Rozdział 1
Łupek nie uważał, że jest smokiem o Wielkim Heroicznym Przeznaczeniu.
Och, chciał takim być. Chciał być wielkim zbawcą smoczego świata, wspaniałym i odważnym. Chciał dokonać tych wszystkich cudownych rzeczy, jakich się po nim spodziewano. Chciał spojrzeć na świat, zorientować się, co jest zepsute, i to naprawić.
Jednakże nie wykluł się jako bohater. Nie miał żadnych legendarnych przymiotów. Bardziej lubił spać niż się uczyć i wiecznie gubił kurczaki w jaskiniach podczas nauki polowania, bo więcej uwagi zwracał na przyjaciół niż na pióra.
Przyzwoicie radził sobie w walce. Niestety, "przyzwoicie" nie wystarczy, żeby zakończyć wojnę i ocalić smocze plemiona. Musiał być nadzwyczajny. Był największy ze smocząt, więc powinien być tym przerażającym i twardym. Opiekunowie chcieli, żeby był przerażająco niebezpieczny.
Łupek czuł, że jest mniej więcej równie niebezpieczny jak kalafior.
- Walcz! - zawyła jego przeciwniczka, rzucając się na niego przez jaskinię.
Łupek wpadł na skalną ścianę i z trudem się podniósł, próbując rozłożyć skrzydła w kolorze błota dla złapania równowagi. Czerwone szpony omal nie przeorały mu pyska, ale zdążył się uchylić.
- Dalejże! - szydziła czerwona smoczyca. - Przestań się powstrzymywać. Musisz być bezwzględny. Znajdź w sobie zabójcę i go uwolnij.
- Staram się! - odpowiedział Łupek. - Może, gdybyśmy przestali walczyć i porozmawiali o tym...
Znowu go zaatakowała.
- Zamarkuj atak w lewo i przeturlaj się na prawo! Wykorzystaj ogień!
Łupek spróbował uskoczyć pod jej skrzydło, żeby zaatakować ją od dołu, ale oczywiście przeturlał się w niewłaściwą stronę. Przyszpiliła go do ziemi łapą i Łupek zaskamlał z bólu.
- W które lewo skoczyłeś, niezguło?! - ryknęła mu do ucha Pustułka. - Wszystkie Błotoskrzydłe są takie głupie? Czy po prostu jesteś głuchy?!
Cóż, jeśli dalej będziesz tak wrzeszczeć, to z pewnością wkrótce ogłuchnę, pomyślał Łupek.
Nieboskrzydła uniosła łapę, żeby mógł się podnieść.
- Niby skąd miałbym wiedzieć, jakie są inne Błotoskrzydłe? - zaprotestował, oblizując obolałe szpony. - Może moglibyśmy powalczyć bez tego całego wrzasku i przekonać się...
Urwał, słysząc znajomy syk, który zawsze rozlegał się przed ogniowym atakiem Pustułki.
Osłonił głowę skrzydłami, schował długą szyję i przeturlał się w gąszcz stalagmitów wyrastających z podłoża jaskini w jednym kącie.
Płomienie rozlały się po skałach wokół niego, przypalając mu czubek ogona.
- Tchórz! - ryknęła stara smoczyca.
Roztrzaskała jedną ze skalanych kolumn, sypiąc gradem ostrych czarnych kamyków. Łupek zakrył oczy i niemal natychmiast poczuł, że przydepnęła mu z całej siły ogon.
- Auć! - wrzasnął. - Mówiłaś, że przydeptywanie ogonów jest nieuczciwe!
Złapał się najbliższego stalagmitu szponami i wdrapał się na niego. Spod sklepienia jaskini spiorunował wzrokiem ogromną Nieboskrzydłą.
- Jestem twoją nauczycielką - warknęła Pustułka. - Każde moje zagranie jest uczciwe. Złaź tu i walcz jak Nieboskrzydły.
Tyle że ja nie jestem Nieboskrzydły, zbuntował się w myślach Łupek. Jestem Błotoskrzydły! Nie lubię niczego podpalać ani latać w kółko i wgryzać się w smocze szyje.
Zęby nadal go bolały po tym, jak próbował wgryźć się w twarde jak klejnoty łuski Pustułki.
- Nie mogę walczyć z którymś z pozostałych? - spytał. - Wtedy o wiele lepiej sobie radzę.
Pozostałe smoczęta były jego rozmiarów (prawie) i nie oszukiwały (przeważnie). Walkę z nimi naprawdę lubił. Chociaż nigdy nie udawało mu się wygrać, gdy obserwowała go Pustułka. W jej obecności za bardzo się denerwował.
- Tak? A na którego przeciwnika miałbyś ochotę? Karłowatą Piaskoskrzydłą czy leniwą Deszczoskrzydłą? - spytała Pustułka. - Bo jestem pewna, że będziesz mógł wybierać na polu bitwy.
Jej ogon jarzył się jak czerwone węgielki, kiedy machała nim w tę i z powrotem.
- Gloria nie jest leniwa - lojalnie bronił przyjaciółki Łupek. - Po prostu nie jest zbudowana do walki. Płetwonóg mówi, że w lesie deszczowym nie ma specjalnie o co walczyć, bo Deszczoskrzydłe mają tyle jedzenia, ile zechcą. Mówi, że to dlatego do tej pory trzymały się z dala od wojny. Zresztą żadna z rywalizujących królowych nie chce Deszczoskrzydłych w swojej armii. Mówi...
- Przestań pytlować i złaź tutaj! - ryknęła Pustułka.
Uniosła się na tylnych łapach i rozłożyła skrzydła, przez co wyglądała na trzy razy większą.
Przerażony Łupek próbował z krzykiem przeskoczyć na sąsiedni stalagmit, ale za wolno rozwinął skrzydła i tylko uderzył w skalny naciek. Posypały się iskry, kiedy, zjeżdżając w dół, przeszorował szponami po poszarpanej skale. Znowu zawył z bólu, gdy Pustułka wsunęła głowę między skalne kolumny, złapała go zębami za ogon i wyciągnęła z powrotem na otwarty teren.
Zacisnęła szpony na jego szyi i syknęła mu do ucha:
- Gdzie ten mały agresywny potwór, którego widziałam, kiedy się wyklułeś? Takiego smoka potrzebujemy do przepowiedni.
- Jejku - pisnął Łupek, szarpiąc się w jej chwycie.
Wyczuwał dziwne blizny po oparzeniach na jej przednich łapach.
Tak zawsze kończyła się nauka walki z Pustułką - Łupek tracił przytomność, a potem chodził obolały albo kulał przez kilka następnych dni. Odpowiedz atakiem, zagrzewał siebie w myślach. Oszalej! Zrób coś! Chociaż był największym ze smocząt, wszystkim im brakowało roku do osiągnięcia pełnych rozmiarów i Pustułka zdecydowanie nad nim górowała.
Próbował przywołać trochę pomocnej agresji, wściekłości, ale jedyne, o czym myślał, to że wkrótce to się skończy i będzie mógł iść na kolację. Nie był to najbardziej heroiczny tok myślenia.
Nagle czerwona smoczyca ryknęła i go wypuściła. Ogień buchnął nad głową Łupka, który uderzył z hukiem o podłogę.
Pustułka obróciła się błyskawicznie. Za nią, dysząc wyzywająco, stała młodziutka Morskoskrzydła smoczyca, Tsunami. Czerwonozłota łuska utkwiła między jej ostrymi białymi zębami. Wypluła ją i zgromiła wzrokiem nauczycielkę.
- Przestań znęcać się na Łupkiem - warknęła - bo znowu cię ugryzę.
W świetle pochodni jej ciemnoniebieskie łuski lśniły jak szkło kobaltowe. Skrzela na długiej szyi pulsowały jak zawsze, gdy była rozgniewana.
Pustułka przysiadła i podwinęła ogon, żeby sprawdzić ślad po ugryzieniu. Wyszczerzyła zęby na Tsunami.
- Ależ ty jesteś słodka. Bronisz smoka, który próbował cię zabić, kiedy jeszcze siedziałaś w jajku.
- Na całe szczęście, wy, wielkie smoki, byłyście na miejscu, żeby ocalić nam życie - odparła z przekąsem Tsunami - i bez wątpienia doceniamy to teraz, bo bez przerwy o tym słyszymy.
Obeszła Pustułkę dumnym krokiem i stanęła między nią a Łupkiem.
Łupek się skrzywił. Nie cierpiał słuchać tej historii. Nie rozumiał jej. Nigdy nie chciał skrzywdzić pozostałych smocząt. Dlaczego więc zaatakował ich jaja w czasie wylęgu? Naprawdę gdzieś w jego wnętrzu krył się zabójczy potwór?
Pozostali opiekunowie, Płetwonóg i Barchan, powiedzieli, że był naprawdę zajadły w czasie wylęgu; musieli wrzucić go do rzeki, żeby chronić przed nim pozostałe jaja. Pustułka chciała, żeby odnalazł w sobie tego potwora i posłużył się nim w czasie walki. Bał się jednak, że gdyby to zrobił, znienawidziłby siebie i znienawidziliby go pozostali. Myśl, że o mały włos nie zamordował swoich przyjaciół, sprawiała, że czuł się, jakby uszedł z niego cały ogień.
Nieszczególnie chciał się stać maszyną do zabijania, nawet jeśli Pustułka uznałaby to za zdecydowaną poprawę.
A może to był jedyny sposób, żeby wypełnić przepowiednię?
- W porządku - rzuciła lekceważąco Pustułka. - Zresztą i tak na dziś skończyliśmy. Zaznaczę kolejną porażkę na twoim zwoju, Błotoskrzydły.
Wypuściła płomyk ognia w powietrze, odwróciła się i dostojnie wymaszerowała z jaskini.
Łupek sfrunął na podłogę, kiedy tylko jej czerwony ogon zniknął mu z oczu. Miał wrażenie, że pali go od poparzeń każda łuska na ciele.
- Jutro w czasie treningu będzie dla ciebie wyjątkowo wredna - powiedział do Tsunami.
- O rety! - Morskoskrzydłej wyrwał się słaby okrzyk. - Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby Pustułka była wredna! To byłoby takie nieoczekiwane i zupełnie do niej niepodobne!
- Jejku - jęknął Łupek. - Nie rozśmieszaj mnie. Mam chyba połamane żebra.
- Nie masz połamanych żeber - powiedziała Tsunami, szturchając go w bok nosem. - Smocze kości są prawie tak twarde jak diamenty. Nic ci nie będzie. Wstawaj i skocz do rzeki.
- Nie! - Łupek schował głowę pod skrzydłem. - Woda jest za zimna!
"Skocz do rzeki" - to była odpowiedź Tsunami na każdy kłopot. Nudzisz się? Bolą cię kości? Masz suche łuski? Głowa ci pęka od wkuwania historii wojny? "Skocz do rzeki!" - wykrzykiwała, kiedy tylko któreś z pięciorga smocząt narzekało. Z pewnością nie przejmowała się tym, że jako jedyna z nich potrafiła oddychać pod wodą i że większość smoczych plemion nie cierpi się moczyć.
Łupek nie miał nic przeciwko, ale nie cierpiał marznąć, a podziemna rzeka, która płynęła przez ich jaskinię, była zawsze lodowata.
- Wskakuj - rozkazała Tsunami. Złapała jego ogon w przednie łapy i zaczęła go ciągnąć do rzeki. - Od razu lepiej się poczujesz.
- Nieprawda! - krzyknął Łupek, drapiąc szponami gładką skałę, żeby się zatrzymać. - Będzie mi zimniej! Przestań! Puszczaj! Aj!
Jego protesty zamieniły się w chmurę bąbelków, kiedy Tsunami wrzuciła go do lodowatej wody.
Gdy się wynurzył, Tsunami dryfowała obok niego, zanurzając głowę i opryskując wodą łuski niczym piękna, przerośnięta ryba. Łupek czuł się przy niej jak niezdarna brązowa klucha.
Z pluskiem przelazł na płyciznę i położył się na zatopionej skalnej półce, opierając głowę na brzegu rzeki. Nie przyznałby się do tego, ale Tsunami miała rację: poparzenia i otarcia mniej mu dokuczały w wodzie. Prąd pomagał wymyć dymiący skalny pył spomiędzy wysuszonych łusek.
Niemniej było mu zimno. Łupek podrapał skałę pod sobą. Dlaczego nie ma tu nawet odrobiny błota?
- Pustułka pożałuje pewnego dnia, kiedy zostanę królową Morskoskrzydłych - powiedziała Tsunami, podpływając, a potem odpływając wąskim korytem.
- Myślałem, że tylko córka królowej może rzucić jej wyzwanie, żeby zająć tron - powiedział Łupek.
Tsunami pływała naprawdę szybko. Żałował, że nie ma jak ona błon pławnych między szponami, skrzeli ani jej ogona - tak silnego, że niemal wychlapywała całą wodę z rzeki jednym uderzeniem.
- Cóż, może Morskoskrzydła królowa rzeczywiście jest moją matką, a ja jestem zaginioną księżniczką - odrzekła. - Jak w tej opowieści.
Wszystko, co smoczęta wiedziały o zewnętrznym świecie, pochodziło ze zwojów zebranych przez Szpony Pokoju. Ulubiona opowieść Tsunami nosiła tytuł "Zaginiona księżniczka" i była to legenda o młodziutkiej Morskoskrzydłej smoczycy, która uciekła z domu, a jej królewska rodzina przetrząsała całe morze w jej poszukiwaniu. Ostatecznie smoczyca znalazła drogę do domu i rodzice powitali ją z otwartymi skrzydłami, a potem radowano się i ucztowano.
Łupek zawsze pomijał środek opowieści - przygody księżniczki. Podobała mu się tylko końcówka - szczęśliwa matka i szczęśliwy ojciec. I ucztowanie. Ucztowanie też brzmiało naprawdę fantastycznie.
- Ciekawe jacy są moi rodzice - powiedział.
- Ciekawe, czy którekolwiek z naszych rodziców jeszcze żyje - dodała Tsunami.
Łupek nie lubił o tym myśleć. Wiedział, że smoki codziennie giną w wojnie - Pustułka i Płetwonóg wracali z wieściami o krwawych bitwach, wypalonej ziemi i płonących stosach smoczych ciał. Musiał jednak wierzyć, że jego rodzice nadal żyją i są bezpieczni.
- Myślisz, że czasem za nami tęsknią?
- Na pewno. - Tsunami machnęła ogonem i opryskała go wodą. - Założę się, że moi oszaleli z niepokoju, kiedy Płetwonóg ukradł moje jajo. Jak w tej historii.
- A moi przetrząsnęli całe moczary - dodał Łupek.
Odkąd byli małymi smoczętami, wszyscy wyobrażali sobie sceny z rodzicami, którzy rozpaczliwie ich szukają. Łupkowi podobała się myśl, że ktoś tam w świecie go szukał... Że ktoś za nim tęsknił i chciał go odzyskać.
Tsunami obróciła się na grzbiet i zapatrzyła się w kamienne sklepienie półprzezroczystymi zielonymi oczami.
- Cóż, Szpony Pokoju wiedziały, co robią - rzuciła z goryczą. - Tutaj nikt nas nigdy nie znajdzie.
Przez chwilę słuchali, jak rzeka bulgocze, a pochodnie trzaskają.
- Nie będziemy wiecznie siedzieć pod ziemią - powiedział Łupek, próbując pocieszyć Tsunami. - Znaczy, jeśli Szpony Pokoju chcą, żebyśmy zakończyli wojnę, to kiedyś muszą nas wypuścić. - Podrapał się w zamyśleniu za uchem. - Gwiezdny Lotnik mówi, że zostały nam tylko dwa lata.
Dwa lata zniewag i ataków. Tylko tyle musiał jeszcze wytrzymać.
- A potem będziemy mogli wrócić do domu i zjeść tyle krów, ile zechcemy.
- Najpierw musimy ocalić świat - zauważyła Tsunami. - A potem możemy wrócić do domu.
- Racja.
To, w jaki właściwie sposób mieli ocalić świat, było dość mgliste, ale najwyraźniej wszyscy uważali, że dojdą do tego we właściwym czasie.
Łupek wyszedł z rzeki. Jego mokre skrzydła były ciężkie i oklapnięte. Powlekł się pod ścianę i rozłożył je przed pochodnią, wyginając szyję i próbując się rozgrzać. Słabe fale ciepła przepłynęły po jego łuskach.
- Chyba że... - zaczęła Tsunami.
Łupek pochylił głowę, żeby na nią spojrzeć.
- Chyba że co?
- Chyba że odejdziemy wcześniej.
Obróciła się i wyszła z wody jednym płynnym ruchem.
- Odejdziemy? - powtórzył zdumiony Łupek. - Jak? Sami?
- A czemu nie? Gdybyśmy zdołali znaleźć wyjście z jaskiń, to czemu mielibyśmy czekać kolejne dwa lata? Jestem gotowa ratować świat. A ty nie?
Łupek nie był pewien, czy kiedykolwiek będzie gotowy ratować świat. Myślał, że Szpony Pokoju powiedzą im, co trzeba zrobić. Tylko trójka smoczych opiekunów - Pustułka, Płetwonóg i Barchan - wiedziała, gdzie ukryto smoczęta, ale istniała cała siatka Szponów szykujących się do wypełnienia proroctwa.
- Nie zdołamy sami zakończyć wojny - powiedział. - Nie wiedzielibyśmy od czego zacząć.
Tsunami ze złością zatrzepotała skrzydłami, opryskując go zimnymi kropelkami wody.
- Możemy też sami zakończyć wojnę - obstawała. - O to właśnie chodzi w przepowiedni.
- Może za dwa lata - powiedział Łupek.
Może do tego czasu odnajdę swoją niebezpieczną naturę. Może do tej pory stanę się zajadłym wojownikiem, jakiego chce Pustułka.
- A może wcześniej - upierała się Tsunami. - Zastanów się tylko nad tym, dobrze?
Przestąpił z nogi na nogę.
- W porządku, zastanowię się.
Przynajmniej dzięki temu mógł zakończyć tę sprzeczkę.
Tsunami przekrzywiła głowę.
- Słyszę obiad!
Słaby dźwięk przerażonego muczenia rozlegał się echem w tunelu za nimi. Szturchnęła wesoło Łupka.
- Kto pierwszy, ten lepszy!
Obróciła się i pognała przed siebie, nie czekając na jego reakcję.
Pochodnie w sali do walk jakby przygasły, a spod łusek Łupka sączyła się zimna woda. Złożył skrzydła i przesunął ogonem po rumoszu ze strzaskanej skalnej kolumny.
Tsunami oszalała. Ich piątka nie była gotowa, żeby zakończyć wojnę. Nie zdołaliby nawet samodzielnie przetrwać. Może Tsunami była dostatecznie odważna i twarda, jak prawdziwy bohater, ale Słonko, Gloria i Gwiezdny Lotnik... Łupek pomyślał o wszystkim, co mogło wyrządzić im krzywdę, i żałował, że nie może oddać im własnych łusek, szponów i zębów, żeby mieli dodatkową ochronę.
Poza tym nie było jak uciec z jaskiń. Szpony Pokoju już o to zadbały.
Mimo to jakaś cząstka jego istoty wbrew wszystkiemu zastanawiała się, jak to by było wrócić do domu, zamiast czekać jeszcze dwa lata. Nigdy nie poznał niczego poza jaskiniami, w których się wykluł, ale dostatecznie często wyobrażał sobie świat na zewnątrz. Wróciłby na moczary, na bagna, do plemienia Błotoskrzydłych, które było podobne do niego i myślało jak on... Z powrotem do rodziców, kimkolwiek byli...
A gdyby im się udało?
Gdyby smoczęta zdołały uciec, przetrwać i ocalić świat... po swojemu?