Smocza saga - Łukasz Zygmunt Knyziak

Kup ebooka

10.00 zł
8.49 zł (7,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SMOCZA GWIAZDA

Pięćset milionów lat świetlnych stąd,

nad planetą Smoczy ląd...

Mieszka Leszek, duży smok,

smok co chodzi tylko w bok.

Nie do tyłu czy do przodu,

tak ma dzisiaj, miał za młodu.

Jest miejscowym latarnikiem,

gasi nocą, wznieca świtem.

Dwa księżyce, to dwa słońca.

Zawód ten z dziada na ojca

rodzinnie wykonywali.

O tradycję zawsze dbali.

Jak być może księżyc słońcem?

Co z początkiem dnia i z końcem?

By dzień nastał, na księżyce

zionie ogniem przy muzyce,

co do pracy go zagrzewa.

Czasem przy tym nuci, śpiewa

odę do smoczycy Basi,

nawet kiedy słońca gasi.

Co sił dmucha na księżyce,

które jak na torcie świece

gasną, gdy tam w dole ślepia

setka smoków w niego wlepia.

Najfajniejsze widowisko

mają ci, co widzą wszystko

przez teleskop zwierciadłowy,

wynalazek względnie nowy

na planecie Smoczy ląd.

To sekunda świetlna stąd.

Stąd, znaczy się od księżyców.

Macha czasem w dół do widzów

nasz latarnik zawodowy.

Po czym w tempie odrzutowym

dwa księżyce okrążając,

zionie, ogień rozsiewając.

Jak i też podmuchem gasząc,

kiedy noc potrzeba zacząć.

Mieszka na Bocznej planecie,

razem z Basią mają dziecię.

Maciuś, tak samo, jak tata,

na księżyce pragnie latać.

I dlatego na spacery,

choć tam nie ma atmosfery,

wybierają się nocami.

Czasem z mamą, częściej sami.

Leszek wtedy mu tłumaczy

jak ten zawód wiele znaczy.

Trzyma Maciusia za rączkę

i powtarza toczka w toczkę

to, co dziadek mawiał ojcu

i Leszkowi, jak był w kojcu.

- Nasze słońca to nie gwiazdy,

które nocą widzi każdy.

Wszystkich nawet ja nie zliczę,

a podobne ich oblicze.

Do planet w swoim obrębie

niczym pocztowe gołębie

dostarczają życiodajne

wiązki światła, ciepło fajne.

Gdy rośliny je poczują,

tlen potrzebny produkują

i kiełkują, rozkwitając,

innym formom życia dając

to, co w życiu jest niezbędne.

Dni jak noce są potrzebne.