Spędził noc razem z nią w moim mieszkaniu.
Próbował zachęcić ją do jedzenia, ale nie była zainteresowana. Jako że znajdowali się u mnie, nie było tam zbyt wielu produktów i on dobrze o tym wiedział. Chciał zaparzyć jej ciepłej kawy lub herbaty, ale odmówiła nawet tego. Wmusiła w siebie jedynie kilka łyków zimnej wody.
Po przyznaniu się do morderstwa nie chciała powiedzieć nic więcej. Próbował wypytać ją o imię, wiek i kilka innych rzeczy, ale nie odpowiadała. Otwierała jeszcze szerzej swoje czarne, ogromne oczy i wpatrywała się w niego bez słowa.
Siedział więc na podłodze w salonie, obejmując ją w talii tak, jak miał w zwyczaju robić czasem ze mną. Za oknem zdążyło się ściemnić, a jemu, zupełnie spanikowanemu, nie przychodziło do głowy żadne rozwiązanie, które mógłby ewentualnie wypróbować na równie przerażonej kobiecie.
Ręce podpierające jej ramiona zaczęły go boleć, więc zmienił pozycję. Kiedy się poruszył, tkwiąca w jego uścisku kobieta aż podskoczyła.
- Spokojnie, nic się nie dzieje - uspokoił ją. - Nie bój się.
Nie odpowiedziała. Nie potrafił nic wyczytać z wyrazu jej twarzy.
- Mogę wstać?
Nie było to wcale pytanie, na które oczekiwał odpowiedzi. Kobieta i tym razem milczała.
Delikatnie się przesunął. Ostrożnie zabrał ręce, na których wsparte były ramiona kobiety. Nie odezwała się słowem ani nie wstała. Siedziała po prostu na ziemi, opierając plecy o sofę, i wpatrywała się w niego spokojnie.
Wstał.
- Podnieś się i usiądź sobie wygodnie - rzucił, wskazując na kanapę.
Nie odpowiedziała, nawet nie drgnęła.
- Może coś zjesz? - zapytał, chociaż dobrze wiedział, że nic nie przełknie.
Dalej milczała.
Niespodziewanie przypomniał sobie sen, w którym ujrzał ją po raz pierwszy. Już wtedy pomyślał, że nic niemówiąca kobieta z twarzą pozbawioną jakichkolwiek emocji przypomina mu robota.
Teraz jej duch znajdował się w moim ciele.
Postanowił więc zwrócić się bezpośrednio do mnie.
- Seong-yeon, mogę coś zjeść?
Kobieta nie odpowiedziała.
- Seong-yeon, wytrzymaj jeszcze chwilkę - powiedział ponownie. Patrząc prosto w jej, a właściwie w moje oczy, dodał: - Jakoś to odkręcę. Wytrzymaj chwilę...
Nie odpowiedziałam.
W nocy, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność, kiedy kobieta siedziała bez słowa. oparta o sofę niczym lalka, on wyciągnął telefon i zaczął przeglądać internet.
Tak jak się spodziewał, szukając "sposobów na uwolnienie się od opętania", nie udało mu się natrafić na żadne wiarygodne artykuły. Jego uwagę przykuł pewien wyglądający podejrzanie blog, a na kilku innych opublikowano podobne treści. Według zamieszczonych tam informacji przyczynami wszystkich wypadków na naszej planecie i klęsk żywiołowych takich jak trzęsienia ziemi czy tsunami były właśnie opętania. Zdaniem autora większość ludzi była pod wpływem bytów nie z tego świata, w związku z czym ziemia zmierzała właśnie ku zagładzie.
Nie tylko treść, lecz również styl pisania na każdym z tych blogów były tak bardzo do siebie podobne, że można było dojść do wniosku, iż wszystkie z nich zostały założone przez jedną i tą samą osobę. Teksty prowadziły jednak do śmiałej konkluzji: tylko ich autor był w stanie pomóc opętanemu, dlatego osoby zainteresowane kosztami oraz szczegółami dotyczącymi samego egzorcyzmu powinny koniecznie się z nim skontaktować. Tae-gyeong był wściekły na siebie, że jak zwykły idiota z takim zaangażowaniem wczytywał się w te słowa.
W komentarzach trafił oczywiście na myślących logicznie ludzi, którzy radzili autorowi tekstu udać się do psychiatry i podjąć leczenia. W normalnej sytuacji jak najbardziej by się z nimi zgodził, ale w momencie gdy potrzebne mu było natychmiastowe rozwiązanie, z ich uwag nie było żadnego pożytku.
Był rozczarowany. Zerknął na kobietę, a ona odwzajemniła jego spojrzenie. Jej oczy wciąż nie wyrażały żadnych emocji.
Odpuścił sobie dalsze wyszukiwanie informacji o opętaniach.
- Jak masz na imię? - zwrócił się do niej.
Nie odpowiedziała.
- Kim ty, do cholery, jesteś?
Kobieta wpatrywała się tylko w niego bez słowa.
Westchnął.
- Skoro nie chcesz mówić, to jaka różnica, czy nawiedzasz mnie we snach, czy łazisz za mną jako duch? - wymamrotał pod nosem.
Ona opuściła głowę i wlepiła spojrzenie w swoje kolana.
Ponownie przeniósł wzrok na ekran telefonu. Nie znał jej nazwiska, więc wpisał w okienku wyszukiwarki dane martwego mężczyzny. Robił to już niejeden raz, ale czemu miałby nie spróbować znów? Tym razem postanowił jednak dodać po jego nazwisku frazę, której do tej pory tam nie umieszczał.
Wstukał jeszcze "wypadek" i wcisnął opcję wyszukiwania. Natrafił na kilka starszych artykułów, ale kiedy przeleciał je wzrokiem, okazało się, że poszkodowany był po pięćdziesiątce i wyszedł z niego żywy.
Bez większych nadziei zamienił ostatnią frazę na słowo "sprawa". Postanowił spróbować, ponieważ kiedy bezowocnie przeglądał blogi w poszukiwaniu informacji dotyczących opętań, te dwa wyrazy co chwilę się tam przewijały. Miał wrażenie, że powoli zaczyna tracić rozum.
Wyskoczył jeden wynik. Był to oczywiście czyjś blog. W pierwszej kolejności w oczy rzucił mu się widniejący pod linkiem fragment - podgląd treści w postaci kilku linijek zawierających wpisane przez niego hasło.
Będę wdzięczny za wszelkie informacje od osób wiedzących cokolwiek w sprawie gwałtów, aktów przemocy i przetrzymywania wbrew woli popełnionych przez Kang Mun-seoka. Chciałem przeczytać całość, ale byłem spóźniony na spotkanie, więc zostawiłem to na później, a gdy wróciłem, kartka zdążyła zniknąć. Pewnie kancelaria prawna...
Reszta tekstu nie była widoczna.
Kliknął w link prowadzący do bloga.
Wyświetlony na ekranie komunikat głosił, że strona nie istnieje.
Cofnął się do przeglądarki. Spróbował ponownie, ale zobaczył dokładnie tę samą informację.
Blog zniknął, a jedynym, co po nim pozostało, był ten krótki fragment zapisany przez silnik wyszukiwania.
Westchnął.
Wszedł w grafikę. Ujrzał tam oczywiście jeden wynik. Była to niewielka miniatura przedstawiająca ręcznie pisany list przyczepiony do drzwi wyglądających na wejście do jakiegoś biurowca.
Wiedział, że to na nic, ale i tak na nią kliknął. Tak jak podejrzewał, ujrzał dokładnie ten sam komunikat co podczas próby wejścia na usuniętego bloga.
Na sam koniec postanowił wpisać w wyszukiwarkę tytuł bloga, który wyświetlił się w opcji podglądu.
Pojawiło się kilka wyników. Kiedy jednak próbował wejść w którykolwiek z nich, za każdym razem wyskakiwała informacja o nieistniejącej stronie.
K o n i e c