Soldier's Obsession - Sonia Hallon

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Epilog

Podziękowania

Playlista

Prolog

Leżącą na łóżku dziewczynę obudził huk tłuczonego szkła. Siedziała jak zwykle w swoim pokoju, kiedy matka wracała z pracy. Nie chciała jej się narażać, bo znała codzienny scenariusz, który odgrywał się w dni pracujące. Po powrocie do mieszkania przebierała się w domowe ubrania, przygotowywała obiad, by potem co chwilę znikać do swoich skrytek i przyjmować porcje wysokoprocentowego alkoholu. W miarę jak jej organizm przyswajał go coraz więcej, jej wyraz twarzy zmieniał się na bardziej posępny i nieprzyjemny, jeśli zapaliła do tego kilka papierosów, wyglądała jak na haju. Codzienną tyradę zaczynała dobrze znanym Sandrze tekstem. Nawiązywała w nim do swojego nieszczęśliwego życia, porzucenia przez męża i niewdzięczności jej jedynej córki za wychowanie.

Zdarzało się jej mieć ciężką rękę. Pewnego dnia, kiedy Sandra była mała i nie umiała się bronić, biła ją, okładając paskiem. Płaczące dziecko usłyszał sąsiad, który przybiegł mu na pomoc, korzystając z otwartych drzwi mieszkania. W odwecie Monika rozbiła na jego głowie lusterko. Niestety, nikt z opieki społecznej nie zainteresował się losem dziewczyny, pomimo tego, że kilkukrotnie była wzywana do ich mieszkania policja, a nawet podejmowano próby nałożenia przymusowego pobytu w ośrodku dla alkoholików. Przy każdym przesłuchaniu matka wszystkiego się wypierała, mówiąc, że nie ma problemu z alkoholem.

Wspomnienia Sandry z dzieciństwa były przyjemne tylko wtedy, kiedy patrzyła na fotografie przedstawiające ją z obydwojgiem rodziców podczas wycieczek. Potem były wyłącznie dziura, dzięki której starała się nie pamiętać przykrych momentów, albo zdjęcia pijanej matki. Nienawidziła jej za to, co robiła przez te wszystkie lata - jak się na niej wyżywała psychicznie i jak zamiast miłości matczynej miała tylko wrzaski. Była przez to zamkniętą w sobie osobą, nie potrafiła za bardzo ufać, raczej stroniła od innych. Miała tylko najbliższą przyjaciółkę i kilku znajomych. Wszystko zmieniło się, kiedy na jej konto na Insta przyszła pewna niezobowiązująca wiadomość.

*

W innej części świata, w Afganistanie, w okolicach Kabulu, na pustynnym placu rozstawione były namioty wojskowe. W wykopanym dole paliło się ognisko, na niebie widać było pierwsze gwiazdy, zbliżał się wieczór. Dobrze zbudowany mężczyzna z wytatuowanymi rękawami, w wojskowym mundurze armii Stanów Zjednoczonych siedział przy palenisku z posępną miną.

Korzystając z chwili przerwy w działaniach bojowych, przez rządzących nazywanych często pokojowymi, skierował się do budynku w głębi obozu. Usiadł w pomieszczeniu z kilkoma komputerami i przeglądał zdjęcia kobiet na Instagramie. Większość z nich była do siebie podobna: napompowane usta, nienaturalnie wyciągnięte brwi jak u Jokera z filmu Batman. Niektóre pokazywały więcej swojego ciała: sztuczne piersi czy pośladki wypchane sylikonem. Może kiedyś, gdy był szczeniakiem, bardziej by go to kręciło, teraz, mając dwadzieścia pięć lat, czuł się tym znudzony. Wszystkie wyglądały jak z taśmy, podobne do siebie, jakby ktoś je przekalkował. Zatrzymał się na zdjęciu dziewczyny z długimi, rudymi włosami, patrzącej zielonymi oczami prosto w obiektyw na tle polnej łąki z jakimiś żółtymi kwiatkami. Na ręce, którą zaczesywała do tyłu włosy, dostrzegł tatuaż nieskończoności i kilka sznyt. Zaintrygowała go i zahipnotyzowała, potem wracał kilkakrotnie na jej profil, aż w końcu postanowił napisać.

Rozdział 1

Caden

"Zabij wroga, nim on zabije ciebie" - to hasło przyświecało mi, odkąd byłem w siłach specjalnych. Kiedy miałem dziewiętnaście lat, wstąpiłem do wojska, wtedy wierzyłem w misję utrzymania pokoju przez Stany Zjednoczone. Mój ojciec był w Marynarce Wojennej, zmarł na zawał serca. Matka mieszkała nieopodal mojej siostry Sue w Salt Lake City w stanie Utah.

Na przeszkolenie pojechałem zaprawiony w sporcie, grałem w szkolnej drużynie footballowej i koszykówki, często chodziłem na siłownię. W szkole miałem status bad boya. Dzięki mojemu wysokiemu wzrostowi, prawie metr dziewięćdziesiąt, muskularnemu ciału, ciemnym włosom i niebieskim oczom dziewczyny traciły dla mnie głowę. Szybko odbyłem pierwszy stosunek z kobietą, jako siedemnastolatek. Potem wiele panienek kręciło się koło mnie. Czasami korzystałem z tego, co oferowały. Nie stroniłem od alkoholu i przygodnego seksu. Beztroskie życie zmieniło się, kiedy zmarł ojciec, który był dla mnie wsparciem i mentorem. Postanowiłem sam wstąpić w kamasze i tak jak on przysłużyć się ojczyźnie.

Moja przygoda z wojskiem zaczęła się od prostego testu IST1 obejmującego między innymi podciągnięcia na drążku, brzuszki oraz bieg. Naiwnie wierzyłem, że wszystko będzie takie proste. W pierwszej fazie treningu, który odbył się w Kalifornii, poznawałem podstawowe zasady obowiązujące w wojsku, główne wartości takie jak honor, odwaga i oddanie oraz strzelanie z broni palnej, co szło mi całkiem dobrze. Posiadłem tajniki snajperskie, pomocne w tym, jak dobrze zdjąć człowieka, będąc niezauważonym.

Najtrudniejsza faza obejmowała jednak brak snu przez kilka dni, czołganie się w błocie, morderczy bieg po piasku na zmianę z pływaniem z pełnym ekwipunkiem.

Podczas całego treningu nie można było mieć telefonu komórkowego, a w ciągu doby miałem tylko godzinę wolnego, którą mogłem wykorzystać na odpisywanie na listy do rodziny czy oglądanie telewizji, reszta dnia była wypełniona rozkazami. Pojawiły się również elementy walki w bliskim starciu z przeciwnikiem, w czym radziłem sobie świetnie, dzięki doświadczeniu w sporcie.

W amerykańskim wojsku krzyk jest naturalną formą komunikacji. Egzaminatorzy chcą wywołać jak największy stres u żołnierzy, aby mogli sprawdzić, jak poradzą sobie na polu walki. Kurs kończyli tylko najwytrwalsi z nas, w tym ja. Na środku obozu znajdował się dzwonek, którego można było użyć, jeśli ktoś nie dawał sobie rady i chciał zrezygnować ze szkolenia. Nigdy, nawet przez chwilę nie pomyślałem, żeby to zrobić.

Wspomnienia z treningów, morderczych biegów powróciły do mnie niczym bumerang, kiedy siedziałem w swoim namiocie. Był on niewielki, mieścił cztery szafy i łóżka polowe. Łazienki znajdowały się w osobnym budynku razem z rzędem pryszniców.

- O czym tak myślisz, stary? - zapytał się Bob, kolega z plutonu, który miał łóżko obok mnie.

- Pierdolę, trochę ryje mi tutaj banię. Fuck! Kiedy byłem na szkoleniu sześć lat temu, miałem przekonanie, że mogę zmienić świat. Potem przeżyłem kilka misji - w tym momencie wyobraźnia podsuwała mi obrazy z przeszłości - teraz już tak nie myślę - powiedziałem kpiąco, kręcąc przy tym głową.

- Nie pierdol, bracie. Już niedługo rozjebiemy ich wszystkich jak kaczki i wrócimy do domu. - Kumpel próbował mnie pocieszyć.

- Jasne, chyba w twoich snach. Widziałeś ostatnio, co zrobili z naszym wozem pancernym - warknąłem do niego. - Rozjebał się na drobne kawałki, kiedy wjechał na minę. Fucking shit! Ktoś niby wcześniej sprawdzał ten teren.

- Taaa, masz rację. Te skurwiele są przebiegłe, ale my mamy lepszą broń. Załatwimy ich, a tymczasem chodź ze mną do kantyny, trochę się odprężyć. Dzisiaj mają przyjechać panienki - pokazał wymowny gest, wypychając językiem policzek.

Na samą myśl o przebywaniu w jednym pomieszczeniu z zadbanymi kobietami aż drgnął mi fiut, niemalże jak prawiczkowi przed pierwszym razem. Byłem nieźle wyposzczony, ostatni raz miałem kilka miesięcy temu, kiedy wróciłem do domu na przerwę w służbie. Wyrwałem wtedy jakąś panienkę i wyruchałem w kiblu, po czym powtórzyłem to na tylnym siedzeniu samochodu z jakąś inną chętną. Napalonych lasek nie brakowało, zwłaszcza w takich miejscach jak bary. Kiedy dowiadywały się, że jestem w wojsku, działało to na nie jak magnes albo lep na muchy.

Niby w naszym kontyngencie było kilkanaście żołnierzy płci damskiej, ale spoufalanie się było zabronione, można było za to wylecieć z jednostki. Zwłaszcza że głośno mówiło się o tym, iż podrywanie ich to jak napastowanie seksualne. Owszem, zdarzały się wyjątki, ale dobrze, jeśli taka relacja pozostawała oparta tylko na sporadycznym seksie. Jeśli którejś ze stron zaczynało zależeć, nie wróżyło to niczego dobrego. Odbierało zdolność skupiania się na celu, a nie na cipce, która czasami mogła trafić w ten sam kocioł wydarzeń co jej kochanek. Dlatego też preferowałem znajomości przez Internet, nie było ich wiele, ale poznałem w taki sposób kilka kobiet. Większość relacji zakończyła się, kiedy chciały czegoś więcej, a ja nie mogłem im tego dać. Wojsko było dla mnie najważniejsze.

Do naszej jednostki przyjeżdżały czasem, jak to nazywaliśmy, obwoźne dziwki, które były pomocne, jeśli ktoś miał potrzebę spuścić z kija. Oczywiście trzeba było się dobrze zabezpieczyć, żeby nie zarazić się jakąś wenerą. Wziąłem szybki prysznic, włożyłem jasnozielony T-shirt, który odsłaniał moje wytatuowane ręce, spodnie moro oraz wojskowe buty. Znaczyć swoje ciało zacząłem jeszcze w liceum, a potem podczas służby wojskowej dodałem kilka większych tatuaży. Na jednym przedramieniu miałem orła jako symbol Stanów Zjednoczonych i kotwicę, na drugim otwartą paszczę tygrysa i trupią czaszkę.

W naszym obozie znajdowała się kantyna, w której można było się napić lub pograć w bilard. Warunki raczej nie były sprzyjające relaksowi, cały czas musieliśmy być czujni, ale to przecież nie wakacje na Seszelach.

Kiedy kilku żołnierzy piło browar, inni musieli pilnować okolicy. Taki reset ciała i umysłu był potrzebny. Ogromna presja, pod jaką się znajdowaliśmy, niejednego potrafiła wykończyć. W zeszłym miesiącu jeden z naszych powiesił się po tym, jak musiał zabić małe dziecko, które miało ładunek wybuchowy. Niestety świat był brutalny, a talibowie tym bardziej. Potrafili wykorzystać niewinne, małe istoty do zasadzek. Przypomniały mi się zamachy na World Trade Center, kiedy samoloty uderzyły w biurowce, zabijając zarówno pasażerów lotu, jak i pracowników biur. W wojsku na misjach nie można było mieć wyrzutów sumienia, odpowiadało się przede wszystkim za innych, a nie za siebie.

- Mówiłem ci, nie zamulaj, zobacz, jaka zajebista cipka. - Bob wskazał na skąpo odzianą blondynkę w mikroskopijnym, czerwonym staniku i krótkiej, niebieskiej spódniczce.

Kobieta właśnie zaczęła tańczyć na rurze, wyginając się zmysłowo. Większość z żołnierzy wyła z zachwytu, nawet ci, którzy zostawili w domu swoje żony czy dziewczyny. Nadmiar testosteronu, który gromadził się miesiącami, musiał znaleźć ujście. Jeśli nie podczas jazdy na ręcznym pod prysznicem, to podczas korzystania z usług prostytutek.

Do prowizorycznego baru weszło kilka wymalowanych, skąpo odzianych dziewczyn. Widać było, w jakim celu tutaj przyszły. Skinąłem ręką w kierunku brunetki z kręconymi włosami, która przypominała mi moją byłą. Kobieta pojawiła się przy mnie błyskawicznie.

- Czego pragniesz, skarbie? - zapytała zmysłowo.

Chciałem wtedy powiedzieć, że wsadzić jej kutasa w dupę, ale zamiast tego palnąłem:

- Chodź ze mną, a wypieprzę cię tak, aż zobaczysz gwiazdy.

Łapiąc ją za rękę, skierowałem się w stronę prowizorycznego pokoju z biurkiem do wypełniania raportów i zatrzasnąłem za sobą drzwi.

Było parno o tej porze roku, temperatura dochodziła do czterdziestu stopni w dzień, a malała o połowę w nocy. Szybko rzuciłem kobietę na biurko. Przesuwając jej majtki, wyjąłem swojego pokaźnych rozmiarów kutasa, włożyłem prezerwatywę i wszedłem w nią bez zabawy w grę wstępną.

- Fuck! - wydałem z siebie okrzyk. - Jak dobrze poczuć kobietę.

Posuwałem ją w szaleńczym tempie, patrząc w oczy brunetki, która opierała się rękami o biurko, a nogami oplatała mnie w pasie.

- Wypnij się - wydałem polecenie, jednocześnie z niej wychodząc.

Szybko zareagowała, zmieniając pozycję, kręcąc przy tym zachęcająco tyłkiem. Dałem jej kilka klapsów w pośladki, po czym wszedłem w nią ponownie, dążąc do spełnienia.

- Od razu lepiej - podsumowałem, wyrzucając gumę do kosza.

- Mogę z tobą zostać, jeśli chcesz. - Odwróciła się, próbując dotknąć ręką mojej twarzy.

- Masz jeszcze sporo kolegów do obsłużenia, nie tylko ja jestem wyposzczony - powiedziałem do niej szorstko, zapinając spodnie i wychodząc z pomieszczenia.

- Jak było? - zagadał Bob, kiedy wróciłem na salę.

- Całkiem spoko, dobra kurwa. Polecam!

Poszedłem w stronę baru i zamówiłem kufel, którego połowę opróżniłem na raz, patrząc przy tym na pokaz tańca na rurze. Tej nocy udało mi się zasnąć bez koszmarów.

1 IST - Initial Strength Test.