Śmiech w pustej kuchni - Beata Biegańska-Kozak

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ALBO - ALBO

Albo się żyje, albo nie

wrzeszczę po cichu

stary pies nie wie, po co

wyszedł na spacer przecież

siusiu zrobił już w pieluchę

coś mu kołacze o innej potrzebie

ale zapomniał, więc stoi bez ruchu

nie jestem dobrym człowiekiem

niedobry człowiek nie umie

postać w ciszy, w deszczu, w zimowym wietrze

nie ma w nim światła, choćby światełka

próżno wyciągać do niego ręce

po dotyk, nie uściśnie cię -

to trzeba wydobyć z łagodności,

której mu brakuje

za karę - nie żyje naprawdę

czy jest dla mnie nadzieja

na jeszcze jedną szansę

przecież zrozumiałam

przecież wiem -

albo się żyje, albo nie

CZY

Czy starość to

całkowite zaskoczenie dopadające cię

gdy właśnie biegniesz przez las

albo kupujesz na bazarze rzodkiewki?

Czy starość to wczesne stadium śmierci?

Czy starość to zanikający puls przyzwoitości?

Czy starość to czarny pysk czarnej dziury?

Czy starość to picie herbatki z upiorami -

naszym jedynym towarzystwem?

Czy starością można się zarazić?

Czy starość to zapach z zaświatów?

A może

starość to starsza pani

króciutko ostrzyżona

w czarnym golfie

i modnych zielonych butach?

A może to ścisła dieta

i długi papieros w nagrodę?

Albo czułe słowa

szeptane do ucha psa.

A więc...

Słone płomienie

ogarniającego zwątpienia -

czy to starość..?

A więc jednak

coś zupełnie nowego.

CHCĘ WRACAĆ DO DOMU

Zbieram zdania, gdzie się da

i gromadzę je w swoich notatkach

dodaję tytuł, który do niczego nie pasuje

ale czasami jest obiecujący

na przykład - śpij ze mną

co jeszcze robię

wspieram mojego psa

który przeżywa swoją starość

ale ma jeszcze plany

wieczorami wysyłam dobrą energię

tym, których kocham

a kocham dziko

zastanawiam się, czy się nie powiesić

ale to trwa krótko

i jest jak mały zawał serca -

świat znika i nie mogę oddychać

w nocy chowam się do łóżka

czarna pościel

błyskawicznie mnie wycisza

i to jest najlepszy czas

coraz częściej myślę, że bardzo ważne

jest bycie dobrym człowiekiem

przez całe życie myślałam

że to banał nad banały

i wreszcie dojrzałam

tym się zajmuję

CHOCIAŻ TO PRZECZYTAJ

Nie umiem już płakać

wzruszenie rozlewa się we mnie

chłodnym marmurem

rozpacz nie szaleje, siedzi cicho z opuszczoną głową

do tragedii podchodzę praktycznie,

robiąc w głowie listę zakupów,

a co na kolacje, co będzie ze śniadaniem

nieodwracalność nie budzi we mnie popłochu

jestem świadoma i uważnie trzymam torebkę

podobno ciosy to ważne lekcje samokontroli

a dostawanie w mordę ma budzić z letargu

kiedy mam skoczyć w przepaść

robię to zwinnie, nie łamiąc nóg

na co dzień mocno trzymam się poręczy

i zawsze sprawdzam, czy klucze są na swoim miejscu

kiedy będziesz odchodził

po prostu zabiorę się z tobą

DRUGA POŁOWA ŻYCIA

Nie zapalaj światła

nie patrz, bo wstaję

co mi się tak przyglądasz?

Słuchaj, wszystko mnie boli,

nie dzisiaj.

Rany, w tych okularach

wyglądam jak dziecko

specjalnej troski

zobacz, ile kosztują!

Nie wybieram się

na żaden pogrzeb,

była okropna i zatruła mi życie.

Po co mi tyle fajnych rzeczy

wyszukanych, wytropionych?

Wszystko na nic.

Dlaczego to n i c jest takie wyraźne?

Nic, nic, nic

nie zapalaj światła

posiedźmy przy świecach

a!!! na balkonie od świąt

stoi nasz szampan!

DWA DNI W BERLINIE

Dzień się zatrzymuje

nie skręca ani w prawo

ani w lewo, tak tkwimy

w morderczym uścisku-

dzień i ja

ze skroni spływa nam pot

zdrętwiałe godziny

sparaliżowane minuty

absurdalne słońce z opuchniętą szczęką

w krzywym uśmiechu

z łezką w oku

oślepiona, pokonana jednostajną

równiną widoków na przyszłość

ale przecież

nie ma przyszłości

gdy nie ma pór dnia

nieudolnie próbuję wypić kawę

gdybyś zadzwonił

gdybyś tylko zadzwonił

DWA DNI W WIEDNIU

Na ulicach wśród

turystów, zabytków

w sklepach z filiżankami

w domach przeczekiwania

na lepsze jutro

w wesołym miasteczku

dla smutnych ludzi

w muzeach dla ludzi

najedzonych, znudzonych

w fabrykach produkujących

sztuczne ognie i sztuczne uśmiechy

w kościołach

które są przeciwko nam

nie znajdujemy nic

co by nas usprawiedliwiało

jesteśmy ubożsi

o kolejny dzień

zmierzamy donikąd

z nieważnym prawem pobytu

taniec codzienności tego nie zmieni

odświętne fajerwerki tego nie zmienią

pokutne wrzaski tego nie zmienią

ale garść stokrotek w zuchwałej purpurze

w malutkim wazoniku

postawionym przy lustrze

przy poduszce do spania

może przerwać złą passę

i fatalne rokowania

a zbawienie nie musi

kosztować majątek

GDY NIE PATRZĘ NA WYSPĘ FARO

Jak stawić czoła słońcu

błyszczącemu jak naoliwiona armata

gotowa do odpalenia

jak uchronić się przed bombardowaniem

zielonego nasienia rozszalałej wiosny

jak przekrzyczeć dwunastą w południe

skandowaną przez bicie zegara

jak znieść bzyczenie muchy

dającej sygnał do wbicia gwoździa do trumny

jak się wpasować w nie pasujące do siebie

elementy zaszyfrowanej gry

czy nie wystarczy postawić kropki

skoro wszystko już było

nie spiesz się z tą kropką

podpowiada Anioł Stróż, parząc kawę

w letniej sukience

pasującej do innych

kwiatów tego ogrodu

złożonego

z brutalnych dni tygodnia

IDĘ I RĘCE W KIESZENIACH

szara groźba

szare kroki

wron szary krzyk

szare futro jesieni

przełamać dzień

otuchą

otucha

zaciszny klasztor na pustkowiu

nie w zasięgu

człowieka w kapturze

most zaprasza

do skoku

szara tajemnica

rzeki

tajemnica rzeki

w zasięgu

człowieka w kapturze

impulsywne i płaczliwe

myśli

zasłaniają horyzont

szara groźba

nabiera

realnych kształtów