ZŁA GODZINA
Zaczął się nowy rok i nikt nie wiedział, co też przyniesie mieszkańcom Smoczej Puszczy.
- Nic dobrego nie może nas spotkać - przepowiedział wilk Klif i zaszył się w ciemnej głuszy.
- Wypowiedział to w złą godzinę - orzekła złowróżbnie łasica Lusia i zbielała niczym śnieżny bałwan.
- Ja też chcę zbałwa... - "Zbałwanieć" próbował powiedzieć malutki Teoś, jednak Fifcio skarcił go wzrokiem.
- W złą godzinę najlepiej jest milczeć! - rzekł z przekonaniem.
Teoś nie umiał milczeć zbyt długo, więc na wszelki wypadek zacisnął ząbki, zakrył pyszczek łapką i znieruchomiał. Natychmiast poczuł się bardzo nieszczęśliwy. Zamiast pilnować własnej buzi, wolałby bawić się w śnieżki, zjeżdżać z górki i krzyczeć: "hu-ha!". Jednak nie chciał zadzierać ze złą godziną, stał więc cierpliwie na leśnej polanie i marzł.
Fifcio, ucieszony, że ma całą godzinę tylko dla siebie, pobiegł do jaskini i położył się wygodnie na posłaniu. Po chwili chrapał równie głośno jak miś Bim.
Tymczasem na polanę, na której stał zmarznięty Teoś, wpadł żubr Rutek.
- Z drogi! - ryknął na widok malca, aż śnieg posypał się z gałęzi.
- Cicho. Mamy złą godzinę - szeptem uprzedził go Teoś.
- Co?! - Żubr ryczał równie głośno jak poprzednio.
- Przyszła zła godzina. Trzeba trochę pomilczeć - wyjaśnił smoczek.
- Nikt mi nie będzie rozkazywał: ani smok, ani zła godzina! Jestem tutaj najsilniejszy! - darł się Rutek.
Na to Teoś stracił cierpliwość i zapominając o milczeniu, zawołał:
- Nieprawda! Najsilniejszy jest Fifcio!
Wystraszona cisza zadrżała. Teoś zrozumiał, że odezwał się za wcześnie. Zakłopotany, pobiegł do jaskini.
Fifcio wprawdzie nie przejął się złą godziną i przepowiednią wilka Klifa, ale gdy usłyszał, co powiedział żubr, wpadł w gniew. Pędem wbiegł na polanę, stanął przed Rutkiem i obrzucił go srogim spojrzeniem.
- Skarciłem go wzrokiem - wyjaśnił Teosiowi.
Rutek chyba wcale nie poczuł się skarcony, ponieważ wciągnął powietrze w nozdrza i z całych sił fuknął na Fifcia.
Oburzony takim zachowaniem Teoś stanął obok przyjaciela, wspiął się na palce i chociaż sięgał Rutkowi pod brodę, zawołał:
- Przeproś nas!
- Ani mi się śni przepraszać nieprawdziwe smoki! - odburknął żubr.
I nie wiadomo, jakie nieszczęście by z tego wynikło, gdyby na polanie nie pojawiła się Tusia. Smoczka nie wiedziała wprawdzie, o co chodzi, ale wzięła Rutka w obronę.
- Dajcie mu spokój. Nie wstyd wam? - zwróciła się do smoków.
- Nie - rzekł szczerze Teoś. - On mówi, że jest najsilniejszy! W dodatku darł się w złą godzinę i ściągnął na naszą puszczę nieszczęście! - Malec aż podskoczył z oburzenia.
- Żubry nie boją się żadnej godziny, bo mają rogi cały rok! - rzekł Rutek i dumnie potrząsnął rogatym łbem.
- On ma rogi cały rok - zauważył dzik Muniek i poczuł wielki podziw dla żubra.
Fifcio zrozumiał, że nie potrafi znaleźć godnej odpowiedzi na tak niezwykłe zjawisko, więc tylko pogardliwie zadarł ogonek i odszedł.
- A my mamy ogonki cały rok! - oznajmił niezrażony Teoś, ale nie wypadło to przekonująco.
Odtąd żubr dumnie paradował po puszczy, a za nim dreptał dzik Muniek i powtarzał wszystkim wokoło:
- Jelenie gubią poroże, a żubr ma rogi cały rok!
Zwierzęta przychodziły oglądać Rutka jak jakąś gwiazdę filmową. O smokach zupełnie zapomniały. Dla Fifcia i Teosia było to straszne nieszczęście, bo żaden smok nie potrafi żyć w zapomnieniu.