CZĘŚĆ I
Dagmara i Patrycja
1
Patrycja zdjęła zwiewną, koronkową sukienkę przesiąkniętą zapachem bardzo drogich perfum, dymu papierosowego oraz czegoś jeszcze, czego Dagmarze nigdy nie udało się nazwać i co, jak sądziła, mogła wyczuć jedynie ona. Czyżby właśnie tak pachniała pierwsza miłość?
W oczach swej dziewczyny Pati wyglądała teraz tak niewinnie, jakby zstąpiła prosto z nieba, i nawet odznaczające się stwardniałymi sutkami jędrne piersi nie potrafiły nadać jej choć odrobiny zdziczenia czy drapieżności.
- Nie za szybko zdjęłaś ciuszki? Może zrobimy przynajmniej namiastkę atmosfery?
Na twarzy nagiej dziewczyny odmalowała się poważna, przesiąknięta śmiertelnym pożądaniem mina.
- Ja już jestem rozgrzana, a właściwie płonę.
Wbiegły do sypialni rodziców Dagmary i wskoczyły na łóżko. Kiedyś księżniczki dorobią się własnego imperium, teraz należało korzystać z tego, co było pod ręką, i nie wybrzydzać.
Biednie wcale nie było. Musiały tylko pamiętać, żeby po zabawie zatrzeć ślady i posprzątać.
- Zostaniesz na noc? Może na dłużej? Mam wolną chatę, bo moi starzy cały weekend spędzą w górach. Wrócą dopiero w poniedziałek wieczorem.
- Zostanę. Chyba nie myślałaś, że wpadłam tylko na szybki numerek?
Pati powoli zdjęła z niej szlafrok, ukazując nagie, ozdobione gęsią skórką, żądne pieszczot ciało. Strefy intymne wyglądały na stęsknione. Daga była szczupła, choć nieco pulchniejsza od swojej dziewczyny. Dobrały się idealnie i w pełni doceniały to przy każdym zbliżeniu. Do głębi cieszyły się sobą. Nie inaczej miało być dziś, tu i teraz, w tym właśnie łóżku.
- Tak bardzo cię potrzebuję - oznajmiła drżącym głosem Patrycja. - Chcę tobą oddychać, upajać się. Pragnę chłonąć każdą cząstkę ciebie...
Dagmara uciszyła ukochaną, przystawiając palec wskazujący do jej ust.
- Niech słowo stanie się ciałem.
Nagie ciała się zetknęły. Pati zaczęła jeździć opuszkami palców po skórze ukochanej oraz dotykać jej piersi. Pierwszy pocałunek był subtelny, jakby nieśmiały, ale wyrażał pragnienie i zapowiadał, że zbliża się coś naprawdę wyrazistego.
Wreszcie dłoń Dagmary zagościła na podbrzuszu Patki. Ta poczuła, jak zalewa ją fala podniecenia. Po chwili Daga muskała już językiem nieprzesadnie owłosione miejsce, w którym było najgoręcej i które szybko stawało się coraz wilgotniejsze i twardsze.
Nagle dziewczyny się wstrzymały, jak gdyby coś je zmroziło. Popatrzyły na siebie głęboko i wnikliwie, oczyma pełnymi podejrzeń. Kości zostały rzucone, ruszyła gra tajemnic, a jednocześnie niepewność podbiła adrenalinę i niczym wiosenny wiatr przywiała pragnienie prawdziwego gorąca. Najbliższy pocałunek już nie będzie kolejną zapowiedzią, a milowym krokiem do spełnienia.
Znów się zetknęły i zaczęły całować.
Dagmara z powrotem wsadziła głowę między zapraszająco rozchylone uda partnerki. Dokończyła robienie minety, fachowo, z zimną krwią, jak na szlachetną lesbę przystało.
Po chwili w przykładnie wydepilowanym kroku Dagi z wdzięcznością mlaskała już Pati. Rewanż jak rewanż, niby nic nadzwyczajnego, a jednak tkwił jakiś geniusz w tej prostocie. Niejeden amator filmów pornograficznych długo kontemplowałby nad tą sceną.
Zaspokojona dziewczyna usiadła na brzegu łóżka, a Patrycja uaktywniła się i poczęła trzeć swym kroczem o jej udo.
Szczytowanie było nieziemskie. Pasywna Dagmara pozazdrościła ukochanej tej antygrawitacyjnej wręcz mocy.
- Zrobiłam ci grzaneczkę z sosikiem - rzekła z uśmieszkiem Patka, wycierając ręcznikiem papierowym mokre, spieczone tarciem udo kochanki.
- Racja. A teraz zabierzesz mnie na przejażdżkę.
Dłoń Patrycji błyskawicznie zameldowała się w punkcie startowym, czyli w kroku leżącej na plecach Dagi. Trasa wiodła od warg sromowych, poprzez łechtaczkę, aż po najgłębsze rewiry waginy.
Doznania na szlaku przyprawiały dochodzącą o dreszcze.
Pati uchodziła za wyśmienitą przewodniczkę. Bez trudu dotarła palcami do ulokowanego na przedniej ściance pochwy punktu A, zwanego również miejscem rozkoszy, z którego droga do nieba była już prosta.
Diabły w piekle przetoczyły beczki z tajemnicami.
2
Nazajutrz, podczas gdy Patrycja jeszcze spała, Dagmara wyszła na balkon. Usiadła na skrzypiącym, wiklinowym krześle - ostrożnie, by nie zbudzić ukochanej hałasem - i, wpatrując się w biegnące w oddali tory kolejowe, pociągnęła wielkiego bucha z dopiero co zapalonego papierosa.
W jej głowie zaiskrzyło wspomnienie. Zamyśliła się znacząco.
*
W swoje jedenaste urodziny wychodzi na spacer z ukochanym labradorem, Ramzesem. Zwykły obchód po parku, jak zawsze.
Dziwi ją, że jadący pobliskimi torami pociąg pasażerski nagle zaczyna gwałtownie hamować. W dodatku pies węszy zaciekle, szarpie się i chce biec w krzaki. Ona trzyma oburącz smycz, zapierając się ze wszystkich sił. Próbuje zatrzymać czworonoga. Nie daje rady. Zwierzak ucieka i pędzi do celu.
Rusza za pupilem i po chwili widzi to, co wywęszył, czyli leżącą przy torach głowę manekina. Tak, przez chwilę myśli, że to tylko przedmiot, lecz gdy podchodzi bliżej, dostrzega mnóstwo krwi. Film jej się urywa, mdleje.
Budzi się w szpitalu i nadal nie wierzy...
*
- O czym tak myślisz? - spytała Patrycja, wyrywając ją z zadumy.
Strzepnęła popiół z papierosa, spoglądając na stojącą w drzwiach balkonowych ukochaną, owiniętą kołdrą i ewidentnie skacowaną.
- O jedzeniu - odpowiedziała. - Jestem głodna.
- To świetnie się składa, bo mam podobnie. Pozwól, że ja przygotuję śniadanie, a ty sobie pal i odpoczywaj. Nieźle cię zajeździłam. Bez sprzętu, a jednak.
Patrycja puściła Dagmarze oczko i poszła do kuchni.
Refleksja wróciła po kilkunastu minutach, a więc w trakcie palenia trzeciego papierosa.
*
Niedługo po wyjściu ze szpitala. Promyki słońca ledwo wdzierają się do pokoju przez zasłonięte okno. Siedzi zapłakana na łóżku.
Już doskonale wie, że to, co spotkało jej pijanego ojca, w medycynie nosi nazwę "wytrzewienia całkowitego". Sprawdziła w Internecie. Rozumie aż za dobrze, iż po zderzeniu z pędzącym pociągiem ani jeden organ wewnętrzny nie pozostał na swoim miejscu, a kawałki ciała są porozrzucane w promieniu kilkuset metrów od miejsca wypadku. Zapewne odpowiednie służby sporo się natrudzą, żeby wszystko odnaleźć i poskładać do kupy...
*
- Śniadanie gotowe! - krzyknęła Patrycja, znów wyrywając ją z zadumy.
- Już idę!
Dopaliła papierosa, po czym leniwie zebrała się z krzesła i ruszyła do kuchni. Wchodząc do pomieszczenia, potknęła się o próg w drzwiach, w efekcie czego upadła. Zaklęła siarczyście, wstając z podłogi.
- Nic ci nie jest? - spytała z obawą w głosie Pati.
- Wszystko w porządku. Tak to jest, jak człowiek robi się zbyt głodny.
- To siadaj i jedz. Zrobiłam tosty albo w sumie grzanki. Jak zwał, tak zwał. W każdym razie bez sosiku.
- Wiem. Już na balkonie wyczułam, że przypalasz mój toster.
Konsumpcja przebiegła łapczywie. Wyuzdana noc zrobiła swoje, organizmy domagały się uzupełnienia utraconej energii. Chleb pszenny i ser żółty może nie zapewniły wszystkich wymaganych mikroelementów, niemniej wyszło szybko oraz smacznie. Patrycja wspomogła się dużą ilością keczupu, który, choć pochodził od mało znanego producenta i przypominał krew menstruacyjną, smakował akceptowalnie, a ponadto dostarczył odrobinę cennego potasu.