1. Luna
1
Luna
Stoisz w milczeniu przed trumną z jasnego drewna. W twoim pytającym
spojrzeniu, córeczko, wyczuwam ogrom niepewności. Co rozumie się ze
śmierci, kiedy ma się trzy i pół roku? Widzisz, że ludzie wokół ciebie
cierpią. Ten subtelny smutek, twarze zastygłe w oszołomieniu, wzrok
utkwiony w pustce, gesty niezręczne, pełne wahania... Czasem ktoś się do
ciebie odzywa, chce cię pocieszyć gestem czułym i nieudolnym lub słowem;
znasz te głosy i czujesz w nich niecodzienne napięcie, jakieś dziwne
emocje, coś drobnego, niezrozumiałego, niemal groźnego -?bo do tej pory
ci nieznanego.
Córeczko, jesteś sama, cicha i spokojna, wśród dorosłych, których
intencji po raz pierwszy w życiu nie umiesz rozszyfrować. To uczucie
jest tak uspokajające jak worek granatów bez zawleczek. Nie ośmielasz
się otworzyć ust i tylko obserwujesz tych dorosłych naznaczonych
niewidzialną raną, w których ciałach zamknięte jest tsunami.
W twoje życie właśnie wkroczyła śmierć.
To, co słyszysz, zupełnie nie pasuje do dziwnej, ciężkiej atmosfery,
która cię przytłacza, niczym koncentrat czasu teraźniejszego, studnia, z której nikt nie jest w stanie się wydostać. Radość odeszła, nikt się nie
bawi.
Nie rozumiesz, bo jak mogłabyś to zrozumieć? Co tutaj jest do
zrozumienia? Twój wujek nie żyje. Zginął kilka dni temu w wypadku. Już
nigdy go nie zobaczysz. Właśnie brutalnie opuścił twoje życie, ale w tej
chwili nie jesteś w stanie zrozumieć, co to oznacza. Czy domyślasz się,
że człowiek, którego znałaś, który bawił się z tobą jeszcze kilka
tygodni temu, jest tu, przed tobą, zastygły na zawsze w tej skrzynce?
Śmierć w twoich dziecięcych oczach jest czymś nierealnym. Ten duży,
muskularny, zabawny mężczyzna, który uczył cię wspinać się po drzewach,
zadawał ci dziwne pytania, takie ważne i dające do myślenia, ten, który
cię łapał i robił ci karuzelę, rozśmieszał cię -?nigdy go już więcej nie
ujrzysz. Jeszcze tego nie wiesz, bo na razie cała jesteś pogrążona w teraźniejszości swoich pierwszych niewinnych lat życia, ale w dekadach,
które nadejdą, zapomnisz jego twarz, gesty, śmiech, spojrzenie. Wiem to,
bo wyznałaś mi sama, jak głęboką melancholię to dziś w tobie wzbudza.
Siadam na ziemi i daję ci znak, żebyś zrobiła to samo. Siadasz obok
mnie. Moja córka. Nie chcę, by cokolwiek z tego dnia było przed tobą
ukryte. Obejmuję cię. Mam pewnie poważną, niepewną minę. Pełną emocji.
Krótkimi zdaniami opowiadam obecnym o ostatnich chwilach twojego wujka,
a mojego brata. Opowiadam o ciepłym słońcu, które rozjaśniało tego ranka
niebo -?o świetle. Moje słowa cię z pewnością dziwią, nigdy nie
widziałaś, żebym się tak zachowywał. Mój głos dziwnie drży. Cierpienie,
smutek, którego nie da się stłumić, głuche poczucie winy skryte za
pozornie pewnym tonem.
Moje życie właśnie zmieniło się na zawsze. Mam trzydzieści dwa lata.
Tydzień temu, o świcie, w kwietniowy poranek, kiedy ty jeszcze spałaś
daleko w Paryżu, ja, Thomas i kilka innych osób znajdowaliśmy się na
szosie w Afganistanie. Doszło do wypadku i Thomas zginął na moich oczach
-?wraz z trzema innymi młodymi mężczyznami. Tamtego ranka, kiedy
klęczałem na spalonej ziemi, z krwią twojego wujka na rękach, nasze
życie przyjęło obrót bardzo szczególny i ostateczny.
Ciało zmarłego to coś, co nas zbija z tropu. Kiedy spojrzymy mu w twarz
-?nie mówiąc już o jego dotykaniu -?orientujemy się, że coś jest nie
tak, że czegoś brakuje. Skóra natychmiast nabiera nierzeczywistego
koloru, już w pierwszych minutach, jakby z żywej przemieniała się w sztuczną. Szeroko otwarte oczy stają się nagle matowe, kurz osadza się
na nich bez przeszkód i gasi ich blask. Ręce i nogi robią się bezwładne,
nie stawiając najmniejszego oporu. Pojawia się brak, pustka, a przecież
ciało wygląda zupełnie jak osoba, którą się znało. Osoby tej już jednak
z nami nie ma.
Ale gdzie w takim razie jest?
W roku 2001, znienacka, śmierć mojego brata Thomasa wprowadziła to
pytanie do mojego życia. Jak mógłbym być na coś takiego przygotowany?
Nie byłem, bo któż może być? Byłem razem z nim w Azji Środkowej. Zająłem
się jego zwłokami. Przewiozłem je do Francji, żeby je tam pochować.
Przeżywałem ogromny szok. Byliśmy sobie bliscy, cechowała nas ta sama
szalona, niecierpliwa chęć poznania świata, wędrowania po tej Azji
Środkowej, w której oddychają wspomnienia świętych czasów. Już wcześniej
podróżowaliśmy razem po tej krainie, w której śmierć zaskoczyła nas tak
gwałtownie, że bardziej nie można. Chwila ta stała się niezmiernie
ważnym punktem zwrotnym w moim życiu -?wpłynęła na moją karierę
dziennikarską. A także na twoje życie.
Gdzie się podział Thomas?
2. Co chcę ci powiedzieć
2
Co chcę ci powiedzieć
To właśnie w tym czasie śmierć stała się dla mnie kwestią, nad którą
nieustannie się zastanawiałem. Od tamtej pory bez wytchnienia
wykorzystywałem swoje doświadczenie i narzędzia badacza, by zrozumieć od
strony naukowej to, co wiemy o tej chwili pełnej lęku i tajemnicy.
Zgłębiałem teorie m.in. neuronauki i innych dziedzin wiedzy, próbując
dotrzeć do natury świadomości. Jeździłem po całym świecie, rozmawiając z wieloma naukowcami, ale także ze świadkami, w szczególności z tymi,
którzy przeżyli doświadczenie śmierci. W 2013 roku oddał ducha również
mój ojciec, a twój dziadek, przez co jeszcze bardziej zapragnąłem
znaleźć jakieś wytłumaczenie tej kwestii. Konsultowałem się z niejednym
medium1. Zbadałem
wszystkie doświadczenia na granicy śmierci2 lub po zgonie bliskiej osoby3. I powoli kształtowało
się we mnie przeświadczenie, że poszukiwanie jakiejś formy życia po
śmierci stanowi hipotezę racjonalną, popartą jednocześnie przez naukę i niezliczone relacje osobiste.
Jednak nieustannie czegoś mi brakowało. Ostatecznego dowodu. Tego, który
rozproszy ostatnie wątpliwości. Tego, który pozwoli zrozumieć, dlaczego
-?pomimo kwestii to potwierdzających -?nadal nie ma w tej sprawie
jednomyślności. Dlaczego nauka i duchowość wciąż stoją ze sobą w opozycji, jak dwie przestrzenie nie do pogodzenia?
Co jakiś czas podczas mojego śledztwa dręczył mnie wewnętrzny konflikt.
Podejście naukowe okazywało się często niewystarczające, aby wybrać coś
spośród wielu hipotez. Zdania naukowców różnią się niekiedy radykalnie w kwestii interpretacji obserwowanych faktów. Wątpliwości są przecież
niezbędnym elementem każdego badania naukowego. Nauka próbuje zrozumieć
pewne dostrzeżone fakty, ale może formułować w związku z tym jedynie
hipotezy. Jej cel właśnie na tym polega: na stawianiu hipotez w celu
wytłumaczenia badanych zjawisk oraz na próbach ich potwierdzenia.
Nauka jest par excellence przestrzenią nieustannie się zmieniającą.
Nie dostarcza prawd niezmiennych już na wieki, jest bowiem szkołą
wątpliwości.
Ma ona jednak tendencję do doceniania tylko wiedzy zdobytej intelektem i uwzględniania tylko tego, co można powtórzyć. Tak więc daje nam dostęp
tylko do rzeczywistości względnej, z przyczyn, o których powiem później.
Dziś uznaje się to jednogłośnie -?czy chodzi o fizykę, biologię czy
neuronaukę, w każdej dyscyplinie naukowcy zgadzają się, że wciąż w dużej
mierze nie jesteśmy w stanie zrozumieć całkowicie naszej rzeczywistości.
Jedną z najtrudniejszych nierozstrzygniętych kwestii jest natura
świadomości. Mózg to zagadka. Albo też, w przeciwieństwie do tego, co
się sądzi o neuronauce, w tej sprawie nauka wciąż raczkuje. Narzędzia
obserwacji, którymi dysponuje, są względnie ograniczone, przede
wszystkim w kwestii precyzyjnej obserwacji w czasie rzeczywistym tego,
co się dzieje w naszym mózgu. Szybko zdałem sobie sprawę, że neuronauce
przypisuje się zdecydowanie przesadne możliwości analityczne.
Tymczasem ja szukałem odpowiedzi. Czy po śmierci naprawdę istnieje
życie, czy też nie? Szybko też się zorientowałem, Luno, że jeśli chcę
poznać szerzej świat i bardziej subtelne jego poziomy, a przede
wszystkim jeśli chcę zyskać szansę na przeniknięcie tajemnic świadomości
ludzkiej, zrozumieć, gdzie teraz znajduje się twój wujek, muszę chwycić
się innych sposobów. Do zbadania tak złożonego i delikatnego tematu nie
wystarczy żadna pojedyncza dyscyplina -?trzeba połączyć ich wiele.
Ale czy istnieją inne niż nauka narzędzia, za pomocą których można badać
naturę świadomości? Jak każdy porządny człowiek Zachodu, w dodatku
wychowany w ojczyźnie oświecenia, byłem przekonany, że nie, nie istnieją
takie metody. Nie umiałem sobie wyobrazić, że do obiektywnego
zrozumienia rzeczywistości, w której żyjemy, może nadawać się coś
lepszego niż podejście naukowe, eksperymentowanie, replikowalność,
badanie materii.
A jednak różne dyscypliny i nauki społeczne, na przykład filozofia czy
psychoanaliza, przynoszą nam interesujące informacje o kwestii śmierci.
Z pewnością są one bardziej subiektywne, ale w ciągu tych wszystkich lat
znalazłem w nich wiele inspiracji dla równoległych, bardzo ważnych
rozważań, które prowadziłem. Jednak tym, co radykalnie zmieniło tok
moich badań, było spotkanie ze specjalistami szamanizmu, psychologami,
lekarzami i antropologami. Niektórzy z nich badali i osobiście
praktykowali bardziej duchowe rytuały, stosowane od tysięcy lat, i doświadczyli tego, co nazywali innymi wymiarami rzeczywistości.
Od dziesiątek lat liczni zachodni badacze, zapraszani przez szamanów do
udziału w takich rytuałach, powracają z nich wręcz wstrząśnięci.
Zaintrygowało mnie to więc jeszcze bardziej. Zapragnąłem pójść o krok
dalej i osobiście wypróbować te obrzędy, które wzbudzają coraz większe
zaciekawienie u ludzi nauki. Dobrze wiesz, że jak postanowię, tak
zrobię.
Wszyscy szamani na świecie, niezależnie od kultury, z której się
wywodzą, twierdzą, że nawiązują kontakt ze "światem duchów". Czy jest to
tylko wierzenie? Może w tym, co mówią, tkwi ziarno prawdy? Aby znaleźć
odpowiedź na to pytanie, postanowiłem, że muszę spróbować tego, co mogło
się okazać jednym z najważniejszych doznań w moim życiu. Czy naprawdę
również i ja zdołam ujrzeć te duchowe wymiary, do których mają jakoby
dostęp mistycy z wszelkich kultur, i to od tysiącleci? Czy zdołam
zobaczyć to, co się dzieje w chwili śmierci, a może i później?
Wykazując sporą naiwność, traktowałem wówczas szamanizm dosłownie.
Myślałem, że jeśli zdołam sam ujrzeć ducha zmarłego -?twojego wujka -?z pewnością usunie to wątpliwości, które mnie przepełniały od początku
mojego śledztwa w sprawie istnienia życia po życiu.
Niczym Święty Tomasz apostoł nie potrafię -?jako dziennikarz -?wyzbyć
się w sobie pewnego niedowierzania. Muszę zobaczyć, żeby uwierzyć. I tak
właśnie trafiłem do Amazonii.
W 2006 roku, podczas mojej pierwszej podróży do puszczy, byłaś jeszcze
małym dzieckiem. Pomimo ogromnej dezorientacji, której doświadczałem
podczas moich pierwszych przeżyć z szamanizmem, wyczuwałem już
niezmierny potencjał tych technik. I stopniowo szamanizm otworzył mnie
na inną wizję świata. Zrozumiałem, że można eksplorować rzeczywistość
inaczej.
Uczyć się inaczej.
W tym celu rozpocząłem powolną inicjację, pomimo obaw, przeszkód i wytrącającego mnie z równowagi niepokoju wobec tego nieznanego mi
świata. Zapuściłem się na ścieżkę, na której musiałem się otworzyć i uruchomić swoją wrażliwość, żeby się wyzwolić na ten czas z niezliczonych automatycznych odruchów, które kierują naszymi dniami i nocami.
Nauczyłem się wykorzystywać swój umysł jako sojusznika -?żeby przestał
być przeszkodą -?i rozwijać intuicję, ale tak, by nie gubić się
jednocześnie w świecie wyobrażonym. Zajęło mi to prawie piętnaście lat.
Piętnaście długich lat, podczas których, na poboczu mojego życia
dziennikarza, w którym zajmowałem się głównie obserwowaniem,
rozszyfrowywaniem i analizowaniem licznych badań naukowych o naturze
ludzkiej świadomości, wiedząc już o ograniczeniach naszych metod
interpretacji, szedłem jednocześnie tą duchową drogą, pod znakiem
zaskakującej mnie subiektywności. Te dwa kierunki badań są pozornie
bardzo różne, ale okazało się, że niezwykle się uzupełniają. Była to
cierpliwa nauka łącząca racjonalne rozumowanie i postrzeganie
pozazmysłowe.
W trakcie tej wędrówki, Luno, zacząłem postrzegać wymiary rzeczywistości
do tej pory dla mnie niewidoczne. Intensywność i wyrazistość tych
przeżyć sprawiły, że trudno mi było nie traktować ich jako swego rodzaju
dowodu. W tej szerszej rzeczywistości, która nagle stała się dla mnie
widoczna, śmierć jakby się zamazała. Jakby nigdy naprawdę nie istniała,
jakby była tylko trwałą zasłoną, porowatą granicą, złudzeniem umysłu.
Dziś masz dwadzieścia pięć lat. Mała, milcząca dziewczynka, którą
tuliłem do siebie w ten kwietniowy dzień w 2001 roku zaraz po wyjściu z samolotu, którym przyleciałem do was z trumną Thomasa, stała się
dojrzałą kobietą, pomimo tej brutalnej ingerencji śmierci w jej
dziecięce życie.
Jest tyle rzeczy, którymi chciałbym się z tobą podzielić... Wówczas nie
wiedziałem tego, co wiem dziś. Mijają lata, a ja myślę dziś czasem o chwili, w której i ja oddam ostatni oddech. Myśl ta nie wzbudza już we
mnie niepokoju ani lęku. Wiedza, że tak będzie, przepełnia mnie głębokim
spokojem i ciekawością wyzbytą niecierpliwości. Znam uczucie, które się
w tobie rodzi, gdy o tym mówię, a chciałem o tym z tobą porozmawiać
wiele razy w ciągu ostatnich lat. Rozumiem to, bo ta sprawa naprawdę
może wytrącać z równowagi, ale to, co opowiem, wszystko zmieni.
Umrę. Och, nie od razu, nie martw się, w ogóle mi się do tego nie
śpieszy, a nawet wręcz przeciwnie -?mam coraz mniejszą na to ochotę, bo
coraz lepiej rozumiem, jakim cudem jest życie. Mamy jeszcze czas, dużo
wspólnego czasu, ale ta chwila w końcu nadejdzie i siłą rzeczy nastąpi
nieoczekiwanie. To pewne.
Dlatego chciałbym przekazać ci dziś to, czego się nauczyłem podczas
moich poszukiwań i podróży, abyś -?gdy nadejdzie ta chwila -?patrzyła na
to tak jak ja teraz. Chcę, żebyś wiedziała, że -?po tych wszystkich
latach spędzonych na szukaniu odpowiedzi po śmierci twojego wujka -
jestem przekonany, że w dniu swojej śmierci przestanę być widoczny tylko
dla twoich oczu -?ale moje istnienie trwać będzie dalej, gdzie indziej.
Śmierć nie istnieje, Luno.
Kiedy umieramy, nie przestajemy żyć. Przechodzimy tylko do innego
świata.
Spróbuję ci wyjaśnić, jak doszedłem do tego wniosku. Nie jest to kwestia
wiary, ale logiczne zakończenie długiej drogi. Żeby to zrozumieć,
będziesz musiała oprzeć się na racjonalnym rozumowaniu, tak jak ja to
zrobiłem -?bo w końcu w duchu zawsze jestem dziennikarzem -?ale nie
tylko na tym, bo kiedy człowiek zajmuje się tym tematem, okazuje się, że
wiele zagadnień wykracza poza naszą umiejętność analizy. Nie wystarczy
wiedzieć. Będziesz musiała nauczyć się słuchać głosu serca, w takim
samym stopniu jak głosu rozumu. Wymagało to ode mnie wiele czasu, bardzo
wiele, wielu podróży i licznych doświadczeń.
Twój dziadek załamał się po śmierci syna. A potem do niego dołączył.
Kiedy mówił o śmierci Thomasa, zwykł cytować słowa Baudelaire'a, nawet
jeśli w wierszu, z którego je zaczerpnął, dotyczyły czegoś innego;
mówił, że śmierć nas przerzuca za niezmierzony mur mgły1. Taki
już był twój dziadek, pamiętasz? Mnóstwo czytał i zapamiętywał całe
zdania, wiele zdań, z Tołstoja, Flauberta, Stendhala, Gogola, z tylu
innych autorów, z którymi konwersował -?swoich wymyślonych przyjaciół.
Kiedy mi cytował z pamięci muzykę ich słów, w jego oczach zawsze
ukazywały się łzy, jego głos zawsze drżał. Twój dziadek był człowiekiem
uczuciowym, wykształconym i dobrym. Opowiem ci o ostatnich tygodniach
jego życia, bo wiele dzięki nim zrozumiałem. A jego ostatni oddech...
dyskretna, niezwykła chwila miłości. Tak, śmierć rzeczywiście skrywa się
za mgłą naszych lęków, niczym niezbadana tajemnica. I jest to
rzeczywistość, która nikogo nie oszczędzi, a jednak większość ludzi woli
o niej nie myśleć. Aż nagle zjawi się w naszym życiu. Jak wtedy, gdy
zginął Thomas, przez co twój dziadek, ja i cała nasza rodzina
straciliśmy grunt pod nogami.
Biegniemy -?nie rozumiejąc tego -?ku śmierci, niczym lunatycy, i lęk,
który w nas to wzbudza, zawsze jest zaskakujący. Dlatego wypełniamy dni
ulotnymi przyjemnościami, żeby wzmocnić nasze oddalenie od duchowości.
Ten brak łączności prowadzi do uczucia pełnego bezsilności, że w naszym
życiu brakuje czegoś istotnego, ale niedostępnego. To słońce, które
zaszło. Nasza zapomniana dusza.
Jednak życie jest czymś innym niż nieunikniony zjazd ku nieistnieniu. Na
życie nie składają się jedynie te dekady, które przeżywamy w niedowierzaniu na tej pięknej, pełnej przemocy szalonej planecie. Śmierć
nie jest końcem życia. Bardzo ważne jest, byśmy to na nowo odkryli. A to
naprawdę możliwe.
Tajemnicę tę można przeniknąć. Kiedy znajdę się na progu śmierci, jeśli
pozwolą na to okoliczności i jeśli będę w stanie spojrzeć jej świadomie
w twarz, z pewnością trudno będzie znaleźć właściwe słowa -?dla ciebie,
bo będą w tobie wzbierać różne emocje, a dla mnie też, bo będę właśnie
się od nich oddzielał. Dlatego najlepiej wypowiedzieć te słowa dziś.
Najlepiej wszystko powiedzieć ci dzisiaj. Zwłaszcza że później może być
trochę za późno, by o tym rozmawiać -?na progu śmierci milczenie stanie
się bardzo cenne. Twoje gesty będą musiały być powolne i delikatne, gdy
twoja dłoń spocznie na mojej skórze, a twoje serce się ukoi.
Wytłumaczę ci wszystko, co wiem o tej chwili, co się we mnie będzie
działo, co ujrzą oczy mojej duszy, tam, dokąd się prześlizgnę, co się ze
mną stanie potem i co będziesz mogła zrobić, żeby mi pomóc, jeśli
będziesz miała na tyle odwagi. Jestem tego pewien -?bo pomoże ci to
pogodzić się spokojnie z tym, co nieuniknione. I być może będziesz
wówczas w stanie poczuć miłość, która przepełni pomieszczenie, w którym
się będziemy znajdowali, gdy nadejdzie ta chwila. Miłość ta będzie
niczym światło. Będzie materialna -?widoczna.
Chwila śmierci obnaża najbardziej ekstremalne z uczuć. To czas
paradoksalny, rozdarcie, po którym nie ma pocieszenia, ale też forma
łaski -?moment, w którym między dwoma światami otwierają się drzwi.
Po śmierci będę tam nadal, być może blisko ciebie, czasem gdzie
indziej, ale zawsze będzie istnieć między nami więź. Miłość, która nas
łączy, będzie równie intensywna i silna -?a może nawet bardziej.
Zrozumiesz, czytając kolejne strony, dlaczego tak mówię. Miłość jest
tym, co umożliwia istnienie tego związku między światami. Nauczę cię to
wyczuwać -?jest o wiele silniejszy niż nieobecność. Kiedy się na to
otwieramy, daje to nam ukojenie i niweczy niepewność.
Gdy odejdę z tego świata, wciąż będę żył. Nie miej wątpliwości -?nie
wątp w to, że miłość, którą czujemy do siebie, naprawdę jest wieczna i umożliwia dialog między naszymi duszami.
Jeśli już teraz porozmawiam z tobą o śmierci, będzie to miało skutek o wiele ważniejszy niż samo przygotowanie cię na tę chwilę -?chwilę, którą
chciałbym jak najdalej odłożyć w czasie. Skutkiem tym będzie otwarcie
pewnej drogi w twoim wnętrzu. Ja sam już tego kiedyś doświadczyłem.
Tak, boimy się śmierci. Powiedziałaś mi to. Ten temat wzbudza w tobie
lęk. I nie jesteś w tym jedyna, córeczko, nie ma w tym nic
zaskakującego. Jednak wyznałaś mi również, że nie odrzucasz tego lęku,
że nie chcesz go ignorować. Twoja otwartość robi na mnie duże wrażenie.
Podziwiam twoją odwagę -?że chcesz stawić czoła swoim obawom i mrocznym
myślom -?i potwierdzam, że tak, to właśnie godząc się ze swoją
wrażliwością, dostąpisz szczęścia i będziesz mogła w pełni przeżyć
życie. Wrażliwość nie jest słabością -?to pierwszy krok do przebudzenia.
Zgłębianie prawdy naszego jestestwa wymaga wiele odwagi i pokory. Ale
też czy nie jest najważniejsze właśnie to, co możemy zrobić ze swoim
życiem?
Tak, śmierć można oswoić. Można złagodzić swoje obawy i poznać tajemnice
śmierci. Przestaje ona być wówczas wrogiem -?zamiast tego staje się
lustrem, w którym przegląda się życie. Bo śmierć odsłania najcenniejszą
rzecz, jaką posiadamy, jeden z wymiarów naszego jestestwa: czystą
świadomość, która, jeśli nauczymy się do niej sięgać, może stać się
naszym bezcennym zasobem.
Zrozumiałem, że wszyscy mamy przewodnika -?ale nie umiemy go słuchać.
Jeśli uczynimy ze śmierci przyjaciółkę, przedmiot codziennej medytacji,
może dać nam to głęboki spokój i zmienić sposób, w jaki patrzymy na
przypadki naszego istnienia. Dzięki temu jesteśmy w stanie poczuć ten
nieśmiertelny płomień, który pali się stale w naszym sercu, to
niewyczerpane źródło inspiracji i mądrości, które tkwi w nas wszystkich.
Teraz -?w tej właśnie chwili. Poznanie siebie samego to początek
mądrości. Im wcześniej podejmiemy to wewnętrzne poszukiwanie naszej
duszy, tym mądrzejsze i bardziej otwarte będzie nasze życie.
Zanim znalazłem właściwe słowa, upłynęło ponad dziesięć lat. Nie
wszystkie pojawiły się w sposób, którego się spodziewałem. Chcę ci więc
opowiedzieć inną historię.
3. Jak zacząłem prowadzić badania nad śmiercią
3
Jak zacząłem prowadzić badania nad śmiercią
Po śmierci twojego wujka pogrążyłem się -?tak jak wszyscy -?w żałobie.
"Życie po śmierci" było dla mnie tematem zastrzeżonym dla religii albo
filozofii, to znaczy wynikającym wyłącznie z wiary i niepozwalającym na
podejście racjonalne i naukowe. A potem usłyszałem o doświadczeniach z pogranicza śmierci.
Wiesz, o ludziach, którzy na przykład po wypadku, po reanimacji
wykonanej przez ratowników, opowiadają, że patrzyli na to, zupełnie
jakby się znajdowali nad swoim ciałem, obserwując -?jak im się zdawało -
własną śmierć.
Czy gdyby Thomas przeżył, również by nam coś takiego opowiedział?
Zacząłem zbierać o tym informacje i bardzo szybko odkryłem coś bardzo
dla mnie ważnego, a mianowicie, że tematem tym interesowało się bardzo
wielu naukowców.
Wstrząsnęło to mną, bo wielu z naukowców, którzy pisali o tych
przeżyciach, nie uważało ich w gruncie rzeczy za coś wynikającego
wyłącznie z wiary czy halucynacji.
W naszym świecie, kiedy ktoś opowiada o przeżyciu wychodzącym poza
normę, które się nazywa niewłaściwie "ponadnaturalnym", z góry zakłada
się, że ta osoba nadinterpretowuje swoje doświadczenia lub się myli, że
jest emocjonalnie rozchwiana, kłamie, śniła lub miała halucynacje, czy
nawet że jest dotknięta jakimiś zaburzeniami psychicznymi. Dlatego w osłupienie wprawiło mnie odkrycie, że tylu ludzi nauki uważa te
"wyjaśnienia" za niekoniecznie trafne4. Dla wielu osób takie relacje nie są
wiarygodne, bo podważają teoretyczne podstawy ich wiedzy, ale w przypadku innych ten problem sprawia, że chcą dokładniej zbadać tę
sprawę.
W każdym razie wynika z tego, że doświadczenia z pogranicza śmierci
(zwane z angielskiego NDE -?near death experiences) stanowią
rzeczywistość psychologiczną i socjologiczną. W badaniach prowadzonych
nad nimi wyszły na jaw liczne niespodzianki. Są to anomalie w naukowym
znaczeniu tego słowa -?zjawiska rzeczywiście zaobserwowane, które jednak
są dalekie od znanych modeli i dla których nie znaleziono żadnego
konwencjonalnego wyjaśnienia.
O doświadczeniach z pogranicza śmierci zaczęto mówić w połowie lat
siedemdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, kiedy młody lekarz i doktor
filozofii, niejaki Raymond Moody, dziś sława w tej dziedzinie, wydał
przeznaczony dla szerokiej publiczności zbiór wielu dziwnych relacji,
które sam zebrał -?opowieści osób, które otarły się o śmierć. Ludzie ci
donosili, że pamiętali chwile, w których byli nieprzytomni czy pogrążeni
w śpiączce.
Uderzające były podobieństwa między ich relacjami: wrażenie opuszczenia
swojego ciała, spoglądanie na świat z wysokości, często z podaniem
dokładnych szczegółów, których osoby nieprzytomne po prostu nie mogły
znać, wizje bliskich zmarłych lub istot natury duchowej, żywe światło,
głębokie poczucie szczęścia, bycia otoczonym miłością. Niektórym przed
oczami stawało całe ich życie, doznawali trudnej do opisania ekstazy,
dostrzegali inną rzeczywistość. Czy to wszystko działo się naprawdę?
Publikacja książki Moody'ego Życie po życiu ośmieliła ludzi do
opowiadania o swoich przeżyciach i pokazała ku zdumieniu wszystkich, jak
ogromna jest skala tego zjawiska, do tej pory niewidocznego. Wkrótce po
wydaniu książki do Moody'ego zaczęły nadchodzić listy z całego kraju od
czytelników opisujących podobne przeżycia. Nie spodziewał się takiego
potopu korespondencji i zwrócił się o pomoc do swojego przełożonego,
szefa psychiatrycznego centrum kryzysowego przy Uniwersytecie Wirginii,
doktora Bruce'a Greysona, nie wiedząc, że na samym Greysonie kilka lat
wcześniej wielkie wrażenie wywarła taka opowieść jednej z jego
pacjentek. Greysonem wstrząsnęło odkrycie, że niezwykła relacja tej
młodej kobiety nie była czymś wyjątkowym, a wręcz przeciwnie5.
Pojedyncze świadectwo nie daje podstaw do przeprowadzenia badań
naukowych, ale sytuację całkowicie zmieniły liczne nowe relacje, które
zaczęły napływać do uniwersytetu.
Dziś, po blisko czterdziestu pięciu latach badań prowadzonych przez
wiele zespołów, w tym przez zespół Greysona, zebrane dane dotyczące
doświadczeń z pogranicza śmierci stanowią bezcenny korpus wiedzy. Ich
wyjaśnienie wciąż jednak pozostaje dla nauki zagadką. Te duchowe
przeżycia bowiem, oprócz tego, że zmieniają istnienie tych, którzy ich
doświadczyli, kwestionują również naszą wizję życia i nasze postrzeganie
rzeczywistości. Najbardziej niepokojące jest to, że -?na płaszczyźnie
naukowej -?doświadczenia te podważają wszystkie nasze modele, bo wiele z tych zjawisk z pogranicza śmierci powstaje podczas stopniowej degradacji
funkcji układu nerwowego, a ich intensywność wydaje się nawet zwiększać
wprost proporcjonalnie do obniżania się aktywności mózgu. Ile kobiet,
mężczyzn i dzieci na setki tysięcy osób (według badań 12-18% osób, które
przeżyły zawał, doświadcza NDE) znajdujące się w sytuacji, w której ich
życie jest w niebezpieczeństwie, a funkcjonowanie ich mózgu znacząco się
zmienia -?lub wręcz ustaje! -?informuje później, że byli przytomni
podczas tego zdarzenia, a w dodatku opisuje stany świadomości o niezwykłej plastyczności i intensywności? Świadkowie ci rzeczywiście
mówią o wyjątkowo wyrazistych przeżyciach. Wszystko stawało się
jaśniejsze, precyzyjne. Ludzie ci byli przytomni i superświadomi podczas
tego przeżycia i wszyscy opowiadają o tym, że widzieli rzeczywistość
bardziej realną niż ta, którą znają.
Zupełnie jakby po wyjęciu z laptopa baterii i zniszczeniu jego układów
scalonych komputer zaczął działać lepiej. Nie ma to żadnego sensu.
Jak mózg może umożliwiać doświadczenie poszerzenia świadomości w chwili,
gdy na przykład po zatrzymaniu akcji serca jego funkcjonowanie jest co
najmniej bardzo mocno upośledzone? Powinno być przecież dokładnie na
odwrót.
Pytanie wynikające z tych doświadczeń ma zawrotne implikacje: czy
świadomość jest zależna od mózgu? Innymi słowy, czy nadal żyjemy, kiedy
nasz mózg już nie działa? Czy doświadczenia z pogranicza śmierci opisują
to, co dzieje się w chwili śmierci?
Na konferencji w Li?ge w Belgii, w której uczestniczyłem, spotkałem
dwóch badaczy, z których każdy argumentował za zupełnie innymi
odpowiedziami na to pytanie. Byli to belgijski neurolog Steven Laureys i holenderski kardiolog Pim Van Lommel.
Jestem w tym samym wieku co Steven Laureys, dyrektor ds. badań FNRS
(Belgijski Fundusz Badań Naukowych) i kierownik jednostki badawczej GIGA
Consciousness. Ten sympatyczny, energiczny naukowiec jest także
założycielem instytucji Coma Science Group (CSG) z laboratorium w Li?ge,
którą kierował do 2020 roku. Steven należy do czołowych europejskich
badaczy w dziedzinie neuronauki. Coma Science Group rozwinęła wiedzę
ekspercką na światowym poziomie na temat śpiączki i "stanów
niereaktywnego czuwania", które wcześniej były niezbyt delikatnie
określane jako "stan wegetatywny".
Wraz ze swoim zespołem Steven zajmował się także badaniem różnych stanów
świadomości, przez co zainteresował się zwłaszcza doświadczeniami z pogranicza śmierci z punktu widzenia neuronauki.
Nie ukrywa swojego stanowiska; według niego wszystko dzieje się w mózgu:
"Hipoteza, którą testujemy z zespołem, jest taka, że wszystkie te
doświadczenia z pogranicza śmierci mają podłoże organiczne. Że niektóre
obszary mózgu ulegają podczas takiej śpiączki kaskadowym zmianom w neuroprzekaźnikach i że są to po prostu zmiany w funkcjonowaniu
mózgu" 6. Podtekst
tego stwierdzenia: doświadczenia z pogranicza śmierci nie dowodzą, że
świadomość może przetrwać śmierć.
Z drugiej strony równie znani badacze, tacy jak dr Pim Van Lommel,
twierdzą coś przeciwnego -?ich zdaniem doświadczenia z pogranicza
śmierci pokazują, że świadomość nie powstaje w naszym mózgu, a w związku
z tym utrzymuje się po śmierci, ponieważ te doświadczenia występują, gdy
wydaje się, że mózg przestał działać.
Dr Van Lommel, lekarz i kardiolog szpitalny, jest autorem
najważniejszego dotychczas przeprowadzonego badania klinicznego
dotyczącego doświadczeń z pogranicza śmierci, którego wyniki
opublikowano w prestiżowym czasopiśmie medycznym "The Lancet".
Jest on, obok Bruce'a Greysona ze Stanów Zjednoczonych i kilku innych
osób, jednym z najwybitniejszych specjalistów w tej dziedzinie.
Jego badania zbulwersowały międzynarodową społeczność medyczną, ponieważ
wykazały, że najwyraźniej można zachować świadomość, gdy ustają
wszystkie funkcje mózgu. Badanie pod nazwą Doświadczenia śmierci
klinicznej u osób, które przeżyły zatrzymanie pracy serca było
nowatorskie ze względu na skalę -?w około dziesięciu szpitalach
przeprowadzono wywiady z 344 osobami, które przeżyły zatrzymanie
krążenia -?i bezprecedensowe, jeśli chodzi o czas trwania: wywiady
przeprowadzano z pacjentami pięć, a następnie osiem lat po zdarzeniu.
Sześćdziesiąt dwie osoby, czyli 18% uczestników badania, zgłosiły
doświadczenia z pogranicza śmierci7.
Szpital uniwersytecki, w którym pracuje Steven Laureys, znajduje się w południowej części Li?ge. To właśnie na terenie tego dużego kompleksu
szpitalnego mieści się siedziba Coma Science Group. Wchodząc na teren
szpitala, muszę przedostać się przez tłum zaaferowanych pacjentów, ich
rodzin i pracowników ochrony zdrowia na przerwie obiadowej. W barach,
które mijam, jest duży ruch. Za zakrętem korytarza trafiam na windy,
którymi można dostać się na wyższe piętra. Pomieszczenia CSG znajdują
się na piątym piętrze wieży GIGA.
Panuje tam cisza i spokój.
Biuro Stevena Laureysa to duży, jasny pokój wypełniony książkami,
artykułami i dokumentami. Jest tam też odlew z żywicy -?dokładna replika
mózgu tego uśmiechniętego mężczyzny, ojca pięciorga dzieci, który sadza
mnie przy dużym stole na środku i od razu przechodzi ze mną na ty. Od
naszego pierwszego spotkania kilka lat temu w studiu telewizji France 2
parę razy rozmawialiśmy, ale nigdy nie mieliśmy okazji naprawdę szczerze
podyskutować. A ja bardzo chcę go zapytać, w jaki sposób neurolodzy
badają zjawisko z natury nieodtwarzalne, takie jak doświadczenia z pogranicza śmierci.
-?Na czym polegają twoje badania?
-?Próbuję zastosować metodologię naukową, bo bardzo mnie to ciekawi,
żeby porównać to, co mi się zdaje, że rozumiem, z tym, co mogę zmierzyć,
bez dogmatów i przyjętych z góry założeń. Jestem, jak wiadomo,
neurologiem, a więc pracuję nad mózgiem, żeby badać hipotezy. Nie mogę
ignorować tego, że jeśli zmieniamy strukturę lub funkcjonowanie mózgu na
przykład za pomocą środków znieczulających lub halucynogennych,
zmieniamy też swoje myśli, swoje postrzeganie i emocje. Świadomość to
rzecz skomplikowana.
-?To największa zagadka na świecie...
-?Tak, i dopóki nie zrozumiemy świadomości, trudno będzie wyjaśnić
doświadczenia z pogranicza śmierci. Faktem jest jednak, że stanowią one
rzeczywistość fizjologiczną i dlatego zasługują na dalsze badania.
Szkoda, że tak niewielu naszych kolegów się tym interesuje. Pozwoliłoby
nam to odejść od dychotomii "wierzę w to -?nie wierzę w to". Z jednej
strony są tacy, którzy twierdzą, że doświadczenia z pogranicza śmierci
są dowodem na to, że dusza istnieje poza ciałem, i nie idą dalej; ja
jestem trochę bardziej dociekliwy, potrzebuję teorii, która miałaby moc
przewidywania. Z drugiej strony mamy tych, którzy z góry zakładają, że
te przeżycia nie mogą być prawdziwe. Te dwie postawy wyrządzają nam
krzywdę. Problem w tym, że tak naprawdę nie wiemy, kiedy te
doświadczenia mają miejsce, i nie możemy ich odtworzyć w laboratorium.
Mężczyzna siedzący przede mną stał się znany najpierw dzięki swoim
badaniom nad śpiączką i zaburzeniami świadomości (chodzi o pacjentów,
którzy po traumatycznym ataku nie odzyskują przytomności), nad
niereaktywnym czuwaniem, a także nad zespołami zamknięcia
(locked-in-syndrome) u sparaliżowanych, ale świadomych pacjentów.
W skład zespołu GIGA Consciousness wchodzi około pięćdziesięciu osób,
nie licząc współpracowników zewnętrznych. Są to głównie psychologowie,
lekarze i inżynierowie, ale także fizjoterapeuci i fizycy. Dążą oni do
lepszego zrozumienia różnych rodzajów aktywności mózgu w stanach
ograniczonej świadomości, u pacjentów w śpiączce, w hipnozie, podczas
medytacji, w transie i pośrednio u osób, które miały doświadczenia z pogranicza śmierci.
Ważna część badań nad doświadczeniami z pogranicza śmierci prowadzonych
w GIGA Consciousness polegała początkowo na próbie lepszego zrozumienia
tych doświadczeń na podstawie relacji pacjentów. Zespół Stevena zebrał
ich prawie 2000, co stanowi znaczącą próbkę w przypadku tego tematu.
Prace prowadzono w oparciu o świadectwa spontaniczne, zatem ten pierwszy
krok miał z konieczności charakter retrospektywny i ograniczony.
Pozwolił jednak wyciągnąć bardzo istotne, a czasem nawet zaskakujące
wnioski.
Następnie, kilka lat temu, badacze Stevena postawili sobie wyzwanie
polegające na próbie "odtworzenia" w laboratorium kilku typów
doświadczeń fenomenologicznie podobnych do doświadczeń z pogranicza
śmierci, aby zobaczyć, co dzieje się w mózgu w takich odmiennych stanach
świadomości.
Aby wywołać stany świadomości możliwie podobne do doświadczeń z pogranicza śmierci, zespoły badaczy GIGA Consciousness stosowały różne
techniki, takie jak na przykład hipnoza, prosząc osoby, które już
przeżyły takie doświadczenia, aby je na nowo przywołały. Oczywiście
osoby te nie przeżywały ponownie tego samego zdarzenia, ale podczas
sesji relacjonowały, że miały wrażenia i odczucia podobne do tych, które
towarzyszyły im podczas pierwszego doświadczenia z pogranicza śmierci.
Po wprowadzeniu tych osób w hipnozę aktywność ich mózgu obserwowano za
pomocą elektroencefalografu (EEG), urządzenia mierzącego aktywność
elektryczną kory mózgowej -?skrajnie zewnętrznej części mózgu i siedliska najbardziej rozwiniętych funkcji neurologicznych.
Do "ponownego przeżycia" symulowanego doświadczenia oddzielenia od ciała
stosowano także rzeczywistość wirtualną, aby pozwolić badanym ponownie
je przeżyć. Te same testy z użyciem rzeczywistości wirtualnej
przechodzili inni ludzie, którzy nie mieli doświadczeń z pogranicza
śmierci. Aktywność mózgu wszystkich tych "królików doświadczalnych"
uważnie obserwowano. Przetestowano inne metody wywoływania takich
stanów, takie jak omdlenia: krótkie, przejściowe utraty przytomności,
jako że literatura naukowa podkreśla potencjalny związek pomiędzy
halucynacjami doświadczanymi w czasie omdlenia i doświadczeniami z pogranicza śmierci.
Z badaczami z GIGA Consciousness współpracowała także szamanka Corine
Sombrun, potrafiąca spontanicznie wchodzić w trans. Dzięki jej
uczestnictwu możliwe stało się pokazanie wpływu tego bardzo
specyficznego stanu świadomości na funkcjonowanie mózgu.
GIGA Consciousness współpracuje także z centrum badań nad psychodelikami
na Wydziale Nauk o Mózgu Imperial College London Medical School w badaniach z obrazowaniem mózgu pod kątem działania substancji
psychodelicznych wywołujących silne doświadczenia ekstatyczne, których
niektóre aspekty wykazują silne podobieństwo do doświadczenia z pogranicza śmierci. Wrócę do tego szerzej później.
Wszystkie te badania mają zatem na celu obserwacje w eksperymentach
laboratoryjnych, które choć nie odtwarzają dosłownie doświadczeń z pogranicza śmierci, dzielą z nimi prawdopodobnie pewne podobieństwa
fenomenologiczne, a także umożliwiają dostrzeżenie związanych z nimi
wzorców aktywności neuronalnej.
Każde z tych badań umożliwiło uwydatnienie korelacji pomiędzy
doświadczeniami neurofizjologicznymi badanych osób a relacjami z tego,
co według nich przeżyły. Zebrano nowe, ważne, wcześniej niepublikowane
dane.
Choć odmienne stany świadomości przypominają doświadczenia z pogranicza
śmierci, z neurologicznego punktu widzenia są one jednak bardzo odległe.
Tym bardziej że jedną z najbardziej uderzających cech doświadczeń z pogranicza śmierci jest to, że u niektórych osób dochodzi do nich wtedy,
gdy mózg wyraźnie już nie funkcjonuje.
Od tego właśnie zacząłem rozmowę ze Stevenem.
4. Śmierć mózgu i śmierć kliniczna
4
Śmierć mózgu i śmierć kliniczna
-?Widzisz korelacje między doświadczeniami z odmiennych stanów
świadomości i różnymi związanymi z nimi wzorcami aktywności mózgu, ale
doświadczenia z pogranicza śmierci czasami pojawiają się, gdy mózg
odczuwa silny ból lub nawet przestaje działać...
Steven Laureys wydaje się zaskoczony moimi słowami.
-?Przestaje działać? Nie...
-?Jak to?
-?Zachowujemy się tak, jakby udowodniono, że podczas doświadczeń z pogranicza śmierci mózg był nieaktywny, a nawet martwy. Tak nie jest.
Nikt nigdy nie wrócił do życia po śmierci mózgowej.
Od razu wkraczamy w sedno debaty: czy mózg jest nadal aktywny podczas
tych doświadczeń? Dla Stevena mózg z zasady musi być aktywny, ponieważ
jego wyjściowym postulatem jest uznanie, że całe świadome doświadczenie
jest powiązane z widoczną aktywnością w mózgu. To jest to, czego się
nauczył i co zawsze obserwował jako neurolog. Dlatego wszystkie jego
badania mają na celu lepsze zrozumienie aktywności mózgu u ludzi, którzy
przeżywają doświadczenia podobne do doświadczenia z pogranicza śmierci,
ponieważ te są z zasady spowodowane przez "zmiany w funkcjonowaniu
mózgu". Wydaje mi się, że tę hipotezę, która w zamyśle ma być
"racjonalna", w dużym stopniu podważają fakty, i nie mogę się doczekać,
by się dowiedzieć, co na to powie Steven.
Co więcej, nikt nie twierdzi, że można powrócić do zdrowia po śmierci
mózgowej. Śmierć jest procesem stopniowej degradacji. Po zatrzymaniu
pracy serca, które powoduje niedotlenienie narządów i komórek, nie
wszystkie narządy i komórki ulegają degradacji w równym tempie. Kiedy
następuje zmniejszenie dopływu do mózgu tlenu i glukozy, które są
kluczowe dla jego aktywności, mózg po kilku sekundach przestaje
funkcjonować. Znajduje się w stanie "śmierci klinicznej", który może być
przejściowy, a przede wszystkim odwracalny. Jednak po kilku minutach bez
dopływu energii proces nieodwracalnej degradacji stopniowo niszczy
wszystkie neurony i następuje "śmierć mózgu".
Po śmierci mózgu można przeszczepić pewne narządy, takie jak serce,
wątroba, płuca czy nerki, ponieważ są one nadal żywe, ale pacjent nie
będzie mógł wrócić do życia, bo jego mózg jest nieodwracalnie martwy. I rzeczywiście nie zdarzyło się, żeby ktoś po śmierci mózgu powrócił do
życia.
Tymczasem stan "śmierci klinicznej", który poprzedza śmierć mózgu i może
trwać kilka minut, to właśnie ten stan, w którym wiele osób przeżyło -
jak twierdzą -?doświadczenie z pogranicza śmierci. Ich mózg znajduje się
wtedy w stanie wstrzymania, neurony na ogół nie ulegają degradacji, ale
w zasadzie nie wykazują już aktywności. To właśnie ten moment mnie
interesuje. Formułuję inaczej swoje pytanie.
-?Nikt nie mówi, że ludzie, którzy przeżyli doświadczenia z pogranicza
śmierci, znajdowali się w stanie śmierci mózgowej, ale niektórzy byli w stanie śmierci klinicznej. A wówczas mózg wyłącza się bardzo szybko,
prawda? Wiele badań dotyczących zatrzymania akcji serca8 wskazuje, że po upływie
najwyżej dziesięciu do dwudziestu sekund nie ma już ciśnienia krwi,
zanika krążenie... więc z zasady mózg nie może już wykazywać najmniejszej
aktywności?
-?Nie ma ciśnienia, tak, taka jest mechanika. Jeśli pompa się zatrzyma,
do mózgu nie będzie już dopływać krew. W rzeczywistości serce często nie
zatrzymuje się aż tak nagle. Na przykład następuje migotanie
przedsionków, to znaczy serce zaczyna bić bardzo szybko i nieregularnie,
a to oznacza, że jego praca nie jest zbyt skuteczna. Ale nie wiemy, co
dokładnie się dzieje podczas reanimacji. Więc tak, oczywiście często
zdarza się, że obserwujemy bardzo znaczący spadek przepływu krwi. Mózg w istocie jest bardzo delikatny. Z drugiej strony jest też bardziej
wytrzymały, niż nam się wydaje, dlatego czasami przy obecnych technikach
resuscytacji i przy hipotermii udaje nam się utrzymać aktywność mózgu.
-?Z badań, o których mówię, wynika, że faktycznie przez kilka minut nie
następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu, ale już po kilku sekundach po
zatrzymaniu krążenia do mózgu przestaje dopływać krew...
-?Podczas zatrzymania krążenia dzieje się wiele rzeczy, które bardzo
trudno zaobserwować. Tak, mózg będzie wykazywał oznaki cierpienia,
spowolnionej aktywności, a wykres jego aktywności będzie stopniowo
stawał się płaski. Nie odważyłbym się jednak powiedzieć z całą
pewnością, że "po tylu a tylu sekundach następuje koniec". W rzeczywistości jest wiele zmiennych.
Rozumiem jego argumenty, ale mimo to próbuję przyprzeć go do muru.
-?Ale badania wskazują dokładny czas, wynoszący maksymalnie dziesięć do
dwudziestu sekund pomiędzy zatrzymaniem krążenia a ustaniem wszelkiej
aktywności mózgu. Nie wymyśliłem tego.
-?Chcesz wiedzieć, jakie mam o tym zdanie, więc ci powiem... Kwestia,
którą poruszasz, byłaby dobrym tematem na doktorat. Dla mnie istnieją
dwie interpretacje. Można powiedzieć, że mózg jest nieaktywny i że to
dowód na to, że świadomość musi być gdzieś indziej, ale można też
powiedzieć, że mózg jest zapewne bardziej wytrzymały i że nawet jeśli
cierpi, nadal mamy trochę przepływu, trochę aktywności mózgu. Na razie
wypowiadam się o tym ostrożnie.
Kilku anestezjologów-resuscytatorów, z którymi rozmawiałem, wyraziło te
same zastrzeżenia co Steven, w istocie wskazując na trudność w ocenie
parametrów fizjologicznych pacjenta podczas zabiegów resuscytacyjnych.
Ale faktem jest, że od chwili, w której mózg przestaje otrzymywać tlen,
komórki neuronowe zatrzymują się, aby zachować jak najwięcej energii.
-?Tak, zgadza się... -?potwierdza Steven.
-?Umrą dopiero po kilku minutach. I w tym czasie między zatrzymaniem
dopływu tlenu do mózgu a momentem śmierci mózgu nie ma już żadnej
aktywności...
-?Nie wiemy tego. Śmierć mózgu stwierdza się dopiero po kilku minutach
jego niedotlenienia. Co więcej, "płaski" wykres EEG nie wystarczy do
postawienia diagnozy śmierci mózgowej9.
-?Ale jaka energia mogłaby umożliwiać pracę mózgu, gdy przestaje krążyć
krew dostarczająca tlen niezbędny do jego funkcjonowania?
Po raz kolejny Steven unika odpowiedzi -?zasłania się ogólnikami.
-?To naprawdę temat na debatę naukową, który zasługuje na dalsze
badania. Mówi się, że w chwili, kiedy niektórzy świadkowie przeżywają
doświadczenie nieuchronnej śmierci, ich mózg już nie funkcjonuje. Może.
A może nie. Jest możliwe, i tak właśnie myślę, że do percepcji i myślenia potrzebujemy znacznie słabszej aktywności mózgu, niż dawniej
sądzono. To trop, który również warto zbadać.
A zatem Steven trzyma się takiego oto argumentu: jako że mózg nie jest
nieodwracalnie martwy, nie wiemy, co może się w nim dziać, nawet podczas
zatrzymania akcji serca. Nie można wykluczyć hipotezy, że doświadczenia
z pogranicza śmierci powodują jakiś rodzaj "aktywności resztkowej".
Omawiałem już to założenie z kilkoma badaczami i podzieliłem się nim ze
Stevenem.
-?Jednakże wielu specjalistów od doświadczeń z pogranicza śmierci, jak
na przykład psychiatra Bruce Greyson, ma trudności z wyobrażeniem sobie,
w jaki sposób resztkowa aktywność mózgu mogłaby wywoływać doświadczenie
świadomości. Nawet pomijając zatrzymanie krążenia, wiele doświadczeń z pogranicza śmierci pojawia się wtedy, gdy mózg odczuwa silny ból. Jak
zatem możemy powiązać tak bogate doznanie z aktywnością zmniejszoną w porównaniu z tym, z czym zwykle mamy do czynienia?
-?To właśnie sprawa, która nas frapuje. Myślę, że warto się nią zająć.
Myślę, że naprawdę niewiele wiemy o tym, co dzieje się podczas takich
przeżyć. Skakałbym z radości, gdybym odkrył, że istnieje świadomość poza
mózgiem! I z pewnością zdobyłbym za to Nobla. Ale trzeba prowadzić takie
badania, zachowując krytyczne podejście do własnych przekonań.
-?Wydaje mi się, że właśnie tak robi Greyson. I podobnie jak inni
naukowcy, którzy wątpią w neuronalne pochodzenie doświadczeń z pogranicza śmierci, pracuje i opiera się na świadectwach popartych
dokumentacją medyczną, których są setki!10 Badacze ci mówią, że jeśli nasza
świadomość jest skorelowana z jednoczesną aktywnością wielu obszarów
mózgu, "aktywność resztkowa" nie może tworzyć świadomych doświadczeń.
Doktor Bruce Greyson powiedział mi, że nie wierzy, by taka szczątkowa
aktywność mogła wyjaśnić doświadczenie z pogranicza śmierci.
Steven śmieje się i mówi do mnie zaczepnie:
-?W takim razie to kwestia wiary. Ja obstaję przy swoim zdaniu.
-?Nie wyraził tego w ten sposób. To jego badania skłoniły go do uznania
tej hipotezy za najbardziej wiarygodną. Myślenie, że szczątkowa
aktywność, tak subtelna, że niewykrywalna, może być źródłem
hiperrealistycznych narracji i świadomych procesów myślowych, jest
sprzeczne ze wszystkimi neurobiologicznymi modelami funkcjonowania
mózgu.
-?Nie sądzę, żeby można było tak stwierdzić, dopóki nie zrozumiemy
neuronalnych korelatów świadomości. Greyson nie przeprowadzał
eksperymentów naukowych z EEG, a tym bardziej z EEG o dużej gęstości
(256 elektrod), tak jak ja i mój zespół.
-?A gdyby jej nie było? A jeśli świadomość nie jest tworzona przez mózg?
-?Gdyby jej nie było? Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym odkrył, że
istnieje coś więcej. Ale mam jednak świadomość zmysłową, to, co teraz
widzę, co słyszę, co postrzegam, i na razie wszystkie obserwacje
pokazują mi, że jeśli zatrzymam aktywność w sieci mózgowej
odpowiedzialnej za świadomość, moja percepcja zniknie. Świadomość z definicji jest czymś subiektywnym. Nie mam problemu ze stwierdzeniem, że
nie rozumiemy świadomości. Uważają mnie za materialistę czy
redukcjonistę. Owszem, podejście naukowe polega na redukowaniu problemu
do mniejszych problemów.
-?Uważasz się za materialistę?
-?Co przez to rozumiesz?
-?Że wszystko pochodzi z materii...
Steven zastanawia się kilka sekund, a potem mówi:
-?Dobrze wiemy, że nie wszystko powstaje z materii. Od czasów Einsteina
mamy świadomość, że materia i energia są ze sobą powiązane. Ale ja
jestem neurologiem i naukowcem, patrzę na mózg i myślę, że jest to nadal
przydatne, nawet jeśli nikt nie potrafi wyjaśnić, w jaki sposób coś
materialnego, mózg, który moim zdaniem odgrywa tu dużą rolę, kształtuje
nasze myśli, spostrzeżenia, emocje.
-?To fundamentalna sprawa.
-?Tak... I temat prac naszego ośrodka badawczego w Li?ge, a także w Kanadzie!
-?Właśnie w obliczu pytania o naturę świadomości wielu badaczy formułuje
hipotezę, że doświadczenia z pogranicza śmierci są być może ziarnkiem
piasku w maszynie, które pozwoli nam modelować szerszą koncepcję
świadomości. Na przykład poprzez odróżnienie poziomu świadomości
funkcjonalnej całkowicie powiązanej z aktywnością mózgu od innego,
niezależnego poziomu świadomości. Nie chciałbyś się zapuścić na taką
ścieżkę badań?
Mój rozmówca się uśmiecha.
-?Nie jestem filozofem. Ani księdzem. Moje podejście jest naukowe,
bardzo przyziemne i pragmatyczne. Chcę zrozumieć. Jak sprawdzić tę
hipotezę, o której wspominasz? Można mi mówić, że świadomość jest
"kosmiczna", że wszyscy jesteśmy połączeni... Dobrze, ale mnie nie
zadowalają poetyckie wyjaśnienia. Jeśli jest to energia lub fala, muszę
to zdefiniować, tak aby tę hipotezę można było przetestować. Żeby
uzyskać prawdziwą, wartościową hipotezę naukową, która będzie coś
wyjaśniać i umożliwi przewidywanie czegoś.
Za dużymi oknami biura Stevena powoli zaczyna się ściemniać. Nadchodzi
wieczór. Od rozpoczęcia tej rozmowy minęła ponad godzina i Steven musi
już wyjść. Powiedział mi wcześniej, że musi odstawić jedno ze swoich
dzieci na obóz harcerski, więc zaproponował, że mnie podwiezie w stronę
hotelu -?szpital uniwersytecki, w którym rozmawiamy, znajduje się daleko
od centrum.
Gdy odebraliśmy jego syna z domu i przywitaliśmy się z jego żoną,
Vanessą Charland, neuropsycholożką specjalizującą się w nauczaniu
medytacji uważności, Steven podwiózł mnie do centrum Li?ge. Zapadała
noc, a ja poszedłem na spacer nad Mozą.
Rozmowa nieco mnie zasępiła. Doceniałem serdeczną atmosferę i rozumiałem
stanowisko Stevena -?było to stanowisko neurologa, naukowca zajmującego
się opracowywaniem eksperymentów mających na celu lepsze zrozumienie
mózgu w tych niezwykłych stanach. Niepokoiło mnie jednak przekonanie, z jakim utrzymywał, że resztkowa aktywność w fazie resuscytacji może
wywoływać stan świadomości na jawie tak intensywny jak doświadczenia z pogranicza śmierci, nawet jeśli rozumiałem, że dla niego nie jest to
"wyjaśnienie doświadczenia z pogranicza śmierci", lecz tylko hipoteza
robocza. Jestem w stanie pojąć, że jako naukowiec nie chciałby tego
wykluczać bez przeprowadzenia badań. To kwintesencja podejścia
naukowego.
Jednak postulowanie, że pomimo zmian fizjologicznych i pozornie
niefunkcjonującej kory mózgowej aktywność resztkowa, całkowicie
spekulatywna i nigdy niezaobserwowana, może być źródłem tych
doświadczeń, prowadzi według mnie do tego, że konieczne staje się
przymykanie oczu na istotne elementy tych doświadczeń. W ich trakcie
dzieje się tak wiele niesamowitych rzeczy, które sprawiają, że ta
hipoteza staje się niemożliwa... Wrócę jeszcze do tego i wyliczę ich
cechy, które wymagają od nas ponownego przyjrzenia się naszym założeniom
na temat natury świadomości.
Ale wcześniej być może warto nieco dokładniej zbadać, co neurobiolodzy
wiedzą o świadomości, a czego nie. Podobnie jak kwestię jej pochodzenia.
Kiedy mówię o "świadomości", co to dla ciebie oznacza, Luno?
5. Co wiemy o świadomości?
5
Co wiemy o świadomości?
Skąd wiesz, że żyjesz, córeczko? Jak to się dzieje, że jesteś w stanie
obserwować swoje życie, myśleć, wzruszać się, kochać? Bo jesteś świadoma
swojego istnienia? Oczywiście, ale dlaczego jesteśmy tego świadomi?
Dlaczego mamy przeżycia wewnętrzne? Czy to proces, czy stan? Czy jest to
umiejętność rozwinięta przez nasze neurony w życiu płodowym, czy stan
stały, niezależny od życia biologicznego?
Termin "świadomość" określa nasze doświadczenia subiektywne, z natury
nieuchwytne -?przepływ myśli i uczuć, które mamy na jawie.
Ale gdzie powstaje świadomość?
W mózgu? Jest to w gruncie rzeczy teoria najbardziej logiczna. Dlaczego?
Bo w naukach zajmujących się układem nerwowym dostrzega się
bezsprzecznie procesy neurobiologiczne, które stanowią podstawę
subiektywnych doświadczeń.
Na przykład aktywność elektrochemiczna wykryta w danym obszarze mózgu
może być powiązana z daną funkcją świadomości -?językiem, pamięcią,
postrzeganiem, jawą itd. A poza tym i przede wszystkim nawet drobna
dysfunkcja mózgu wpływa -?jak się zdaje -?na naszą świadomość.
Dysponujemy wieloma dowodami potwierdzającymi te związki. Urazy mózgu
mogą pociągać za sobą utratę świadomości. Udary mózgu mogą pogrążyć
człowieka w śpiączce. Napady padaczki pociągają za sobą czasową utratę
świadomości, której towarzyszą zawsze konkretne zmiany widoczne w badaniach EEG. Nie ma wątpliwości, że między naszymi świadomymi
doświadczeniami i mózgiem istnieje związek. Ale czy związek między dwoma
elementami zawsze implikuje, że jeden z nich jest przyczyną drugiego?
Nie. To, co obserwujemy, to korelacje pomiędzy aktywnością
neurobiologiczną i świadomością. I jeśli ktoś twierdzi, że aktywność
wykryta w danym obszarze mózgu, nawet jeśli jest powiązana z konkretnym
stanem świadomości, powoduje ten stan świadomości -?to w rzeczywistości
tylko spekuluje. Neurobiologia może zatem potwierdzać jedynie korelacje,
relację pomiędzy działalnością neurobiologiczną i stanami umysłowymi.
Jest to niezmiernie ważne.
W rzeczywistości bowiem kwestia tego, z czego bierze się świadomość,
stanowi dla społeczności naukowej tajemnicę. Ta wielka zagadka naukowa i filozoficzna: jak mózg, ta biologiczna struktura składająca się z 86
miliardów neuronów, w głębi której przebiega jeszcze więcej interakcji,
może wytwarzać doświadczenie wewnętrzne -?została nazwana "trudnym
problemem świadomości".
I nikt nie potrafi tej zagadki rozwiązać.
W specjalnym wydaniu z okazji sto dwudziestej piątej rocznicy swojego
istnienia czasopismo naukowe "Science" prezentuje ją jako drugi
najważniejszy problem do dziś nierozwiązany przez naukę11.
Powszechnie przyjmuje się, że świadomość wypływa z aktywności mózgu, ale
tej hipotezy nie podzielają wszyscy neurobiolodzy, w tym wielu
wybitnych, stojących na czele najważniejszych ośrodków na świecie. Na
przykład amerykański uczony Christof Koch, zajmujący się badaniami
dotyczącymi świadomości, mówi: "Subiektywność zbyt radykalnie różni się
od wszystkiego, co jest fizyczne, żeby mogła być zjawiskiem
emergentnym"12.
Chce przez to powiedzieć -?a jego zdanie podziela wielu innych znanych
neurobiologów, a także filozofów13 -?że doświadczenie wewnętrzne, osobista
subiektywność, tak głęboko różni się od elementów fizycznych
składających się na rzeczywistość materialną, że nie można wyjaśnić
tego, jak wyłania się -?niczym w wyniku czarów -?z zespołu neuronów,
nawet jeśli jest tych neuronów bardzo wiele.
Nie ma w gruncie rzeczy żadnych dowodów na to, że coś tak
niematerialnego jak świadomość powstaje z materii.
I nawet trudno jest to sobie wyobrazić.
Filozof Bernardo Kastrup jest podobnego zdania, pisząc, że "musi być
możliwość wywnioskowania emergentnych właściwości złożonego systemu z właściwości jego składników, znajdujących się na niższym poziomie"14. Innymi słowy,
połączenie elementów wyłącznie materialnych nie może wytworzyć funkcji
niematerialnej, takiej jak wrażenie, że się istnieje. W związku z rolą
mózgu Kastrup pisze dalej: "W ujęciu materialistycznym niezmiernie
problematyczne jest, jak i dlaczego tej strukturze, jej funkcjom i aktywności może towarzyszyć doświadczenie wewnętrzne. Komputer osobisty
ma również strukturę, funkcje i działa. Jednak jego wewnętrznym
obliczeniom w żaden sposób nie towarzyszy świadome doświadczenie
wewnętrzne"15.
Istotnie -?komputer nie ma emocji.
Póki nie da się udowodnić czegoś przeciwnego, komputer, nawet
najbardziej wydajny, nie będzie miał doświadczeń wewnętrznych. Sztuczna
inteligencja może imitować świadomość, ale nie jest świadoma -?tylko...
inteligentna. Może wykonywać obliczenia z cudowną prędkością, jest w stanie się uczyć, rozwijać pewną funkcjonalną autonomię, ale nie może
się wzruszać na widok pejzażu, kwiatu czy płótna Odilona Redona.
Nie, komputer nie ma doświadczeń wewnętrznych, nawet jeśli osiągnięcie
tego jest ambicją paru miliarderów dążących do zdobycia nieśmiertelności
fizycznej i staje się tematem poruszających opowieści, jak w filmie
Ona, który razem oglądaliśmy, tym z Joaquinem Phoenixem.
W rzeczywistości wyjątkowa złożoność komputera, tak jak złożoność sieci
neuronowej, nie prowadzi automatycznie do pojawienia się świadomego
doświadczenia. Postrzeganie mózgu jako czegoś w rodzaju superkomputera
to popularna metoda zrozumienia niektórych aspektów jego funkcjonowania,
ale porównanie to nie może absolutnie oddać aspektu świadomości opartego
na doświadczeniu ani tym bardziej pomóc w zrozumieniu jej pochodzenia.
Analogia ukazująca mózg jako superkomputer nie jest w stanie wyjaśnić, w jaki sposób doświadczamy subiektywnie kolorów, smaków, zapachów, obrazów
czy dźwięków w otaczającym nas świecie -?ani wielu zjawisk psychicznych,
o których będę mówił w tej książce, m.in. doświadczeń z pogranicza
śmierci.
Dlaczego zatem koncepcja, że świadomość wywodzi się z aktywności mózgu,
jest uważana za oczywistą przez większość środowiska naukowego,
intelektualnego i szerokiej publiczności, choć nie opiera się na żadnych
dowodach naukowych i w dodatku wiążą się z nią zasadnicze problemy? W rzeczywistości opiera się na swego rodzaju nieświadomej pewności, którą
przesycone jest całe nasze społeczeństwo -?że wszystko można wyjaśnić za
pomocą kwestii fizycznych i wszystko można zrozumieć, jeśli zdołamy
określić relacje przyczynowo-skutkowe rządzące naszą materialną
rzeczywistością.
Ten sposób myślenia jest zwany materializmem.
W wizji materialistycznej ludzie są niezmiernie skomplikowanymi
maszynami biologicznymi. Wszystko, czym jesteśmy i co robimy, powinno
być zatem z założenia możliwe do wyjaśnienia za pomocą zjawisk
fizycznych, chemicznych i biologicznych.
Nasza tożsamość, emocje, wspomnienia, byt, którym jesteśmy, nie mogłyby
istnieć poza materią, a zatem świadomość musi być wytworem naszego
mózgu.
Pogląd ten wydaje się uzasadniony i stanowi wciąż najlepszy model
teoretyczny pomagający w zrozumieniu naszej zwyczajowej rzeczywistości.
Pozostaje jednak modelem hipotetycznym, w dodatku coraz bardziej
nadkruszanym przez doświadczenia z pogranicza śmierci (i nie tylko).
Ta materialistyczna wizja działa jak okulary ze zniekształcającymi
soczewkami, ponieważ nie zdając sobie z tego sprawy, patrzymy na świat,
w którym żyjemy, i interpretujemy go właśnie poprzez ten filtr.
A przede wszystkim robią tak naukowcy.
Nauka potrzebuje teorii, żeby interpretować owoce swoich badań.
Najbardziej metodyczne doświadczenia naukowe zawsze są interpretowane
subiektywnie, w zależności od modelu teoretycznego. Od jej początków
określa się w niej modele rozumienia świata na podstawie posiadanej
wiedzy. Modele te służą do analizowania naszej rzeczywistości i do
interpretowania zaobserwowanych w niej zjawisk. Ale wiedza ewoluuje i nowe odkrycia regularnie podważają wcześniejsze dane, które pozwoliły na
opracowanie dawnych modeli.
Z biegiem czasu pojawiało się wiele rewolucji naukowych, które zmuszały
nas do zmiany modeli i teorii -?do określania tych modeli używa się
terminu "paradygmat".
Jeśli przyjrzymy się historii nauki w poprzednich wiekach, zobaczymy,
jak wiele naukowych "prawd" w rzeczywistości miało charakter bardzo
efemeryczny. Nasze zrozumienie rzeczywistości zawsze zależało od wiedzy
posiadanej przez ludzkość w danym momencie historycznym, siłą rzeczy
niepełnej. Dlaczego więc dziś miałoby być inaczej? Dlaczego zachowujemy
się tak, jakby nasza obecna wiedza miała już na zawsze pozostać
niezmienna? I choć nasz aktualny paradygmat -?materialistyczny -?wydaje
nam się bardzo uzasadniony, dlaczego miałby być ostateczny, skoro żaden
z poprzednich taki nie był?
Materializm nie jest oparty na pewnikach, ale na hipotezach -?logicznie
rzecz biorąc efemerycznych -?jest więc poglądem raczej metafizycznym niż
naukowym. Bezkrytyczne przywiązanie do niego przypomina zatem swego
rodzaju formę wiary...
A jednak to właśnie robimy, choć -?jak mi to uświadomił słusznie Steven
-?paradygmat materialistyczny przestaje funkcjonować, kiedy tylko
zagłębiamy się w zjawiska ekstremalne. Na przykład fizyka newtonowska
działa dla świata makroskopowego, w którym żyjemy, ale jeśli się
przeniesiemy do świata niezmiernie małego -?subatomowego -?nie wyjaśnia
już ona wcale zjawisk, które można tam zaobserwować. Na tym poziomie
materia nie zachowuje się już jak materia -?działają tam inne prawa
fizyki.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki