SCHERZO Norwid i muzyka: refleksje w twórczości
Chociaż w sensie literalnym
i statystycznym muzyka wydaje się dziedziną sztuki, która dla
Norwida nie jest szczególnie istotna, to jednak waga, znaczenie tych
fragmentów, w których się ona pojawia, każe formułować wniosek
przeciwny. Właśnie w muzyce zamykało się w najpełniejszej syntezie
całe doświadczenie ludzkości, muzyka najtrafniej ukazywała piękno
i ból zbiorowej egzystencji. Poeta nieraz dawał dowody, jak bardzo był
wrażliwy na silne powinowactwa muzyki i poezji, a ściślej mówiąc,
muzyki i liryki. Na przykład przesyłając nieznanemu dziś adresatowi
wiersz Do Emira Abd El Kadera w Damaszku, prosił,
by przed drukiem szczególnie starannie przeprowadzić korektę, gdyż
"Rzeczy, zwłaszcza muzyckim rytmem pisanych, bez starannej korekty
ani udzielać, ani drukować nie godzi się, bo są zabite - dla
kropki jednej nieraz" (PW VIII, 427).
Muzyka nie była tylko abstrakcyjnym elementem
Norwidowego filozofowania. Towarzyszyła też wielkim wydarzeniom
historii. W 1870 roku, gdy Drugie Cesarstwo rozsypywało się pod
ciosami armii pruskich, Norwid wspiera swą przybraną ojczyznę,
pisząc wiersz [Jeszcze Francja nie zginęła!],
w którym tytułowe słowa powracają jak refren. Właśnie tworząca
wiele znaczeń aluzja do Mazurka Dąbrowskiego
zdała się Norwidowi najwłaściwszym środkiem wyrazu w czasach,
gdy - jak pisał w liście do Karola Ruprechta - "tygodnie
wiekami" (PW IX, 461). Pieśń daje siłę przetrwania w sytuacji
kompletnej klęski militarnej i politycznej. Temat wojenny pojawia się
też w liście Norwida do Deotymy, szeroko reklamowanej, jak byśmy dziś
powiedzieli, improwizatorki warszawskiej, której Norwid tłumaczy, że
wpadł w tarapaty finansowe, "przebywszy dwa oblężenia miasta, dwa
razy przecięte komunikacje, jeden głód (zjedliśmy 50 000 koni), jeden
terroryzm i szturm ze trzech stron domu, w którym mieszkam, otoczonego
sześcioma barykadami..." (PW IX, 498). W zakończeniu tego listu
Norwid wspomina, że "Fryderyk Chopin wszystkim szlachetnie urodzonym
pannom pisał Madem[oise]lle la Comtesse,
ale to się nie pisze pannom" (PW IX, 498). Żartobliwie
przypomina swą zażyłość z Chopinem, jednocześnie delikatnie
krytykując jego przyzwyczajenia epistolarne.
Wrażliwość Norwida na muzykę można
także prześledzić, czytając jego poezje pod kątem wprowadzonych
innowacji rytmicznych oraz intonacyjnych. Wyraźnie ujawniają
się tu związki liryki i muzyki. Norwid był bowiem tyleż poetą
skłonnym do tworzenia neologizmów i zaskakującej interpunkcji, co
niezwykłym autorem skomplikowanych, ale przemyślanych i funkcjonalnych
układów metrycznych wiersza. Słynął też jako utalentowany orator
oraz znakomity deklamator. Wielu słuchaczy, choć nie wszystkich,
zachwycił swoim talentem podczas publicznego odczytania 13 maja 1869
roku w ramach prelekcji Stowarzyszenia Pomocy Naukowej swojego poematu
Rzecz o wolności słowa. W zamieszczonych w prasie
krajowej relacjach z tego wydarzenia pisano: "Tak pod czarem wymowy, pod
urokiem poetycznych obrazów, porównań i przenośni wypowiedzianych
z mistrzowską sztuką, czuli i obojętni słuchacze z ciągle wzrastającym
zajęciem słuchali do końca"; "Do właściwości jego talentu
należy i to, że jego wartość lepiej się ocenia słysząc niż
czytając jego utwory. Szczególniej też w ustach p. Norwida, który
pięknie deklamuje, a tak dalece czuje, że gdy mówi, zdaje się ruchami
odegrywać na katedrze to, co mówi" (cyt. za: K II, 397). Trzy
lata później recytował w salonie generałowej Jadwigi Zamoyskiej
Powieść Wajdeloty, skomplikowany, heksametryczny
fragment powieści poetyckiej Konrad Wallenrod Adama
Mickiewicza (K II, 521). Został o to specjalnie poproszony, gdy
o "mistrzowskim czytaniu" przez Norwida tego fragmentu opowiedział
generałowej Bronisław Zaleski (PW IX, 658).
W 1869 roku Norwid napisał dla Ludwika
Nabielaka rozprawkę, w której wyraził swoje przekonania na temat
sztuki deklamacji. Czytamy w niej:
Mniemano - śmiem
dodać: mniemano dotąd - iż tak nazwana deklamacja jest jakowymś
umiejętnym wygłaszania sposobem, i wystarczającej przeto definicji
tej pracy napotkać trudno. Poszło to z błędnych o słowie, rytmie
i o prozie pojęć.
Co do mnie - wnoszę, iż deklamacja właściwie reklamacją i reklamacji sztuką zwać by się
powinna: idzie albowiem tu po szczególe właśnie o to, ażeby słowa
pisarza tak wygłosić, jak duch pisarza onego poczynał je...
Deklamacja właściwa tym
sposobem wedle osobnych pojęć moich: zaklęciem ducha jest.
(PW VI, 482-483)
Pogląd Norwida współbrzmi z przekonaniami,
które muzykę obdarzają zadaniem łączenia świata zmysłowego,
materialnego i widzialnego ze światem duchowym, niematerialnym
i niewidzialnym. Ludwig van Beethoven pisał do Bettiny von
Arnim: "Muzyka jest pośrednikiem między obszarem zmysłów
i ducha"57. Przez jej pośrednictwo więc
odbiorca wniknąć może w świat duchowy nadawcy. Poglądy Norwida na
sztukę deklamacji są zatem de facto poglądami
na sztukę twórczego odbioru, na możliwość współtworzenia dzieła
przez czytelnika, widza czy też słuchacza. Jednocześnie w sztuce
deklamacji zaciera się zbudowana sztucznie granica między poezją
a muzyką. Deklamacja, która ukierunkowuje odbiór na świat duchowy
twórcy, artysty, jest właściwie tożsama z muzyką. Może być
porównana do interpretacji instrumentalnej lub wokalnej dzieła
muzycznego. Temat ten pojawia się też w Fortepianie
Szopena, gdy poeta mówi o przyszłych wykonaniach kompozycji
Chopinowskich, przewidując, że "Choć inaczej się echa ustroją, /
Niż gdy błogosławiłeś sam ręką Swoją / Wszelkiemu akordowi"
(PW II, 144), to w muzyce pozostaną w stanie nienaruszonym wartości
stanowiące o jej artyzmie i znaczeniu.
W listopadzie 1873 roku przekazał
poeta Bronisławowi Zaleskiemu rozprawę zatytułowaną
"Boga Rodzica". Pieśń ze stanowiska
historyczno-literackiego odczytana. Wykonując niebywałe
akrobacje intelektualne, dowodził w niej, że pierwszy hymn polski
jest świadectwem wpisania narodu w chrześcijańskie uniwersum, że
w języku tej pieśni wyrażona została głęboka religijność. Na
przykład:
Do osobnego zaś podniesienia
należy w tym ustępie użyty wyraz: "hospodyna". [...] Wyraz ten jest
podobno jednym z najstarożytniejszych fragmentów pierwosłowieńskiej
cywilizacji, lecz u Polaków [...] wyraz ten wcześnie się rozmnożył
na "gospodarzy" i jedną z pierwotnych swych stradał godności
[...]
Atoli pierwsze, kardynalne
znaczenie słowa tego wiązało się było z praktyką pierwszych
religijnych zasad.
Gościnność na początku
nie była samym tylko uczuciem i obyczajem, ale religijną praktyką,
osadzoną na tej wierze, iż bóstwo może posyłać ludzi wędrownych
czy, jak później usubtelniono: przybierać ich zewnętrzność -
że posłańcy czyli aniołowie przyimani być mogą w gościnnych
domach pod mniemaniem, iż ludzi przyima się. [...]
"Gospodyn" jest to
"Gość a Pan" [...]. Hospodyn jest to hebrajski "Emmanuel"
poniekąd, wyczekiwany i spodziewany Gość, ale i Pan! - ku czemu,
po przemianie praktyk religijnych, pozostało już obyczajowe, ale
arcystare przysłowie: "Gość w dom, to Bóg w dom" - a to jest
"Gospodyn".
(PW VI, 510)
Fragment ten można by potraktować
jako rodzaj przypisu do jednego z wersów Fortepianu
Szopena. W wierszu tym, pisząc o dokonujących się w muzyce
Chopina transfiguracjach, odwołał się też poeta do przemienienia
Chrystusa na górze Tabor, używając właśnie imienia Emmanuel.
Muzyczność utworów Norwida wymaga
jednak innego jeszcze spojrzenia - takiego, które wyjdzie poza
schematy określania stopnia "umuzykalnienia" danej twórczości
poetyckiej. Oczywiście, wystąpią tu wszystkie charakterystyczne
dla eufonii środki poetyckie, takie jak onomatopeje, rytmizacja
tekstu, powtarzalność motywów, anafory i epifory, dynamika
i nawet agogika utworu, ale rejestr tych środków, podkreślmy to,
nie wyczerpuje istoty muzycznego podbudowania poezji Norwida. W tym
przypadku trzeba wczytać się w - jak pisał Andrzej Hejmej -
"wtórne usemantycznienie"58,
w jego - jak to formułuje Wiesław Rzońca - "muzyczność
intelektualistyczną"59. Jej odbiór wymagał
jednak od czytelnika/słuchacza szczególnego zaangażowania - nie
tylko poddania się wrażeniom zmysłowym, ale także pewnych dyspozycji
intelektualnych, napięcia specyficznej wrażliwości abstrakcyjnej,
można chyba rzec, filozoficznej. Nie było z tym łatwo. W roku 1873
powstał rysunek zatytułowany przez Norwida Koncert,
w którym na pierwszym planie wyeksponowana zostaje wiotka, jakby
unosząca się nad ziemią, wpatrzona w niebo śpiewaczka, a za jej
plecami w rzędach siedzą ciężcy, spasieni po prostu słuchacze,
patrzący przed siebie pustymi, niewyrażającymi nic oczami,
ukrytymi czasem za grubym szkłem okularów. Norwid wskazywał tu
znów na przepaść oddzielającą współczesnego artystę od jego
odbiorców. Śpiewaczka należy pozornie tylko do tego samego świata,
w rzeczywistości uczestniczy ona w szlachetnym, duchowym uniwersum,
które dla jej słuchaczy jest niedostrzegalne i niedostępne.
Muzyka organizuje też świat teatralny
Norwida. Wśród postaci wymienionych w - jak to Norwid określił
w podtytule - "fantazji" Za kulisami znalazły
się "Mandolin - Chór fiołków - Orkiestra - Flet -
Skrzypce". Taneczno-bufetowa maskarada w dramacie tym stoi
w sprzeczności do świata natury. Salonowa pseudokultura, oderwana od
swych źródeł, staje się karykaturą prawdy i piękna. Wyraz temu daje
właśnie orkiestra, której instrumenty w żałosnym, a nie radosnym
tutti mówią:
Jeszcze kilka tylko, kilka
stronnic, opłynionych po brzegach bladą zorzą, okapanych od góry
konaniem lamp...
Im się zdawa, że my gramy
rozczulający finał włoskiej opery, lub że pooślepiane oczy nasze
skaczącymi nutami w gorączce wzroku zapominają się dla akordów
słodko płynących?...
My - cieszymy się raczej,
że jeszcze tylko parę pozostawa nam stronnic, dotykanych po brzegach
różowymi palcami zorzy, wyświecanych od góry konaniem lamp.
(PW IV, 539)
Świt rozpędza mrok balowej sali, w której
dopalają się lampy, ale bawiący się nie odczytali żadnego
przesłania ukrytego w muzyce. Była i jest ona dla nich tylko źródłem
estetycznej satysfakcji (w najlepszym razie), dodatkiem do beztroskiej
zabawy. Odpowiedzią instrumentów muzycznych jest tylko znużenie,
poczucie bezsensu własnej pracy.
Muzyk Rizzio, jeden z bohaterów Hrabiny
Palmyry, sprowokowany niezręczną uwagą, że "za wysoko
patrzy" - mówi o natchnieniu i muzyce:
Daleko wyżéj
Dźwięki akordów idą, skoro palcem ruszę,
Wyżej od sklepień, wyżej od wież i od krzyży,
I od obłoków, tam, gdzie ulatują dusze,
Stopa gdzie ani skrzydło, ani żadne oko
Nie sięga - ani oklask... Gdzież mnie za wysoko
(PW IV, 301)
14. Cyprian Norwid, Koncert (rysunek ołówkiem, ok. 1873) - plastyczny wariant powracającego w twórczości Norwida tematu obojętnych, głuchych na wielką sztukę odbiorców.
W pisanej w latach siedemdziesiątych tragedii
historycznej Kleopatra i Cezar pojawia się Rycerz,
który rozmaite, czasem ledwie słyszalne odgłosy nocy określa,
odwołując się do terminów muzycznych.
To szczególna rzecz
jest...
Każde miejsce inakszą
ma nocy symfonię!
Tu - zaczyna się ona
huczną wesołością,
Spadającą oklasków
i śmiechów kaskadą
Na bruk miejski, przez
lżejsze akordy. - Następnie
Tony te milkną - -
ptaków nocnych słychać poświst -
Szczekanie psa nad brzegiem
kanału - plusk w wodzie -
Wykrzyk daleki jakiejś
wątpliwej natury -
Uciszenie głębokie -
-
- potem szelest
drobny
Niewieściego trzewika,
lub flet, który zaczął,
Lecz nie dokonał pieśni... potem jakby ducha
Niedotkliwego smętek
w powietrzu - i spadek
Jednego listka na bruk -
- potem wielka
Nocna cisza!...
(PW V, 107-108)
Powyższy fragment wprowadza w świat muzycznych
wyobrażeń Norwida ekwiwalent jego poetyckich przemilczeń - ciszę.
W otoczeniu dźwięków cisza staje się równoprawnym, ważnym tak samo jak
dźwięki środkiem muzycznej ekspresji. Cisza jest podsumowaniem tego,
co było, i zapowiedzią tego, co będzie. W ciszy można dosłuchać
się przeszłości i rozpoznawać w niej przyszłość. Przejmująco
pisał o tym Norwid w Białych kwiatach:
Ciszy w najkolosalniejszym
słowa tego tonie nie doznałem nigdzie jeszcze wyższej nad ciszę
o jednej nocy, acz zimowej, na Oceanie... że słów na to nie ma, mimo
iż twarda to i prawie głodna podróż dwumiesięczna przeszło była
i uprozaiczniała dobrze... pomnę, iż obejrzawszy się wkoło ani
modlić się nawet słów nie miałem - i zapłakałem tylko... że
może być tak wielka cichość... a przecież tyle mórz pierw innych
znałem...
(PW VI, 198)
W tychże Białych kwiatach,
zapowiedziawszy, że "trzeba i innej natury ciszę jaką,
z teatru deskami zbliżoną, uczuć i dotknąć jej", wspomina
Norwid dzień zamordowania - "o południu, wśród tłoku
i gwaru, na wschodach do izby poselskiej" - Pellegrina
Rossiego60. Szczególnym
zbiegiem okoliczności wieczorem tego właśnie
dnia "grano po pierwszy raz na operę przerobionego
Macbetha..."61. Norwid,
który - jak pisze - udał się "do teatru, aby publiczność
widzieć...", rysuje obraz współbrzmienia, przenikania się świata
dramatu i teatru oraz świata współczesnych wydarzeń:
W miarę jak [...] opera przez
treść swą w dramę i tragedię przechodzić z czasem zaczynała, pusta
loża ministra Rossi [...], ciemnopurpurowe, aksamitne wnętrze swoje ku
światłu, jak wielka rana, odmykając, uprzedziła wrażeniem magiczną
oną Shakespeare'owskiej tragedii chwilę, kiedy cień zasztyletowanego
Banka na pustym krześle przy uczcie teatralnej zasiadać ma...
I poczęło się
grać między publicznością a sceną to, co Shakespeare
w Hamlecie obmyślił był, aby zagrać tragedię
na dworze, scenę na scenie dając...62
i kto wtedy publiczność a scenę widzieć tam przyszedł był,
to w czasie, kiedy aktor Banka cień przedstawiający wynika
z trapy63 swej, ranę czerwoną pokazując,
znajdował się sam między teatru pełnią a pustką loży ministra
[...] i nie dowierzał sobie sam, że widzem przytomnym jest [...]
(PW VI, 194-195)
Cisza mogła, zdaniem Norwida, tak samo jak
dźwięki uświadomić człowiekowi jego znikomość, samotność,
a jednocześnie wyrazić tęsknotę do wielkości, do piękna, do
wieczności. Ciszą właśnie rozbrzmiewał Norwidowi świat już
w jego wczesnych, warszawskich jeszcze wierszach. Zantropomorfizowana
Cisza przemawia w wierszu Wieczór w pustkach,
określonym w podtytule jako "fantazja".
[...] - Ludzie znają
Ciszę
Po szumie drzew, po
drumli64 włóczęgi komara,
Ale nie znają wcale po
jej niemym śpiewie;
Bo oni tylko w dźwięku
zapoznali mowę,
Wielce głośną,
a małą - i prawie nikt nie wie,
Że nieraz stokroć lepiej
prowadzić rozmowę
Z Ciszą niżeli
z człekiem. - [...]
(PW I, 29)
Wrażliwość młodego Norwida na zjawisko
ciszy dowodzi jego wrażliwości na dźwięk. Harmonia dźwięków
i ciszy w jego wyobraźni poetyckiej organizuje myślenie o świecie i o człowieku.
To młodzieńcze przekonanie
odnajdujemy też w napisanym ćwierć wieku później zbiorze
Vademecum. W należącym do tego cyklu wierszu
Kolebka pieśni (Do spółczesnych ludowych pieśniarzy)
poeta przekonuje:
Stąd to nie są nasze -
pieśni nasze,
Lecz Boskiego coś bierą
w się;
Stąd, choć ja śpię... nie ja to śnię - co? śnię:
Ludzkości pół na globie
współśni ze mną;
Dopomaga mnie - i cicho,
i głęboko,
I uroczyście,
i ciemno:
Jak - wszechoko!...
(PW II, 115)
W ciszy zatem objawia się Bóg -
"wszechoko". Cisza i dźwięki więcej poecie mówiły o świecie
niż akademickie rozprawy i uczone dysputy.
Istnieje jeszcze jeden rodzaj materiałów
dokumentujących związki Norwida z muzyką. Chodzi o utwory muzyczne
powstałe do jego tekstów. Prawdziwy wysyp takich utworów nastąpił
w wieku XX i później (wykonywali je Czesław Niemen, Wanda Warska,
Stan Borys, Andrzej Nardelli, Natalia Sikora, Maciej Maleńczuk
i wielu innych), gdy Norwid świecił już najjaśniejszym blaskiem
w dziejach kultury polskiej, ale w wieku XIX należały one do
rzadkości. Wprawdzie Norwid pisał liryki tak ukształtowane,
że stawały się od razu pieśniami (na przykład Moja
piosnka [I] i Moja piosnka [II]), ale
zainteresowanie kompozytorów wzbudziły inne wiersze. W roku 1865
w Warszawie wydrukowano z nutami Rusałkę, czyli
fragment wiersza Norwida Marzenie. (Fantazja), do
którego melodię skomponował Adolf Bogucki. Utwór cieszył się pewną
popularnością, był dwukrotnie przedrukowywany (K II, 228, 281).
Być może do grupy tej zaliczyć też trzeba
napisany już w Domu św. Kazimierza Psalm w Hebronie
przez Matkę Zbawiciela Świętą ułożony. Tłumaczenie wierszem
polskim (pierwsze), według Vulgaty i z odniesieniem do hebrajskiego
tekstu, ujmujący w formę wiersza fragment Ewangelii według
św. Łukasza (Łk I, 46-55). W 1880 roku poeta przesłał Zygmuntowi
Sarneckiemu, redaktorowi warszawskiego "Echa", tekst Psalmu
w Hebronie, opatrując go komentarzem:
Już był śpiewany ten jedyny wiersz
Matki Boskiej - słuch mój nie pozwala, abym o muzyce właściwie co
wyrokował - ale przecież macie tam muzykalne inteligencje! Ludzie
znający serio literaturę zapewne pojmą i widzą, jak niełatwo jest
pojednoczyć ścisłość tekstu z eufonią65
i sztuką w tłumaczeniu.
(PW X, 144)
Nie pierwszy raz Norwid sygnalizuje tu swe
przekonanie, że muzyka jest pewnego rodzaju zadaniem intelektualnym,
a nie tylko zbiorem - sekwencją dźwięków uporządkowanych zasadami
melodyki, rytmu i harmonii. Ta cecha muzyki, właśnie wpisana w nią
myśl, szczególnie uzewnętrznia się, gdy mamy do czynienia z pieśnią,
z tekstem, w którym muzyka ma współdziałać intelektualnie oraz
emocjonalnie z przekazem poetyckim.
Nie ulegając zbytnio pokusie biografizowania,
stwierdzić jednak można, że w jakimś stopniu przesunięcie sposobu
odbioru muzyki z jej warstwy czysto brzmieniowej na pole intelektu było
dla Norwida metodą wymknięcia się postępującej głuchocie. Słuch
poety pogarszał się, przypomnijmy, szczególnie przy dużej
wilgotności powietrza. W 1874 roku Norwid skarżył się w liście do
Julii Pusłowskiej: "Podobno przyjdzie zostać kaleką, bo do Włoch
(gdzie powietrze słuch mi powraca) jechać nie mogę. We Włoszech po
niedługim pobycie zaraz słuch zwykłem odzyskiwać tyle, że żyć mogę
społecznie" (cyt. za: K II, 560)66.
W 1875 roku za pośrednictwem Artura Bartelsa zwracał się do hrabiego
Stanisława Potockiego z prośbą o udzielenie pożyczki na wyjazd na
Południe, potem może podążyć chciał do Krakowa i Lwowa. Bartels
był znajomym Norwida, a jednocześnie człowiekiem przynależącym do
świata muzycznego - pisał teksty pieśni i piosenek, zajmował
się również kompozycją. Ze światem muzycznym - odnotujmy
z kronikarskiego obowiązku - łączy też poetę wystąpienie w roli
protektora śpiewaka Deklera (osoby bliżej nieznanej), którego w 1877
roku polecał Aleksandrowi Branickiemu (PW X, 104-105).
Norwida zajmowały także rodzaje sztuki,
w których muzyka jest istotnym elementem - jak w przypadku tańca.
W 1852 roku poeta przesłał Wojciechowi Grzymale rękopis szkicu
Tańce polskie. Szkic ten był zapewne dopełnieniem
jakiejś rozmowy, którą przeprowadzili wcześniej z Grzymałą -
bliskim przyjacielem Chopina. Przesyłając swój tekst, Norwid wyrażał
w liście przekonanie, że w przyszłości z Polski pochodzić będzie
jakiś kod międzynarodowej wymiany wartości, może wzorców społecznych
i moralnych, podobnie jak z Grecji pochodzi kod uniwersalnych wartości
estetycznych, elementów powszechnie uważanych za piękne: "Toteż
na to podobało się Opatrzności postanowić, żeby piękna Grecja,
co o piękną kobietę wojnę domową zapaliła, służyła teraz ludom
jako talizman porozumiewania się w sztuce... tak, jak na inne potrzeby
w tym rodzaju będzie Polska służyć" (PW VIII, 175).
W szkicu o tańcach poeta zwraca uwagę na
rozmaitość kulturowych ekspresji starożytnych Greków, na to, że
"pojedyncze narzecza, to jest prowincjonalizmy, rozwijają się
w postacie moralne i duchowe osobne, czego wyraźnym są pomnikiem porządki
dorycki, jonicki [!] i koryncki, a w literaturze pojedyncze własności
[...]" (PW VI, 385). Stąd wewnętrzne bogactwo, wielość propozycji
estetycznych oraz różnorodność postrzegania piękna w sztuce greckiej,
która w czasach nowożytnych stała się "talizmanem porozumiewania
się w sztuce". Norwid zauważa jednak, że "za naszych czasów,
kiedy sztuki plastyczne mniej jak muzyka zdają się wypływać
z potrzeb moralnych społeczeństwa, tenże sam fenomen, co u Greków
w architekturze i literaturze (powyżej wzmiankowany), na polu muzycznych
kreacji objawia się" (PW VI, 385). Jak komentuje te rozważania Maria
Cieśla-Korytowska:
Poeta określa
więc powód swoich wywodów na temat tańca: pokazać zjawisko
upowszechniania się pewnych elementów kultury, których
pochodzenie jest wyraźnie nacechowane ("prowincjonalizmy");
tych elementów, które, jego zdaniem, w podobny sposób jak dawniej
sztuki plastyczne, wyrażają "ducha epoki" ("wypływać
się zdają z potrzeb moralnych społeczeństwa") - elementów
muzycznych67.
W swojej charakterystyce tańców polskich Norwid
buduje pewnego rodzaju hierarchię. Najwyższe miejsce zajmuje polonez:
POLONEZ, kreacja już nie prowincjonalna,
[...] ale cało - narodowa, mogąca się rozciągnąć od religijnego
rytmu aż do tej poważnej mimiki chórów lub tryumfów starożytnych,
które na bareliefach68 greckich i rzymskich
spotykamy. Jako powaga rytmu tej jest wartości i to miejsce zajmuje
u Polaków, co np. (w rozwijaniu się pieśni u Greków) Epopeja.
(PW VI, 387)
Chopin jest, według Norwida, artystą, który
w swej twórczości dokonuje przekroczenia, przekształcenia tego,
co "prowincjonalne":
MAZUR - kreacja estetycznie od krakowiaka
wyższa, bo już nie połączona elementarnym, bliźnięcym sposobem
tańca z improwizacją pieśni, ale cała samym tańcem wyrażona;
[...] Chopin umiał ją nawet podnieść do godności symfonijnej
i w samej kreacji muzycznej, bez tańca nawet, zamknąć (sam był
z rodu Mazurem i dla kreacyj swej prowincji szerokie pole na świecie
otworzył). Z kreacji takiej, która już jednym organem sztuki cała
wyrazić się daje, wnosić można, że jako element tej jest godności
estetycznej, co na przykład element dorycki lub jonicki, to jest
więcej niż prowincjonalnym, ale w skład całoharmonii narodowej
wchodzącym.
(PW VI, 386-387)
Refleksje Norwida nad tańcami mają bardzo
duże znaczenie dla zrozumienia perspektywy, w jakiej sytuował on
muzykę Chopina. Poeta był przekonany, że sztuka polska (którą
do pewnego stopnia identyfikował ze sztuką słowiańską czy też
uważał za reprezentatywną dla niej), mówiąc kolokwialnie,
ma przed sobą wielką przyszłość. Johann Gottfried Herder
w Myślach o filozofii dziejów przewidywał rosnące
znaczenie ludów słowiańskich w historii, a Norwid sądził, że
w przyszłości kultura słowiańska stanie się jeśli nie dominującą,
to w każdym razie powszechnie znaną, rozpoznawalną wartością
estetyczną. Przy czym Polska miałaby, jak o tym pisał w liście
do Wojciecha Grzymały, w świecie kultury nowożytnej odegrać rolę
analogiczną do tej, jaką odegrała starożytna Grecja. Oczywiście
samo dokonywanie porównania między starożytną Grecją a Polską
nie było specjalnie oryginalne, twórcy romantyczni robili to
wielokrotnie i na rozmaite sposoby69. Na
przykład przyjaciel i w pewnym okresie życia mentor Norwida,
Zygmunt Krasiński, w monumentalnej konstrukcji historycznej dramatu
pod tytułem Irydion budował historiozoficzną
paralelę zniewolonej przez antyczny Rzym Grecji ze zniewoloną przez
carską Rosję Polską. Nawiasem mówiąc, Krasiński nie przedstawił
argumentów świadczących o kulturowej wyższości Polski nad Rosją,
uważał zapewne tę wyższość za sprawę oczywistą.
Norwid, szkicując niewielki rozmiarami tekst
poświęcony tańcom, dokonał kilku ważnych spostrzeżeń. Muzyka
w jego przekonaniu była językiem wyrażenia "potrzeb moralnych
społeczeństwa". Rozmaitość muzycznych ekspresji stanowiła z kolei
zadatek budowy uniwersalnego, wewnętrznie zróżnicowanego i bogatego
spektrum, w którym wysokie wartości etyczne połączone zostaną
z powszechnie akceptowanym kanonem piękna.
15. Cyprian Norwid, Irydion i Masynissa (rysunek piórkiem, 1850) - kompozycja inspirowana dramatem Zygmunta Krasińskiego Irydion; na dole rysunku przytoczony, zapewne z pamięci, fragment części IV dramatu.
Rozważania na temat wartości kultury ludowej
odnajdujemy nie tylko w wypowiedziach zaplanowanych jako dyskursywne,
jakby manifestach estetycznych, lecz także w korespondencji Norwida. Na
przykład na początku 1855 roku, pisząc do Teofila Lenartowicza,
wspominał: "Czytałem ślicznego twego Danta na mokrej fujarce
wierzbowej wygranego" (PW VIII, 238)70. Tę
samą opinię powtórzył rok później w liście do Marii Trębickiej,
tym razem odnosząc ją do wielu utworów Lenartowicza: "Najlepsza
rzecz, jaką napisał, to jest Złoty kubek -
to będzie trwałe - o wszystkim innym powiedziałem mu, że: to
Dant na fujarce mokrej, wierzbowej - no - ale nie na papierze! to
wiele!" (PW VIII, 281). Dante jest wielkim, światowym artystą,
twórcą wartości uniwersalnych, zarówno architektem potężnej epopei,
wielkim budowniczym zaświatów w Boskiej Komedii,
jak i wrażliwym lirykiem, w kameralnym zbiorze Vita
nuova sławiącym miłość do Beatrycze. Skala talentu
poetyckiego Lenartowicza nie sięga poziomu Dantego - co Norwid
subtelnie zauważa71 - ale też "lirnik
mazowiecki" do takich wyżyn nie aspiruje. Ważna jest tu swoista
translacja, przekład wartości uniwersalnych (poezja Dantego) na
skromny i swojski partykularyzm poetyki Lenartowicza ("mokra fujarka
wierzbowa"). Mazowiecki pastuszek grający na fujarce odzwierciedla
swą sztuką ten sam ład i tę samą treść świata, jaką widzimy
w potężnej wizji Dantego. Z kolei translacja, pewnego rodzaju migracja
wartości wysokich - które odnaleźć można w obiegu niższym,
na przykład w pieśni ludowej - do poziomu uniwersalnego była
dla Norwida jedną z najważniejszych cech charakteryzujących muzykę
Chopina.
Swoistym suplementem do listu mogą być
także skreślone przez Norwida [Uwagi o "Pamiętniku
pieśniarza"] - chodziło o poemat historyczny
Mieczysława Pawlikowskiego (treścią utworu była historia
nieszczęśliwej miłości włoskiego śpiewaka lutnisty do polskiej
szlachcianki). Snując wywołane tym poematem refleksje, poeta wskazuje,
że stałą cechą polskich rodzin szlacheckich było korzystanie
z wysokiej kultury, reprezentowanej na przykład w dobie renesansu
przez tradycję włoską, a jednocześnie pogarda wobec twórców tej
kultury.
Ten Włoch śpiewak, wiem,
kto jest - i całą rodzinę jego znam:
Kopernik, Skarga, Jan
Kochanowski, Birkowski, hetman Zamoyski i inni z wiekopomnych ojców
w duchu lub czynie Rzeczypospolitej Polskiej uczyli się po miastach
włoskich czytać Tacyta, Wirgiliusza, Tertuliana i Laktancjusza od
rodziny onego Włocha...
A potem?
Potem oto jeden
z rodziny tej śpiewa szlachcicowi polskiemu, uszlachetnionemu
w komput72 całości wyrobu chrześcijańskiego
przez dziadów jego... i wątpi, azali szlachcic taki córkę da mu...
(PW VI, 400)
Uwarunkowania społeczne w Polsce, które
zresztą nie odbiegały specjalnie od feudalnych zasad panujących
w całej Europie, wskazywały nie tylko na niską pozycję społeczną
poety "pieśniarza", ale także na bolesny dysonans, jaki zachodził
między wykorzystaniem go jako edukatora i kompletnym ignorowaniem
jego życiowych potrzeb, nieszanowaniem jego człowieczeństwa. Taki
brak wyobraźni i wrażliwości społeczeństwa w odniesieniu do
elementarnych potrzeb życiowych artysty, brak poszanowania dla jego
pracy i konwencjonalne, lekceważące traktowanie sztuki staje się
z czasem jednym z najważniejszych, obsesyjnie wręcz powracających
motywów twórczości Norwida. Taki los artysty stał się także -
zdaniem poety - w jakiejś mierze udziałem Fryderyka Chopina.
W 1869 roku Norwid w mającym formę noty liście
czynił Karolowi Ruprechtowi wyrzuty, jak to określił, w "kwestii
reprezentacji i czujności narodu". Chodziło między innymi o to, że
poeta, dowiedziawszy się, iż w dekoracji fasad wznoszonego gmachu Opery
Paryskiej mają pojawić się popiersia najwybitniejszych przedstawicieli
świata muzycznego, domagał się podjęcia starań o upamiętnienie
Chopina73 - jednak bezskutecznie:
Wielmożny Karol Ruprecht
i inni byli uwiadomieni na czas, iż skoro taki monumentalny gmach jak
Opera Nowa buduje się i skoro tenże na zewnątrz stawa się Muzyki
i Liryki Panteonem, tedy należałoby, aby poważne Emigracji imiona (i
np. Chór polski) zaniosły petycję o niepominięciu jednego z Ojców
Szkoły - zmarłego w Paryżu - Chopina!
Ale W-ny Ruprecht i inni
[...] puścili to mimo uszu.
(PW IX, 415)
16. Gmach Opery w Paryżu (fotografia Charles'a Marville'a, 1876) - Norwid uważał, że skoro nowy (wznoszony w latach siedemdziesiątych XIX wieku) gmach opery ma być "Muzyki Panteonem", w dekoracjach rzeźbiarskich jego fasady powinien zostać upamiętniony Fryderyk Chopin.
Norwid wielokrotnie podkreślał, że Polacy
nie potrafią docenić ani uhonorować żyjących wśród nich wielkich
postaci. W liście do Ruprechta dodawał sarkastycznie: "Pocieszać
się można, że zgasły Mistrz Muzyki będzie teraz miał pomnik
w Warszawie kosztem i staraniem J.O. hrabiego Berga, który już w tej
mierze z rzeźbiarzem umowę robi lub zrobił. Tak samo jak ś.p. Adam
Mickiewicz naprzód był pojęty i oceniony w Moskwie przez Kozłowa
i Puszkina" (PW IX, 416). Informacja o uhonorowaniu Chopina pomnikiem
z inicjatywy Fiodora Berga nie jest potwierdzona źródłowo i wydaje
się nieprawdopodobna. Berg, ostatni namiestnik Królestwa Kongresowego,
inicjator ostrego kursu rusyfikacyjnego, wojskowy, wydający rozkazy
bezwzględnej pacyfikacji miejscowości, w których udzielono pomocy
powstańcom styczniowym, miałby być promotorem upamiętnienia Fryderyka
Chopina? Norwid skądś czerpał swe informacje, ale zdarzało się też,
że po prostu powtarzał plotki. A w tę skłonny był może uwierzyć
dlatego, że pasowała mu do koncepcji o powtarzającej się sytuacji
wcześniejszego uznania wielkości artysty przez obcych (nawet wrogów)
niż przez swoich.
W 1878 roku Norwid przesłał Józefowi
Bohdanowi Wagnerowi wiersz pt. Skała Bolmirowej. Poemat
słowieński - zdawałoby się, iż ze wtórej połowy VIIo
stulecia - nowo odkryty. W tej satyrycznej humoresce poeta
niemal parodiował zarówno styl klasycystyczny, jak i sentymentalny
oraz romantyczny. Prototypem bohaterki utworu - Wiercisławy, żony
Bolmira - była Wieńczysława Brzezicka, pianistka i śpiewaczka (K
II, 683). Artystyczne zajęcie nie uchroniło jej przed sarkastycznym
humorem Norwida, a może właśnie dlatego że była artystką,
stawiał jej jako człowiekowi większe wymagania. Ukazana została
jako Słowianka, niezwykle zajęta wraz ze swym ukochanym zbieraniem
w kolejnych porach roku jagód, rydzów oraz innych grzybów. Sielankę
zakłóca im "hałas przemożny", gdyż pojawia się nowa,
chrześcijańska wiara i - "kruszą nam bałwany". Bolmir,
bojąc się o los żony ("Kruszą bałwany??... cóż? więc
z tobą będzie?!"), unosi ją w zaczarowaną okolicę, gdzie odtąd
żyją
[...] z dobrym kucharzem,
z stangretem,
Z czterema lokajami i z tym, co do życia
Potrzebnym jest - z pannami wprawnymi do szycia
Wolantów74, tudzież falban [...]
(PW II, 235)
Ostatnim chronologicznie świadectwem kontaktu
Norwida ze światem muzycznym jest przesłany Konstancji Górskiej
wiersz Małe dzieci, mający podtytuł
Romans chiński (z towarzyszeniem fortepianu). Wcześniej ten
satyryczny utwór przesyłał już poeta Zofii Węgierskiej (pod tytułem
Ballada chińska), Ludwikowi Nabielakowi i Julianowi
Fontanie, a w roku 1882 jeszcze Sewerynie Duchińskiej (K II, 371, 752,
772). Norwid był utalentowanym karykaturzystą, ale także w słowie
potrafił z kąśliwą ironią ukazać zasady rządzące współczesnym
światem. Rzecz dotyczyła małżeństw osób rzekomo dorosłych,
w istocie wciąż jeszcze niedojrzałych, infantylnych. Małżeństw,
w których - jak komentował poeta w liście do Joanny Kuczyńskiej -
"skoro wszystko oparte na rękojmiach natury (urodzenia, majątku,
powierzchowności, humoru, rasy koloru, skłonności, wyobrażeń etc.),
[...] to - cóż wreszcie zostanie na Sakrament???..." (PW IX,
181).
Tematy muzyczne pojawiają się też
w twórczości prozatorskiej Norwida. We wczesnym opowiadaniu
Łaskawy opiekun, czyli Bartłomiej Alfonsem
(napisanym w 1840 roku), będącym ciętą satyrą społeczno-obyczajową,
znalazł się w opisie zabawy w dworku państwa Drążkowskich fragment
o tańcach:
Nareszcie ozwała się i kapela. Nie
zaszkodzi bowiem polonez dla poważnych, a mazur, obertas i krakowiak
dla żwawych chłopaków i dziewczyn. Ale u państwa Drążkowskich
nic gminnego się nie pokaże; tam wyrwano fijołek i lilię białą,
a wetknięto na to miejsce papierową girlandę, którą usłużni
kupcy sprowadzili z Paryża. [...] w bawialnej izbie goście tańcowali
kontredansa.
(PW VI, 22)
W noweli Stygmat, napisanej
w ostatnim roku życia poety, jednym z bohaterów jest skrzypek
Oskar. Narrator tej noweli, którego w pewnym stopniu utożsamić
możemy z autorem, w opisie rozmów w skromnym salonie "generałowej
wdowy***" - a zagadnienie rozmowy prawdziwej, głębokiej było dla
Norwida bardzo istotne - sięga po porównania z dziedziny muzyki.
W salonie tym:
Rządził [...] pewien rodzaj
złotej anarchii [...], gdybym takowego to, a prawie codziennego wieczora
skreślić miał istny całowzór, porównałbym go do niewielkiej,
lecz odegranej wytwornie symfonii.
Ta rozpoczynać się zwykła
tonem bezwybitnym, swobodnym i potoczny zaledwo mającym wydźwięk -
niedostrzegalnie on się jednak to niecierpliwił, to podnosił, gdy od
czasu do czasu wlatującymi nagle i nisko, bystro i okrężnie, nowinami,
do krążenia jaskółek podobnymi, bywał z lekka trącany... Kiedy
niekiedy [...] uśmiechów wariant i sam nareszcie wyraźny śmiech
nadłamywać się zdawał całość tonu, alić natychmiast głębokie
i szerokie serio powstawało i pogodną płynęło rzeką akordów...
Rozmowa, tak się sama
prowadząc, bo nie przewodził nikt jej, czyniła, że pod godzinę
pełni wieczoru i wszystkich, i wszystko jeden zdawał się ożywiać
temperament.
(PW VI, 105-106)
Narrator opowiada o swoim śnie, będącym
rodzajem wizji historiozoficznej o stygmatach ciążących nad narodami
i jednostkami ("I we widzeniu sennym czytałem Ludów zastępy - fale
pokoleń - i ludzi rozmaicie wielkich..." - PW VI, 124). Koniec
snu to przekształcenie, przejście obrazu - "widzenia"
w "słyszenie":
Zdawało mi się tylko widzieć zamieć
uleciałych kształtów, coraz to dalej porywanych kręcącym się
wichrem, jakby zamieć liści pstrych w jesieni...
Naraz podejrzewać zaczynałem
w półśnie, że Oskar weszedł cicho, i że mi gra Henryka Purcell
Taniec wichrów... i przebudziłem się.
(PW VI, 126)
Chodzi zapewne o fragment
Dance of Winds z opery The Tempest
(Burza) mistrza angielskiego baroku.
W tym efektownym fragmencie skrzypce unisono szesnastkowymi przebiegami
imitują wycie wichru, obywając się bez towarzyszenia basso
continuo. Dlatego Oskar mógł grać solo ten właśnie utwór;
Norwid zapewne go słuchał w wykonaniu jakiegoś realnie istniejącego
artysty.
Poeta sugestywnie charakteryzował sposób grania
Oskara, ujawnianie się na scenie prawdziwej istoty muzyka. Być może
obraz ten zawdzięczał coś wspomnieniom nie tylko gry skrzypków -
Nikodema Biernackiego czy Apolinarego Kątskiego - lecz także gry
Chopina.
Oskar*** nie gdy na scenę
wchodził, ani gdy grać poczynał, ale dopiero gdy już pełno grał,
był istotnym sobą, i podobno, że wtedy tylko to był on. [...] Coś
olimpijskiego prostowało nagle linie całej jego postaci - głowa
się podnosiła hardo - włosów wicher nawiewał się na czoło
i ustępował tylko silnemu w takt stąpieniu. Ręka wyprzedzała wszystko
i palcami zdała się garnąć pierwej tony, nim podchwycić je można
było smykiem, w powietrze rzucając zadyszane...
(PW VI, 109)
W Stygmacie napotykamy też
inną interesującą "kwestię muzyczną" - Oskar, aby wyrazić
swoje uczucia, opowiedzieć o nich, gra na skrzypcach ("wysunąwszy
naprzód rękę lewą, na wyżynie strun utwierdzoną, rozpoczął",
a skończywszy, "cicho, spokojnie i uważnie złożył [...] skrzypce
i smyk otarł" - PW VI, 112-113). Nie byłoby w tym nic niezwykłego,
gdyby nie to, że - jak ujął to autor w przypisie - jest to
"melodia określona wierszem" (PW VI, 112): "zapisem" tego, co
gra Oskar, jest wiersz Norwida Czemu?. Dodajmy, że
jest to jeden z trzech znanych wariantów tego utworu. Najwcześniejszą
wersją jest ta z Vademecum (LXXXIV ogniwo cyklu),
w komedii Miłość czysta u kąpieli morskich
(napisanej zapewne około 1880 roku) wiersz jest fragmentem monologu
bohatera, wygłaszanym "śpiewnie" (PW V, 315), w ukończonym
w 1883 roku Stygmacie zaś - wierszem zapisem
melodii75.
Inną funkcję pełni muzyka w późnej noweli
"Ad leones!". Wśród osób tworzących grupę
skupioną wokół "rudobrodego rzeźbiarza" narrator wymienia
"pięknego śpiewaka, który dawał lekcje cudzoziemcom". Wygląd
i gesty każdej z tych osób pozwalały, jak zauważa dalej narrator,
rozeznawać z łatwością, nie tylko
kto? w jakiej gałęzi prac i zachodów bierze udział, ale nawet i czym
w obecności zaprząta się? [...] Śpiewak także, z płaszczykiem swym
na ręku lub na jednym ramieniu, z pobrzmiewającą coś wargą pod zbyt
układnym wąsem, i ze zwitkiem nut w ręku, nic nieczytelnego w swej
postaci nie przedstawował.
(PW VI, 134-135)
Nie wiadomo nic o sukcesach scenicznych
śpiewaka. Zaproszony wraz z innymi do pracowni rzeźbiarza, by zobaczyć
"kolosalną grupę [...] przedstawiającą dwoje postaci chrześcijan
rzuconych lwom", daje natomiast wyraz swej artystycznej naturze
(podochociwszy sobie winem), intonując... pieśń rewolucyjną:
Śpiewak piękny, zarzuciwszy
udatnie płaszczyk, począł swoim wybitnym barytonem nucić zrazu,
a potem na całe tchnienie śpiewać:
Drżyjcie, tyrrany
świata,
Lud podniósł sądny
głos,
Straszny uderzy
cios...
Piorun już z chmury
zlata...
- - taramta tata
rata...
Drżyjcie, tyrany świata!...
(PW VI, 138-139)
Nie zawsze więc muzyka w dziele Norwida
stawiana jest na piedestale, bywa, że staje się przedmiotem kpiny,
kąśliwej ironii, gorzkiego sarkazmu. Poeta starannie oddzielał
ideał od jego ludzkiej, powszedniej realizacji. Właśnie
w realizacji najczęściej (choć nie zawsze) dostrzegał karykaturę
ideału. Ideału, który przecież miał nie tylko wymiar estetyczny,
nie tylko był cieszącą oko sztuką czy pieszczącą ucho muzyką,
ale także ważnym ogniwem stworzenia, sferą pośredniczącą
między ludzkimi usiłowaniami a Bożą obecnością. O tym
właśnie traktuje Promethidion. Rzecz w dwóch dialogach
z epilogiem - poemat, w którym poeta zarysował ramy
intelektualnej konstrukcji, jaką budować miał całe życie.
17. Cyprian Norwid, winieta z pierwszego wydania poematu Promethidion (Paryż 1851).
¤
18. Wojciech Korneli Stattler, Machabeusze (obraz olejny, między 1830 a 1842) - to wielkie płótno (2,62 × 3,71 m) o tematyce biblijnej zawierało bliskie współczesnym malarza przesłanie o niezłomnej postawie ciemiężonych. Malarstwo Stattlera, zwłaszcza obraz Machabeusze, było wysoko cenione przez Norwida, a także przez Juliusza Słowackiego.
Ciąg dalszy w wersji pełnej