Rozdział 5. Jibarro
Ciemna woda ochlapywała kamienisty brzeg groty. Jej wzburzona powierzchnia na zmianę unosiła się i opadała. Seth czuł zapach soli w wilgotnym powietrzu.
- Czy to woda z oceanu? - zapytał. - Jesteśmy w morskiej jaskini?
Ronodin uniósł pochodnię i odpalił od niej trzy kagańce, każdy równie wysoki jak Seth. Smukłe postumenty były zwieńczone metalowymi czarkami z ogniem.
- Kraina Podkróla jest rozległa. W tej chwili jesteśmy na górze, niedaleko morza, ale tutejsza woda sięga naprawdę głęboko.
- Czy Podkról pozwala ci krążyć tam, gdzie chcesz?
- Chodzę, gdzie mi się podoba. Są tutaj miejsca przeznaczone tylko dla niego oraz takie, gdzie zapuściłby się jedynie głupiec, ale oprócz tego nic mnie nie ogranicza. Wygląda na to, że twoja rozmowa z jego królewską mością poszła dobrze.
- Skąd wiesz?
- Bo jesteś żywy.
- Musiałem mu coś obiecać - powiedział Seth, zerkając na widmową obręcz na nadgarstku. Uniósł ją. - Widzisz?
- Twoją rękę?
- Jestem przykuty do widmowego łańcucha.
- To było oczywiste, że będziecie musieli zawrzeć jakiś układ. Trudno dostać coś za nic.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
- Potrzebne ci miejsce, w którym odzyskasz utracone talenty. Wielu chciałoby cię ich pozbawić.
- Dlaczego wolno ci chodzić tam, dokąd chcesz?
- Zapracowałem na to.
- Jak?
Ronodin uśmiechnął się w blasku ognia.
- Każdy z nas ma swoje tajemnice.
- Podkról zlecił mi uwolnienie jakichś nieumarłych.
- To proste zadanie. Ale musisz się nauczyć panować nad strachem, inaczej cię pożrą: i ciało, i duszę.
- Widm się nie bałem - zauważył Seth.
- Widmom rozkazano nie robić ci krzywdy. Zresztą istnieją rzeczy straszniejsze od nich. Nie wszystkie stworzenia budzące lęk to nieumarli. Tylko nieliczne wywołują bardziej paraliżujący strach niż smoki.
- Słyszałem coś o tym.
- Musimy się przekonać, jak poradzisz sobie z jednym z nich.
Chłopiec się rozejrzał.
- Tutaj? Jest jeszcze mały?
Ronodin zachichotał.
- Bynajmniej.
- Przecież to pomieszczenie nie jest zbyt duże.
- Nie ponad wodą. - Jednorożec wskazał pochodnią olbrzymi bęben. - Uderz w niego trzy razy.
Seth na nowo przyjrzał się wzburzonej toni.
- Żeby coś przywołać?
- Nie wszystkie smoki poruszają się po niebie - odpowiedział Ronodin.
- Poradzimy sobie ze smokiem?
- W tak ciasnej przestrzeni? Żeby przeżyć, musielibyśmy mieć z tą bestią jakiś układ.
- A mamy?
- No cóż, ja tak. Bij w bęben.
Bęben, zawieszony na drewnianym rusztowaniu, miał kształt gigantycznej beczki obróconej na bok. Jego membrana była wyższa od Setha. Kiedy chłopiec przed nią stanął, zauważył kilka rozrzuconych kości.
- Zgadza się, użyj którejś z nich - poinstruował Ronodin.
Seth podniósł taką, która wyglądała jak duża kość udowa. Chwycił ją oburącz i zamachnął się na próbę. Perspektywa uderzenia w bęben go podniecała. Myśl o przyzwaniu smoka była ekscytująca. Mniej przyjemna wydawała się wizja, że zostanie pożarty.
- Trzy razy - zachęcił Ronodin.
Seth mógłby zadać więcej pytań, ale zdążył się przekonać, że Ronodin zawsze trzyma się swoich zamiarów. Uderzenie w bęben było najszybszym sposobem, żeby doczekać się odpowiedzi. Zresztą zapewne i tak nie dało się tego uniknąć.
Chłopiec nie przypuszczał, by Ronodin życzył mu śmierci. Mimo to dłonie zdążyły mu się spocić, zanim wziął duży zamach kością i wycelował w membranę. Uderzenie wywołało satysfakcjonujący huk, który jakby wniknął w podłoże pieczary. Seth uderzył po raz drugi i wibracje poczuł nawet w zębach. Po trzecim razie odsunął się od drżącej membrany i odłożył kość. Zobaczył, że Ronodin wycofuje się z pomieszczenia.
- Stań pośrodku kagańców - polecił jednorożec, wskazując je palcem.
- Dokąd idziesz? - zapytał spanikowany Seth.
- Widzisz, że tworzą trójkąt? Stań w środku.
- Jeszcze czego! - odparł chłopiec i zaczął odsuwać się od wody w kierunku Ronodina. - Idę z tobą.
- Rób, co mówię, jeżeli chcesz przeżyć. Masz tylko parę sekund. Wewnątrz trójkąta będziesz bezpieczny.
Seth się zawahał.
- To dlaczego ty tam nie stoisz?
- Kagańce mogą ochronić tylko jedną osobę. Stań twarzą do wody.
Chłopiec podbiegł do trójkąta.
- Co teraz?! - zawołał.
- Rozmawiaj z nim!
Morska woda zakłębiła się i spieniła jak jeszcze nigdy dotąd. Ziemia zadrżała. Ze stalaktytów w górze posypały się okruchy ziemi. Seth miał sucho w ustach. Obejrzał się na Ronodina, który czekał kilka kroków od wyjścia, i zastanawiał się, czy może polegać na tym, co od niego usłyszał. Czy już za późno na ucieczkę?
Woda buchnęła w górę i na zewnątrz, zalewając chłopca. Wystrzelił spod niej jakiś kształt. Kagańce nie przestały płonąć, a Seth otarł oczy ze słonej wody i ujrzał coś, co wyglądało jak monstrualnych rozmiarów kostropaty łeb chorego jaszczura, obrosły pancerzami skorupiaków. Guzowate rogi o różnych kształtach sterczały na boki niczym zawiązki zdeformowanego poroża, a w ziejącej paszczy tkwiły haczykowate zęby.
Seth odkrył, że nie może się ruszyć. Smok morski ryknął, a choć od tego dźwięku zadrżały wszystkie kości chłopca i zatrzęsła się cała jaskinia, nie był w stanie przysłonić uszu. Głowa, wsparta na fioletowej szyi pokrytej muszlami, zbliżyła się, a zniekształcone nozdrza się rozdęły, kiedy gad zaczął węszyć.
- Porozmawiaj z nim - zachęcił Ronodin.
Pomimo przerażenia Seth starał się poruszyć ustami. Ani drgnęły. Zebrał siły, by spróbować się przywitać, ale nie mógł wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
- To nie jest zaklinacz cieni - odezwał się smok głosem przypominającym chrobotanie kadłuba wielkiego statku o skalisty brzeg.
- Jego talenty dopiero się budzą - wyjaśnił Ronodin.
Stwór szeroko rozwarł paszczę i zionął ciepłym, wilgotnym oddechem, który okropnie cuchnął zepsutymi rybami. Seth zajrzał w głąb, poza nierówne rzędy zębów, do skórzastego tunelu, gdzie marszczyły się i zaciskały oślizgłe brązowe błony. Chciał uchylić się od tego smrodu, ale nie mógł.
Smok cofnął się nieco, mierząc chłopca beznamiętnym wzrokiem.
- Nadaje się na karmę dla krabów.
- Daj mu trochę czasu - powiedział Ronodin. - Secie, warto byłoby się teraz odezwać.
Seth próbował obrócić głowę w kierunku jednorożca. Miał ochotę zacisnąć pięści i wrzasnąć z irytacją. Jego ciało odmawiało jednak posłuszeństwa.
- Przy nim nawet krasnorosty wydają się bystre - stwierdził smok. - Może złożysz mi go w ofierze?
- Niepotrzebny ci chłopiec. Przecież ty jadasz wieloryby.
- Już dawno nie smakowałem ludzkiego mięsa. Przyznaję, że ludzie są kościści i łykowaci, ale tak pysznie się boją. Przerażenie to wyborna przyprawa.
Seth sam nie wiedział, co o tym myśleć. Nie chciał umierać - to pewne, i choć smok napawał go lękiem, nie był to lęk paraliżujący. Ronodin mówił, że wewnątrz trójkąta kagańców Seth będzie bezpieczny, i chyba rzeczywiście tak było. Stanowił odsłonięty cel, a mimo to gad nie atakował. Chłopiec pragnął zademonstrować odwagę, bo okazywanie strachu wzbudzało w smoku pogardę. Ciało odmawiało jednak posłuszeństwa.
- Jibarro, proszę, daj się chłopakowi pozbierać - powiedział Ronodin.
- Nie wzywaj mnie do tak nudnej rozrywki - odparł smok. Potem zanurzył łeb pod wodą, ochlapując Setha.
Chłopiec już po chwili mógł się ruszać. Ronodin podszedł do niego szybkim krokiem.
- Co poszło nie tak? - zapytał.
- Ten smok mógł mnie zjeść - stwierdził Seth.
- Z łatwością. Strawiłby cię prawie w całości, jeszcze zanim dotarłbyś do żołądka.
- Dlaczego nie mogłem wykonać żadnego ruchu?
- Ty mi to powiedz.
- Próbowałem się przywitać. Nie chciałem nic komplikować.
- Wyczułem, że zachowałeś przytomność umysłu.
- To prawda, nie miałem kłopotów z myśleniem.
- Zwykle to właśnie niezdolność myślenia paraliżuje zaklinacza cieni w obecności smoka.
- Z tym na pewno nie miałem problemu. Po prostu nie mogłem się ruszyć.
- Masz moc przezwyciężenia każdego magicznego strachu. Musisz tylko po nią sięgnąć.
- Jak?
Ronodin skrzyżował ręce na piersiach.
- Wygląda na to, że kiedy ogarnia cię ekstremalny strach, sygnały z umysłu nie docierają do ciała. Brakuje połączenia między sferą mentalną i fizyczną.
- Wiedziałem, co chcę powiedzieć, w którą stronę chcę się ruszyć, ale nie było żadnej reakcji.
- Wejrzyj w głąb siebie. Jak najgłębiej. Czy dostrzegasz tam mrok?
- Nie rozumiem.
- Od demona zwanego Graulasem otrzymałeś dar. Poznałeś ciemność i chłód widma. Ty też masz w sobie mrok. Sprawia, że łączy cię swoista więź z nieumarłymi. Pozwala ci się ukrywać, gasić ogień i izolować się od strachu.
Seth spróbował skoncentrować się na swoim wnętrzu, ale nie bardzo wiedział, czego tak właściwie szukać.
- Jaki powinien być ten mrok?
Ronodin westchnął.
- Pozwolę ci skorzystać z rzadkiej okazji. - Wyciągnął dłoń. - Weź mnie za rękę i zajrzyj w głąb. Kiedyś byłem nośnikiem światła. Przekonaj się, co teraz mam w środku.
Seth chwycił jego dłoń i natychmiast ujrzał umysłem pustkę tak uderzającą, że przeraził się, że się w niej zatraci. Rozległy mrok wydawał się potężny i niewzruszony. Dopiero po chwili Seth odzyskał zdolność mówienia.
- Ciemność jest wszędzie...
- Bardzo dobrze. Ty masz w sobie podobną moc, tyle że słabiej rozwiniętą. Zamknij oczy i spróbuj skupić się na własnym wnętrzu. Gdzie znajduje się twoja esencja? W głowie? W brzuchu? W palcach?
- Nie rozumiem. Cały jestem sobą.
- Zastanów się dobrze. Gdzie jest twój trzon? Poszukaj tego, co odpowiada za twoje uczucia, za twoje wybory, tego, co jest twoim spoiwem.
Chłopiec się zadumał.
- Może mam to w piersi? Może w głowie?
- A kiedy jesteś w sytuacji nadzwyczajnej i musisz przetrwać? Co wtedy przejmuje kontrolę?
- To, co w mojej piersi - stwierdził Seth.
- Jakaś cząstka ciebie rządzi - wyjaśnił Ronodin. - Ta, która nie pozwala, by kierowały tobą wpływy z zewnątrz.
- No dobra, rzeczywiście. Ona jest w piersi.
- Poszukaj ciemności w tej okolicy. Jeszcze nie rozlała się wszędzie.
- Chyba czuję, o co ci chodzi. To coś jakby chmura wokół mojego serca. Czy to znaczy, że jestem zły?
- Nie mówimy o złu. Mówimy o ciemności jako źródle mocy. Czy dzień jest dobry, a noc zła? Nie. To całkowicie niedorzeczne rozróżnienie. Nocą lepiej widać gwiazdy. Czyż nocny chłód nie jest korzystniejszy w czasie podróży przez pustynię? Zapewne tak. Czy spanie w ciemnym pokoju to zło, a w jasnym to dobro? Nie, i byłbym zdania, że mrok lepiej nadaje się do snu. Istnieje pewien rodzaj ciemności, z której można czerpać jak ze źródła. Możesz ją wykorzystać do dobrych lub do złych celów.
- Może rzeczywiście... - odparł Seth.
- Wyczuwasz w sobie mrok? Ten dar, który otrzymałeś?
- Chyba tak.
- To już coś. Sięgnij do niego. Zakotwicz się. Pozwoli ci panować nad sobą, nawet w obliczu potężnych wpływów. Możesz korzystać z tej mocy, żeby dokonać wielu różnych rzeczy. Spróbuj za jej pomocą zgasić ten kaganiec.
Seth otworzył oczy i zobaczył, że Ronodin wskazuje jedną z płonących czar. Sięgnął do mrocznego miejsca, które jednorożec pomógł mu odnaleźć, a potem skupił się na kagańcu, cisnął w niego ciemność i chłód. Ogień wytrzymał.
- Gorący jest - mruknął chłopiec.
- Ten żar to nic w porównaniu z zimnem i mrokiem, na jakie cię stać.
Seth zacisnął zęby i naparł, ile sił. Płomień w kagańcu zmalał, przyblakł i w końcu zgasł. Z czary uniosła się strużka dymu. Chłopiec zorientował się, że dyszy. Bolała go szczęka. Na czole miał kropelki potu.
- Świetna robota - powiedział z uznaniem Ronodin. - Większość jednorożców to istoty światła. Mnie się to znudziło. Oddałem światło za dostęp do mroku, co uczyniło mnie kimś wyjątkowym. Mrocznym jednorożcem.
- Co to ma wspólnego z rozmową ze smokiem?
- Kiedy pojawi się Jibarro, sięgnij do tego samego źródła mocy. Zaczerpnij stamtąd siłę. Zażądaj utrzymania kontroli. Nie pozwól, by przytłoczył cię jakiś inny bodziec.
Seth kiwnął głową.
Ronodin podszedł do bębna i podniósł kość.
- Jesteś gotowy na kolejną próbę?
- Nie powinienem odpocząć? Poćwiczyć? Co będzie, jak mi się nie uda?
- Mniejsza o zasady, tym razem smok może cię pożreć - odparł jednorożec, a potem trzy razy uderzył w bęben.
Seth chciał zaprotestować. Nie czuł się jeszcze gotów! Rozważał ucieczkę, ale stwierdził, że to byłoby tchórzostwo. Teraz przynajmniej wiedział, czego się spodziewać. Zebrał się w sobie, obrócił i śmiało spojrzał we wzburzoną toń. Pieczara zadrżała. Fontanna wody zapowiedziała przybycie Jibarra. Guzowate rogi bestii zachrobotały o strop jaskini.
- Co, znowu ty? - zirytował się smok, przeszywając chłopca piorunującym spojrzeniem. Nachylił się i zawarczał. - Nie mów, że w międzyczasie przybyło ci odwagi.
Seth nie mógł się poruszyć ani odezwać. Kiedy odszukał mroczne miejsce w głębi siebie, wypełniły go spokój i pewność.
- Witaj - powiedział.
Dotarło do niego, że może się też poruszać, więc dla pewności pomachał smokowi.
Jibarro spojrzał na Ronodina.
- Dobry jesteś.
- To akurat nic nowego - odparł jednorożec. - Ale to nie moja robota. Chłopak jest zdolny.
Smok obwąchał Setha, niemal dotykając nozdrzami jego koszulki.
- Na czym to polega? Jakieś druciki? Albo może czar?
Seth zatkał nos.
- Czym ty się żywisz? Ściekami?
Jibarro cofnął się gwałtownie z gniewnym spojrzeniem.
- Czyżby to był brak szacunku?
- Nie - odparł Ronodin. - Niezależność. Dziękuję ci, Jibarro. Twoja ofiara już czeka.
Łeb smoka z olbrzymim pluskiem zniknął pod wodą. Seth przemókł do suchej nitki, ale się tym nie przejmował.
- Jaka ofiara?
- Mnóstwo marynowanych kalmarów.
- To by chyba tłumaczyło ten oddech. - Seth chwiejnie usiadł na skalistym podłożu. Był roztrzęsiony, ale czuł ulgę. - Udało mi się!
- Masz szczęście - stwierdził Ronodin. - Inaczej nie przeżyłbyś jutra.
- A co będzie jutro?
Mroczny jednorożec się uśmiechnął.
- Masz paru więźniów do uwolnienia.
Rozdział 4. Niewinność
Jesteś pewna, że nikt nas nie zobaczy? - zapytała Tess, kiedy wraz z Evą przemierzały wysokie trawy.
- Uciekłyśmy niezauważone - odparła tamta, nie oglądając się. - A nawet jeśli ktoś nas dostrzeże, zobaczy tylko owce.
Tess się rozejrzała. Tu i ówdzie pasły się wełniste owce z błyszczącymi dzwonkami na szyjach. W zasięgu wzroku nie było żadnych ludzi. Nieopodal wolno obracały się na wietrze skrzydła dużego wiatraka.
- Jak daleko do wróżek? - zapytała.
- Jesteśmy już prawie na miejscu. Nie mogę obiecać, że jakieś zobaczymy, ale zwykle udaje mi się kilka znaleźć.
Tess przyśpieszyła kroku, żeby nadążyć za nową koleżanką. Eva należała do Świetnego Ludu, była córką lorda Dalgorela. Była przy tym bardzo ładna i miła i Tess czuła się przeszczęśliwa, że dziewczyna wyglądająca na kilka lat starszą traktuje ją jak równą. Gdy Tess pokazała jej pelerynę niewinności, to właśnie Eva zaproponowała, żeby poszły poszukać wróżek. Lord Dalgorel postąpił niesprawiedliwie, dając córce szlaban, więc musiały wymknąć się z zamku. Ucieczka nie była trudna - Eva znała magiczny kamuflaż i mnóstwo tajnych ścieżek. Parę razy trzeba się było wspinać, a raz przecisnąć przez niski tunel, ale odkąd opuściły miasto, dalej szło się już łatwo.
Eva doprowadziła je do skupiska drzew, gdzie znalazły szemrzący strumyk. W paru punktach stawał się prawie tak wąski, że można go było przeskoczyć. W jednym miejscu wodę przecinał nieduży, ozdobny mostek, przy którym jakaś wróżka trzepotała skrzydełkami ważki.
- Cześć! - zawołała Tess, podbiegając do niej. - Jestem Tess! Jak się cieszę, że cię widzę!
Wróżka o niebieskiej skórze podfrunęła do dziewczynki i zatrzymała się przed jej twarzą, by zmierzyć ją wzrokiem od stóp do głów.
- Jak to się stało, że taki mały człowiek jak ty został owróżkowiony? - zdziwiła się.
- Uwielbiam wróżki! - powiedziała Tess. - Nigdy nie widziałam takiej z niebieską skórą.
- Nie należysz do Ludu - zauważyła wróżka.
- Jestem tu gościem.
- Rozumiesz ją? - spytała dziewczynkę Eva.
- A ty nie? Musisz wypić mleko?
- Ja należę do świata magicznego, głuptasie. Mleko nie ma na mnie wpływu. Ale ona posługuje się dialektem języka silviańskiego, którego nie znam.
- Dlaczego jesteś z nią? - zapytała Tess wróżka i wskazała ręką Evę. - Ona ciągle tu przychodzi i nas dręczy.
- Nie chce wam zrobić nic złego - zapewniła dziewczynka.
- Zapytaj ją o pokojowego smoka - poprosiła Eva.
- Jakiego smoka? - zdziwiła się Tess.
- Chodzi jej o Raxtusa? - spytała wróżka.
- Zrozumiałam to imię - powiedziała Eva. - Nie szukamy Raxtusa. Seth spotkał pokojowego smoka o imieniu Dromadus, który kiedyś był Królem Smoków.
- Ach, tak - przyznała wróżka. - Znacie Kendrę?
- To moja kuzynka - wyjaśniła Tess.
- A moja przyjaciółka! - dodała Eva.
- Strasznie się rządzi - stwierdziła wróżka.
- Nie musisz mi tego mówić - odparła Tess. - Ale i tak ją lubię.
- Kendra poprosiła niektóre z nas, żebyśmy miały oko na Dromadusa. A właściwie to na wszystkie smoki.
Tess spojrzała na Evę.
- Zrozumiałaś?
- Nie.
- Kendra poprosiła wróżki, żeby obserwowały tego smoka i inne też.
- Czy ona wie, gdzie szukać Dromadusa?
- Wiem - potwierdziła wróżka.
- Teraz nagle mówi po angielsku - żachnęła się Eva.
Tess nie słyszała różnicy.
- Czy zaprowadzisz nas do Dromadusa? - zapytała wróżkę Eva.
- Mogłabym to zrobić.
- Nie wpakujemy się w kłopoty? - niepokoiła się Tess - Tanu mówił, że mam się nigdzie nie ruszać, dopóki po mnie nie wróci. Czy Dromadus jest daleko?
- Potrzebowałybyśmy trochę czasu - przyznała wróżka.
- Jesteś ze mną, czyli stosujesz się do poleceń - stwierdziła Eva. - Dorośli po prostu nie chcieli, żebyś chodziła gdzieś sama. Dromadus to pokojowy smok. Skoro smoki wypowiedziały wojnę, może on nam pomoże. Powinnyśmy go zapytać.
- Słyszałam, że smoki są bardzo niebezpieczne - powiedziała Tess.
- Większość tak. Ten jest wyjątkiem. Dzięki twojej pelerynie niewinności możemy tam dotrzeć bez problemu. W czasie wojny przyda nam się każda pomoc.
- Słyszałam coś o wojnie - włączyła się wróżka.
- Nie chcesz zobaczyć smoka? - zwróciła się Eva do Tess. - Takiego miłego?
- Oczywiście, że chcę. Jak niczego na świecie. - Dziewczynka popatrzyła na wróżkę. - Zabierzesz nas tam?
Tamta ziewnęła, zasłaniając dłonią filigranowe usta.
- Bezskrzydłe istoty są takie powolne.
- Nic na to nie poradzimy - odparła Tess. - Obiecujemy iść szybko i nie marudzić.
- Mam nadzieję! Nie znoszę marud.
- Czyli nas zaprowadzisz? Zrobisz to dla nas?
Wróżka wskazała kciukiem Evę.
- Dla niej? Nigdy w życiu. Ale dla ciebie? Niech będzie.
Tess klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się szeroko.
- Dziękuję! Czy wróżki mogłyby być jeszcze wspanialsze?!
- Byłoby trudno.
- Czy nosisz jakieś imię?
- Posa. Kiedy chcecie tam iść?
Tess zerknęła na Evę.
- Jeśli można, to teraz - powiedziała Eva.
- Ha! - wykrzyknął jakiś męski głos. Tess odwróciła się i zobaczyła Dorena wyskakującego z krzaków. - Nic z tych rzeczy! Nie pod moim czujnym okiem.
Eva jedną ręką zakryła twarz i pokręciła głową.
- Kto to? - zainteresowała się Posa.
- Nasz przyjaciel satyr - przedstawiła go Tess.
- Raczej tymczasowy opiekun - odparł Doren.
- Jak nas znalazłeś? - zapytała Eva z rezygnacją.
- Szedłem za wami od zamku. Twoja iluzja trochę mąciła mi w głowie, ale was nie zgubiłem.
- Dlaczego czekałeś tak długo, zanim nam przerwałeś?
Satyr zamrugał.
- Myślałem, że chodzi po prostu o jakieś niewinne dziewczyńskie psoty. Nie chciałem wam psuć zabawy. Ale żeby spotkać się ze smokiem, musiałybyście się oddalić od Terrabelle, a na to nie pozwolę. Powierzono mi opiekę nad Tess.
- W ogóle cię nie zauważyłam - obruszyła się dziewczynka.
- Bo taki jestem dyskretny. To prawdziwy talent. W wysokiej trawie nietrudno się schować.
- Co za katastrofa - jęknęła Eva. - Musimy porozmawiać z Dromadusem. Może zdoła nam pomóc. Odkąd w Smoczej Opoce jest wojna, tylko dzięki pelerynie niewinności możemy do niego dotrzeć.
Satyr patrzył na dziewczęta, to na jedną, to na drugą.
- Zamierzaliśmy z Nowelem skorzystać z peleryny, żeby trochę się rozejrzeć - powiedział.
- Tu nie chodzi o czystą ciekawość - podkreśliła Eva. - Mamy możliwość pozyskania bardzo ważnego wsparcia.
Doren spojrzał w kierunku zamku.
- Tam jest trochę nudno. Kobiety ze Świetnego Ludu okropnie zadzierają nosa.
- W takim razie chodź z nami. W przeciwieństwie do tamtych neutralnych tchórzy my naprawdę próbujemy pomóc. Czy w towarzystwie dużego, silnego satyra takiego jak ty coś mogłoby pójść nie tak?
- Bardzo trafny argument - przyznał Doren.
- Nie było mowy o żadnym satyrze - zaprotestowała Posa.
- Satyrowie mają pozytywny wpływ na każdą grupę, do której dołączą - odparł tamten urażony. - Przynosimy szczęście! Jesteśmy fajni! I doceniamy piękno. Ty, moja droga wróżko, jesteś absolutnie zjawiskowa.
- No dobrze, już go lubię.
- Chodźmy - zaproponowała Eva.
- Jeszcze wcale nie zgodziłem się iść - powiedział satyr. - Ani was nie puściłem.
- Przecież chcemy uratować Gadzią Opokę!
- Myślę, że przede wszystkim szukacie przygody.
- Czy szukanie przygód to coś złego?
- To moment jest zły. Jesteśmy w stanie wojny. Ze smokami.
- Ale idziemy do miłego smoka - przypomniała Tess.
- Seth i Kendra już go kiedyś odwiedzili - dodała Eva. - W tej wojnie Dromadus może nam pomóc. Niegdyś był królem wszystkich smoków.
- Chcecie mi powiedzieć, że dawny Król Smoków jest miły?! - próbował zrozumieć Doren. - Jakim cudem on jeszcze żyje? Czy wasze źródła są wiarygodne?
- To od niego Seth i Kendra dostali berło. Seth opowiedział mi o tym, kiedy razem opuszczaliśmy Niebodwór. Dromadus słynie z tego, że jako jedyny Król Smoków zrzekł się władzy, a nie utracił ją w boju. Miał dość ciągłych walk, odkąd zabił bratanka, który rzucił mu wyzwanie.
- Skąd pomysł, że wam pomoże?
- Wszyscy wiedzą, że Dromadus został pustelnikiem. Seth mówił mi także, że to pacyfista. Liczę, że jest niezadowolony z niepotrzebnego wypowiedzenia wojny przez smoki.
- Brzmi desperacko.
- Fajnie byłoby poznać prawdziwego smoka - wtrąciła Tess. - Może nawet będzie miał skarb.
Doren skrzyżował ręce na piersiach.
- Skarby zawsze są interesujące. Ale rozjuszenie smoka zabraniem mu skarbu może nie być najrozważniejszym pomysłem.
- Niczego nie ukradniemy - podkreśliła Eva. - Wtedy peleryna straciłaby moc. Nie zapominaj o pelerynie. Będziemy bezpieczni.
- Szału z wami dostanę - zirytowała się Posa. - Idziemy czy nie?
Satyr podrapał się w głowę.
- Pewnie mi się za to oberwie, ale chciałbym zobaczyć trochę więcej tego azylu i podoba mi się wasza inicjatywa. Zgoda.
- Hura! - zawołała Tess. - Poso, prowadź!
Doren zbliżył się do Evy.
- Myślisz, że twój tata się wkurzy?
- Już i tak jest wściekły. Wolę zostać ukarana za spotkanie z Dromadusem.
- Jak szybko zauważy, że cię nie ma?
- Na pewno już o tym wie.
Doren rozejrzał się nerwowo.
- Srogo nas potraktuje?
- Mnie na pewno. Tess jest mała. A satyrowie... cóż, wy słyniecie z frywolności.
- Mam rżnąć głupa. Kumam.
- Albo w drodze powrotnej ominąć zamek.
Doren podrapał się po brodzie.
- Osobiście wolę unikać krępujących rozmów, niż do nich dążyć. A ten plan robi się coraz lepszy. Jesteś pewna, że to warte podpadnięcia twojemu ojcu?
- Co, rozmowa ze smokiem? Nie pozwolę, by ojciec pozbawił mnie tego doświadczenia. Chcę mieć swój udział w ratowaniu Gadziej Opoki. Fascynują mnie smoki. No i studiuję historię.
- Otrzymanie kary to nie tragedia, jeśli towarzyszą jej dobre wspomnienia - stwierdził Doren.
Eva kiwnęła głową.
- No właśnie.
- Prowadź, wróżko! - zawołał.
- Nikt mi nie powie, że satyrowie przynoszą szczęście - mruknęła Posa pod nosem.
Rozdział 2. Niespokojna
Mimo że zza grubych zasłon w jej sypialni w Twierdzy Czarnodół prześwitywało słońce, Kendra powinna jeszcze spać. Wszyscy byli zgodni, że potrzebny jej odpoczynek. Przez całą noc walczyła o życie w zamku Burzowa Stanica, aż w końcu zdołała złamać zaklęcie krasnala Humbugla i nie dopuściła do tego, żeby Czarkamień dostał się w ręce smoków. Bardzo długo nie zanosiło się na to, że tę bitwę da się wygrać. Zwycięstwo wydawało się cudem. Udało się powstrzymać ogromne zagrożenie dla świata.
A brat Kendry zniknął.
Seth poświęcił swoją tożsamość, by otworzyć magiczne drzwi. W komnacie po drugiej stronie Kendra użyła magicznej laski, żeby odesłać gdzieś Czarkamień. Gdyby zdobył go Celebrant wraz z towarzyszami, smoki stałyby się zbyt potężne, by je powstrzymać. Wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu Kendra i Seth stanęli na wysokości zadania jako opiekunowie i obronili Gadzią Opokę.
Ale jej brat zniknął.
Po powrocie do Twierdzy Czarnodół, gdy wydawało się, że bitwa dobiegła końca, Mendigo, ożywiona kukła, porwał Setha i zniknął wraz z nim w beczce. Dawniej ta beczka była połączona z drugą, znajdującą się w Baśnioborze. Razem służyły jako portal umożliwiający powrót do domu. Niestety beczka z Baśnioboru zniknęła. To oznaczało, że Seth mógł być teraz niemal wszędzie.
Kendra zrzuciła kołdrę. Jej ciało było zmęczone, ale umysł odmawiał odpoczynku. Opowiedziała już dziadkom Sorensonom o wszystkim, co przychodziło jej do głowy. Kazali jej iść spać i obiecali, że zbadają wszelkie tropy mogące prowadzić do Setha.
Dziewczyna wyszła z pokoju. Korytarz z szarych kamieni był chłodny i ponury. Nie bardzo wiedząc, dokąd się udać, ruszyła w kierunku drzwi na drugim końcu. Kiedy wyszła na światło dnia, otaczające ją masywne budowle i wieże wyglądały w jej oczach jak ruiny. Może lepiej porzucić to miejsce? Czy naprawdę ludzie powinni poświęcać życie, żeby chronić te zakurzone dziedzińce? Czy warto było dla nich stracić brata?
Powłócząc nogami, zeszła po schodach na podwórzec. Zastanawiała się, dokąd powinna się udać. Może w najdalszy kąt najciemniejszego lochu. Albo nad Czarnodół - głęboka czeluść pełna nieumarłych pasowałaby do jej nastroju.
Nieopodal na szczycie muru przechadzał się minotaur Brunwin z toporem wspartym na kudłatym ramieniu. Kendra odwróciła wzrok - na pewno nie mogła liczyć na prawdziwe zrozumienie z jego strony. Przed nią dziedzińcem szedł Nowel. Widok satyra nieco poprawił jej humor. Nowel uwielbiał Setha. Co prawda rzadko kiedy traktował cokolwiek poważnie, ale chyba rozumiał, co straciła.
Przyśpieszyła kroku i zawołała:
- Nowel!
Satyr spojrzał w jej stronę i przystanął.
- Cześć!
- Dziadkowie chcą, żebym spała, ale muszę pogadać.
- Nigdy nie byłem zwolennikiem drzemek na siłę. Kiedy nie możesz zasnąć, wykorzystaj ten czas jak najlepiej: jedz, baw się z przyjaciółmi, oglądaj seriale.
- Możemy pójść do twojego pokoju?
- Żeby zapanować nad snem, ważne jest znalezienie odpowiedniej kryjówki. - Nowel gestem dał znak Kendrze, żeby poszła za nim. - Nawet wyczerpujące popołudnie można przekimać, zwijając się w kłębek gdzieś na ustroniu w stogu siana.
- Ale ja nie chcę spać.
- Nikt nie chce tkwić w łóżku i gapić się w sufit tylko dlatego, że ktoś inny mu kazał - odparł Nowel, kiedy dotarli pod jego próg. Włożył klucz do zamka. - Ukryję cię.
Kendra weszła do środka, a satyr zamknął za nimi drzwi. Dziewczyna podeszła do kanapy i usiadła.
- Jesteś głodna? - zapytał.
- Cały czas martwię się o Setha - powiedziała ze łzami w oczach.
- Ja też, Kendro - przyznał Nowel z troską. - Stracił pamięć?
- Patrzył na mnie jak na kogoś obcego. Jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.
- To straszne.
- Jego po prostu... nie było. Wystarczył ułamek sekundy. Jeszcze chwilę wcześniej był taki dzielny. A zaraz potem mnie nie poznawał. Dokądś go zabrali. Nie wiemy dokąd. A jeśli porwał go Ronodin? Albo jakaś inna zła osoba? Co będzie, jeśli nafaszerują mu głowę kłamstwami? W tej chwili mój brat jest jak czysta kartka. Jest pusty w środku. Skąd ma wiedzieć, w co wierzyć?
Nowel przykucnął przed dziewczyną.
- Seth już raz stał się tym, kim jest. Czy nie możemy zaufać, że zrobi to znowu?
- Oby. I mam nadzieję, że znajdziemy sposób na cofnięcie tej utraty pamięci. Ale co będzie, jeżeli to się nie uda, a nowy początek pełen złych przykładów i fałszywych informacji sprawi, że Seth odrodzi się skrzywiony? - Kendra bała się wymówić kolejne słowa, bo nawet niewypowiedziane budziły przerażenie. Nie umiała się jednak powstrzymać. - Co będzie, jeśli naprawdę go straciliśmy?
Nowel położył dłoń na jej dłoni.
- Co, jeśli go nie odzyskamy? - mówiła dalej, nie mogąc przestać. - Jeśli go znajdziemy, ale nie będzie chciał wrócić?
Ta myśl była tak straszna, że Kendrze brakowało nawet łez. Czuła się odrętwiała i bezsilna.
- Nie pozwolimy na to - powiedział Nowel. - Czy mamy jakieś poszlaki wskazujące, gdzie może być Seth?
- Dziadek mówi, że czarodziej Vernaz, który pomógł ponownie ożywić Mendiga, ma powiązania ze Sfinksem. Mendigo został odtworzony z drzazg, a potem parę razy trzeba było nad nim pracować, kiedy pojawiały się problemy. Dziadek skontaktował się z Agadem, który szuka wskazówek. Ale tak naprawdę Seth może być wszędzie. Możliwe, że w sprawę zamieszany jest Sfinks. Albo Ronodin czy Humbugiel. Lub ktokolwiek inny.
- Czy Sfinks nie jest teraz po naszej stronie? - spytał Nowel.
- Uczynili go Wiecznym. Podobno od tamtej pory był spokojny. Musiałby zginąć, żeby więzienie demonów zostało otwarte, więc raczej przestał knuć, tak jak kiedyś. Ale to jeszcze nie znaczy, że nie mógł się zbratać ze smokami. Albo że nie wspiera potajemnie innych spraw. Wiemy, że zdarzało mu się już działać z ukrycia.
- Sfinks zawsze był podstępny - podsumował Nowel. - Czy dobrze słyszałem, że Celebrant nie jest już opiekunem?
- Kiedy wypowiedział nam wojnę, Posępny Rycerz pozbawił go tego tytułu. Odkąd Seth zniknął, jestem w Gadziej Opoce jedyną opiekunką. W ciągu paru dni z naszej trójki zostałam tylko ja.
- Trudno ci będzie szukać Setha, jeśli nie opuścisz Gadziej Opoki.
Kendra miała łzy w oczach. Czy mogła powiedzieć Nowelowi o wszystkim, co czuła? O tym, że brat jest dla niej ważniejszy niż Gadzia Opoka? Że gdzieś w głębi serca woli, żeby wszystkie rezerwaty na świecie pogrążyły się w chaosie, jeśli dzięki temu mogłaby odzyskać Setha? Owszem, to oznaczałoby pewnie koniec świata, bo uwolnione magiczne istoty rozpanoszyłyby się po całej planecie, a wtedy Kendra utraciłaby całą rodzinę włącznie z Sethem. Może więc tak naprawdę wcale tego nie chciała, ale w tym momencie chętnie poszłaby na ten układ.
Dotknęła palcami swojego medalionu opiekuna.
- Żałuję, że to moja praca. Wolę znaleźć Paprota i Setha, zamiast niańczyć bandę smoków, które chcą mnie zabić.
- Pełnisz ważną służbę - rzekł Nowel. - Wraz z innymi chronisz ludzi, których kochasz.
Kendra przyjrzała się satyrowi i zobaczyła w jego oczach szczerą troskę.
- Wiem, że bardzo przejmujesz się Sethem.
- Oczywiście. - Uśmiechnął się. - Satyrowie nie udają. Robimy to, co chcemy i kiedy chcemy. Bez względu na to, gdzie ty musisz być, ja nie spocznę, dopóki się nie upewnię, że Seth jest cały i zdrowy. Ale najpierw muszę wrócić do Dorena.
- Babcia wspominała, że Doren i Tess są w Terrabelle.
- To prawda. Zanim zaczęło się to całe zamieszanie w Burzowej Stanicy, razem z Knoxem i Tess poszliśmy szukać Setha. Może nie był to nasz najlepszy pomysł... ale dotarliśmy do Terrabelle bezpiecznie. Knox zostawił nas tam z Tess, kiedy sam ruszył z Sethem na poszukiwania ciebie. Po namyśle Doren i ja uznaliśmy, że wasi dziadkowie będą się martwić, więc wróciłem biegiem do Twierdzy Czarnodół, żeby dać im znać. Zdążyłem tuż przed rozpoczęciem nocy kupały. Gdybym stanął przed bramą dziesięć minut później, miałabyś o jednego koźlego przyjaciela mniej.
Kendra zmierzyła go od stóp do głów.
- Czasami zapominam, że w połowie jesteś kozłem.
Nowel wzruszył ramionami.
- My, satyrowie, mówimy, że liczy się ta górna połówka. - Nachylił się i konspiracyjnym szeptem dodał: - Nie mów tego minotaurom.
- Cieszę się, że wrócisz, aby pomóc Tess - powiedziała Kendra. - Wyślemy wam jeszcze jakieś wsparcie. Może Henricka. Seth chwilowo jest poza naszym zasięgiem, ale zatroszczymy się o tych, którzy nadal tu są.
- A Knox?
- Zostawiliśmy go w Skrzyni Ciszy w Burzowej Stanicy. Towarzyszyli mu Tanu i Lomo, w pobliżu była też żądlikula Pattona z Calvinem. Ale musimy dopilnować, żeby Knox wyszedł. Zajęli się tym dziadkowie Sorensonowie.
- Rozmawiali ze mną o sprowadzeniu Tess. - Nowel strzelił palcami. - To nie powinno być trudne. Drogi znów są chronione. Odkąd Celebrant stracił status opiekuna, ma jeszcze mniej władzy.
- Uważaj, nie bagatelizuj zagrożenia - ostrzegła Kendra.
- A ty go nie wyolbrzymiaj. - Satyr sięgnął po jabłko leżące w misce i ugryzł kawałek. - Wtedy przygody przestają być fajne.
- Fajne? - powtórzyła z niedowierzaniem.
- Jasne - odparł, ocierając usta przedramieniem. - Trzeba korzystać z życia, na ile można.
- Niby od kiedy to wszystko jest fajne? Jest straszne, trudne i chyba nieuniknione, ale na pewno nie jest fajne.
Zdezorientowany Nowel zmarszczył czoło.
- Przygody to często świetna zabawa. Ekscytująca, dająca satysfakcję i przynosząca korzyści. Właśnie dlatego je lubię. Tak samo jak Seth.
Kendra poczuła, jak wzbiera w niej gniew.
- Myślisz, że Seth się teraz dobrze bawi?
- Mam nadzieję.
- Bawi się jako więzień? Bawi się bez własnej tożsamości? Bawi się, kiedy wypaczają mu umysł, być może nieodwracalnie?
Satyr uniósł brwi.
- Chyba faktycznie powinnaś się przespać.
Kendra zerwała się na nogi.
- Co mi strzeliło do głowy, że będziesz w stanie rozumieć, jakie to uczucie stracić kogoś ukochanego?!
- Ja też tęsknię za Sethem - rzekł Nowel. Podniósł jabłko do ust, ale zaraz je opuścił. - Tylko co nam z tego przyjdzie, że będziemy się zamartwiać?
Dziewczyna zacisnęła pięści.
- Ja nie chcę, żeby cokolwiek z tego przyszło! Wiem, że w tej chwili nie rozwiążę problemu! Ale mam uczucia! I to wcale nie jest świetna zabawa!
Nowel znowu sięgnął do miski i podał jej owoc.
- Może pomarańczkę?
- Nie, dziękuję! - odparła lodowato.
Odłożył pomarańczę na miejsce.
- A może banana?
Kendra lekko się zaśmiała, raczej z niedowierzaniem.
- Nie jestem głodna.
Złapała się za głowę i zaczęła chodzić tam i z powrotem. Pewnie Nowel wcale nie chciał zabrzmieć niegrzecznie ani wrogo. Dla Setha przygody rzeczywiście były dobrą zabawą, i dla niej też - czasami. Ale nie teraz. Ani trochę.
- Lepiej już pójdę - stwierdziła.
- Jeśli chcesz, możesz zostać - powiedział Nowel. - Nie musisz nic jeść.
- W tej chwili powinnam być sama - odrzekła. Starała się mówić spokojnie. - Jestem zmęczona i pęka mi serce.
Satyr skinął głową.
- Odnajdziemy twojego brata. Zobaczysz.
Spojrzała na niego. Miała nadzieję, że się nie myli. Wydawało się to jednak mało prawdopodobne. Obecna sytuacja była inna od wszystkich, z którymi przyszło im się zmagać.
- Spróbujemy - stwierdziła Kendra.
Podeszła do drzwi, a wtedy Nowel je otworzył.
- Mogę dać ci radę, której pewnie nie chcesz słyszeć? - zapytał.
- Niech będzie - odparła, zbierając się w sobie.
- Znajdź sobie stóg siana. Jesteś wykończona.
Rzeczywiście czuła się potwornie zmęczona. Wątpiła jednak, czy da radę zasnąć.
- No, zobaczymy.
- Twój wybór - stwierdził Nowel. - Dziadkowie wcale nie chcieli cię ukarać, kiedy posłali cię do łóżka. Chcieli ci pomóc.
- Wiem.
- To dokąd teraz pójdziesz?
- Gdzieś, gdzie mogę być sama.
Rozdział 3. Bohater
Knox ledwo zdążył się przyzwyczaić do nieważkiej nicości wewnątrz Skrzyni Ciszy - towarzyszyły mu niejasna nutka ciekawości, jak długo będzie tak dryfował w bezruchu, i ogromna ulga, że przestał czuć, jak jego ręka zmienia się w złoto - gdy nagle drzwi się otworzyły. Zamiast się unosić, nagle stał na własnych nogach w ciasnej przestrzeni, otoczony z trzech stron tapicerowanymi ścianami. Jego pierwszą reakcją było zdziwienie, że coś skłoniło Kendrę i Setha do wyciągnięcia go tak szybko. Drugą - zaskoczenie, że stoi przed nim Patton Burgess.
Prawdziwy Patton zmarł przed wieloma laty. Ten tutaj był kopią stworzoną przez roślinę nazywaną żądlikulą. Przecież do Burzowej Stanicy mogli wejść tylko śmiertelnicy albo istoty w rodzaju smoków, które tymczasowo stały się śmiertelne.
Za Pattonem stali Lomo, zbuntowany członek Świetnego Ludu, który opuścił miasto Terrabelle, żeby im pomagać, oraz Tanu, mistrz eliksirów, mimo że podobno został zamieniony w srebro. Knox spojrzał na własną dłoń, która wcześniej była złota, i zobaczył tylko zwykłe ciało. Z radością rozprostował palce, w których jeszcze przed chwilą prawie nie miał czucia.
Z tym że minęło więcej czasu niż tylko chwila. Skoro Knox znowu miał zdrowe ręce, Tanu odzyskał właściwą postać, a Patton mógł się tu zjawić, to mogło oznaczać jedno - rywalizacja w zamku dobiegła końca. Wygrali!
- Gdzie Seth i Kendra? - zapytał Knox.
- Już ich tu nie ma - odpowiedział Patton.
- Zostawili mnie?
- Nie było ich, kiedy odzyskałem przytomność - odezwał się szczupły mężczyzna z brązowym zarostem na brodzie. - Nazywam się Lockland. Wyszedłem ze skrzyni, kiedy ty do niej wszedłeś.
- Kogo wsadziliście do środka, żeby mnie wyciągnąć? - zainteresował się chłopiec.
- Tę samą przestępczynię, którą stamtąd usunąłem, kiedy sam tam wszedłem. Złodziejkę imieniem Jasmine.
- Stamtąd raczej niczego nie ukradnie - skwitował Knox, zerkając za siebie na Skrzynię Strachu.
Kilka osób w obskurnej celi się roześmiało. Oprócz Tanu, Loma i Pattona było tam jeszcze kilkanaścioro atrakcyjnych kobiet i mężczyzn w dworskich strojach, których wytworność zupełnie nie pasowała do celi w lochu. Jedna oszałamiająco piękna dziewczyna mogła być zaledwie o rok czy dwa starsza od Knoxa.
- Kendra i Seth uciekli? - upewnił się chłopiec.
- Nie jesteśmy pewni - odpowiedział Tanu. - Mamy nadzieję, że tak.
- Kiedy zaklęcie przestało działać i się obudziliśmy, nie było po nich ani śladu - wyjaśnił Lomo.
- Ani po Celebrancie - dodał Lockland. - Albo Tregainie.
- To dobrze - stwierdził Knox.
- Liczymy na to, że Tregainowi nic się nie stało i po prostu chwilowo zaginął - zaznaczył Lockland. - To mój brat.
- Który próbował nas wszystkich zmienić w srebro - przypomniał Knox. - Kto w końcu zdobył Czarkamień?
- Nie wiemy - powiedział Lomo. - Być może poszukiwania przeniosły się gdzieś indziej.
- Smoczyca Jaleesa uciekła pod ludzką postacią - odezwał się krzepki mężczyzna o lśniącej brązowej brodzie. - Nie miała jednej ręki.
- Pozwólcie, że przedstawię wam mojego brata Heatha - oznajmił Lockland.
- To ty zmieniałeś wszystkich w złoto - zorientował się Knox.
- Tak, byłem w posiadaniu złotej rękawicy przez wiele lat. Po całym tym czasie rywalizacja zakończyła się katastrofą. Nie wiemy, co się stało z nagrodą.
- Zanim wszystko się skończyło, zostałeś przemieniony w złoto - powiedział Lockland.
- Mam jedynie nadzieję, że Tregainowi udało się zatrzymać nagrodę w rodzinie - rzekł Heath. - Jeśli zdobędą ją smoki, wkrótce czeka nas zagłada.
Knox zauważył dystyngowanego starszego mężczyznę z pokaźną koroną na głowie. Obok niego stała starsza kobieta w diademie wysadzanym klejnotami.
- Zaraz, czy to król i królowa? - zapytał Knox.
- To moi rodzice - wyjaśnił Lockland. - Król Hollorix i królowa Satilla.
- Muszę wam pogratulować zdjęcia klątwy - zwrócił się król do chłopca. - Marnieliśmy przez lata, usiłując przełamać impas.
- Po prostu staramy się pomóc - odparł Knox, zerkając na Tanu i Loma.
- Żeby okazać wam wdzięczność, urządzimy ucztę na waszą cześć - rzekł król, omiatając wzrokiem również ich.
- Nie poradzilibyśmy sobie bez Locklanda - zaznaczył Tanu. - Ani bez Setha i Kendry Sorensonów, opiekunów Gadziej Opoki.
- Dla Locklanda udzielenie pomocy było powinnością. Wy trzej przybyliście nam na ratunek z własnej woli.
- Nie chcę psuć wam humoru - wtrącił Knox - ale większość jedzenia w tym zamku chyba dawno się zepsuła.
Król się zaśmiał.
- Sprawdziliśmy zapasy. Wskutek zaklęcia większa część zamku była zamrożona w czasie. Nasze spiżarnie wciąż są pełne doskonałego jadła.
Knox się uśmiechnął.
- Rzeczywiście jestem głodny.
Słysząc to, wiele osób zachichotało pod nosem.
- Niestety bardzo się śpieszymy - powiedział Tanu. - Musimy się zameldować w Twierdzy Czarnodół, żeby sprawdzić, co spotkało Kendrę i Setha.
- Nonsens! - odparł król Hollorix. - Jeśli zjecie z nami posiłek, wasza misja nabierze charakteru dyplomatycznego. To oznacza, że do twierdzy będziecie mogli wrócić naszą karetą. Trudno o szybszy i bezpieczniejszy środek transportu.
- On ma rację - przyznał Lomo. - Ich latająca kareta cieszy się pełnym immunitetem. Bezpieczny powrót do domu to właśnie to, czego wam potrzeba.
- Nie będę z tym dyskutował - stwierdził Tanu.
- Czy zamek wciąż jest zabezpieczony przed smokami? - zapytał Knox.
- Jak żadne inne miejsce w Gadziej Opoce - zapewnił Lockland. - To właśnie dlatego Jaleesa uciekła. Dopiero poza terenem zamku mogła ponownie przybrać smoczą postać. A skoro sama go opuściła, nie może wrócić bez zaproszenia.
- Przygotowania do uczty już się rozpoczęły - powiedział król. - Zasiądziecie na honorowych miejscach.
- Może pomoglibyście nam w walce ze smokami? - zapytał Knox.
Atmosfera w komnacie natychmiast stała się bardziej ponura.
- Nasza polityka neutralności nie uległa zmianie, młody człowieku - odparł król Hollorix.
- Ale przecież to smoki wypowiedziały wojnę.
- Nie nam.
- Chłopak ma rację, Świetny Lud mógłby odegrać w tej walce ważną rolę - potwierdził Lomo.
- Kiedy Świetny Lud ostatnio poszedł na wojnę, zginęli wszyscy, którzy wzięli w niej udział - rzekł król. - A świat wcale na tym nie skorzystał.
- W takim razie co by było, gdybyśmy pozostali neutralni w sprawie waszego zamku? - spytał Knox. - Dalej byłby przeklęty.
- Nie akcentuj tak waszej wielkoduszności. Okazujemy wam wdzięczność, ale nie jesteśmy głupcami. Przyszliście tutaj po Czarkamień, podobnie jak smoki. Moi synowie i ja też go pragnęliśmy. Jak widać, kamienia już tu nie ma i szczęśliwym zbiegiem okoliczności klątwa została zdjęta. Nasza wdzięczność nie jest więc wcale oczywista. Sugeruję, żebyście ją przyjęli, nie okazując pychy.
- Dobra strawa i podwózka do domu - powiedział Tanu. - Proponowano mi już gorsze rzeczy.
- Na pewno są tu komnaty wygodniejsze niż ta cela - rzucił Knox.
Reakcją na jego słowa był przyjazny śmiech.
- To prawda - przyznał król Hollorix. - Przyszliśmy tu po was. Udajmy się teraz na górę.
Kiedy wyszli na korytarz lochu, Knox znalazł się obok przepięknej dziewczyny. Była od niego nieco wyższa, miała wspaniałe rysy twarzy, lodowato niebieskie oczy i bardzo jasne włosy.
- Przybycie tu wymagało od ciebie odwagi - zwróciła się do chłopca.
Wzruszył ramionami.
- Lubię ratować ludzi.
- Mam na imię Regina.
- A ja Knox. Też byłaś zmieniona w metal?
- W srebro.
- Jakie to uczucie?
- Jak sen. Ale nie taki przyjemny. Odzyskiwałam i traciłam świadomość, ale cały czas czułam się jak pasażerka we własnym ciele, wszystko było przytłumione i odległe. Bardziej świadoma byłam chyba tylko w noce hulanek, zwłaszcza w ruchu. Moja matka, Bethany, została zmieniona w złoto. To ona cię dotknęła.
- Przepraszam - odezwała się kobieta stojąca za Knoxem.
Rozpoznał ją jako ludzką wersję złotego posągu, który zapoczątkował jego przemianę w taki sam kruszec.
- Nie ma za co - odparł. - Dzięki temu wyciągnęliśmy Locklanda ze Skrzyni Ciszy.
- Czyli mojego brata - wtrąciła Bethany.
- Żałuję tylko, że przegapiłem całą akcję - rzekł Knox, rozprostowując ramię, które dopiero co było ze złota. - Dobrze by było się odpłacić smokom.
- Cieszę się, że przez większość czasu śniłam - powiedziała Regina.
- Chciałbym wiedzieć, co spotkało moich kuzynów.
- Opiekunowie są twoimi kuzynami?
- Tak. Moim dziadkom chyba zależy na tym, żebym zdobył trochę doświadczenia, zanim sam przejmę tę funkcję. Już raz uratowałem Gadzią Opokę. W pojedynkę zmierzyłem się z bandą smoków. I to oczywiście takich w smoczej postaci. Kiedy są w ludzkiej, jest dużo łatwiej.
- Musisz być nie lada bohaterem - stwierdziła Bethany.
- Ja nie używam tego słowa. Ale ludzie w moim otoczeniu owszem. Chyba uważają, że do mnie pasuje.
- Trudno cię opisać - rzucił Tanu przez ramię. - Pasuje do ciebie wiele słów.
Knox nie patrzył mu w oczy. Nie wiedział, że mistrz eliksirów to wszystko słyszy. Cicho odchrząknął.
- Nie poradziłbym sobie bez towarzyszy.
- Dzielnie się spisałeś, Knoxie - rzekł Tanu.
Chłopiec zerknął na Reginę.
- Taka moja rola.
Rozdział 1. Pod
Ronodin otworzył drzwi bez pukania.
- Podkról chce się z tobą zobaczyć.
Zaskoczony Seth podniósł wzrok znad biurka, na którym właśnie wprawiał w ruch monetę. Ronodin zlecił mu lekturę grubej księgi o widmach, co zapowiadało się nawet ciekawie, jednak potem Seth zderzył się z długaśnymi rozdziałami napisanymi archaicznym językiem. Próbował przeskakiwać strony, ale i tak nie znalazł nic interesującego.
- Kim jest Podkról? - zapytał.
- Naszym gospodarzem. Zajmujemy teraz niewielką część jego siedliska. Nie czytasz.
- Próbowałem.
- Jak długo?
- Każda minuta ciągnęła się jak godzina. Ciesz się, że jeszcze nie śpię.
Ronodin spojrzał na księgę, marszcząc czoło.
- Dotarcie do ciekawszych fragmentów zajmie ci pewnie trochę czasu.
- Może mi je streścisz? - poprosił Seth z nadzieją w głosie.
- Później. - Ronodin skrzyżował ręce na piersiach.
Był przystojnym młodym człowiekiem ubranym na czarno i zawsze sprawiał wrażenie pewnego siebie. Seth znał go od niedawna. Nie łączyła ich długa historia. W zasadzie Setha z nikim nie łączyła długa historia. Sięgał pamięcią nie dalej niż dzień wstecz, a jego pierwszym wspomnieniem była komnata w jakimś zamku i dziewczyna o imieniu Kendra, twierdząca, że jest jego siostrą. Wkrótce potem pojawił się Ronodin i parę innych osób, w tym magiczny krasnal. Odbyła się niezrozumiała dla Setha konfrontacja i chłopiec został teleportowany do innego zamku, gdzie złapała go wielka drewniana kukła. Następnie przetransportowała go przez beczkę do miejsca pod ziemią, w którym się teraz znajdował. Przebywał tu dopiero od kilku godzin.
- Ta sprawa z Podkrólem to może być poważny problem - mówił dalej Ronodin. - Miałem nadzieję, że nie będziesz się musiał z nim spotykać.
- Nie polubi mnie? - spytał Seth.
Ronodin uśmiechnął się pod nosem.
- Nawet więcej niż polubi. Będzie cię łaknął. Jest głodny wszystkich żywych istot, a szczególnie tych, które posiadają mroczne moce.
- To król podziemia?
- Król Podziemnej Dziedziny - wyjaśnił Ronodin poważnym tonem. - Włada wszystkimi nieumarłymi.
- Takimi jak zombi? I widma? - Seth znowu zerknął na czarną księgę. - Może trzeba było więcej poczytać...
- Jeśli coś powinno być martwe, ale nie jest, Podkról zazwyczaj ma nad tym władzę. Przebywanie w jego obecności jest niezwykle niebezpieczne. Ja byłem do tego zmuszony tylko pięć razy, a znam go od wieków.
- To dlaczego ja mam ryzykować?
- Prosił o ciebie.
- A gdybym po prostu się wymknął?
Ronodin westchnął.
- Przede wszystkim, to by się nam nie udało. Tu, w swojej domenie, Podkról ma olbrzymią moc. I już zwrócił na ciebie uwagę. Poza tym, potrzebujemy dostępu do jego tuneli. Podziemna Dziedzina łączy się z twoim światem w wielu zaskakujących miejscach, a to ułatwia podróżowanie.
Seth wpatrywał się w Ronodina. Jak zareagować? Od czego w ogóle zacząć? Wyglądało na to, że jest zakładnikiem króla podziemi. A Ronodin? Czy był sprzymierzeńcem Setha, czy raczej porywaczem? Chłopiec westchnął. Może sam sobie zasłużył na taki los. Nie mógł mieć pewności. Kimkolwiek był w czasach, których nie pamiętał, najwyraźniej wiódł interesujące życie.
- Nie patrz tak na mnie - powiedział Ronodin. - Czasami trzeba znieść trochę nieprzyjemności, żeby przetrwać. Bywałeś już w gorszych sytuacjach.
- Nie przypominam sobie.
- Nie pamiętać... Dla mnie to byłaby prawdziwa ulga. Zacząć życie od nowa z czystym kontem, bez ciężaru dawnych pomyłek.
- Przecież mogę być kimkolwiek.
- Nie kimkolwiek - poprawił go Ronodin. - Jesteś zaklinaczem cieni. Władasz tajemną mocą. Umiesz rozmawiać z widmami i dławić ogień.
Seth wiedział, że naprawdę posiada te moce, ponieważ nawet w tym krótkim czasie, który razem spędzili, Ronodin dał mu możliwość ich użycia. Podobno potrafiłby też mu pomóc w ich rozwinięciu.
- A ty jesteś jednorożcem? - spytał chłopiec.
- Pod ludzką postacią - odpowiedział Ronodin. - Nie każ Podkrólowi na siebie czekać. To mogłoby ci tylko zaszkodzić.
Seth próbował się uspokoić. Bez wspomnień trudno mu było zrozumieć swoje położenie. To, że musi się mierzyć z konsekwencjami, których nie rozumie, wydawało mu się nieuczciwe. Jak on się w to wszystko wpakował? Miał wrażenie, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. W tym momencie najlepsze rozwiązanie to chyba dowiedzieć się jak najwięcej i spróbować przeżyć.
- Nie mam wyboru - stwierdził.
- W tej kwestii nie masz - przyznał Ronodin.
- Ja nie jestem złą osobą.
- Skąd wiesz?
- Po prostu to wiem.
- Ja też nie jestem. Ale obaj pochodzimy z zewnątrz.
- I mieszkamy w podziemnym siedlisku króla zombi?
- Jesteśmy tutaj gośćmi. Chodź za mną.
Ronodin wyszedł, nie oglądając się za siebie. Seth się zawahał, a potem ruszył za nim. Musiał podbiec, żeby go dogonić. Skoro spotkanie było nieuniknione, lepiej iść za radami jednorożca.
- Nie wolno ci patrzeć na Podkróla - poinstruował go Ronodin. - Spojrzeć na niego to dołączyć do nieumarłych.
- Zostałbym zombi?
- Albo i gorzej. Wejdziesz do komnaty plecami do króla. Będziesz miał zamknięte oczy. Nie otworzysz ich nawet na chwilę ani się do niego nie odwrócisz. Choćby nie wiem co. Zrozumiano?
- A jeśli mnie podejdzie?
- Przebywamy w jego domenie. Jeśli Podkról zapragnie twojej śmierci, to zginiesz. Jeśli zechce, abyś dołączył do nieumarłych, niewiele będzie mogło go powstrzymać. Twoim zadaniem jest nie zrobić sobie niepotrzebnie krzywdy. Pamiętaj, nie patrz na niego.
- A jeśli użyję lustra?
- To zadziała co najwyżej w przypadku gorgony, ale nie Podkróla. Zamykasz oczy i stajesz tyłem.
- Nigdy go nie widziałeś?
- Gdybym go zobaczył, byłbym teraz nieumarły.
- A jeśli jego tam wcale nie ma? Może to same głośniki?
- Równie dobrze może być chomikiem. Albo potworem wielkim jak góra. Domyślam się, że z wyglądu przypomina swoich poddanych. Rządzi nimi, bo jest jednym z nich.
- Dlaczego chce mnie widzieć?
- Jesteś u niego gościem. I zaklinaczem cieni w czasach, kiedy taki dar stał się niezwykle rzadki. Ale poza tym nie umiem odgadnąć jego intencji.
- Czy jeśli wejdę tyłem, to nie wypadnę niegrzecznie?
- On wie, co trzeba zrobić, żeby z nim rozmawiać i pozostać przy życiu.
Skręcili za róg i ruszyli następnym podziemnym korytarzem. Seth próbował sobie wyobrazić, jak by to było stać się zombi albo widmem. Niedawno razem z Ronodinem spotkał kilka widm - wydawały się nieszczęsnymi istotami, zimnymi i pustymi.
- Czy ja już kiedyś rozmawiałem z Podkrólem? - zapytał Seth.
- Nigdy - odparł Ronodin. - Niewielu miało tę okazję.
- Szkoda, że nie pamiętam, kim jestem.
- Może tak jest lepiej, przynajmniej z perspektywy naszych aktualnych celów. Będziesz dla niego większą zagadką. Zaufaj instynktowi. Nie jesteś taki, jak inni śmiertelnicy. Znasz podstawowe zasady rządzące światem magicznym.
- Wiem, że magiczne stworzenia istnieją naprawdę. Spotkanie z widmami wcale mnie nie zdziwiło. Tak ogólnie to pamiętam widma. To znaczy teoretycznie. Nie przypominam sobie tylko żadnych konkretnych wydarzeń. Nie mam w stosunku do nich żadnych uczuć. Mam trochę informacji, ale żadnych opinii na ich temat. Żadnych skojarzeń, na których mógłbym się oprzeć. Jak mogłem dożyć tego wieku, nic nie kojarząc?
- Seth, straciłeś pamięć. Jeśli wymazaniu uległy przy tym twoje opinie, zobacz, jakie to ma zalety. Z powodu założeń, jakie czynimy, często bywamy ślepi. Teraz masz szansę doświadczyć świata nowymi oczami.
- Może i tak. Co jeszcze powinienem wiedzieć o Podkrólu?
- Im mniej wiesz, tym lepiej, zaufaj mi. Okaż szacunek. Bądź skromny. Bądź do bólu uczciwy. Nie idź na żadne nierozsądne układy. Gódź się na to, co konieczne. Nie patrz na niego.
- To trochę dziwaczne. Tak rozmawiać bez patrzenia.
- Podkról byłby ostatnim widokiem, który ujrzałbyś oczami śmiertelnika - ostrzegł Ronodin. - Troje spośród wielkich monarchów afiszuje się ze swoją potęgą: Król Smoków, Królowa Olbrzymów i Król Demonów. Królowa Wróżek i Podkról są subtelniejsi, a przez to bardziej niebezpieczni. Jeśli mogę ci doradzić jakąś strategię, to bądź zadowolony. Niczego nie pragnij. O nic nie proś. Nieumarli są pełni nienasyconych pragnień. Podkrólowi jak mało komu zadowolenie wydaje się siłą.
- Czy pomoże mi odzyskać pamięć? - zapytał Seth.
Ronodin się zatrzymał.
- Co ci właśnie powiedziałem? Niczego nie pragnij.
- I właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać, czego chcę.
- Odłóż te łaknienia na bok. Zamknij wszystkie swoje pragnienia na klucz i wyrzuć go. Zaprezentuj się jako młody zaklinacz cieni, któremu zaoferowałem nauki. Jesteś tutaj, żeby się u mnie szkolić. Nie pragniesz przyśpieszenia tej nauki. Niczego nie pragniesz. Jesteś najprostszym, najbardziej zadowolonym chłopcem na świecie.
- Spróbuję.
- Jeśli on się dowie, czego chcesz, znajdzie sposób, żeby cię skusić. Omamić. Usidlić. Zniszczyć.
- Chcę sobie przypomnieć, kim jestem - powiedział Seth - bez względu na to, czy to przed nim przyznam, czy nie.
- Postaraj się zmienić swoje myślenie na ten temat - poradził Ronodin i ruszył dalej korytarzem. - Od tego może zależeć twoje życie.
- Czy Podkról umie czytać w myślach?
- Prawdopodobnie. Ale wypowiedzenie myśli na głos dodaje im mocy. Czyni je bardziej rzeczywistymi. Wyrzeknij się w jego obecności wszystkich swoich pragnień, a może przeżyjesz.
- Myślisz, że dam radę?
- To zależy głównie od ciebie. - Jednorożec zatrzymał się przed wielkimi czarnymi drzwiami, które ozdobiono wybielonymi czaszkami różnych rozmiarów. Kilka z nich było ludzkich. - Gotowy?
- Nie. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?
- Żadnego.
Ronodin wyciągnął dłoń i położył palec na czole małej, wąskiej czaszki ze spiczastymi zębami. Na moment zamknął oczy, a kiedy cofnął rękę, drzwi zniknęły. Zza nich wylała się zimna ciemność, która oblała Setha i w okamgnieniu pochłonęła cały korytarz.
Na końcu krótkiej sękatej różdżki z gałęzi ostrokrzewu, którą trzymał Ronodin, zalśniło bladoniebieskie światło. Jej czubek był na tyle jasny, żeby odegnać atramentową ciemność, jednak niezbyt daleko. Chociaż różdżka nie była namacalna, wydawała się szczególnie odporna na światło. Ronodin wręczył ją Sethowi.
- Po co mi światło, skoro nie chcę zobaczyć Podkróla? - zapytał chłopiec.
- Zobaczyłbyś go nawet bez światła, gdybyś tylko spojrzał w jego stronę. Ale przyda ci się ono, żeby nie zboczyć ze ścieżki wyłożonej płytkami. Ta różdżka odpędzi nawet magiczną ciemność. Stąpaj ostrożnie, unikaj dziur i nie zejdź na bok między kości.
- A do tego mam iść tyłem, nie podnosząc wzroku? - upewnił się Seth.
Ronodin uroczyście uścisnął mu rękę.
- Zaczynasz łapać. Ruszaj. - Puścił dłoń chłopca. - Pamiętaj, jeśli coś pójdzie nie tak, jeśli czegokolwiek zapragniesz, będziesz zdany wyłącznie na siebie.
Chłopiec nie wiedział, co odpowiedzieć. Możliwe, że Ronodin próbował rozładować sytuację żartem, bardziej jednak prawdopodobne, że Seth miał pajaca za nauczyciela. Ronodin dał mu znak dłonią, żeby szedł dalej. Chłopiec odwrócił się plecami do ziejącego wejścia i ostrożnym krokiem przeszedł przez nie tyłem. Stąpał powoli, starając się nie podnosić wzroku. Drogę oświetlała mu różdżka, którą trzymał nisko przy ziemi, by widzieć, dokąd iść. Wystarczyło, że zrobił kilka kroków, a ciemność zupełnie pochłonęła Ronodina i drzwi.
Gładkie czarne płytki odbijały niewiele światła. Seth po cichu szedł tyłem. Po jednej stronie drogi z mroku wyłoniły się kości ułożone w nieregularne stosy. Ich biel odznaczała się ostro na granicy wyznaczanej przez światło różdżki. Dotarł do otworu wypełnionego nieprzeniknioną ciemnością, nie szerszego niż hula-hoop. Nawet kiedy zbliżył do niego różdżkę, blask nie docierał w głąb.
Miał nieprzyjemne wrażenie, że z tyłu coś go obserwuje, może nawet się podkrada, nie mógł się jednak obejrzeć z obawy, że przypadkowo zobaczy Podkróla. W mroku poza zasięgiem światła różdżki coś się chyba poruszało, niewidoczne, niesłyszalne, ale przekonująco obecne. Seth czuł niepokój, a potem strach, i chociaż jakaś jego cząstka podpowiadała mu, że to byłby irracjonalny odruch, musiał się mocno powstrzymywać, żeby nie uciec z wrzaskiem w pierwszą lepszą stronę.
Gdy tak sunął powoli po wyłożonej płytkami ścieżce, po jednej stronie zauważył porozrzucane sterty kości. Ominął kilka niewielkich dziur i zastanawiał się, jak długo jeszcze będzie tak szedł. Czy przemierzał komnatę przeciętnej wielkości, czy też droga ciągnęła się kilometrami?
Chodzenie tyłem, a do tego w przygarbionej pozycji, było męczące. Niewiarygodna cichość i bezruch dokoła sprawiały, że Seth czuł się jak w grobie. Tylko szuranie jego stóp mąciło idealną ciszę. Opierał się narastającemu niepokojowi i przerażeniu.
Raz po raz natrafiał na jakieś pojedyncze kości. Omijał je na wszelki wypadek, bo mogły być przeklęte albo skażone. Powietrze było tak zimne, że w blasku różdżki widział kłęby pary własnego oddechu.
Nagle dźwięk suchych słów uderzył Setha bez ostrzeżenia, wślizgnął mu się do uszu i zmroził do głębi.
- Kto wnosi światło w mój mrok? - zapytał głos jakby pradawny, chrypliwy i szepczący.
Seth dostał gęsiej skórki, a jego mięśnie się napięły. Lęk przed tym, co go czeka, minął - przeznaczenie miało się wypełnić już teraz. Musiał powściągnąć ochotę obejrzenia się przez ramię i sprawdzenia, do kogo należy ten suchy głos. Ten, kto przemówił, oczekiwał jednak odpowiedzi.
Chłopiec się wyprostował. Nadal stał z zamkniętymi oczami, odwrócony tyłem do rozmówcy.
- Już sam nie wiem - odpowiedział. - Podobno mam na imię Seth.
- Jesteś ciepły i żywy, młodzieńcze - stwierdził głos, a z każdym wydyszanym przezeń słowem w Secie narastało wrażenie, jakby wyciągały się ku niemu kościste dłonie.
- Bywałem cieplejszy - odparł, starając się zachować spokój. - No i jak na razie faktycznie żyję. Kim jesteś?
- Jestem tu panem. Władcą wszystkich, którzy mieszkają na dole.
- Podkrólem - powiedział Seth.
- Co sprowadza kogoś tak ciepłego w takie zimne miejsce? Dlaczego ktoś, kto niesie światło, szuka cienia?
- To nie była moja decyzja. Sprowadził mnie tu Ronodin.
- Żywi, którzy wkraczają do mojej domeny, muszą dołączyć do nieumarłych.
- Ja tego nie chcę.
- A czego chcesz?
- Tak naprawdę? Odejść stąd.
Podkról zaśmiał się cicho.
- Od chwili, gdy tylko znalazłeś się w mojej domenie, należysz do mnie. Czy nie masz tu żadnego celu?
Seth postanowił, że najlepiej będzie polegać na wskazówkach Ronodina.
- Jestem zaklinaczem cieni. Ronodin mnie uczy.
Czekał w milczeniu. Od strony, z której dobiegał głos, dało się słyszeć delikatny chrobot, jakby ktoś się poruszał.
- Ja mógłbym cię nauczyć o wiele więcej - wychrypiał cicho Podkról.
- Nie wątpię - odparł Seth.
- Jednorożec zna tylko pewien rodzaj ciemności. Ja zaś żyję w miejscu, gdzie ciemność nabiera głębi, gdzie trwa przez czas niezmierzony. Wszelkie światło trwa krótko, Secie, jest tak kruche i ulotne. To zaledwie nikły blask wobec wiekuistej nocy.
- Ja chcę tylko ćwiczyć z Ronodinem - powiedział Seth, trzymając się planu. - Czy mogę tu zostać i się tym zająć?
- Ach. Wypowiedziałeś święte słowa.
- To znaczy zostać chwilowo, na czas nauki.
- Jesteś żywy. Życie oznacza zmianę. Stany tymczasowe. Pragniesz pozostać pod moją ochroną przejściowo, tak jak jednorożec. Czy jesteś odważny?
- Przecież tu przyszedłem.
- Czy jesteś szczerego serca?
- Tak mi się wydaje.
- To, kim możesz się stać dzięki Ronodinowi, ma swoje granice. Czego jeszcze chcesz?
- Tylko uczyć się od Ronodina. - Seth pamiętał, że jego pragnienia muszą być proste. - I nic więcej.
- Mów prawdę.
Chłopiec westchnął.
- Próbuję sobie przypomnieć, kim jestem. Ale na pewno sobie z tym poradzę.
- Zostałeś przeklęty - rzekł Podkról. - W moim królestwie wędrowcy tacy jak ty są mile widziani. A śmiertelni zaklinacze cieni zdarzają się dziś niezwykle rzadko. Odwróć się i spójrz na mnie.
- Wolę nie.
Podkról zaśmiał się ochryple.
- Może pomogłaby iluminacja?
Przez zamknięte powieki Seth wyczuł nowe źródło światła. Czy skoro stał plecami do Podkróla, mógł bezpiecznie podejrzeć? Lekko uchylił powieki i ujrzał, że komnatę wypełnia chłodna biała światłość, która pozwalała dostrzec wszystko, choć bez szczegółów. Znowu mocno zacisnął oczy, tak na wszelki wypadek.
- Jeśli na ciebie popatrzę, nie będę mógł odejść - powiedział.
- Spójrz na mnie, a przetrwasz - szepnął Podkról, lecz jego głos był bardziej przeszywający, niż gdyby krzyczał. - Prędzej niż ty zgasną gwiazdy.
- Ja potrzebuję tylko miejsca, w którym mógłbym się uczyć od Ronodina.
- Pomyśl o mojej koronie... - Słowa docierały do chłopca, jakby ktoś szeptał mu je prosto do ucha, jakby były przeznaczone wyłącznie dla niego. - Mógłbyś mnie zastąpić, młodzieńcze, świetność i potęga nocy byłyby twoje. Stałbyś się panem nieprzeniknionych odmętów dziewiczego mroku, nieskończonej pustki, bez życia i bez śmierci, ponad błahą skończonością słonecznych światów.
- Ja tylko szukam dachu nad głową - odparł Seth. - Chciałbym gdzieś trochę przemieszkać, nic więcej.
- Udzielę ci tu azylu - wychrypiał Podkról. - Każde dobrodziejstwo ma jednak swoją cenę. Robię ci jedną przysługę, oszczędzając marną iskierkę twojego życia, a drugą, dając ci schronienie. W zamian za to zgodzisz się na dwa warunki albo ta iskra zgaśnie tu i teraz. Nie opuścisz mojej domeny, dopóki ja ci na to nie pozwolę, i pomożesz Ronodinowi w uwolnieniu z niewoli kilku moich poddanych. Czy to ci odpowiada?
Seth nie bardzo wiedział, czy ma wybór, jeżeli chce przeżyć.
- Czy kiedykolwiek pozwolisz mi odejść?
- Będę cię wypuszczał na krótko, żebyś wykonywał zadania. Ale ostatecznie, jeśli zapragniesz, obmyślę dla ciebie taką misję, której ukończenie zwróci ci wolność.
- Ile będę musiał czekać na tę misję?
- Obmyślę ją, kiedy ją obmyślę.
Seth nie miał wątpliwości, że nie może liczyć na nic więcej.
- W porządku.
- Umowa stoi - powiedział Podkról.
Chłopiec podskoczył, czując, że na jego nadgarstku zamyka się coś zimnego. Uchylił powiekę i tuż poniżej dłoni zobaczył widmową obręcz kajdan. Półprzeźroczysty łańcuch rozpływał się w powietrzu po pierwszych trzech ogniwach. Obręcz nic nie ważyła, a początkowy chłód szybko ustąpił. Seth spróbował jej dotknąć wolną dłonią, ale palce przeszły na wylot. Kiedy potrząsnął ręką, żeby sprawdzić, czy obręcz jest zamknięta, nie chciała się zsunąć.
- Co mam na ręce? - zapytał.
- Pamiątkę naszej umowy. Teraz reprezentantem mojej woli będzie Ronodin. Wykonuj jego polecenia, jak wykonywałbyś moje.
Seth wiedział, że wpadł w jakąś pułapkę. Ale przynajmniej żył. Oby zostało tak do czasu, gdy zorientuje się, w jakiej batalii bierze udział.
- Rozumiem.
- Ruszaj więc - wychrypiał Podkról, a jego wijące się słowa stawały się coraz cichsze. - I zabierz ze sobą światło.