Smakoterapia na wynos. Odporność przez cały rok - Iwona Zasuwa

Kup ebooka

39.90 zł
33.38 zł (33,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nawynosy - droga do zdrowia

Nawynosy to nieodłączny element mojego życia. Odkąd pamiętam, wiodę tułaczy żywot "śpiewograjka", który wszak musi coś jeść poza domem. Od kiedy moje nawyki żywieniowe uległy rewolucji (żeby nie powiedzieć: ewolucji), zbyt częste grzeszenie jedzeniem na mieście już mi nie w smak. Dlatego w trasę wożę ze sobą torby pełne smakowitego jedzenia. A kiedy zapasy się kończą, robi się przestrzeń na małe grzeszki. Ważne jest wszystko: i zdrowie, i smak, i nasze nawyki, i niezaspokojone tu i teraz potrzebny. Jedzenie wszak czasem przytula... Dlatego Smakoterapia to harmonia, równowaga pomiędzy tym, co zdrowe a tym, co w danej chwili potrzebne. Najważniejsze to nie zaburzyć tych proporcji. Jeśli na co dzień odżywiasz się zdrowo, masz krzepki i silny organizm, odporny na zawirowania wszelkiej maści, możesz sobie pozwolić na kulinarne skoki w bok.

Jak zbudować zdrową, dobrą i smaczną bazę dla naszych ciał? Odżywiaj się w zgodzie z naturą. Czerp garściami z darów każdej pory roku, edukuj się i odżywiaj świadomie, z korzyścią dla swojej odporności, figury i portfela. Zdrowa sezonowa kuchnia jest smaczna, tania i bardzo odżywcza. "Czasy próby" uświadamiają to nam bardzo wyraźnie.

Zdrowie - jesteśmy go warci

Na swoich warsztatach świadomego odżywiania zwykłam przywoływać porównanie naszych ciał do samochodów. Zadziwiające, z jakim oddaniem potrafimy dbać o własne auta. Robimy im przeglądy, dbamy o wysokiej jakości paliwo i olej. Czyścimy i konserwujemy. A co z naszymi ciałami? Postępujemy dokładnie odwrotnie. Przeglądy robimy, dopiero gdy już coś niedomaga i skrzypi. Albo boli. Karmimy się często byle jak i byle gdzie, nie bacząc na jakość paliwa. Nie konserwujemy się, nie dbamy, żyjemy tak, jakby ten cud natury był nam dany raz na zawsze. Zapominamy o Kochanowskim ("Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz") i budzimy się każdego ranka zmęczeni tak, jakby sen nie dawał żadnej regeneracji. Kopiemy się we własne tyłki jak żandarmi, krzyczymy na siebie: "Wstawaj! Idź, zrób kawę i do roboty!".

Jak długo tak można?

Ano właśnie.

Kiedy spojrzałam na swoje ciało jak na mój jedyny i niemożliwy do wymiany w żaden sposób w tym życiu pojazd, zrobiło mi się smutno. Dlaczego ja zajmuję ostatnie miejsce na liście moich potrzeb? Dlaczego muszę zrobić projekt do pracy, obiad dla dziecka, pamiętać, co obiecałam sąsiadce? A wszędzie gonią mnie terminy, ciśnie kalendarz, dusi własna obowiązkowość? Bo przecież nie mogę nikogo zawieść. Tymczasem siebie samą, moje własne potrzeby spycham do szafy. W najlepszym razie zapisuję kilka w notatniku (a jakże, na ostatnim miejscu). Czytając, nigdy nie udaje mi się do nich dotrzeć, a co dopiero zrealizować w praktyce...

Korzeniem układu odpornościowego są nerki1

Claude Diolosa

W medycynie Wschodu pojęcie "odporność" nie istnieje. Funkcjonuje natomiast spójny system postrzegania cyklicznych procesów w naturze, które dotyczą również człowieka. Wyodrębnia się w nim szereg pojęć, które pomagają lepiej zrozumieć świat i zachodzące w nim przemiany. Zamiast odporności pojawia się określenie Wei Qi, dosłownie oznaczające tarczę obronną organizmu (Wei) i jej ekspresję (Qi).

Według TCM źródłem odporności jest coś, co z jednej strony nazwalibyśmy "dziedziczeniem" (tzw. przedurodzinowe jing nerek), a z drugiej "profilaktyką" lub "zdrowym trybem życia" (jing pourodzeniowe). W tym kontekście największe znaczenie dla zdrowia ma prawidłowe odżywianie (czyli to, co buduje nasze jing pourodzeniowe). To od niego zależy jakość naszej odporności.

Zatem na co szczególnie zwracam uwagę, planując menu?

Zasady ogólne:

Dbam o jakość produktów. Sięgam po naturalne składniki: zboża, warzywa, owoce, nasiona, pestki, tłuszcze, przyprawy, zioła. Wszystkożercom polecam najlepszej jakości produkty odzwierzęce. Wybieram składniki zgodnie z aktualną porą roku (unikam importowanych truskawek w grudniu, świeżych sałat zimą, ciężkiego tłustego pożywienia latem). Indywidualizuję wskazania: jem zgodnie z własną konstytucją, wymaganiami ciała, mam na uwadze swoją historię zdrowia i chorób, wiek, zapotrzebowanie energetyczne, podatność na infekcje itp. Jem z przyjemnością, dbając o estetykę (śniadanie jak król - kolację jak żebrak). Piję między posiłkami, najlepiej ciepłą wodę. W diecie wegetariańskiej lub wegańskiej stosuję więcej rozgrzewających przypraw w czasie chłodu, więcej wysokoenergetycznych produktów niż wszystkożercy oraz wybieram bardziej energetyzujące sposoby przygotowywania potraw (więcej yang). Dbam o dobrą, rozluźnioną atmosferę w trakcie posiłków, unikam pośpiechu, rozpraszania się, patrzenia na ekrany itp. Nie jem, kiedy jestem pod wpływem silnych emocji. Przeżuwam każdy kęs przynajmniej 10-15 razy (metoda doskonale zapobiegająca nadmiernemu wzrostowi wagi). Jem odpowiednie dla organizmu porcje pożywienia, czyli zgodnie z zasadą "przestań jeść, kiedy smakuje najlepiej". Nadmiar pożywienia skutkuje sennością, wzdęciami, prowadzi do osłabienia odporności i powstawania chorób. Nie przejmuję się dogmatami! Wszystkie rady to nie restrykcje ani ścisłe zasady. To podążanie za indywidualnymi potrzebami i życie w zgodzie z naturą.

http://medycynachinska.org/system-odpornosciowy-organizmu/ [wróć]