Śmiertelna dusza - Piotr Reimann

Kup ebooka

19.50 zł

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Janusz idąc dalej ujrzał przed sobą potężne góry po obu stronach drogi. Chłopiec zaczął nasłuchiwać, ponieważ z daleka było słychać wielkie dudnienie, a także przeraźliwe krzyki. Janusz doszedł do niewielkiego wzniesienia, zza którego dochodziły owe odgłosy. Chłopiec im bardziej zbliżał się do wzniesienia, tym serce mu szybciej biło. I oto Janusz stanął na szczycie wzniesienia. Przed jego oczami rozlegała się ogromna dolina, a w niej dziesiątki tysięcy pracujących osób. Każdy z nich niósł na plecach potężny głaz. Za doliną, a na wprost Janusza wznosiła się ogromna góra, z której wydobywało się światło tak czerwone, jak wtedy gdy płynie lawa. Chłopiec nie wiedział jak osoby tam przebywające go potraktują, bo przecież on jeszcze nie umarł. Postanowił jednak zejść i kogoś zapytać o Boga. Janusz zszedł nieco niżej i spotkał pewnego mężczyznę niosącego ciężki głaz. Chłopiec zapytał:

– Dlaczego dźwigasz ten głaz?

– To moja kara.

– Kara za co? – pytał dalej Janusz.

– Za moje lenistwo w życiu.

– Lenistwo?! – zdziwił się Janusz.

– Tak. W życiu tylko się bawiłem i wcale nie przejmowałem się pracą. Śmiałem się z tych co pracowali, boja miałem bardzo dużo pieniędzy.

– A teraz niestety ponosisz tego konsekwencje.

– Niestety straszne konsekwencje.

– Czy w życiu przynajmniej żałowałeś tego, że się ciągle bawisz, a inni pracują? Że ty jesteś bogaty, a są też inni którzy są biedni?

– Nie, nigdy nie żałowałem.

– A pamiętasz jak umarłeś?

– Tak. To było na jednej z imprez, kiedy to po raz pierwszy skosztowałem narkotyków, które zmieszałem z wódką i papierosami. Niestety to był mój ostatni raz.

– Widziałeś swoje ciało?

– Tak, wyglądało okropnie.

– Po takiej dawce na pewno.

– No teraz widzisz moją duszę, która jest przecież odwzorowaniem ciała.

– W sumie tak.

– Czy was ktoś tutaj pilnuje? – pytał dalej Janusz.

– Częściowo.

– Jak to częściowo?

– Jesteśmy tutaj podzieleni na grupy.

– Na grupy? – zdziwił się Janusz.

– Tak na grupy. Ci wszyscy tam w dole – wskazując na prawą część doliny – są z wielkimi przewinieniami, więc są pilnowani przez złe duchy, bo nigdy niczego nie żałowali, tak jak i ja.

– Przez złe duchy? Co one robią? – pytał dalej Janusz.

– Mają baty z ognia i ich poganiają?

– A co z resztą?

– My jesteśmy specjalnie pilnowani.

– Jak to specjalnie?

– Aż strach mówić, bo nawet wtedy boli.

– Jesteście przez kogoś pilnowani?

– Tak. Wystarczy, że puszczę jakiś głaz, a natychmiast pojawia się Światłość.

– Światłość?

– Tak Światłość, która w każdym z nas powoduje straszny ból.

– A jak ta Światłość wygląda?

– Jest tak jasna, że nikt nie umie na nią patrzeć. Nikt z nas nienawidzi tej Światłości.

– Czy mówisz o Bogu?

– Tak! Właśnie o Nim mówię! Ale zaraz... – przerwał mężczyzna po czym dodał –... ty mówisz o Nim i nic cię nie boli?!

– Nie – wzruszył ramionami Janusz.

Mężczyzna zrobił wielkie oczy, po czym wskazał palcem na Janusza i krzyknął z całych sił:

– On jest od Boga!!!

W całej dolinie wszystko umilkło, a echo niosło się: „ ... jest od Boga..., ... od Boga... , ... Boga...”. Wszyscy spojrzeli na Janusza i zaczęli biegnąć w jego kierunku z okrzykiem „Zabić go!”. Przerażony Janusz zaczął wspinać się na potężną górę, a mężczyzna, który z nim rozmawiał puścił swój głaz i zaczął biegnąć za chłopcem.

Janusz ostatkiem sił wspiął się na szczyt góry skąd widział całą dolinę i górę gdzie wydobywało się czerwone światło.

Osoby potępione otoczyły górę i zaczęły się wspinać na szczyt. Już po kilku minutach Janusz został otoczony. W tym momencie chmury na niebie rozstąpiły się i na wszystkich potępionych padło światło, tak iż wszyscy spadli z góry. Janusz przyglądał się temu po czym po chwili stanął koło niego Michał i rzekł:

– Janusz, chyba już koniec tego oglądania.

Janusz stał i patrzył na Michała z dziękczynnym wzrokiem po czym dodał:

– Dzięki Michał za uratowanie.

– To nie ją ale Pan cię uratował. Ja zostałem wysłany, aby cię stąd zabrać.

– Chyba masz rację, już widziałem całe piekło, więc mogę wrócić.

– Jak to całe piekło? – zdziwił się Michał.

– To wszystko co widziałem, to jest piekło, prawda?

– Janusz, to co ty widziałeś, to zaledwie kropla w morzu.

– Jak to? – zdziwił się Janusz.

– Nie ujrzysz całego piekła. Nikt z żywych nie ujrzy.

– Czy jest jeszcze więcej cierpienia?

– Tysiąc razy większe niż takie jakie ty widziałeś.

– A co z „centrum piekła”?

– Tam są najgorsi ludzie zaczynając od zdrajców, a kończąc na mordercach i samobójcach. Każdy kto tam się znajdzie przeżywa najgorsze katusze.

– Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy?

– Dobrze, ale oglądać nie będziesz. Więc jak już wiesz, każdy potępiony, który umiera zapomina o Bogu i przestaje Go kochać. Natomiast ci najbardziej potępieni nie zapominają o Bogu i Go nie kochają, lecz nienawidzą. Podobnie jak nie kochali Go za życia.

– A jaka jest ich kara?

– Przez całą wieczność świecić będzie na nich światłość Boża, która sprawia im ból i w ten sposób ich nienawiść do Boga rośnie. Owa światłość jest do tego stopnia bolesna, że wyrywają oni sobie włosy, słychać zgrzytanie zębów. Niestety tych cierpień nie będzie końca.

– Ale ktoś może zapytać, dlaczego Bóg jest taki okrutny?

– To człowiek jest okrutny, że nie chce przyjąć tak wspaniałego daru jakim jest Boża Miłość. To nie zemsta Boga, ale nienawiść potępionych.

– A co z osobami zbawionymi?

– Na te osoby świeci ta sama światłość, ale dla nich to rozkosz, ponieważ oni przyjęli Bożą Miłość i jest ona „pokarmem ich duszy.”

– Więc ci co są potępieni nienawidzą Bożej Miłości, ponieważ w ich sercach zrodziła się nienawiść do tej Miłości czyż nie tak?

– Dokładnie tak. Widzę, że w końcu to zrozumiałeś.

– Dlaczego więc, gdy pytałem niektóre osoby o Boga, wyznanie czy miłość, odpowiadały, że nie znają Boga, ani też nie wiedzą co to jest miłość czy wyznanie?

– Zauważ też, żeby nie było, że nie każdy kto zgrzeszy idzie do piekła, ci co zostali zbawieni lub ich dusze przeniosły się do stanu duchowego zwanego czyśćcem, przynajmniej żałowały za swoje grzechy. Nieraz było to w chwili śmierci, a czasem długo przed śmiercią.

– A po śmierci żałowanie za grzechy już nie jest możliwe?

– Niestety nie. Miłosierdzie Boże jest tylko za życia, potem jest już tylko sprawiedliwość.

– Chciałbym jeszcze zapytać, dlaczego tak mało ludzi spotkałem podczas swojej drogi? – zapytał Janusz.

– Ponieważ ludzie potępieni boją się nawet swojego cienia, a co dopiero szatana, który ich prześladuje, dlatego chowają się przed wszystkim co się rusza.

– Czy postać, która przebiegała obok mnie to był szatan?

– Tak, ale ty nie mogłeś go zobaczyć...

– Bo jeszcze nie umarłem. – przerwał Janusz.

– Dokładnie.

– Czy teraz mogę kontynuować swoją podróż?

– Do czyśćca, prawda? – spytał Michał.

– Tak do czyśćca.

– A więc przenieśmy się teraz na stację.

– To już trzeci raz.

– Tak. Zaczynałeś wysiadać na ostatniej stacji, a skończysz na przedostatniej.

– Zatem kontynuujmy – dodał Janusz.

Przed Michałem i Januszem pojawiły się białe drzwi. Michał otworzył je i razem z Januszem przeszli przez nie, po czym oboje zniknęli.

Janusz z Michałem znaleźli się po raz kolejny na stacji. Oboje usiedli na ławce czekając na pociąg, po czym pierwszy odezwał się Michał:

– Jak się czujesz po częściowym zobaczeniu piekła?

– Troszkę dziwnie. Nieco inaczej wyobrażałem sobie piekło – westchnął Janusz.

– Inaczej? – zdziwił się Michał i dodał – Czy możesz mi powiedzieć jak?

– Przede wszystkim myślałem, że będzie to morze ognia w którym „kąpią się” wszyscy potępieni?

– Faktycznie, chyba to co ujrzałeś, musiało cię rozczarować. Piekło to nie „park rozrywki”, że przychodzisz, bawisz się do upadłego i odchodzisz. Dla szatana to faktycznie „park rozrywki”. Śmieje się on z człowieka, który dał mu się zwieść.

– Czy naprawdę szatan dręczy ludzi za życia? – spytał Janusz.

– Oczywiście. Czasem wnika w czyjeś ciało, a wtedy potrzebny jest na przykład egzorcysta. Ale nieraz są to inne formy prześladowania.

– Czy chodzi tobie o straszenie? – spytał nieśmiało chłopak.

– Tak – odparł Michał.

– Po co to wszystko? – zdziwił się Janusz.

– Aby ściągnąć ludzi z dobrej drogi. Człowiek zaczyna wątpić w Boga, a z czasem odwraca się od niego całkowicie.

– Czy człowiek może odeprzeć atak szatana?

– Oczywiście że tak. Najlepiej przez umartwianie swojego ciała. – rzekł Michał.

– Umartwianie? – spytał Janusz.

– Opowiem ci coś. Miało to miejsce w grocie, kiedy pewnego dnia świętemu Benedyktowi ukazał się szatan w postaci kosa, małego ptaka. Fruwał on nad jego głową i trzepotał skrzydłami. Święty Benedykt uczynił znak krzyża i ptak odleciał. Ale zaledwie kos zniknął, zaatakowała go silna nieczysta pokusa. Widział on kiedyś kobietę, która bardzo mu się podobała. Diabeł wzniecił w nim gorący płomień nieczysty. Ale nastąpił moment olśnienia: oświecony łaską z nieba przyszedł nagle do siebie. Ujrzał niedaleko gęste krzaki jeżyn i pokrzyw, obnażył się z szat i rzucił się nagi w krzaki. Kiedy wyszedł był cały poraniony, ale z poszarpaną skórą wyrzucił z serca ranę duszy. Przyjemność zastąpił bólem, to cierpienie wygasiło płomień, który w nim zapłonął. Od tego dnia owej zmysłowości nie odczuwał już nigdy więcej.

– Udało mu się – potwierdził Janusz.

– Zauważ, że gdyby święty Benedykt poddał się w owej godzinie, nie mielibyśmy Zakonu Benedyktynów.

– A czy szatan może przybierać postać jakiejś osoby? Czy może ukazywać się komuś na przykład jako święty?

– Więc teraz opowiem ci inną historię. Otóż gdy żył Ojciec Marie–Eugene i przeprowadzał rekolekcje w pewnym zakonie, został poproszony o przyjście do drugiego pokoju, bo ktoś chciał z nim porozmawiać. Ojciec ujrzał zakonnicę doskonale przypominającą świętą Teresę od Dzieciątka Jezus, którą on dobrze znał. Zaczęła go ona obsypywać różnymi komplementami na temat jego kazań, a tym samym ojciec czuł się nieswojo, zwłaszcza gdy zaczął odczuwać jaki duch ożywiał jego gościa. Ojciec Eugene zapytał tylko: „co to jest pokora?” Jak myślisz co się stało? – spytał Michał.

– Nie mam pojęcia – rzekł Janusz.

– Zakonnica zniknęła.

– Zniknęła? – zdziwił się Janusz i dodał – Po zadaniu takiego pytania?

– Tak, ponieważ diabeł nienawidzi pokory.

– Dlaczego człowiek więc nie potrafi oprzeć się pokusie i poświęcić się pokorze? – spytał Janusz.

– Bo za mało się stara i boi się cierpienia, które przecież może bardzo łatwo zniszczyć szatana.

– Cierpienie?! – zdziwił się Janusz.

– Tak. Jezus cierpiał na krzyżu, aby zniszczyć szatana i to mu się udało – rzekł Michał.

– Dlaczego tak trudno jest nam dostrzec w naszych grzechach działalność szatana?– spytał chłopak.

– Bo on się z tym nie afiszuje. Pozostaje w ukryciu niezauważony. Nie pojawia się on na pierwszych stronach gazet, aby się nie zdemaskować. Ale naszą rozmowę dokończymy w pociągu.

W tym momencie na stację wjechał pociąg. Oboje wstali i wsiedli do pociągu po czym ruszyli w ostatnią już podróż do czyśćca.