Smotr - Olgierd Jaxa
14.13 zł
11.73 zł
(14,13 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Hanower, niedziela 28 kwietnia 2024 r., komisariat policji, godzina 23:30.
Komisarz Heinrich Brauer zamknął teczkę z napisem "WRÓBEL, Jacek" i odłożył ją do szuflady.
Polak. Poszukiwany za morderstwo. Widziany dziś ostatnio w kwiaciarni na Lister Meile. Później na kilku kamerach monitoringu. Potem zapadł zmrok. Jacek Wróbel znikł.
Matka współpracowała. Za bardzo współpracowała - to było podejrzane samo w sobie. Ale jej zeznania nic nie dawały. Syn przyszedł, rozmawiał pięć minut, wyszedł. Nie powiedział, dokąd idzie. Nie powiedział, co zamierza.
Brauer przejrzał notatki z przesłuchania.
"Pytałam go o ciepłe skarpetki. Powiedział, że jest głodny. Dałam mu sto euro i powiedziałam, żeby poczekał w barze."
Ciepłe skarpetki. Sto euro. Bar za rogiem.
Co za matka, pomyślał Brauer. Co za ciepła, kochająca matka.
Sprawdzili bar - właściciel nikogo nie widział. Sprawdzili kamery - za dużo ludzi, za mała rozdzielczość, za szeroki kąt. Sprawdzili okoliczne ulice - nic.
Facet po prostu zniknął.
Brauer wiedział, co to znaczy. W mieście wielkości Hanoweru człowiek, który chce zniknąć, może zniknąć. Wystarczy gotówka, trochę sprytu i znajomość języka. Wystarczy nie używać karty, nie dzwonić, nie wychodzić na światło dzienne.
***
Warszawa, niedziela 28 kwietnia 2024 r., godzina 23:30. MSWiA.
Gabinet na trzecim piętrze był prawie pusty. Stępień siedział przy biurku z telefonem przy uchu i szklanką wody w dłoni.
- Powtórz - powiedział do telefonu.
Głos Grynia po drugiej stronie był zmęczony.
- Trop się urwał. Matka zeznała, że był u niej około południa. Wyszedł, powiedziała mu, żeby poczekał w barze za rogiem. Zadzwoniła do nas od razu.
- I?
- I nic. Do baru nie poszedł. Sprawdziliśmy kamery w promieniu dwóch kilometrów. Nic. Dworzec główny, dworzec autobusowy, wypożyczalnie samochodów - nic. Jakby się pod ziemię zapadł.
- A matka?
- Współpracuje. - Głos zawahał się. - Znaczy, chce współpracować. Ale nic nie wie. Prawie się nie kontaktowali. Nie ma pojęcia, gdzie mógł pójść, kogo zna w Niemczech, nic.
- Znajomi? Kontakty?
- Sprawdzamy. Ale wygląda na to, że Wróbel nie zna nikogo w Niemczech. Nigdy tu nie był. Matka mówi, że nie widziała go dwadzieścia lat.
Stępień milczał.
Dwadzieścia lat. Syn przyjeżdża do matki po dwudziestu latach, a ona dzwoni na policję. Kochająca rodzina.
- Co o tym myślisz? - zapytał Stępień.
Cisza w słuchawce. Potem:
- Szczerze?
- Szczerze.
- Myślę, że go zgubiliśmy. Hanower to duże miasto. Milion ludzi, dziesiątki dzielnic, setki hoteli, pensjonatów, hosteli. A on mówi płynnie po niemiecku - matka potwierdziła. Nie wyróżnia się. Nie robi błędów. Dla wszystkich jest po prostu kolejnym Niemcem.
Stępień pokiwał głową, chociaż rozmówca nie mógł tego widzieć.
- Dobra. Dalej szukajcie. Monitoring, bary, hotele, dworce. Może gdzieś się pojawi.
- Tak jest.
- I trzymajcie matkę pod obserwacją. Może wróci.
- Wątpię. Po tym, jak go wydała? Nie wróci.
Stępień rozłączył się.
Dobry pies, pomyślał. Trzeba mu to przyznać. Dobry pies nauczył się nowych sztuczek.
***
Łódź, Bałuty, niedziela 28 kwietnia 2024 r., godzina 23:40.
Mieszkanie na trzecim piętrze wieżowca śmierdziało starością. Betonową starością bloków z wielkiej płyty - farba olejna na futrynach, stęchlizna linoleum, grzyb z syfonów w łazienkach.