Przedmowa
PRZEDMOWA
Jeden z największych socjologów XX wieku, mój mistrz naukowy Robert K. Merton, powiadał za Newtonem, że w nauce osiąga się coś tylko dlatego, że staje się na ramionach olbrzymów1. Ta myśl jest szczególnie aktualna, kiedy pisze się podręcznik. Trzeba wtedy bowiem dokonać akrobatycznej sztuczki: stanąć na ramionach wielu olbrzymów naraz. Podręcznik jest bowiem z natury eklektyczny, korzysta z prac wielu autorów wcześniejszych. Z konieczności jest też selektywny, realizuje strategię, którą Merton określał jako "zdyscyplinowany eklektyzm" i którą zalecał nie tylko autorom podręczników, ale także wszystkim badaczom w dziedzinie socjologii ze względu na pluralizm teoretyczny tej dyscypliny. Chodzi o to, aby podporządkowywać wybór teorii i metod problemowi badawczemu, a w przypadku podręczników - celowi dydaktycznemu.
Moim zamierzeniem w tym podręczniku nie jest dostarczenie studentom informacji o różnych faktach dotyczących współczesnych społeczeństw. Czytelnicy nie znajdą tu statystyk, wyników sondaży, wykresów czy tabelek z danymi. Są inne podręczniki socjologii, gdzie takich elementów jest w bród. W epoce internetu bardzo łatwo też wszystko to odszukać w sieci. Natomiast nie znajdzie się tam narzędzi do porządkowania i rozumienia tych faktów: modeli i teorii, a także szczególnego socjologicznego języka pozwalającego fakty nazwać, mówić o nich i myśleć socjologicznie. Moim celem jest właśnie nauczenie studentów tego języka, a także szczególnej wyobraźni teoretycznej pozwalającej lepiej orientować się w otaczającym świecie społecznym i wyraźniej widzieć własne w nim miejsce i szanse życiowe.
Socjologia bowiem, nawet najbardziej teoretyczna, nie jest dla socjologów, aby w malutkim gronie specjalistów na konferencjach, sympozjach czy w kawiarniach toczyli między sobą ezoteryczne spory, których nikt poza nimi nie rozumie. O takiej socjologii też nie będzie można dowiedzieć się z tego podręcznika. Socjologia jest dla nas, członków społeczeństwa, wszystkich razem i każdego z osobna. Jest po to, abyśmy lepiej zrozumieli mechanizmy i prawidłowości życia z innymi, obok innych, przeciw innym, życia w miłości i przyjaźni, współpracy i konkurencji, w solidarności i w walce, życia we wspólnotach, grupach, stowarzyszeniach, organizacjach, instytucjach, państwie narodowym, a nawet całym społeczeństwie globalnym. To właśnie relacje z innymi są głównymi wyznacznikami naszego ludzkiego losu. Zrozumienie tychże relacji pozwala po prostu żyć lepiej. I o takich relacjach właśnie, od najprostszych, na ulicy czy w domu rodzinnym, do najbardziej skomplikowanych - w społeczności globalnej - traktuje przede wszystkim ten podręcznik. Zaczyna od najprostszych kontaktów, aby krok po kroku analizować relacje coraz bardziej złożone, dochodząc aż do poziomu globalizacji. Taka logika narracji pozwolić ma czytelnikowi dostrzec, że najbardziej złożone, dziejące się pozornie ponad naszymi głowami wielkie zdarzenia, sytuacje czy procesy społeczne są jedynie skumulowanym efektem splecenia się najprostszych działań podejmowanych wobec innych i najprostszych relacji nawiązywanych z innymi, tyle że przez ogromną liczbę jednostek.
Socjologia jest nie tylko dla nas i o nas, ale także o naszym codziennym, zwyczajnym życiu wśród innych. Pojęcia, modele i teorie socjologii mają sens, tylko jeśli znajdują swoje empiryczne odniesienie w życiu codziennym. A najwyższym stopniem socjologicznego wtajemniczenia jest socjologiczna wyobraźnia, umiejętność czy wręcz nawyk myślowy dwustronnego przekładu, od abstrakcyjnych kategorii socjologicznych do konkretnych, drobnych sytuacji społecznych i w drugą stronę - od epizodów życia codziennego do abstrakcyjnych pojęć, modeli czy teorii socjologicznych. Wyrobieniu socjologicznej wyobraźni służy ciągłe odwoływanie się w tym podręczniku do bardzo licznych przykładów, czasami nawet fabularnych, wymyślonych.
Jest jedna odmiana wyobraźni socjologicznej, na którą zwracam szczególną uwagę. Wybitny niemiecki socjolog Erwin Scheuch zwierzył mi się kiedyś prywatnie: "Kiedy chcę naprawdę zrozumieć społeczeństwo włoskie, to idę na piazza i do café na espresso, a kiedy chcę zrozumieć społeczeństwo angielskie, to idę na drinka do pubu - i po prostu patrzę wkoło". Wystarczyło mu patrzeć uważnie, aby rozumieć, bo przykładał do spostrzeżeń i obserwacji tę szczególną siatkę pojęć, zamykał je w tej szczególnej ramie myślowej, jakiej dostarcza socjologia. Ważną odmianą wyobraźni socjologicznej jest więc wyobraźnia wizualna - umiejętność socjologicznego patrzenia. To także nawyk dwustronnego przekładu: z widzianego obrazu na język socjologii i w drugą stronę - ilustrowanie języka socjologii konkretnymi, widzialnymi obrazami życia społecznego. Wyrobieniu wyobraźni wizualnej służą bardzo liczne w tym podręczniku fotografie, które pokazują, co sam dostrzegałem w różnych miejscach świata, jak podnosząc do oka nikona, trenowałem własną wyobraźnię wizualną.
W pewnym sensie jest to więc podręcznik napisany równocześnie w dwóch językach: prozą, zwykłym tekstem, oraz obrazami, zarówno opisowymi ilustracjami, jak i zdjęciami uchwyconymi moim aparatem fotograficznym. W obu językach naraz przedstawiam studentom moje rozumienie socjologii i społeczeństwa.
Miałem wiele okazji, aby wypróbować taką strategię dydaktyczną na moich studentach w wielu krajach. Książka ta powstawała latami w notatkach i konspektach do moich wykładów, przede wszystkim na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale także piętnastokrotnie w USA (na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku i Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles) oraz sporadycznie na kilku innych uniwersytetach w Europie, Ameryce Łacińskiej i Australii. Udział w niej mają więc moi studenci, polscy i zagraniczni, którzy strategię tę sprawdzali. Sprawdziła się także w przypadku pierwszego i drugiego wydania tego podręcznika, które trafiły do kilkudziesięciu tysięcy polskich studentów. Ale wszystko można ulepszyć. Przygotowując więc na zamówienie Wydawnictwa Znak trzecie wydanie, postanowiłem dokonać istotnych zmian i uzupełnień. Przeredagowałem wiele rozdziałów, tak aby każdy z czterdziestu wykładów (zamiast dawnych dwudziestu ośmiu rozdziałów) stanowił zamkniętą całość i mógł być czytany niezależnie od pozostałych i niekoniecznie w tej kolejności, w jakiej jest zawarty w tomie. Ma to swoją cenę: nieuchronne powtórzenia niektórych idei i argumentów. Ale, jak wiadomo, repetitio est mater studiorum, więc powtórzenia mogą dla studentów być pożyteczne. Dodałem kilka wykładów, a także kilkanaście biogramów wybitnych socjologów współczesnych. Umieściłem też nowe zdjęcia, a wszystkie przedstawiam obecnie jako czarno-białe zamiast dawnych kolorowych, bo ich walor rozumiem jako czysto ilustracyjny, a nie artystyczny. W aneksie zawarłem listę podręczników szczegółowych dziedzin socjologii dostępnych po polsku, swoisty kanon dydaktyczny. Jest to oczywiście wybór subiektywny, podobnie zresztą jak orientacja teoretyczna całego podręcznika, w którym rozwijam takie rozumienie socjologii, które uważam za najważniejsze: socjologię relacji albo, jak to nazywam, "trzecią socjologię". Zestaw definicji zawarty dawniej po każdym rozdziale usunąłem. Polecam za to studentom mój Słownik socjologiczny: 1000 pojęć, który ukazał się w roku 2020 w Wydawnictwie Znak, w którym nieporównywalnie liczniejsze definicje i omówienia są obszerniejsze i udoskonalone. Stanowi on dobre uzupełnienie i wzbogacenie wszystkiego, co zawarte jest w tym podręczniku.
Oddając studentom nowe, znacznie poprawione, poszerzone i uzupełnione wydanie, wierzę, że te wirtualne wykłady za pośrednictwem nie tyle katedry uniwersyteckiej, ile tekstu i fotografii okażą się atrakcyjne i użyteczne.
Kraków, maj 2020 roku
Wykład 1
SOCJOLOGIA JAKO NAUKA
Zanim rozpoczniemy analizę różnych aspektów społeczeństwa i życia społecznego, musimy przedstawić dyscyplinę nauki, w ramach której taką analizę będziemy prowadzić.
Wiedza społeczna a socjologia
Powiada się, że socjologia to nowa nauka na bardzo stary temat. Albo że socjologia ma krótką historię, ale długą przeszłość. Rzeczywiście, jako osobna dziedzina wiedzy naukowej rodzi się dopiero w pierwszej połowie XIX wieku. Nazwę "socjologia" wprowadza w 1838 roku francuski filozof Auguste Comte, budując zbitkę pojęciową z łacińskiego socius (zbiorowość, społeczeństwo) i greckiego logos (mądrość, wiedza). W połowie wieku pierwsze książki mające w tytule termin "socjologia" pisze brytyjski myśliciel Herbert Spencer2. Ale musiał upłynąć cały wiek XIX, zanim socjologia pojawiła się jako uznana dyscyplina akademicka nauczana na uniwersytetach, czyli zanim dokonała się jej instytucjonalizacja.
Mimo że swoje korzenie intelektualne miała w Europie, pełną akceptację instytucjonalną zdobywa najpierw w Ameryce. W Stanach Zjednoczonych pierwszy wydział socjologii powstaje już w 1892 roku na Uniwersytecie w Chicago (kieruje nim Albion W. Small, równocześnie założyciel "American Journal of Sociology", do dziś czołowego czasopisma socjologicznego w USA). Amerykańskie Stowarzyszenie Socjologiczne (ASA), największa organizacja zawodowa socjologów, utworzone zostaje w 1909 roku i do dzisiaj odbywa corocznie swoje zjazdy, na których pojawia się kilka tysięcy badaczy i praktyków tej dziedziny. W Europie pierwsza katedra socjologii ustanowiona zostaje we Francji w 1895 roku na Uniwersytecie w Bordeaux (obejmuje ją Émile Durkheim, który też od roku 1898 zaczyna redagować bardzo wpływowy periodyk "L'Année Sociologique"). W Niemczech znacznie później, bo dopiero w 1919 roku, na Uniwersytecie w Monachium pierwszą katedrę socjologii otrzymuje Max Weber, wcześniej sławny już profesor ekonomii i historii gospodarczej, który w 1909 roku był, wspólnie z Ferdinandem Tönniesem i Georgem Simmelem, założycielem pierwszego niemieckiego stowarzyszenia socjologicznego. W Wielkiej Brytanii dopiero po II wojnie światowej socjologia uzyskuje uznany status na głównych uniwersytetach, w Oksfordzie i Cambridge, uprawiana wcześniej jako antropologia społeczna lub filozofia społeczna. W Polsce twórcą pierwszego uniwersyteckiego ośrodka socjologicznego był Florian Znaniecki, założyciel katedry na Uniwersytecie w Poznaniu w roku 1920 oraz redaktor pierwszego polskiego czasopisma socjologicznego, ukazującego się do dzisiaj "Przeglądu Socjologicznego". W skali międzynarodowej socjologowie zaczęli organizować się w 1893 roku, kiedy francuski uczony René Worms założył elitarny, niewielki, jeśli chodzi o liczbę członków, Międzynarodowy Instytut Socjologiczny (Institut International de Sociologie, IIS). Dopiero jednak w 1949 roku powstała organizacja masowa o zasięgu światowym, reprezentująca socjologów z niemal stu krajów i licząca obecnie ponad trzy tysiące członków - Międzynarodowe Stowarzyszenie Socjologiczne (International Sociological Association, ISA). Na prezydentów tej organizacji dwukrotnie wybrano polskich socjologów: na kadencję 1967-1970 Jana Szczepańskiego, a na kadencję 2002-2006 Piotra Sztompkę.
Jest więc socjologia dziedziną stosunkowo młodą. To mam na myśli, mówiąc, że socjologia ma krótką historię. Równocześnie jednak refleksja na temat społeczeństwa jest zapewne odwieczna, towarzyszy ludziom od zarania dziejów. Życie bowiem w otoczeniu innych ludzi, kontakty z innymi, współpraca, konkurencja, walka to podstawowe fakty egzystencjalne gatunku ludzkiego. Jesteśmy gatunkiem stadnym, żyjemy w zbiorowościach - od rodziny przez ród, plemię, wspólnotę lokalną, sąsiadów, przyjaciół, współpracowników po naród czy wreszcie to, co dziś objawia się coraz wyraźniej dzięki rozszerzającym się powiązaniom komunikacyjnym, ekonomicznym, kulturalnym, a także celowej polityce integracyjnej - społeczeństwo kontynentalne lub globalne, na przykład europejskie czy światowe. Zauważali to już starożytni filozofowie (na przykład Arystoteles), definiując człowieka jako "istotę społeczną" (homo socius albo homo politicus).
Nigdy nie jesteśmy sami, od urodzenia do śmierci otaczają nas inni i musimy jakoś radzić sobie z innymi, układać nasze życie wśród innych. Zbieramy różne doświadczenia z takich kontaktów, porównujemy z doświadczeniami bliskich i znajomych, uogólniamy je, wyprowadzamy z nich różne życiowe strategie, które stosujemy w codziennej praktyce. Każdy człowiek jest więc w pewnym sensie socjologiem. Tyle że nie socjologiem akademickim, naukowym. To mam na myśli, mówiąc, że socjologia ma długą przeszłość.
Czym cechuje się ta przedsocjologiczna wiedza o społeczeństwie? Występuje ona w trzech postaciach: wiedzy potocznej, wrażliwości artystycznej i refleksji filozoficznej. Wiedza potoczna jest, po pierwsze, zbiorem spostrzeżeń dość przypadkowych i osobistych. Każdy żyje w nieco odmiennych zbiorowościach, w różnych warunkach, ma nieco inne losy życiowe, inne sukcesy i porażki, a zarazem każdy wykazuje skłonność do ich generalizowania, traktowania jako powszechnych i typowych. Nasza perspektywa, nasz własny punkt widzenia wydają się nam jedynie uprawnione. Dlatego, po drugie, mądrość potoczna jest fragmentaryczna i niespójna. Nawet wtedy, gdy ulega sformułowaniu w przysłowiach ludowych, codziennych porzekadłach lub bardziej rozbudowanych mitach i opowieściach, nie tworzy systemu. Da się ją co najwyżej ułożyć alfabetycznie w słownik przysłów, z których każde dotyczy zupełnie różnych spraw, a które ponadto czasami nie zgadzają się ze sobą, mówiąc rzeczy sprzeczne. Po trzecie, mądrość potoczna jest często pochopna, nie troszczy się zbytnio o mocne uzasadnienie swoich konkluzji, o rzetelną bazę dowodową dla wypowiadanych prawd, zadowala się niekiedy pojedynczymi faktami, a nawet faktami pozornymi, mitami czy złudzeniami. I wreszcie, po czwarte, wiedza zdroworozsądkowa jest często apodyktyczna, nie stroni od zdecydowanych ocen, zaleceń, sądów wartościujących. Łatwo popada w moralizatorstwo, lansuje partykularne dyrektywy i reguły.
Wiedzę o społeczeństwie artykułuje również sztuka. Najbardziej oczywiste jest to w odniesieniu do literatury, zwłaszcza prozy realistycznej (czyż nie są wyśmienitymi socjologami Balzac, Zola, Faulkner, Steinbeck, Grass, Fuentes, García Márquez, Vargas Llosa, Scott Fitzgerald, żeby wspomnieć tylko kilka nazwisk?). Treści socjologiczne odnajdujemy także w poezji czy dramacie. Przynosi je w wielkim bogactwie publicystyka. W niedyskursywny sposób obserwacje i intuicje na temat społeczeństwa sugeruje również malarstwo (Bruegel, Bosch, Rembrandt, Velázquez, Goya, Riepin, Rivera, Siqueiros i wielu innych), rzeźba, a nawet twórczość muzyczna, na przykład opera. Ogromną skarbnicą wiedzy socjologicznej są film, fotografia, reportaż telewizyjny.
I nic w tym dziwnego. Dominującym tematem sztuki jest przecież los człowieka, a los ten, jak wskazywaliśmy, nierozerwalnie związany jest z losem innych ludzi, ze społeczeństwem. Poprzez sztukę realizuje się więc istotny zasób poznania socjologicznego. Ale oczywiście dokonuje się to niejako przy okazji. Cele i aspiracje sztuki są inne, a jej wartości nie mierzy się głównie korzyściami poznawczymi. Stąd nie wiążą sztuki rygory i standardy dochodzenia do obiektywnej prawdy. Jest ona w tym sensie bliższa myśleniu potocznemu niż naukowej socjologii.
Trzecia postać przedsocjologicznej wiedzy społecznej to filozofia społeczna (czy filozofia polityczna), jeden z głównych nurtów filozofii od czasów starożytnych, artykułowany już w myśli Sokratesa i Arystotelesa. Filozofia społeczna różni się istotnie od wiedzy potocznej i poznania artystycznego. Przede wszystkim tym, że jako swój cel stawia odkrywanie prawdy o świecie. Po drugie, jest to refleksja uprawiana profesjonalnie, przez zawodowych myślicieli, a nie na boku, przy okazji codziennych spraw życiowych czy kreacji artystycznej. Pozwala dzięki temu przekroczyć ramy indywidualnych doświadczeń i ograniczenia subiektywnego horyzontu. Opiera się na szerokich obserwacjach porównawczych dotyczących różnych społeczeństw, korzysta z materiałów historycznych na temat społeczeństw przeszłości (jak u pierwszego historyka społecznego - Herodota). Po trzecie, daleko większą wagę przywiązuje do precyzyjnego formułowania i uzasadniania wypowiadanych sądów, choć ciągle nacisk położony jest na uzasadnienia rozumowe, spójność wywodów, prawidłowość dedukcji, a fakty empiryczne czy historyczne są traktowane tylko jako ilustracje. Po czwarte, poszczególne tezy wiąże się tu w całościowe systemy, akcentując ich logiczną spoistość i dążąc do wypełnienia wszystkich pojawiających się pól niewiedzy. Z takich bardzo obszernych, nowoczesnych filozoficznych systemów budowanych przez Auguste'a Comte'a czy Herberta Spencera wyłoniła się właśnie socjologia. Po piąte, typowy jest normatywny, wartościujący punkt widzenia, a także ambicja formułowania wskazówek i zaleceń praktycznych czy politycznych. Nie przypadkiem tak wielką rolę w filozofii społecznej odgrywa etyka oraz tak liczne są, mniej lub bardziej utopijne, wizje "doskonałych społeczeństw".
Socjologia wyłania się z tych trzech odmian myśli przedsocjologicznej, jest kontynuacją i zarazem odmienną postacią wiedzy potocznej, twórczości artystycznej i filozofii społecznej. Oczywiście nie wypiera tamtych form myśli ludzkiej, dodaje się do nich, istnieje obok nich, wyróżniając się jednak pod istotnymi względami. Momentem przełomowym jest spostrzeżenie, że społeczeństwo nie jest chaosem ludzkich przypadków, lecz posiada swoiste, powtarzalne cechy i prawidłowości, a zatem może być przedmiotem nowej, rozwijającej się od epoki Oświecenia perspektywy poznawczej, a mianowicie nowoczesnej, empirycznej i eksperymentalnej nauki, zmierzającej do formułowania ogólnych praw rzeczywistości. Rozciągnięcie na świat społeczny nowoczesnej perspektywy naukowej stosowanej już od XVII wieku w odniesieniu do świata przyrody - w astronomii, fizyce, chemii, biologii - dało początek naukowej socjologii.
Ta nowa, naukowa perspektywa wyróżniała się pod trojakim względem: tym, jak wiedzę się zdobywa, tym, jak formułuje się rezultaty, i tym, jak korzysta się z uzyskanych wyników. Po pierwsze więc, naukowa socjologia odwoływała się do systematycznego, standardowego sposobu osiągania i uzasadniania tez prawdziwych, zwanego metodą naukową. Za ostateczne kryterium prawdziwości uważała empirycznie czy eksperymentalnie stwierdzone fakty społeczne. Zmierzała do uzasadnionych uogólnień takich faktów w postaci praw społecznych. Żądała na ogół kategorycznego formułowania sądów i powstrzymywania się od ocen i wartościowań. Po drugie, socjologia naukowa proponowała nowe, wyraźnie zdefiniowane, ostre, a najlepiej mierzalne pojęcia, czyli zmienne tworzące swoisty język dyscypliny. Dzisiaj język ten jest bardzo bogaty. Mój Słownik socjologiczny... zawiera ich aż tysiąc. A ograniczałem się do uznanego, klasycznego kanonu. Tymczasem zasób pojęciowy socjologii, podobnie jak słownictwo każdego języka naturalnego, nieustannie się bogaci, odzwierciedlając nowe zjawiska społeczne. Wiele z nich wiąże się z przełomem technologicznym w elektronice, a zwłaszcza z upowszechnieniem internetu. Pojęcia swoistego języka socjologii miały być stosowane w twierdzeniach o zależnościach pomiędzy rozmaitymi faktami czy zjawiskami. A wielość twierdzeń miała być logicznie powiązana w systemy, zwane teoriami naukowymi. Po trzecie, naukowa wiedza socjologiczna miała służyć do ugruntowanej, mocno uzasadnionej odpowiedzi na kilka rodzajów pytań. Najpierw na pytania opisowe: jak jest naprawdę? Tutaj rola socjologii polegała na podważaniu i obalaniu różnych mitów i złudzeń typowych dla perspektywy potocznej czy przerysowań i idealizacji występujących w sztuce. Miała więc przede wszystkim weryfikować fakty. Miała także zaglądać pod powierzchnię zjawisk naocznie postrzegalnych, szukając głębszych, ukrytych warstw rzeczywistości społecznej, struktur organizujących i wiążących ze sobą pozornie oderwane zdarzenia. Miała wreszcie odkrywać niezamierzone i nieuświadamiane konsekwencje społeczne działań podejmowanych przez członków społeczeństwa. Tu w oczywisty sposób przekraczała granice potocznego postrzegania społeczeństwa. Następne pytanie, ogromnie istotne, to: dlaczego jest tak właśnie, jak wskazują stwierdzone przez socjologię fakty? Tutaj socjologia pragnęła szukać przyczyn bardziej fundamentalnych niż te, które narzucał zdrowy rozsądek, odkrywać głębokie mechanizmy zjawisk, ukazywać ich powiązania z kontekstem innych zjawisk równoczesnych, a także z sekwencją zjawisk wcześniejszych. Chciała także odróżniać przyczyny rzeczywiste i pozorne lepiej, niż czyniła to filozofia. W odpowiedzi na takie aspiracje proponowała różne teorie zjawisk i zdarzeń społecznych, a także całościowe modele teoretyczne tej całości nadrzędnej, jaką jest społeczeństwo. Po trzecie, socjologia chciała przewidywać przyszły bieg zdarzeń, odpowiadać na pytanie: jak będzie? Ale nie zadowalała się przeczuciami czy proroctwami, lecz pragnęła wyprowadzać z praw naukowych spodziewane tendencje, uzasadnione prognozy społeczne. I wreszcie, po czwarte, socjologia miała aspiracje praktyczne: chciała udzielać naukowo ugruntowanych rad na temat tego, co robić, aby zmienić społeczeństwo w pożądanym kierunku. Adresowała te rady do polityków czy administratorów kierujących życiem społecznym, ale także do zwykłych ludzi, dostarczając im lepszego rozeznania w społeczeństwie i tym samym większych szans na realizowanie ich dążeń i aspiracji. Praktycznie zorientowane działy socjologii zyskały później nazwę inżynierii społecznej, socjotechniki czy pracy socjalnej.
Te cechy naukowej socjologii, wskazane już przez twórców dyscypliny w XIX wieku, zachowały aktualność do dziś. Wyznaczają sposoby postępowania i cele, jakie stawiają sobie także współcześni socjologowie. A dokładniej - większość socjologów współczesnych. Pod koniec XX wieku bowiem pojawili się i tacy, którzy kwestionują przewagę podejścia naukowego nad poznaniem intuicyjnym opartym na emocjach, inspiracji, iluminacji, przeżyciach estetycznych, artystycznych itp. Inni z kolei, uznając potrzebę nauki w odniesieniu do przyrody czy techniki, odrzucają ideę wszelkich prawidłowości i zależności w świecie społecznym, traktując go jako dziedzinę całkowitej przypadkowości, dowolności, płynności i fragmentaryczności. Taka destrukcja naukowej socjologii dokonuje się pod modnym hasłem postmodernizmu. Kierunek ten na szczęście jedynie marginalnie wpłynął na to, co naprawdę robią socjologowie na całym świecie, i dzisiaj już stanowi przemijającą szybko dewiację myślową, ślepą uliczkę w rozwoju dyscypliny.
Auguste Comte (1798-1857)
Filozof francuski, który w swoim głównym, sześciotomowym dziele Cours de philosophie positive [Kurs filozofii pozytywnej] wydanym w latach 1830-1842 podjął syntezę całej dotychczasowej wiedzy naukowej, postulując jej rozszerzenie na obszar zjawisk związanych z życiem społecznym i inicjując nową dyscyplinę nauki - socjologię.
Myślenie naukowe albo inaczej "pozytywne" było w jego ujęciu ukoronowaniem ewolucji myśli ludzkiej przechodzącej trzy stadia: teologiczne (gdy w wyjaśnieniach zjawisk ludzie odwołują się do sił nadprzyrodzonych czy istoty boskiej), metafizyczne (gdy wyjaśniają przez abstrakcyjne pojęcia i rozumową kontemplację) i wreszcie pozytywne (gdy formułują twierdzenia oparte na faktach i zależnościach współistnienia lub następstwach między faktami). Z kolei socjologia była dla Comte'a ukoronowaniem hierarchii nauk, mogła powstać dopiero na bazie nauk wcześniejszych: matematyki, astronomii, chemii, fizyki, biologii. Zajmuje się bowiem przedmiotem o najwyższym stopniu złożoności.
Świat przyrody i społeczeństwa stanowi jedność i dlatego także metoda socjologii musi się opierać na tych samych zasadach co metody nauk przyrodniczych. Socjologia winna naśladować wzorce metodologiczne nauk przyrodniczych, w szczególności opierać się na faktach i poza zaobserwowane fakty nie wychodzić. Głównym podejściem badawczym socjologii jest metoda porównawcza. A celem - "rozumienie-przewidywanie-zapobieganie", czyli formułowanie wyjaśnień, z których wyprowadzić można predykcje i zalecenia praktyczne. Szczególną racją istnienia socjologii jest dokonujący się w wyniku XVIII-wiecznych rewolucji, a zwłaszcza Wielkiej Rewolucji Francuskiej, fundamentalny przełom społeczny: zastąpienie społeczeństwa tradycyjnego - nowoczesnym, opartym na przemyśle, zurbanizowanym i republikańskim. Nowy system nie rozwinie się spontanicznie, wymaga racjonalnego kierowania, którego podstaw dostarczyć winna właśnie socjologia.
Comte postrzegał społeczeństwo na podobieństwo skomplikowanego organizmu, czyli stosował analogię organiczną. Budowę społeczeństwa albo inaczej jego anatomię badać miałaby "statyka społeczna", a jego funkcjonowanie i zmienność, czyli fizjologię - "dynamika społeczna". Podstawowym składnikiem społeczeństwa są grupy społeczne, a wśród nich największą rolę odgrywa rodzina. Od Comte'a pochodzi znane powiedzenie, że rodzina jest podstawową komórką społeczną. Społeczeństwo ulega nieustannemu procesowi rozwoju, a jego kierunek i etapy wskazuje wspomniane wcześniej "prawo trzech stadiów".
LITERATURA
A. Comte, Metoda pozytywna w szesnastu wykładach, PWN, Warszawa 1961.
A. Comte, Rozprawa o duchu filozofii pozytywnej, PWN, Warszawa 1973.
B. Skarga, Comte, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966.
M. Kucia, Comte, [w:] Encyklopedia socjologii, t. 1, Oficyna Naukowa, Warszawa 1998, s. 97-99.
J. Szczepański, Socjologia: rozwój problematyki i metod, PWN, Warszawa 1969, s. 49-72.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 1, PWN, Warszawa 1981, s. 255-295.
Pozytywistyczna wizja "naukowości" socjologii
Ogólne uznanie naukowego statusu socjologii nie może jednak prowadzić do naiwnego utożsamiania nauki o społeczeństwie z naukami o przyrodzie. Błąd ten popełniali XIX-wieczni twórcy socjologii, którzy postulowali proste naśladowanie przez nową dyscyplinę takich metod i procedur badawczych, jakie wypracowały bardziej dojrzałe i wcześniej istniejące nauki przyrodnicze: astronomia, fizyka, chemia, biologia. Auguste Comte określił te metody jako "pozytywne", przynoszące przezwyciężenie wcześniejszych "teologicznych" i "metafizycznych" sposobów myślenia, i stąd zalecany przez niego dla socjologii sposób uprawiania nauki nazywamy pozytywistycznym3. Do tego modelu nauki należało kilka dyrektyw. Po pierwsze, ograniczenie poznania naukowego do faktów bezpośrednio obserwowalnych zmysłowo, a unikanie wszelkich tez na temat istoty, esencji, fundamentalnych mechanizmów zjawisk. Po drugie, osiąganie wszelkich uogólnień drogą ostrożnej indukcji, poprzez gromadzenie coraz liczniejszych obserwacji faktów, a następnie klasyfikowanie ich według podobieństw. Po trzecie, sprowadzenie praw naukowych do prostych tez o zależnościach między obserwowalnymi faktami: albo tego typu, że pewne fakty występują razem, albo że następują po sobie (dziś nazywamy to korelacjami). Po czwarte, proste, rozumowe, dedukcyjne wyprowadzanie z praw naukowych przewidywań na temat zjawisk przyszłych. Po piąte, wyprowadzanie z praw i predykcji dyrektyw praktycznych na temat zapobiegania lub wywoływania nowych faktów poprzez tłumaczenie ich na język czynów, podobnie jak w medycynie, gdzie z wiedzy biologicznej, chemicznej itp. wyprowadza się zasady prewencji i terapii, lub w inżynierii, gdzie z praw mechaniki wyprowadza się techniczne sposoby budowy domów czy mostów.
Pozostawmy na boku kwestię, czy taka charakterystyka nie upraszczała zanadto tego, co naprawdę robili Kepler, Newton, Lavoisier, Faraday i inni twórcy nowoczesnego przyrodoznawstwa. Filozofowie nauki twierdzą, że model pozytywistyczny nie był adekwatny dla opisania praktyki nauk przyrodniczych. A co dopiero, gdy mówimy o naukach humanistycznych czy społecznych. Ważne dla nas jest to, że za postulatem, aby naśladować w socjologii metody nauk przyrodniczych, kryło się założenie, że przedmiot tych nauk jest zasadniczo taki sam, że przyroda i społeczeństwo mają taką samą naturę. Taki pogląd o jedności świata zarówno przyrodniczego, jak i społecznego nazywamy naturalizmem. Naturalizm był nieodłącznym dopełnieniem pozytywizmu.
Przełom antypozytywistyczny
Jeszcze w XIX wieku taka idea naukowości socjologii została podważona przez kilku myślicieli. Niemieccy filozofowie Wilhelm Dilthey i Heinrich Rickert zakwestionowali tezę o jedności przyrody i społeczeństwa, wskazując, że w świecie ludzkim występują rzeczy niespotykane w przyrodzie, a mianowicie znaczenia, sensy, symbole, reguły, normy, wartości, słowem - kultura. Społeczeństwo jest fundamentalnie odmienne od przyrody. Z takiego stanowiska, które nazywamy antynaturalistycznym, wyprowadził dalsze implikacje twórca socjologii niemieckiej Max Weber, postulując zupełnie przeciwstawny Comte'owskiemu model uprawiania socjologii. Nazywamy go antypozytywistycznym lub humanistycznym4. Zgodnie z takim stanowiskiem nauka nie może ograniczać się do powierzchniowych faktów, obserwowalnych zmysłowo, lecz musi sięgać głębiej, do ukrytych właśnie, nieobserwowalnych znaczeń czy wartości wiązanych z faktami przez ludzi, a te ujawnić może dopiero rozumowa interpretacja. Metoda rozumienia zjawisk społecznych zaproponowana przez Webera wywarła ogromny wpływ na współczesną socjologię, zwłaszcza w tym jej nurcie, który nazywamy hermeneutycznym. Współczesna hermeneutyka poszła daleko w kierunku rozwiązania podstawowej trudności metody rozumienia, jaką jest groźba subiektywizmu interpretacji, podważająca tak istotny dla nauki postulat obiektywizmu, czyli niezależności wiedzy od tego, kto ją formułuje. Już brytyjski filozof nauki Karl R. Popper podkreślał rolę otwartej krytyki w środowisku naukowym jako mechanizmu kontroli i korekty jednostronnych poglądów. Na podobny mechanizm wewnątrznaukowej wzajemnej krytyki podejmowany przez "równych" (ang. peer review) zwracał też uwagę jeden z klasyków socjologii XX wieku Robert K. Merton. Idącą w tym samym kierunku propozycję przedstawił niemiecki filozof i socjolog Jürgen Habermas, który wskazuje, że interpretacja rozumiejąca nabiera charakteru obiektywnego, jeśli jest formułowana w drodze otwartej dyskusji z udziałem wielu badaczy w warunkach "idealnej sytuacji komunikacyjnej", czyli całkowitej swobody wypowiedzi, równej pozycji dyskutantów, braku jakichkolwiek nacisków zewnętrznych i argumentów niemerytorycznych. Wyłaniająca się z takiego w pełni demokratycznego dyskursu wiedza wolna jest od subiektywnych skrzywień.
Do przełomu antypozytywistycznego i antynaturalistycznego w socjologii przyczynili się także socjologowie polscy. Ojciec akademickiej socjologii w Polsce Florian Znaniecki był, wspólnie z amerykańskim psychologiem Williamem Thomasem, twórcą głośnej koncepcji "współczynnika humanistycznego". Podkreślała ona, że wszelkie fakty społeczne, w odróżnieniu od przyrodniczych, są zawsze związane z działalnością jakichś ludzi, są faktami "czyimiś, a nie niczyimi", mieszczą się w obrębie życiowych doświadczeń jakichś jednostek lub zbiorowości, które się z nimi stykają, postrzegają, doznają, przeżywają, interpretują, oceniają. Mają więc z natury zawarty w sobie ów "współczynnik humanistyczny". I dlatego badać je można tylko z perspektywy tych ludzi, w których doświadczeniu występują, stawiając się w ich położeniu, patrząc na świat ich oczami, rozszyfrowując ich hierarchie wartości, systemy reguł, jakimi się kierują, a nie w drodze jakiejś oderwanej, zewnętrznej obserwacji. A więc inaczej, trzeba zawsze badać społeczeństwo z uwzględnieniem "współczynnika humanistycznego". Konkretnym wyrazem takiego stanowiska metodologicznego było oparcie się przez Thomasa i Znanieckiego w ich monumentalnym dziele o emigrantach polskich pt. The Polish Peasant in Europe and America (Chłop polski w Europie i w Ameryce) na szczególnym typie źródeł. Sięgnęli mianowicie do listów i pamiętników, czyli, jak to nazywali, "dokumentów osobistych". W ten sposób mogli dotrzeć do autentycznego punktu widzenia emigrantów rzuconych w nowe i obce środowisko społeczne i kulturowe, zrozumieć "od środka" ich problemy i dramaty5. Po II wojnie światowej do umocnienia w Polsce nurtu antynaturalistycznego i antypozytywistycznego, bardzo wpływowego od czasu Znanieckiego, przyczynili się dwaj wybitni uczeni - Józef Chałasiński i Stanisław Ossowski. Pierwszy kierował uwagę ku z gruntu humanistycznej problematyce kultury i kontynuował w jej badaniu metodę interpretowania pamiętników (na przykład w znanej pracy Młode pokolenie chłopów), drugi głęboko argumentował tezę o zasadniczych "osobliwościach nauk społecznych" w porównaniu z naukami o przyrodzie.
Typową dla modelu pozytywistycznego tezę o tzw. symetrii wyjaśniania i przewidywania, to znaczy pogląd, że dysponując eksplanacyjną teorią naukową, możemy formułować niezawodne przewidywania przyszłych zjawisk społecznych, zakwestionowało od czasów Comte'a wielu socjologów. Zwrócili oni uwagę, że nawet znając wszystkie pojedyncze prawa rządzące życiem społecznym, nie potrafimy przewidzieć, w jakich unikalnych kombinacjach zadziałają i jak nawzajem wpłyną na swoje ostateczne efekty. Nawet bowiem w najprostszej sytuacji społecznej występuje wielka mnogość czynników sprawczych, z których każdy uruchamia inne prawa. A ponadto każde celowe i zamierzone działanie wyzwala wielką ilość efektów niezamierzonych, skutków ubocznych czy nawet sprzecznych z zamierzeniami, nieraz bardzo pośrednich i odległych. Pewna analogia tego problemu występuje i w naukach przyrodniczych. Znamy przecież wszystkie prawa grawitacji, a nie potrafimy przewidzieć, gdzie upadnie liść niesiony wiatrem, dysponujemy wszystkimi prawami meteorologii, a ciągle często nie udają się nam prognozy pogody. Wiemy mnóstwo na temat tektoniki, a zaskakują nas trzęsienia ziemi czy erupcje wulkanów. Znamy już kompletną budowę ludzkiego genomu, nie potrafimy jednak wiele powiedzieć, z jakimi zdolnościami urodzi się dziecko, jakie choroby przejdzie w życiu i kiedy umrze. Niektórzy powiadają, że ruch skrzydełek motyla gdzieś w dżungli amazońskiej nie jest obojętny - poprzez nieskończony łańcuch powiązań w atmosferze - dla wywołania huraganu na Filipinach czy Florydzie (ang. the butterfly effect). Podobnie w naukach społecznych, mając sporą wiedzę ekonomiczną, jesteśmy stale zaskakiwani ruchami giełdy, kursami walut czy cenami ropy naftowej. Nikomu jeszcze nie udało się przewidzieć mobilizacji ruchów społecznych, wybuchu masowych protestów czy rewolucji. Żadna, najmądrzejsza nawet reforma polityczna nie dokonuje się niestety bez przykrych niespodzianek, skutków ubocznych. A w mniejszej skali - nigdy nie jesteśmy pewni, jak zachowa się jutro nasz znajomy czy przyjaciel ani co zrobi za chwilę kierowca na sąsiednim pasie autostrady.
Można oczywiście powiedzieć, że to wszystko wynika po prostu z młodości socjologii i niedostatków wiedzy, jaką dysponujemy. Ale to tylko część prawdy. Są bowiem powody zasadnicze, związane z tym, że przewidując zjawiska społeczne, przewidujemy działania ludzi, a co więcej - ludzi działających nie w odosobnieniu, lecz wśród innych ludzi, w kontaktach i interakcjach z innymi. Otóż wielu socjologów (na przykład znany socjolog niemiecki Niklas Luhmann) podkreśla, że nawet pojedyncze działania ludzkie są obarczone istotnym czynnikiem niepewności, dowolności, "kapryśności", przypadkowości6. Jak powiada brytyjski teoretyk Anthony Giddens, "człowiek zawsze może zachować się inaczej", niż oczekujemy7. A potęguje się to niezmiernie, gdy mamy do czynienia z zachowaniami zbiorowymi czy masowymi, gdy ludzie wpływają nawzajem na swoje postępowanie. Druga zasadnicza swoistość ludzkich działań w porównaniu z obiektami przyrodniczymi polega na tym, że ludzie dysponują własną, trafną lub nietrafną, wiedzą na temat swojej sytuacji, otoczenia społecznego, szans działania, dostępnych środków i działają, opierając się na takiej wiedzy. Wiedza ta pochodzi z najrozmaitszych źródeł, unikalnych doświadczeń, kontaktów, dla każdego przecież odmiennych, kumuluje się w pamięci od dzieciństwa, a potem manifestuje w działaniach. Przewidzieć konkretnego kształtu tej wiedzy nie sposób. A jeszcze trudniej, gdy chcielibyśmy przewidzieć nie działania jednostek czy zbiorowości, ale stan całego społeczeństwa w jakimś momencie w przyszłości. Nawet gdyby prawa socjologiczne pozwalały nam wyprowadzić przewidywania na temat wszystkich aspektów przyszłego społeczeństwa, to - jak wskazywał Karl Popper - jednego nie potrafimy przewidzieć na pewno, mianowicie przyszłej wiedzy, jaką dysponować będzie przyszłe społeczeństwo8. A od charakteru i poziomu wiedzy właśnie zależy w ogromnym stopniu kształt społeczeństwa. Czy sto lat temu można było przewidzieć telewizję lub internet, telefony komórkowe czy komputery osobiste? A przecież te twórcze, a więc z definicji nieprzewidywalne odkrycia zmieniły kompletnie cały świat społeczny. Musimy więc pogodzić się z pewną indeterminacją życia społecznego i zapomnieć o marzeniach pozytywistów, że zdarzenia społeczne da się przewidywać tak precyzyjnie, jak ruchy planet.
I z jednym jeszcze założeniem pozytywistycznego modelu nauki rozprawia się socjologia współczesna. O ile Max Weber w nowy sposób określił charakter wiedzy socjologicznej, o tyle odejście od pozytywistycznego, "inżynieryjnego" ujęcia zastosowań socjologii zawdzięczamy niemieckiemu myślicielowi Karolowi Marksowi. Zwrócił on uwagę, że wiedza społeczna, w odróżnieniu od wiedzy przyrodniczej, ma walor ideologiczny, to znaczy - jak pisał - "staje się siłą realną, jeśli pociąga za sobą masy"9. Inaczej mówiąc, same koncepcje, doktryny, wizje, teorie, informacje mają w świecie społecznym znaczenie praktyczne, ponieważ zmieniają myślenie ludzi, ich motywacje, intencje, racje, a w konsekwencji ich działania. A z działań masowych składa się właśnie społeczna praxis. Od zupełnie innej strony i daleko później podobną myśl odnajdziemy u XX-wiecznego klasyka socjologii amerykańskiej Roberta Mertona. Opisał on mechanizm tzw. prognoz samorealizujących się i samodestrukcyjnych. W tym pierwszym wypadku ludzie, biorąc na serio jakąś teorię i wynikające z niej przewidywania, nawet jeśli są fałszywe, doprowadzają do tego, że teoria się sprawdza. Na przykład inwestorzy, przekonani w myśl teorii cyklu ekonomicznego, że zbliża się recesja, wycofują kapitały z giełdy, co prowadzi do paniki, krachu i rzeczywistego kryzysu. Albo odwrotnie, ruchy ekologiczne, biorąc pod uwagę dobrze potwierdzone teorie o tzw. efekcie cieplarnianym i formułując mocne prognozy ostrzegawcze na temat katastrof tym spowodowanych, wymuszają zakaz emisji pewnych gazów i ograniczenie zatrucia atmosfery, co sprawia, że ocieplenie klimatu, miejmy nadzieję, nie nastąpi. W obu przypadkach sama teoria, czysta wiedza, poprzez ludzką świadomość i ludzkie działania oddziałała na praktykę, zmieniając rzeczywistość10. Nie ma tego fenomenu w przyrodzie. Teorie astronomii nie zmieniają biegu planet, teoria względności nie przyśpiesza ani nie spowalnia ucieczki galaktyk, a odkrycie DNA nie zmienia procesów dziedziczenia. Sama teoria jest tu praktycznie neutralna, a dopiero w pewnych przypadkach nauki stosowane - techniczne, inżynieryjne, medyczne - zdolne są wyprowadzić z teorii pewne konkretne dyrektywy zastosowane następnie w praktyce przemysłowej, leczniczej itp. Dzisiejsza socjologia przywiązuje wielką wagę do tej osobliwości wiedzy społecznej, określając ją mianem "refleksyjności" (na przykład w koncepcjach Anthony'ego Giddensa).
Wydaje się, że w swoim dominującym nurcie socjologia na dobre przezwyciężyła dziedzictwo naiwnego naturalizmu i pozytywizmu. Panuje dzisiaj wyraźnie perspektywa humanistyczna, socjologia rozumiejąca, hermeneutyczna, interpretacyjna, kulturalistyczna. Dominuje przekonanie o częściowej indeterminacji zdarzeń społecznych i bezpośrednim, refleksyjnym oddziaływaniu wiedzy społecznej na społeczeństwo11. Ale spotykamy też epigonów podejścia pozytywistycznego. Do tej tradycji nawiązują teorie behawiorystyczne, teorie "elementarnych zachowań społecznych" (na przykład George'a Homansa), teorie sieci (na przykład Ronalda Burta), teorie "wymiany społecznej" (na przykład Petera Blaua) czy teorie "racjonalnego wyboru" (na przykład Jamesa Colemana, Jona Elstera, Russella Hardina). A w kwestii zastosowań socjologii ciągle odżywają różne koncepcje "inżynierii społecznej" lub "socjotechniki", przyjmujące zewnętrzną, manipulatorską postawę wobec społeczeństwa, podporządkowaną na ogół interesom elit i traktującą ludzi jak marionetki, które można poganiać przysłowiowym kijem lub wabić marchewką. Praktyczna rola socjologii nie jest analogiczna do praktycznej roli techniki. Polega raczej na dostarczaniu narzędzi myślowych służących lepszemu, bardziej precyzyjnemu i empirycznie ugruntowanemu rozumieniu otaczającego świata ludzkiego. Nie ma nic bardziej praktycznego niż adekwatne pojęcia i sprawdzone teorie. W tym sensie wykłady zawarte w tym podręczniku, mimo że dotyczą głównie kwestii pojęciowych i teoretycznych, mają w intencji autora istotny walor praktyczny.
Stanisław Ossowski (1897-1963)
Czołowy polski socjolog i autorytet intelektualno-moralny w okresie po II wojnie światowej. Najważniejsze książki to: Więź społeczna i dziedzictwo krwi (1939), Struktura klasowa w społecznej świadomości (1957), O osobliwościach nauk społecznych (1962).
Był przedstawicielem orientacji humanistycznej, dostrzegając zasadnicze różnice - ontologiczne, epistemologiczne i metodologiczne - pomiędzy naukami przyrodniczymi i społecznymi. Obiekty swoiste świata społecznego to znaki, których poznanie nie może się dokonywać w drodze obserwacji zewnętrznej, lecz wymaga interpretacji sensów. W toku interpretacji ludzie przejawiają postawy wobec obiektów znaczących, nadając im wartość. Postawy polegać mogą na uznaniu, odczuwaniu lub realizacji. Tworzy się w ten sposób "polimorfizm wartości": trzy skale wartości mogą być wzajemnie niewspółmierne.
Świadomość społeczna to zbiór pojęć, wyobrażeń, przekonań, ocen, typowy dla ludzi w pewnym środowisku, który ulega wzmocnieniu dzięki temu, że jest postrzegany jako wspólny z innymi. Wszelkie zjawiska życia społecznego mają aspekt świadomościowy. I tak więź społeczna, a szczególnie więź narodowa czy etniczna, to przede wszystkim sprawa wyobrażeń, przekonań, których patologiczne formy - rasizm, szowinizm - Ossowski demaskował i piętnował, afirmując równocześnie ich przejawy pozytywne - patriotyzm związany z pojęciem "ojczyzny prywatnej" i "ojczyzny ideologicznej". Podobnie struktura klasowa jest zjawiskiem, które nabiera znaczenia dla ludzkich działań, dopiero gdy przełamuje się w świadomości. Wąskie, dychotomiczne pojęcie klasy, związane z opozycją interesów ekonomicznych właścicieli i pracowników, to tylko jeden wymiar funkcjonujących w świadomości społecznej hierarchicznych zróżnicowań. Inne wizje "gradacyjne" to drabiny władzy i prestiżu.
Porządek społeczny opiera się na komunikacji międzyludzkiej. W zależności od charakteru komunikacji wyróżnić można cztery typy "ładu społecznego": a) ład "przedstawień zbiorowych" oparty na wspólnych tradycjach i rutynach zachowania, b) ład policentryczny, typowy dla ustroju demokratycznego, c) ład monocentryczny, występujący w systemach autokratycznych, totalitarnych czy dyktaturach, oraz d) ład oparty na systemie wielostopniowych porozumień. Tutaj zamiast przymusu pojawia się dialog, dyskurs, uzgadnianie poglądów i decyzji politycznych pomiędzy wolnymi jednostkami, co nie przeradza się w anarchię dzięki koordynującej i mediującej roli politycznego centrum. Ten najbardziej pożądany typ ładu społecznego wymaga świadomych, zaangażowanych i wykształconych obywateli. Drogą do niego musi być edukacyjny awans całego społeczeństwa. Ossowski antycypował tutaj dzisiejsze koncepcje "demokracji dialogowej" czy "deliberatywnej".
LITERATURA
S. Ossowski, Dzieła, PWN, Warszawa 1966-1970.
E. Mokrzycki, Ossowskiego koncepcja nauk społecznych, PWN, Warszawa 1974.
A. Kłoskowska, E. Mokrzycki, Ossowski, [w:] Encyklopedia socjologii, t. 3, Oficyna Naukowa, Warszawa 2000, s. 43-47.
Wykład 2
SPOŁECZEŃSTWO: PRZEDMIOT SOCJOLOGII
Jeśli chodzi o etymologię, socjologia to tyle co nauka o społeczeństwie. Określiliśmy powyżej, co to znaczy "nauka". Ale co to znaczy "społeczeństwo"?
Rozumienia potoczne
Pierwsze skojarzenie, najbardziej chyba powszechne, to: zbiorowość ludzi w ramach pewnego państwa - społeczeństwo polskie, społeczeństwo francuskie, społeczeństwo japońskie, społeczeństwo amerykańskie. Takie całościowe traktowanie społeczeństwa i skupienie badań na własnym społeczeństwie niemiecki socjolog Ulrich Beck określał jako "nacjonalizm metodologiczny" i poddawał ostrej krytyce12. Taka perspektywa występuje nie tylko w socjologii, ale jeszcze wyraźniej w potocznym podejściu do społeczeństwa. Myślenie potoczne jest bowiem bardzo konkretne, a od kilku stuleci tą dominującą formą, w której toczy się życie zbiorowości ludzkich, jest właśnie państwo narodowe: Polska, Francja, Japonia itd. Ale właśnie: od kilku stuleci! Bo przecież państwa narodowe ukształtowały się stosunkowo niedawno. A czy przedtem nie było społeczeństwa? A czy może nie będzie społeczeństwa, jeśli ziszczą się prognozy politologów na temat stopniowego zaniku państw narodowych i zastąpienia ich odmiennymi formami regionalnej czy nawet globalnej organizacji i administracji? Myślenie naukowe opiera się na abstrakcji, odchodzeniu od konkretu. Dla nowoczesnej socjologii więc społeczeństwo to nie konkretna zbiorowość, lecz raczej swoisty rodzaj rzeczywistości, jak mówią filozofowie, typ "bytu", który manifestuje się w najrozmaitszy sposób w zbiorowościach najrozmaitszej skali. Społeczeństwo państwowe czy narodowe to tylko jedna z odmian społeczeństwa. Bo społeczeństwo to także zbiorowości mniejsze od państwa: rodzina i krewni, wspólnota lokalna i sąsiedzi, krąg przyjaciół i klub towarzyski, sekta i parafia, stowarzyszenie i partia polityczna, klasa i warstwa społeczna, grupa etniczna i mniejszość narodowa, szkoła i uniwersytet. Społeczeństwo to również zbiorowości większe od państwa: korporacje międzynarodowe, wielkie Kościoły, cywilizacje, federacje, wspólnoty regionalne, kontynentalne czy wreszcie społeczeństwo globalne. Cała gama tych zbiorowości różnej skali, od kilkuosobowych do wielomiliardowych, to dla socjologa odmiany społeczeństwa.
Druga sugestia myślenia potocznego to utożsamienie społeczeństwa ze zbiorowością ludzi, wielością konkretnych osób. To narzuca się niemal nieodparcie: społeczeństwo to nic innego jak ludzie, bo nic innego naocznie nie dostrzeżemy. Rodzina to ojciec, matka, dzieci. Uniwersytet to profesorowie, asystenci i studenci. Firma to dyrektorzy i pracownicy. Kościół to księża i wierni. Polska to Polacy, których mijamy na ulicach, ujęci w spisie ludności. Oczywiście to wszystko prawda, ale prawda tylko cząstkowa. Uwaga skupia się wyłącznie na jednym aspekcie społeczeństwa, wielości jednostek, albo inaczej - na populacji.
Ku ujęciu naukowemu
Nauka wymaga pójścia dalej, odejścia od oczywistości i konkretu. Socjologia zauważa więc, że aby móc mówić o społeczeństwie, pomiędzy poszczególnymi jednostkami występować muszą jakieś powiązania, zależności, relacje łączące pojedynczych ludzi w pewną całość. Twórcy socjologii - Auguste Comte, Herbert Spencer - posługiwali się tutaj analogią do organizmu. Jak organizm biologiczny to nie prosta suma komórek, tkanek, organów, lecz spoista i wspólnie funkcjonująca całość, tak społeczeństwo to nie prosta suma ludzi, lecz zintegrowany i funkcjonujący organizm społeczny. W dzisiejszej socjologii echem tej perspektywy jest kategoria spoistych, zintegrowanych grup społecznych, od najmniejszych, na przykład rodziny, do największych, na przykład narodu.
W XX wieku dokonano kolejnej abstrakcji, wprowadzając w miejsce organizmu pojęcie systemu społecznego, w którym uczestniczą nie tyle konkretne jednostki, osoby, ile raczej pewne wyróżnialne pozycje społeczne lub związane z tymi pozycjami role (na przykład w koncepcji Talcotta Parsonsa czy Niklasa Luhmanna)13. W małej skali system społeczny to na przykład rodzina, którą tworzą mąż, żona, dzieci, dziadkowie, ciotki, wujkowie i każdy, kto zajmuje te pozycje społeczne (statusy), pełni odmienne funkcje, ma inne obowiązki i uprawnienia, podejmuje odmienne działania. A wszyscy powiązani są w swoistą strukturę pokrewieństwa i powinowactwa (ang. kinship structure). W większej skali system społeczny to na przykład szpital, a więc powiązany zespół pozycji (statusów), takich jak ordynator, lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, technicy rentgenowscy, pacjenci, gdzie wszyscy wykonują jakieś przypisane do ich pozycji i wzajemnie się uzupełniające zadania.
Dalszy krok na drodze abstrakcji polegał na wyodrębnieniu samej sieci relacji, powiązań międzyludzkich z całości systemu. Zauważono, że można szukać prawidłowości powiązań i relacji niezależnie od tego, kogo one wiążą, jakie osoby czy jakie pozycje, i niezależnie od tego, w jakich zbiorowościach się przejawiają. Jak w geometrii badamy punkty, linie, trójkąty, wieloboki, niezależnie od konkretnych obiektów o takich kształtach, tak w proponowanej przez jednego z twórców socjologii niemieckiej Georga Simmela "geometrii społecznej" socjolog ma skupiać uwagę na czystych "formach społecznych"14. W nowoczesnej socjologii używamy w tym sensie pojęcia struktury (na przykład w koncepcji Claude'a Lévi-Straussa czy nieco inaczej u Roberta Mertona). Na przykład struktura konfliktu ma swoje prawidłowości niezależnie od tego, czy występuje w sprzeczce rodzinnej, bójce ulicznej, meczu bokserskim czy na wojnie. Struktura dominacji, albo inaczej władzy, może być badana niezależnie od tego, czy przejawia się w relacji ojca do syna, dyrektora do pracownika, biskupa do księdza czy trenera do zawodnika.
- Diagram 1: Główny akcent różnych orientacji socjologicznych -
Piąty krok w kierunku abstrakcyjnego pojmowania społeczeństwa wykonano wtedy, gdy spostrzeżono, że ludzie należą do zbiorowości, uczestniczą w systemach społecznych, wchodzą w strukturalne zależności i relacje z innymi ludźmi w jeden tylko sposób: przez aktywność, przez to, co robią, i to, co mówią. Należymy do grupy przyjaciół tylko o tyle, o ile się spotykamy albo korespondujemy na Facebooku, odnosimy do siebie życzliwie i z zaufaniem, jesteśmy lojalni i mówimy dobrze o przyjaciołach wobec osób trzecich. Należymy do drużyny piłkarskiej tylko o tyle, o ile gramy w piłkę, przychodzimy na treningi, bierzemy udział w meczach. Klasyczny socjolog niemiecki Max Weber skierował uwagę na działania ludzkie jako podstawowe tworzywo, z którego powstają wszelkie zjawiska społeczne i wszelkie całości społeczne15. Społeczeństwo z tej perspektywy to złożony konglomerat ludzkich działań i ich konsekwencji. Nawet tak ogromne i skomplikowane byty społeczne jak na przykład kapitalizm to dla Webera złożony efekt masowych działań ludzi: kupujących, sprzedających, inwestujących, organizujących produkcję, oszczędzających itp., a więc realizujących to, co nazywał "duchem kapitalizmu". W socjologii XX wieku, a zwłaszcza w jej nurcie amerykańskim (na przykład u Cooleya, Meada, Homansa, Colemana), akcent na działanie jako istotę świata społecznego jest do dzisiaj bardzo istotny.
Szóste, ogromnie istotne spostrzeżenie zawdzięczamy również Maksowi Weberowi, ale także jego francuskiemu rówieśnikowi Émile'owi Durkheimowi. Wskazują oni, że w każdym ludzkim działaniu zawarty jest pewien sens, znaczenie, a co więcej, znaczenie to ma charakter "faktu społecznego" narzucanego ludziom z zewnątrz jako coś obowiązującego, wiążącego, przez środowisko, w którym się urodzili, wychowali i w którym żyją. Umiemy grać w futbol, ale nie w krykieta, bo urodziliśmy się nad Wisłą, a nie nad Tamizą. Witamy się, podając rękę, a nie pocierając nosami, jesteśmy bowiem Europejczykami, a nie Eskimosami. Jemy widelcem i nożem, a nie pałeczkami, bo nie żyjemy w Chinach. Dbamy o konto bankowe i markę nowego samochodu bardziej niestety niż o zbawienie, bo nie urodziliśmy się w średniowieczu, lecz w społeczeństwie konsumpcyjnym. Dzisiaj do opisania tego zbioru znaczeń, symboli, wzorów, reguł, norm, wartości itp. - które kierują ludzkimi działaniami, decydują o ich indywidualnej tożsamości, określają ich uczestnictwo w zbiorowościach, wyznaczają relacje, jakie nawiązują z innymi ludźmi - używamy pojęcia kultury. Kultura, jak określał w klasycznej definicji amerykański antropolog społeczny Clifford Geertz, to sieć znaczeń, w którą uwikłany jest człowiek, choć sam ją utkał. Najnowsza socjologia przywiązuje do kulturowych aspektów społeczeństwa ogromną wagę (celują w tym socjologowie francuscy, na przykład Pierre Bourdieu, Michel Foucault, Jean Baudrillard, ale także niektórzy amerykańscy, na przykład Jeffrey Alexander).
Siódmy krok w kierunku abstrakcyjnego ujęcia rzeczywistości społecznej polega na porzuceniu wizji społeczeństwa jako trwałego, statycznego obiektu. Oczywiście istotne elementy ujęcia dynamicznego istniały od powstania socjologii. Wskazywano na dwa typy zmienności organizmu czy systemu społecznego: przede wszystkim na ewolucję lub rozwój prowadzący do nieustannego wzrostu, różnicowania, komplikowania struktur i funkcji w obrębie całości społecznej oraz - rzadziej - na "fizjologię społeczną", a więc codzienne funkcjonowanie organów i tkanek społecznych, niezbędne do podtrzymywania życia organizmu czy systemu. Również położenie akcentu na działania wprowadziło do obrazu społeczeństwa ruch i zmienność. Ale ostateczne konsekwencje wyprowadzono z tego dopiero pod koniec XX wieku, gdy zdecydowanie odrzucono wszelkie idee zreifikowanych bytów społecznych - organizmów lub systemów o trwałych strukturach, wskazując, że wszystko, co istnieje w społeczeństwie, to zdarzenia i procesy społeczne: płynne, nieustannie zmienne, fluktuujące konfiguracje kulturowo ukształtowanych działań ludzkich odniesionych do działań innych ludzi. Zamiast o trwałych formach społecznych zaczęto mówić o "figuracjach" (Norbert Elias), zamiast o strukturach - o "strukturacji" (Anthony Giddens), zamiast o bytach społecznych - o życiu społecznym, zamiast o istnieniu społeczeństwa - o "stawaniu się" społeczeństwa (Piotr Sztompka).
Aspekty społeczeństwa
W ten sposób w rozwoju socjologii skrystalizowało się wielowymiarowe rozumienie społeczeństwa, na które składa się siedem aspektów. Pierwszy, najbliższy myśleniu potocznemu i najbardziej konkretny, nazwiemy demograficznym, gdzie społeczeństwo to tyle, co populacja, wielość, zbiór jednostek. Drugi nazwiemy grupowym, gdzie społeczeństwo to złożone z jednostek zintegrowane całości, już nie luźne zbiory, lecz spoiste zbiorowości. Trzeci nazwiemy systemowym, gdzie społeczeństwo to powiązany układ pozycji (statusów) i typowych dla nich ról. Czwarty nazwiemy strukturalnym, gdzie społeczeństwo to sama sieć relacji międzyludzkich, a więc już nie obiektów, lecz form, schematów odnoszenia się ludzi do siebie. Piąty nazwiemy aktywistycznym (czy interakcjonistycznym), gdzie społeczeństwo to konglomerat wzajemnie zorientowanych działań jednostek. Szósty nazwiemy kulturalistycznym, gdzie społeczeństwo to matryca podzielanych przez zbiorowość znaczeń, symboli i reguł odciskających piętno na ludzkich działaniach. Siódmy nazwiemy zdarzeniowym czy polowym, gdzie społeczeństwo to nieustannie zmienne, płynne pole, pełne zdarzeń społecznych. W polu tym zbiorowości jednostek podejmują wobec siebie nawzajem kulturowo wyznaczone i strukturalnie ukierunkowane działania i w toku tego procesu same modyfikują i wytwarzają grupy, systemy społeczne, struktury społeczne i kulturę, stanowiące z kolei kontekst dla przyszłych działań. Społeczeństwo w tym ujęciu nie "istnieje", lecz ciągle na nowo "staje się".
W ramach tego ostatniego ujęcia, bliskiego autorowi tego podręcznika, można zaproponować taką definicję społeczeństwa: społeczeństwo to wszystko to, co dzieje się pomiędzy ludźmi. Albo inaczej: społeczeństwo to pole międzyludzkich relacji w nieustannym procesie stawania się. A co jest najmniejszym składnikiem, elementem społeczeństwa? Nie jednostka po prostu, nie pojedyncze działanie, ale zdarzenie społeczne, czyli każdy epizod kontaktu, zetknięcia się jednych ludzi z innymi, czy to pojedynczymi (na przykład rozmowa czy mecz tenisowy), czy całymi ich zbiorowościami (na przykład wiec czy mecz piłkarski). Definicji można więc nadać jeszcze jedno brzmienie: społeczeństwo to suma zdarzeń dziejących się w przestrzeni międzyludzkiej.
Te trzy parametry - znaczenia + relacje + reguły - to swoisty "trójkąt ontologiczny", wyznaczający przestrzeń międzyludzką, w której egzystuje człowiek. Rzeczywistość społeczna to rzeczywistość znacząca, relacyjna i normatywna.
Wielowymiarowość sytuacji społecznych
Trzeba podkreślić, że te siedem perspektyw w ujmowaniu społeczeństwa nie wyklucza się nawzajem. Można je traktować jako komplementarne, stosować równocześnie. Społeczeństwo to wszystko to razem, byt wielowymiarowy, wieloaspektowy, istniejący na wszystkich siedmiu poziomach. Zanalizujmy dwa najprostsze przykłady. Najpierw rodzinę. Z perspektywy demograficznej istotna będzie przede wszystkim jej liczebność: to, że w rodzinie jest na przykład pięć osób. Dalej ważny będzie rozkład takich cech, jak wiek czy płeć, a więc że w rodzinie są trzej mężczyźni (ojciec i dwóch synów) i dwie kobiety (matka i córka) oraz że dwie osoby są dorosłe, dwie nastoletnie, a jedna to jeszcze dziecko. Z jakichś powodów mogą być istotne i inne cechy: wzrost, waga, kolor włosów, stopień wykształcenia itp. Ale wszystko to są cechy pojedynczych członków rodziny, które jedynie statystycznie sumujemy dla zbioru jednostek. Z perspektywy grupowej rodzina to coś więcej, bo także swoiste więzi łączące członków, a więc wspólne zamieszkanie, wspólnota majątkowa, miłość, wzajemna lojalność, gotowość do pomocy, troska o dzieci, silna tożsamość wyrażana zwrotem "my" i odróżniająca naszą rodzinę od tysięcy innych rodzin. Z perspektywy systemowej rodzina to swoisty powiązany układ pozycji i ról, niezależnych od pełniących je konkretnych osób, a więc ojciec, matka, mąż, żona, dziadek, babcia, syn, córka, wnuczek, wnuczka, teść, teściowa, zięć, szwagier, wujek, ciotka itp. Z perspektywy strukturalnej rodzina to swoista sieć relacji pomiędzy rozmaitymi pozycjami i rolami rodzinnymi: małżeństwo, ojcostwo, braterstwo, pokrewieństwo, władza rodzicielska, spadkobranie. Na tym aspekcie skupiali często uwagę antropologowie społeczni, odkrywając ogromne różnice dzielące struktury pokrewieństwa w różnych społecznościach (na przykład Claude Lévi-Strauss, Edward Leach). Z perspektywy aktywistycznej rodzina to "życie rodzinne", to, co się dzieje w rodzinie, a więc zbiór swoistych działań podejmowanych przez członków rodziny: współżycie seksualne, wspólne gospodarowanie, wychowanie dzieci, wspólne posiłki, spędzanie świąt, ale także spory rodzinne, konflikty małżeńskie i wiele innych. Z perspektywy kulturalistycznej rodzina to swoisty zbiór reguł - norm i wartości - dotyczących na przykład zalotów i zawierania małżeństw, przedmałżeńskich stosunków seksualnych, akceptowania rozwodów, odnoszenia się do siebie małżonków, autorytetu ojca lub matki, powinności dzieci, odpowiedzialności za starzejących się rodziców, regulacji urodzin, dopuszczalności aborcji itp. I znów antropologia społeczna, a także porównawcze studia nad rodzinami współczesnymi pokazują, jak wielkie różnice "kultur rodzinnych" występują pomiędzy rozmaitymi społecznościami. Wreszcie z perspektywy zdarzeniowej czy polowej patrzymy na rodzinę jako płynną i zmienną przestrzeń działań i interakcji, w której zmiany dokonują się nieustannie w skali codziennego "krótkiego trwania", ale także w skali "średniego trwania", na przykład w ciągu roku, i wreszcie w skali "długiego trwania", z roku na rok. Na przykład członkowie rodziny rozchodzą się rano do swoich zajęć: do szkoły, do pracy, na zakupy - rodzina ulega więc rozproszeniu, istnieje tylko w stanie "wirtualnym" (w świadomości swoich członków, a także znajomych, sąsiadów) i tylko w sensie materialnych ram, swoistych "kontenerów" swojego istnienia (pusty dom, mieszkanie), aby znów odzyskać realność socjologiczną wieczorem, gdy wszyscy spotykają się przy kolacji i telewizorze. W ciągu roku zmienna intensywność i formy życia rodzinnego znaczone są takimi datami, jak tradycyjne święta, ferie szkolne, urlopy, wyjazdy służbowe rodziców itp. A w dłuższym czasie mierzonym latami życie rodzinne zmienia się zasadniczo wraz z narodzinami dzieci, ich dorastaniem, starzeniem się rodziców, chorobą, śmiercią, czasami rozwodem, ponownym związkiem małżeńskim, rozpadem rodziny itp. To ciągle jest ta sama rodzina, ale nigdy nie taka sama.
- Diagram 2: Konteksty życia społecznego -
A teraz przykład zupełnie odmienny: drużyna piłkarska. To też, po pierwsze, pewna liczba osób (jedenastu zawodników plus kilku rezerwowych, trenerów, masażystów, lekarzy), w pewnym przedziale wiekowym, na ogół mężczyzn (jeśli abstrahować od ciągle jeszcze mało popularnego futbolu kobiecego), często różnej narodowości, nawet odmiennych ras, a więc pewna niewielka populacja. Po drugie, mimo sporego czasem zróżnicowania demograficznego, drużynę spajają cele: doskonalenie umiejętności, pokonywanie rywali i zdobywanie trofeów na zawodach piłkarskich. Członkowie drużyny tworzą, po trzecie, swoisty system społeczny zróżnicowanych pozycji i ról. Nie tylko różnią się role zawodników, trenera, masażysty, ale wśród zawodników są bramkarze, obrońcy, pomocnicy, łącznicy, napastnicy. Powiązani są oni, po czwarte, w określoną strukturę. Różni ona drużyny niemieckie, angielskie, włoskie, niezależnie od tego, jacy konkretnie grają zawodnicy. To jest to, co rysuje przed meczem trener, a co pokazuje się przed transmisją w telewizji i wyraża nawet w quasi-matematycznej formie: układ 1-3-4-3 albo 1-4-3-1-2, albo jakoś jeszcze inaczej. Po piąte, mecz piłkarski to suma działań i interakcji zawodników. Toczy się dopóty, dopóki zawodnicy biegają, podają sobie piłkę, dryblują, kiwają przeciwnika, strzelają. Ale, po szóste, nie czynią tego dowolnie, lecz w ramach reguł. Kultura piłkarska oznacza, że wiąże ich regulamin gry, na straży którego stoi sędzia, i sam ten regulamin pozwala odróżnić mecz piłkarski od meczu rugby czy baseballu. Pojedynczy zawodnicy kierują się też regułami właściwymi dla ich pozycji, zawartymi w ich roli. Inaczej gra obrońca, inaczej napastnik, a jeszcze inaczej bramkarz. Drużyna ma też pewne symbole tożsamości: proporczyki, herby, koszulki, wymieniane rytualnie przed meczem i po nim. Wreszcie, po siódme, mecz jest nieustanną płynną zmiennością sytuacji na boisku, zawodnicy przemieszczają się raz pod jedną, raz pod drugą bramkę, układają w różne konfiguracje, zachodzą kluczowe zdarzenia: gol, karny, rożny, wolny itp. A każda aktualna sytuacja stwarza pewne nowe szanse i pewne ograniczenia dla dalszej aktywności, na przykład dla wyprowadzenia szybkiej kontry albo dla zmasowania obrony. Podobną siedmiostopniową analizę można by przeprowadzić dla każdego innego przejawu życia społecznego, co polecam - jako zabawę - czytelnikom.
Dla różnych celów badawczych, aby rozwiązać różne problemy, mogą być przydatne różne podejścia. Każde kolejne z siedmiu wyróżnionych odchodzi coraz dalej od oczywistości i konkretu, wnikając w coraz to bardziej abstrakcyjne, ukryte warstwy świata społecznego. Ale te bardziej wyrafinowane punkty widzenia nie unieważniają prostszych. Żeby zrozumieć, co się dzieje w społeczeństwie, musimy niekiedy szukać bardzo głęboko, na poziomie strukturalnym, kulturalistycznym czy polowym. Ale niekiedy wystarczy perspektywa grupowa czy demograficzna. Podobnie jak żeby wbić gwóźdź w ścianę, nie trzeba stosować mechaniki kwantowej, żeby policzyć wydatki w sklepie, nie trzeba znać rachunku różniczkowego, a żeby zrobić okulary, wystarczy optyka Newtona zamiast teorii Einsteina. Podobnie w socjologii - punkt widzenia musi być dostosowany do potrzeb badawczych. Robert Merton określał takie podejście mianem "zdyscyplinowanego eklektyzmu"16.
Wykład 3
TEORIE SPOŁECZEŃSTWA: TRZY SOCJOLOGIE
Wielowymiarowość społeczeństwa pozwala różnym autorom na wybór perspektywy, do której przywiązują największą wagę. Formułując teorie, czyli całościowe, abstrakcyjne modele społeczeństwa wyjaśniające sposób jego istnienia, funkcjonowania i rozwoju, kładą nacisk na jakiś wybrany aspekt spośród tych, jakie rozróżniliśmy powyżej. Dlatego socjologia jest nauką, w obrębie której konkurują różne teorie, nauką pluralistyczną czy - jak niekiedy się powiada - wieloparadygmatyczną.
W niemal dwustuletniej historii socjologii można wyróżnić trzy typy teorii socjologicznych, trzy wizje społeczeństwa. Nazwiemy je pierwszą, drugą i trzecią socjologią. Kolejność wynika z chronologii ich powstawania. Ale nie oznacza to, że wcześniejsza była unieważniana przez następną. W socjologii rozwój dyscypliny nie następuje tak jak w naukach przyrodniczych poprzez proponowanie nowych i odrzucanie dawnych paradygmatów, czyli w ujęciu Thomasa Kuhna uznanych w danym okresie powszechnie i niekwestionowanych orientacji teoretycznych i metodologicznych17. Mamy raczej do czynienia z kumulacją, gdy późniejsze teorie dodają się jedynie do wcześniejszych, bogacąc spektrum dostępnych dla socjologa punktów widzenia. Dlatego w socjologii współczesnej znajdziemy koegzystujące ze sobą wszystkie trzy socjologie, choć oczywiście ich popularność się zmienia i bywa, że na pewien czas jedno z podejść zyskuje dominację. Ma też oczywiście swoje preferencje teoretyczne autor tych wykładów.
Wizja pierwsza: organizm i system społeczny
Kiedy w pierwszej połowie XIX wieku rodzi się socjologia, jej pierwsi twórcy - Auguste Comte i Herbert Spencer - stają wobec pytania: "Czym jest społeczeństwo?", ten nowy, szczególny przedmiot naukowych zainteresowań. I po odpowiedź sięgają do biologii, nauki nieźle już w tym czasie rozwiniętej. Sugestywna analogia organiczna każe postrzegać społeczeństwo jako swoisty organizm: całość złożoną z wielości elementów, organów, tkanek ściśle ze sobą powiązanych i podlegających ciągłemu procesowi wzrostu, różnicowania się, artykułowania struktur i funkcji. Warto zauważyć, że stosowane dla opisania takiego podejścia określenie "ewolucjonizm społeczny" nie ma wiele wspólnego z ewolucjonizmem w biologii zapoczątkowanym przez Karola Darwina. Wzrost społeczeństwa to dla Spencera proces rozwoju (postępu) ludzkości, dziś powiedzielibyśmy społeczeństwa globalnego, a więc pojedynczej, aczkolwiek ogromnej całości, unikalnego przypadku w znanym nam kosmosie, od stadiów pierwotnych do współczesnych. Taki proces rozwoju opisywały prawa rozwoju społeczeństwa, na przykład przechodzenia od "społeczeństwa militarnego" do "społeczeństwa industrialnego". Darwin natomiast badał proces zmienności i rozwoju gatunków, czyli wielkich populacji osobników, i formułował prawidłowości stochastyczne. To zupełnie odmienna teoria. Jeszcze większym absurdem jest określanie Spencera mianem "darwinisty społecznego" wobec faktu, że pierwsze sformułowanie koncepcji ewolucji społecznej opublikował dwa lata przed Darwinem w roku 1857 w artykule pt. Progress: Its Law and Cause w czasopiśmie "Westminster Review". Spenceryzm i darwinizm to po prostu dwie różne teorie traktujące o czym innym.
Niemal sto lat później Talcott Parsons i przedstawiciele szkoły strukturalno-funkcjonalnej uogólniają tę perspektywę, wprowadzając pojęcie systemu społecznego i rozwoju społecznego18. Organizm społeczny, zwany teraz systemem społecznym, to dla tych autorów całość, której właściwości i prawidłowości są niesprowadzalne do cech składników, komórek, w tym przypadku jednostek ludzkich. Przeciwnie, jednostki są podporządkowane wymogom funkcjonalnym całości: potrzebom czy imperatywom systemu, na które odpowiedź stanowią swoiste struktury - formy organizacyjne, role społeczne czy instytucje. Całość ma swoiste cechy, swoisty modus operandi, swoiste prawidłowości rozwoju. Naczelną z nich jest tendencja do równowagi, utrzymywania, a w razie zaburzeń - przywracania equilibrium systemu. Konkretnym wyrazem takiej równowagi systemowej jest wspólnota wartości, konsensus aksjologiczny. Zadaniem socjologii jest wykrycie praw społecznych sui generis; praw - jak powiadał Comte - społecznej statyki i społecznej dynamiki odnoszących się do społeczeństwa jako swoistego i niesprowadzalnego do niczego innego bytu. Późniejsi filozofowie nauki nadali nazwy tym założeniom metateoretycznym: jest to ontologiczny holizm i metodologiczny antyredukcjonizm lub emergentyzm. A rozwojową wizję zmian społecznych jako w pełni zdeterminowanych, koniecznych, zachodzących niezależnie od woli członków społeczeństwa i zmierzających do doskonałego społeczeństwa przyszłości poddał krytyce Karl Popper, traktując ją jako odmianę "historycyzmu"19.
Klasycy socjologii odnosili pojęcie organizmu czy systemu do społeczeństwa ludzkiego w największej, abstrakcyjnej skali; do ludzkości po prostu (społeczeństwa globalnego). Później, gdy w socjologii zapanowała orientacja "metodologicznego nacjonalizmu"20, organiczny czy systemowy charakter przypisywano także mniejszym całościom, państwom narodowym. "Społeczeństwo" to było społeczeństwo niemieckie, francuskie, polskie itp. - w zależności od narodowości autora, który je badał. To ono stanowiło organiczną całość, ono - jak sądzono - rozwijało się ekonomicznie, politycznie, cywilizacyjnie zgodnie z prawidłowościami społecznego rozwoju, nieuchronnie w postępowym kierunku.
Orientacja systemowa i rozwojowa jest reprezentowana w socjologii do dzisiaj, choć nie ma już statusu monopolistycznego czy dominującego. Występuje na przykład w wielu analizach i teoriach globalizacji, postępu technologicznego czy cywilizacyjnego, a także w teorii modernizacji czy neo-modernizacji. Ze względu na to, że była chronologicznie pierwsza, nazywam ją "socjologią pierwszą". Nie ma ona już jednak - jak w XIX wieku - pozycji dominującej. Utraciła ją na rzecz innych perspektyw.
Herbert Spencer (1820-1903)
Filozof brytyjski, który podjął próbę zintegrowania całej wiedzy o świecie, opierając się na zasadzie ewolucji. W dziesięciotomowej System of Synthetic Philosophy [Filozofia syntetyczna] (1860-1896) trzy tomy poświęcił zasadom socjologii, podsumowanym później i streszczonym w jednotomowej The Study of Sociology [Nauka socjologii] (1894).
Świat, zarówno przyrodniczy, jak i społeczny, ulega nieustannej ewolucji, czyli kierunkowej i liniowej zmienności prowadzącej od stanów prostych do coraz bardziej złożonych, od nieoznaczoności elementów do ich artykulacji, od jednolitości pełnionych zadań do różnicowania struktur i funkcji, wreszcie - od płynności do stabilności. Ewolucja społeczna wyraża się w taki sam sposób, a jej kierunek można uchwycić, przeciwstawiając społeczeństwo tradycyjne, które Spencer nazywał "militarnym", społeczeństwu nowoczesnemu, które nazywał "industrialnym". O ile w pierwszym dominująca aktywność to walka o obronę i poszerzenie terytorium, o tyle w drugim - pokojowa wymiana dóbr i usług. O ile w pierwszym porządek społeczny opiera się na przymusie i silnych sankcjach, o tyle w drugim - na dobrowolnej kooperacji i kontraktach. Monopolistycznej dominacji państwa przeciwstawia się rozrost organizacji i stowarzyszeń dobrowolnych. Przypisaniu pozycji społecznych przez urodzenie i małej ruchliwości społecznej przeciwstawia się zdobywanie statusu własnym wysiłkiem i znaczną mobilność pionową. A wśród czołowych wartości akcentowi na dyscyplinę, posłuszeństwo, lojalność, patriotyzm i odwagę przeciwstawia się podkreślanie niezależności, autonomii, inicjatywy, wynalazczości i prawdomówności.
Społeczeństwo może być w celach poznawczych porównywane z organizmem biologicznym, choć jest czymś innym niż organizm. Podobieństwo to przede wszystkim wzrost od stanów embrionalnych do dojrzałych, różnicowanie struktur (elementów) i funkcji (specjalizacja elementów), przystosowywanie się do nacisków środowiska oraz ciągłość i trwanie mimo nieustannej wymiany składników (komórek w organizmie, ludzi w społeczeństwie).
W każdym społeczeństwie muszą być realizowane pewne zadania (funkcje). Służą im wyróżnialne segmenty społeczeństwa. Podsystem regulacyjny złożony z instytucji politycznych i militarnych zapewnia koordynację, porządek wewnętrzny i obronę przed zagrożeniami zewnętrznymi. Podsystem wspierający złożony z instytucji ekonomicznych zapewnia produkcję dóbr niezbędnych członkom społeczeństwa. Podsystem dystrybucyjny podejmuje zadanie rozdziału zasobów społecznych między członków społeczeństwa, a także zapewnia komunikację oraz uzgadnianie poglądów i interesów pomiędzy nimi.
LITERATURA
L. Kasprzyk, Spencer, Wiedza Powszechna, Warszawa 1967.
J. Szczepański, Socjologia: rozwój problematyki i metod, PWN, Warszawa 1969, s. 122-148.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 1, PWN, Warszawa 1981, s. 296-349.
Talcott Parsons (1902-1979)
Czołowa postać socjologii amerykańskiej po II wojnie światowej aż do lat siedemdziesiątych. Usiłował dokonać syntezy dwóch wielkich nurtów teorii socjologicznej: analizy działań ludzkich i analizy całości społecznych. Sławę przyniosło mu już pierwsze, dwutomowe dzieło The Structure of Social Action [Struktura działania społecznego] (1937), a później tom pt. The Social System [System społeczny] (1951).
Działanie ludzkie rekonstruuje w ramach tzw. modelu woluntarystycznego. Działające podmioty stawiają sobie i usiłują zrealizować cele. Dysponują określonymi środkami i dokonują wyboru sposobu postępowania w świetle: a) okoliczności sytuacyjnych, jakie postrzegają, b) wartości, norm i idei, jakie wyznają. Działania odbywają się w kontekście społecznym, w którym podmioty zajmują określone pozycje i realizują przepisane role normatywne. Pozycje-role tworzą złożone i powiązane wzajemnie całości - systemy społeczne.
Systemy społeczne mają tendencję do trwałości i utrzymywania się w stanie równowagi (aequilibrium). Jest to możliwe dzięki realizowaniu przez odpowiednie instytucje czterech wymogów funkcjonalnych (potrzeb) każdego systemu: a) potrzeby adaptacji do środowiska przez produkcję i dystrybucję dóbr, co zapewniają instytucje ekonomiczne, b) potrzeby mobilizowania i koordynowania działań prowadzących do realizacji celów wspólnych, co zapewniają instytucje polityczne, c) potrzeby integrowania działań wielu członków społeczeństwa, wytwarzania więzi społecznej i poczucia tożsamości, co jest domeną kultury czy prawa, oraz d) potrzeby wpajania i egzekwowania wzorów społecznych, co zapewniają instytucje socjalizacji i kontroli społecznej operujące najlepiej za pośrednictwem rodziny i Kościoła.
Systemy społeczne mogą być charakteryzowane abstrakcyjnie, w oderwaniu od konkretnych działających w ich ramach osób. Typowe różnice między systemami społecznymi dotyczą pięciu dychotomicznych przeciwstawień: uniwersalizm-partykularyzm rekrutacji do pozycji i ról, osiąganie-przypisanie jako metoda zdobywania statusu, indywidualizm-kolektywizm jako dominująca baza identyfikacji działającego, afektywność-neutralność jako dopuszczalność lub zakaz emocji oraz całościowość-segmentalność jako orientacja ku pełnym osobom lub tylko ich pojedynczym rolom. Obok systemu społecznego można jeszcze wyróżnić dwa systemy wobec niego parametryczne: organizm biologiczny związany z naturalnymi imperatywami i potrzebami człowieka oraz osobowość jako zintegrowany kompleks postaw, motywacji i orientacji przyjmowanych w działaniu.
Systemy społeczne ulegają stopniowej, ewolucyjnej zmianie, adaptując się coraz lepiej do otoczenia dzięki postępującemu wewnętrznemu różnicowaniu, a zarazem coraz doskonalszemu koordynowaniu i integrowaniu różnicujących się elementów. Ewolucyjną przewagę daje coraz bardziej złożona i coraz lepiej funkcjonująca organizacja.
LITERATURA
T. Parsons, Struktura społeczna i osobowość, PWN, Warszawa 1969.
T. Parsons, Szkice z teorii socjologicznej, PWN, Warszawa 1972.
T. Parsons, N. Smelser, Funkcjonalne zróżnicowanie społeczeństwa, [w:] Elementy teorii socjologicznych, red. W. Derczyński, A. Jasińska-Kania, J. Szacki, PWN, Warszawa 1975, s. 219-240.
J.H. Turner, Imperatywizm funkcjonalny: Talcott Parsons, [w:] Struktura teorii socjologicznej, PWN, Warszawa 1985, s. 96-128.
M. Ziółkowski, Parsons, [w:] Encyklopedia socjologii, t. 3, Oficyna Naukowa, Warszawa 2000, s. 68-76.
Wizja druga: kompleks działań społecznych
Pod koniec XIX wieku dokonuje się w socjologii przełom. Jego ojcem jest Max Weber. W tle jego koncepcji można dostrzec przyjętą implicite metaforę z fizyki: poszukiwanie "atomu" społecznego, najmniejszego, fundamentalnego składnika społeczeństwa. Tym składnikiem jest dla Webera działająca jednostka, ten późniejszy bohater anglojęzycznej socjologii - social actor. Nawet tak niezwykle złożone całości jak nowoczesny kapitalizm okazują się emanacją działań przedsiębiorczych, organizacyjnych, inwestycyjnych, motywowanych "duchem kapitalizmu" zrodzonym z etyki protestanckiej21. Kapitalizm powstał, gdy rozwijająca się technika postawiła do dyspozycji wytwórców nowe możliwości produkcyjne, które zdecydowali się wykorzystać ludzie przejęci religijną ideą służby Bogu poprzez zdyscyplinowaną, intensywną pracę, skromny tryb życia, oszczędzanie, inwestowanie i szukanie potwierdzenia łaski Bożej i predestynacji do zbawienia w sukcesie ekonomicznym tu na ziemi.
Takie podejście uległo w pracach Webera uogólnieniu. Społeczeństwo zostało przedstawione jako nic innego jak tylko konglomerat takich działań jednostkowych, a zadanie socjologii zdefiniowano jako ich wnikliwą analizę i "rozumiejącą interpretację". Jak nie ma społeczeństwa poza czy ponad działającymi jednostkami, tak nie ma jakichś "praw historii", ponadludzkich tendencji rozwojowych niezależnych od ludzi. Historia nie ma założonego z góry kierunku ani koniecznej logiki, lecz jest produktem aktywności ludzkiej, efektem ludzkich decyzji i wyborów. Wszelkie prawidłowości i prawa społeczne dotyczyć więc muszą poziomu ludzkich działań. Późniejsi filozofowie nauki nadali takim metateoretycznym założeniom nazwy: ontologiczny indywidualizm i metodologiczny redukcjonizm, a w odniesieniu do zmian historycznych - posybilizm, czyli podejmowanie wyborów w ramach zastanych możliwości.
W socjologii XX wieku takie podejście było reprezentowane szeroko w różnych wariantach i zachowuje wpływy do dziś. Na przykład George Homans usiłował wyjaśnić wszystkie złożone fenomeny społeczne - władzę, nierówność społeczną, zmiany społeczne - przez pięć zasad psychologii behawiorystycznej, a James Coleman wywodził wszelkie formy i mechanizmy makrospołeczne z założenia racjonalności ludzkich działań. Podobne aspiracje odnajdziemy w skrajnych sformułowaniach niektórych przedstawicieli "szkoły racjonalnego wyboru", Jona Elstera czy Russella Hardina. Skrajności redukcjonizmu nie ulegają natomiast teoretycy podejmujący wątek hermeneutyczny i wnikający śladem Webera coraz głębiej w anatomię indywidualnych działań, jak Hans Joas, a także badacze zmian społecznych i historycznych, którzy rozwijają koncepcję tworzenia historii, podmiotowości historycznej, strukturacji i morfogenezy, jak Anthony Giddens i Margaret Archer. Biorąc pod uwagę chronologię, określam taką tradycję teoretyczną mianem "socjologii drugiej". I znów trzeba podkreślić, że taka orientacja teoretyczno-metodologiczna rozwija się żywo nadal i ciągle przynosi nowe, ważne konstatacje.
Skoro "socjologia pierwsza" ze swoją analogią do organizmu nakazywała badać całości społeczne, systemy, a "socjologia druga", sugerując się implicite analogią do atomu, chciała skupić się na analizie działań jednostek, najmniejszych elementów, mogłoby się zdawać, że wszystkie możliwe podejścia zostały wyczerpane. Czy jest bowiem coś jeszcze, jakiś inny aspekt społeczeństwa?
Max Weber (1864-1920)
Socjolog, historyk i ekonomista niemiecki, sławny i wpływowy już za życia, a po śmierci uznany za jedną z największych postaci w historii socjologii. Najbardziej głośne dzieło to Die protestantische Ethik und der Geist des Kapitalismus [Etyka protestancka i duch kapitalizmu] (1904-1905), ale największe bogactwo idei zawarł w Wirtschaft und Gesellschaft [Ekonomia i społeczeństwo] (1922), a także licznych esejach z metodologii badań społecznych, socjologii religii, prawa i polityki.
Weber zapoczątkował przełom antypozytywistyczny w uprawianiu socjologii, głosząc zasadniczą odrębność tej dyscypliny wobec nauk przyrodniczych. Przedmiotem socjologii są bowiem działania ludzkie, ostateczne tworzywo, z którego powstają struktury, organizacje, instytucje, a niezbywalnym elementem działań są znaczenia. Analiza działań ludzkich musi prowadzić do ich rozumienia, poprzez interpretację zawartych w nich znaczeń motywacyjnych (przyjmowanych przez samych działających) oraz kulturowych (podzielanych w zbiorowości, w której działają). Operacja Verstehen (rozumienia) jest możliwa, ponieważ działania ludzkie w większości są racjonalne, wystarczy więc odtworzyć kalkulację środków i celów, kosztów i zysków, jaka leży u podłoża działań. W odniesieniu do działań afektywnych pomocna jest empatia, a w odniesieniu do działań tradycjonalnych - pamięć historyczna.
Z działań ludzkich wyłaniają się trwalsze struktury, na przykład władza - prawdopodobieństwo podejmowania wiążących decyzji. Naga przemoc przeradza się w autorytet, gdy jest akceptowana przez podwładnych. Podstawą legitymizacji władzy mogą być prawo, tradycja lub charyzma. Najbardziej zracjonalizowaną sieć relacji władzy stanowi organizacja biurokratyczna, kierująca się wyłącznie bezosobową, instrumentalną efektywnością. Ze złożonych sieci działań powstają także struktury nierówności: majątkowej, politycznej, prestiżowej.
Również tak skomplikowana formacja społeczno-ekonomiczno-polityczna, jaką jest kapitalizm, narodziła się dlatego, że w pewnym momencie i w pewnym miejscu ludzie podjęli działania przedsiębiorcze, inwestycyjne, gromadzili oszczędności, akumulowali i pomnażali majątek, konkurowali ze sobą. Motywacji działań zgodnych z "duchem kapitalizmu" dostarczyła etyka protestancka, a zwłaszcza kalwinizm. Z czasem ekspansywność i efektywność kapitalizmu zrodziły immanentne motywacje jego dalszego rozwijania, ale "pierwszego pchnięcia" dokonała religia. W historii takie zbiegi okoliczności czy przypadki odgrywają wielką rolę i dlatego nie można mówić o koniecznościach dziejowych czy żelaznych prawach historii. Historia jest produktem ludzkich decyzji i wyborów, nigdy do końca niezdeterminowanym.
LITERATURA
M. Weber, Szkice z socjologii religii, Książka i Wiedza, Warszawa 1995.
M. Weber, Polityka jako zawód i powołanie, Znak, Kraków 1998.
M. Weber, Dzieła zebrane z socjologii religii, t. 1-3, Nomos, Kraków 2001.
M. Weber, Klasy, stany, partie, [w:] Elementy teorii socjologicznych, red. W. Derczyński, A. Jasińska-Kania, J. Szacki, PWN, Warszawa 1975, s. 413-415.
M. Weber, Trzy czyste typy prawomocnego panowania, [w:] Elementy teorii socjologicznych, red. W. Derczyński, A. Jasińska-Kania, J. Szacki, PWN, Warszawa 1975, s. 539-550.
Z. Krasnodębski, Weber, Wiedza Powszechna, Warszawa 1999.
J. Szczepański, Socjologia: rozwój problematyki i metod, PWN, Warszawa 1969, s. 334-349.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 2, PWN, Warszawa 1981, s. 515-537.
Wizja trzecia: sieć społecznych relacji
Otóż jest jeszcze trzecia możliwość. Dostrzegł ją w epoce klasycznej Georg Simmel, zapożyczając trzecią z kolei metaforę z matematyki, a ściślej z geometrii. Jednostki ludzkie nie są izolowane, autonomiczne, samoistne, lecz wchodzą z sobą w rozmaite relacje. Relacje te przybierają różne kształty, formy społeczne. I tak jak geometria bada formy przestrzenne i ustala ich prawidłowości w zupełnej abstrakcji od materialnych substratów, w których te formy się wcielają (mówi o okręgach, a nie o okrągłych stołach, o trójkątach, a nie o trójkącie bermudzkim), tak samo socjologia może abstrahować i od konkretnych ludzi, i od konkretnych całości społecznych, a skupić się na formach relacji międzyludzkich - identyfikować je, klasyfikować i odkrywać ich prawidłowości, tworząc swoistą "geometrię społeczną"22.
Formy społeczne mogą się realizować zarówno w makroskali, jak i mikroskali społecznej; relacje występować mogą zarówno między całościami społecznymi - grupami, organizacjami, instytucjami, państwami - jak i między jednostkami. W badaniach stosunków międzynarodowych na przykład wskazuje się na takie formy, jak współpraca, konkurencja, konflikt, sojusze, integracja, izolacja, dwubiegunowość, hegemonia, pokojowe współistnienie itp. Ale Simmela jako socjologa nie to interesowało. Badał relacje fundamentalne dla socjologii, to znaczy relacje międzyludzkie. I dzisiejsza recepcja jego idei w nurcie, który określę jako "trzecią socjologię", idzie w takim właśnie, mikrosocjologicznym kierunku. Ale nie znaczy to, że ogranicza problematykę socjologii do jednej tylko jej subdyscypliny, socjologii małych struktur czy grup społecznych. Zmierza natomiast do pokazania, że wszelkie zjawiska społeczne, także skali mezo (średniej) czy makro (najbardziej złożone), wywodzą się ostatecznie z tego, że jacyś ludzie wchodzą ze sobą w jakieś relacje. Nie redukują się do tego, ale właśnie wywodzą, bo w wyniku coraz większego komplikowania się sieci takich relacji utrwalają się struktury, organizacje czy instytucje oddziałujące zwrotnie na działania, stanowiąc ich ramę, ograniczenia i udogodnienia. Przykład to normy społeczne czy wartości kulturowe będące krystalizacją długotrwałych, powtarzalnych praktyk, które raz utrwalone i podzielane w danej społeczności zwrotnie oddziałują na praktyki, uzyskując wobec działań "moc przymuszającą", o której pisał w teorii faktu społecznego Émile Durkheim.
Późniejsi filozofowie określili metateoretyczne założenia obecne już w koncepcji Simmela mianem relacjonizmu ontologicznego, któremu towarzyszy relacyjny metodologiczny redukcjonizm: teza, iż cechy i prawidłowości społecznych całości dają się wywieść z konfiguracji jednostek, a cechy i prawidłowości działań jednostkowych - z lokalizacji jednostek w sieciach relacji międzyludzkich. Podobnie ujmuje to Nick Crossley: "Społeczeństwo w najbardziej fundamentalnym sensie opiera się na interakcjach. [...] Jest procesem, który rozwija się w czasie, w intersubiektywnych przestrzeniach pomiędzy istotami ludzkimi"23. Wcześniej w teologii i filozofii podobne stanowisko formułowali Martin Buber i Maurice Merleau-Ponty. W aspekcie dynamicznym łączy się z tym teza procesualizmu wskazująca na nieustanną zmienność takich konfiguracji czy sieci, która sprawia, że społeczeństwo nie jest w istocie stabilnym bytem, lecz swoistym procesem, nie istnieje, lecz nieustannie się staje (ang. social becoming).
Podejście to znalazło bardzo wiele różnorodnych wcieleń w XX wieku. Już w pierwszej połowie stulecia oryginalne i wpływowe okazały się idee George'a Herberta Meada, którym jego uczeń Herbert Blumer nadał miano "symbolicznego interakcjonizmu". Z kolei do nurtu tego perspektywę filozofii fenomenologicznej wprowadził Alfred Schütz. W połowie wieku drobiazgowe, wnikliwe i niezwykle odkrywcze analizy "porządku interakcyjnego" przedstawił w wielu pracach Erving Goffman, którego koncepcje zyskały nazwę "teorii dramaturgicznej". Dopiero pod koniec stulecia odkryto pisane znacznie wcześniej prace Norberta Eliasa, który nadał analizom mikrosocjologicznym wymiar dynamiczny, przedstawiając nie tyle formy czy figury życia społecznego, ile "figuracje", czyli wytwarzanie się i reprodukowanie relacji międzyludzkich w ciągłych działaniach jednostek wobec siebie. Na przełomie stulecia w głównym nurcie teorii socjologicznej dokonał się zwrot. Dwóch autorów znanych ze swoich ważnych prac makrosocjologicznych przedstawiło koncepcje mieszczące się wyraźnie w nurcie mikroanaliz trzeciej socjologii. Jonathan Turner dokonał analizy kontaktów (spotkań) twarzą w twarz jako zakorzenionych w szerszym porządku norm i wartości społecznych, uznanych ról, wyróżnionych pozycji strukturalnych czy nawet usytuowań przestrzennych24. A Randall Collins wyszedł poza analizy pojedynczych relacji, pokazując ciągłość i wiązanie się ze sobą wielu "łańcuchów interakcyjnych"25.
Wymienionych autorów, od Simmela do Collinsa, uważam za prekursorów i twórców "trzeciej socjologii", tradycji teoretycznej, która zyskuje sobie coraz większe uznanie. Gdyby trzeba było jednym zdaniem określić, czym jest w tym ujęciu socjologia, można by powiedzieć tak: jest to nauka o ludziach działających w polu wzajemnych relacji, którzy nadają temu polu nieustanną dynamikę funkcjonowania i stawania się, a utrwalone, często niezamierzone efekty swoich działań pozostawiają jako ramy strukturalne i kulturowe kolejnych działań następującym po sobie pokoleniom. Wiele analiz zawartych w tym podręczniku korzysta z inspiracji socjologii relacji, najbliższej poglądom autora.
Georg Simmel (1858-1918)
Niemiecki intelektualista, który w formule eseju, artykułu publicystycznego, wykładu publicznego ujął wiele oryginalnych spostrzeżeń i idei na temat życia społecznego. Zebrał je w tomie pt. Soziologie: Untersuchungen über die Formen der Vergesellschaftung [Socjologia: badania nad formami socjalizacji] (1908), a wcześniej w książce pt. Philosophie des Geldes [Filozofia pieniądza] (1900). Pośmiertnie ukazało się wiele zbiorów artykułów Simmela pod redakcją jego uczniów i zwolenników.
Simmel poszukiwał specyficznego obszaru dla badań socjologii, który odróżniałby tę dyscyplinę od historii, psychologii i innych nauk o człowieku i społeczeństwie. Taka swoista dziedzina to czyste formy życia społecznego i można je analizować niezależnie od konkretnych kontekstów, w których występują, czy treści, którymi są wypełnione. Konflikt, konkurencja, kooperacja, dominacja, podległość, zażyłość, obcość, dystans społeczny itp. mają pewne właściwości i prawidłowości niezależnie od tego, kiedy, gdzie, między kim a kim się pojawiają. Podobnie jak linie, kwadraty, trójkąty czy koła mogą być badane w geometrii w oderwaniu od ich materialnego substratu. Idea taka prowadzi do postulatu abstrakcyjnej geometrii społecznej czy inaczej - socjologii formalnej jako właściwego sposobu uprawiania socjologii.
Formy społeczne nie są czymś danym, lecz raczej są nadane życiu społecznemu przez działające jednostki. Ulegają też nieustannej fluktuacji w wyniku działań jednostek. Wyłanianie się i zmienianie form społecznych wynika z naturalnej dla ludzi orientacji prospołecznej, impulsu do nawiązywania kontaktów z innymi. Najczystszymi przejawami takiego impulsu są: zabawa, rozmowa, spotkanie towarzyskie i sztuka. Takim bezinteresownym, autotelicznym kontaktom przeciwstawiają się kontakty instrumentalne: walka konkurencyjna, kontrakty handlowe, władza polityczna. Najprostszy kontakt dwóch osób to "diada". Kiedy liczba partnerów się zwiększa, zmienia się charakter kontaktów, niezależnie od dziedziny i sprawy, o którą chodzi. W "triadzie" na przykład zupełnie nowe fenomeny to: możliwość koalicji dwóch przeciw trzeciemu, możliwość mediacji w sporze, możliwość umocnienia swej pozycji przez strategię "dziel i rządź", a także możliwość rozstrzygnięcia przez większość.
Simmel analizował kontakty międzyludzkie jako subiektywnie ekwiwalentną wymianę pewnych wartości. Najwięcej uwagi poświęcił konfliktowi międzyludzkiemu, wskazując, że ma on nie tylko skutki destrukcyjne, lecz także pozytywne, na przykład konflikt z grupami zewnętrznymi umacnia wewnętrzną spoistość i integrację grupy.
LITERATURA
G. Simmel, Socjologia, PWN, Warszawa 1975.
G. Simmel, Filozofia pieniądza, Wydawnictwo Fundacji Humaniora, Poznań 1997.
S. Magala, Simmel, Wiedza Powszechna, Warszawa 1980.
J. Szczepański, Socjologia. Rozwój problematyki i metod, PWN, Warszawa 1969, s. 393-404.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 2, PWN, Warszawa 1981, s. 505-514.
Metafora przestrzeni międzyludzkiej
Pierwsza socjologia - teoria systemów - korzystała z metafory organicznej wywodzącej się z biologii. Druga socjologia - teoria działań - opierała się na metaforze atomistycznej wywodzącej się z fizyki. Dla trzeciej socjologii, socjologii relacji, proponuję metaforę "przestrzeni międzyludzkiej". Natrafiłem na nią wśród "myśli nieuczesanych" Stanisława Jerzego Leca, który w epoce podboju kosmosu zastanawia się: "A kiedy człowiek pokona wreszcie przestrzeń międzyludzką?"26. Używa również podobnych metafor - "międzyludzka przestrzeń dialogu" i "przestrzeń obcowania z drugim" - Józef Tischner27. Pojęcie przestrzeni międzyludzkiej oddaje doskonale tę intuicję, która towarzyszy antropologii filozoficznej, filozofii społecznej i socjologii od czasów starożytnych, że mianowicie człowiek jest istotą społeczną.
Oznacza bowiem, że po pierwsze, ludzie zawsze żyją i działają w otoczeniu innych, w jakichś relacjach z innymi - realnych, wyobrażonych czy nawet wirtualnych - ale nigdy osobno. "Jest faktem naszej ludzkiej natury - pisze Erving Goffman - że nasze życie codzienne upływa w bezpośredniej obecności innych ludzi"28. Od urodzenia do śmierci otaczają nas jacyś inni: jesteśmy razem z nimi albo tylko obok nich, z nimi lub przeciw nim; we współpracy, konkurencji, konflikcie, walce; w miłości, przyjaźni, zaufaniu, solidarności, zazdrości i nienawiści; utożsamiając się z tymi, o których myślimy "my", i odgradzając od tych, o których myślimy "oni". Przestrzeń międzyludzka jest ukonstytuowana przez rozmaite relacje, odniesienia jednych ludzi do drugich.
Przestrzeń międzyludzka
Po drugie, nawet gdy jesteśmy sami, gdy w realnym, materialnym sensie przestrzeń wokół nas jest pusta, dalej treścią naszego życia pozostaje odniesienie do innych. Z nimi prowadzimy nieustannie "wewnętrzną konwersację"29, kierujemy się narzuconymi przez nich regułami lub buntujemy przeciw nim, powielamy zdobytą od nich wiedzę, przekonania i poglądy lub odrzucamy je; wyobrażając sobie ich reakcje na nasze czyny, doznajemy dumy lub wstydu.
Po trzecie, przestrzeń międzyludzka nieustannie się zmienia, dzięki coraz to nowym konfiguracjom międzyludzkich relacji. Przestrzeń międzyludzka jest w ciągłym procesie stawania się30. Dotyczy to zarówno skali zbiorowości, gdzie sieci relacji bogacą się lub rozpadają, jak i skali jednostki, której "osobista" sieć włącza coraz to nowych ludzi, a pozbywa się innych.
Po czwarte, wszelkie całości społeczne (grupy, wspólnoty, stowarzyszenia, instytucje, państwa narodowe, społeczeństwo globalne) istnieją realnie tylko o tyle i tylko dopóki między ich członkami występują istotne relacje i wzajemne odniesienia. Inaczej mówiąc, dopóki wypełnia je jakaś przestrzeń międzyludzka. Kiedy Peter Worsley pisał prowokacyjnie, że dopiero w naszych czasach ludzkość istnieje naprawdę, a nie tylko w fantazji poetów i filozofów, miał na myśli to, że dopiero proces globalizacji pozwolił na wytworzenie rzeczywistych relacji, zależności, powiązań między ludźmi ponad wszystkimi granicami kontynentów, regionów czy państw.
Homo sociologicus
Czym wobec tego w takiej perspektywie jest pojedynczy człowiek, jednostka ludzka? Każda dyscyplina nauk społecznych i humanistycznych zakłada jakiś model człowieka: nauki ekonomiczne - homo oeconomicus, nauki polityczne - homo politicus, nauki historyczne - homo historicus, nauki o sztuce - homo ludens itp. Szczególny model człowieka zakłada socjologia. Czasami za Ralfem Dahrendorfem bywa on określany jako homo sociologicus 31.
Podstawowa sytuacja egzystencjalna homo sociologicus to istnienie i funkcjonowanie w przestrzeni międzyludzkiej. Najważniejszym dla człowieka faktem egzystencjalnym - określanym od starożytności (Arystoteles) jako jego "natura społeczna" - jest to, że ludzie zawsze żyją i działają w otoczeniu innych, w jakichś relacjach z innymi, a nigdy osobno. Jak pisał Józef Tischner: "żyjemy zawsze z kimś, przy kimś, obok kogoś, wobec kogoś, dla kogoś"32. Inni są nam niezbędni z różnych powodów: w niemowlęctwie i starości jako pomocni opiekunowie, bez których nie przeżylibyśmy, przez całe życie jako wytwórcy i dostawcy dóbr czy usług, bez których nie możemy się obyć, a których sami nie potrafimy sobie zapewnić, potrzebni są dalej jako słuchacze i partnerzy w tej najczęściej wykonywanej przez ludzi czynności, jaką jest rozmowa, wreszcie inni są nam potrzebni jako audytoria, przed którymi odgrywamy na scenie życia codziennego nasze społeczne role, starając się uzyskać uznanie i tym samym zaspokoić nasze ego.
A dokładniej, patrząc bardziej analitycznie, na ideę homo sociologicus składają się trzy założenia tworzące "trójkąt ontologiczny". Po pierwsze, człowiek jest istotą nadającą znaczenia i interpretującą znaczenia. Przytoczmy dwa świadectwa: George H. Mead podkreśla, że interakcja międzyludzka jest zapośredniczona przez użycie symboli, przez interpretację czy wzajemne odczytywanie znaczeń przez partnerów, a współczesny antropolog społeczny Clifford Geertz ujmuje to w postaci sugestywnej metafory, pisząc o sieci znaczeń, którą człowiek sam utkał i w którą jest uwikłany.
Po drugie, człowiek jest istotą ulokowaną w sieci relacji z innymi ludźmi. I znów odwołajmy się do dwóch autorów. Georg Simmel pisze: "Człowiek, jego istota i zewnętrzne manifestacje zdeterminowane są przez okoliczność, iż życie jego upływa wśród wzajemnych stosunków z innymi ludźmi"33. A stulecie później taką samą myśl wyraża Jonathan Turner: "Na ostatecznym poziomie ontologicznym wszelkie zjawiska społeczne, mezo- i makro-, są ukonstytuowane przez powtarzalne interakcje. W ostatniej instancji struktury społeczne składają się z łańcuszków spotkań między ludźmi"34.
Jednostka tylko pozornie samotna
Po trzecie, człowiek jest istotą realizującą społeczne reguły. To właśnie jest najważniejszą cechą homo sociologicus według Ralfa Dahrendorfa: "Dla każdej pozycji, jaką człowiek może zająć, społeczeństwo określa pewne atrybuty osobiste i sposoby postępowania, które są oczekiwane i pożądane"35. Podobnie rzecz ujmuje współczesny psycholog społeczny James Q. Wilson: "Człowiek jest zwierzęciem społecznym, ale jego uspołecznienie różni się w istotnym stopniu od społecznego charakteru zwierząt tym, że ma skłonność do normatywnego regulowania swojego zachowania"36.
Jednostka jest więc niczym więcej niż lokatorem pewnego unikalnego miejsca w przestrzeni międzyludzkiej, swoistym węzłem w sieci międzyludzkich relacji. Wszystko, co w nas ludzkie, jest efektem tego powiązania z innymi i realizuje się poprzez powiązania z innymi. Jesteśmy jakąś "wypadkową" tego, z kim się w życiu zetknęliśmy, kogo włączyliśmy do naszej przestrzeni międzyludzkiej. Jesteśmy zapisem - w naszej osobowości i tożsamości - doświadczeń, wiedzy, umiejętności czerpanych z kontaktów z innymi. Osobni, oddzielni jesteśmy tylko jako organizmy biologiczne, te - jak malowniczo określa poeta Zbigniew Herbert - worki ze skóry, w których "fermentują dziwne mięsa". Nasza swoiście ludzka konstytucja (myślenie, wyobraźnia, język, kultura, tożsamość) jest natomiast cała proweniencji społecznej.
Czy oznacza to, że jednostka jest tylko biernym pionkiem w grze społecznych przypadków, napotkanych losowo innych, z którymi nawiązuje relacje i którzy przekazują jej wiedzę, przekonania, wartości, reguły społeczne - przez edukację, wychowanie, ale także własny przykład do naśladowania? Otóż nie. Nasza indywidualna autonomia wyraża się w tym, że dokonujemy własnej selekcji wśród tych płynących od innych wpływów, niektóre przyjmujemy, niektóre odrzucamy, o innych staramy się zapomnieć. Dokonujemy także selekcji "nauczycieli", zaprzyjaźniamy się z niektórymi, innych traktujemy jak autorytety, a od innych jeszcze się izolujemy, nie dopuszczamy do bliższych relacji, a nawiązane już zrywamy. Co więcej, sami aktywnie szukamy relacji z tymi, którzy są dla nas atrakcyjni, od których chcielibyśmy czegoś się dowiedzieć, zyskać wzorce postępowania, naśladować ich styl życia, dorównać ich osiągnięciom. W ten sposób konstruujemy swoją jaźń z "tworzywa relacji społecznych", do których mamy dostęp. Jesteśmy aktywnymi współtwórcami naszej przestrzeni międzyludzkiej.
Mądra reklama sieci Orange
Nie jesteśmy bierni także w tym sensie, że wchodzimy w tę grę również w inny sposób, tym razem jako nauczyciele, którzy innym - własnym dzieciom, przyjaciołom, znajomym, uczniom, studentom - przekazują jakieś własne przekonania, wartości, reguły, stając się dla nich wzorcami osobowymi. Społeczny, relacyjny kontekst naszego życia kształtuje nas w naszym własnym, niepowtarzalnym przetworzeniu. I z rezultatem takiego przetworzenia wracamy do kontekstu społecznego, zmieniając się z nauczanych na nauczających, z tych, którzy ulegają wpływowi innych, na tych, którzy wywierają wpływ na innych, w tym na naszych "nauczycieli". Oczywiście nie są to dwie fazy kolejne w czasie, owo uczenie się od innych i uczenie innych przeplata się nieustannie, ma zawsze charakter obustronny, występuje nawet w tej samej relacji. To jeszcze jeden aspekt tej cechy życia społecznego, którą określamy trochę dzisiaj niemodnym terminem dialektyki.
Trzecia socjologia i właściwa jej metafora przestrzeni międzyludzkiej pozwala przezwyciężyć dwa złudzenia typowe dla myślenia potocznego, ale także dla niektórych nurtów myśli społecznej. Po pierwsze - złudzenie reifikacji społeczeństwa jako rzeczywistości istniejącej gdzieś ponad czy poza jednostkami, zewnętrznej wobec nich, podczas gdy społeczeństwo to my, to, co między nami, i to, co w nas. Po drugie - złudzenie egocentryzmu, a więc wiarę, że jesteśmy niezależni od innych, ba, że jesteśmy najważniejsi, podczas gdy jesteśmy tylko małymi cząstkami czegoś więcej, a mianowicie otaczającego nas pola zapełnionego innymi ludźmi, jesteśmy drobinkami wplątanymi w sieć międzyludzkich powiązań, w których uczestniczymy w dwojakiej roli: biernych przedmiotów i aktywnych podmiotów. W miejsce tych mylących przekonań trzecia socjologia wysuwa dwie tezy ontologiczne: o relacyjnej, międzyjednostkowej konstytucji społeczeństwa i o społecznej egzystencji jednostki.
Wykład 4
ŻYCIE CODZIENNE: POLE BADAWCZE SOCJOLOGII
Na rozwijającą się "karierę" trzeciej socjologii wpłynęło dostrzeżenie w początkach XXI wieku nowego obszaru tematycznego i przedmiotowego - życia codziennego. Z perspektywy pojedynczego członka społeczeństwa pole społeczne - czy inaczej przestrzeń międzyludzka, w której przebiega życie każdego z nas - jest ogromnie złożone. Co jest ostatecznym składnikiem, atomem rzeczywistości społecznej, owego pola jednostkowo-społecznego? Jak powiedzieliśmy, takim podstawowym elementem rzeczywistości społecznej są zdarzenia społeczne, to znaczy działania wielości ludzi wobec siebie, w powiązaniu z innymi, w ramach pewnej wspólnej dla działających sytuacji czy struktury. Występują one w bardzo różnej skali, pierwsze z brzegu przykłady to: rozmowa dwóch przyjaciół, kolacja rodzinna, wesele i pogrzeb, nabożeństwo w kościele, mecz piłkarski, wykład akademicki, wiec uliczny, wojna i rewolucja. Zdarzenia społeczne zachodzące w przestrzeni międzyludzkiej, w których realizują się jakieś relacje międzyludzkie, stanowią główną treść codziennego, zwyczajnego życia ludzi.
Anatomia życia codziennego
Przyjrzyjmy się anatomii życia codziennego. Każde zdarzenie społeczne można analitycznie rozłożyć na elementy, wymiary czy aspekty. Pierwszy z nich to uczestnicy zdarzenia, pewna liczba ludzi, którzy nawiązują ze sobą kontakt. Najczęściej bezpośredni, "twarzą w twarz", czego warunkiem jest współobecność przestrzenna i czasowa (na przykład dyskusja dwóch kolegów, kolacja ze znajomymi). Ale interakcje mogą też odbywać się poprzez różne środki komunikacyjne ("media"), kiedy zawieszeniu ulega współobecność (na przykład rozmowa telefoniczna), a nawet równoczesność czasowa (na przykład wymiana listów). To też są zdarzenia społeczne w przyjętym tu rozumieniu. Druga istotna okoliczność to liczebność uczestników. Już w XIX wieku Georg Simmel zwracał uwagę, jak zmienia się charakter interakcji w zależności od liczby osób, które w niej biorą udział. Czym innym jest rozmowa, a czym innym debata przy okrągłym stole, czym innym jest pojedynek, a czym innym bójka kibiców piłkarskich. Trzeci czynnik to obecność "świadków" w otoczeniu zdarzenia. Wyraźnie odmienny jest przebieg zdarzenia społecznego w sytuacji prywatnej czy intymnej, gdy obecni są tylko bezpośredni uczestnicy, od tego, co dzieje się w sytuacji publicznej, gdy zdarzenie otaczają inni. Największy wpływ mają aktywni "kibice" koncentrujący uwagę na zdarzeniu, ale pewne znaczenie ma też sama współobecność innych, nawet gdy nie zważają na to, co robią bezpośredni uczestnicy. Dyskusja męża i żony przebiega inaczej, gdy słuchają teściowie. Ale także w obecności anonimowych innych w kawiarni czy restauracji na ogół ściszamy głos i jakoś "liczymy się" z ich obecnością. Bogatych analiz wpływu sytuacji publicznej na przebieg zdarzeń społecznych dostarcza tzw. psychologia tłumu zainicjowana w XIX wieku przez Gustave'a Le Bona i późniejsza socjologia zachowań zbiorowych, czyli takich, w których ludzie działają w otoczeniu, "obok" licznych innych ludzi - choć niekoniecznie "razem" (na przykład podczas ulicznych zamieszek, paniki itp.).
Pogawędka przed domem
Szewc w Positano
Czynnik czwarty, w istotny sposób wyznaczający treść zdarzeń społecznych, to kontekst społeczny, w którym zachodzą. Życie codzienne toczy się w wielu kontekstach, pomiędzy którymi ludzie przemieszczają się nieustannie, czy to w ciągu jednego dnia, czy dłuższych okresów, czy nawet w toku całej kariery bądź biografii. W kontekście rodzinnym upływa tylko cząstka naszego życia, ogromnie ważna, ale jednak tylko cząstka. Bo obok tego już jako dzieci wchodzimy w inny kontekst, towarzysko-zabawowy: na podwórku czy boisku. Gdzieś mieszkamy, w jakimś kontekście sąsiedzkim. A potem znajdujemy się w kontekście edukacyjnym: w przedszkolu, szkole, na uniwersytecie. Następnie pojawia się kontekst zawodowy - w biurze, korporacji czy fabryce. A obok tego kontekst rozrywkowy: w kinie czy dyskotece. Idziemy do siłowni czy na pływalnię i trafiamy w kontekst rekreacyjny. Jeśli gramy w drużynie piłkarskiej, jak w drugim analizowanym przykładzie, to znajdujemy się w kontekście sportowym. Kiedy indziej znajdujemy się w kontekście religijnym, na przykład na niedzielnej mszy czy pielgrzymce. A także wchodzimy w kontekst polityczny, gdy idziemy głosować czy organizujemy strajk. Jest także wszechobecny dziś kontekst ekonomiczny, gdy idziemy na zakupy albo składamy pieniądze w banku. Wpadamy w kontekst medyczny, gdy idziemy do lekarza albo zostajemy przyjęci do szpitala, a w kontekst wymiaru sprawiedliwości, gdy płacimy mandat albo stawiamy się w sądzie. Gdy zostaniemy nie daj Boże skazani, trafiamy do kontekstu więziennego, a gdy przechodzimy na emeryturę, w kontekst "stanu spoczynku" czy - bardziej optymistycznie - "pogodnej jesieni". Z pewnością nie jest to lista wyczerpująca wszystkie możliwości.
Po sylwestrze
Przed domem pogodnej jesieni
Tym, co socjologicznie niezmiernie istotne, jest fakt, że nieustannie krążymy niejako między tymi różnymi kontekstami, gdy wchodzimy do jednego, zawieszamy nasze uczestnictwo w innym, staje się ono tymczasem tylko "wirtualne", potem przechodzimy do jeszcze innego kontekstu, by znów wrócić do poprzedniego itd. A w każdym z tych kontekstów spotykamy nieco inne "społeczeństwo", różne pod każdym z siedmiu względów. Spotykamy więc innych ludzi zajmujących inne pozycje i grających inne role, łączą nas z nimi inne więzi, wchodzimy z nimi w inne relacje, napotykamy inne oczekiwania i reguły gry, inaczej działamy i co innego mówimy, naszym uczestnictwem wpływamy na to, co się w całej zbiorowości dzieje, modyfikujemy i wywołujemy rozmaite zdarzenia. Przemieszczając się między tymi kontekstami, opuszczając jeden i wchodząc do drugiego, przekraczamy pewną "granicę" i często symbolicznie akcentujemy zmianę kontekstu przez swoiste "rytuały przejścia" (jak określił to holenderski antropolog społeczny Arnold van Gennep)37, na przykład wróciwszy z pracy do domu, wkładamy pantofle, a w niektórych środowiskach pijemy obowiązkowego "drinka". Idąc do siłowni czy na boisko, przebieramy się w dres, na niedzielną wyprawę do kościoła mamy zarezerwowany świąteczny garnitur, po przyjęciu do szpitala wkładamy pidżamę i szlafrok itp. Niekiedy nasze wejście do pewnego kontekstu albo nasze wyjście symbolizujemy zwrotami lub gestami powitalnymi lub pożegnalnymi. "Cześć", "dzień dobry", "żegnam", "do widzenia" - mówimy wielokrotnie w ciągu jednego dnia różnym partnerom interakcji. Wyciągamy portfel, żeby zasygnalizować kelnerowi koniec wizyty w restauracji. Gaszenie świec w kościele wskazuje na zakończenie mszy. Student oddaje esej, kończąc egzamin pisemny. Fotograf pakuje sprzęt, kończąc sesję zdjęciową. Kurtyna w teatrze odsłania scenę, rozpoczynając przedstawienie, i nie zmieniając nawet miejsca, widzowie zmieniają kontekst, przestają rozmawiać i stają się audytorium.
Moment założenia rodziny
Każdy z nas ma swój własny zestaw takich kontekstów, w których uczestniczy. Poza kontekstem rodzinnym i zawodowym, które mają charakter uniwersalny, inne tworzą unikalne dla każdego konfiguracje. Co więcej, każdy układa prywatną hierarchię ważności kontekstów, w których działa. Dla jednego najważniejsze będzie życie rodzinne, dla drugiego życie zawodowe, dla kogoś rozrywka i rekreacja, dla innego kształcenie się czy trening itp.
Kolejny - piąty - aspekt życia codziennego to wyróżnione ze względu na funkcje, jakim służą w społeczeństwie, lub cele, jakie stawiają sobie ludzie działający - różne praktyki życiowe. Mogą się one realizować poprzez wielość różnorodnych zdarzeń obecnych w różnych kontekstach, ale zachowują pewną jednolitość, bo służą (de facto) temu samemu lub (świadomie) do tego samego zmierzają. Przykładem mogą być praktyki ekonomiczne, polityczne, artystyczne, rekreacyjne, religijne itp.
Po szóste, zdarzenia życia codziennego mają różne lokalizacje. Typowe lokalizacje to dom dla życia rodzinnego, ulica dla konsumpcji, boisko dla sportu, kościół dla praktykowania wiary, szkoła dla edukacji, dyskoteka dla rozrywki. Przebieg zdarzeń społecznych, do których dochodzi w tych lokalizacjach, ma pewne wspólne, charakterystyczne rysy, na ogół bowiem treść tego, co ludzie tam robią, jest podobna: na ulicy przeważnie oglądają wystawy i kupują, na boisku - albo grają, albo kibicują, w kościele - modlą się, w domu - śpią i oglądają telewizję, w bibliotece - czytają, w szpitalu - leżą w łóżku, w restauracji - jedzą. Jak pisze Randall Collins: "energia emocjonalna i działanie mają zawsze charakter lokalny, są zawsze procesami, w których uczestniczą realne istoty ludzkie, które coś robią w pewnej sytuacji"38.
Po siódme, w poszczególnych kontekstach i lokalizacjach występują typowe dla nich, "wzorcowe" niejako okazje społeczne: ślub, chrzciny, kolacja wigilijna w kontekście rodzinnym, mecz w kontekście sportu, badanie i operacja w kontekście choroby, wykład czy lekcja w kontekście edukacji, msza i procesja w kontekście religii, zakupy w kontekście konsumpcji, koncert uliczny w kontekście rozrywki. Okazje społeczne to zatem pewne złożone konfiguracje zdarzeń występujących wspólnie, ale angażujących różne jednostki.
Po ósme, zdarzenia społeczne tworzą też złożone konfiguracje czasowe, układają się razem w pewne procesy czy sekwencje. Możemy mówić o swoistych dla różnych kontekstów procedurach, następstwie wielu zdarzeń społecznych, których kolejność nie jest obojętna i muszą się zrealizować wszystkie, w odpowiednich momentach, aby każde miało właściwy sens. Procedura zatrudnienia, proces sądowy, procedura wyborcza czy legislacyjna to przykłady, gdzie poszczególne kroki i ich sekwencja są bardzo precyzyjnie określone, wysoce sformalizowane. Wychowanie dziecka, napisanie książki, trening mistrza sportowego - to procedury daleko bardziej dowolne, ale też mające wyraźne, sekwencyjne ograniczenia. Studia uniwersyteckie, kariera zawodowa czy nawet cała biografia - to bardzo bogate w różnorodne zdarzenia sekwencje, które łączą czynnik przypadkowości z pewnym z góry zamierzonym i wyznaczonym "scenariuszem", projektem wyznaczającym kolejność zdawania egzaminów, zajmowania posad, założenia rodziny, wychowania dzieci, przejścia na emeryturę.
Polo - sport elitarny w Windsorze
Orkiestra karabinierów we Florencji
Po dziewiąte, istnieją sytuacje, gdy zdarzenia społeczne, okazje społeczne czy procedury mają bardzo mocno zaakcentowany wymiar symboliczny, gdy dla ich samej istoty ważniejsze jest, jak coś się robi, niż co się robi i po co. Wówczas będziemy mówić o rytuałach społecznych czy, za Randallem Collinsem, o "rytualnych łańcuchach interakcyjnych"39. Najczystsza ich postać to rytuały religijne: nabożeństwo, msza święta - a więc sekwencja zdarzeń o bardzo ściśle określonej formie, z których każde przesycone jest symbolicznymi znaczeniami. W dziedzinie świeckiej rytuały pojawiają się często w życiu politycznym: składanie wieńców, pogrzeby państwowe, parady wojskowe. W życiu rodzinnym rytuał pojawia się dla podkreślenia ciągłości tradycji: kolejność spożywania potraw przy stole wigilijnym, śpiewanie kolęd i rozpakowywanie prezentów. "Rytuał - definiuje Collins - to wzajemnie zogniskowane emocje i uwaga, które wytwarzają chwilowe poczucie wspólnej, podzielanej rzeczywistości i tym samym rodzą solidarność i symbole uczestnictwa grupowego"40. Różne rytuały są w różnym stopniu ważne dla jednostki, w rozmaitej mierze nasycone "energią emocjonalną". "Życie codzienne - pisze Collins - to doświadczenie przemieszczania się wzdłuż łańcucha rytuałów interakcyjnych, ładowania jednych symboli znaczeniem emocjonalnym i pozwalania innym na odejście w cień"41. Niektóre rytuały mają charakter prywatny, dokonują się tylko między uczestnikami i ignorują obecność widowni. Bernhard Giesen nazywa je przyziemnymi i codziennymi (przykład: wymiana ukłonów), inne mają sens tylko w otoczeniu "osób trzecich", są do nich adresowane, podejmowane "na pokaz". Giesen określa je jako estetyczne (przykład: modny strój, stylowa fryzura, kultowy samochód). Wreszcie są rytuały ekskluzywne, zarezerwowane tylko dla niektórych, wtajemniczonych, wspólnie wyznających pewną symbolikę czy styl i eliminujące innych. W terminologii Giesena są to rytuały sakralne (przykład to oczywiście nabożeństwo w kościele, ale także koncert muzyki techno itp.)42.
Po dziesiąte, całe sytuacje społeczne ulegają często udramatyzowaniu, teatralizacji. Rozwijając koncepcję Ervinga Goffmana, który pierwszy wnikliwie analizował "teatr życia codziennego", Jeffrey Alexander stawia w centrum swojej teorii "pragmatyki kulturowej" pojęcie "spektaklu społecznego" (ang. social performance), w obrębie którego występują "akty performatywne". "Spektakl kulturowy to proces społeczny, poprzez który jednostki działające indywidualnie lub zbiorowo prezentują innym znaczenie sytuacji społecznej, w której działają"43. Jest to najbardziej złożona kategoria spośród tych, które omawialiśmy wyżej. Autor wskazuje na kilka jej aspektów i elementów. I tak u podłoża spektaklu leżą kulturowe scenariusze: od najprostszych mitów, ustnie przekazywanych tradycji, do tekstów pisanych. Scenariusze są wykonywane przez aktorów społecznych, którzy działają wobec audytorium, starając się przekazać tekst i przekonać, że są prawdomówni i autentyczni. "Nawet w relatywnie homogenicznych zbiorowościach spektakle będą sytuować się na szerokiej skali, od tych, które wydają się w pełni autentyczne, do tych, które wydają się całkowicie fałszywe, z takimi odmianami jak "dość przekonujące", "możliwe", "nieprawdopodobne, ale nie niemożliwe" - pomiędzy tymi biegunami"44. Pewien stopień autentyczności jest konieczny, aby spektakl społeczny toczył się płynnie i był udany. W przeciwnym razie dochodzi do załamania porządku interakcyjnego. Jak trafnie zauważa Giesen: "Jeśli wszystko, włącznie z ramami, w których toczy się akcja, okazuje się zafałszowane i musi być traktowane jako nieautentyczne, wówczas rzeczywistość społeczna rozpada się i strumień komunikacji ulega zatrzymaniu"45. Ze strony audytorium oczekuje się psychologicznej identyfikacji z aktorami, która jest niezbędna, aby znaczenie płynęło ze sceny do audytorium. Akcja odbywa się na jakiejś scenie, a aktorzy posługują się "atrybutami ikonicznymi", które mają unaocznić i ożywić motywacje i przesłania, z jakimi zwracają się do audytorium. W akcji scenicznej tekst zaczyna "chodzić i mówić". I dopiero wtedy mamy do czynienia z pragmatycznie pojmowaną kulturą (jest to wyraźna polemika z typowym dla strukturalizmu i poststrukturalizmu traktowaniem kultury tylko jako zbioru tekstów). W spektaklu zawsze obecny jest czynnik władzy, który wyraża się w selekcji tekstów - na dopuszczalne i niedopuszczalne - i w legitymizacji samego przedstawienia jako właściwego lub niewłaściwego. "Wszelki spektakl społeczny jest zdeterminowany częściowo przez każdy z elementów wymienionych wyżej. Każdy jest konieczną, ale nie wystarczającą przyczyną działania performatywnego"46.
Duet uliczny na Washington Square w Nowym Jorku
Socjologiczna wyobraźnia
Zapewne dzięki tej różnorodności kontekstów społecznych, lokalizacji i epizodów życia codziennego, unikalności ich indywidualnych zestawów i różnic znaczenia przypisywanego do każdego kontekstu, sytuacji czy epizodu z osobna życie ludzkie jest tak ciekawe, ale również tak trudne; wymaga od każdego, nawet najdalszego od profesjonalnej socjologii, swoistej socjologicznej intuicji. Musimy w tej migotliwej różnorodności życia codziennego umieć się odnaleźć, zdecydować, które sprawy są dla nas ważniejsze, a które mniej istotne, rozpoznać partnerów, odnieść się do nich we właściwy sposób, zastosować właściwe reguły kulturowe, przyjąć odpowiednie strategie postępowania, skutecznie działać.
Co do tej naturalnej, niezbędnej w życiu kompetencji socjologicznej dodać może socjologiczna edukacja? Wybitny amerykański socjolog Charles Wright Mills określał cel nauczania socjologii jako kształtowanie "socjologicznej wyobraźni": "zdolności rozumienia historii i biografii oraz relacji między nimi w społeczeństwie"47. Idąc tropem wyznaczonym przez Millsa, można pojęcie to rozwinąć i wskazać, że socjologiczna wyobraźnia to bardzo złożona umiejętność. Składa się na nią, po pierwsze, dostrzeganie, że wszelkie fenomeny społeczne są efektem zamierzonym lub niezamierzonym, natychmiastowym lub skumulowanym, bezpośrednim lub pośrednim jakichś działań, decyzji, wyborów podjętych przez sprawcze podmioty społeczne - czy to jednostki, czy zbiorowości. W ten sposób socjologiczna wyobraźnia przeciwstawia się fatalizmowi, determinizmowi, prowidencjalizmowi. Po drugie, jest to świadomość głębokich, ukrytych zasobów lub barier strukturalnych i kulturowych, które wyznaczają szanse działań podmiotowych. W ten sposób socjologiczna wyobraźnia zwalcza mit absolutnej wolności człowieka i przeciwstawia się woluntaryzmowi. Po trzecie, jest to rozpoznanie we wszelkich fenomenach społecznych skumulowanego dziedzictwa przeszłości czy inaczej tradycji społecznej i kulturowej, która rozmaicie wpływa na działania współczesnych. W ten sposób socjologiczna wyobraźnia lansuje historyzm i sprzeciwia się prezentyzmowi. Po czwarte, jest to postrzeganie życia społecznego, w tym wszelkich pozornie trwałych instytucji, organizacji, reżimów politycznych czy gospodarczych w ich ciągłej zmienności, nieustannym procesie stawania się. W ten sposób socjologiczna wyobraźnia akcentuje dynamikę i odrzuca statyczny punkt widzenia. Po piąte, jest to akceptacja dla ogromnej różnorodności form, w jakich przejawiać się może życie społeczne. W ten sposób socjologiczna wyobraźnia uczy tolerancji i szczepi przeciwko dogmatyzmowi czy etnocentryzmowi.
Styl wakacyjny w Prowansji
Streszczając wszystkie pięć punktów w jednej formule, powiedzieć można, że socjologiczna wyobraźnia to zdolność wiązania wszystkiego, co dzieje się w społeczeństwie, z warunkami strukturalnymi, kulturalnymi i historycznymi oraz z działaniami podejmowanymi w tych warunkach przez podmioty indywidualne i zbiorowe, które w efekcie kształtują świat społeczny w całej jego złożoności i różnorodności.
Socjologiczna wyobraźnia pozwala - jak wskazywał Mills - powiązać biografię, społeczeństwo i historię. Rezultatem poznania socjologii powinna być m.in. umiejętność czytania gazety. "Żeby pojąć, o co chodzi w gazecie, a jest to bardzo skomplikowane, trzeba nauczyć się, jak wiązać ze sobą relacjonowane fakty, jak je zrozumieć przez odniesienie do szerszych koncepcji społeczeństwa, w którym występują, i tendencji historycznych, w których uczestniczą. [...] Socjologia pozwala nam dotrzeć dalej i głębiej niż to, o czym czytamy w gazecie. Dostarcza nam do tego zbioru pojęć, koncepcji i pytań. Jeśli tego nie czyni, ponosi klęskę jako element edukacji"48. Socjologia nie jest więc tylko dla socjologów, ale także dla światłych obywateli. Pozwala im racjonalniej odnaleźć sens życia, własną tożsamość, swoje miejsce w społeczeństwie, określić szanse swoich działań. Dostarcza mapy świata, w którym żyjemy, lepszej orientacji w chaosie toczących się wydarzeń, bardziej racjonalnej interpretacji wszystkiego, co się wokół nas dzieje.
Styl na party
Potrzeba socjologicznej wyobraźni, a więc inaczej - samoświadomości społeczeństwa na temat siebie samego, jest imperatywem obecnym w każdym społeczeństwie. Ale rośnie ona wyraźnie w społeczeństwie demokratycznym, w którym działania obywateli ważą nieporównanie bardziej na losach wszystkich razem i każdego z osobna. Demokracja wymaga wiedzy, ludzi światłych, myślących nie tylko w kategoriach egoistycznych, w ramach wąskiego horyzontu "własnej zagrody", ale zdolnych ogarniać szersze ogólnospołeczne problemy i wyzwania, wykorzystywać szanse i zwalczać przeciwności, a także lokować własne losy w strumieniu historycznego rozwoju swego społeczeństwa i w porównawczym kontekście innych współczesnych społeczeństw. Będzie to potrzebne jeszcze bardziej w miarę ewoluowania demokracji od form przedstawicielskich w stronę demokracji "partycypacyjnej", "dyskursywnej" czy "dialogowej", gdzie sprawy publiczne będą rozstrzygane coraz bardziej bezpośrednio przez głos samych obywateli.
Socjologia nie jest zabawą dla socjologów, grą, w której wymieniają teksty artykułów czy książek niezrozumiałych dla nikogo innego poza nimi. Socjologia jest po to, aby dostarczyć każdemu lepszego, bardziej uporządkowanego, głębszego zrozumienia społeczeństwa, w którym żyje, i tym samym pozwolić lepiej kierować własnym losem.
Język socjologii
Podstawowym narzędziem wszelkiego myślenia jest język, zasób możliwie ostrych, precyzyjnych, jednoznacznych pojęć. Im bardziej bogatym językiem się posługujemy, tym więcej postrzegamy. Potrzeby praktyki prowadzą do bogacenia języka: Eskimosi rozróżniają podobno kilkanaście gatunków śniegu, Beduini - kilkanaście rodzajów piasku, żeglarze - wiele odmian wiatru, a piloci - najrozmaitsze typy chmur. Żeby uchwycić całą złożoność i subtelne niuanse życia społecznego, socjolog też potrzebuje pojęć liczniejszych i bogatszych, niż dostarcza język potoczny. Przez blisko dwa wieki swojego istnienia socjologia wypracowała swoisty język pochodzący z różnych źródeł, od różnych autorów, artykułowany w różnych fazach rozwoju dyscypliny. Punktem wyjścia kształtowania socjologicznej wyobraźni jest poznanie tego języka, kanonu pojęć uznanego dziś szeroko, niezależnie od ich niekiedy już zapomnianej genealogii. Aby posiąść socjologiczną wyobraźnię, trzeba przede wszystkim nauczyć się myśleć i mówić w socjologicznym języku49.
Ale najważniejsze jest zrozumienie, że te wszystkie abstrakcyjne pojęcia języka socjologii odnoszą się do najbardziej prostych, oczywistych zdarzeń, epizodów i sytuacji życia codziennego. Społeczeństwo to nie jest jakiś byt abstrakcyjny. Społeczeństwo to wszystko to, co nas otacza, w czym na co dzień uczestniczymy, od rana do wieczora i od urodzenia do śmierci. Dlatego pełna wyobraźnia socjologiczna to umiejętność obustronnego "przekładu". Po pierwsze, przekładu pojęć, hipotez, modeli i teorii socjologicznych na konkretne, realne doświadczenia - nas samych, naszych bliskich, innych ludzi, o których czytamy w gazetach czy których oglądamy w telewizji. A po drugie, przekładu tych codziennych zdarzeń na język socjologii, dostrzeżenie ich głębszego sensu w tym, że nie są unikalne, całkowicie wyjątkowe, lecz reprezentują jakieś bardziej ogólne kategorie, są przejawem jakichś ogólniejszych prawidłowości. Tylko wtedy socjologia może naprawdę posłużyć lepszemu rozumieniu naszego życia w społeczeństwie, lepszej orientacji w labiryntach tego zbiorowego świata, którego malutką cząstką jesteśmy sami.
Konfederaci amerykańscy w marszu rocznicowym
Wszystkie zjawiska, zdarzenia, procesy społeczne mają swoją warstwę wizualną, postrzegalną gołym okiem. W toku naszej codziennej aktywności miga nam przed oczami niezliczona ilość wrażeń wzrokowych i obrazów. Często ich świadomie nie zauważamy. Bo "widzieć", czyli biernie rejestrować na siatkówce oka, to nie to samo, co "patrzeć", czyli czynnie zwracać uwagę na to, co nas interesuje. Naszemu rozglądaniu się wokół może towarzyszyć zainteresowanie socjologiczne, szukanie widzialnych przejawów, symptomów jakichś zjawisk czy prawidłowości społecznych. Niezwykłe bogactwo ikonosfery, czyli różnych celowo przez kogoś sporządzonych obrazów, jakie napotykamy w naszym otoczeniu, oraz postrzegalnej socjosfery, czyli wszelkich obserwowalnych przejawów aktywności ludzi i ich zbiorowości, to wielka szansa dla poznania socjologicznego. Dlatego jednym z aspektów socjologicznej wyobraźni jest wyobraźnia wizualna50. Oznacza ona też umiejętność obustronnego tłumaczenia. Po pierwsze, tłumaczenia pojęć, hipotez, modeli czy teorii socjologicznych na to, co widzimy w otaczającym nas świecie. A po drugie, tłumaczenia obserwowalnych epizodów czy sytuacji, w których na co dzień uczestniczymy, na uogólnione, abstrakcyjne kategorie, prawidłowości czy tendencje, które formułuje socjologia. Wyrobieniu takiej umiejętności służy fotograficzny materiał ilustracyjny w tym podręczniku. Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia zrobiłem sam; autor mówi więc do czytelnika dwoma językami - językiem tekstu i językiem obrazów. Pokazuje, co sam dostrzegł, na co zwrócił uwagę w swoim własnym otoczeniu, gdy patrzył z socjologicznej perspektywy. Inaczej, jak sam stosuje ten obustronny przekład: z pojęć na obrazy i z obrazów na pojęcia.
Wykład 5
TWÓRCY SOCJOLOGII RELACJI
W wykładzie tym przedstawimy poglądy siedmiu socjologów, którzy stworzyli podstawy socjologii relacji. To głównie ich prace stanowią inspiracje tej koncepcji socjologii, "trzeciej socjologii", którą będziemy rozwijać w kolejnych wykładach51.
Tradycja europejska
Prekursorzy "trzeciej socjologii" wywodzą się z dwóch odmiennych tradycji filozoficznych. W Europie pozostawali pod wpływem kantyzmu, neokantyzmu i fenomenologii. W Ameryce przemożny wpływ wywierały pragmatyzm i behawioryzm. Dlatego istotne dla "trzeciej socjologii" fragmenty twórczości tych socjologów omówimy osobno. W tej części wykładu zajmiemy się tradycją europejską, a w następnej - tradycją amerykańską.
Wielcy europejscy klasycy socjologii, którzy w XIX wieku stworzyli tę dyscyplinę, przechodzili różne koleje losu, jeśli chodzi o ich znaczenie i późniejszą popularność. Niegdyś guru socjologii był Karol Marks. I nie mówimy tu bynajmniej o narzuconym socjologom wschodnioeuropejskim "marksizmie-leninizmie", lecz o socjologii zachodniej, gdzie autentyczne marksowskie, a nie "marksistowskie" idee klas społecznych, alienacji, kapitału, homo oeconomicus czy dialektycznego rozwoju były przez długi czas w centrum uwagi. Potem tę rolę klasycznego mistrza przejął Max Weber, a socjologowie koncentrowali się na problematyce władzy, stratyfikacji społecznej, obdarzonych znaczeniem działań społecznych oraz metodzie interpretacji rozumiejącej. Z kolei wraz z tzw. zwrotem kulturowym socjologowie odkryli ponownie Émile'a Durkheima, twórcę koncepcji osadzonych w kulturze "faktów społecznych", teoretyka anomii i sfery sacrum. Współcześnie coraz wyraźniej na pierwsze miejsce wysuwa się Georg Simmel ze swoją koncepcją geometrii społecznej, konfliktu społecznego, wymiany i wnikliwymi studiami rozmaitych relacji międzyludzkich. Taka popularność Simmela to jeden z symptomów dokonującego się w socjologii kolejnego przełomu, zwrotu w kierunku "trzeciej socjologii" i mikroanaliz życia codziennego.
Geometria społeczna: Georg Simmel
Punktem wyjścia socjologii Simmela jest neokantowskie rozróżnienie formy i treści we wszystkich zjawiskach i obiektach. Forma to osobny wymiar każdego przedmiotu, niezwiązany w sposób konieczny z treścią. Dowodem na to jest fakt, że te same treści mogą się realizować w różnych formach, a te same formy mogą obejmować różne treści. Trywializując przykład: stoły w jadalni bywają okrągłe i kwadratowe (ta sama funkcja, odmienne kształty), a z kolei okrągłe stoły mogą służyć przy negocjacjach dyplomatycznych albo przy partii brydża (ten sam kształt, odmienne funkcje). Forma obiektów przyrodniczych niedotkniętych ręką człowieka jest zapewne wytworzona przez ewolucję. Natomiast w świecie ludzkim, w społeczeństwie, formy zjawisk i przedmiotów są nadawane, konstruowane, artykułowane przez ludzi i ich działania. Dotyczy to także tych szczególnych zjawisk, zdarzeń i obiektów, które łącznie określamy jako społeczeństwo. To ludzie nadają im kształt, swoistą formę.
Specyficzną dla człowieka formą bytu - powiada Simmel - jest "istnienie z innymi i dla innych"52. Inaczej mówiąc: istnienie poprzez relacje społeczne. Formy społeczne więc to inaczej rozmaite konfiguracje społecznych relacji. Dla Simmela społeczeństwo to sieć takich międzyludzkich odniesień. Pisze wprost: "Społeczeństwo istnieje, gdy pewna liczba jednostek wchodzi ze sobą w interakcje"53. A w innym miejscu rozwija tę tezę: "Wszystkie te wielkie systemy i ponadindywidualne organizacje, które zazwyczaj mamy na myśli, używając pojęcia "społeczeństwo", wyrażają tylko bezpośrednie wzajemne stosunki między jednostkami, zachodzące zawsze i nieustannie, utrwalone w postaci poznawalnych kształtów i struktur"54. Reifikacja jakichś bytów ponadludzkich, organizmów społecznych, systemów społecznych itp. jest błędem. Społeczeństwo jest tu i teraz, wokół nas, w innych ludziach, ich relacjach między sobą i ich relacjach z nami.
Czym wobec tego jest jednostka? Emanacją, produktem relacji społecznych. Jestem tym, z kim pozostaję w relacjach społecznych. "W każdym momencie składamy się z interakcji z innymi"55. A stałem się tym, kim jestem, dzięki relacjom wcześniejszym: "Geneza osobowości bywa interpretowana jako punkt skrzyżowania się niezliczonych wpływów społecznych"56. Unikalność jednostki wynika z unikalności tej sieci relacji, jakie wiążą ją z innymi. Człowiek znajduje się zawsze na przecięciu wielu kręgów społecznych, uwikłany w wielość równoczesnych relacji. "Struktura tych powiązań wyklucza możliwość, że inna jednostka będzie zajmować dokładnie taką samą pozycję w tym samym kontekście"57. Sieć tych, z którymi utrzymuję relacje, to takie swoiste społeczne "linie papilarne" czy kod genetyczny. Nikt nie ma identycznych, a zatem identyfikują mnie jako niepowtarzalną osobę. Tak więc: "Wzór uczestnictwa jest unikalny"58.
Życie społeczne realizuje się w różnych konkretnych treściach i w pewnych typowych formach. Formy społeczne to formy oddziaływania ludzi na siebie, czyli warianty relacji międzyludzkich. "Jeżeli społeczeństwo ujmiemy jako wzajemne oddziaływanie na siebie jednostek, to opisywanie form tego oddziaływania będzie zadaniem nauki o społeczeństwie w najbardziej ścisłym i właściwym znaczeniu pojęcia "społeczeństwo""59. Formy życia społecznego to konfiguracje relacji społecznych, które wyznaczają zarówno kształt zjawisk społecznych, jak i charakter jednostki. Liczba i różnorodność relacji społecznych ("form uspołecznienia") są trudne do ogarnięcia. "Niezliczone [są] formy życia społecznego: bycia z innym, dla innego, w innym, przeciw innemu, poprzez innego, w państwie i we wspólnocie, w kościele i stowarzyszeniu przemysłowym, w rodzinie i w klubie"60. Przebiegają całe spektrum, od najprostszych do najbardziej złożonych, od przelotnych do długotrwałych, od intymnych do oficjalnych. "Uspołecznienie przybiera różne formy, od chwilowego wspólnego spaceru aż po założenie rodziny [...], od krótkotrwałego spotkania gości hotelowych aż po ścisłe więzi gildii średniowiecznej"61.
Właściwe zadanie socjologii to badanie cech i prawidłowości form społecznych, czyli kształtów życia społecznego. "Jeżeli zatem ma istnieć nauka, której przedmiotem jest społeczeństwo i nic poza tym, to musi ona badać wyłącznie interakcje, rodzaje i formy uspołecznienia"62. Tutaj Simmel wprowadza analogię socjologii do geometrii, która właśnie bada czyste formy i ich zależności, na przykład okręgi i prostokąty, a nie okrągłe stoły czy prostokątne szafy. "Zarówno geometria, jak i socjologia pozostawiają innym naukom badanie treści tych całościowych fenomenów, które realizują się w formach, a same podejmują badanie owych form"63. Zobaczmy przykład. Słynna prawidłowość odkryta przez Simmela, którą cytują wszystkie podręczniki socjologii, psychologii społecznej czy nauki o stosunkach międzynarodowych, mówi o tym, że konflikt zewnętrzny sprzyja wewnętrznej integracji grupy: "Ogólnie biorąc, wspólny przeciwnik stanowi jeden z najsilniejszych sposobów motywowania jednostek lub grup do trzymania się razem"64. I dotyczy to zarówno społeczeństwa w stanie wojny, jak i rodziny zagrożonej eksmisją czy kibiców przeciwnych drużyn piłkarskich. Co więcej, prawidłowość ta może być wykorzystywana celowo i cynicznie do wzmocnienia solidarności społecznej przez propagandę zagrożenia czy konstruowanie złowieszczego wizerunku rzekomego wroga. A sama prawidłowość ma charakter czysto formalny - nie mówi nic o tym, między kim a kim konflikt występuje ani o co idzie przeciwnikom. Inny przykład czystej formy społecznej to konkurencja. "Konkurencję bada bardzo wiele nauk - nauki polityczne, ekonomia, historia religii, historia sztuki itp. Chodzi o to, aby z tych wszystkich faktów wydobyć, czym jest konkurencja jako czysta forma zachowania ludzkiego; w jakich warunkach tworzy się i rozwija, jak jest modyfikowana przez szczególne cechy przedmiotu, którego dotyczy, jakie współczesne formalne i materialne cechy społeczeństwa sprawiają, że jest silniejsza lub ograniczona, i jak konkurencja między jednostkami różni się od konkurencji między grupami. Inaczej mówiąc, musimy ustalić, czym jest konkurencja jako forma relacji międzyludzkich. W formie tej zamykać się mogą bardzo różne treści"65. Daleko bardziej skomplikowane zjawiska społeczne mogą też być przedmiotem analizy formalnej. Do klasyki socjologicznej przeszedł często cytowany esej Simmela Obcy. Obcy to i handlarz średniowieczny, i emigrant, i turysta, i uchodźca. W różnych sytuacjach, różnych treściach realizuje się ta sama forma, szczególne połączenie bliskości przestrzennej i dystansu psychologicznego, współżycia i oddalenia. "Jako członek grupy obcy jest jednocześnie daleki i bliski [...]. Między tymi obydwoma elementami - bliskością i dystansem - utrzymuje się szczególne napięcie, gdyż w świadomości, dla której wspólne jest tylko to, co powszechne, ze szczególną wyrazistością rysuje się to, co odrębne, swoiste"66. Inne typowe formy uspołecznienia, które analizuje Simmel, to nadrzędność i podrzędność (władza), rywalizacja i spór, koordynacja i kooperacja, podział pracy i specjalizacja, reprezentacja i tworzenie się stronnictw, solidarność wewnętrzna i separacja od otoczenia67.
Złożone sieci relacji społecznych są w ciągłym ruchu, zmienności, fluktuacjach. Stanowią nieustanny proces. Formy społeczne nie są zastygłe, lecz nieustannie zmienne. "Społeczeństwo nie jest substancją [...], ale jedynie procesem, funkcją podlegania wpływom i wywierania wpływu na los i historię jednej jednostki ze strony innych jednostek"68. Charakter tych relacji zmienia się historycznie. Także i taką tendencję można uchwycić za pomocą analizy czysto formalnej, oznacza bowiem rozwój od relacji narzuconych do dobrowolnych, obojętne, czego by ten przymus lub wybór dotyczył. "Ten rodzaj rozwoju zmierza do poszerzenia sfery wolności nie przez to, że afiliacja grupowa i zależność od grup zostaje zarzucona, lecz dlatego, że to, z kim się wiążemy i od kogo uzależniamy, jest sprawą wyboru"69. Wolność jednostki wynika z jej unikalnej pozycji na skrzyżowaniu wielu kręgów społecznych, w których równocześnie uczestniczy. Wiele lat po Simmelu tę prawidłowość potwierdzają empirycznie badacze wywodzący się z zupełnie innych tradycji. Okazuje się na przykład, że wielość równocześnie odgrywanych ról społecznych zapewnia jednostce pewien "luz" i swobodę w odniesieniu do każdej z nich z osobna. Wzrost liczebności tych kręgów, szans równoczesnego uczestnictwa to także tendencja historyczna prowadząca do afirmacji wolności.
Socjologia Simmela zawiera w szkicowej postaci wszystkie zasadnicze idee "trzeciej socjologii": traktuje społeczeństwo jako sieć relacji, a jednostkę jako fragment takiej sieci, wszelkie bardziej złożone składniki życia społecznego interpretuje jako emanację międzyludzkich relacji i ich rozmaitych konfiguracji, a zadanie socjologii określa jako badanie czystych form (czyli właśnie relacji), w jakich przejawia się życie społeczne. Simmel powinien być traktowany jako prawdziwy "ojciec założyciel" tej orientacji socjologicznej.
Fenomenologia relacji: Alfred Schütz
Wychodząc z odmiennych założeń filozoficznych, a mianowicie fenomenologii Edmunda Husserla, Alfred Schütz dochodzi do tez bliskich "trzeciej socjologii". Przede wszystkim pojęcie społeczeństwa rozważa na poziomie ludzkich działań, a nie jakichś całości ponadjednostkowych. Pisze wprost: "Obiekty społeczne mogą być zrozumiane, tylko jeśli zostaną sprowadzone do ludzkich działań"70. Społeczeństwo jako całość, organizm społeczny, system społeczny to co najwyżej skróty myślowe, façon de parler. Ludzie działają w otoczeniu, a najważniejszym elementem otoczenia są inni ludzie. Życie w społeczeństwie oznacza przede wszystkim zaangażowanie w interakcje z innymi ludźmi, wplątanie w sieć stosunków społecznych: "Inni są elementami mojej sytuacji biograficznej, tak jak ja jestem elementem ich sytuacji"71. Zadanie socjologii to "eksploracja ogólnych zasad, za pomocą których ludzie organizują swoje doświadczenia w życiu codziennym, w szczególności doświadczenie świata społecznego", czyli dzielonego z innymi72. Zasady te odkryć można tylko w subiektywnym świecie jednostek zaangażowanych w życie społeczne, w akceptowanych przez nie znaczeniach, motywacjach, intencjach, racjach podejmowanych działań.
Klucz do zrozumienia społeczeństwa to zatem subiektywne odczucia jednostki znajdującej się wraz z innymi w świecie życia codziennego. "Wśród obiektów, których doświadczamy w żywej teraźniejszości, są inni ludzie, ich zachowanie i myśli"73. Świat życia codziennego to suma doświadczeń jednostki, która realizuje swoje zamierzenia i interesy przez kontakty z otoczeniem, a przede wszystkim z innymi ludźmi. "Świat życia codziennego to scena, ale także obiekt naszych działań i interakcji"74. Do udziału w świecie życia codziennego każda jednostka wkracza z bagażem swojej unikalnej sytuacji biograficznej. Sytuacja biograficzna to suma wcześniejszych doświadczeń, z którymi jednostka konfrontuje się z otoczeniem w danym epizodzie życia. Tę sytuację tylko w minimalnym stopniu sama tworzy, w większości zastaje. W szczególności zastaje w niej innych ludzi z ich prywatnymi światami życia codziennego i ich sytuacjami biograficznymi.
Narzędziem konfrontacji z otoczeniem i z innymi obecnymi w otoczeniu jest wiedza podręczna, "krystalizacja wszystkich wcześniejszych doświadczeń, zorganizowana w zasób wiedzy podręcznej, jako takiej będącej jego wyłączną własnością, dana jemu i tylko jemu"75. Wiedza podręczna składa się z różnych warstw pewności i ulega ciągłej zmianie. Jest podstawą interpretacji każdej zdarzającej się człowiekowi sytuacji.
Jednakże spojrzenie na świat życia codziennego z perspektywy przeżyć jednej tylko osoby to połowa prawdy. Wszystkie bowiem sytuacje ludzkie mają charakter dwustronny, intersubiektywny. Inni ludzie, wobec których działamy, nie są obiektami martwymi, lecz sami podejmują działania wobec nas, kierowani własnym subiektywnym podejściem, swoją sytuacją biograficzną i własną wiedzą podręczną. Wobec innych podejmujemy działania, znając ich ludzki, świadomy charakter, i orientujemy te działania na ich reakcje. "Świat mojego codziennego życia nie jest w żadnym razie moim światem prywatnym, jest zawsze światem intersubiektywnym, dzielonym z innymi, doświadczanym i interpretowanym przez innych, krótko mówiąc, światem wspólnym dla nas wszystkich"76. Zrozumienie działań innych jest możliwe tylko poprzez zrozumienie ich subiektywnych motywacji, intencji, racji, wniknięcie w obszar znaczeń przez nich przyjmowanych. W tym celu stawiamy się w sytuacji innego, angażujemy empatię i próbujemy spojrzeć na nasz wspólny świat z jego punktu widzenia. Ale oczywiście moja wiedza na temat innego plasuje się na skali gdzieś między intymnością a anonimowością, a siła mojej wyobraźni zależy od tego, czy sam znalazłem się kiedyś w podobnych sytuacjach. Choć niekoniecznie trzeba być Otellem, aby go zrozumieć, to jednak podobieństwo doświadczeń życiowych sprzyja zrozumieniu. Może dlatego liczymy na ogół na lepsze zrozumienie naszych czynów u ludzi starszych, gdyż repertuar ich życiowych doświadczeń jest naturalnie bogatszy.
Wśród podstawowych typów motywacji Schütz wyróżnia "motywy typu po co" i "motywy typu dlaczego". Te pierwsze wynikają z postawionych sobie przez jednostkę celów, do których zmierza. Te drugie są subiektywnym przetworzeniem bodźców do działania. Gdy przedmiotem działań są inni ludzie, "motywacje typu po co" jednej strony, tej, która inicjuje działanie, chcąc wywołać reakcję drugiej (na przykład zadając pytanie), stają się "motywami typu dlaczego" dla drugiej strony, wywołując jej reakcję (na przykład w postaci odpowiedzi). Interakcja polega na takiej wzajemnej fluktuacji motywów jednego i drugiego rodzaju. To, czym dla jednej strony jest "po co?", dla drugiej staje się "dlaczego?", a w następnej turze interakcji jest odwrotnie. Najważniejsze, prototypowe są interakcje twarzą w twarz, w "żywej teraźniejszości", a ich najczęstszą formą jest rozmowa. Warunkiem interakcji twarzą w twarz jest oczywiście współobecność partnerów w tej samej przestrzeni i w tym samym czasie.
Interakcja może inicjować bliższe relacje międzyludzkie. Wspólne zaangażowanie w interakcji tworzy podstawy relacji "my". "Uspołecznienie powstaje przez akty komunikacji, w których ja zwracam się do innych, postrzegając ich jako osoby, które tak samo zwracają się do mnie, i oboje zdajemy sobie z tego faktu sprawę"77. Relacja typu "my" jest efektem wzajemnie zorientowanych relacji typu "ty". Każda relacja typu "ty" zawiera cztery elementy: po pierwsze, rozpoznaję innego jako jednostkę, wskazuję go sobie jako osobę, potencjalnego partnera interakcji; po drugie, zdaję sobie sprawę z jego cech, kim jest; po trzecie, stawiam się w wyobraźni w jego sytuacji, angażując empatię; po czwarte, inicjuję interakcję. Relacja i orientacja przybierają charakter "my", stają się wzajemne, gdy takie samo rozpoznanie zachodzi po obu stronach. Wtedy oznacza przynajmniej chwilowe wspólne uczestnictwo w świecie życia, dzielenie żywego doświadczenia. Typowym przykładem relacji typu "my" staje się rozmowa, o ile trwa dłużej, nie kończąc się na jednej turze, przypadkowej wymianie zdań. Rozmowa nie oznacza tylko zastosowania środków językowych, ale także przekaz innych sygnałów, co jest możliwe dzięki współobecności. "Celowe gesty wskazują, czego jednostka chce, ekspresyjne gesty - co czuje, a mimetyczne gesty - za kogo chciałaby być uznana"78.
Oprócz relacji typu "ty" i typu "my" w świecie życia codziennego występuje jeszcze relacja typu "oni". Dotyczy ona innych, którzy nie są obecni w naszym bezpośrednim doświadczeniu, działają w tym samym czasie, ale w separacji od nas, są współcześni, ale nie współobecni. Tutaj relacje mają charakter wyobrażony, a partner nie jest postrzegany w swoich cechach konkretnych, lecz raczej jako pewien typ idealny osoby określonego rodzaju, występującej w określonej roli. Takich relacji jest w świecie życia codziennego bardzo wiele, poczynając na przykład od pilota samolotu, do którego mamy zaufanie, mimo że nie widzimy go na oczy przez szczelne drzwi kokpitu, czy polityka, do którego odczuwamy sympatię, mimo że widujemy go tylko czasami w telewizji. Bo w pierwszym przypadku zakładamy, że rola pilota oznacza wymóg wysokich kompetencji, a w drugim - że rola polityka oznacza służebność wobec obywateli. Oczywiście szansa pomyłki jest w takich przypadkach znacznie większa niż wtedy, gdy swoje zaufanie czy sympatie opieramy na bezpośrednim, długotrwałym uczestnictwie w relacji realnej i wzajemnej typu "my".
Do wyłaniającego się kanonu "trzeciej socjologii" Schütz dodał pogłębioną analizę ludzkiej subiektywności, tego wewnętrznego zasobu przeżyć, emocji, interpretacji, z którymi każdy wkracza w wypełnioną podobnie odczuwającymi i myślącymi jednostkami przestrzeń międzyludzkich interakcji.
Alfred Schütz (1899-1959)
Uczony austriacki, socjolog i filozof, który podjął syntezę idei Maksa Webera i Wilhelma Husserla (swojego mistrza i nauczyciela), tworząc system "socjologii fenomenologicznej". Wraz z innymi emigrantami z Europy, którzy przybyli do USA po dojściu Hitlera do władzy, założył w Nowym Jorku słynną później New School for Social Research, gdzie wykładał przez dwadzieścia lat na studiach doktorskich. Pisał przeważnie artykuły w amerykańskich czasopismach naukowych. Najważniejsze zebrane zostały w trzytomowym wydaniu pośmiertnym: The Problem of Social Reality [Problem rzeczywistości społecznej] (1962), Studies in Social Theory [Studia z teorii społecznej] (1964) i Studies in Phenomenological Philosophy [Studia z filozofii fenomenologicznej] (1966).
Podstawowym składnikiem społeczeństwa jest działanie ludzkie. Życie społeczne to zaangażowanie w interakcje z innymi ludźmi, wplątanie w sieć stosunków społecznych. Kluczem do zrozumienia społeczeństwa są subiektywne odczucia jednostki znajdującej się wraz z innymi w świecie życia codziennego. W każdym momencie jednostka uczestniczy w świecie życia codziennego ze swoim unikalnym bagażem doświadczeń biograficznych, których część sama tworzy, ale większość zastaje w swoim otoczeniu. Te wcześniejsze doświadczenia kumulują się w postaci wiedzy podręcznej, za której pomocą jednostka interpretuje i reaguje na kolejne życiowe sytuacje.
Wszystkie sytuacje ludzkie mają charakter dwustronny, intersubiektywny, bowiem uczestniczą w nich inni ludzie, którzy też korzystają ze swojej odmiennej biografii i czerpanej stąd unikalnej wiedzy podręcznej. Dlatego niezbędne jest rozumienie subiektywnych motywacji, intencji, racji innych ludzi, wniknięcie w obszar znaczeń przez nich przyjmowanych. Służy temu empatia i stawianie się w roli innego, co pozwala spojrzeć na nasz wspólny świat także z jego perspektywy. Dwa podstawowe typy motywacji to motywacje "po co?" i motywacje "dlaczego?". Te pierwsze określają cele, do jakich jednostka świadomie zmierza, te drugie to świadomościowe przetworzenie bodźców zewnętrznych, które popychają jednostkę do działania. W interakcji przeplatają się oba rodzaje motywacji, którymi kierują się partnerzy.
Wspólne zaangażowanie w interakcje tworzy podstawy wspólnoty, relacji typu "my". Najczęstszym przykładem jest rozmowa, relacja dwustronna typu "ty", której powtarzalność prowadzi do przekształcenia się w relację typu "my". Dopełnieniem relacji typu "my" jest relacja typu "oni". Dotyczy innych, którzy nie są obecni w naszym bezpośrednim doświadczeniu, działają równocześnie, ale nie razem z nami.
Mimo że wiedza podręczna każdej jednostki jest unikalna, uzyskuje status intersubiektywny i umożliwia porozumienie między jednostkami dzięki procesom typologizacji i pojawiania się ogólnych pojęć przekazywanych w toku socjalizacji z pokolenia na pokolenie. Takie typologiczne kategorie dotyczą zarówno zjawisk przyrodniczych, jak i społecznych. Tworzą ramę odniesienia dla interpretowania wspólnego świata.
LITERATURA
A. Schütz, O wielości światów: szkice z socjologii fenomenologicznej, Nomos, Kraków 2012.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Przypisy
PRZYPISY
1 R.K. Merton, On the Shoulders of Giants, Harcourt Brace, New York 1965.
2 H. Spencer, The Study of Sociology, Kegan Paul, London 1894.
3 A. Comte, Cours de philosophie positive, t. IV-VI, Paris 1869.
4 M. Weber, The Methodology of the Social Sciences, Free Press, New York 1949.
5 F. Znaniecki, W.I. Thomas, The Polish Peasant in Europe and America, t. 1-5, Boston 1918-1920.
6 N. Luhmann, Systemy społeczne: zarys ogólnej teorii, Nomos, Kraków 2007.
7 A. Giddens, The Constitution of Society, Polity Press, Cambridge 1984, s. 9.
8 K.R. Popper, The Poverty of Historicism, Routledge, London 1976.
9 K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 1, Książka i Wiedza, Warszawa 1960, s. 466.
10 R.K. Merton, The Self-Fulfilling Prophecy, [w:] Idem, On Social Structure and Science, red. P. Sztompka, University of Chicago Press, Chicago 1996, s. 183-204.
11 N.J. Smelser, J.S. Reed, Usable Social Science, University of California Press, Berkeley 2012.
12 U. Beck, Power in the Global Age: A New Global Political Economy, Polity Press, Cambridge 2005, s. 33-50.
13 T. Parsons, The Social System, Free Press, New York 1951; N. Luhmann, Soziale Systeme: Grundriß einer allgemeinen Theorie, Suhrkamp, Frankfurt 1984.
14 G. Simmel, Socjologia, PWN, Warszawa 1975.
15 M. Weber, Economy and Society: An Outline of Interpretive Sociology, University of California Press, Berkeley 1978.
16 R.K. Merton, Sociological Ambivalence and Other Essays, Free Press, New York 1976, s. 169.
17 T.S. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, Aletheia, Warszawa 2002.
18 T. Parsons, op. cit.; M. Levy, Modernization and the Structure of Societies, Princeton University Press, Princeton 1966; P. Sztompka, System and Function: Toward a Theory of Society, Academic Press, New York 1974.
19 K.R. Popper, Nędza historycyzmu: z dodaniem fragmentów autobiografii, Krąg, Warszawa 1989.
20 U. Beck, The Cosmopolitan Vision, Polity Press, Cambridge 2006.
21 M. Weber, Etyka protestancka a duch kapitalizmu, Wydawnictwo Test, Lublin 1994.
22 G. Simmel, Pisma socjologiczne, Oficyna Naukowa, Warszawa 2008.
23 N. Crossley, Philosophy and Social Criticism: Intersubjectivity, Sage, London 1996, s. 74.
24 J. Turner, Face to Face: Toward a Sociological Theory of Interpersonal Behavior, Stanford University Press, Stanford 2002.
25 R. Collins, Interaction Ritual Chains, Princeton University Press, Princeton 2004.
26 S.J. Lec, Myśli nieuczesane nowe, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1966.
27 J. Tischner, Filozofia dramatu, Znak, Kraków 2006.
28 E. Goffman, The Interaction Order, "American Sociological Review", nr 1/1983, s. 2.
29 M. Archer, Being Human: The Problem of Agency, Cambridge University Press, Cambridge 2000.
30 P. Sztompka, Society in Action: The Theory of Social Becoming, Polity Press, Cambridge 1991.
31 R. Dahrendorf, Homo Sociologicus, [w:] Essays in the Theory of Society, Stanford University Press, Stanford 1968, s. 19-87.
32 J. Tischner, op. cit., s. 68.
33 G. Simmel, Socjologia, op. cit., s. 63.
34 J. Turner, op. cit., s. 245.
35 R. Dahrendorf, op. cit., s. 31.
36 J.Q. Wilson, The Moral Sense, Free Press, New York 1993, s. 78.
37 A. van Gennep, Obrzędy przejścia: systematyczne studium ceremonii, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2006.
38 R. Collins, op. cit., s. 5.
39 Ibidem.
40 Ibidem, s. 7.
41 Ibidem, s. 44.
42 B. Giesen, Performance art, [w:] Social Performance, red. J.Ch. Alexander i in., Cambridge University Press, Cambridge 2006, s. 344.
43 J.Ch. Alexander, Cultural Pragmatics. Between Ritual and Strategy, [w:] Ibidem, s. 32.
44 Ibidem, s. 78.
45 B. Giesen, op. cit., s. 348.
46 J.Ch. Alexander, op. cit., s. 36.
47 Ch. Wright Mills, Sociological Imagination, Oxford University Press, New York 1959, s. 3.
48 Ibidem, s. 16-17.
49 Tysiąc najważniejszych pojęć języka socjologii przedstawiam w niedawnej publikacji: P. Sztompka, Słownik socjologiczny: 1000 pojęć, Znak, Kraków 2020.
50 Zob. P. Sztompka, Socjologia wizualna, PWN, Warszawa 2005.
51 Wykład ten to jeden z dwóch w tym podręczniku wykładów erudycyjnych, pełnych cytatów i odnośników do literatury (obok wykładu 30). Jest przeznaczony dla bardziej zaawansowanych czytelników. Czytelnicy szukający dopiero wprowadzenia w arkana socjologii mogą ten wykład opuścić i sięgnąć do niego dopiero po uzyskaniu większej kompetencji socjologicznej. Wykład oparty jest na rozdziałach II i III mojej monografii Kapitał społeczny, Znak, Kraków 2016.
52 G. Simmel, On Individuality and Social Forms, Chicago University Press, Chicago 1971, s. 24.
53 Ibidem, s. 23.
54 G. Simmel, Pisma socjologiczne, op. cit., s. 61.
55 Idem, On Individuality and Social Forms, op. cit., s. 16.
56 Idem, Conflict and the Web of Group Affiliations, Free Press, New York 1964, s. 141.
57 Ibidem, s. 152.
58 Ibidem, s. 141.
59 G. Simmel, Pisma socjologiczne, op. cit., s. 70.
60 Idem, On Individuality and Social Forms, op. cit., s. 82.
61 Ibidem, s. 23.
62 Ibidem, s. 72.
63 Ibidem, s. 28.
64 Ibidem, s. 103 i 170.
65 Ibidem, s. 29.
66 G. Simmel, Most i drzwi: wybór esejów, Oficyna Naukowa, Warszawa 2006, s. 211.
67 G. Simmel, Pisma socjologiczne, op. cit., s. 70.
68 Ibidem, s. 61.
69 G. Simmel, Conflict and the Web of Group Affiliations, op. cit., s. 130.
70 A. Schütz, On Phenomenology and Social Relations, Chicago University Press, Chicago 1970, s. 181.
71 Ibidem, s. 164.
72 Ibidem, s. 44.
73 Ibidem, s. 166.
74 Ibidem, s. 73.
75 Ibidem, s. 73.
76 Ibidem, s. 163.
77 Ibidem, s. 65.
78 Ibidem, s. 202.