Rozdział IDroga pod Somosierrę
21 września 1588 r. wpatrujący się w daleki horyzont mieszkańcy hiszpańskiego portu Santander zobaczyli pierwsze żagle okrętów wojennych. Wszyscy byli przekonani, że oto wysłana na podbój Anglii "Niezwyciężona Armada" księcia Mediny-Sidonii powraca triumfalnie ze swojej wyprawy. Wraz ze zbliżaniem się statków do portu radość Hiszpanów przeistaczała się w przerażenie. Wkrótce wyszła na jaw potworna prawda: niepokonana dotychczas flota hiszpańska poniosła sromotną klęskę. Okręty angielskie oraz sztormy nie pozwoliły Hiszpanom dokonać zamierzonej inwazji oraz zniszczyły im co najmniej 45 jednostek1. Monarchia Filipa II Habsburga2 straciła bezpowrotnie miano najpotężniejszej na świecie potęgi morskiej, a pałeczkę pierwszeństwa powoli zaczęli przejmować Anglicy. Co prawda ogromne posiadłości w Ameryce, Azji czy też w Europie nadal znajdowały się w posiadaniu madryckich władców, ale ich pozycja światowa z roku na rok ulegała stopniowej degradacji. Kolejni królowie z dynastii Habsburgów pchali swój kraj w kierunku przepaści. Trwająca w latach 1618-1648 Wojna Trzydziestoletnia zdegradowała kraj z Półwyspu Iberyjskiego do drugiej ligi europejskich potęg, a unicestwienie armii Francisco de Mello 19 maja 1643 r. pod Rocroi oznaczało koniec świetności hiszpańskiej armii, a szczególnie doskonałej pieszej formacji tercios3.
Ostatni władca z dynastii Habsburgów na tronie hiszpańskim, Karol II, zmarł 1 listopada 1700 r., a jego bezpłodność zmusiła hiszpańskie elity do znalezienia jeszcze za życia króla jego następcy. W celu przywrócenia dawnej świetności podupadającej monarchii, decydenci uznali, że ich kraj potrzebuje związać się sojuszem z silnym gospodarczo i militarnie państwem, jakim była rządzona przez Ludwika XIV Francja. Kierujący stronnictwem profrancuskim arcybiskup Toledo, Portocarrero, przekonał króla do przekazania władzy w testamencie wnukowi Ludwika XIV - Filipowi d'Anjou4. Gdy Austria i Anglia zakwestionowały ostatnią wolę Karola II, w latach 1700-1713 doszło do wojny o sukcesję hiszpańską, która ostatecznie zakończyła okres mocarstwowości Hiszpanii. Wprawdzie kończący wieloletnie zmagania pokój w Utrechcie przekazywał madrycki tron w ręce francuskiego księcia5, jednak kraj z Półwyspu Iberyjskiego na jego mocy utracił na rzecz Austrii tak zwane Niderlandy Hiszpańskie, natomiast Anglia przejęła Gibraltar i Minorkę. Również walczące w ramach koalicji Niderlandy i Sabaudia zyskały niewielkie nabytki terytorialne. W ten sposób Hiszpania przestała zaliczać się do mocarstw i stała się drugorzędnym państewkiem, w dodatku w dużym stopniu uzależnionym od potężnego francuskiego sojusznika6.
Przez cały XVIII wiek kryzys w największym państwie Półwyspu Iberyjskiego pogłębiał się. Dopiero za rządów Karola III nastąpiło podźwignięcie się kraju ze stagnacji. Pod koniec jego panowania Hiszpania posiadała silną armię, której liczebność była szacowana niemal na 100 tys. żołnierzy. W dodatku, ze swymi 294 jednostkami pływającymi, została trzecią potęgą morską w Europie. Państwo zamieszkiwało około 10 milionów ludzi. Jednak najważniejszą rzeczą, którą udało się zrealizować królowi, było zmniejszenie deficytu budżetowego7. Przeprowadzone przez Karola III reformy zmierzały do wewnętrznego wzmocnienia kraju i zapewnienia mu silnej pozycji na arenie międzynarodowej.
Następcą Karola III został jego syn, który przybrał imię Karola IV. Nowy król był człowiekiem, którego sprawy państwowe interesowały w bardzo niewielkim stopniu. Uwielbiał zajmować się rzemiosłem, potrafił godzinami przesiadywać w warsztatach, oddając się pracy tokarza, stolarza, ślusarza czy też szewca. Sprawami swojej monarchii zajmował się maksymalnie pół godziny dziennie, natomiast bardzo starannie dbał o swoją tężyznę fizyczną i demonstrował ją na każdym kroku, wdając się w nieustanne bójki z pałacową służbą. Jako jeden z nielicznych władców Hiszpanii stronił od seksu, dlatego rzadko zaglądał do alkowy swojej żony i nie miał kochanek8. W związku z niemal całkowitą obojętnością władcy w kwestii spraw państwowych, inne osoby musiały ująć w swoje ręce stery rządów nad krajem. Jedną z nich była żona Karola IV, Maria Ludwika Parmeńska oraz jej kochanek, Manuel Godoy.
Manuel Godoy y Álvarez de Faria pochodził z zamieszkałej w Estramadurze rodziny szlacheckiej. W wieku 17 lat wstąpił do gwardii królewskiej i w niedługim czasie został faworytem królowej. Podobno jego uroda i piękna postawa tak oszołomiły Marię Ludwikę, że zapragnęła, aby został on jej kochankiem. Godoy był bardzo sprytnym człowiekiem i postanowił wykorzystać nadarzającą się sytuację. W związku z tym utworzył w ciągu paru lat stronnictwo, które pomogło mu przejąć ster władzy w Hiszpanii. W roku 1792 został premierem i funkcję tę sprawował do roku 1798, gdy pod naciskiem Francji został odwołany. Jednak jego dymisja nie oznaczała odsunięcia królewskiego faworyta od polityki. Nadal przebywał on na dworze, a jego wpływ na bieg spraw państwowych pozostawał niezmienny. Wkrótce stał się szarą eminencją i faktycznym władcą Hiszpanii9.
Rządy Manuela Godoya charakteryzowały się ogromnym rozkwitem korupcji. Jego zausznicy przywłaszczali sobie majątek państwowy, przez co stawali się niezwykle majętnymi ludźmi. W tym samym czasie pogarszała się sytuacja materialna pozostałych Hiszpanów. Godoy i jego zwolennicy wcale nie starali się ukrywać swoich machlojek oraz całkowitego braku zainteresowania pozycją międzynarodową Hiszpanii. Ludność większego z krajów Półwyspu Iberyjskiego widziała cynizm faworyta królowej, dlatego stał się on najbardziej znienawidzoną osobą w państwie. Wkrótce Hiszpanie znaleźli sobie osobę, która mogłaby obalić nieudolną parę królewską i ich faworyta oraz sama przejąć władzę. Osobą tą został następca tronu, książę Asturii Ferdynand. Nie był to człowiek wybitnych zdolności i silnego charakteru, jednak jego nienawiść do rodziców i Godoya sprawiła, iż stał się on niezwykle popularny. Prości ludzie widzieli w nim wybawcę od wszystkich nieszczęść swojego kraju, które przypisywali królewskiemu faworytowi. Wyobrażali sobie, że gdy Ferdynand zasiądzie na tronie, zakończą się rządy Godoya i wszystkie kłopoty ich państwa10.
W czasie, gdy Hiszpania coraz bardziej pogrążała się w kryzysie, po drugiej stronie Pirenejów rozgrywały się wydarzenia, które miały znaczny wpływ na historię Europy. Zdobycie przez lud francuski paryskiego więzienia Bastylii zapoczątkowało 14 lipca 1789 r. Wielką Rewolucję Francuską. Niedługo potem Francja najpierw została przekształcona w monarchię konstytucyjną, a następnie stała się republiką.
Karol IV nie mógł zachować się biernie wobec śmierci króla Francji, wskutek czego napięcie w stosunkach francusko-hiszpańskich wzrosło do tego stopnia, że 7 marca 1793 r. rząd republiki wypowiedział swojemu południowemu sąsiadowi wojnę11. Walcząca w ramach I koalicji antyfrancuskiej monarchia iberyjska początkowo zanotowała kilka sukcesów, jak zajęcie Roussillon czy też opanowanie przez połączoną flotę hiszpańsko-angielską Tulonu. Wkrótce okazało się, iż wojska hiszpańskie są nieprzygotowane do dłuższych zmagań wojennych, a katastrofalna sytuacja ekonomiczna państwa wręcz uniemożliwia ich prowadzenie. W obliczu francuskich sukcesów militarnych przedstawiciele Godoya zawarli 23 lipca 1795 r. w Bazylei pokój z rządem republiki. W jego wyniku Francja przejęła kontrolę nad hiszpańską częścią wyspy Santo Domingo, a granica pomiędzy oboma państwami została poprowadzona wzdłuż Pirenejów. Dwór madrycki przyjął postanowienia traktatu bazylejskiego z nieskrywaną radością, a wzruszony Karol IV nadał 5 września 1795 r. Godoyowi tytuł Księcia Pokoju. Niedługo potem (18 sierpnia 1796 r.) oba kraje podpisały w San Ildefonso traktat sojuszniczy, dzięki czemu Hiszpania stała się sprzymierzeńcem Republiki Francuskiej12.
Kolejne lata prowadziły do dalszego zacieśnienia wzajemnych stosunków. Jednak wraz z kolejnymi zwycięstwami wojsk francuskich podupadała rola Hiszpanii jako pełnoprawnego sojusznika. Koronacja Napoleona Bonaparte na cesarza, a następnie zwycięskie wojny w latach 1805-1807 z Austrią, Prusami i Rosją doprowadziły do zdobycia przez Francję dominującej pozycji w Europie i coraz większego uzależnienia od niej największego kraju Półwyspu Iberyjskiego. Ostatecznie Hiszpania stanęła po stronie cesarstwa w wojnie z Anglią i oddała do dyspozycji Napoleona swoją flotę wojenną. Klęska połączonej francusko-hiszpańskiej armady w bitwie pod Trafalgarem13 wytrąciła Godoyowi z rąk ostatni argument, jakim była marynarka wojenna. Kraj z Półwyspu Iberyjskiego jako sojusznik nie miał już nic do zaoferowania cesarzowi Francuzów. Stało się jasne, że wkrótce Napoleon będzie chciał w inny sposób wykorzystać niedawnego alianta.
Tymczasem wojska napoleońskie dumnie kroczyły po Europie, pozostawiając w tyle kolejne pokonane armie. Upokorzenie na polach Jeny i Auerstädt niezwyciężonej dotychczas pruskiej machiny wojennej doprowadziło Napoleona do Berlina. Tutaj 21 listopada 1806 r. podpisał on dekret wprowadzający tak zwaną blokadę kontynentalną. Dokument zawiadamiał o blokadzie wysp brytyjskich, co oznaczało, że korespondencja i handel z Anglią stały się całkowicie zabronione. Zakaz objął zarówno import towarów angielskich, jak również wyprodukowanych w brytyjskich koloniach. Ponadto zostało zabronione zawijanie do portów europejskich statkom, które płynęły z wysp i kolonii angielskich14.
Wprowadzenie blokady kontynentalnej miało na celu zrujnowanie ekonomicznie odwiecznego wroga Francji. Klęska floty francusko-hiszpańskiej pod Trafalgarem wykluczyła w najbliższej przyszłości inwazję na Brytanię. W związku z tym cesarz zaplanował zamknięcie europejskich rynków zbytu przed towarami angielskimi. Działanie to miało na celu wywołanie kryzysu nadprodukcji na wyspach i spowodowanie zamknięcia kolejnych nierentownych fabryk. Napoleon miał nadzieję, że wywołane przez niezadowolonych robotników zamieszki zmuszą rząd angielski do podjęcia rozmów pokojowych15. Jednak, aby blokada była skuteczna, powinna być szczelna. Gdyby choć jedno państwo europejskie wyłamało się z niej, to produkty brytyjskie przeniknęłyby do całej Europy. Zatem cały kontynent powinien być objęty ściśle nadzorowaną z Paryża kontrolą. Zawarty z Cesarstwem Rosyjskim 14 czerwca 1807 r. w Tylży układ pokojowy podzielił Europę na dwie strefy wpływów: francuską i rosyjską. Rosja zgadzała się na przystąpienie do blokady kontynentalnej i zobowiązała się do zamknięcia portów w kontrolowanej przez siebie strefie16. W ten sposób udało się cesarzowi odizolować prawie całą Europę od towarów brytyjskich.
Oprócz sojuszu francusko-rosyjskiego, traktat tylżycki dawał Napoleonowi prawo do detronizacji panującej w Portugalii dynastii Bragançów. Mniejszy z krajów Półwyspu Iberyjskiego od wieków był największym na kontynencie importerem angielskich towarów. Zamknięcie portów dla płynących z Anglii statków oznaczałoby ruinę gospodarczą Portugalii, z czego zdawał sobie sprawę sprawujący urząd regenta książę Jan. Dlatego odmówił przystąpienia do blokady kontynentalnej. Napoleon nie mógł pogodzić się z decyzją władcy portugalskiego, gdyż z Lizbony czy Oporto towary brytyjskie mogłyby docierać do innych części kontynentu i tym samym cel ustanowienia blokady nie zostałby osiągnięty. Należało zatem zmusić siłą krnąbrny kraj do uznania postanowień powziętych w Tylży, tym bardziej, że posiadał on tak bardzo potrzebną cesarzowi flotę wojenną17.
Aby podbić mniejsze z państw iberyjskich, wojska francuskie musiały przejść przez hiszpańskie terytorium. Co prawda armia hiszpańska nie była w stanie stawić czoła napoleońskim wiarusom, ale mimo to cesarz zamierzał zagwarantować sobie życzliwość panującej za Pirenejami monarchii. Postanowił wykorzystać nienawiść do wszechpotężnego Manuela Godoya oraz słabość hiszpańskich Burbonów. W drugiej połowie września 1807 roku zwołał w Fontainebleau kongres, który miał zadecydować o przyszłości Portugalii. Po niemal miesięcznych obradach 27 października 1807 r. przedstawiciele Francji i Hiszpanii podpisali kończący kongres traktat. Przewidywał on podział państwa portugalskiego na trzy części. Strefę północną (Królestwo Luzytanii Północnej) otrzymała królowa Toskanii, strefa południowa (Księstwo Algarbes) przypadła Godoyowi, natomiast losy strefy centralnej, ze stolicą w Lizbonie, miały rozstrzygnąć się po podpisaniu globalnego pokoju. Centrum państwa powinno albo zostać przekazane panującemu do tej pory rodowi Bragançów, w zamian za oddanie Hiszpanii Trynidadu i Gibraltaru, lub "rozdysponowane w zależności od okoliczności i zgodnie z tym, co będzie odpowiadało zarówno cesarzowi, jak i Karolowi IV"18. W ten sposób Napoleon zabezpieczał interweniujące w Portugalii wojska przed ewentualnym atakiem ze strony Hiszpanów.
Podpisanie traktatu w Fontainebleau było dla Manuela Godoya zabezpieczeniem przed spodziewaną agresją ze strony jego przeciwników. Książę Pokoju od dawna wyczuwał, że fala oporu przeciw jego rządom rośnie z dnia na dzień. Hiszpanie gremialnie popierali jego największego przeciwnika, czyli Ferdynanda Burbona, przez co pozycja księcia Asturii rosła i w krótkim czasie stał się on śmiertelnie groźnym przeciwnikiem dla królewskiego faworyta. Co prawda Karol IV i Maria Ludwika nadal stali murem za swoim podopiecznym, lecz mieli oni znikome poparcie społeczne, dlatego udzielne księstwo w zdobytej Portugalii wydawało się dla Godoya idealnym rozwiązaniem. Jednak Książę Pokoju nie był do końca pewien, czy podjęte w Fontainebleau przez Napoleona zobowiązania były wiążące, czy może stanowiły tylko element gry politycznej, w którą cesarz chciał wciągnąć hiszpańskich Burbonów. Tym bardziej że jeszcze przed podpisaniem traktatu ambasador francuski w Madrycie, François de Beauharnais, namówił Ferdynanda do poproszenia Napoleona o rękę księżniczki francuskiej, co też nieświadomy niczego książę uczynił. W tym czasie w pałacu Escurial wykryto spisek stronników infanta na życie pary królewskiej i Godoya. Karol IV niezwłocznie poinformował Napoleona o jego ujawnieniu, natomiast swojemu synowi zagroził odsunięciem od tronu na rzecz jego brata Franciszka. Ostatecznie Księciu Pokoju udało się doprowadzić do pojednania w łonie królewskiej rodziny, ponieważ obawiał się, iż rodzinne nieporozumienia mogą sprowokować cesarza do interwencji w wewnętrzne sprawy Hiszpanii. Cała intryga unaoczniła Hiszpanom, że pozycja Godoya nie jest taka niepodważalna, za jaką do tej pory uchodziła, natomiast wyczekiwane z utęsknieniem zmiany, czyli osadzenie na madryckim tronie Ferdynanda, mogą zajść tylko przy pomocy przemierzających właśnie Półwysep Iberyjski wojsk napoleońskich19.
Tymczasem 2 sierpnia 1807 r., a więc jeszcze przed podpisaniem traktatu w Fontainebleau, Napoleon utworzył Korpus Obserwacyjny Girondy pod dowództwem gen. Jeana-Andoche'a Junota. Pod koniec października generał przekroczył graniczną rzekę Bidassoa, znalazł się na terytorium Hiszpanii i skierował się w stronę Lizbony. Marsz Francuzów odbywał się w bardzo trudnych warunkach, gdyż ciągle padający deszcz skutecznie utrudniał przemierzanie fatalnych iberyjskich traktów. Niemal zaraz po przekroczeniu Pirenejów pojawiły się problemy aprowizacyjne, przez co głodni, zmarznięci żołnierze napoleońscy musieli uciekać się do zdobywania pożywienia w drodze rekwizycji i zwykłych grabieży. Ostatecznie do portugalskiej stolicy wraz z gen. Junotem dotarło 30 listopada jedynie 1 500 grenadierów, reszta korpusu jeszcze przez kilka tygodni dołączała do oddziałów głównodowodzącego. Na szczęście dla Francuzów Portugalczycy nie podjęli walki, a sprawujący regencję książę Jan odpłynął wraz ze swoją flotą wojenną do Brazylii w przeddzień zajęcia Lizbony przez wojska napoleońskie. Generał Junot został namiestnikiem francuskim, lecz zamiast przeprowadzać reformy społeczno-polityczne, zajął się okupacją mniejszego z krajów Półwyspu Iberyjskiego20.
Przemierzające Hiszpanię wojska francuskie witano za Pirenejami entuzjastycznie. Pomimo ich fatalnej dyscypliny i dokonywanych grabieży, oddziały gen. Junota spotykała wszędzie przychylność ze strony mieszkańców. Co prawda zdarzały się podczas marszu skrytobójstwa na rabujących Francuzach, jednak były to sporadyczne przypadki. Entuzjazm Hiszpanów wynikał z narastającej nienawiści do Godoya i jego popleczników. Opisywane powyżej wydarzenia w pałacu Escurial dawały nadzieję, że przy pomocy wkraczających wojsk cesarskich będzie można obalić w końcu wszechwładnego faworyta i powierzyć tron księciu Asturii.
Przebywający w Paryżu Napoleon dokładnie wczytywał się we wszystkie nadchodzące z Półwyspu Iberyjskiego raporty. Opisywane przez gen. Junota entuzjastyczne przywitanie jego żołnierzy oraz całkowita demoralizacja rodziny królewskiej utwierdziły go w przeświadczeniu o niezdolności Burbonów do zasiadania na madryckim tronie. W umyśle cesarza zaczęła rodzić się myśl o obaleniu rodziny Karola IV i oddaniu korony hiszpańskiej jednemu z członków swojej rodziny. Tym sposobem można było zaspokoić własne ambicje, jak również usatysfakcjonować Hiszpanów, odsuwając od władzy Godoya.
Realizacja podjętych przez Napoleona postanowień wymagała z jednej strony ostrożności, gdyż Hiszpanie niemal ślepo popierali Ferdynanda, a z drugiej odpowiedniego wsparcia zbrojnego. Dlatego cesarz zaczął wysyłać za Pireneje kolejne jednostki, które miały za zadanie opanować strategiczne punkty na Półwyspie. Jako pierwszy przekroczył graniczną rzekę Bidassoa i zajął Vittorię Drugi Korpus Obserwacyjny Girondy gen. Pierre'a Duponta. W styczniu 1808 r. na Półwyspie znalazły się: Armia Wybrzeża Oceanu marsz. Bona-Adriena Moncey'a, która podążyła do Burgos, oraz kierujący się w stronę Barcelony korpus gen. Guillaume'a-Philiberta Duhesme'a. Zwłaszcza działania tej ostatniej formacji jasno ukazywały zamiary Napoleona, gdyż akcja w Katalonii nie mogła być uznana za wsparcie dla wojsk Junota, czym do tej pory Napoleon tłumaczył Hiszpanom wkraczanie na ich terytorium swoich kolejnych oddziałów. W lutym 1808 r. liczebność sił francuskich na Półwyspie wynosiła około 75 tys. żołnierzy, a w ich rękach znajdowały się takie miasta, jak Burgos, Pampeluna, San Sebastián, Figueras i Barcelona21.
Na przełomie lutego i marca 1808 r. szwagier Napoleona, marsz. Joachim Murat, otrzymał nominację na stanowisko namiestnika Hiszpanii i podążył za Pireneje. Żegnając swojego dowódcę, cesarz przekazał mu szczegółowe instrukcje, zgodnie z którymi wielki książę Kliwii i Bergu powinien skierować się w stronę Madrytu, aby zająć miasto i podjąć próbę pokojowego przejęcia władzy: "Gdyby doszło do tego, że Hiszpanie będą bronić Madrytu, generał Dupont ma skierować się na miasto San Ildefonse, następnie pomaszerować na Madryt i wesprzeć atak, jeżeli będzie to konieczne. Jednak wojska powinny przemieszczać się, zachowując się pokojowo i wzbudzając zaufanie, nie zaniedbując przy tym wszelkich środków ostrożność. Niech zapewni Pan Księcia Pokoju, króla i wszystkich innych o naszych pokojowych zamiarach..."22.
Oficjalnie maszerujący na czele korpusów gen. Duponta i marsz. Moncey'a Murat rozgłaszał, iż kieruje się w stronę Gibraltaru, aby zaatakować tę brytyjską posiadłość23. Jednak rodzina królewska oraz Godoy w końcu pojęli, że celem Napoleona nie jest realizacja traktatu z Fontainebleau, lecz pozbawienie ich władzy. Nie widząc innego wyjścia, postanowili udać się do Kadyksu, aby tam wsiąść na statek i popłynąć do Ameryki. Pierwszym etapem ich podróży była miejscowość Aranjuez, dokąd uciekinierzy dotarli w połowie marca. Wieści o ucieczce Burbonów bardzo szybko dotarły do mieszkańców okolicznych miast i wsi, więc zaczęli oni napływać do Aranjuez, aby nie pozwolić na wyjazd księciu Asturii i ostatecznie odsunąć od władzy Godoya. Przywództwo nad tłumem objął hrabia de Montijo, a przerażony Karol IV wydał 16 marca proklamację, w której ogłosił, że nie ma zamiaru opuszczać kraju. Pomimo tego, w nocy z 17 na 18 marca tłum napadał na dom Księcia Pokoju. Godoyowi udało się ukryć na strychu i dopiero gdy wyszedł ze swojej kryjówki, został rozpoznany i pobity. Tylko dzięki interwencji Ferdynanda nie doszło do linczu. Ostatecznie Książę Pokoju został odwołany ze stanowisk generalissimusa i Najwyższego Admirała oraz umieszczony w więzieniu Villaviciosa. Natomiast przerażony Karol IV abdykował na rzecz swojego syna, który objął tron jako Ferdynand VII24.
Mogło się wydawać, że w końcu sprawy wewnętrzne Hiszpanii rozstrzygnęły się zgodnie z życzeniami jej mieszkańców. Wkrótce okazało się, jak bardzo byli w błędzie myślący w ten sposób Hiszpanie. Zaraz po uwolnieniu Karol IV odwołał swój akt abdykacji, stwierdzając, że został on podpisany pod przymusem. Tym sposobem dwaj królowie zaczęli rościć pretensje do madryckiego tronu. Jedyną osobą, która mogła pogodzić obu pretendentów, był Napoleon, tym bardziej że 23 marca marsz. Murat wraz ze swoim wojskiem wkroczył do stolicy, entuzjastycznie witany przez jej mieszkańców25.
24 marca Ferdynand VII Burbon odbył triumfalny wjazd do Madrytu, uroczyście witany przez swoich podwładnych. Niedługo potem stawił się w kwaterze wielkiego księcia Kliwii i Bergu, żądając, aby w imieniu Napoleona uznał on jego władzę w Hiszpanii. Tego samego domagał się w swoich listach również Karol IV. Marsz. Murat starał się uspokoić wszystkie strony konfliktu, nie składając żadnych obietnic, tylko na bieżąco informując swojego monarchę o sytuacji w stolicy. Widząc niemożliwość pogodzenia syna z ojcem i znając przyjazne nastawienie Hiszpanów do swoich wojsk, cesarz podjął decyzję o usunięciu obu królów i zastąpieniu ich swoim najstarszym bratem Józefem. Aby pomóc Muratowi w osiągnięciu tego celu, Bonaparte wysłał do Madrytu swojego zaufanego człowieka, gen. Anne-René Savary'ego. Miał on sprowadzić całą królewską rodzinę razem z Godoyem do Bajonny, gdzie również udał się Napoleon. W tym nadgranicznym mieście cesarz postanowił zakończyć ostatecznie swoją interwencję na Półwyspie Iberyjskim26.
Zaraz po przybyciu do hiszpańskiej stolicy książę Rovigo27 rozpoczął namawiać członków rodziny królewskiej na wyjazd do Francji i rozwiązanie, przy udziale Napoleona, wszystkich spornych spraw. Para królewska oraz Godoy szybko dali się przekonać i wyruszyli w stronę Bajonny. Natomiast Ferdynand zwlekał z decyzją o wyjeździe, gdyż podejrzewał podstęp. W końcu opuścił Madryt i z nadzieją rychłego uznania go królem Hiszpanii rozpoczął w towarzystwie Savary'ego podróż w stronę Pirenejów. Lud żegnał młodego monarchę ze łzami w oczach, wszyscy obecni byli przejęci jego losem i traktowali wyjazd Ferdynanda jak porwanie28. Początkowy entuzjazm, z jakim ludność Półwyspu przyjmowała francuskich żołnierzy, zaczął przeradzać się w nienawiść, tym bardziej że napoleońscy żołdacy traktowali Hiszpanię jak kraj podbity i niemal codziennie dopuszczali się rabunków oraz gwałtów na mieszkańcach stolicy.
Tymczasem 30 kwietnia doszło w Bajonnie do pierwszego spotkania Napoleona ze wszystkimi członkami rodziny królewskiej oraz Godoyem. Początkowo cesarz przybrał pojednawczą postawę, aby obecni Hiszpanie myśleli, iż dąży do pojednania. Jednak celem Bonapartego było wprowadzenie jeszcze większego zamętu wśród hiszpańskich Burbonów i udowodnienie ich niezdolności do dalszego sprawowania władzy na Półwyspie. Wkrótce dotarły do Bajonny wiadomości dotyczące wybuchu powstania madryckiego, o czym będzie mowa poniżej. Bonaparte uznał to za doskonały pretekst do odkrycia swoich kart i postawił Karolowi IV ultimatum. Stary monarcha otrzymał do wyboru dwie możliwości rozwiązania konfliktu. Pierwsza z nich zakładała odzyskanie korony przez starego króla, co musiało doprowadzić do wybuchu wojny domowej, gdyż przytłaczająca większość Hiszpanów opowiadała się po stronie Ferdynanda VII. Druga zobowiązywała Karola IV do abdykacji na rzecz Napoleona, co zagwarantowałoby utrzymanie całości hiszpańskiego terytorium oraz religii katolickiej. Postawiony pod ścianą król zgodził się przekazać władzę w ręce cesarza i 5 maja zrzekł się korony. Pięć dni później w imieniu Ferdynanda to samo uczynił kanonik Escóiquiz. W ten sposób władza w Hiszpanii dostała się w ręce Napoleona, który wkrótce uwięził parę królewską wraz z Godoyem w Compi?gne, a Ferdynanda w Valençay29.
Po przejęciu w sposób pokojowy madryckiej korony cesarz nadał Hiszpanii konstytucję, wzorowaną na jej francuskiej odpowiedniczce. 15 czerwca została ona zatwierdzona przez zwołaną w Bajonnie juntę, a 6 lipca Napoleon zrzekł się praw do hiszpańskiego tronu na rzecz Józefa Bonaparte, który zaprzysiągł nowo utworzoną ustawę zasadniczą. Następnie powołał rząd i wyruszył w kierunku Madrytu, aby przejąć władzę w swoim królestwie30.
Podczas gdy w Bajonnie trwały dramatyczne negocjacje, fala wzburzenia mieszkańców Madrytu przeciwko francuskiej okupacji osiągnęła swój kulminacyjny punkt. 2 maja marsz. Murat postanowił wyekspediować do Francji ostatnich członków rodziny królewskiej: infanta Don Francisco i jego siostrę królową Etrurii. Widok licznych wozów przed pałacem królewskim stał się sygnałem do wybuchu powstania. Mieszkańcy stolicy rzucili się na francuskich żołnierzy i rozpoczęli ich masakrę. Większość patroli francuskich, które wyszły tego dnia z koszar, nigdy już do nich nie powróciła. Przemieszczający się w tym czasie przez miasto polski szwoleżer Wincenty Mikułowski tymi słowami relacjonował zaobserwowane wstrząsające wydarzenia: "W dniu 2 maja (w Madrycie) cudownie obadwa z Mogielnickim wśród rzezi przeszliśmy pieszo cały Madryt od Puerta del Sol (rynek słynny) aż do Plaza de 1a Cebada (plac jęczmienia, to jest zboża), na którym rynku kwaterowali pułkownik Krasiński i szef szwadronu Tomasz Łubieński. My oba, świeżo mianowani ofcerami, obstalowaliśmy u senora pasamanero (smuklerz), mieszkającego na plaza Puerta del Sol dwie pary charreteras (czareteras, ślufy) i rano poszliśmy po ich odebranie. Mogielnicki już miał mundur oficera polskiego szwoleżerów, ja byłem w cywilnym surducie z kapeluszem oficerskim. Podczas naszej bytności w sklepie Hiszpana dały się słyszeć pierwsze strzały i zaraz na rynku rozpoczął się mord najokrutniejszy bezbronnych pojedynczych francuskich żołnierzy i kantynierek. Senor pasamanero ofiarował nam schronienie w swym domu, aleśmy takowego przyjąć nie chcieli i wyszliśmy na plac, a on drzwi zamknął. Szliśmy wśród tego istnego piekła, trzymając się za ręce i co chwila oczekując najokropniejszej śmierci, jakiej ze wszystkich stron mieliśmy widowisko. Raz nawet kupa rozjuszonych wieśniaków, nie znająca naszego munduru, ku nam się rzuciła... gdy z pośrodku tłumu dał się słyszeć głos: Deja los (decha) que soi a Polacos' (zostaw ich, bo to są Polacy). Na te słowa opadły ręce tym mordercom i dalej postępowaliśmy wśród rzezi i scen najokropniejszych pastwień, a uszedłszy tak kilkadziesiąt kroków, ujrzeliśmy dwóch szwoleżerów naszych: Kowalskiego i Prędowskiego, niesionych dla ich obrony przez kilkunastu księży dominikanów, którzy w moment znikli z naszych oczu: weszli w obwód murów kościelnych.
Opisuję ci ten epizod mało ważny dlatego, że widno z niego, jaką sympatią dla nas mieli z początku Hiszpanie. Ta sympatia po dniu 2 maja przeszła w romansowe uczucia, bo ponieważ strzelcy konni gowardii i mameluki, przerzynając się przez miasto ku Muratowi i naszym koszarom musieli gdzie niegdzie użyć oręża, a my nie dobyliśmy go nigdzie, urosła opinia, jakobyśmy wyprosili się od działania przeciwko ludowi. Dlatego to hiszpańscy guardia de corps zastrzegli sobie, aby z nikim innym nie patrolować po mieście tylko z nami. W parę dni po 2 maja byłem wykomenderowany na taki patrol i przyjmowano nas, gdzieśmy się tylko ukazali, z uniesieniem radości i uwielbienia"31.
Pomimo całkowitego zaskoczenia, marsz. Murat nie stracił zimnej krwi, rozkazując kawalerii gwardii natychmiast uderzyć na morderczą tłuszczę. Mamelucy i dragoni dosłownie roznieśli na szablach zarówno uczestników zamieszek, jak i przypadkowych przechodniów. Wkrótce do działań włączyła się cesarska piechota, a zepchnięci na plac Puerta del Sol powstańcy zostali skutecznie spacyfikowani, o czym wielki książę Kliwii i Bergu mógł wieczorem zameldować cesarzowi: "Wydarzenia z 2 maja zakończyły się zdecydowanym sukcesem Waszej Cesarskiej Mości. Tego dnia książę Asturii stracił swoją koronę, a jego rozbite stronnictwo gromadzi się teraz po stronie zwycięzcy. Wasza Cesarska Mość może więc dysponować koroną hiszpańską i spokój nie zostanie więcej zakłócony"32. Ostatnim akordem dramatu było przeprowadzenie brutalnych represji, w wyniku których każdy zatrzymany z bronią w ręku mieszkaniec został rozstrzelany bez jakiegokolwiek wyroku sądowego33.
Po stłumieniu powstania madryckiego mogło się wydawać, że sytuacja na Półwyspie została całkowicie opanowana. Hiszpania miała nowego króla i konstytucję, a buntownicy zostali skutecznie poskromieni. Ponadto niemal stutysięczna armia cesarska gwarantowała najstarszemu z Bonapartych w miarę bezbolesne przejęcie władzy. Taki obraz kraju z Półwyspu Iberyjskiego widział ciągle przebywający w Bajonnie Napoleon. O podjętych przez siebie decyzjach powiadomił marsz. Murata, który po przekazaniu komendy gen. Savary'emu opuścił Hiszpanię, aby 15 lipca otrzymać godność króla Neapolu34. Teraz wystarczyło, aby Józef dotarł do Madrytu, objął podarowany tron i rozpoczął spokojnie reformować kraj, zgodnie z duchem nadanej konstytucji.
Całkiem inaczej zinterpretowali Dos de Mayo Hiszpanie, którzy w końcu zrozumieli, iż Francuzi nie pomogą Ferdynandowi w objęciu władzy. Wkrótce w całym kraju zaczęło dochodzić do wystąpień antyfrancuskich. Jako pierwsi zbuntowali się mieszkańcy Oviedo i Walencji. W drugim z tych miast doszło 23 maja 1808 r. do wybuchu nienawiści w stosunku do sąsiadów z północy, gdy jeden z mówców ulicznych przeczytał na rynku "Gazetę Madrycką" z informacją o abdykacji Ferdynanda VII. Tłum wzniósł okrzyki: "Precz z Francuzami, niech żyje Ferdynand VII" i zażądał przyłączenia się do powstania. Wkrótce nowym gubernatorem został wybrany hrabia de Cervellón. Następnie doszło do eskalacji nienawiści w stosunku do zamieszkałych w mieście kupców francuskich; w efekcie 338 z nich zostało zamordowanych. Rozszalały tłum nie oszczędził nawet kobiet i dzieci35. Niedługo po tych wydarzeniach do buntu przyłączyły się takie miasta, jak: Murcja, Sewilla, Saragossa, Badajoz, La Coru?a, Kadyks, Valladolid i Barcelona. We wszystkich większych ośrodkach powstały lokalne junty, które objęły władzę w imieniu Ferdynanda. Natomiast w wolnej od Francuzów Andaluzji została powołana do życia junta sewilska, zwana "Juntą Rządzącą Hiszpanią i Indiami"36. Również w tej prowincji gen. Francisco Casta?os rozpoczął tworzenie armii hiszpańskiej, która byłaby w stanie przeciwstawić się wojskom cesarskim.
Niemal cały naród hiszpański chwycił za broń, której zamierzał użyć przeciwko najeźdźcom z północy. Bardzo dobitnie ujął to w swoich wspomnieniach kapitan Legii Nadwiślańskiej Józef Mroziński: "Nie jedna część, nie jedna klasa Hiszpanów powstała. Wszystkie klasy ludu trzystu prowincyj, zwyczajami, językiem nawet od siebie odróżnionych, wzajemnie się nienawidzących, z własnej woli podały sobie dłonie. Naród, którego wszystkie członki czują wielkość jego nazwy, musi mieć także wielkie te epoki, których historya jest historyą ludu, nie zaś dziejami kilku osób. Takie dzieje zajmują nas, chociażby też były obrazem najkrwawszych bojów. Mniej razi obraz ludzi czyniących z siebie ofiary, jak ofiar czynionych z ludzi.
Żołnierz francuski okryty laurami zwycięskiemi, zaczął tu wojnę z narodem; dotąd prowadził ją z rządami. Mogłaż ta być tem, czem były inne? Francuzi zwyciężali hiszpańskie wojska, ale rozbrojonych 100.000 ludzi nie są rozbrojonem narodem. Po zwycięstwie posuwali się naprzód, lecz dlatego nie przybywało im ziemi. Nieprzyjacielskie wojsko zawsze całą przestrzeń kraju dzierżyło w swojej mocy, bo tem wojskiem był lud cały"37.
Obok ogólnonarodowego zrywu i tworzenia regularnych oddziałów wojskowych mieszkańcy zajętych przez Francuzów prowincji rozpoczęli organizować oddziały partyzanckie. Otrzymały one nazwę guerillas i stały się istnym utrapieniem cesarskich gubernatorów. Głównym ich zadaniem były ataki na kurierów i odizolowane posterunki oraz organizowanie zasadzek na konwoje z żywnością i amunicją. Również służącym za Pirenejami Polakom partyzanci dali się mocno we znaki, czego nasi rodacy nie omieszkali opisać w swoich pamiętnikach. Służący w 9. pułku piechoty Księstwa Warszawskiego por. Stanisław Broekere wspominał: "Z porady hrabiego La Romana, ze zbiegłych żołnierzy i chłopów w górzystych okolicach kraju uformowały się oddziały pod nazwą Guerillasów. Oddziały te podobne do band rozbójników, złożone z ludzi różnego rodzaju i w rozmaitych kostjumach, uzbrojonych w długie strzelby lub sztylety i noże, zebrały się tak szybko jak gdyby z ziemi wyrosły. Mieli oni swych wodzów, a od władzy dostawali utrzymanie. Oprócz tego mieszkańcy musieli ich żywić. Pomimo tego rabowali również jak i nasi. Jeżeli się zdarzyło przemocą w pobliżu rozkwaterować, natenczas uciekali w góry i dopiero po przejściu niebezpieczeństwa powracali. Na równinach nigdzie nie zatrzymywali się, gdyż wodzowie mieli wielką trudność utrzymać ich w porządku"38. Natomiast służący w tym samym pułku kpt. Józef Kozłowski tymi słowami przedstawiał, w jaki sposób oddziały napoleońskie próbowały podjąć walkę z nieuchwytnymi guerillas: "Z rzeczonych stanowisk jak potrzeba wymagała wysyłane były oddziały wojska w różnych kierunkach. A że te oddziały chodziły od wsi do wsi niezatrzymując się nigdzie długo, dla tego nazwano je kolumnami ruchomemi (colonnes mobiles). Kolumny takowe w tym celu ustanowione były, aby wytępić powstańców, którzy się we wsiach, między górami leżących zbierali i napastowali mniejsze garnizony i transporta francuzkie. Mimo jednak tych rozporządzeń przezornych, ciężko było przytłumić powstanie. Położenie bowiem kraju hiszpańskiego jest takie, że wojna partyzancka nieskończenie długo przedłużoną być może. Pokąd tylko Hiszpanów miłość do Ojczyzny i niepodległości prawdziwa ożywiać będzie, żaden żeby najmożniejszy zdobywca, niech sobie nie pochlebia aby ten naród choćby całkiem zdobyty, mógł zupełnie uspokoić. Tu wystawić sobie można ile wycierpieć musiały rzeczone oddziały ruchome, które w ustawicznej pielgrzymce, często napadnięte od powstańców z nimi bić się musiały. Rzadko oni dotrzymywali kroku, oni się bowiem kontentowali małą zadaną klęską, niechcąc walczyć o wygraną, a jak tylko spostrzegli że bez swej szkody zaczepki uczynić niemogą, zrejterowali się między niedostępne skały, których bezdroża im samym jak krajowcom są znane, a ścigać ich byłoby próżnem znużeniem żołnierza"39. W sumie walka z partyzantami przypominała przysłowiowe syzyfowe prace. Żołnierze cesarscy nigdzie nie mogli czuć się pewnie, gdyż każdy Iberyjczyk mógł okazać się skrytobójcą, o czym wspominał kapitan huzarów francuskich Michel Rocca: "Kobiety, starcy, a nawet dzieci byli przeciwko nam i służyli nieprzyjacielowi jako szpiedzy. Pewnego razu zauważyłem ośmioletniego chłopca kręcącego się wokół naszych koni. Zaoferował się jako przewodnik i naprowadził mały oddział huzarów prosto w zasadzkę. Kiedy oddział znalazł się blisko ukrytych partyzantów, chłopiec nagle rzucił się biegiem ku skałom z okrzykiem "Niech żyje król Ferdynand VII" i nagle rozpoczęła się strzelanina"40.
Gdy 9 lipca Józef Bonaparte przekraczał Pireneje, cały kraj był już ogarnięty powstańczym płomieniem, a francuscy dowódcy bezskutecznie starali się przeciwstawić agresywnym mieszkańcom Półwyspu. Sprawujący naczelną komendę gen. Savary dysponował około 120-tysięcznym wojskiem41, na które składały się stacjonujące w okolicach Madrytu korpusy gen. Duponta i marsz. Moncey'a, zabezpieczające główną arterię łączącą granicę ze stolicą Hiszpanii oddziały marsz. Jeana-Baptiste'a Bessi?resa oraz wojska gen. Junota w Portugalii i gen. Duhesme'a w Katalonii. Zadanie tych jednostek polegało na opanowaniu i utrzymaniu głównych miast Półwyspu, zabezpieczeniu drogi prowadzącej z Bajonny do Madrytu, a także odblokowaniu zakotwiczonej po klęsce trafalgarskiej w Kadyksie francuskiej floty.
Zanim doszło do przejęcia korony hiszpańskiej przez ród Bonapartych, 29 lutego gen. Duhesme podstępem zajął Barcelonę, pozorując wprowadzenie do miasta konwoju rannych42. Dysponował on siłami złożonymi z około 12 tys. Francuzów i Włochów. Wkrótce otrzymał rozkaz wysłania dywizji gen. Josepha Chabrana w stronę Walencji, celem wsparcia przedsięwziętej przez marsz. Moncey'a akcji przeciw temu miastu. Duhesme'owi pozostało zaledwie 8 tys. żołnierzy, na czele których próbował bezskutecznie opanować Geronę. Również podjęta przez kolumnę gen. Françoisa-Xaviera Schwarza akcja przeciwko silnie ufortyfikowanemu klasztorowi Montserrat zakończyła się odwrotem Francuzów. Siły cesarskiego dowódcy okazały się zbyt słabe, aby zdobyć to umocnione miejsce, a generał został zmuszony powrócić do Barcelony. Podobnym fiaskiem zakończyła się wyprawa gen. Chabrana, który nie zdołał połączyć się z marsz. Moncey'em i został zmuszony zarządzić odwrót w stronę stolicy Katalonii43. Dopiero pod koniec lipca gen. Duhesme otrzymał wsparcie w postaci korpusu gen. Honore-Josepha Reille'a, przez co jego siły wzrosły do 20 tys. ludzi44. Po skoncentrowaniu swoich rozproszonych oddziałów ponownie ruszył on pod Geronę. Druga próba zdobycia twierdzy także zakończyła się niepowodzeniem, a generał musiał wycofać się do Barcelony. Niedługo potem wojska francuskie w Katalonii zostały zablokowane w jej stolicy oraz nadgranicznej fortecy Figueras przez napierającą z południa armię hiszpańską. Stało się jasne, że bez licznych posiłków wojska cesarskie nie są w stanie spacyfikować tej prowincji.
Kolejne niepowodzenie spotkało wojska napoleońskie na wschodnim wybrzeżu. W czerwcu rozlokowany w okolicy Madrytu korpus marsz. Moncey'a został wysłany w kierunku Walencji. Marszałek miał za zadanie zdobyć i spacyfikować to zbuntowane miasto przy współudziale oddelegowanej z Katalonii dywizji gen. Chabrana. Niestety, nie doszło do połączenia obu detaszowanych kolumn, a gdy 28 czerwca po wyczerpującym marszu oddziały Moncey'a dotarły w pobliże Walencji, zastały miasto przygotowane do obrony. Po oddaniu kilku strzałów armatnich w jego stronę marszałek zarządził odwrót do Madrytu45.
W czerwcu również Aragonia stała się areną krwawych walk, gdy Pireneje przekroczył, kierując się w stronę Saragossy, niewielki korpus dowodzony przez gen. Charlesa Lefebvre-Desnoëttesa. Francuski dowódca wyszedł z Pampeluny 5 czerwca na czele trzech tysięcy piechurów, tysiąca kawalerzystów i sześciu armat46. Do pierwszego starcia z Hiszpanami doszło już 13 czerwca pod Mallen, gdzie wyróżniły się polskie formacje - Legia Nadwiślańska oraz Ułani Nadwiślańscy47. Opisujący ten bój ułan Kajetan Wojciechowski nie miał wątpliwości, że nieprzyjaciel został kompletnie rozbity: "Nuż wtedy Hiszpanie uciekać za Ebro, a my za nimi gonić do upadłego. Tam rzeź była mordercza, gdyż ani słowa nie rozumiejąc ich języka, czy więc prosili o darowanie życia lub gardzili pardonem, nie zważając na nic, rozjuszone ułany bez miłosierdzia topili lub kłuli każdego"48.
Zwycięstwo pod Mallen otworzyło korpusowi gen. Lefebvre-Desnoëttesa drogę w kierunku stolicy Aragonii, dokąd wojska cesarskie dotarły 15 czerwca. Bramy miejskie były zamknięte, mimo to dowódca francuski zdecydował się niemal z marszu zaatakować Saragossę trzema kolumnami. Zgodnie z rozkazem generała, francuska piechota otrzymała zadanie szturmowania bramy Portillo, płk Józef Chłopicki wraz z batalionem 1. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej powinien przejść przez bramę Carmen, trzecią z atakowanych bram była Santa Engrácia, którą udało się pokonać 3. szwadronowi Ułanów Nadwiślańskich. Polscy kawalerzyści galopem przeszli przez miasto aż do dużego placu na tyłach Portillo. Niestety, Francuzom nie udało się dostać w obręb murów, a na placu ułanów otoczył wrogi tłum. Nie mogąc wykonać żadnego manewru, zostali oni zmuszeni do powolnego odwrotu, do końca osłaniając cofającą się w kierunku Santa Engrácia kolumnę płk Louisa-Benoit Roberta49. Okazało się, że sforsowanie murów miejskich nie jest równoznaczne z upadkiem Saragossy. Ukryci w domach i na dachach obrońcy swoim celnym ogniem karabinowym zadawali dotkliwe straty atakującym. W pewnym momencie gen. Lefebvre-Desnoëttes zdał sobie sprawę, że błądzenie po wąskich uliczkach może zakończyć się odcięciem drogi odwrotu i klęską. Dlatego wydał rozkaz opuszczenia Saragossy i założenia obozu pół mili przed miastem, na prawym brzegu Kanału Królewskiego, po lewej stronie drogi do miejscowości María. Dramatyczne chwile, jakie polscy legioniści przeżyli w obrębie murów miejskich, kapitan Mroziński relacjonował tymi słowami: "Generał Lefebre uformował kilka pod ręką znajdujących się kompanij polskich w kolumnę, która zaraz krokiem do ataku udała się za nieprzyjacielem. Z przyczyny gęstych oliw i ogrodów otaczających miasto, przychodząc drogą madrycką można spostrzec bramę Carmen dopiero w bliskości 60 sążni od niej, to jest z punktu, gdzie droga do niej na wprost skręca. Hiszpanie postawili działa przed bramą, które za pokazaniem się kolumny w miejscu skrętu drogi zionęły na nią kartaczami. Pierwszy ten od miasta wystrzał położył kapitana Karola Emmerycha, porucznika Mierzwińskiego i piętnastu grenadyerów właśnie w chwili, kiedy kapitan ten obrót komenderował. Jakkolwiek nagła strata tylu walecznych, a szczególniej kapitana Emmerycha, oficera najpiękniejszych nadziei, łatwo mogła zamieszać żołnierza, jednak mała ta kolumna, powolna głosowi pułkownika Chłopickiego, przedarła się aż do bramy pomimo silnego ognia, który nam jeszcze ubił lub ranił kilkunastu ludzi (pomiędzy temi ostatniemi był podporucznik Ambroży Borakowski). Hiszpanie nie mieli jeszcze pułków zdolnych oprzeć się bitnym wojskom w polu, ale znalazło się pomiędzy nimi kilkadziesiąt walecznych, którzy postanowili się dać zabić przy bramie, ale nie odpędzić od niej. Wszczęła się z nimi zacięta walka. Obrońcy Saragossy raz już przecież widzieli wstrzymanego w natarciu nieprzyjaciela. To ich ośmieliło wszystkich, zbiegali się hurmem ku bramie, napełniali domy i ukryci za oknami i dachami niszczyli strzelbą naszych ludzi, którzy zewsząd przez nich widziani, sami ich widzieć nie mogli"50.
Generał Lefebvre-Desnoëttes uznał, że nie zajmie Saragossy nagłym atakiem i będzie musiał rozpocząć regularne oblężenie. Odstąpił więc od murów, przeszedł pod miastem rzekę Huerba, założył obóz i czekał na posiłki. Ułani Nadwiślańscy pełnili teraz niewdzięczną służbę zaopatrywania wojsk pod Saragossą w żywność i furaż, bo żadnych magazynów ani zapasów korpus cesarski nie posiadał. Guerillas, jak tylko mogli, utrudniali aprowizację oddziałów, napadając na "furażerów" i niszcząc znajdującą się w pobliżu miasta żywność. Oficer ułanów, Wincenty Dobiecki w następujący sposób opisywał próbę odsieczy dla wysłanego na patrol niewielkiego oddziału francuskiego: "Na zapytanie, czy tu byli Francuzi i gdzie są, wyrwał się jeden młody Hiszpan, dający znaki dowódcy, aby jechał za nim, wskazując na obszerne budynki gospodarskie. Ten jedzie za nim, Hiszpan otwiera wrota stodoły, aż tu się przedstawia oczom jego okropny widok. Wszyscy ci Francuzi leżą na słomie z porozrzynanymi brzuchami. Zdumiony oficer wrócił do szwadronu, a nieco koniom wytchnąwszy, pomaszerował nazad, skąd przyszedł do obozu i całą rzecz jenerałowi zameldował. Ten gniewem i rozpaczą uniesiony, wydaje rozkaz, aby ten sam szwadron wrócił się do tej wioski, otoczył ją, spalił tak, aby się żywa dusza z niej nie wydostała"51. Tak właśnie wyglądała jedna z najbardziej okrutnych wojen XIX wieku, a walczący Polacy, nie mając innego wyjścia, zmuszeni byli dostosować się do jej realiów.
Tymczasem powstanie ogarnęło całą Aragonię. Gen. José de Palafox zgromadził pod Epilą na drodze od strony Madrytu kilka kompanii hiszpańskiej regularnej armii oraz 3 do 4 tysięcy ochotników. Przeciw niemu gen. Lefebvre-Desnoëttes wysłał płk. Chłopickiego z jego pułkiem, batalionem 15. pułku piechoty oraz 50 kawalerzystami. 24 czerwca polski dowódca zaatakował oddziały iberyjskie, które nie stawiły większego oporu. Zwycięstwo wojsk cesarskich nie podlegało dyskusji, Hiszpanie mieli wielu zabitych i rannych, ponadto stracili cztery armaty. W bitwie tej szczególnie odznaczył się prowadzony przez kpt. Notkiewicza batalion legionistów, który przełamał pozycje hiszpańskie na wzgórzu i zmusił nieprzyjaciół do ucieczki. Tego samego dnia garnizon Saragossy zorganizował wycieczkę na pozycje brygady gen. Charlesa-Louisa Grandjeana, jednak atak ten został odparty przez 2. pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej, który przybył kilka dni wcześniej wraz z brygadą gen. Grandjeana52.
Gdy Napoleon dowiedział się o trudnościach, które przeżywa pod Saragossą korpus cesarski, zdecydował się wysłać tam posiłki, aby mieć możliwość podjęcia regularnego oblężenia. Dowództwo oddał w ręce gen. Jeana Verdiera, jako mającego większe doświadczenie w sprawach oblężniczych, niż kawalerzysta gen. Lefebvre-Desnoëttes.
Pierwszym ruchem nowego głównodowodzącego było opanowanie wznoszącego się nad Saragossą wzgórza Monte Torrero. Pozycja ta była silnie ufortyfikowana i obsadzona przez liczny garnizon hiszpański, lecz atak oddziałów napoleońskich, w którym uczestniczył batalion 1. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej oraz Ułani Nadwiślańscy, rozstrzygnął starcie. Generał Verdier pozbył się uciążliwej zewnętrznej fortyfikacji i mógł rozpocząć planowanie wielkiego natarcia na miasto, tym bardziej że po otrzymanych wzmocnieniach jego siły liczyły około 12 tys. żołnierzy53.
2 lipca o świcie gen. Verdier rozkazał przystąpić do generalnego szturmu. Na lewym skrzydle dywizja gen. Gomeza Freyre'a w trzech kolumnach nacierała na wyłom od strony zamku Aljaferia, bramy Sancho i Portillo, klasztor św. Augustyna oraz koszary. Prawe skrzydło tworzyły trzy kolumny dywizji gen. Lefebvre-Desnoëttesa, atakując bramy Carmen i Santa Engrácia oraz klasztory Santa Engrácia i San José. Trzy szwadrony kawalerii, złożonej z ułanów i kirasjerów, przeszły w bród na lewy brzeg Ebro, aby pilnować przedmieścia na wprost strzeżonego przez Hiszpanów mostu. Kolumna skierowana na bramę Portillo odniosła sukces. Wszyscy broniący tej pozycji artylerzyści zginęli lub uciekli w panice. W tym krytycznym dla obrońców momencie ujawniła się determinacja i odwaga mieszkańców Saragossy. Do legendy przeszła młoda kobieta, Agustina de Aragón, która widząc klęskę, wdarła się na opuszczoną baterię, wyrwała zapalony lont z ręki konającego kanoniera i dała ognia z 24-funtowej armaty. Czyn ten przywrócił odwagę obrońcom, którzy wrócili na opuszczoną pozycję. Atakujący, rażeni ogniem od frontu i z boku od strony zamku, musieli się wycofać. W tym czasie druga kolumna ataku na lewym skrzydle skierowana została na niewielki plac Aires de Roi przed koszarami kawalerii i bramę del Pino, ale również i jej nie udało się przełamać obrony. Natomiast na prawym skrzydle gen. Pierre-Joseph Habert opanował klasztor San José, sforsował bronione przez dwa działa przejście przez most na Huerbie i zbliżył się do bramy Quemada. Nie zdołał jednak utrzymać zdobytej pozycji i pod silnym ogniem musiał się wycofać. W efekcie wszystkie atakowane tego dnia punkty zostały obronione, a wojsko oblężnicze straciło około 200 ludzi i musiało wrócić do punktów wyjścia54.
Niepowodzenie to było wielkim zaskoczeniem dla dowództwa francuskiego, które mniemało, że jednym atakiem zdobędzie miasto. O zaskoczeniu dowódców francuskich wspominał kapitan Józef Mroziński tymi słowami: "Wojsko, na którego zjawienie się otworzono bramy twierdz pruskich Spandau, Kostrzynia czy Magdeburga, nie mogło pojąć, jakim sposobem męstwo jego ulec musiało już po dwóch szturmach na miasto nie obwarowane. Generał francuski nie bez zdumienia widział się zmuszonym rozpocząć regularny atak oblężenia na Saragossę. Urządzono transporta ciężkiej artyleryi i amunicyi z Pampeluny. Konwoje te, pomimo ważnej usługi kanału, doznawały wiele trudności dla bezustannych na nie napadów"55.
Po odparciu generalnego szturmu gen. Verdier w końcu zrozumiał, że musi rozpocząć regularne oblężenie. Nadzorowani przez saperów piechurzy rozpoczęli kopanie przykopów i paraleli oraz usypywanie stanowisk artyleryjskich. Zdobyto wszystkie domy na przedpolu, które do tej pory były zajęte przez obrońców. Roboty te były prowadzone na oczach obrońców, z czego oni skrzętnie korzystali, ostrzeliwując ogniem armatnim i karabinowym pracujących żołnierzy cesarskich. Ponadto organizowali częste wycieczki i niejednokrotnie w okopach dochodziło do krwawych pojedynków56.
Do kolejnego szturmu doszło 4 sierpnia. Wojska ponownie zostały podzielone na trzy kolumny. Prawym atakiem dowodził gen. Habert, a jego główne siły składały się z 1. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej oraz kompanii woltyżerów i dwóch kompanii (woltyżerowie i grenadierzy) 15. i 70. pułku piechoty pod rozkazami płk. Roberta. Rezerwę tworzył 44. pułk piechoty oraz dwa bataliony z 15. i 70. pułku piechoty. Kolumna ta wdarła się do klasztoru Santa Engrácia i zajęła pierwsze domy przy ulicy o tej samej nazwie, prowadzącej w stronę głównej arterii Saragossy, czyli Cosso. Atak środkowy prowadził gen. Jean Baptiste Bazancourt, mając pod komendą 14. pułk piechoty oraz kompanie grenadierów i woltyżerów z 14. i 44. pułku piechoty. Kolumna ta przeszła przez most na Huerbie i skierowała się w stronę bramy Santa Engrácia. Po jej opanowaniu miała podążać na plac del Carmen i zająć domy po prawej jego stronie. Lewoskrzydłowa kolumna została oddana pod dowództwo gen. Grandjeana. Jej trzon tworzył 2. pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej, poprzedzany przez sześć kompanii wyborczych z 2. i 3. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej i batalionu z 47. pułku piechoty. Kierunek ataku wyznaczał lewy brzeg Huerby, wieża del Pino i brama Carmen.
O godzinie trzynastej rozpoczął się najkrwawszy szturm pierwszego oblężenia Saragossy. Wojsko z okrzykiem "Vive l'Empereur" ruszyło naprzód. Kolumna prawa, prowadzona przez płk. Chłopickiego przeszła wpław Huerbę, przez wyłom weszła na teren klasztoru Santa Engrácia i tocząc ciężkie walki uliczne posuwała się powoli w kierunku Cosso. Po dotarciu do tego miejsca ustawiła się w linii przy tzw. szańcach Maurów na długości 40 metrów. Polski dowódca postanowił przedostać się na drugą stronę Cosso, by dotrzeć do bramy del Angel i mostu na Ebro. Wkrótce walka w ciasnych uliczkach Saragossy okazała się pułapką dla polskich oddziałów, które zostały wsparte częściowo przez kolumnę ataku środkowego. Ostatecznie atakujący musieli wycofać się na uprzednio zdobytą linię ulicy Cosso.
W tym czasie idąca w stronę placu del Carmen i klasztoru Santa Fe lewa kolumna spotkała na swojej drodze część obrońców bramy Portillo. Hiszpanie doskonale orientowali się w ciasnych ulicach i dążyli do tego, by razić nieprzyjaciela z kilku stron, dlatego zajęli jeden z domów przy ulicy Santa Fe. Następnie zaczęli ostrzeliwać nacierających nieprzyjaciół z przodu i z boku. Kolumna polska, razem z 44. pułkiem piechoty, dotarła do placu Carmen, którego broniła jedna armata i granatniki. Wkrótce rozpoczęła się walka o każdy dom, o każdą ścianę. Broniła się hiszpańska załoga klasztoru karmelitańskiego, kilkakrotnie zdobywanego przez Polaków, a następnie odbijanego przez obrońców. Ostatecznie został on opuszczony przez obie strony i spalony. Na wszystkich odcinkach walka trwała aż do ciemnej nocy. Ostatecznie udało się żołnierzom napoleońskim zająć Cosso, ulice San Gil i de la Para, szpital oraz klasztory San José, San Diego i Santa Fe. Szturm kosztował Francuzów i Polaków 462 zabitych oraz 1 505 rannych. Wśród tych ostatnich byli generałowie Verdier i Bazancourt. Dowództwo wojsk oblężniczych przejął gen. Lefebvre-Desnoëttes57.
Ten dzień również był niezwykle krwawy dla Polaków. Zginęło bądź zostało rannych około 500 żołnierzy. Ponadto po raz pierwszy wojska oblegające spotkały się z tak specyficznym rodzajem walki. Przeważnie po wdarciu się do miasta garnizon poddawał się. W Saragossie było odwrotnie: gdy nacierające kolumny znalazły się za murami, zobaczyły ufortyfikowane domy, klasztory oraz barykady na ulicach. W tym momencie doszło do niesamowicie ciężkich walk ulicznych. Każdy dom, każda piwnica czy strych były miejscem, które trzeba było zdobywać. Hiszpanie nie przebierali w środkach w walce z atakującymi. Mężczyźni, kobiety i dzieci zjednoczyli się we wspólnej walce z najeźdźcą. Ponownie oddajmy głos kapitanowi Mrozińskiemu: "Pułkownik Henriot z pułkiem 14-stym, który za 1-wszym polskim już zajętą (oprócz wieży św. Franciszka) ulicą Santa Engracia postępował, pokazał się wtenczas w kolumnie w całej sile na ulicy Cosso. Zjawienie się tej masy zdawało się zatrwożyć nieco obrońców, kiedy wtem wyszedł naprzeciw niej ksiądz z krzyżem w ręku wzniesionym ku niebu i wśród głośno wymawianej modlitwy prowadził przy sobie panienkę ledwie 12 lat mającą, ubraną podług wizerunku Virgen del Pilar. Widok ten dziecka i kapłana modlącego się wśród ognia i mordów zajął wszystkich; cichość nastąpiła na chwilę. Żołnierze ze zdziwieniem spoglądali na to zjawisko, lecz na koniec zniecierpliwieni dali ognia do kapłana. Ten spokojnie i bez szwanku wśród strzałów ustąpił z Cosso, a w tym momencie za wszystkich dachów, okien i piwnic grad kul sypnął się wśród okropnego ognia i nowy ten atak bezskutecznym uczynił"58.
Po wdarciu się wojsk francusko-polskich do miasta rozpoczęły się krwawe walki uliczne w rejonie ulicy Cosso. Równie niespokojne wydarzenia miały miejsce na zewnątrz murów miejskich, gdzie prowadzone przez gen. Palafoxa posiłki zostały zaatakowane i odrzucone przez legionistów nadwiślańskich. Jednak 6 sierpnia gen. Lefebvre-Desnoëttes otrzymał rozkaz, aby przygotować odwrót spod Saragossy. Polecenie to było związane z sytuacją wojsk francuskich na innym odcinku frontu iberyjskiego, co zostanie opisane poniżej. Ostatecznie dowódca francuski musiał wycofać się ze zdobytej ogromnym kosztem części miasta, podłożyć miny pod wykonane roboty ziemne oraz zatopić amunicję i wszystkie ciężkie działa. W nocy z 14 na 15 sierpnia Francuzi wysadzili zajęte domy, spalili własny obóz i rozpoczęli wycofywać się w stronę Tudeli59.
W czasie gdy w Saragossie toczyły się krwawe zapasy, inny akt iberyjskiego dramatu rozgrywał się w dalekiej Andaluzji. Po wyjeździe z Madrytu marsz. Murata naczelne dowództwo nad wszystkimi wojskami cesarskimi za Pirenejami objął gen. Savary. Jednym z jego zadań było dotarcie do Kadyksu i odblokowanie znajdującej się tam od czasu klęski pod Trafalgarem francuskiej floty wojennej. Do przeprowadzenia tej operacji głównodowodzący wyznaczył stacjonujący w pobliżu stolicy Drugi Korpus Obserwacyjny Girondy gen. Duponta. Po otrzymaniu odpowiednich poleceń francuski generał wyruszył 24 maja z Toledo na czele dywizji piechoty gen. Gabriela Barbou oraz kawalerii gen. Maurice'a Fresii d'Oglianico. W gotowości do wsparcia wydzielonych sił powinna pozostać druga z dywizji korpusu pod rozkazami gen. Dominique'a-Honore'a Vedela. W sumie 13 tys. żołnierzy ruszyło na południe z zamiarem zajęcia Kadyksu i odblokowania statków adm. Françoisa-Étienne'a Rosily'ego60.
Po uciążliwym marszu w piekącym słońcu oddziały gen. Duponta dotarły 7 czerwca do Kordoby61. W mieście tym nie było regularnej armii hiszpańskiej, a garnizon stanowili wsparci przez chłopską milicję mieszkańcy. Dowódca francuski rozkazał otwarcie ognia artyleryjskiego, który rozbił bramy. Zaraz potem Francuzi wdarli się do miasta i po kilku godzinach walki spacyfikowali mieszkańców. W odwecie za zbrojny opór generał zezwolił swoim żołnierzom na czterodniowy rabunek miasta, które napastnicy opuścili dopiero 16 czerwca. W obliczu kapitulacji eskadry adm. Rosily'ego i ogarniającego całą Andaluzję powstania gen. Dupont postanowił cofnąć się wraz ze zrabowanym dobytkiem w kierunku pasma górskiego Sierra Morena. Ponowny marsz w lipcowym upale obładowanego łupami wojska spowodował, że w armii na ogromną skalę zaczęło szerzyć się maruderstwo. Ostatecznie 18 czerwca Francuzi osiągnęli miejscowość Andújar, skąd dowódca rozpoczął wysyłanie do Madrytu rozpaczliwych próśb o posiłki62.
Rezydujący w hiszpańskiej stolicy gen. Savary dość szybko dowiedział się o kapitulacji francuskiej floty i trudnej sytuacji gen. Duponta. Nie chciał swojemu dowódcy wydać kategorycznego rozkazu powrotu do Madrytu, gdyż oznaczałoby to fiasko operacji, dlatego postanowił wzmocnić jego wojska, wysyłając mu w sukurs najpierw dywizję gen. Vedela, a następnie dywizję gen. Jacquesa-Nicolasa Goberta. Po otrzymaniu tych wzmocnień siły gen. Duponta liczyły około 18 tys. Francuzów oraz 2 tys. Szwajcarów63. Dysponując tymi oddziałami, dowódca francuski powinien pozostać nad rzeką Guadalquivir, blokując w ten sposób drogę w kierunku Madrytu koncentrującej się armii hiszpańskiej.
Gdy gen. Dupont manewrował u podnóża Sierra Morena, grożące jego wojskom niebezpieczeństwo z dnia na dzień stawało się coraz bardziej realne. Zebrane w Grenadzie przez gen. Theodora Redinga oddziały osiągnęły na początku lipca Jaén, natomiast Armia Andaluzji gen. Casta?osa powoli przemieszczała się w górę Guadalquivir, nieuchronnie zbliżając się do miejsca stacjonowania cesarskiego korpusu. W końcu 14 lipca wojska drugiego z hiszpańskich dowódców zajęły dominujące nad Andújar stoki górskie, natomiast forpoczty pierwszego z nich osiągnęły leżącą pomiędzy obecnymi stanowiskami gen. Duponta a pasmem Sierra Morena miejscowość Bailén. Tym sposobem części napoleońskiego korpusu zagroziło odcięcie, gdyż w Andújar znajdował się głównodowodzący z dywizją gen. Barbou, kawalerią oraz mniejszymi oddziałami. Pozostałe dywizje zajmowały stanowiska w północnych rejonach Andaluzji. Generał Vedel stacjonował właśnie w Bailén, skąd wyparł awangardę gen. Redinga, natomiast oddziały gen. Goberta pilnowały w La Carolina przejść przez pasmo Sierra Morena.
15 lipca wszystkie siły gen. Casta?osa zajęły pozycję naprzeciwko dowodzonych przez gen. Duponta oddziałów. Francuz, który nie znał aktualnej pozycji wojsk gen. Redinga, doszedł do wniosku, że ma do czynienia z całością sił przeciwnika. Wobec tego postanowił ściągnąć część dywizji gen. Vedela pod Andújar. Zaopatrzony w odpowiednie rozkazy adiutant dowódcy wyruszył na północ, znajdując cesarskiego generała pod Bailén. Po przeczytaniu poleceń gen. Vedel postanowił całością swojej dywizji wyruszyć do Andújar, gdyż łatwe odparcie forpoczt gen. Redinga wywołało w nim przekonanie, że ma do czynienia tylko ze zbrojnymi demonstracjami nieprzyjaciela. Ostatecznie Francuz 16 lipca połączył się ze swoim dowódcą, pozostawiając w Bailén tylko nieliczne oddziały oraz wzywając gen. Goberta do odsadzenia tej strategicznej pozycji64.
Generał Dupont był bardzo zadowolony z otrzymanych posiłków i wkrótce rozpoczął przygotowania do bitwy, jednak przez cały dzień do starcia nie doszło, a obie strony poprzestały tylko na kanonadzie artyleryjskiej. Natomiast wezwana z La Carolina dywizja gen. Goberta musiała zacięcie walczyć z mieszkańcami Grenady o odzyskanie Bailén, gdyż ci wykorzystując odmarsz na południe sił gen. Vedela zajęli to miasto. Pod koniec dnia udało się Francuzom wyprzeć Hiszpanów, jednak gen. Gobert przypłacił osiągnięty sukces życiem65. Dowodzenie dywizji spoczęło w rękach gen. Françoisa-Bertranda Dufoura, który widząc wycofującą się armię gen. Redinga i mając powierzone pilnowanie przejść przez Sierra Morena, skierował swoje wojska z powrotem do La Carolina. Bailén ponownie zostało pozbawione francuskiej załogi i nadal stanowiło cel dla hiszpańskiej Armii Grenady.
Gdy wiadomości o odwrocie gen. Dufoura dotarły do Andújar, głównodowodzący cesarski od razu uświadomił sobie grozę swojego położenia i w nocy z 16 na 17 lipca rozkazał dywizji gen. Vedela ponownie wycofać się do Bailén. W mieście tym Vedel dowiedział się o zbrojnych demonstracjach hiszpańskich w pobliżu Sierra Morena, dlatego w obawie przed odcięciem od tego pasma górskiego zdecydował się podążyć za dywizją gen. Dufoura na północ. Przed swoim wymarszem powiadomił gen. Duponta o podjętej decyzji. Kurier z listem od gen. Vedela dotarł do Andújar 17 lipca wieczorem, ale dowódca sił głównych nadal wierzył, że prawdziwe niebezpieczeństwo stwarzają stojące naprzeciwko jego siły hiszpańskie, dlatego postanowił wycofać się do Bailén dopiero następnego dnia. Była to decyzja, która miała zaważyć zarówno na losie całego korpusu cesarskiego, jak i na dalszej karierze gen. Duponta.
Tymczasem gen. Reding otrzymał wzmocnienia, dzięki czemu liczebność jego wojsk wzrosła do około 18 tys. Dysponując tak liczną armią, zdecydował się na przecięcie Francuzom drogi odwrotu. Rozkazał licznym bandom guerillas nadal niepokoić dywizje generałów Vedela i Dufoura, natomiast na czele swoich dywizji ruszył w stronę Bailén. Tutaj umocnił swoje pozycje i przyszykował się do walki z korpusem napoleońskim.
Zgodnie z powziętym zamiarem gen. Dupont 18 lipca z samego rana rozpoczął przygotowania do marszu w kierunku Bailén. Jednak zorganizowanie całego pochodu, a zwłaszcza zebranie wszystkich załadowanych łupami z Kordoby wozów, zajęło kilka godzin. W tym czasie słońce było już wysoko na niebie, a dochodząca do 40°C temperatura stanowiła poważne utrudnienie dla szykującej się do marszu francuskiej kolumny. Głównodowodzący zdawał sobie sprawę, że odwrót w takich warunkach musiałby oznaczać śmierć dla wielu chorych i rannych jego żołnierzy, dlatego postanowił wyruszyć wieczorem. Tym sposobem stracił cały dzień i pozwolił armii gen. Redinga przeciąć swoją jedyną drogę odwrotu w kierunku Sierra Morena. Ostatecznie w promieniach zachodzącego słońca korpus francuski wyruszył w swoją, jak się miało wkrótce okazać, ostatnią drogę. Przez kilka godzin nikt nie niepokoił maszerujących Francuzów, dopiero około godziny trzeciej w nocy straż przednia wdała się w walkę z bliżej nieokreślonymi siłami hiszpańskimi. Wkrótce okazało się, że gen. Dupont ma do czynienia z Armią Grenady, która blokuje mu drogę odwrotu. Przez kilka godzin napoleoński dowódca próbował przełamać hiszpańskie pozycje obronne, lecz wszystkie ataki zakończyły się niepowodzeniem. W końcu około godziny dwunastej usłyszał na południu huk armatni, który zwiastował przybycie na plac boju Armii Andaluzji gen. Casta?osa. Gen. Dupont zrozumiał, że może zostać w każdej chwili otoczony przez trzykrotnie liczniejszego przeciwnika, a jedynym dla niego ratunkiem jest przybycie dywizji generałów Vedela i Dufoura. Należało zatem odwlec ostateczny atak Hiszpanów w nadziei, że obaj dywizjonerzy zawrócą i przybędą na pole bitwy. Realizując to postanowienie, gen. Dupont poprosił gen. Casta?osa o zawieszenie broni i rozpoczęcie układów66.
W czasie gdy główne siły francuskie szykowały się do wycofania spod Andújar, generałowie Vedel i Dufour nie znaleźli wojsk hiszpańskich pomiędzy Bailén a Sierra Morena. Uciekające pośpiesznie na sam widok oddziałów cesarskich bandy powstańcze dały do zrozumienia obu dowódcom, że nieprzyjaciel oczekuje na nich na południu i stwarza śmiertelne zagrożenie dla korpusu głównodowodzącego. W tym momencie należało dążyć do połączenia z siłami gen. Duponta, ale obezwładniający upał sprowokował gen. Vedela do wydania rozkazu o wyruszeniu w stronę Bailén dopiero 19 lipca rano. Ostatecznie odgłos pierwszych wystrzałów armatnich zmusił generała do działania. Jako pierwsza wyruszyła na południe dywizja gen. Vedela, za nią posuwały się bataliony gen. Dufoura. O godzinie dziewiątej, w czasie gdy gen. Dupont rozpaczliwie próbował przebić się przez hiszpańską obronę, znajdujący się zaledwie 3 km od pola bitwy gen. Vedel zarządził odpoczynek i aprowizację. Dopiero około godziny siedemnastej obie dywizje napoleońskie znalazły się na tyłach wojsk gen. Redinga i tutaj ich dowódca dowiedział się od przybyłego parlamentariusza, że dowódca korpusu zawarł z gen. Casta?osem zawieszenie broni. Nie wierząc do końca Hiszpanowi, gen. Vedel wysłał jednego ze swoich oficerów w celu sprawdzenia tych informacji, a wkrótce potem zaatakował Armię Grenady. Jednak dowódcy hiszpańscy nie mieli zamiaru walczyć na dwa fronty i zagrozili gen. Dupontowi zniszczeniem jego korpusu, jeśli ten nie zmusi swojego podwładnego do zaprzestania ataku. Generał francuski znał grozę swojego położenia, dlatego bezzwłocznie wysłał adiutanta do gen. Vedela z poleceniem wstrzymania operacji67.
20 lipca rozpoczęły się negocjacje, w których stronę cesarską miał reprezentować przebywający tymczasowo z Drugim Korpusem Obserwacyjnym Girondy generał inżynierii Armand-Samuel de Marescot. Po przybyciu do głównej kwatery gen. Casta?osa Francuz od razu zauważył, że dowódca iberyjski jest pewien swojej przewagi i jakiekolwiek próby pertraktacji będą skazane na porażkę. Zgodnie z jego przewidywaniem Casta?os od razu zażądał bezwarunkowej kapitulacji wszystkich dywizji napoleońskich w ciągu dwóch godzin, a w razie sprzeciwu groził całkowitym unicestwieniem batalionów gen. Barbou. Na te warunki nie zgodził się gen. Dupont, gdyż wojska generałów Vedela i Dufoura nie zostały odcięte i mogły w każdej chwili ruszyć w stronę Madrytu. Rozpoczęły się zatem długotrwałe negocjacje. Dopiero pod koniec dnia obie strony zgodziły się na odmarsz wszystkich dywizji francuskich do hiszpańskiej stolicy, z zastrzeżeniem wcześniejszego złożenia broni przez odciętą dywizję gen. Barbou. Na powyższe ustalenia nie zgodził się gen. Casta?os, ponieważ nie chciał pozwolić, aby w zasadzie pokonana część oddziałów francuskich wyszła z okrążenia, tracąc jedynie swoje uzbrojenie. Ostatecznie negocjatorzy cesarscy zgodzili się na kapitulację oddziałów gen. Barbou oraz na przewiezienie morzem z powrotem do Francji pozostałych dwóch dywizji. Tym razem warunki nie zadowoliły gen. Duponta, który nakazał w nocy z 20 na 21 lipca, aby generałowie Vedel i Dufour czym prędzej wyruszyli w stronę Madrytu i w ten sposób uratowali swoje bataliony. Hiszpanie bardzo szybko dowiedzieli się o ucieczce z matni dwóch nieprzyjacielskich dywizji i zagrozili Dupontowi, że jeśli nie będzie przestrzegał wynegocjowanych warunków, wszyscy pozostający pod jego komendą żołnierze zostaną wymordowani. Dowódca cesarski uległ w końcu swoim przeciwnikom i 22 lipca w oberży Rumbla poddał swoje wojska. Kapitulacja objęła trzy dywizje, a w jej myśl Francuzi oddawali wszystkie działa, sztandary i broń palną. W zamian mieli zostać przetransportowani drogą morską do portu w Rochefort, jednak junta sewilska odmówiła ratyfikacji układu, wskutek czego żołnierze francuscy zostali przewiezieni do Kadyksu i tutaj trafili na pływające więzienia, tzw. pontony68.
Utrata ponad 20-tysięcznego korpusu była niezwykle dotkliwym ciosem dla operującej na Półwyspie Wielkiej Armii. Cała południowa Hiszpania została odsłonięta i nie było żadnych sił, które byłyby zdolne powstrzymać wojsk gen. Casta?osa od marszu na Madryt. W dodatku ucierpiał prestiż niepokonanych dotychczas oddziałów napoleońskich. Ponadto kapitulacja gen. Duponta uświadomiła mieszkańcom Półwyspu, iż Francuzi nie są niezwyciężeni i można z nimi podjąć wyrównaną walkę. Odtąd powstanie objęło całą Hiszpanię, niemal wszyscy zdolni do noszenia broni zgłaszali się do nowotworzonych oddziałów w nadziei przegonienia najeźdźców z powrotem za Pireneje.
Zanim doszło do katastrofy w Bailén, 9 lipca nowy hiszpański król Józef Bonaparte przekroczył graniczną rzekę Bidassoa i ruszył do swojej stolicy. Drogę torował mu operujący na północy korpus marsz. Bessi?resa, którego przeciwnikami były dwie armie iberyjskie pod dowództwem generałów Gregorio de la Cuesty i Joaquína Blake'a. Do rozstrzygającej bitwy doszło 14 lipca pod Medina de Rioseco. Pomimo dwukrotnej przewagi Hiszpanów, gwałtowny atak księcia Istrii zmusił przeciwników do pośpiesznej rejterady69. W bitwie tej wzięła udział dowodzona przez Wincentego Radzimińskiego 6. kompania Szwoleżerów Gwardii. Wówczas polegli dwaj pierwsi Polacy w wojnie hiszpańskiej - Franciszek Głuchowski i Jerzy Woliński70. Pomimo efektownego zwycięstwa, nie było możliwości, po kapitulacji gen. Duponta, na utrzymanie Madrytu i Kastylii, dlatego na przełomie lipca i sierpnia król Józef nakazał wszystkim oddziałom francuskim odwrót za rzekę Ebro, gdzie planował oczekiwać na posiłki od swojego brata.
Po wycofaniu się głównych sił francuskich w stronę Pirenejów, jedynymi oddziałami pozostającymi na południe od linii rzeki Ebro był rozlokowany w pobliżu Lizbony korpus gen. Junota. Zanim jeszcze wybuchło powstanie w Hiszpanii, 1 lutego dowódca cesarski wydał odezwę do narodu portugalskiego, obwieszczając koniec rządu dynastii Bragançów w ich kraju oraz przejście Portugalii pod kuratelę francuską. Gen. Junot został mianowany gubernatorem mniejszego z państw Półwyspu Iberyjskiego. Kolejne miesiące upłynęły w miarę spokojnie, nie licząc drobnych utarczek z niezadowoloną przeprowadzanymi rekwizycjami ludnością. Nawet wybuch powstania w Hiszpanii nie sprowokował Portugalczyków do chwycenia za broń. Pomimo tego, gen. Junot skoncentrował swoje dywizje w środkowej części kraju i oczekiwał na rozwój sytuacji w Andaluzji i Kastylii.
Rozwijająca się dynamicznie sytuacja w Hiszpanii i Portugalii była bardzo uważnie śledzona w Londynie. Gubernator Gibraltaru sir Hew Dalrymple otrzymał pod koniec maja informacje o wybuchu rewolty w Kadyksie wraz z prośbą mieszkańców Andaluzji o pomoc. Apel Hiszpanów został natychmiast przekazany do Londynu. Lord Castlereagh odpowiedział, że należy porozumieć się z powstańcami w kwestii militarnego wsparcia ich działań. Na początku czerwca król angielski Jerzy III postanowił wysłać na Półwysep złożony z 8 tys. żołnierzy korpus71.
8 czerwca przybyła do Londynu oficjalna delegacja hiszpańska z prośbą o pomoc w walce z najeźdźcą. Sprawa stanęła na forum Izby Gmin i wywołała entuzjazm jej członków. Ostatecznie 11 czerwca rząd brytyjski podjął decyzję o udzieleniu pomocy dla Hiszpanii poprzez dostawy sprzętu wojskowego, amunicji i broni. Ponadto w kierunku Półwyspu Iberyjskiego popłynął strumień gotówki, tak bardzo potrzebnej biednym powstańcom. Wszystkie dostawy powinny zostać przetransportowane morzem przez angielską flotę i dostarczone do kontrolowanych przez lokalne junty portów. W wyniku tych porozumień jeszcze w czerwcu z Wysp Brytyjskich wypłynęły pierwsze statki z pieniędzmi oraz niezbędnym dla prowadzenia działań wojennych ekwipunkiem72.
12 lipca zorganizowany w Cork 10-tysięczny korpus pod dowództwem sir Arthura Wellesley'a opuścił brytyjską ziemię i obrał kurs na galicyjski port - La Coru?ę. W tym czasie podjęto decyzję, aby na dowódcę ekspedycji wyznaczyć sir Hew Dalrymple'a, a na jego zastępcę sir Harry'ego Burrarda73. Po dopłynięciu do La Coru?y okazało się, że junta galicyjska nie jest chętna do współpracy, dlatego Anglicy wsiedli na statki i popłynęli do Portugalii. 31 lipca dotarli do zatoki Mondego i rozpoczęli wyładunek. Wkrótce dotarł do nich korpus gen. Brenta Spencera, co podniosło liczebność wojsk brytyjskich do 15 633 żołnierzy74.
Wiadomości o lądowaniu armii angielskiej niemal natychmiast dotarły do kwatery gen. Junota w Lizbonie. Wojska francuskie były rozproszone w środkowej części Portugalii i ich dowódca potrzebował kilkunastu dni na dokonanie koncentracji. Aby zyskać potrzebny czas, gen. Junot wysłał przeciw korpusowi gen. Wellesley'a dywizję gen. Henri-Françoisa Delaborde'a, rozkazując mu maksymalnie opóźniać marsz przybyszów z wysp. Cesarski generał zajął swoją dywizją silne obronne pozycje w pobliżu wsi Roliça i tutaj oczekiwał na swoich przeciwników. 17 sierpnia Anglicy dotarli do stanowisk francuskich, gdzie przekonali się o swojej trzykrotnej przewadze liczebnej. Próba obejścia napoleońskiej dywizji nie powiodła się; dopiero frontalny atak zakończył się sukcesem Brytyjczyków, którzy wyparli nieprzyjaciół z zajmowanych przez nich pozycji. Nie udało się jednak odciąć i zniszczyć cesarskich oddziałów, gdyż te zdążyły się wycofać i dołączyć do reszty koncentrujących się sił gen. Junota75.
Po zwycięskim starciu gen. Wellesley wyruszył za wycofującymi się nieprzyjaciółmi i 19 sierpnia dotarł do miejscowości Vimeiro, gdzie postanowił rozbić obóz i czekać na posiłki. Wobec braku na horyzoncie wojsk gen. Junota dowódca angielski postanowił następnego dnia wyruszyć ostrożnie w stronę portugalskiej stolicy. Wydane przez niego dyspozycje zostały uchylone przez przybyłego na pokładzie fregaty "Brazen" sir Harry'ego Burrarda. Nowy brytyjski głównodowodzący nie orientował się dokładnie w sytuacji i uznał dalszy marsz na południe za zbyt ryzykowny, dlatego postanowił pozostawić oddziały na dotychczasowych pozycjach. Sam pozostał na pokładzie statku, gdyż uznał za konieczne dokończenie prowadzonej korespondencji. Pod jego nieobecność 21 sierpnia rano około 13 tys. żołnierzy francuskich pojawiło się przed obozem brytyjskim. Sprawujący nadal naczelne dowództwo gen. Wellesley postanowił przyjąć bitwę i rozwinąć swój korpus frontem na wschód, skąd nadeszły oddziały gen. Junota. Przyszły książę Wellington zastosował po raz pierwszy podczas batalii rozwiązanie taktyczne, polegające na rozwinięciu linii swojej piechoty nie na szczycie wzgórz, ale na ich przeciwległym stoku. Tym sposobem oczekujący na nieprzyjaciela żołnierze byli dla niego niewidoczni i dodatkowo chronieni przed ogniem artyleryjskim. Efektem tych zabiegów było niepowodzenie wszystkich frontalnych ataków przeprowadzonych przez francuskiego generała. Zniechęcony niepowodzeniami gen. Junot postanowił wycofać się, tracąc wcześniej 2 tys. ludzi. Straty angielskie wyniosły około 720 zabitych i rannych76. Gdy gen. Wellesley zauważył szykujących się do odwrotu Francuzów, postanowił rzucić swoje wojska w pościg, lecz przybyły właśnie gen. Burrard zakazał wykonania tego rozkazu, ponieważ bał się zdolnych do podjęcia walki rezerw gen. Junota. Doprowadziło to do irytacji sir Arthura, który na pytania swoich oficerów: "Co teraz będziemy robić panie generale?", odpowiedział: "Strzelać przepiórki!"77.
Przegrana batalia uświadomiła gen. Junotowi niemożliwość dalszej obrony Portugalii w obliczu wycofania się głównych sił cesarskich za Ebro. Postanowił wysłać delegację pod przewodnictwem gen. Françoisa-Étienne'a Kellermanna w celu uzgodnienia warunków rozejmu. Przybycie wysłanników francuskich bardzo ucieszyło nowo przybyłego angielskiego wodza naczelnego, sir Dalrymple'a. Wiedział on, że aby ostatecznie pokonać Francuzów, będzie musiał forsować linię wzniesień Torres Vedras, dlatego z radością przyjął propozycję podjęcia układów. 30 sierpnia w miejscowości Cintra została podpisana konwencja, na mocy której wojska francuskie miały skapitulować i z całym sprzętem wojennym powinny zostać przewiezione na okrętach angielskich do francuskiego portu Rochefort78.
Gdy do Londynu doszły wieści o traktacie, przyjęto je z nieukrywaną niechęcią, zwłaszcza po wywołanym informacją o zwycięstwie pod Vimeiro entuzjazmie. Powołano sąd wojenny, który miał osądzić wszystkich trzech dowódców brytyjskich. Ostatecznie zostali oni uniewinnieni, ale w tym czasie komendę nad wojskami angielskimi na Półwyspie powierzono gen. Johnowi Moore'owi79. Natomiast reakcję angielskiego społeczeństwa najlepiej ilustruje John Aitchison, który pisał do ojca następująco: "Wyrażasz nadzieję, że Hew Dalrymple zdążył już do tej pory się zastrzelić. Muszę wyznać, że ja nie podzielam tego pragnienia, co więcej, czułbym się rozczarowany, gdyby do tego doszło, ale na ile mogę oceniać jego postępowanie, nie widzę powodu dla utrzymania nadziei, iż będzie miał na tyle zdecydowania, gdyż nie mogę sobie wyobrazić, aby jakikolwiek mężczyzna, który mógł działać tak otwarcie nierozsądnie jak zdaje się sir Hew postępował od początku do końca, mógł przyjąć śmierć z takim spokojem. Mam nadzieję, że otrzyma karę, na którą jak się zdaje zasługuje, to posłuży gwoli ostrzeżenia tych oficerów, którzy mogą zostać wyznaczeni do objęcia głównego dowództwa"80.
W czasie gdy u ujścia Tagu trwały krwawe boje, Hiszpanie świętowali wypędzenie wojsk cesarskich ze swojej stolicy. W sierpniu i we wrześniu nie podejmowali w zasadzie żadnych działań ofensywnych, gdyż sądzili, że wojna jest już wygrana, a wycofanie się przeciwników za Pireneje jest tylko kwestią czasu. Do Madrytu przybywały kolejne dywizje z Walencji i Andaluzji, które mieszkańcy stolicy witali z niebywałym entuzjazmem. Niemal każdy oddział pragnął mieć swój dzień triumfu na madryckich ulicach i nikt nie myślał o reorganizującej się za Ebro armii napoleońskiej. Dopiero 5 września odbyła się pierwsza rada wojenna z udziałem księcia Infantado, generałów: Cuesty, Casta?osa, Llamasa oraz wysłanników generałów Blake'a i Palafoxa. Jednak rywalizacja zarówno pomiędzy dowódcami, jak i popierającymi ich prowincjami uniemożliwiła podjęcie jakichkolwiek decyzji w sferze militarnej. Dopiero utworzona pod koniec września Junta Centralna zdołała podjąć odpowiednie decyzje dotyczące reorganizacji wojsk hiszpańskich. Tym sposobem lewe skrzydło, nazwane Armią Galicji, miały utworzyć oddziały z Galicji, Asturii i Biskaji. Tymczasowe dowództwo na tym zgrupowaniem otrzymał gen. Joaquín Blake, którego miał zastąpić przebywający wówczas w Danii markiz Pedro de La Romana. Siły te powinny skoncentrować się wokół miejscowości Aranda de Duero. Prawą flankę utworzyła Armia Katalonii gen. Juana Miguela de Vivesa. W skład jego wojsk weszły oddziały z Katalonii, Murcji oraz Grenady, które skoncentrowały się w pobliżu Burgo de Osma. Pomiędzy tymi dwoma ugrupowaniami, w rejonie Madrytu i Sorii, stanowiska zajęła Armia Andaluzji gen. Casta?osa. W jej skład, obok oddziałów z Andaluzji, weszły dywizje złożone z mieszkańców Walencji, Estramadury i Kastylii. Rezerwę dla wymienionych wojsk stanowiła Armia Aragonii gen. Palafoxa, która otrzymała zadanie osłony swojej prowincji. W sumie wszystkie siły hiszpańskie liczyły około 130 tys. piechoty, 6 tys. kawalerii, 2 tys. artylerzystów dysponujących 140 działami. Wkrótce armie te miały zostać zasilone przez powracający z Danii korpus de La Romany. Głównym zadaniem tych ugrupowań było przeprowadzenie obustronnych ataków flankowych, w celu odcięcia przebywających za Ebro sił francuskich od granicy, dlatego oba skrzydła zostały wydatnie wzmocnione kosztem ugrupowania centralnego. Wkrótce przekonamy się, jak poważnym błędem Junty Centralnej było osłabienie Armii Andaluzji, a co za tym idzie odsłonięcie drogi prowadzącej do Madrytu81.
Napływające do Paryża kolejne wieści o klęskach wojsk cesarskich za Pirenejami budziły coraz większą irytację Napoleona. Gdy Józef wycofał się ze swoją armią za Ebro, cesarz zrozumiał, że nie obędzie się bez jego osobistej interwencji na Półwyspie. Zanim wyruszył na południe, musiał odpowiednio zabezpieczyć podbite przez siebie terytoria, gdyż napływające z Półwyspu Iberyjskiego informacje skłoniły Austrię do rozpoczęcia przygotowań wojennych. Ponadto zaczęły pojawiać się rysy na świeżo zawartym sojuszu rosyjsko-francuskim. W tej sytuacji Napoleon postanowił zorganizować spotkanie z cesarzem rosyjskim Aleksandrem I w celu nakłonienia go do prewencyjnego uderzenia na habsburską monarchię, jeśli ta zdecydowałaby się rozpocząć wojnę z Francją, gdy Napoleon będzie walczył za Pirenejami. Od 22 września do 14 października trwał w Erfurcie kongres francusko-rosyjski. W jego trakcie zawarto konwencję, na mocy której oba kraje zobowiązały się przyjść sobie z pomocą na wypadek, gdyby jedno z nich zostało zaatakowane przez trzecie państwo. Mając w ten sposób zabezpieczone tyły, Bonaparte ruszył w kierunku Pirenejów, aby osobiście doprowadzić do zakończenia wojny w Hiszpanii82.
Obok przygotowań politycznych Napoleon zaczął tworzyć zdolną do zgniecenia powstania na Półwyspie oraz osadzenia na madryckim tronie najstarszego z braci Bonaparte Armię Hiszpanii. Na początek zreorganizował wojska stacjonujące za rzeką Ebro, tworząc z nich dwa korpusy: II - pod rozkazami marsz. Nicolasa-Jeana Soulta oraz III - pod rozkazami marsz. Moncey'a. Następnie uzupełnił oddziały walczące w Katalonii i oddał je pod rozkazy gen. Laurenta de Gouvion Saint-Cyra, nadając im zarazem nazwę VII korpusu. Do tych formacji postanowił dodać korpusy Wielkiej Armii, które w połowie roku 1808 wycofywały się z Księstwa Warszawskiego i Niemiec do Francji. W ten sposób Armię Hiszpanii uzupełniły: Gwardia Cesarska, Rezerwa Kawalerii (bez kirasjerów, gdyż ci nie nadawali się do walki na Półwyspie), I korpus marsz. Victora, V korpus marsz. Édouarda Mortiera oraz VI korpus marsz. Michela Neya. Dodatkowo został utworzony nowy korpus o numerze IV, który został powierzony marsz. François-Joseph'owi Lefebvre'owi. W ten sposób na przełomie września i października prawie 200-tysięczne siły francuskie zmierzały w stronę Pirenejów w nadziei odniesienia szybkiego zwycięstwa i utrwalenia ogólnoeuropejskiej hegemonii swojego wodza83.
Wszystkie przekraczające graniczną rzekę Bidassoa i wkraczające na terytorium Hiszpanii oddziały przechodziły pod rozkazy Józefa Bonaparte. Cesarz nie miał zaufania do talentów militarnych swojego brata, dlatego stanowczo zakazał mu podejmowania jakichkolwiek działań do czasu jego przybycia. Pomimo tego, na rozkaz najstarszego z braci Bonaparte marsz. Ney zaatakował 25 października zajmującą Logro?o dywizję gen. Pignatelliego, natomiast marsz. Moncey uderzył na miasto Lerin. Obie akcje zakończyły się sukcesem Francuzów. Pokrzepiony tymi sukcesami Józef wysłał w stronę Durango przeciw armii gen. Blake'a świeżo przybyły korpus marsz. Lefebvre'a. Ponieważ nie nadeszła jeszcze przeznaczona do IV korpusu Dywizja Księstwa Warszawskiego84, Bonaparte oddał pod rozkazy księcia Gdańska85 dywizję gen. Eug?ne'a-Casimira Villate'a z korpusu marsz. Victora. 31 października doszło do starcia i chociaż siły obu wojsk były wyrównane, przeprowadzony przez 94. i 95. pułk piechoty atak zakończył się sukcesem. Wkrótce dołączyły do nich będące na żołdzie cesarskim oddziały niemieckie, co spowodowało pęknięcie linii obronnej gen. Blake'a. Hiszpańska armia poszła w rozsypkę i przestała stwarzać zagrożenie dla prawego skrzydła napoleońskiego. W batalii tej marsz. Lefebvre utracił jedynie 200 ludzi. Następnego dnia po bitwie Francuzi zajęli Bilbao, gdzie książę Gdańska zakwaterował swoje dywizje, wysyłając oddziały gen. Villate'a do Balmasedy86.
Tymczasem 29 października Napoleon opuścił Paryż i wyruszył w stronę Bajonny. Podążając na południe, wysyłał rozkazy, zabraniające podejmowania jakichkolwiek akcji ofensywnych, gdyż ułożony przez niego plan działania zakładał zachowanie przez maksymalnie długi czas pozycji defensywnej na północ od rzeki Ebro. Taka postawa powinna sprowokować Hiszpanów do podjęcia kolejnych prób obustronnego oskrzydlenia wojsk cesarskich. Zatem atak marsz. Lefebvre'a był całkowicie niezgodny z zamysłami Napoleona i doprowadził go do istnej pasji. Cesarz miał pełne rozeznanie w sytuacji, wiedział o wzmocnieniu obu skrzydeł iberyjskich kosztem centrum. Ponadto chaotycznie wykonywane manewry flankowe doprowadziły do powstania w dotychczas zwartym froncie hiszpańskim wyłomu pomiędzy armiami Galicji i Andaluzji. Napoleon od razu zwietrzył szansę przełamania nieprzyjacielskiej linii oporu, dlatego postanowił wyprowadzić główne uderzenie w kierunku Burgos i zgnieść stacjonującą w pobliżu tego miasta Armię Estramadury. Manewr ten powinien rozdzielić oba skrzydła hiszpańskie, które mogłyby zostać zniszczone w dwóch oddzielnych bataliach87.
5 listopada cesarz zjawił się w głównej kwaterze króla Józefa w Vittorii. Nie mógł już powstrzymać marsz. Lefebvre'a od ataku na armię gen. Blake'a, jednak postanowił wykorzystać odniesione zwycięstwo. Realizując zamiar przełamania centrum nieprzyjacielskiego, wydał marsz. Victorowi rozkaz, aby wyruszył w kierunku Ordu?y celem wsparcia wojsk księcia Gdańska. Obaj otrzymali polecenie szachowania Hiszpanów do czasu, aż siły główne rozbiją Armię Estramadury i wyjdą na iberyjskie tyły. Wówczas powinni zaatakować i unicestwić armię gen. Blake'a. Podobne zadanie miały do wykonania znajdujące się na lewym skrzydle napoleońskim korpusy marszałków Moncey'a i Neya. Natomiast siły główne, złożone z korpusu marsz. Soulta, Gwardii Cesarskiej oraz większości kawalerii88, wyruszyły w kierunku Burgos, gdzie Napoleon zamierzał wybić wyłom we froncie wojsk hiszpańskich89.
Zanim książę Bellune90 zdążył dołączyć do stacjonującego w Bilbao IV korpusu, gen. Blake otrzymał poważne wzmocnienia, w tym doświadczone oddziały markiza de La Romany, co podniosło liczebność jego wojsk do około 35 tys. Poniesiona wcześniej pod Durango porażka skutecznie ostudziła zapały ofensywne hiszpańskiego dowódcy, tym bardziej że dowiedział się on o ciągnących w sukurs marsz. Lefebvre'owi oddziałach marsz. Victora. Wkrótce dotarły do Hiszpana wieści o odmarszu I korpusu na południe, co wiązało się ze wcześniejszymi rozkazami Napoleona. Jednak decyzja marszałka była zbyt pochopna, gdyż Hiszpanie cały czas stwarzali realne zagrożenie dla IV korpusu. Gen. Blake nie miał zamiaru zmarnować okazji do rozbicia prawego skrzydła cesarskiego i natychmiast wyruszył w kierunku Balmasedy, skąd wycofała się w kierunku Bilbao zagrożona okrążeniem dywizja gen. Villate'a.
Gdy do głównej kwatery cesarskiej doszły wiadomości o odwrocie marsz. Victora i utracie Balmasedy, Napoleon od razu uświadomił sobie zagrożenie dla jego prawej flanki. Wobec tego rozkazał księciu Bellune wykonanie kontrmarszu i połączenie się z IV korpusem. Natomiast książę Gdańska powinien skoncentrować wszystkie swoje siły i wyprzeć gen. Blake'a z Balmasedy. Do starcia obu wojsk doszło 7 listopada i pomimo dwukrotnej przewagi liczebnej Hiszpanów, doświadczone jednostki francusko-niemieckie bez problemu przełamały ich opór, zmuszając gen. Blake'a do wycofania się na wschód. Dwa dni po bitwie oba korpusy napoleońskie połączyły się i marszałkowie zdecydowali się wyruszyć w pogoń za iberyjską armią. Po raz kolejny dowódcy cesarscy nie mogli skoordynować swoich działań i zamiast wspólnie ścigać uchodzącego wroga, wyruszyli oddzielnie, przy czym marsz. Victor wcielił do swoich sił należącą nominalnie do jego korpusu dywizję gen. Villate'a. W końcu 10 listopada udało się księciu Bellune dopaść zajmującą bardzo silne pozycje, na wzgórzach w pobliżu miejscowości Espinosa, armię gen. Blake'a. Dzięki dzielnej postawie dywizji gen. Villate'a bitwa zakończyła się pogromem i ucieczką Hiszpanów, którzy zostali dodatkowo zaatakowani przez nadciągający po batalii korpus marsz. Lefebvre'a. Ostatecznie gen. Blake'owi udało wycofać się do Leónu, gdzie rozpoczął reorganizację swojej armii. Wojska hiszpańskie znalazły się poza zasięgiem Francuzów i nie stwarzały już żadnego zagrożenia dla ich prawej flanki91.
Działania na lewej flance wojsk cesarskich rozpoczęły się 21 listopada, gdyż dopiero po przełamaniu hiszpańskiego centrum Napoleon zaplanował wysłać pozostającą przy jego armii część VI korpusu, która wraz z III korpusem miała odciąć i zniszczyć siły generałów Casta?osa i Palafoxa. Tego dnia dowodzący całym skrzydłem marsz. Jean Lannes przeszedł Ebro i ruszył prawym brzegiem tej rzeki w kierunku Tudeli. 23 listopada w zasięgu wzroku francuskich żołnierzy znalazło się to hiszpańskie miasto wraz z ustawioną na wzgórzach przed miastem rozwiniętą do boju armią hiszpańską pod dowództwem gen. Palafoxa. Dalej na południe, na prawo od Francuzów, umocnione stanowiska zajmowały siły główne gen. Casta?osa. Obie armie hiszpańskie liczyły ok. 40 tys. ludzi; w armii francuskiej było 28 tys. żołnierzy. Książę Montebello92, nie czekając na nadejście wszystkich swoich dywizji, natarł na Hiszpanów gen. Palafoxa. Jako pierwsza weszła w kontakt z przeciwnikiem lewoskrzydłowa dywizja gen. Maurice Mathieu, w której składzie znajdował się 2. pułk piechoty Legii Nadwiślańskiej. Niemal dwie godziny na tym skrzydle toczyły się krwawe zapasy, zakończone zepchnięciem Hiszpanów do Tudeli. W tym momencie dywizje generałów Morlota i Grandjeana uderzyły w samo centrum nieprzyjacielskiego frontu i przełamały go. Oddziały gen. Palafoxa rzuciły się do ucieczki w stronę Saragossy, skutecznie ścigane przez kawalerię gen. Lefebvre-Desnoëttesa. Następnym obiektem natarcia marsz. Lannesa była Armia Andaluzji, której dowódca również nie podjął rzuconej rękawicy i wycofał się do Calatayud. Niestety, marsz. Ney nie zdołał odciąć wycofujących się sił gen. Casta?osa. Wysłany przez Napoleona z Arandy VI korpus miał przejść drogą przez Sorię, wychodząc na tyły Hiszpanów w rejonie Tudeli. Jednak Francuz działał zbyt opieszale i przybył za późno, aby odciąć gen. Casta?osowi drogę odwrotu93. Służący w 2. pułku piechoty Legii Nadwiślańskiej por. Henryk Brandt następującymi słowami opisywał odniesione pod Tudelą zwycięstwo: "Marszałek zrozumiał od razu, że może zniweczyć jedną i drugą armię, zanim zdążą sobie przybyć na pomoc. Rzucił się z dywizją Mathieu i z brygadą Haberta na armię Palafoxa, rozbił jej środek i puścił przez wyłom dywizyę jazdy Lefebre-Desnouettes, która uderzywszy na prawe skrzydło jenerała hiszpańskiego, zmusiła do szybkiej ucieczki bohaterskiego zwycięzcę spod Saragossy, jak go nazywali Hiszpanie"94. Po bitwie wojska marszałków Lannesa i Moncey'a podążyły w stronę Saragossy, natomiast VI korpus wyruszył w pogoń za wycofującymi się na południe siłami gen. Casta?osa.
Skoro znamy już przebieg operacji na obu skrzydłach wojsk cesarskich, spróbujmy prześledzić posunięcia dowodzonych bezpośrednio przez Napoleona sił głównych. W nocy z 9 na 10 listopada jako pierwszy wyruszył w stronę Burgos II korpus marsz. Soulta wraz z 2. dywizją dragonów gen. Édouarda-Jeana Milhauda. Pochodowi przewodził prowadzący dywizję lekkiej kawalerii gen. Antoine-Charles Lasalle, za którym podążała dywizja piechoty gen. Georgesa Moutona. W drugiej linii maszerowała piesza dywizja gen. Jeana-Pierre'a Boneta razem ze szwadronami gen. Milhauda. Tylną straż stanowiła ostatnia z dywizji II korpusu pod rozkazami gen. Pierre'a Merle'go. W sumie pod rozkazami księcia Dalmacji95 podążało około 17-18 tys. piechurów i 4 tys. kawalerzystów. Były to siły w zupełności wystarczające do rozbicia stacjonujących pomiędzy Ebro i Burgos 12-tysięcznych oddziałów Armii Estramadury. Siły hiszpańskie składały się zarówno z wojsk regularnych, jak i słabo wyszkolonych powstańców. Całością dowodził młody i wojowniczy książę Belveder.
Jako pierwsza weszła w kontakt bojowy z wysuniętymi oddziałami iberyjskimi awangarda gen. Lasalle'a. Po wymianie ognia dowódca francuski zdecydował się poczekać na posuwającą się z tyłu dywizję gen. Moutona, ponieważ znajdująca się w lesie Gamonal regularna piechota hiszpańska przecinała dalszą drogę w kierunku Burgos, a wyparcie jej z zajmowanej pozycji było niemożliwe dla lekkiej jazdy. Ponadto przed lasem książę Belveder ustawił wszystkie swoje działa, które bezlitośnie raziły zaskoczonych huzarów.
Gdy odgłosy pierwszych wystrzałów doszły do uszu marsz. Soulta, zdecydował się jak najprędzej podążyć na linię frontu. Już pierwszy rzut oka na hiszpańskie pozycje uświadomił francuskiemu dowódcy, że książę Belveder trafnie wybrał stanowiska. Pomimo tego marszałek postanowił uszykować w kolumny szturmowe dywizję gen. Moutona i rozkazał jej zdobyć las Gamonal. W rezerwie pozostała cała kawaleria i właśnie przybyłe oddziały gen. Boneta. Doświadczony gen. Mouton brawurowo poprowadził swoje cztery pułki i nie zważając na huraganowy ogień hiszpańskich dział wszedł do lasu, wypierając z niego bez większych trudności bataliony nieprzyjaciela. Gdy powstańcy zobaczyli porażkę swoich najlepszych regimentów, od razu rzucili się do ucieczki. Za pierzchającymi oddziałami ruszyła cała kawaleria napoleońska, dopełniając pogromu wojsk księcia Belvedera. Jeszcze tego samego dnia książę Dalmacji zajął Burgos, gdzie nazajutrz przybył na czele swojej świty Napoleon, ustanawiając w mieście swoją tymczasową kwaterę główną96.
Zdobycie Burgos kończyło pierwszą fazę cesarskiego planu. Armia Estramadury została rozgromiona i w zwartym dotychczas froncie hiszpańskim powstała wyrwa, w którą wdarły się doborowe dywizje francuskie. Teraz należało przejść do drugiego etapu realizowania napoleońskich koncepcji, to znaczy zniszczenia obu iberyjskich skrzydeł. Pierwszym posunięciem Bonapartego było wysłanie w stronę Reinosy korpusu marsz. Soulta w celu przecięcia drogi odwrotu wycofującej się Armii Galicji. Co prawda Napoleon nie znał jeszcze wyniku bitwy pod Espinosą, lecz widząc paniczną ucieczkę Hiszpanów spod Gamonal, nie miał wątpliwości, iż jego dowódcy nie będą mieli większych kłopotów z armią gen. Blake'a. Po okrążeniu i ostatecznej likwidacji lewej flanki hiszpańskiej, cesarz planował pozostawić w Asturii i Leónie wojska księcia Dalmacji, natomiast marszałkowie Victor i Lefebvre powinni dołączyć do sił głównych. Wkrótce na horyzoncie pojawił się nowy przeciwnik, który w niedalekiej przyszłości zmusi Napoleona do modyfikacji wszystkich zamierzeń.
Po zakończonej bitwą pod Vimeiro zwycięskiej kampanii wojsk angielskich naczelnym ich wodzem został nominowany na początku października sir John Moore. Otrzymane z Londynu instrukcje nakazywały przejście z Portugalii do Galicji i podjęcie tutaj działań ofensywnych wraz ze znajdującą się w tej prowincji armią hiszpańską. Dla realizacji wyznaczonych celów generał otrzymał posiłki w postaci 10-tysięcznego korpusu gen. Davida Bairda, który wylądował w połowie października w La Coru?ie. Generał Moore mógł wybrać, w jaki sposób przetransportuje swoje wojska do północno-zachodniej prowincji hiszpańskiej. Droga morska wydawała się bezpieczniejsza, lecz Anglik wybrał lądową i niepotrzebnie rozproszył swoje siły. W dodatku miejscowe władze w La Coru?ie początkowo nie zezwoliły na wyokrętowanie przybyłych do tego portu żołnierzy gen. Bairda. Dopiero dzięki interwencji Junty Centralnej korpus brytyjski mógł na początku listopada zejść z okrętów i przystąpić do działań ofensywnych. W sumie wojska angielskie osiągnęły liczebność około 35 tys. żołnierzy, chociaż na początku ofensywy Napoleona były rozproszone na znacznym obszarze pomiędzy Lizboną i La Coru?ią, dlatego nie stanowiły jeszcze zbyt groźnego przeciwnika97.
Pierwsze sygnały o manewrujących po drogach Półwyspu Iberyjskiego wojskach angielskich dotarły do Napoleona w Burgos. Pochwyceni jeńcy wskazywali obecność żołnierzy w szkarłatnych mundurach na drogach wiodących z Portugalii do Hiszpanii oraz w północnych portach. Wszystkie te wieści wprawiły cesarza w doskonały humor, w końcu otrzymał możliwość bezpośredniej konfrontacji ze swoimi najgroźniejszymi wrogami. Nie chcąc ich zbyt szybko wystraszyć, zaplanował poczekać, aż wejdą w głąb Półwyspu i oddalą się od zbawiennych portów. Wtedy miałby możliwość zaatakowania ich i doszczętnego zniesienia. W tej sytuacji postanowił razem ze ściągniętymi korpusami marszałków Victora i Lefebvre'a kontynuować ofensywę na Madryt, aby następnie wykonać gwałtowny zwrot na północ i zaatakować Anglików w Starej Kastylii. Do czasu zdobycia hiszpańskiej stolicy marsz. Soult, wzmocniony przybywającym po cintryjskiej konwencji na Półwysep korpusem gen. Junota, powinien odeprzeć wszystkie ofensywne posunięcia wojsk angielsko-hiszpańskich.
13 listopada marsz. Soult opuścił Burgos i następnego dnia zajął Reinosę, gdzie zgarnął niemal cały tabor pozostawiony przez uciekającą armię gen. Blake'a. W mieście tym spotkał maszerujące na południe oddziały marsz. Lefebvre'a i po naradzie z nim postanowił wyruszyć do Asturii. Natomiast książę Gdańska odebrał nakazujące mu udać się do Carrión rozkazy cesarskie, celem utrzymania łączności pomiędzy dywizjami księcia Dalmacji a siłami głównymi. W miejscowości tej powinien on zreorganizować osłabiony forsownymi marszami swój korpus i pozbierać przebywających w okolicy francuskich maruderów. Dopiero z chwilą przybycia rezerwowego korpusu gen. Junota Napoleon zamierzał zbliżyć oddziały marsz. Lefebvre'a w stronę Madrytu. W tym samym czasie I korpus został skierowany prosto do Burgos, gdzie cesarz chciał włączyć go do maszerujących na hiszpańską stolicę sił głównych. Dodatkowo szwadrony dragońskiej dywizji gen. Milhauda zostały wysłane na prowadzące przez Starą Kastylię drogi i gościńce z zadaniem ścigania uchodzących na zachód pojedynczych grup wojsk iberyjskich98.
Po rozbiciu lewej flanki Hiszpanów i odpowiednim zabezpieczeniu swojej pozycji, Napoleon postanowił zaatakować drugie ze skrzydeł nieprzyjacielskich, dlatego 14 listopada wyprawił w stronę Sorii przebywający dotychczas w okolicy Burgos VI korpus marsz. Neya. Operacje w Nawarze i Aragonii również zakończyły się sukcesem armii cesarskiej, ale podobnie jak w Starej Kastylii, tak i tutaj oddziały hiszpańskie nie zostały unicestwione, gdyż w porę zdołały się wycofać.
Rozerwanie hiszpańskiego centrum oraz zniszczenie obu skrzydeł stanowiło poważny cios dla Junty Centralnej. Pewni do tej pory ostatecznego zwycięstwa Hiszpanie znaleźli się nagle w arcytrudnym położeniu, gdyż nic nie stało na przeszkodzie Napoleonowi w zamierzonym przez niego marszu na Madryt. Pierwszym posunięciem rządzących było odwołanie dowódców obu skrzydeł, czyli generałów Blake'a i Casta?osa. W ich miejsce naczelnym dowódcą wszystkich sił hiszpańskich mianowany został markiz de La Romana. Do czasu aż obie pokonane armie połączą się, nowy głównodowodzący przejął komendę nad Armią Galicji, natomiast żołnierzami z Andaluzji powinien nadal dowodzić zwycięzca spod Bailén99.
Wiadomości o rozbiciu hiszpańskiego prawego skrzydła dotarły do kwatery cesarskiej 26 listopada. Mogło się wydawać, że nie ma już żadnych przeszkód, aby wyruszyć w stronę Madrytu i ponownie osadzić na tronie Józefa Bonaparte. Co prawda niedobitki pokonanej pod Gamonal Armii Estramadury zajmowały kilka umocnionych punktów na drodze do stolicy, jednak zdobycie ich nie mogło być trudnym zadaniem dla wchodzących w skład napoleońskich sił głównych weteranów. Jedynie informacje o manewrującej gdzieś na zachodzie Starej Kastylii armii angielskiej powstrzymywały jeszcze Napoleona od dokończenia realizacji swojego planu. Do chwili zakończenia operacji na swojej lewej flance cesarz chciał jedynie powstrzymywać Anglików siłami korpusów marsz. Soulta i gen. Junota. Po bitwie pod Tudelą mógł w końcu rozpocząć operację przeciwko Wyspiarzom, więc wysłał do marsz. Neya rozkazy, aby ten w ślad za uchodzącą armią gen. Casta?osa podążał ze swym korpusem w stronę Madrytu, gdzie mógłby połączyć się z siłami głównymi. W tym czasie marsz. Lefebvre nadal powinien pozostać w Carrión i stanowić wsparcie dla korpusu marsz. Soulta na wypadek zaatakowania go przez wojska brytyjskie. Dopiero po przybyciu wszystkich dywizji gen. Junota książę Gdańska mógł podążyć za cesarzem w stronę hiszpańskiej stolicy.
Około 20 listopada do Burgos dotarły wieści o przybyciu do Bajonny V korpusu pod dowództwem marsz. Mortiera. Sztab Armii Hiszpanii natychmiast wysłał do niego rozkazy, aby maksymalnie przyspieszył swój marsz i skierował się w stronę Burgos, gdzie książę Treviso100 powinien zająć opuszczone przez napoleońskie siły pozycje. Stąd mógł on udzielić pomocy zarówno walczącemu w Asturii marsz. Soultowi, jak i przygotowującemu się do drugiego oblężenia Saragossy marsz. Moncey'owi. Natomiast Napoleon, dysponując I korpusem marsz. Victora, Cesarską Gwardią oraz rezerwą kawalerii101, odzyskał w końcu swobodę operacyjną i mógł skupić się na realizacji głównego zadania102.
Jako pierwszy opuścił Burgos korpus marsz. Victora, który ciągnąc przez Ayllón i Riazę stanowił lewą flankę francuską i w razie potrzeby mógł wspomóc maszerujące w stronę Madrytu dywizje marsz. Neya. Prawe skrzydło stworzyła lekka kawaleria gen. Lasalle'a oraz dywizje dragonów generałów Nicolasa-Victora Latour-Maubourga i Armanda-Lebruna Lahoussaye'a. Zadanie ich polegało na penetracji podnóży pasma Sierra Guadarrama. Gwardia Cesarska ruszyła w kierunku Boceguillas, gdzie znajdowała się część oddziałów rozbitej Armii Estramadury. Z zaplanowanych przez Napoleona posunięć jasno wynika, że chciał jak najszybciej zdobyć Madryt, dlatego zamiast podążać główną arterią poprzez Valladolid i Segovię postanowił skorzystać z wiodącej przez Lermę, Arandę i Somosierrę bocznej drogi103.
Gdy do Madrytu dotarły wiadomości o porażkach pod Espinosą, Gamonal i Tudelą, członkowie Junty Centralnej zrozumieli grozę sytuacji. Droga do stolicy stanęła dla Napoleona otworem i nie było żadnej siły zdolnej do powstrzymania cesarza. Należało czym prędzej zorganizować jakąś obronę. W tym celu skoncentrowano wszystkie rozproszone oddziały Armii Estramadury oraz pozostające w stolicy bataliony Andaluzyjczyków. W wyniku tych posunięć został utworzony liczący 13-14 tys. żołnierzy korpus, który został oddany pod komendę gen. Benito San Juana. Zajął on miasteczko Sepúlveda oraz stanowiącą główną przeszkodę na drodze do Madrytu "wąską gardziel" o nazwie Somosierra. Na tych pozycjach Hiszpan planował przeciwstawić się nadciągającej z północy armii napoleońskiej.
20 listopada awangarda gen. Lasalle'a dotarła do Boceguillas, gdzie uzyskała od miejscowych chłopów pierwsze informacje na temat armii gen. San Juana. Przekazany Napoleonowi raport nie był zbyt precyzyjny, gdyż mówił o około 25 tysiącach Hiszpanów oraz ich potężnej artylerii. Wysyłane po całej okolicy podjazdy stwierdziły obecność wojsk iberyjskich nie tylko w dolinie Somosierry, ale również w leżącej nieco na uboczu Sepúlvedzie. Nie chcąc ryzykować starcia z silniejszym przeciwnikiem, gen. Lasalle postanowił pozostać w Boceguillas, gdzie 25 listopada dołączyła do niego brygada fizylierów Gwardii Cesarskiej pod dowództwem gen. Savary'ego104.
Z chwilą dotarcia do kwatery głównej pierwszych doniesień o siłach gen. San Juana cesarz zrozumiał, iż będzie musiał siłą zdobyć zajmowaną przez nieprzyjaciela przełęcz. 29 listopada przybył osobiście do Boceguillas, aby zlustrować pozycje wroga. Tego dnia oprócz Gwardii Cesarskiej dysponował również korpusem marsz. Victora oraz rezerwą kawalerii, dlatego mógł zaplanować akcję przeciwko siłom nieprzyjacielskim. Zgodnie z cesarskim planem dywizja gen. Pierre'a Lapisse'a powinna następnego dnia o świcie zaatakować Sepúlvdę, natomiast Somosierra stała się celem dla dywizji gen. Françoisa Ruffina, której natarcie powinna poprzeć kawaleria Gwardii Cesarskiej. Oba ataki miały rozpocząć się rano 30 listopada105.
1 A.L. Thiers, Historya Konsulatu i Cesarstwa, t. V, Warszawa 1852, s. 251.
2 R. Bielecki, Somosierra 1808, Warszawa 1989.
3 M. Kujawski, Z bojów polskich w wojnach napoleońskich. Maida - Somosierra - Fuengirola - Albuhera, Londyn 1967.
4 R. Morawski, A. Nieuważny, Wojsko polskie w służbie Napoleona. Gwardia: szwoleżerowie. Tatarzy, eklererzy, grenadierzy, Warszawa 2008.
5 A. Konstam, Wielka Armada 1588, Poznań 2009, s. 76.
6 Król Hiszpanii w latach 1556-1598.
7 T. Miłkowski, P. Machcewicz, Historia Hiszpanii, Wrocław 1998, s. 179.
8 Ibidem, s. 181.
9 Przybrał on imię Filipa V.
10 T. Miłkowski, P. Machcewicz, op. cit., s. 203.
11 B. Obtułowicz, Książę Pokoju księciem wojny. Polityka Manuela Godoya wobec Francji w latach 1792-1808, Kraków 1999, s. 29.
12 R. Bielecki, Somosierra 1808..., s. 8-9.
13 Idem, Encyklopedia wojen napoleońskich, Warszawa 2001, s. 192.
14 Idem, Somosierra 1808..., s. 10.
15 B. Obtułowicz, op. cit., s. 43.
16 P. Gawron, Bitwa pod Talavera de la Reyna 27-28 lipca 1809, Zabrze 2004, s. 18.
17 21 października 1805 r.
18 A. Zahorski, Napoleon Bonaparte, Warszawa 1985, s. 270.
19 Ibidem, s. 270-271; R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 192.
20 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 560.
21 M. Glover, The Peninsular war 1807-1814. A concise military history, London 1974, s. 45.
22 B. Obtułowicz, op. cit., s. 185.
23 Ibidem, s. 186-187.
24 P. Gawron, op. cit., s. 26-28.
25 Ibidem, s. 28-29.
26 J. Tulard, Murat, Gdańsk 2002, s. 128.
27 R. Bielecki, Somosierra 1808..., s. 13.
28 Ibidem s. 14-15; B. Obtułowicz, op. cit., s. 192; P. Gawron, op. cit., s. 30.
29 J. Tulard, op. cit., s. 129.
30 P. Gawron, op. cit., s. 30-31.
31 Gen. Anne-René Savary.
32 R. Bielecki, Somosierra 1808..., s. 17.
33 B. Obtułowicz, op. cit., s. 195.
34 P. Gawron, op. cit., s. 31.
35 J. Załuski, Wspomnienia, Kraków 1976, s. 153-154.
36 J. Tulard, op. cit., s. 134.
37 W nomenklaturze hiszpańskiej powstanie madryckie nazwano Dos de Mayo, natomiast mające miejsce następnego dnia represje Tres de Mayo.
38 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 423.
39 A. del Olmet, El cuerpo diplomático espa?ol en la guerra de la independencia, t. III, Madrid 1872, s. 82-85.
40 R. Bielecki, Somosierra 1808..., s. 44.
41 J. Mroziński, Oblężenie Saragossy w latach 1808 i 1809 ze względem szczególniejszym na czynności korpusu polskiego, Gdynia 2004, s. 214-215.
42 S. Broekere, Pamiętniki z wojny hiszpańskiej 1808-1814, Gdynia 2004, s. 39.
43 J. Kozłowski, Historya 1go potem 9go pułku Wielkiego Księstwa Warszawskiego napisana przez Kozłowskiego kapitana grenadyerów tegoż pułku, a później kapitana inwalidów, Poznań 1887, s. 66-67.
44 M. Rocca, Memoirs of the War of the French in Spain, London 1815, s. 300. (tłumaczenie: R.M.).
45 P. Gawron, op. cit., s. 49.
46 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 59.
47 A.L. Thiers, op. cit., s. 39-40.
48 Ibidem, s. 63.
49 I. Read, War in the Peninsula, London 1977, s. 73-82.
50 S. Kirkor, Legia Nadwiślańska 1808-1814, Londyn 1981, s. 40.
51 Formacje wywodziły się z dawnych Legionów Polskich gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Zostały one wiosną 1808 r. przeniesione do służby w armii francuskiej i wysłane do Hiszpanii.
52 K. Wojciechowski, Pamiętniki moje z Hiszpanii, Warszawa 1978, s. 31.
53 S. Kirkor, op. cit., s. 43-44.
54 J. Mroziński, op. cit., s. 197-198.
55 Pismo pułkownika Wojciecha Dobieckiego do ś.p. Jenerała Kazimierza Tańskiego jako pamiętnik o pułku jazdy Legionów, [w:] "Czas. Dodatek miesięczny" t. XV, z. 1, Kraków 1859, s. 244-245.
56 S. Kirkor, op. cit., s. 44-45.
57 Ibidem.
58 J. Belmas, Journaux des siegés faits ou soutenus par les françois dans la péninsule, de 1807 á 1814, t. II, Paris 1836-1837, s. 36-40.
59 J. Mroziński, op. cit., s. 206.
60 S. Kirkor, op. cit., s. 46.
61 J. Belmas op. cit., s. 56-64.
62 J. Mroziński, op. cit., s. 210.
63 S. Kirkor, op. cit., s. 51-52.
64 M. Glover, op. cit., s. 53.
65 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 215.
66 P. Gawron, op. cit., s. 50-51.
67 A.L. Thiers, op. cit., s. 81.
68 Ibidem, s. 82-84.
69 G. Six, Dictionnaire biographique des généraux et amiraux français de la révolution et de l'empire (1792-1814), t. I, Paris 1934, s. 507-508.
70 A.L. Thiers, op. cit., s. 86-97.
71 E. Saint-Maurice Cabany, Étude historique sur la capitulation de Baylen, Paris 1846, s. 161-171.
72 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 64-65.
73 Ibidem, s. 403.
74 R. Bielecki, Szwoleżerowie gwardii, Warszawa 1996, s. 25.
75 R. Muir, Britain and the defeat of Napoleon, London 1996, s. 35-37.
76 P. Gawron, op. cit., s. 40-41.
77 R. Muir, op. cit., s. 47.
78 P. Gawron, op. cit., s. 57.
79 J. Meysztowicz, Żelazny Książę, Warszawa 1978, s. 76.
80 M. Glover, op. cit., s. 61-65.
81 G. Bidwell, Ten zły wódz Wellington, Katowice 1975, s. 129.
82 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 115.
83 P. Gawron, op. cit., s. 59.
84 Cyt. za: K. Cieplińska, Kampania hiszpańska sir Johna Moore'a, Oświęcim 2011, s. 19-20.
85 R. Bielecki, Somosierra 1808..., s. 79-81.
86 R. Bielecki, Encyklopedia..., s. 163.
87 P. Gawron, op. cit., s. 63-64.
88 W skład jej wchodziły 4., 7. i 9. pułk piechoty Księstwa Warszawskiego.
89 Marsz. Lefebvre'a.
90 A.L. Thiers, op. cit., s. 218-219.
91 Ch. Oman, A history of the Peninsular War, t. I, Oxford 1922, s. 380-400.
92 Początkowo w skład sił głównych wchodziła część VI korpusu marsz. Neya.
93 A.L. Thiers, op. cit., s. 220-221.
94 Marsz. Victor.
95 D. Chandler, The campaigns of Napoleon, New York 1966, s. 633-634.
96 Marsz. Lannes.
97 S. Kirkor, op. cit., s. 73.
98 H. Brandt, Moja służba w Legii Nadwiślańskiej, Gdynia 2002, s. 12.
99 Marsz. Soult.
100 A.L. Thiers, op. cit., s. 228-229.
101 R. Muir, op. cit., s. 68-70; P. Gawron, op. cit., s. 62-63.
102 A.L. Thiers, op. cit., s. 237-238.
103 Ch. Oman, op. cit., s. 420-447.
104 Marsz. Mortier.
105 Bez oddelegowanej wcześniej dywizji gen. Milhauda.
106 A.L. Thiers, op. cit., s. 248-249.
107 J. Załuski, op. cit., s. 131.
108 R. Bielecki, Somosierra 1808..., s. 90-91.
109 A.L. Thiers, op. cit., s. 250.