ROZDZIAŁ DRUGI
Zegar elektroniczny wskazywał trzecią siedemnaście, kiedy zadzwonił telefon. Nicola Bridge jednak nie spała. Udało się jej złapać nieco poniżej czterech godzin snu i obudziła się o drugiej czterdzieści dwie. Od tamtej pory leżała w pościeli, zmuszając się, by nie sięgnąć po telefon i nie zapalać lampki. Zamiast tego trzymała nieruchomo głowę na poduszce i wpatrywała się w odnowiony sufit. Światło z korytarza - nie zdołali się wyzbyć tego nawyku i wcale nie chcieli, choć ich syn, Ethan, skończył już siedemnaście lat - przenikało przez szczelinę pod drzwiami, rzucając wąski promień na podłogę u stóp łóżka.
Nicola nie zdołała jeszcze przespać całej nocy w nowym miejscu, a upłynęło już siedem tygodni. Nie sądziła, żeby winny był dom - z nim wszystko wydawało się w najlepszym porządku. Tak samo sypialnia. Wierzyła nawet, że z czasem ją polubi. Mimo to budziła się regularnie każdej nocy przed trzecią.
Rozzłoszczona.
Nigdy nie sypiała głęboko. Po narodzinach Ethana było jeszcze gorzej, gdyż uwrażliwiła się na wszelakie odgłosy dobiegające do niej w nocy. Od tamtej pory przespane noce stały się uniwersalnym lekiem, z którego dobrodziejstw korzystali wyłącznie inni, w tym Mike. Kiedy zaczęli się spotykać, nie wychodziła z podziwu dla sposobu, w jaki spał: bardzo rzadko się poruszał. Twierdził również, że nie miewa żadnych snów. Wydawało się to jej podejrzane.
Nauczyła się żyć z własną nocną słabością. Wcześniej lubiła nawet przebywać w ciemności. Cisza oznaczała dobre warunki do myślenia, czasami o pracy, czasami o życiu. Pomagała jej oczyścić myśli albo spojrzeć na jakiś problem z innej perspektywy. Zmieniło się to jednak od momentu przeprowadzki. Jej rozmyślania o trzeciej w nocy nie były już wcale przyjemne, wręcz przeciwnie.
Leżąc, czuła narastający gniew. Emocje, które odczuwała w łóżku, miały zwykle taki sam wzorzec. Gniew ustępował miejsca zniechęceniu, które stopniowo przechodziło w zwątpienie w swoje siły, poczucie winy, a na koniec w głęboki lęk egzystencjalny. Potem wszystko zataczało koło, powracając do czegoś bliskiego wrzeniu. Na tym etapie jej serce waliło wściekle i próbowała uspokoić własny oddech.
Niektóre noce okazywały się szczęśliwsze i spała do piątej. Zakładała wtedy słuchawki i włączała playlistę z utworami, dzięki którym wracała do czasów, kiedy miała siedemnaście lat i była pełna nadziei.
Pytanie, które nie dawało jej spokoju i które dręczyło ją za każdym razem, kiedy leżała we wczesnych godzinach porannych, było proste: Czy podjęłam właściwą decyzję? Czy okazałam się idiotką?
*
Wpatrywanie się w sufit zostało brutalnie przerwane przez brzęczenie dobiegające ze stolika nocnego. Nicola nauczyła się odkładać telefon na noc na miękki materiał i przełączać go na wibracje, żeby ewentualne przychodzące połączenie obudziło tylko ją. Flanela ostatnio zniknęła, ale nawyk pozostał. Sięgnęła pospiesznie po telefon, czując wibracje w dłoni. Odebrała połączenie i usłyszała niepokój w głosie osoby na drugim końcu linii.
Sierżant Nicola Bridge wysłuchała opisu tego, do czego właśnie była wzywana, nie wierząc w to, co słyszy.
*
Kiedy spróbowała wydostać się bezgłośnie z sypialni na korytarz, zderzyła się z dwoma nierozpakowanymi jeszcze kartonami i zaklęła. Ethan musiał je przesunąć, kiedy szedł do łóżka, nie zdając sobie sprawy, że stwarza zagrożenie dla wszystkich innych: nieuświadomione poczucie własnej wartości siedemnastolatka, wyrażone w tekturze.
Drzwi drugiej sypialni uchyliły się lekko i wyjrzał zza nich zaspany Mike.
- Przepraszam... - wyszeptała Nicola.
- Wszystko w porządku? - wymamrotał, z trudem otwierając oczy.
- Dostałam telefon - odparła, unosząc trzymaną komórkę jako dowód.
Mike pokiwał głową.
- Jedź bezpiecznie - odparł, po czym wycofał się do ciemnej sypialni i zamknął za sobą drzwi.
Cieszę się, że ty dobrze sypiasz, pomyślała Nicola z przekąsem, schodząc po schodach na parter.
*
Nie wydarzyło się to przynajmniej w ciągu dnia, przemknęło jej przez myśl, kiedy jechała na zachód. Przeszkoda na A35 tuż za Wynstone, gdzie dwupasmowa szosa zwężała się do jednego pasa, bez wątpienia spowoduje ogromny korek we wczesnych godzinach porannych. A35 była główną arterią biegnącą w kierunku zachodnim wzdłuż wybrzeża. Szybko tworzył się na niej ruch i jeszcze szybciej potrafiła się poważnie zakorkować. Przy odrobinie szczęścia i wysiłku nocny incydent zostanie usunięty przed rozpoczęciem porannego tłoku.
Dojechawszy na miejsce, wysiadła z auta i wyszła na zimne powietrze, ściskając w dłoniach termos z herbatą. Popatrzyła na biały namiot, który rozłożyli już technicy - przypominał jej w ciemności latarnię ulokowaną na wzgórzu. Rozejrzała się dookoła: po obu stronach szosy ciągnęły się pola. W oddali widniało morze. Postawiono już barierki, a scenę oświetlały żółto-niebieskie, migające światła. Świeżo ogolony, młody funkcjonariusz, którego nie znała jeszcze z nazwiska, stał na drodze w gotowości, by pokierować nieistniejącym jeszcze drogowym ruchem. Uśmiechnął się do niej w nadziei na reakcję. Oto i wigor młodego człowieka, któremu nie przeszkadza wczesna godzina poranna.
- Miejmy nadzieję, że już nas tu nie będzie, kiedy zaczną jeździć w tę i we w tę, pani sierżant!
Nicola odpowiedziała mu uśmiechem.
- Byłeś tu pierwszy?
Chłopak spoważniał, nieco zakłopotany.
- Tak. Dziwny przypadek, muszę przyznać.
Minęła go, zaniepokojona wyrazem jego twarzy.
Stanęła pod namiotem i wcisnęła swoje długie kończyny w specjalny skafander. W szkole dziewczyny mówiły na nią "szczapa", jej dłonie nazywały "grabiami". Później, kiedy zakręcili się wokół niej faceci, była już "smukła". Raz nawet usłyszała o sobie, że jest "sylfidą". Nawet teraz, kiedy skończyła trzydzieści osiem lat, nie była przekonana, które z określeń było najwłaściwsze.
We własnych oczach była wysoka - dobiła do stu osiemdziesięciu centymetrów (jako nastolatka odczuwała ulgę, że na szczęście nie przekroczyła tego wzrostu, jakby od początku jej wpajano - czy faktycznie tak było? - że nie istnieje nic gorszego niż wysoka kobieta) - i szczupła. Miała solidne kości - "wspaniałą budowę kostną", jak usłyszała kiedyś od pewnego fotografa, który robił jej zdjęcie do profilu zawodowego. W te dobre dni, ubrana w rzadko zakładane eleganckie ciuchy, które trzymała na jeszcze rzadsze eleganckie wyjścia, uważała siebie nawet za dość atrakcyjną. W te gorsze, kiedy nosiła workowatą lub źle dopasowaną odzież, myślała o sobie jak o zwykłym wieszaku. Najczęściej jednak balansowała między jednym a drugim.
Rękawiczki. Osłonki na buty. Średniej długości, ciemne włosy związane z tyłu, na głowie kaptur. Gotowa. Lubiła tę procedurę - rytuał, w trakcie którego jej umysł sam się oczyszczał. Obserwacja, przetwarzanie, analiza. Nie wolno niczego przegapić. Już teraz widziała trudności w zachowaniu czystości miejsca przestępstwa. Ile samochodowych opon przejechało dotąd w pobliżu?
Sierżant Bridge uniosła skrzydło wejściowe namiotu i z uśmiechem skinęła głową do przebywającej w środku techniczki. Starsza kobieta, po pięćdziesiątce. Nicola wciąż się irytowała, że nie zna jeszcze nazwisk wszystkich współpracowników. Sama nie zdążyła się przedstawić, bo spojrzała przed siebie i z niedowierzaniem otworzyła szerzej oczy.
Ciało mężczyzny, chyba nagie, z dolną połową ukrytą w starym, jutowym worku. Ręce skrępowane za plecami. Pozbawiona życia, szara twarz ze śladami krwi, które spłynęły z czubka głowy. Oczy otwarte, wpatrzone przed siebie. Zmierzwione ciemne włosy. Prawdopodobnie po czterdziestce lub tuż przed nią. Posadzono go wyprostowanego na starym, drewnianym krześle, co umożliwiły skrępowane za oparciem ręce.
Na jego głowie umieszczono coś, co zdaniem nieznającej się na dzikiej przyrodzie Nicoli było porożem jelenia. Wyglądało na to, że przymocowano je sznurem, który związano na krzyż z przodu i z tyłu głowy, zniekształcając przy okazji rysy. Całość była wstrząsająca.
Nicola spojrzała pytająco na techniczkę, która uniosła brew, jakby mówiła w ten sposób: "Nieźle popieprzone, co?".
- Reeta Patel, chyba nie miałyśmy jeszcze okazji ze sobą pracować.
- Nicola. Bridge. Sierżant. - Właściwe słowa, wypowiedziane w niewłaściwej kolejności.
Ciało przypominało trofeum osadzone na improwizowanym tronie. Niewidzące oczy, więzy i korona z poroża.
Nicola okrążyła powoli ofiarę, zwracając uwagę na szczegóły, jakby był to eksponat w jakiejś galerii. Niepokoiła się coraz bardziej, a w żołądku zagnieździło się jakieś nieprzyjemne odczucie. Z pewnością nie można było mówić o drobnym incydencie. Sprawa dość specyficzna w okolicy, w której poważniejsze przestępstwa stanowiły rzadkość.
Rzadkość. To główna przyczyna, dla której się tutaj przeniosła.
- Czas zgonu? - zapytała Reetę.
- Trzy, cztery godziny temu, może mniej. Umieszczony tutaj, ale nie zabity w tym miejscu. Za wcześnie, żeby spekulować na temat przyczyny, ale z tyłu głowy widziałam dowody na uderzenie tępym przedmiotem. Krew nie należy do niego, spływa ze skalpu zwierzęcia.
Nicola czuła już, że zaczyna wchodzić w dwa odmienne stany świadomości. Pierwszy był opanowany, profesjonalny i rzeczowy: okej, poważniejszy incydent. Wiedziała, że ostatnie morderstwo na zachodzie hrabstwa miało miejsce ponad dekadę wcześniej. Drugi stan był ludzki i emocjonalny: przerwano czyjeś życie. Przed kilkoma godzinami ten człowiek zajmował się swoimi sprawami, nie przypuszczając zapewne, co go czeka. Ludzie, którzy go kochają, pewnie jeszcze nie wiedzą o jego śmierci. Falowanie rozchodzących się informacji jeszcze się nie rozpoczęło. Wkrótce wpłynie na wszystkich, którzy go znali.
Zamordowany w innym miejscu, pozostawiony tutaj. Związany, przetransportowany, wyrzucony.
Dlaczego zginął? Dlaczego go przeniesiono? Dlaczego tutaj? I to poroże. Dlaczego poroże?
Najważniejszym pytaniem pozostawało jednak: kto to jest? Czy pochodził stąd? Jeśli nie, to skąd? Gdzie powinien teraz przebywać, gdyby okoliczności były normalne? Normalne okoliczności odeszły jednak bezpowrotnie i ustąpiły miejsca alternatywnej rzeczywistości.
- Zakładam, że nie miał przy sobie dokumentów? - zapytała Nicola. To, co powiedziała, było raczej oczywiste, zważywszy na brak ubrania.
- Nie, niczego przy sobie nie miał - odparła Reeta. - Ale nie będą nam potrzebne.
- Jak to?
Reeta Patel popatrzyła na Nicolę z ponurą miną.
- Wiemy, kto to jest.