnie twe oczy spętały, o pani.

Czas mi się groźny nie wydawał wcale

dla niebezpieczeństw miłości, dla klęski,

więc szedłem pewnie, śmiało i zuchwale.

Tak się rozpoczął mój żywot męczeński.

Miłość mnie całkiem bezbronnym zastała,

wtargnęła w serce drogą poprzez oczy,

odtąd ta droga bramą łez się stała.

Prawo miłosne dla mnie niełaskawe:

mnie - bezbronnego - tak we krwi ubroczyć

a ciebie - zbrojnej - nie zadrasnąć nawet.

What is Done in Love is Done Well -

Vincent van Gogh, w liście do ukochanego brata Theo.

Wstęp

To jest mój prezent dla ciebie

Dorotko

Na Wigilię Bożego Narodzenia 2019

Wtedy ci je wyślę

Wieczorem

Przy pierwszej gwiazdce

Na mym smutnym niebie

Byś je wyjęła z elektronicznej poczty

Jak prezent dla ciebie

Spod naszej kiedyś

Choinki...

Kocham cię

Kocham cię

Jak śpiew

Stinga

I Phila Collinsa

Kocham cię

Jak wiosna

Kocha lato

Jak grudzień

Ciemność

Styczeń

Mróz

A sierpień

Słońce

Kocham cię

Jak nastolatek

Pierwszą

Miłość

Kocham cię

Jak ptaki

Powietrze

I nie ma większej

Miłości na świecie

Niż moja

Do ciebie

Dla której

Kiedyś

Narodziłem się.

Kolejna noc

Schodzi

Jak żałobna

Mara

Kolejna noc

Mojej samotności

Bez ciebie

Może zadzwonisz do mnie?

I wprawisz w osłupienie...

Cuda zdarzają się

Ale chyba tylko w Lourdes

Albo w Częstochowie

Nie w moim życiu

Naznaczonym bolesnymi

Rozstaniami

Ile razy w życiu można

Zmieniać kobietę?

Internet aż huczy od

Randek

Tylko

Do czego to

Prowadzi?

Do kolejnego rozwodu

Lub rozstania

Bo ta nowa

Szczuplejsza

I bardziej wyuzdana

Szybki seks w samochodzie

I zdrada wszelka

Są teraz bardzo w modzie

Oto ten, poczywa nieprawość i brzemienny jest zdradą, a rodzi kłamstwo. Bo nieprawy chlubę czerpie ze swej pożądliwości.

Diabeł cieszy się

Bo to jedno z głównych zadań

Jego posłannictwa

Jedną miłość zabijać drugą

A Internet to jego diabelskie

Narzędzie

Synowie ludzcy! Dokądże będzie u was chwała moja

w poniżeniu? Czemu kochacie marność i szukacie kłamstwa?

Co teraz robisz?

O 21.07

Możesz teraz robić

Tylko dwie rzeczy

Albo kochać się

I żartować

Jak ze mną

Sącząc powolutku wino

Albo czytać swoje ulubione

Książki w sypialni

Którą wymalowałem i urządziłem

Dla ciebie

Nasze gniazdo jak mówiłaś

Już skalane.

Listopadowy świt

Listopadowy świt powoli podnosi głowę

O 6.30 widać pierwsze kontury świata

Mam laptopa z podświetlaną klawiaturą

I niepotrzebne mi już żadne świty

W rozpaczy wieczór przyjmując jak święto

Ty już pewnie w autobusie do pracy

Chyba że ten nowy kupił ci samochód

Cóż mi wiedzieć

Mi maluczkiemu

Borykającemu się

Z twoim

Tak nagłym

Odejściem

Listopadowy świt podniósł już głowę na dobre

Ja swej długo jeszcze nie podniosę

Chyba że

Zdarzyłby się cud

A przecież cuda się zdarzają ...

Jak się zdarzy

Niechybnie was wszystkich

O tym powiadomię

Na moim

Facebooku...