Rozdział drugi
Nogi fałszywej księżniczki młóciły dziko pod spódnicą, a długi satynowy tren weselnych szat trzepotał na wietrze.
- Gdzie moja córka? - zagrzmiał szansen.
Wszyscy wokół mnie już stawiali zakłady, jaki los spotka tę biedaczkę. Czy szansen poderżnie jej gardło - a może cesarz go uprzedzi? Nie, utrzymają ją przy życiu, aż zacznie gadać. Potem ją zabiją.
- N-n-nie w-w-wiem - wyjąkała. Zapłakała jeszcze głośniej, zanim powtórzyła: - Nie wiem.
Krzyknęła, gdy szansen upuścił ją na kamienne schody.
- Znajdź moją córkę - warknął do cesarza. - Znajdź Sarnai, bo nie będzie żadnego wesela, tylko wojna.
To ostrzeżenie uciszyło cały tłum na placu.
Gdzie była Lady Sarnai? Nie dbała o to, że jeśli nie zawrze małżeństwa, zginą tysiące ludzi?
"Wojna się nie kończyła" - powiedział mi kiedyś Keton. Mój najmłodszy brat tak rzadko opowiadał o czasach walki dla Khanujina, że nigdy nie zapomniałam jego słów. "Nie, dopóki cesarz i szansen nie doszli do porozumienia. O świcie Nowego Roku spotkali się, by zawrzeć pokój. Szansen zgodził się wycofać ludzi z północy i ponownie przysiąc lojalność cesarzowi. W zamian za to cesarz Khanujin zgodził się wziąć córkę szansena za żonę i złączyć ich rodziny. Jednak córa szansena odmówiła. Walczyła w armii ojca. Widziałem ją na własne oczy, była nieustraszona jak każdy inny żołnierz. Tego dnia z pewnością zabiła co najmniej pięćdziesięciu mężczyzn". - Keton urwał. "Podobno zagroziła, że się zabije, tak bardzo nie chciała wychodzić za cesarza".
Kiedy Keton opowiadał tę historię, wątpiłam w jej prawdziwość. Która kobieta nie chciałaby wyjść za mężczyznę tak wspaniałego jak cesarz Khanujin?
Jednak teraz, gdy poznałam Lady Sarnai - i cesarza - wszystko rozumiałam.
Na bogów, miałam nadzieję, że nie zrobiła nic pochopnego.
Stanęłam na palcach, by mieć lepszy widok, lecz nagle moje oczy przeszył ostry ból. Zaczęły płonąć, a ja natychmiast je potarłam. Łzy napłynęły, próbując wypłukać żar, ale źrenice tylko rozjarzyły się mocniej. Zobaczyłam, że na mokrej od łez dłoni odbija się krwistoczerwony blask.
Nie, nie, nie teraz. Zasłoniłam twarz, ukrywając znak klątwy Bandura, okropną cenę, którą zapłaciłam za uszycie sukien Lady Sarnai i zagwarantowanie pokoju A'landi.
Serce waliło mi w piersi, żołądek dziko podskakiwał. Fala gorąca przetoczyła się przez moje ciało i upadłam na ziemię.
Nagle palenie ustało.
Znów widziałam wyraźnie. Chaos dookoła mnie jakby zniknął. Nadal słyszałam, jak ludzie trajkoczą i się krzątają, ale byli daleko, daleko ode mnie. Moje oczy i uszy znalazły się gdzieś indziej, poza ciałem.
Byłam tam, na schodach Sali Harmonii. Powietrze cuchnęło siarką i saletrą fajerwerków, niebo przecinały smugi białego dymu.
Ujrzałam dziewczynę, jej pomalowane na różowo usta i mokre od łez policzki. Rozpoznałam w niej jedną ze służek Lady Sarnai. Strażnicy cesarza pociągnęli ją na schody, gdy Khanujin się zbliżył.
Z trudem powstrzymywał gniew - jego palce drgały po bokach, centymetry od sztyletu. Złota rękojeść broni została umiejętnie ukryta pod warstwami jedwabnych szat i grubą szarfą, na której kołysały się jadeitowe amulety.
Uklęknął przy dziewczynie, ujął jej dłonie i rozciął sznury wokół nadgarstków. Kiedyś uklęknął tak samo przy mnie, kiedy byłam w więzieniu. Wtedy go podziwiałam, nieświadoma potężnego uroku, który rzucił na niego Lord Czarodziej.
Bez magii Edana pot perlił się na karku Khanujina, a jego plecy garbiły się pod ciężarem szat.
Zastanawiałam się, czy szansen to zauważył.
Cesarz uniósł podbródek służki. Przycisnął palce do jej szczęki tak mocno, że na pewno zostawił siniaki. W jego czarnych oczach płonęła lodowata wściekłość.
- Mów - rozkazał.
- Jej Wysokość... nie powiedziała. Poprosiła, żebyśmy wypiły z nią herbatę, by uczcić cesarskie zaślubiny, a my nie mogłyśmy odmówić. - Ukryła twarz w rąbku szat Khanujina.
- Więc cię otruła.
W jej urywanym oddechu świszczał strach.
- Kiedy się obudziłam, byłam w jej stroju. Oznajmiła, że jeśli nie wcielę się w je rolę, to mnie zabije.
Khanujin puścił służkę. Uniósł rękę, prawdopodobnie by wydać rozkaz zabrania i cichego stracenia dziewczyny, kiedy...
- Lord Xina zniknął! - zawołał jeden z ludzi szansena.
Jak za smagnięciem bicza straciłam wzrok. Cokolwiek porwało mnie z ciała, cisnęło mnie z powrotem. Znów znalazłam się wśród służących cesarza, w uszach brzęczał mi zgiełk wywołany zniknięciem Lorda Xiny.
- Znaleźć ich! - krzyknął Khanujin. - Dziesięć tysięcy jenów dla tego, kto znajdzie córkę szansena i mi ją przyprowadzi. I egzekucja dziewięciu pokoleń dla każdego przyłapanego na pomocy księżniczce.
Egzekucja dziewięciu pokoleń. To oznacza zabicie nie tylko winnego, ale i jego dzieci, rodziców, dziadków, ciotek, wujów - całej rodziny.
W odrętwieniu patrzyłam, jak tłum się rozprasza. Eunuchowie, rzemieślnicy, żołnierze i służący rozpierzchli się w poszukiwaniu Lady Sarnai. Ja też musiałam się ruszyć, zanim ktoś mnie zauważy - albo zanim dostrzeże, że moje oczy płoną czerwienią.
Ale nie mogłam. Nie, kiedy bębny dudniły tak gwałtownie, że same chmury zdawały się trząść na niebie. Targały mną, a każde uderzenie wibrowało w kościach i przypominało, czym się staję.
"Wiesz, że kiedyś grali na bębnach, żeby odstraszyć demony?" Wciąż słyszałam drwiącego ze mnie Bandura. "Wkrótce bębny będą tylko przypominać ci o sercu, które kiedyś miałaś. Każde uderzenie, które nie nadejdzie, każdy chłód, który cię dotknie, będzie znakiem, że pochłania cię ciemność. Pewnego dnia odciągnie cię od wszystkiego, co jest ci drogie: twoich wspomnień, twojej twarzy, twojego imienia. Nawet twój czarodziej przestanie cię kochać, gdy obudzisz się jako demon".
- Nie - szepnęłam, przyciskając rękę do serca, czując jego nierówny rytm.
Nadal biło.
Nie byłam demonem. Jeszcze nie.
Kiedy cesarz poślubi Lady Sarnai i w A'landi zapanuje pokój, a Baba, Keton i wszyscy mieszkańcy będą bezpieczni, poświęcę każdą chwilę, by złamać klątwę. Do tego czasu...
Ktoś złapał mnie za łokieć i odciągnął od moich myśli - a także od placu.
- Ammi!
- Rusz się, "mistrzu" Tamarinie - burknęła obcesowo i przerzuciła warkocz przez ramię. - Wtrącą cię do lochu, jeśli będziesz tak stać, szczególnie teraz, kiedy wszyscy wiedzą, że masz zdrową nogę.
Po tych słowach gwałtownie się obróciła i zniknęła w tłumie służek.
Byłam oszołomiona. Ręce mi opadły, stopy zapomniały, dokąd iść.
Dlaczego Ammi potraktowała mnie tak oschle, jakbym ją obraziła?
"Mistrzu" Tamarinie.
Poczułam gulę w gardle. Zrozumiałam, dlaczego jest na mnie zła.
Poznała mnie jako krawca Ketona Tamarina, nie jako Maię. Tego ranka, gdy wróciłam do pałacu, cesarz ujawnił wszystkim moją prawdziwą tożsamość. Ammi musiała się poczuć zdradzona, kiedy usłyszała to od niego, nie ode mnie, po tym, jak wielokrotnie okazała mi życzliwość podczas konkursu na cesarskiego krawca.
- Ammi! - zawołałam i pobiegłam za nią. - Proszę, pozwól mi wyjaśnić.
- Wyjaśnić? - Zmrużyła oczy. Próbowała być chłodna, ale nie do końca jej wyszło. - Nie mam na ciebie czasu. W grę wchodzi dziesięć tysięcy jenów. Może dla ciebie to już niewiele, ale dla reszty z nas to fortuna.
- Pomogę ci.
- Nie potrzebuję twojej...
- Mogę ją znaleźć.
Słowa zamarły na ustach mojej przyjaciółki. Wzięła płytki wdech.
- Co wiesz?
Prawdę mówiąc, nie wiedziałam nic. Dawna Maia, która nie potrafiła kłamać, na pewno przyznałaby to od razu. Ale na ten nieznaczny, pozornie niepozorny sposób już się zmieniłam.
- Pokażę ci.
Ruszyłam z miejsca, zanim Ammi zdążyła odmówić, a kiedy usłyszałam jej niechętne kroki za plecami, udałam się do komnaty Lady Sarnai. Powinnam się cieszyć, że poszła za mną, i znów próbować ją przeprosić, ale nie chciałam, by zadawała kolejne pytania. Poza tym dręczyło mnie coś jeszcze. Ołowiany ciężar, który rozpoznałam dopiero po chwili.
Zazdrościłam Lady Sarnai. Zazdrościłam jej, że miała szansę być z mężczyzną, którego kocha.
Szansę, której ja nie dostałam z Edanem.
- Chodź ze mną. - Jego prośba dźwięczała mi w uszach.
Pragnęłam tego bardziej niż czegokolwiek. Ciepła jego dłoni na policzku, dotyku jego warg na moich - wystarczyły, by mnie roztopić.
Jednak nawet gdybym mogła przeżyć tamtą chwilę ponownie, nadal wcisnęłabym mu bolesne kłamstwo i kazała wyjechać. Wolałam sama znosić cierpienie, które na mnie spadnie, wiedząc, że Edan jest wolny od pęt, które tak długo go trzymały.
- Dokąd idziemy? - spytała poirytowana Ammi. - Wszyscy szukają za bramą.
- Tędy - odparłam, wpadając do ogrodu. Głos miałam zduszony, ale liczyłam, że Ammi nie zauważy. - Znam skrót do jej komnaty.
- Dlaczego miałaby nadal tam być?
Nie odpowiedziałam, tylko puściłam się biegiem.
Pchnęłam drzwi komnaty Lady Sarnai. W środku paliły się kadzidła, więc pomieszczenie spowijała gęsta mgła. Podniosłam lampion i rozejrzałam się w poszukiwaniu śladów walki.
Cień przemknął po sypialni.
Ammi zadrżała.
- Może powinnyśmy iś...
Przyłożyłam palec do ust i przywołałam ją drugą ręką.
W ciszy podążyłyśmy za cieniem. Jedwabny baldachim drżał, lecz powietrze wisiało nieruchomo - tego dnia nie wiał wiatr.
Odstawiłam lampion i odsłoniłam baldachim.
Na łóżku leżały służki Lady Sarnai, zakneblowane, z nadgarstkami i kostkami związanymi prześcieradłem. Były nieprzytomne, ale zaczynały się wiercić.
Potoczyłam wzrokiem po podłodze. Wszędzie walały się ubrania, a spod stołu wystawał porwany żółty rękaw. Schyliłam się i podniosłam skrawek, by go zbadać.
Lady Sarnai nienawidziła żółci i nie kazałaby służkom nosić tak szorstkiego materiału.
Skrawek pochodził z munduru cesarskiego strażnika. Rozdarcie wyglądało na nowe - brzegi rękawa zmarszczyły się, jakby ktoś mocno chwycił materiał.
Zlustrowałam resztę sypialni i zobaczyłam miecz oparty o jeden z kufrów przy parawanie. Był zbyt ciężki i nieporęczny dla Lady Sarnai.
Przed oczami mignął mi niekontrolowany przebłysk - Lady Sarnai i Lord Xina tuż za bramami pałacu. Ubrani jak strażnicy wtapiali się w poszukujący ich tłum. Zamrugałam i odzyskałam normalny wzrok.
- Nie ma jej w pałacu - wymamrotałam. - Przebrała się za strażnika.
- Skąd wiesz?
Nie odpowiedziałam, tylko chwyciłam miecz.
- Nie patrz - przykazałam Ammi.
Zbladła, ale posłusznie wycofała się z sypialni. Mieczem roztrzaskałam kłódkę i uniosłam wieko. Po cuchnącym zapachu, który wyzionął ze środka, wiedziałam, co tam znajdę.
Cesarskiego strażnika o oczach zamglonych śmiercią.
Zaschnięta krew, niemal czarna, zakrzepła nad jego ustami. Nos miał złamany, gardło zgrabnie poderżnięte przez kogoś o pewnej ręce, kto potrafił zadawać najszybszą, najcichszą śmierć. Jego mundur został skradziony.
W komnacie Ammi krzyknęła. Domyśliłam się, że znalazła resztę martwych strażników.
- Dobra robota - pochwalił cesarz Khanujin, kiedy powiedzieliśmy mu o naszym odkryciu.
U mojego boku Ammi kłaniała się nisko i promieniała. Przez całą drogę do komnat cesarza balansowała między przerażeniem wywołanym widokiem martwych ciał a podekscytowaniem perspektywą spotkania z władcą.
Teraz przerażenie poszło w niepamięć, ale nie mogłam jej winić. Choćby rzut oka na imponujące komnaty cesarza to więcej, niż pokojówka na jej stanowisku mogła sobie wymarzyć.
Chciałam podzielać jej entuzjazm, ale czułam tylko ostre ukłucie żalu.
- Będzie przebrana za strażnika - wyszeptałam. - Lord Xina także. Opuścili pałac razem z tłumem poszukiwaczy, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Na pewno nie dotarli daleko.
Cesarz przemówił ponownie zza wysokiego drewnianego parawanu.
- Wy dwie to odkryłyście? Nikt więcej?
- Tak, Wasza Wysokość.
- Jeśli mówicie prawdę, zostaniecie nagrodzone. Możecie odejść.
Zaczęłam się podnosić, lecz korona cesarza zadźwięczała.
- Mistrzyni Tamarin. - Strach zdjął mnie, jeszcze zanim usłyszałam kolejne słowa. - Zostań.
Ammi rzuciła mi zaciekawione spojrzenie, a ja wykrzesałam z siebie uśmiech, by zapewnić ją, że wszystko będzie dobrze. Jednak prawdę mówiąc, miałam złe przeczucie.
Odczekał, aż drzwi zamknęły się z trzaskiem i zostaliśmy sami.
- Tego popołudnia nie było cię w pałacu.
- Jego Wysokość łaskawie dał mi dzień wolny od pełnienia obowiązków nadwornej krawcowej.
- Gdzie byłaś? - spytał ostrym tonem. Morderczym.
Żadnych gierek. Zdawał sobie sprawę, że wiem o zaklęciu Edana i rozumiem, dlaczego chowa się za parawanem.
- Poszłam do świątyni się pomodlić w oczekiwaniu na wesele Jego Wysokości - skłamałam.
Cień cesarza się odchylił. Władca pociągnął nosem, nieprzekonany.
- Na pewno jesteś świadoma, że Lord Czarodziej zaginął.
Więc nie znalazł Edana.
- Nie byłam - skłamałam ponownie.
W jego głosie pobrzmiewała irytacja.
- Trudno mi w to uwierzyć, mistrzyni Tamarin, gdyż powiedziano mi, że ostatni raz widziano go z tobą.
Puls mi przyspieszył.
- Wasza Wysokość, nie widziałam Lorda Czarodzieja od dnia, w którym zaprezentowałam suknie Lady Sarnai.
- Masz czelność znowu mnie okłamywać? - Wściekły cesarz wstał i wyszedł do światła. Zgięłam się w ukłonie, nie śmiąc podnieść wzroku.
Zimny czubek sztyletu uniósł mój podbródek. Czułam się jak ryba na haczyku.
Blask dawnego uroku cesarza przygasł, ale jeszcze nie zniknął. Władca nadal imponował wzrostem, barki miał szerokie i dumne, a jego aksamitny głos zwabiłby tygrysa do klatki.
Jednak twarz Khanujina zaczęła się zmieniać. Kosmetyki maskowały ziemistą cerę. Jego usta wykrzywiały się w okrutnym grymasie, zęby były większe i bardziej krzywe, a jego oczy, które kiedyś zdawały mi się emanować ciepłem lata, przypominały zimne ślepia węża.
Wzdrygnął się, gdy zauważył, jak na niego patrzę.
- Zapytam ostatni raz: gdzie jest Lord Czarodziej?
Sztylet wpił się w moją skórę. Zerknęłam na swoje odbicie w gładkim ostrzu. Ledwie rozpoznałam dziewczynę, którą ujrzałam, oraz spokojny głos, który odrzekł:
- Nie ośmieliłabym się okłamać Jego Wysokości. Naprawdę nie wiem.
Cesarz Khanujin wpatrywał się we mnie, mrużąc oczy i oceniając sytuację.
Czekałam z walącym sercem, aż wreszcie odłożył ostrze.
- Zrobił coś, kiedy włożyłaś tamtą suknię - syknął. - Ten wybuch światła to była magia, jestem pewien. Zaplanowaliście to we dwoje.
- Jeśli zaplanowałam ucieczkę z Lordem Czarodziejem, to czemu jestem tutaj?
- Moi strażnicy znaleźli to w twojej komnacie.
Cesarz uniósł jedno czarne pióro. Jastrzębie pióro.
Pióro Edana.
Puls zagrzmiał mi w uszach, lecz co ciekawe, zachowałam spokój. To było do mnie niepodobne. Wczoraj wbiłabym wzrok w ziemię i wyjąkała coś ledwie zrozumiałego - błagałabym cesarza, by nie krzywdził Edana. Dziś tylko złączyłam dłonie i skłoniłam głowę.
- Lord Czarodziej jest znany z tego, że przyjmuje postać jastrzębia, by dobrze służyć Waszej Wysokości. Jeśli odwiedził moją komnatę, to z pewnością po to, by upewnić się, że pracuję nad moimi zadaniami dla Lady Sarnai.
- W podróży nauczyłaś się mówić jak dwórka - stwierdził cesarz. Pochwała wybrzmiała nieszczerze, tak jak zamierzył. - Spędziłaś z nim kilka miesięcy. Dlaczego odszedł?
Na to pytanie znałam odpowiedź. Edan odszedł, ponieważ go o to błagałam. Ponieważ go okłamałam i powiedziałam mu, że poradzę sobie bez niego. Ponieważ zerwałam jego więź z cesarzem i gdyby nie odszedł... bogowie wiedzą, co Khanujin by mu zrobił.
Ale nie mogłam tego powiedzieć.
Mogłam skłamać, ale żadne kłamstwo nie ochroniłoby Edana przed wściekłością Khanujina na zawsze. Chyba że...
Oblizałam usta, smakując słodycz nowej możliwości. Zerknęłam na gardło cesarza, ledwie strzeżone przez bogato haftowany kołnierz żakietu.
Pomyśl, jakie to proste, wyszeptał mroczny głos wewnątrz mnie. Mój głos.
Jeśli chcesz chronić Edana, musisz to zrobić. Ty masz moc. Khanujin jest słaby i samotny.
Oczy mnie zapiekły, a palce drgnęły z pokusy.
Tak. Zrób to. Głos rezonował głęboko, obalając moje zmysły i mój rozum. Zabij go.
Nie! Wpiłam paznokcie w dłonie. Odejdź.
Głos w mojej głowie się zaśmiał. Mała Maiu, wiesz, że to tylko kwestia czasu. Z każdą minutą rosnę w siłę. Wkrótce moje myśli staną się twoimi myślami. Staniemy się jednością. Nawet nie zauważysz.
Tego się bałam. Zazgrzytałam zębami. ZOSTAW MNIE.
Kiedy śmiech odpłynął i wreszcie zniknął, rozluźniłam palce i rozmasowałam krwawe półksiężyce odbite na dłoniach.
- Tamarin! - warknął cesarz. - Jeśli mnie okłamiesz, każę sprowadzić tu twojego ojca i brata i ich powiesić.
Wściekłość zapłonęła w mojej piersi, ściskając tak mocno, że ledwie mogłam oddychać. Chciałam mu powiedzieć, że prędzej go zabiję, że poddam się mojej wewnętrznej ciemności i zmiażdżę mu kości jedną po drugiej, zanim pozwolę, by tknął moją rodzinę.
Ale nie zrobiłam tego. Wściekłość zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Ukłoniłam się nisko, dotykając głową podłogi.
- Wybacz mi, Wasza Wysokość, ale nie wiem. Modlę się, by Lord Czarodziej i Lady Sarnai się znaleźli. - Zamilkłam, czekając, aż ostre ukłucie żalu w mojej piersi złagodnieje. Żałowałam, że w ogóle poszłam do komnaty Lady Sarnai, że pomogłam cesarzowi zebrać wskazówki.
Znów się ukłoniłam, a Khanujin nareszcie odprawił mnie machnięciem ręki.
- Dziękuję, Wasza Wysokość. - Mój głos znów był lodowaty i ciężki od kłamstw. - Obyś żył dziesięć tysięcy lat.