Sny Bereniki - Elżbieta Walczak

Kup ebooka

29.99 zł
21.02 zł (20,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

8

Nauczka.Trzeba umieć wyciągać wnioski. Nie da się uśpić w sobie wszystkiego.Taką umiejętność mają tylko nietoperze. Ich spowolnione funkcjeżyciowe w okresie hibernacji, zmniejszają liczbę oddechów i uderzeńserca. Spały nad jej głową. Każdy jej ruch mógł być sygnałem doniebezpiecznego wybudzenia się.

Odwróciłaciało w kierunku Daniela Doblado, jednak on patrzył teraz na cośzupełnie innego.

-Zemszczę się - powiedziała. - Rozszarpię twoje ciało nakawałki.

-Serio? To ja mam coś, co może cię za chwilę rozszarpać. Wystarczypotroić dawkę, wtedy rozsypiesz się na kawałki.

Taksowałago spojrzeniem.

Ilekobiet zabiłeś, sssukinsssynu? - Syczała jak wąż, wijąc się wklatce.

Skoczyła,żeby ukucnąć. Przeskakiwała jak małpa w zoo z jednego rogu dodrugiego.

-Robi wrażenie. - Uderzał w pręty kamieniem, żeby ją rozjuszyć. -Sprzedam cię, będę bogaty. Hops, dziewczynko. - Nie mógłpowstrzymać chichotu. - Przynajmniej już nie wyglądasz jakdziwka. Za kilka godzin mój wynalazek przestanie działać i znówbędziesz sobą. Tą samą kurewką, błagającą o seks. Uspokój się, nieskacz.

-Wypuść mnie. - Berenika zatrzymała się na wysokości jegopenisa. - Zrobię, co zechcesz.

-Wybacz, ale muszę zadzwonić.

Szedłw kierunku wyjścia, odwrócił głowę, żeby na nią spojrzeć.

-Niezła byłaś tamtej nocy. Wrócę za parę godzin, pa.

Trzymałasię kurczowo metalowych prętów. Czuła, że słabnie. Mięśnie zaczęływiotczeć. Przesuwała się na plecach w jakimś kierunku. Sięgnęła pomiskę. Wylała z niej wodę na siebie, pustą podłożyła pod biodra.

Żółtąciecz wylała z trudem na zewnątrz klatki.

Krzyknęła.Chciała tylko sprawdzić, czy ktoś ją usłyszy. Nietoperze na chwilęotworzyły oczy. Patrzyła na oblepiony nimi sufit. Wsłuchiwała się wszum wodospadu. Przez krótki czas myślała, że to żart.

-Przepraszam - powiedziała szeptem do serca, które trzepotało zestrachu. - Nie chciałam.

Cośprzebiegło w jej kierunku. Nie miała siły, żeby się temu przyjrzeć.Widziała tylko brązowe oczy. Potem zanurzyła swoje myśli w wizjach oBieszczadach.

Biegłaprzez las. Nie było początku ani końca. Zatrzymywała się co chwilę,łapała oddech. Brązowe oczy były wszędzie.

-Ojcze nasz, któryś jest w niebie...

-Przeżyjesz - usłyszała w sobie głos.

Miałanadzieję, że serce, dusza i ciało wybaczą jej ten amok.

Starałasię zasnąć, nie czując niczego.

9

DanielDoblado wszedł do groty, nucąc pod nosem piosenkę, którą słyszałatamtej nocy. Opadł na zakurzony tapczan, opierając nogi o blat stołu.Przyglądał się Berenice przez chwilę. Chciała otworzyć usta, żebykrzyknąć, jednak nie znalazła w sobie siły.

Wstał,położył ręce za głową, krzyknął za nią przeraźliwym głosem.

-Pomocy! DakPentagnal! Jestem bogaty! Jestem kurwa bogaty! Pomocy!

Onapatrzyła spoza jego nóg na coś, co pełzało po ziemi.

Tobył człowiek. Nie wiedziała, skąd tam się wziął. Młody chłopak ubranyna czarno miał przywiązaną do szyi smycz.

-Graven, Graven, Graven. Ruchacz Vanessy Graven. Hop!- Daniel Doblado ciągnął go coraz bliżej siebie. - Jesteś takimsamym skurwysynem jak twój niedoszły teść. A ta mała Vanessa...Kurwa, jak ona jęczała. - W końcu miał go przy nodze.

-Widziałem kogoś na zewnątrz - powiedział młody chłopak,prostując kark.

Dobladokopnął go w głowę, a potem przywiązał smycz do słupa. Wyszedł przedgrotę. Kiedy wrócił, znowu przyciągnął chłopaka do siebie.

-Nic nie widziałeś, szmaciarzu.

Kazałmu się rozebrać. Sam też ściągał z siebie ubranie. Chłopak rzuciłczapkę z daszkiem na ziemię, upadła przy klatce. Berenika wyciągnęłarękę, żeby po nią sięgnąć.

-Będziesz za chwilę ssał mojego kutasa - powiedział Doblado dochłopaka. - Potem nafaszeruję cię moim nowym lekiem, za któryzapłacił twój teść. Być może niedoszły teść, bo nie wiadomo czyprzeżyjesz. DakPentagnal, zapamiętaj nazwę. Świat już niedługo będziesię dopominał o niego. Działa jak heroina, tylko szybciej i rozwalawszystko, co staje na drodze. Widzisz ją? - Przekręcił głowęchłopaka w stronę klatki. - To suka. Mała dupodajka po przemianieduchowej.

Podszedłdo klatki, uderzając kamieniem w pręty.

Berenikanie zareagowała.

-Kurwa! - krzyknął Doblado. - Dawaj ją tutaj Kanadyjczyku.- Otwieraj klatkę! - Pociągnął smycz w swoim kierunku.

Chłopakwstał, otworzył blaszane wieko.

- Wyłaź!- Tym razem Doblado krzyknął do Bereniki, która podnosiła się ztrudem.

Kiedypostawiła nogi na ziemi, Doblado pchnął ją w kierunku ściany.

-Ruchy!

Odkamieni odbijało się echo. Ziemia zaczęła drżeć. Nie chciałaprzestać.

Dobladooddał strzał w kierunku chłopaka.

Ziemiaznowu dziwnie zadrżała. Berenika widziała cień wyciągniętej wkierunku Doblado ręki. Ktoś strzelił do niego.

Przesuwałsię z zakrwawioną ręką na brzuchu po ścianach w kierunku wyjścia.

Wtedystało się coś dziwnego.

Berenikapoczuła podmuch czegoś ciepłego. Uniosła się ponad ziemię, leciała wkierunku środka groty.

Parzyłoją ciało. Myślała, że za chwilę eksploduje. Straciła przytomność.

Delfinokrążał ją ze swoim stadem, zacieśniając krąg. Potem porwał w głąblistownic, delikatnie wsadzając na swój grzbiet.

Kiedysię ocknęła, leżała przy niej kobieta. Domyśliła się, że jestpolicjantką. Miała na piersi identyfikator SierżantMaliya Bao.Zapamiętała to nazwisko. Kobieta miała zamknięte oczy. Wyglądała,jakby spała. W ręku zaciskała broń.

Berenikadotknęła jej ramienia.

-Jak masz na imię? - zapytała kobieta, uchylając powieki.

-Berenika.

-Berenika?

Wydawałosię, że słyszy jej głos w głowie. Jednak to już nie było możliwe.Zmarła, była tego pewna.

Berenikaszła w kierunku morza. Wrzuciła ciało kobiety do wody. Widziała, jakfale unosiły ją, w końcu znikła.

Staławpatrzona w dal. Zamykała za sobą przeszłość.

10

Berenikaprzyglądała się swojemu odbiciu w tafli wody. Miała opuchniętą izdeformowaną twarz, krwawiła. Zanurzyła ciało w morzu. Ogarnął jąspokój, jakby nic się nie stało.

Byłazła na siebie, jednocześnie czuła ulgę. Miała nadzieję, że nikt jejtutaj nie znajdzie.

Mgłaosiadła na tafli, kiedy znikła pojawiły się chmury, chwilę potemzaczęło padać.

Zerknęłatylko w kierunku groty, z której się wydostała. Nie pozostało z tegomiejsca nic, oprócz usypiska kamieni. Nietoperze fruwały, szukającnowego legowiska.

Zanurzyłagłowę w wodzie. Widziała wyraźnie piaszczyste dno, ryby, drobneskorupiaki, muszle i kamyki gęsto rozsiane. Płynęła chwilę, aż wodastała się wyraźnie ciemniejsza. Chciała tu zostać. Nie poruszała się,opadała. Ryby przepływały obok, ocierały się o obolałe ciało i szybkoznikały.

Wkońcu odbiła się od dna.

Cośją unosiło w górę. Wypłynęła na powierzchnię. Kołysała się w ciszy,wyregulowała oddech. Postawiła stopy na dnie, szła wolno. Czuławyraźnie czyjąś obecność, jakaś siła pchała ją w kierunku plaży.

Usiadłana brzegu wyczerpana. Napisała palcem na piasku swoje imię, aleprzypływ je zmył.

Wtedynad taflę wyskoczył delfin, wydając z siebie dźwięki, które słyszaław snach. Potem drugi. Pocieszały ją. Chciała wejść do wody. Bały sięjej, odpłynęły.

-Może jutro. - Wycofała się w głąb plaży.

Leżałatak dłuższą chwilę. Domyślała się tylko tego, co się wydarzyłonaprawdę. Niebo było czarne, wszystko było niewidoczne. Opadał pył,parzył jej ciało. Nie wiedziała, czy znalazła się w piekle. Nawet niemiała pojęcia, czy naprawdę żyje. Daniel Doblado był producentemfilmowym. Być może zaciągnął jej ciało na plan filmukatastroficznego, żeby pokazać prawdziwy rozpad świata, bezponoszenia kosztów.

Woddali skały waliły się w głąb morza, rozsadzane czymś od środka.Uniosła głowę. Dostrzegła z prawej strony, blisko, kolejną grotę.Czekała na kolejny upadek, jednak nic takiego się nie wydarzyło.Podniosła się z trudem, ruszyła w tamtym kierunku. Weszła do środka.Miała wrażenie, że ktoś tu mieszkał przez jakiś czas. Ożywiła się,widząc drewniane skrzynie. Włożyła w nie ręce. Cofnęła je, czującból. Oderwała fragmenty garderoby, którą miała na sobie i owinęłaszmatami dłonie. Znalazła w skrzyni swetry, płetwy, maski donurkowania. W drugiej były zapasy jedzenia i woda. Miała nadzieję, żeten ktoś przeżył, i za chwilę się pojawi. Szczękała z zimna zębami.Sięgnęła po sweter, był niebieski z pewnością męski. Poczuła zapachwody kolońskiej. Próbowała sobie wyobrazić mężczyznę, który go nosił,nie potrafiła. Sięgnęła ręką głębiej, znalazła papierosy izapalniczkę, dostrzegła też dwa kombinezony do nurkowania. Pomyślałao szczęściu. Nie uśmiechnęła się.

Słońcenie miało zamiaru wyjść zza chmur. Stała przed grotą, nie mającpojęcia, co dalej.

-Halo, jest tam kto?! - krzyknęła. Wszechświat ją lekceważył,milczał.

Przeszłakilkaset metrów, po czym zawróciła. Idąc, myślała o przeszłości.

Zawszeprzed trudnymi egzaminami wizualizowała w głowie morze. Słuchałaszumu fal, odprężała zmęczony umysł. Myśli rozpływały się wraz zodpływami. Zostawała wtedy w niej przestrzeń na radość i spokój.Teraz to się nie sprawdziło.

* * *

Przezkolejne trzy dni było prawie bezwietrznie. Odważyła się nurkować iłowić ryby, smażyła je potem na ognisku.

Przechodziłakilka razy na drugą stronę skał. Świata po tamtej stronie już niebyło. Tylko pustka, jakby nigdy nic nie istniało. Wszędzie były tylkoresztki czegoś, co mogło być budynkami albo drzewami. Chmury czarnegopopiołu odcięły dostęp światła słonecznego.

Wodaw tym miejscu, w którym się znajdowała, nie była czarna, miała tamtenniebieski kolor, jaki zapamiętała. Zastanawiała się dlaczego. Zaskałami było zupełnie inaczej. Tutaj słońce potrafiło się przebić,przynajmniej raz na jakiś czas. To dawało jej nadzieję.

Kiedyzniknęli ludzie, zaczęły pojawiać się delfiny. Lubiła spotkania znimi.

-Zobacz, co znalazłam! - krzyknęła do Mimi, nie mając pojęciaczy to samiec, czy samica.

Taknazwała swojego nowego przyjaciela. Rzucała znalezione na plażyrzeczy w jego kierunku. Mimi dziękował za prezenty sztuczkami.

-Umiem już Mimi być pod wodą tak długo, jak ty!

Potemwracała na brzeg i starała się nie myśleć o tym, co będzie.Cierpliwie patrzyła w niebo, wyczekiwała znaków.

** *

Kolejnydzień wstał chyba na złość. Deszcz nie przestawał padać, po razpierwszy nie mogła wyjść na zewnątrz. W powietrzu unosił się czarnypył, który przywiał wiatr z oddali, albo zza skał. Z nieba spadałykawałki czarnych drobnych kamieni, zamiast kropli. Miała ochotę napićsię kawy. Ta myśl była uporczywa, przypominała jej poranki w domu.Pomyślała o matce. Przesłała jej w myślach uśmiech, wpatrując się wpusty blaszany kubek, leżący pod skalną ścianą. Prześladował jąrównież gniew. Nie rozumiała zdarzeń, z którymi przyszło jej żyć.Gdyby tylko wiedziała, co się wydarzy, to... Urwała myśl.Chciała zaczerpnąć świeżego powietrza. Po prostu wyjść na zewnątrz ioddychać czystym powietrzem. Sprawiała wrażenie zaspanej.Przechadzała się, przystawała. Padały w jej głowie pytania,przerywane krzykiem, który wydobywał się z jej ust. Coś po drugiejstronie plaży płonęło od kilku godzin. Miała wrażenie, że zmierza wstronę piekła. Dlaczego ocalała? Zacisnęła usta. Pełnym lęku,cichutkim głosem wyszeptała Boże,pomóż.

Kiedysłońce znowu się pojawiło, napisała na skałach czarnym węglem HELP.

Weszłado groty, założyła maskę, wzięła do ręki płetwy, i ruszyła w kierunkumorza, miała zamiar złowić kilka ryb. Chciała opowiedzieć Mimi swójsen, tylko one jej pozostały.

Śniłsię jej Merkury, obserwował ją. Uznała to za dobry znak po razpierwszy od dnia porwania przez Daniela. Już nie pamiętała jegotwarzy. Nie zastanawiała się nad tym, jakie myśli krążą w jej głowie.

Wzięłado ręki płetwy, wyprostowała się, wtedy w oddali zobaczyła łódź. Nie,to był mały kuter rybacki, a może szalupa. Nie była pewna. Zobaczyłamężczyznę w zielonym płaszczu z kapturem narzuconym na głowę.Wycofała się na brzeg.

Mężczyznapomachał w jej kierunku. Patrzyła z niedowierzaniem. W końcu sięodważyła. Skoczyła do góry. - TUTAJ! JESTEM TUTAJ!

Wydawałosię, że jest sam. Popędzała go niecierpliwie. Już w tej chwili,chciała go uścisnąć.

Kiedyw końcu dopłynął, z niepokojem spojrzała na brązowy koc, unosił siędo góry i opadał.

-Nie bój się - powiedział mężczyzna. - To moja córka Anna.

Berenikaskinęła głową.

-Dobrze, że jesteś. - Patrzyła na niego, próbując zrozumiećsytuację. Była pełna obaw i blokad. Jąkała się i trzęsła z wrażeniaalbo ze strachu.

-Nie bój się - powtórzył nieznajomy.

Chciała,żeby ktoś się pojawił, ale nie potrafiła dopuścić takiej możliwości.Zasłoniła rękami twarz i uciekła w stronę groty.

Mężczyznawyszedł na brzeg.

-Możesz już wyjść Anno - powiedział do dziewczynki, która miałanie więcej niż dziesięć lat.

-Zatrzymamy się tutaj. Miejsce wygląda bezpiecznie.

-Dlaczego uciekła? - Anna patrzyła na ślady stóp Bereniki.

-Nie wiem. Dajmy jej trochę czasu. Pomóż mi wciągnąć łódkę na brzeg.

-Wezmę plecak, tato. Zjedzmy coś.

Usiedlina brzegu i czekali na znak od Bereniki.

-Te pokruszone kawałki herbatników, pasują do tego krajobrazu. -Berenika usiadła przy Annie, uśmiechając się. - Mam coślepszego. Kilka puszek z mięsem. - Podała dziewczynce otwartąpuszkę i widelec. - Daj trochę tacie.

-Jestem Marek.

-A ja Berenika.

-Anna, tak mówi tata. Lubię też zdrobnienie, Ania. - Dziewczynkaścisnęła Berenikę jak dobrą znajomą, za którą tęskniło się bardzodługo.

Milczelichwilę, gdy ponad taflę wody wyskoczyły delfiny, żeby przywitaćnowych przyjaciół Bereniki.

* * *

Wybuchzastał Marka w grocie, kiedy pokazywał Ibizę córce Annie. Jego żonazostała w Polsce. Nie miał pojęcia, czy przeżyła. Telefony ucichłyjak wszystko.

Siedzącprzy ognisku Berenika, Marek i Anna przyglądali się sobie, opowiadalio przeszłości. Ustalili, że za dwa dni wyruszą w głąb wyspy, byprzyjrzeć się temu, co zostało. To był jedyny pomysł, który przyszedłim do głowy.

Apotem leżeli bez ruchu, oglądając gwiazdy.

-A jeśli znajdziemy po drugiej stronie potwory? - zapytała Anna.- No wiecie, zmutowane zombi. - Zamknęła oczy, wyraźniewizualizując tę myśl.

-Nie wiem, co znajdziemy. - Berenika uśmiechnęła się do niej,dotykając jej włosów.

-Masz piękne rude włosy, Bereniko. - Anna odwzajemniła dotyk.

Marekzłapał córkę za rękę, znieruchomiały ich serca, przed oczami unosiłsię ciemny, tajemniczy kształt.

-To dron - powiedziała Berenika. - Nie podnoście się, sątu od jakiegoś czasu. To oznacza, że ktoś jednak przeżył. Nie mamypojęcia, kim są.

Dronyprzeleciały nad plażą, a potem zawróciły. Uniosły się ponad skały, bypo chwili zniknąć.

-Postaramy się to jakoś wyjaśnić. Idziemy spać, drogie panie. -Marek podniósł się pierwszy, otrzepując piasek z ubrania. -Jeden nie odlatuje, śledzi nas - powiedział, gdy wchodzili dogroty.

-Odleciał, tato. Niepotrzebnie się bałeś. - Na twarzy Annypojawił się grymas rozczarowania. - Myślałam, że ktoś nasznajdzie.

-Na przykład piraci? - zapytał Marek.

-Ktokolwiek - odpowiedziała Anna, tuląc się do jego ramion.

11

Annapoczuła czyjeś dotknięcie. Odwróciła gwałtownie głowę w kierunkuojca, spał. Nie zdążyła nawet krzyknąć, na twarzy poczuła szmatę izapach, który ją natychmiast uśpił.

Marekotworzył oczy. Od razu zrozumiał, co się stało. Ktoś w czarnej masceschylał się nad nim, kładąc na niego coś mokrego. Uniósł ręce, żebyzłapać oprawcę, ale natychmiast zasnął.

Berenikaspacerowała w tym czasie po plaży, nie mając pojęcia o zagrożeniu.Myślała o studiach. O tym, że wystarczyło kilka dni, by stać sięzupełnie kimś innym. Nie znała tej kobiety w sobie. Próbowała do niejdotrzeć ciepłymi myślami.

Zobaczyłaślady na piasku, niezliczone ilości śladów. Ukucnęła w ciemności,potem przeczołgała się w stronę skał. Zdjęła czarny sweter, którymiała na sobie i zarzuciła na głowę, gdy zbliżał się dron.

Zamaskowanyoprawca trzymał zawiniętą w koc Annę, niósł ją do zatoki.

Berenikawysunęła się, żeby zobaczyć więcej.

Czterechmężczyzn siedziało w szalupie, czekali bez ruchu. Był tam jeszczektoś, wyglądał, jakby stracił orientację.

-Matias, tutaj! - krzyknął człowiek z szalupy.

Matiaspomachał ręką w ich kierunku. W jednej chwili odpłynęli, by zniknąćza zatoką.

Berenikazerkała w niebo, oprócz gwiazd nie było innych świecących punktów.

Marekleżał nieprzytomny na piasku w grocie. Próbowała go obudzić, klepiącpo policzkach, nie miał zamiaru stanąć na nogi. Sięgnęła po pustykubek. Wybiegła, żeby nabrać morskiej wody. Zatrzymała się jednakprzed wejściem.

-Matias? - Zastanowiła się chwilę nad imieniem, które słyszała.

JękiMarka, wydobywające się z groty, kazały jej zawrócić. Spojrzał nanią, ale z powrotem zamknął oczy.

Poczułaodór moczu, pomyślała o strachu. Wnętrze groty oświetlały tylko smugiświatła księżyca. Widziała w tym świetle ślady na piasku. Zatrzymałana nich wzrok i pomyślała tym razem o śmierci. Przypomniała sobie touczucie z tamtych momentów, kiedy imię Matias słyszała dosyć często.Wiedziała, że te wizje poprzedzają złe wydarzenia. Nie miała pojęcia,że będzie musiała się zmierzyć z czymś znacznie gorszym, niżprzeszłość.

* * *

Marekmiał całą noc gorączkę, majaczył. Berenika nie była w stanierozpoznać przyczyny. Mogła mieć tylko nadzieję na cud, w który niewierzyła.

Ocknąłsię, kiedy gotowała rybę.

-Ładnie pachnie - powiedział słabym, ledwo słyszalnym głosem.

-Dzięki Bogu. - Dotknęła jego czoła. - Nie masz jużgorączki. To dobrze, tak się cieszę. - Klepała go po ramionach.Nie umiała inaczej wyrazić radości.

-Długo spałem?

-Nie spałeś. Miałeś drgawki kilka godzin i mówiłeś do siebie. Myślałamo najgorszym. - Berenika narzuciła na niego koc i sweter.

-Dużo tu miejsca na grób.

-Przestań pleść głupoty. Nie po to przeżyłeś cały ten koszmar, żebydać się teraz zabić. Pamiętasz, co się stało?

-Ktoś w czarnych maskach nas zaatakował. Otworzyłem oczy, a jakiśpojeb trzymał na rękach nieprzytomną Annę. Wtedy coś mi podali.

-Zarzucili na twarz, kolego. Musimy wymyślić jakiś plan. Czasnajwyższy ruszyć się stąd.

-Wiem, daj mi jeszcze pięć minut - uśmiechnął się, przyciskającjej dłoń do siebie.

Berenikausłyszała głosy delfinów.

-Zaraz wracam, przypłynął Mimi, muszę się z nim pożegnać. -Narzuciła na niego jeszcze jeden sweter.

-Kto?

-Mimi, później ci wyjaśnię.

Biegław stronę wody. Mimi czekał na nią. Skoczył w górę, potem czekał nadotyk.

-Żegnaj Mimi - powiedziała Berenika ze łzami w oczach. -Uratowałeś mi życie, nigdy tego nie zapomnę.

Mimiznowu skoczył w górę, jakby zrozumiał przekaz.

** *

Berenikapakowała rzeczy do szmacianej torby, znalazła ją w skrzyni.

-Muszę zadać głośno to pytanie - powiedziała. - Dlaczegoporwali tylko Annę?

-Mam nadzieję, że się tego dowiemy.

-Jeden z nich miał na imię Matias. To syn skorumpowanego szefapolicji.

-Nie pytam o szczegóły tej znajomości. Wspomniałaś we śnie jego imię.

-Potrzymaj - podała mu torbę. - Nie mamy pojęcia, co siędzieje po drugiej stronie skał. Skoro stamtąd dotarli, to gdzieś mająkryjówki.

-Nigdy tam nie zajrzałem. To znaczy od czasu wybuchu. Pewnie niechciałem, żeby Anna poznała prawdę.

-Właśnie ją widzi.

-Pośpieszmy się.

-Po drugiej stronie drony mogą być wszędzie. Załóż ten ciemny sweter.- Rzuciła sprany męski pulower. - Nie wiem, do kogonależał. Mam nadzieję, że to nie ma teraz dla ciebie większegoznaczenia. Sprawdzę, czy nie ma na nim pcheł albo innych żyjątek,żebyśmy sobie nie dołożyli dodatkowych problemów z insektami. Niepatrz tak, żartuję.

Marekprzechadzał się po grocie, odgrzebując piasek w kątach.

-Co robisz?

-Szukam czegoś, co mogłoby się nam przydać, na przykład latarki.Zapalniczka nie wystarczy, żeby rozjaśnić ciemności.

-Robiłam to setki razy, z nudów. Niczego tam nie znajdziesz.

Stanąłprzed nią z załzawionymi oczami.

-Udaję, że szukam. Boję się tego, co zobaczymy. Boję się, że jąstraciłem. Boję się tak bardzo, że posikałem się, kiedy zobaczyłemnad sobą tę głupią maskę. Zakopuję smród i upodlenie.

-Wiem, co zobaczymy. Morze ruin i to, co widzieliśmy setki razy nafilmach grozy. Pustkę i rozpad, ale tym razem to nie będzie film,tylko rzeczywistość.

-Mówisz tak, jakbyś się nie bała.

-Pośrodku tej pustynnej grozy z pewnością nie raz zobaczymy ludzkiezwłoki. Na ulicach albo w miejscach, które były miastami, będą stałyszczątki samochodów, domów, blokowisk, będziemy stąpać po szkle, pogorącej lawie. A jeśli ktoś przeżył, to wciąż będzie otępiały, głodnyzemsty. Albo po prostu głodny. Nie będzie grała muzyka w barach. Niebędzie świateł w domach. Przestaniemy sobie wyobrażać, że ktoś mógłbysię do nas uśmiechnąć z jakiegoś okna na powitanie. Trzymajmy sięrazem, bo to podróż w głąb ludzkiej nędzy i obłędu. Mrok. Jestem tegopewna. Żołądek podchodzi mi do gardła, podobnie jak tobie. Jestemrównież pewna, że Anna żyje. Ruszajmy.

Marekpokiwał głową.

-W porządku - rzekł, kiedy Berenika skończyła pakować rzeczy.