Smoczuś Fifcio i jego przyjaciele. Część 3 - Małgorzata Strękowska-Zaremba

Kup ebooka

29.90 zł
24.82 zł (20,93 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

CZARODZIEJSKA FUJARKA

Smoki hucznie przywitały nowy rok. Tylko Fifcio był zawiedziony, bo zasnął przed północą i wszystko przegapił.

- Mogłeś mnie zbudzić! - strofował własny ogonek. Smoczuś nie był pewien, czy wraz z nowym rokiem przyszedł do puszczy mróz, ziąb i głód, jak kiedyś przepowiedział wilk Klif.

- Spytajmy dzika Muńka - poradził gadający, smoczy ogonek.

Zwykle ruchliwy dzik drzemał w ciepłej kotlince ukrytej wśród chaszczy.

- Głód przyjdzie, gdy skończą się zapasy - ziewnął dzik. Przekręcił się na drugi bok i pogrążył w głębokim śnie.

Smoczuś nie był pewien, czy wierzyć dzikowi. Postanowił rozejrzeć się po puszczy, by porozmawiać z innymi jej mieszkańcami. W lesie panowała niezwykła cisza. Drzewa ukryte pod śniegiem udawały, że wcale ich nie ma, wiatr zagrzebał się gdzieś w zaspach, by w cieple przeczekać zimę, a mróz uwiązł w lodowej tafli jeziora i zamiast chrzęścić pod nogami, cierpliwie czekał roztopów.

Może właśnie dlatego wszyscy w puszczy smacznie spali. A może nie? Spała mamusia Frunia, tatuś Fuki i malutki smoczek Teoś, spał zając Chrupek, wiewiórka Runia i łasica Lusia. Spały smoki, które niedawno przybyły do puszczy, spał nawet słomiany Strach na wróble.

Gdy Fifcio się przekonał, że również groźny wilk Klif głośno chrapie, przestraszył się nie na żarty.

- Ktoś ich zaczarował! Będą spać cały rok! A może nawet dłużej! - zawołał zdruzgotany. Jeszcze chwilę pokręcił się po zamarłej puszczy i kilka razy zawołał: - Hop! Hop! Obudźcie się! - A gdy nic nie wskórał, wrócił do ciepłej jaskini. Ze zmartwienia wychłeptał garnek mleka, chociaż wcale nie czuł głodu, po czym ułożył się w łóżeczku i czekał, aż przyjdzie sen. - Prześpię rok. Smoki to potrafią. Może za rok czar pryśnie i wszyscy się zbudzą razem ze mną - powiedział, by dodać sobie otuchy.

Sądził, że wystarczy zamknąć oczy i już można śnić o niezwykłych przygodach. Jednak się mylił. Sen przychodzi do każdego w innym czasie, a u Fifcia już był, i to całkiem niedawno. Smoczuś wiercił się na łóżku, poprawiał kołdrę, układał się raz na jednym, raz na drugim boku. Na próżno.

- Zaśpiewam ci kołysankę - zaproponował mu ogonek.

Idzie, idzie drogą smok!

Hopsa, hopsa-sa!

Cieszy się, że minął rok!

Hopsa hopsa-sa!

Kiedy minie drugi roczek!

Hopsa, hopsa-sa!

Będzie z niego duży smoczek!

Hopsa hopsa-sa!

Fifciowi skoczna melodia bardzo się spodobała.

- Ja zagram, a ty zaśpiewasz - powiedział, sięgając po fujarkę, prezent od sarny Meli.

Ogonek chciał zaprotestować, ale nie zdążył. Smoczuś dmuchnął z całej siły w instrument. Rozbudzona fujarka wrzasnęła na cały głos. Od jej pisków zadrżały drzewa, skały i podziemne strumienie. Wybite ze snu zwierzęta rozglądały się trwożnie, sądząc, że to huragan runął na śpiącą puszczę.

- Odsypiamy noworoczną noc, tylko ty robisz wszystko na odwrót! - fuknęła niezadowolona kuna Nora.

- Gdyby nie moja fujarka, spalibyście bez końca! - powiedział z przekonaniem smoczuś. Był pewien, że odczarował śpiące zwierzęta.

- Skoro ma taką moc, to schowaj ją głęboko - poprosił ogonek, gdy przestało mu dzwonić w koniuszku ogona.KŁOPOTLIWI GOŚCIE

Fifciowe granie obudziło wszystkich mieszkańców Smoczej Puszczy. Nawet ci, którzy powinni przespać mroźne zimowe dni, zerwali się na dźwięk fujarki.

- Pora wstawać? - zdążył dopytać suseł Sus, nim wielka czapa śniegu spadła mu na czubek nosa.

Wyrwane ze snu nietoperze, żaby, świstaki, susły i borsuki próbowały zasnąć ponownie, ale nie wszystkim udało się to od razu. Tatuś Fuki polecił Fifciowi uspokoić rozbudzone zwierzęta i dopilnować, by ułożyły się do snu. Smoczuś starał się, jak mógł, susłowi Susowi zaśpiewał skoczną kołysankę, którą śpiewał mu jego ogonek, jednak niewiele zdziałał.

Sen lubi ciszę, a w puszczy było wyjątkowo gwarno. Maluszek Teoś w towarzystwie kilku równie malutkich smoków cieszył się zimą, aż las huczał od jego śmiechu. Na dodatek Runia biegała w kółko, nie mogąc odszukać zimowych zapasów. Dzik Muniek urządził sobie biegi na oślep, a miś Bim chrapał dniami i nocami tak głośno, że słychać go było nawet w sadzie. Ale najwięcej hałasu robiły nowo przybyłe smoki. Wędrowały w lewo i w prawo, gubiły się w nieznajomym lesie, zaglądały w najciemniejsze zakamarki puszczy i nawoływały się głośno.

Na domiar złego mieszkańcy puszczy za wszystkie te hałasy winili smoka Fifcia.

- Fifciu! Będziesz ty wreszcie cicho! - krzyczała oburzona kuna Nora.

- To nie on! - bronił Fifcia jego własny ogonek, ale nikt mu nie wierzył, nawet zając Chrupek.

Tymczasem najstarszy ze smoków, Hubert, starał się policzyć wszystkie przybyłe do puszczy smoki, smoczki i smoczątka. Miał jednak z tym ogromne kłopoty. Kiedy już policzył smoki w paski, to nie mógł odszukać tych w ciapki, a gdy odnalazł smoki w ciapki, to przepadły mu gdzieś w paski. A smoków w kropki nikt nie umiał odnaleźć i wydawało się, że to liczenie nigdy się nie skończy.

Fifcio postanowił pomóc Hubertowi, jednak liczenie smoków, które wciąż rozpierzchły się po puszczy, to nie taka prosta sprawa.

- Trzeba je wszystkie zebrać w jednym miejscu - mądrze poradził zając Chrupek, który już od dawna nie wychodził z domu, bo się bał, że zostanie rozdeptany przez biegające po puszczy smoki.

- Masz rację - zgodził się Fifcio. Zrozumiał, że ma tylko jedno wyjście. - Poproszę wilka Klifa o pomoc - rzekł i mężnie skierował się ku mrocznym ostępom.

Szczęście mu sprzyjało, odnalazł wilka i wyjaśnił mu, że zagubione smoki potrzebują jego pomocy.

- Mam łapać smoki? Nie zgadzam się! - warknął Klif.

- Nie. Musisz tylko zawyć tak strasznie, tak głośno, tak przeciągle i złowrogo jak nigdy dotąd. Żeby nawet leśna wiedźma, która nie istnieje, wystraszyła się twego głosu - poprosił i na wszelki wypadek zatkał uszy.

Klif zawył przerażająco. Śnieg z trwogi zamienił się w lód, a wrona Werka spadła ze struchlałej gałęzi. Gdy Klif zawył po raz drugi, zadrżały góry i zrzuciły z siebie zwały śniegu, które runęły wprost na Fifciową jaskinię. Huk wstrząsnął puszczą, a potem wszystko zamarło. Cisza rozlała się jak woda po całej okolicy. Zdziwione tym niezwykłym hałasem nowo przybyłe smoki zebrały się na polanie pod dębem.

- Czy kogoś brakuje? - pytały.

Szybciutko policzyły wszystkich zebranych. Szczęściem nie brakowało nikogo. Był tam nawet Teoś.

- Zgadza się! - Smok Hubert odetchnął z ulgą.

- Nareszcie do puszczy wróci spokój i cisza - ucieszył się Fifcio, gdy dotarł na polanę.

Wziął Teosia za łapę i poprowadził do jaskini, ale chociaż błądził aż do zmroku, nie mógł jej odnaleźć! W miejscu, gdzie powinien być dom smoczusia Fifcia i jego przyjaciela Teosia, leżała wielka góra śniegu, a z niej sterczał czubek wysokiej jodły.

- Ojej, nasza jaskinia wystraszyła się wycia wilka Klifa i uciekła z puszczy - stwierdził maluch Teoś.

- Obawiam się, że przez to liczenie smoków zasypaliśmy własny dom - rzekł przygnębiony Fifcio i ze zmartwienia usiadł na ogonie, a ten nawet nie zaprotestował.

- Dostanie się wam - stwierdziła hałaśliwa wrona Werka.

Copyright ? by Małgorzata Strękowska-Zaremba, 2011

Copyright ? by Grupa Wydawnicza Foksal, 2025

Redakcja: Magdalena Gonta-Biernat | To Się WydaKorekta: Maria Gonta | To Się WydaSkład: Gabriel Gonta | To Się WydaProjekt okładki: Beata Woźniak

Wydanie II

Warszawa 2025

ISBN 978-83-272948-6-9

Książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Wszelkie udostępnianie osobom trzecim, upowszechnianie i upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Konwersja do wersji elektronicznej: Tomasz Biernat / To Się Wyda

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o. ul. Marszałkowska 116/122 00-017 Warszawa

Zobacz nas na

W puszczy małego Fifcia, smoczusia, który trafia się raz na sto lat, bo ma gadający ogonek, i jego przyjaciela, maluszka Teosia, osiedla się smoczka Tusia. Smoczka nosi piękne kokardy na łebku i od razu zaprzyjaźnia się z malutkim Teosiem. Fifcio chce zrobić na niej dobre wrażenie. Ale czy mu się to uda? Przecież ten smoczuś wciąż wpada w tarapaty. Może więc napisze dla niej wierszyk?

Tylko jak się to robi?