ŚnięTY - Kamil Ligocki

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog: Droga cienia

"Zdrowy psychicznie człowiek to po prostu ktoś, kto lęka się spuścić ze smyczy wewnętrzne demony." Michael R. Fletcher, "Bez odkupienia"

Słabe światło świtu wkradało się przez brudne okno, rzucając długie cienie na niewielki pokój, w którym Limak leżał niespokojnie na zużytym materacu. W jego głowie wirowały chaotyczne myśli i wspomnienia. Jak to się stało, że znalazł się tutaj, sam w tym odludnym miejscu, a jego niegdyś tętniące szczęściem życie stało się zaledwie cieniem dawnego? Limak przerzucił nogi przez krawędź łóżka, krzywiąc się, gdy jego stopy uderzyły o zimną, twardą podłogę. Gdy wstał, ogarnęły go zawroty głowy i oparł się o ścianę, a serce waliło mu jak oszalałe. Nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł - wszystko, co wiedział, to przytłaczające poczucie samotności i rosnąca desperacja, by uciec od ponurej rzeczywistości, która dla niego oznaczała egzystencję.

Zmuszając się do wzięcia głębokiego oddechu, Limak podszedł do małego stolika przy oknie. Stała na nim pęknięta szklanka z mętną wodą i czerstwy kawałek chleba - skromny prowiant, ale jedyne pożywienie, jakie miał. Podniósł chleb, odłamał mały kawałek i żuł powoli, delektując się każdym kęsem. Gdy jadł, jego wzrok przyciągnęły wysokie, szare budowle, które wznosiły się w oddali, przypominając o niegdyś tętniącym życiem mieście, które teraz wydawało się pustą skorupą.

Gdzie byli wszyscy? Co się stało, że to miejsce jest tak opuszczone i niszczeje? Limak nie mógł pozbyć się wrażenia, że jest obserwowany, że jakaś niewidzialna istota czai się w cieniu. Kiedy odwrócił się, by przeskanować pomieszczenie, nie zobaczył nic poza skąpym umeblowaniem i gasnącym światłem. Potrząsając głową, Limak próbował odsunąć na bok paranoję, która go prześladowała. Musiał skupić się na znalezieniu wyjścia z tego koszmaru, zanim całkowicie go pochłonie. Gdy słońce rzuciło na pokój niesamowitą, bursztynową poświatę, poczucie bycia obserwowanym powróciło, bardziej namacalne niż kiedykolwiek. Serce Limaka przyspieszyło i nie mógł przestać się zastanawiać, czy ma siłę stawić czoła temu, co go czeka. Droga naprzód była owiana niepewnością, ale Limak wiedział, że musi iść dalej, aby rozwikłać tajemnice, które doprowadziły go do tego samotnego czuwania. W cieniu opustoszałej egzystencji wyczuł nikły przebłysk czegoś więcej - szansę na odzyskanie życia, które kiedyś znał, a być może na odkrycie prawdy, która była przed nim ukrywana przez cały czas. Umysł Limaka pochłonął wir myśli i wspomnień, z których każde było bardziej chaotyczne i niepokojące od poprzedniego. Jakim cudem znalazł się w tym beznadziejnym miejscu, a jego niegdyś tętniące życiem życie stało się zaledwie cieniem dawnego? Gdy słabe światło wkradło się przez brudne okno, rzucając długie cienie na rzadki pokój, poruszył się niespokojnie na zużytym materacu, nie mogąc znaleźć spokoju ani ukojenia.

Sen, jeśli w ogóle można było nazwać snem ten ciąg urywanych obrazów i niepokojących wizji, nie przyniósł mu odpoczynku. Wręcz przeciwnie. Pozostawił po sobie ciężar, który teraz spoczywał na jego piersi niczym kamień. Limak otworzył oczy i przez chwilę leżał nieruchomo, wsłuchując się w ciszę. Z każdym dniem wydawała się ona coraz bardziej nienaturalna. Nie była już zwykłym brakiem dźwięku. Miała własny ciężar, własną obecność. Czasami odnosił wrażenie, że cisza obserwuje go równie uważnie jak on ją. Powoli uniósł się na łokciach i spojrzał w stronę okna. Za brudną szybą rozciągał się ten sam krajobraz, który widział każdego ranka. Betonowe bryły budynków tkwiły nieruchomo pod bladym niebem, a ich puste okna przypominały martwe oczodoły wpatrujące się w niego z oddali. Nie dostrzegał żadnego ruchu. Żadnego dymu unoszącego się z kominów. Żadnego światła. Niczego, co świadczyłoby o obecności drugiego człowieka. Świat wyglądał tak, jakby został nagle opuszczony przez wszystkich mieszkańców, a on jeden nie otrzymał wiadomości o końcu.

Próbował przypomnieć sobie moment, w którym wszystko się zmieniło, lecz jego pamięć przypominała roztrzaskaną szybę. Niektóre fragmenty pozostawały ostre i wyraźne, inne zaś rozpadały się pod dotykiem świadomości. Pamiętał śmiech. Pamiętał ciepło czyjejś dłoni. Pamiętał zapach mokrej ziemi po letnim deszczu. Nie potrafił jednak powiedzieć, kiedy miało to miejsce ani do kogo należały te wspomnienia. Im mocniej próbował je uchwycić, tym szybciej wymykały mu się z rąk. Wstał z materaca i podszedł do okna. Przez chwilę przyglądał się własnemu odbiciu. Twarz, która spoglądała na niego z szyby, wydawała się starsza, niż ją pamiętał. Podkrążone oczy, zapadnięte policzki i nieogolony zarost sprawiały, że wyglądał bardziej jak cień człowieka niż człowiek. Przesunął dłonią po twarzy i westchnął ciężko. Coraz częściej zastanawiał się, czy rzeczywiście jest tutaj sam. Nie dlatego, że słyszał głosy albo widział postacie czające się w mroku. Było coś znacznie gorszego. Od czasu do czasu odnosił wrażenie, że ktoś patrzy na niego jego własnymi oczami. Jakby gdzieś głęboko pod warstwami myśli istniała druga obecność, cierpliwa i milcząca, czekająca na odpowiedni moment.

Potrząsnął głową, próbując odpędzić od siebie tę myśl. Ostatnio podobne rozważania pojawiały się coraz częściej. Samotność potrafiła płatać człowiekowi okrutne figle. Tak przynajmniej próbował sobie tłumaczyć uczucie, które nie opuszczało go nawet na chwilę. Uczucie, że czegoś zapomniał. Nie drobnego szczegółu ani odległego wspomnienia. Czegoś ogromnego. Czegoś, co kiedyś stanowiło centrum jego życia. Czasami budził się z przekonaniem, że zna odpowiedź. Wydawało mu się wtedy, że wystarczy wyciągnąć rękę, a prawda znajdzie się na wyciągnięcie palców. Jednak po kilku sekundach wszystko znów rozpływało się we mgle. Jego uwagę przyciągnął nagły błysk za oknem. Zmrużył oczy i spojrzał w stronę jednego z odległych budynków. Przez krótką chwilę był niemal pewien, że w jednym z okien dostrzegł ruch. Serce przyspieszyło. Zbliżył twarz do szyby i wytężył wzrok. Nic. Okna pozostawały martwe i puste. A jednak mógłby przysiąc, że coś tam było. Ktoś tam był.

Nie wiedział jeszcze, że za kilka godzin po raz pierwszy od bardzo dawna opuści swój pokój. Nie wiedział również, że decyzja ta uruchomi ciąg wydarzeń, który zmusi go do zakwestionowania wszystkiego, co uważał za prawdę. Stał jedynie przy oknie, obserwując martwe miasto i próbując przekonać samego siebie, że w oddali nie patrzyły na niego czyjeś oczy. Jednak gdzieś głęboko w środku przeczuwał już, że dzień, który właśnie się rozpoczynał, będzie inny od wszystkich poprzednich. I po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuł coś więcej niż strach. Poczuł niepokój człowieka stojącego na progu odpowiedzi, której od dawna nie chciał poznać.