Laura
Przemierzała ulice Warszawy swoim miętowym Fiatem 500 i uśmiechała się, czując, że przepełnia ją radość i pozytywna energia. Wreszcie wszystko stało się całkowicie jasne i krystaliczne. Nigdy wcześniej nie była tego tak bardzo pewna jak w tej chwili. Miała plan, wystarczyło go tylko zrealizować.
Od zawsze ciągnęło ją w stronę cukiernictwa. Już jako mała dziewczynka eksperymentowała z pieczeniem ciastek, tortów i tart z najróżniejszymi owocami. Kiedy jednak wspominała o swojej pasji przy rodzicach, ojciec nie chciał nawet słyszeć, aby rozwijała się w tym kierunku. Dla niego liczyła się kariera. Najlepiej, gdyby tak jak brat, poszła w stronę prawa, lub jak on - medycyny estetycznej. Dla niej żadna z tych profesji nie wydawała się atrakcyjna i pociągająca. Ostatecznie, dla świętego spokoju, skończyła zarządzanie i nowe technologie i pracowała w wielkiej korporacji. Wielokrotnie żałowała, że nie umiała się postawić ojcu i robić w życiu tego, co kochała i sprawiało jej przyjemność. Każdy kolejny miesiąc w korporacji przekonywał ją, że to całkowita strata czasu i musi zmienić swoje życie. Nawet jeśli się bała, nawet jeśli mogło się nie udać, nawet jeśli ojciec nie będzie chciał z nią rozmawiać.
Wracała właśnie z warsztatów cukierniczych, które tylko utwierdziły ją w przekonaniu, jakie jest jej przeznaczenie, i nawet korki i duży ruch w Warszawie nie mogły zmienić jej pozytywnego nastawienia. Dziś kochała cały świat, każde żywe stworzenie i chciała to manifestować na prawo i lewo. Mimo że powinna być zmęczona po całodziennym staniu i robieniu wymyślnych tortów, monoporcji z najróżniejszymi kremami i owocami, miała ochotę tańczyć i wykrzyczeć swoje szczęście na całe gardło, żeby usłyszeli ją wszyscy mieszkańcy Warszawy. Zaczęła od swojej przyjaciółki Agaty. Poznały się w korporacji. Laura na dzień dobry dała plamę, wpadając na przełożonego. Stos papierów z jego rąk wylądował na podłodze, ku uciesze pracowników, i tylko Agata przyszła jej z pomocą. Potem zaprosiła ją na kawę i tak już zostało.
Laura wybrała jej numer i czekała, aż przyjaciółka odbierze połączenie, a potem wypaliła oszołomiona:
- Agata, to było niesamowite. Jedne z lepiej wydanych pieniędzy w moim życiu.
- Może mi nie uwierzysz, ale miałam przeczucie, że tak właśnie będzie. To twoja pasja. Nie wiem, dlaczego nie dopuszczałaś tego do siebie tak długo - odparła z nutką satysfakcji w głosie.
- Masz rację i po tych dzisiejszych warsztatach wiem już na stówę, co chcę robić w życiu. - Laura, mówiąc to, nie próbowała nawet powstrzymać uśmiechu.
- Cieszę się twoim szczęściem. Masz moje pełne wsparcie.
- Nie chcę ani minuty dłużej zmarnować.
- Hej, nie przesadzaj z tym marnowaniem - zażartowała Agata, moszcząc się wygodniej w swoim fotelu.
Jak zwykle pracowała po godzinach, choć już w mniej formalnym stroju niż w firmie i z lampką dobrego wina.
- Za taką kasę, jaką mi płacą, mogę zmarnować kilka chwil - dodała Agata i zaśmiała się serdecznie.
Laura od samego początku pracy w amerykańskim gigancie software'owym czuła, że jest z zupełnie innej bajki. Podczas gdy jej przyjaciółkę nakręcał każdy podpisany kontrakt i bycie zawsze na czele handlowców sprzedających najwięcej, ona dusiła się w firmie, trzymającej ją w sztywnych ramach. Marzyła o własnej małej kawiarence, gdzie będzie serwowała swoim klientom przygotowane przez siebie wypieki. Gdzie sama będzie sobie szefem i będzie mogła puścić wodze swojej jakże bujnej wyobraźni. Oczywiście kiedy tylko pomyślała, że to może się udać, pojawiał się lęk. Ostrzegał ją przed zagrożeniami. Co zrobi, jeśli się jej nie powiedzie i kawiarnia okaże się klapą? Odpędzała te myśli, bo wewnętrzny głos podpowiadał jej, że powinna spróbować. Cieszyć się życiem, robić to, co podsuwało serce, a nie poddawać się słabościom i lękom.
- Mam nadzieję, że jesteś w domu, bo musisz spróbować tych pysznych makaroników, miniaturowych bezików, brownie, serniczków i całej masy monoporcji.
- Jestem...
- Niech zgadnę, siedzisz i pracujesz? - weszła jej w słowo przyjaciółka.
Agata się zaśmiała, a Laura wiedziała, że się nie pomyliła. Podczas gdy ona spełniała swoje marzenia, jej przyjaciółka siedziała przy komputerze i robiła wszystko, żeby zrealizować cele sprzedażowe. Uważała, że Agata była w pewnym sensie niewolnikiem swojej pracy. To była najważniejsza część jej życia, ale dobrze się z tym czuła i nie zamierzała tego zmieniać. Obie były singielkami, więc mogły cały swój czas przeznaczyć na kreowanie przyszłości i realizowanie siebie. Laura piekła i eksperymentowała w kuchni, co dawało jej dziką satysfakcję, podczas gdy jej przyjaciółka zakopywała się w liczbach.
- Przyłapałaś mnie.
- Wiedziałam, Agatko. Wyluzuj trochę.
- Lepiej mi powiedz, jaki jest ten twój mistrz od cukru?
- Mistrz cukiernictwa - poprawiła ją żartobliwie Laura i zmieniła pas ruchu. - Jest fantastyczny. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś z taką pasją opowiadał o słodyczach.
- Bo nie słuchałaś siebie.
- Ha, ha... Gdybyś widziała, z jaką pewnością siebie on pracuje w kuchni. Napatrzeć się nie można. To wielki talent i do tego ma niesamowitą wiedzę.
- Przystojny chociaż?
- Nie wiem, nie przyglądałam się.
- A patrzyłaś tylko na ręce, czy...
- Hej! Agata, ewidentnie musisz znaleźć sobie faceta.
- Laura?! Tak łatwo się nie wykręcisz. Przystojny?
- No dobra. Przystojny, wysoki, szerokie ramiona, zielone oczy, potargane włosy... ale zajęty. Widziałam obrączkę na palcu.
- Szkoda. Byłaby niezła para. Już widzę te nagłówki w gazetach: najbardziej znana para cukierników w Polsce, Laura i jak mu tam?
- Ty się z powołaniem minęłaś. Zamiast sprzedawać te cholerne systemy do analizy danych, powinnaś pisać romanse.
- Ja i romanse? - zaśmiała się Agata. - Niezły żart, szkoda mi czasu na takie bzdety. Za to wszystko, co dotyczy ekonomii, pochłaniam namiętnie, i to garściami.
- Fantazji ci nie brakuje. Wierzę, że dałabyś radę.
- Dobra, dobra, nie zmieniaj tematu. Czekam na pikantne szczegóły.
- Nie mam żadnych.
- Laura! - ostrzegła ją niby w żartach Agata.
- Jutro składam wypowiedzenie i zaczynam szukać miejsca.
W słuchawce rozległy się brawa.
- Wreszcie poszłaś po rozum do głowy! Pierwszą klientkę już masz i przyprowadzę ci tłumy na te twoje pyszności. A teraz otwieram szampana, a ty jedź spokojnie.
- Agata, jesteś najwspanialszym człowiekiem, jakiego znam.
- Podziękujesz, jak ich przyprowadzę albo jak będą wychodzić obładowani ciastkami i tortami.
- Masz to u... - urwała.
Adrenalina podskoczyła jej w momencie tak bardzo, że zaczęły ją szczypać uszy. Przed oczami na swoim pasie zobaczyła jadący w jej kierunku samochód. Wszystko działo się w ułamku sekundy. Z całych sił nacisnęła na pedał hamulca, zerkając jednocześnie w prawe lusterko w poszukiwaniu drogi ucieczki, ale pas był całkowicie zakorkowany. Panicznie zaczęła dusić klakson w nadziei, że kierowca Porsche 911 zobaczy, że jest na nie swoim pasie, ocknie się i do wypadku nie dojdzie. Z każdą nanosekundą miała coraz mniej nadziei. Porsche nie zwolniło, nie zmieniało pasa, pruło prosto na jej maleńkiego Fiata 500, a Laurze przyszła do głowy tylko jedna myśl. Nie zdążyła. Tyle rzeczy chciała jeszcze spróbować w życiu, a teraz czuła, że było za późno. Że nie będzie jej to dane. Że kierowca samochodu jadącego wprost na nią odbierze jej wszystkie nadzieje, marzenia i pragnienia. Nie zakochała się na zabój, nie otworzyła kawiarni, nie zrobiła tortu weselnego, nie skoczyła na bungee, nie urodziła dziecka, nie tańczyła nago w deszczu. Było tego tak dużo...
Kiedy samochód był na tyle blisko, że miała pewność, że w nią wjedzie, zamknęła oczy i mocno zacisnęła dłonie na kierownicy. Nim doszło do uderzenia, po jej policzku stoczyła się łza pełna goryczy.
- Laura! Co się dzieje? Laura! - krzyknęła jej przyjaciółka.
Przeraźliwy huk uderzenia, warkot wysokich obrotów silnika, wycie klaksonu, dźwięki pękającej, tłuczonej szyby i rozdzierający uszy hałas wyginającej się i rozrywającej blachy odbijały się echem w słuchawce. Wszystkie te odgłosy trwały zaledwie kilka chwil, a w ich miejsce pojawiła się głucha cisza. Jedna chwila, jeden moment, jedno nieplanowane zdarzenie. Czy przekreśli wszystko, o czym marzyła i do czego dążyła?