Sonety dla Dorotki - Jacek Pawłowski

Reflow text when sidebars are open.
Błogosławiony niechaj ów dzień będzie,
Czas, miejsce, chwila, miesiąc i rok cały,
Gdy mnie poraził na zawsze i wszędzie
Blask dwojga oczu, które mnie spętały.
Błogosławiona pierwsza słodka troska,
Którą zawdzięczam wszechwładnej miłości
Łuk, strzała, co mnie trafiła, mistrzowska:
Rany, drżące serca głębokości.
***
Był to dzień, w którym przez mękę Chrystusa
słońce ściemniło swój blask z żalu za Nim,
gdy, niebacznego mnie zwiodła pokusa,
gdy mnie twe oczy spętały, o pani.
Czas mi się groźny nie wydawał wcale
dla niebezpieczeństw miłości, dla klęski,
więc szedłem pewnie, śmiało i zuchwale.
Tak się rozpoczął mój żywot męczeński.
Miłość mnie całkiem bezbronnym zastała,
wtargnęła w serce drogą poprzez oczy,
odtąd ta droga bramą łez się stała.
Prawo miłosne dla mnie niełaskawe:
mnie - bezbronnego - tak we krwi ubroczyć
a ciebie - zbrojnej - nie zadrasnąć nawet.
What is Done in Love is Done Well -
Vincent van Gogh, w liście do ukochanego brata Theo.
To jest mój prezent dla ciebie
Dorotko
Na Wigilię Bożego Narodzenia 2019
Wtedy ci je wyślę
Wieczorem
Przy pierwszej gwiazdce
Na mym smutnym niebie
Byś je wyjęła z elektronicznej poczty
Jak prezent dla ciebie
Spod naszej kiedyś
Choinki...
Kocham cię
Jak śpiew
Stinga
I Phila Collinsa
Kocham cię
Jak wiosna
Kocha lato
Jak grudzień
Ciemność
Styczeń
Mróz
A sierpień
Słońce
Kocham cię
Jak nastolatek
Pierwszą
Miłość
Kocham cię
Jak ptaki
Powietrze
I nie ma większej
Miłości na świecie
Niż moja
Do ciebie
Dla której
Kiedyś
Narodziłem się.
Schodzi
Jak żałobna
Mara
Kolejna noc
Mojej samotności
Bez ciebie
Może zadzwonisz do mnie?
I wprawisz w osłupienie...
Cuda zdarzają się
Ale chyba tylko w Lourdes
Albo w Częstochowie
Nie w moim życiu
Naznaczonym bolesnymi
Rozstaniami
Ile razy w życiu można
Zmieniać kobietę?
Internet aż huczy od
Randek
Tylko
Do czego to
Prowadzi?
Do kolejnego rozwodu
Lub rozstania
Bo ta nowa
Szczuplejsza
I bardziej wyuzdana
Szybki seks w samochodzie
I zdrada wszelka
Są teraz bardzo w modzie
Oto ten, poczywa nieprawość i brzemienny jest zdradą, a rodzi kłamstwo. Bo nieprawy chlubę czerpie ze swej pożądliwości.
Diabeł cieszy się
Bo to jedno z głównych zadań
Jego posłannictwa
Jedną miłość zabijać drugą
A Internet to jego diabelskie
Narzędzie
Synowie ludzcy! Dokądże będzie u was chwała moja
w poniżeniu? Czemu kochacie marność i szukacie kłamstwa?
Co teraz robisz?
O 21.07
Możesz teraz robić
Tylko dwie rzeczy
Albo kochać się
I żartować
Jak ze mną
Sącząc powolutku wino
Albo czytać swoje ulubione
Książki w sypialni
Którą wymalowałem i urządziłem
Dla ciebie
Nasze gniazdo jak mówiłaś
Już skalane.
Listopadowy świt powoli podnosi głowę
O 6.30 widać pierwsze kontury świata
Mam laptopa z podświetlaną klawiaturą
I niepotrzebne mi już żadne świty
W rozpaczy wieczór przyjmując jak święto
Ty już pewnie w autobusie do pracy
Chyba że ten nowy kupił ci samochód
Cóż mi wiedzieć
Mi maluczkiemu
Borykającemu się
Z twoim
Tak nagłym
Odejściem
Listopadowy świt podniósł już głowę na dobre
Ja swej długo jeszcze nie podniosę
Chyba że
Zdarzyłby się cud
A przecież cuda się zdarzają ...
Jak się zdarzy
Niechybnie was wszystkich
O tym powiadomię
Na moim
Facebooku...