Rozdział 1
Leniwie płynące po niebie chmury na chwilę zasłoniły słońce. Lekki
powiew lipcowego wiatru orzeźwił leżącą w trawie dziewczynę. Zaskoczona
tym nagłym dotykiem chłodu, powoli uniosła powieki, lecz zaraz ponownie
zamknęła oczy.
Zasłużyła na odpoczynek, podobnie jak leżąca obok niej przyjaciółka.
Niedawno wyszły z lasu, gdzie uganiały się za wiewiórkami i dzięciołami.
Nie chciały zrobić im krzywdy, przeciwnie - liczyły na to, że będą miały
okazję, by obserwować zwierzęta. Jedna z nich miała ochotę na zabawę po
pracowitym dniu.
Dłoń Nicol bezwiednie powędrowała w stronę drzemiącej przyjaciółki. Jak
dobrze, że ją miała. Potrzebowała możliwości zwierzenia się z najgłębiej
skrywanych obaw. Choć od roku chodziła na terapię do poleconej przez
Marcina psycholożki, wciąż miewała koszmary. Za każdym razem stoi na
klifie w Newquay. Otula ją mrok. Słyszy huk uderzających o skały
spienionych fal. Próbuje wsłuchać się w ich rytm. Nagle czuje silne
szarpnięcie. Traci równowagę i spada. Usiłuje krzyczeć, lecz głos
więźnie jej w gardle. Chce się czegoś złapać, ale jej palce nie
wyczuwają stabilnego oparcia. Szybuje w powietrzu z pewnością, że za
moment jej życie dobiegnie końca. Wtedy wybudza się, siada na łóżku
oszołomiona. W amoku szuka śpiącej u jej stóp Diany. Przytula się do jej
puszystej sierści i szlocha, dopóki nie zaśnie wyczerpana. Takiej
przyjaźni potrzebuje, dlatego tyle czasu spędza z pupilką, gdy tylko ta
powróci ze służby.
Niespodziewany dzwonek telefonu pozbawił Nicol możliwości dalszego
leniuchowania.
- Hejka - usłyszała znajomy głos.
- Dzień dobry, ciociu - odezwała się.
- A ty znowu z tym "ciociu". Mówiłam ci, że nie jestem na tyle stara,
żebyś nazywała mnie ciotką - oburzyła się Gabriela. - Daj sobie z tym
spokój, bo się wreszcie obrażę.
- Dobrze, cio... - Ugryzła się w język. - Dobrze, już dobrze - dodała
pojednawczo. - Wiadomo już coś?
- Owszem - odparła Gabrysia, a w jej głosie dało się wyczuć ekscytację.
- Powiedziałaś już Laurze?
- Yhm...
- Tak?
- No...
- To tak czy nie? - Tym razem głos ciotki zdradzał zniecierpliwienie.
- Nie - westchnęła.
- Niki... Przecież rozmawiałyśmy o tym. Laura musi o wszystkim wiedzieć.
Ona jest za ciebie odpowiedzialna i bardzo jej na tobie zależy.
- Wiem... Ale ona tego nie chce.
- Teraz musisz podjąć ostateczną decyzję, bo jesteś na liście.
- Tak? - Nicol zerwała się na równe nogi. W ślad za nią podskoczyła
Diana i zaczęła kręcić się niespokojnie. - Wszystko dobrze, malutka -
uspokoiła pupilkę. - Naprawdę się dostałam? - upewniła się.
- Powiedz o tym Laurze - nalegała Gabrysia. - Masz niewiele czasu na
dopełnienie formalności.
- Dzięki, cio... - znów przerwała. - Dzięki, Gabrysiu.
Kiedy ciotka się rozłączyła, Nicol podskoczyła z radości, a potem
uklękła i zaczęła tulić Dianę. Tak bardzo się cieszyła. Ten sukces
zawdzięczała wyłącznie sobie. Kosztowało ją to wiele pracy i mnóstwo
determinacji. Smak zwycięstwa był przez to wyjątkowo słodki. Nigdy
wcześniej nie czuła takiej dumy z siebie samej. Oczyma wyobraźni
widziała Igora cieszącego się jej osiągnięciem. I choć nie zdążyła
poznać ojca, to dzięki opowieściom Laury i Gabrysi miała wrażenie, że
nieraz czuje jego bliskość i słyszy jego głos. Ale co powie Laura? Tego
nie była pewna. A raczej była przekonana, że nie będzie jej gratulowała.
W końcu postąpiła wbrew jej sugestiom.
Nicol ruszyła w stronę domu. Choć wakacje trwały od tygodnia, Laura
wciąż pracowała. Miała naprawdę dużo zleceń i świetnie radziła sobie w biznesie. Założyła własną firmę i świadczyła usługi jako wolny strzelec.
Wybierała tylko te projekty, które dawały jej możliwość rozwoju, a przy
tym spełniały wymagania finansowe. Na razie nie narzekała. Klienci
płacili jej w terminie, dzięki czemu w ferie wyjechały na tydzień do
Trójmiasta. Zamieszkały w przyjemnym pensjonacie tuż przy sopockim molo.
Długie wycieczki wybrzeżem połączone z opowieściami Laury o historii
Polski stanowiły wyjątkowe lekcje, które Nicol wiąż doskonale pamiętała.
Nie stroniła od wizyt w muzeach, a nawet w kościołach, bo choć sama nie
była osobą wierzącą, to miała świadomość ogromu historii kryjącej się w starych obrazach, barwnych freskach czy drewnianych, bogato zdobionych
ołtarzach.
W wakacje planowały jechać do Wrocławia, a później na kilka dni do
Pragi. Obydwie nie mogły się już doczekać wspólnego wypoczynku, ale na
razie Laura miała dużo pracy. Niespodziewanie jakiś projekt się
przeciągnął, bo klient nie potrafił określić, czego tak naprawdę chce, a to uruchomiło prawdziwą lawinę. Jak się okazało, w branży reklamowej
sezon ogórkowy nie istnieje. Przeciwnie, wszyscy chcą wprowadzić nowy
produkt zaraz po zakończeniu wakacji. Laura wiedziała, że to okazja na
prawdziwy zarobek, dlatego nie chciała nikomu odmówić. Przez to lista
klientów się wydłużyła, a termin wyjazdu na wymarzony urlop wciąż się
oddalał.
Nicol minęła posesję pani Marii. Odruchowo zajrzała na podwórko, choć
wiedziała, że nikogo nie dostrzeże. Sąsiadka ostatniej zimy znacznie
podupadła na zdrowiu i aktualnie przebywała w sanatorium. Swoją krowę
przekazała pod opiekę sołtysowi wsi, a kur doglądała Laura. Teraz kilka
z nich spacerowało po podwórku, dbając o to, by trawa nadmiernie nie
urosła.
Kiedy Nicol weszła do domu, w którym od roku mieszkała razem z Laurą,
głód natychmiast dał o sobie znać. Od śniadania nie miała niczego w ustach. Diana zaczęła chłeptać wodę ze swojej miski. Nicol też nalała
sobie wody do szklanki. Przebiegła wzrokiem po kuchni, ale nie zauważyła
żadnych oznak świadczących o tym, że ktoś przygotowywał obiad. Zajrzała
do lodówki. Dostrzegła słoik z gołąbkami. Przypomniała sobie ich smak.
Nigdy wcześniej nie jadła gotowanego pulpeta zawiniętego w liście
kapusty. Laura jednak stanęła na wysokości zadania i przygotowała
niesamowite danie. Gołąbków było tak dużo, że jadły je przez trzy dni, a resztę zawekowała.
Dziewczyna wrzuciła do saganka zawartość słoika i włączyła gaz. Szybko
poczuła przyjemny zapach. Najwidoczniej Dianie też się spodobał, bo
przydreptała do opiekunki i zaczęła łasić się do jej nóg.
- Też byś chciała? - Mrugnęła porozumiewawczo. - Na razie zaserwuję ci
coś psiego - zaproponowała i napełniła miskę jedzeniem wyjętym z puszki.
Diana niepewnie patrzyła na swoją porcję, unosząc łeb w poszukiwaniu
przyjemniejszej woni, która wciąż unosiła się nad sagankiem.
- Bierz się do jedzenia, księżniczko, bo nie dostaniesz deseru -
zagroziła Nicol, choć w jej głosie pobrzmiewał śmiech.
Pies posłusznie wrócił do miski i zaczął powoli jeść, od czasu do czasu
łypiąc w stronę saganka.
- Niki, przepraszam - głos wchodzącej do kuchni Laury przerwał ciszę. -
Zajęłam się robotą i zapomniałam o obiedzie.
- Nic się nie stało. Przecież mamy zapas gołąbków. - Uśmiechnęła się.
- Jutro ugotuję coś innego. Muszę tylko skończyć tę kampanię dla Uniki -
tłumaczyła Laura. - Inaczej prezes mnie wykończy. Codziennie podrzuca mi
kolejne pomysły, które nijak się mają do myśli przewodniej i tracę czas,
żeby go przekonać, że na tym etapie prac jest już za późno na zmiany. A ten uparty osioł nie odpuszcza. Teraz pluję sobie w brodę, że wzięłam to
zlecenie.
- Skąd mogłaś wiedzieć, że to taki upierdliwiec.
- A skąd ty znasz takie słowo? - Laura natychmiast stała się czujna.
Przez ostatni rok musiała się wiele nauczyć o świecie nastolatków. Nawet
nie zdawała sobie sprawy, że od czasu, kiedy sama chodziła do szkoły,
tyle się zmieniło.
Bardzo poważnie podeszła do obowiązków rodzicielskich. Uczestniczyła we
wszystkich zebraniach w szkole. Miała też kontakt z wychowawczynią Nicol
i często do niej dzwoniła, by podpytać, czy wszystko w porządku. Nie
mówiła o tym nastolatce, bo nie chciała, by ta czuła się kontrolowana.
Nie wybaczyłaby sobie jednak, gdyby ktokolwiek skrzywdził jej
podopieczną. Dostatecznie dużo wycierpiała, zanim na siebie trafiły. A w szkole, wiadomo, że różnie bywa. Nicol dołączyła do ósmej klasy. Wszyscy
znali się od lat, a ona była tą nową. Laura martwiła się o to, czy
dziewczyna zdoła się zaaklimatyzować. Drżała, odbierając telefon ze
szkoły. Już pierwszego dnia poszła do szkolnego pedagoga i poprosiła o roztoczenie szczególnej opieki nad córką. Tak ją nazywała w rozmowach z nieznajomymi.
- To jedno z ładniejszych słów, które w tym roku poznałam - odparła z przekąsem.
- O losie!
- Laura, wyluzuj.
- Wiem, wiem. Przesadzam?
- Ociupinkę - zaśmiała się.
Gołąbki już się zagrzały, więc usiadły przy stole i zjadły ze smakiem.
Nicol w kilku słowach opowiedziała o porannej wyprawie do lasu. Nie
lubiła strzępić języka po próżnicy.
Kiedy talerze opustoszały i chwilowo zapadła cisza, nastolatka głośno
przełknęła ślinę i odezwała się:
- Mam dla ciebie niespodziankę.
Laura podniosła na nią zaciekawiony wzrok.
- Masz chłopaka i dlatego ciągle nie ma cię w domu - wypaliła dumna z siebie niczym Sherlock Holmes, który właśnie rozwikłał kolejną
skomplikowaną zagadkę.
- Daj spokój - żachnęła się Nicol.
- No co, daj spokój? Przecież jesteś sympatyczną dziewczyną.
- Ale tutaj nie ma sympatycznych chłopaków - wyraźnie zaakcentowała
słowo, żeby Laura nie miała najmniejszych wątpliwości, co myśli o tutejszych nastolatkach.
- Marudna jesteś.
- Mam dobry wzór - odgryzła się.
- Teraz to przesadziłaś.
- To dlaczego jesteś sama, skoro tu jest tylu sympatycznych facetów?
Nicol wiedziała, że wyciągnęła potężne działa, przed którymi Laura
szybko umknie. Nie myliła się.
- Muszę wracać do Uniki i jej prezesa - stwierdziła. - Porozmawiamy
wieczorem.
- Koniecznie - podsumowała nastolatka i podniosła się, by schować
naczynia do zmywarki.
- Dzięki za pyszny obiad.
- Do usług - odparła i nalała sobie soku.
Wyszła na taras, usiadła na drewnianej kanapie wyściełanej poduchami i zmrużyła oczy, pozwalając słońcu pieścić policzki. Wiedziała, że
wcześniej czy później musi dojść do konfrontacji z Laurą. Nie może tego
odwlekać w nieskończoność. Nagle w jej głowie zaświtała myśl, która
uporczywie wciąż do niej powracała. Zerwała się na równe nogi, wbiegła
do domu, szybko pokonała schody i wparowała do swojego pokoju.
Wyciągnęła torbę i zaczęła do niej wrzucać najpotrzebniejsze ubrania.
Kiedy skończyła, zmęczona i podekscytowana, usiadła na łóżku, żeby
ocenić swoje szanse. Uznała, że powinna wziąć Laurę z zaskoczenia. Z tą
myślą ruszyła do pokoju, który kiedyś należał do jej ojca.
- Hej, mogę na chwilę? - Uchyliła drzwi i zajrzała do środka.
- Jasne. - Laura odwróciła się od komputera i spojrzała na dziewczynę. -
Coś się stało?
- Wszystko w porządku, ale tak sobie pomyślałam, że skoro ty jesteś
zajęta, a żona dziadka zaprasza mnie do siebie na parę dni, to może
powinnam skorzystać.
- Niki, przepraszam, że akurat teraz, gdy nie chodzisz do szkoły i mogłybyśmy spędzać ze sobą więcej czasu, to ja mam urwanie głowy.
- Laura, ja to wszystko rozumiem. Nie potrzebuję niańczenia. Wiem, że
szybciej skończysz ten projekt, gdy nie będziesz musiała myśleć o tym,
co mi przygotować na obiad.
- Ale, Niki... Mirella? - westchnęła z rezygnacją. - Naprawdę? Chcesz do
niej jechać?
- Jadę do dziadka. On jest spoko.
- Ale Mirella...
- Ona jest śmieszna, ale nieszkodliwa.
- No, sama nie wiem.
- Proszę cię. Nie jestem już dzieckiem.
Laura z powątpiewaniem patrzyła na dziewczynę. Rzeczywiście, za chwilę
miała iść do liceum. Musiała dać jej więcej swobody. Może faktycznie w samotności zdoła się skupić wyłącznie na pracy, szybko skończy projekt i rozpocznie zasłużony urlop.
- Sprawdź rozkład pociągów, odwiozę cię na stację - odparła pojednawczo.
- Dzięki, jesteś kochana.
Te słowa wzruszyły Laurę. Nicol wciąż czuła się niepewnie, gdy miała
określić swoje uczucia. Psycholożka, do której chodziły, tłumaczyła
Laurze, że to zachowanie typowe dla osób, które przez lata były
emocjonalnie zaniedbywane. Budowały wokół siebie mur, który mogły
skruszyć jedynie czas i troska.
- Zdążymy na ten przed piętnastą?
- Postaram się - odparła Laura, wstając zza biurka. - Zabrałaś wszystko,
czego potrzebujesz?
Dziewczyna skinęła głową i pognała po torbę. Po chwili jechały w stronę
Nowego Targu.
Gdy dotarły na miejsce, Laura kupiła bilet na najbliższy kurs do
Warszawy i odprowadziła przybraną córkę na peron.
- Przepraszam - zaczęła, wciąż niepogodzona z wyjazdem dziewczyny.
- To tylko kilka dni.
- Wiem, ale i tak jakoś mi ciężko.
- Zadzwonię, jak dojadę do Warszawy.
- Żeby tylko Mirella nie zapomniała cię odebrać z peronu.
- Umówię się z dziadkiem - obiecała Nicol.
- Dbaj o siebie i baw się dobrze.
- Dokładnie tak będzie - zapewniła, a potem chwyciła torbę i spojrzała
na nadjeżdżający pociąg.
Laura zbliżyła się i objęła dziewczynę. Przez chwilę stały przytulone.
Zapewne każda z nich myślała o czym innym, ale tylko Laura się odezwała:
- Już za tobą tęsknię.
Nicol uśmiechnęła się i odsunęła, by wsiąść do pociągu, który właśnie
się zatrzymał. Pomachała na pożegnanie, po czym zniknęła w przedziale.
Laura wróciła na parking, wsiadła do auta i ruszyła do domu, gdzie
czekały na nią Diana i kury sąsiadki. Pani Maria bardzo wspierała Laurę
w decyzji o podjęciu się opieki nad córką Igora. Szybko pokochała Nicol
i zaczęła ją traktować jak jedno z wnucząt, za którymi bardzo tęskniła.
Tymczasem Nicol usiadła w pociągu i odetchnęła z ulgą. Pierwsza część
planu poszła nadzwyczaj gładko. Oby reszta też się powiodła. Wyjęła
telefon i wybrała numer.
- Cześć, babciu - zaczęła.
- Jaka babciu?! - Oburzenie rozmówczyni wprawiło jej młodzieńcze serce w palpitacje.
- Ciociu? - spróbowała inaczej.
- Po prostu Mirella.
- Zapomniałam - skłamała, choć dokładnie pamiętała, że Mirella kazała
jej mówić do siebie po imieniu. Minął rok, odkąd poznała rodzinę ojca,
ale wciąż czuła się niepewnie. - Czy możesz wyjechać po mnie na stację?
- Już jadę, cukiereczku - zaszczebiotała Mirella.
- Nie, nie!
- Słoneczko, to ty się zdecyduj w końcu - stwierdziła nieco
zniecierpliwiona.
- Proszę, żebyś wyjechała, ale dopiero przed dwudziestą drugą. Dam znać
dokładnie, gdy będę już bliżej Warszawy.
- Oczywiście, kochanie.
Nicol odetchnęła z ulgą i się rozłączyła. Mirella była ciekawym
zjawiskiem, to prawdziwa zagadka, dlaczego dziadek zdecydował się na
życie z taką kobietą. Owszem, babka Eulalia bywała nieznośna i Nicol na
własnej skórze odczuła jej upór w walce o prawo do opieki, ale zyskiwała
przy bliższym poznaniu. Miała naprawdę dobry gust, a ubrań, które
upychała w kolejnych szafach, zazdrościła jej niejedna nastolatka.
Gdy wysiadła na Dworcu Centralnym, natychmiast dostrzegła barwną
sukienkę Mirelli i ogromny kapelusz na jej głowie. Wprawdzie nie była
przygotowana na tak wylewne powitanie, ale musiała znieść uściski,
pocałunki i podszczypywania policzków, jeśli zamierzała zrealizować swój
plan.
Do apartamentu Wolfów w warszawskim Wilanowie dotarły przed dwudziestą
trzecią. Nicol była zbyt zmęczona, by jeść kolację czy rozmawiać.
Czekała już tylko, aż będzie mogła położyć się do łóżka. Na szczęście
senior rodu okazał się wyrozumiały i rozmowy pozostawił na kolejny
dzień.
Rankiem dziewczyna miała już plan. Mirella była idealną osobą do jego
realizacji. Po śniadaniu, w czasie którego usta kobiety się nie
zamykały, dziewczyna zaniosła naczynia do zmywarki i zaparzyła sobie
kolejny kubek herbaty, którą zabieliła mlekiem. To był jeden z nielicznych typowo brytyjskich rytuałów, z których nie potrafiła
zrezygnować.
- Jak ty możesz to pić? - Mirella spojrzała na herbatę z odrazą.
- Właśnie z mlekiem jest najlepsza.
- Brrr. - Wzdrygnęła się. - Już nie mogę się doczekać, kiedy pójdziemy
na zakupy - szybko zmieniła temat.
- Ja też, ale najpierw muszę załatwić formalności. Pomożesz mi?
- Oczywiście, cukiereczku - odparła i zatrzepotała sztucznymi rzęsami. -
Czego potrzebujesz?
- Laura nie miała czasu, żeby ze mną przyjechać, bo złapała ważne
zlecenie, a potrzebujemy pieniędzy, żeby wyjechać na wakacje, więc nie
mogę jej teraz rozpraszać - zaczęła.
Mirella przekrzywiała głowę to w jedną, to znów w drugą stronę, jakby
nie mogła pojąć logiki tego pokrętnego wyjaśnienia, ale słuchała
uważnie.
- Mogłabyś pójść ze mną w jedno miejsce?
- Dla ciebie wszystko, słoneczko. Poczekaj, tylko się ubiorę i możemy
ruszać w miasto - odparła.
Nicol niepewnym wzrokiem zmierzyła kobietę od stóp do głów, bo mogłaby
przysiąc, że ta jest ubrana co najmniej jak na wyjście do kina lub
kawiarni. Nie chcąc jednak psuć dobrej atmosfery, zachowała tę uwagę dla
siebie.
Taksówka już na nie czekała, gdy wyszły z apartamentowca. Nicol podała
adres. Gdy dotarły do celu, Mirella ze zdziwieniem rozejrzała się na
boki.
- Co tu jest?
- Szkoła.
- Yhm.
- Dostałam się i od września zamierzam się tutaj uczyć.
- No i gitara - roześmiała się kobieta. - W końcu będziemy miały więcej
czasu dla siebie.
Nicol pragnęła podjąć naukę w stolicy z nieco innego powodu, ale
wiedziała, że to nie najlepszy moment na wyjaśnienia.
- Musisz tylko podpisać dokumenty i będziemy wolne - przekonywała
dziewczyna.
- Myślisz, że mi pozwolą?
- Przecież jesteś moją przyszywaną babką.
- Ciii! - huknęła z taką siłą, że Nicol aż podskoczyła. - Nie tak głośno
- wyjaśniała nieco ciszej.
- Przepraszam, ale to prawda.
- Prawda czy nie, lepiej ludziom nie mieszać w głowie, bo jeszcze zaczną
dopytywać, ile mam lat. Po co to komu? Najważniejsze jest to, na ile lat
wyglądamy i jak się czujemy.
Nicol nie miała wątpliwości, że biorąc pod uwagę samopoczucie Mirelli,
można by jej dać nie więcej niż osiemnaście lat. Jeśli chodzi o wygląd,
to było już znacznie gorzej, choć wciąż sprawiała wrażenie młodszej, niż
była w rzeczywistości. Regularne wizyty u kosmetyczki, chirurga
plastycznego, dietetyka i fizjoterapeuty były w stanie zdziałać cuda. I oto ten cud natury defilował w stronę wejścia do liceum imienia Stefana
Batorego.
Głośne postukiwania wysokich obcasów niosły się po długim korytarzu
zabytkowego budynku. Dwie sekretarki niemal jednocześnie podniosły wzrok
na wchodzącą do pomieszczenia kobietę. Nicol podała swoje nazwisko i jej
dokumenty szybko trafiły na biurko. Korpulentna sekretarka wskazała
Mirelli długopis oklejony przezroczystą taśmą i przymocowany do
wysokiego kontuaru oddzielającego petentów. Kobieta z niesmakiem
spojrzała we wskazanym kierunku i sięgnęła do maleńkiej torebki z wyraźnym logo Dolce & Gabbana, po czym wyciągnęła złote pióro z własnymi inicjałami. Nicol zamarła. Jeśli któraś z sekretarek połapie
się w czym rzecz, wywalą je na bruk i nici z jej planów.
Tymczasem Mirella maznęła długi wywijas w miejscu podpisu rodzica lub
prawnego opiekuna i z szerokim uśmiechem spytała:
- Czy to już wszystko? Spieszę się do fryzjera.
Sekretarki zgodnie skinęły głowami, nie mając bladego pojęcia, jak brzmi
nazwisko podpisującej się kobiety, ale nie chcąc pokrzyżować jej planów,
zaakceptowały dokumenty.
Nicol, przejęta tym, co przed chwilą nastąpiło, niemal biegła do
czekającej na nie taksówki. Mirella w wysokich szpilkach nie mogła
nadążyć za dziewczyną. Wreszcie, mocno zmachana, zasiadła na tylnej
kanapie i zarządziła wyjazd na umówioną wizytę w salonie fryzjerskim.
Nie kryła podekscytowania, szczegółowo opisując to, co ukochany stylista
fryzur wyczaruje z jej długich blond włosów. Tymczasem Nicol czuła
ekscytację z zupełnie innego powodu. Nareszcie spełniła marzenie o nauce
w Warszawie. Kochała Szeligówkę za jej wyjątkowy klimat i zapierające
dech w piersiach widoki, ale jednocześnie czuła, że potrzebuje
przestrzeni. Przez całe życie mieszkała w mieście. Może Newquay nie
należało do metropolii, ale latem, gdy wypełniało je tłumy turystów,
było naprawdę gwarno. Czasem tęskniła za anonimowością. Poza tym chciała
nadrobić zaległości i poznać stolicę. Przyjeżdżając do Warszawy na kilka
dni, nie miała na to szansy. Rodzina ojca była jedyną, jaką miała. Tym
bardziej nie chciała widywać ich tylko od święta.
Taksówka się zatrzymała i Mirella uregulowała rachunek, a następnie z wyćwiczoną elegancją przerzuciła nogi przez próg samochodu i stanęła na
chodniku. Nicol ruszyła jej śladem. Po chwili stanęły w przestronnym
holu, w którym ustawiono welurowe kanapy w kolorze miodowym, a obok nich
donice z dorodnymi palmami. Siedząca w recepcji dziewczyna na ich widok
poderwała się z miejsca i natychmiast przekartkowała kalendarz. Z uśmiechem na ustach i ulgą na twarzy obwieściła, że do umówionej wizyty
pozostało dziesięć minut. Natychmiast zaproponowała kawę. Mirella nie
odmówiła. Nicol zaś poprosiła o szklankę wody.
Po kilku minutach w holu pojawił się młody mężczyzna z nastroszoną
czupryną na czubku głowy i wygolonymi bokami.
- Witaj, Majrella - odezwał się i rozłożył ramiona na powitanie.
"Majrella" ochoczo wpadła w jego objęcia i nad wyraz długo w nich
tkwiła, co nie umknęło uwadze Nicol.
- Jak dobrze cię widzieć - ucieszyła się kobieta, wciąż nie rezygnując z uścisku.
- Gotowa na pieszczoty? - zachichotał laluś, nieco odsuwając Mirellę od
siebie, by móc spojrzeć jej w oczy.
Nicol aż się zakrztusiła. Recepcjonistka ruszyła na pomoc i mocno
klepnęła ją między łopatki. Dziewczyna o mało się nie przewróciła.
Zaniepokojona Mirella również do niej podbiegła.
- Już dobrze, nic mi nie jest - zapewniła nastolatka. - Żyję.
- Ale mnie nastraszyłaś, cukiereczku - żaliła się Mirella. - Nie rób
tego więcej, bo jeszcze osiwieję.
- A tego byśmy nie chcieli - dokończył jej myśl laluś.
Mirella rzuciła mu wdzięczne spojrzenie i ostrożnie poklepała Nicol po
plecach.
- Zacznij od niej. Znacznie bardziej cię potrzebuje - stwierdziła,
pokazując na włosy dziewczyny.
- Majrella, a co z tobą? Już wszystko gotowe - stwierdził zaskoczony
zmianą planów.
- Jakoś przetrwam do następnego tygodnia bez zbawiennego dotyku twoich
rąk - wyjaśniała ze smutkiem. - Wtedy sobie pofolgujemy.
- Musisz być kimś wyjątkowym, skoro Majrella oddała ci swoją
cotygodniową dawkę rozkoszy - stwierdził mężczyzna i poprowadził Nicol
na fotel.
- Wyczaruj na jej głowie coś, czego bym się nie powstydziła - odrzekła
tajemniczo Mirella i zamaszystym krokiem odeszła w stronę kanapy.
Dwie godziny później, widząc efekty pracy lalusia, zasypała Nicol ochami
i achami. Dziewczyna chwilę wcześniej widziała swoją fryzurę w lustrze i chcąc nie chcąc westchnęła. Wyglądała jak gwiazdy telewizyjnego talent
show. Dotychczas nie miała pojęcia, że ma na głowie aż tyle włosów,
które mogą być idealnie równe i jedwabiście gładkie. Na co dzień wiązała
je w koński ogon lub w koka i nie zajmowała sobie głowy ich
prostowaniem. Dzisiaj spojrzała na swoje odbicie w lustrze i po raz
pierwszy nie potrafiła oderwać wzroku. Dotychczas wolała unikać swojego
odbicia w lustrze. Bała się, że jej wygląd zdradza to, co przeszła w Newquay.
Kiedy już Mirella skończyła głosić peany na cześć talentu lalusia i niewątpliwej urody Nicol, wyszły z salonu i ponownie wsiadły do
taksówki.
- Włoska, grecka, japońska, czy może tajska? - spytała Mirella, patrząc
na podopieczną.
Ta najwidoczniej nie zrozumiała, bo nerwowo spoglądała to na kobietę, to
znów na kierowcę.
- Restauracja - pospieszyła z wyjaśnieniem Mirella.
- Polska?
Kobieta zmarkotniała. Widocznie liczyła na inne smaki, ale uznała, że
musi się przemóc i spełnić zachcianki gościa.
Gdy po sutym obiedzie udały się na zakupy do ulubionej galerii w Złotych
Tarasach, Nicol nie miała wątpliwości, która z nich lepiej się bawi.
Mirella była w swoim żywiole, kiedy wybierała kolejne stroje dla Nicol.
Objuczone papierowymi torbami we wszystkich kolorach tęczy, do domu
dotarły przed wieczorem. Nicol ze zmęczenia padła na łóżko w pokoju
gościnnym i nie wstała nawet na kolację. Potrzebowała odpoczynku.
Wszystko inne musiało zaczekać. Nawet rozmowa z Laurą. Ta wymagała od
niej dużo odwagi.
Z łóżka zwlokła się dopiero następnego dnia przed południem. Gdy weszła
do jadalni, stół wciąż był zastawiony. Mirella siedziała, pijąc czarną
kawę.
- Przepraszam, że nie wstałam na śniadanie - odezwała się Nicol,
siadając przy stole.
- Nie chcieliśmy cię budzić. Naprawdę byłaś zmęczona.
- Chciałam porozmawiać z dziadkiem.
- Chyba od nas nie uciekasz? - Mirella niemal zamarła.
Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy.
- Janusz pognał do Harpexu, bo Eulalia znowu czegoś nie ogarnęła. Czasem
mam wrażenie, że ta kobieta nie potrafi funkcjonować bez mojego męża.
Niby taka ważna pani prezes - fuknęła niezadowolona. - Wieczorem
zaplanowałam kolację z kilkoma przyjaciółmi. Chciałabym cię przedstawić.
- Nie chciałabym komplikować wam planów.
- Ale co to za komplikacja, słoneczko. Janusz jest z ciebie taki dumny.
Poza tym ucieszył się, że do nas przyjechałaś. A teraz czas przedstawić
cię naszym przyjaciołom. I właśnie dlatego musimy kupić ci jakąś piękną
sukienkę.
- Wczoraj kupiłaś mi tyle ubrań, że na pewno coś wybiorę.
- Coś? Jakie coś, cukiereczku - oburzyła się. - Musimy znaleźć piękną
kreację. Wnuczka Janusza Wolfa nie może chodzić w byleczym.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Najpierw lecimy do kosmetyczki, a później szybkie
zakupy. Wieczorem musimy wyglądać zjawiskowo.
Dalsze dyskusje nie miały sensu. Nicol zjadła śniadanie i wróciła do
pokoju, by się ubrać. Dopiero teraz dostrzegła kilkanaście nieodebranych
połączeń od Laury. Czym prędzej wybrała numer i czekała, nerwowo
zaciskając i rozprostowując pięści.
- Wszystko w porządku? - usłyszała zamiast powitania.
- Tak - zaczęła Nicol, ale zanim dokończyła, posypał się potok słów, w których pobrzmiewały ból i troska. - Wiem i przepraszam, że wcześniej
nie odebrałam - tłumaczyła w chwilach, gdy Laura nabierała powietrza, by
dalej narzekać. - Wszystko jest w najlepszym porządku, więc niczym się
nie przejmuj.
- Tak myślałam - odparła, wreszcie nieco spokojniejsza. - Pewnie Mirella
nie daje ci chwili wytchnienia. Jeszcze parę dni i przyjadę po ciebie.
Na razie musisz sobie z nią radzić.
- Próbuję, ale ona jest nieobliczalna niczym Etna. Nigdy nie wiadomo,
czym zaskoczy. Dzisiaj wydaje przyjęcie na moją cześć i za chwilę
wychodzimy na zakupy.
- To leć i baw się dobrze na przyjęciu.
- Ja i przyjęcie... Dobre sobie...
- Ze mną nie będziesz mieć takich atrakcji, więc korzystaj, póki możesz
- zaśmiała się.
Nicol wiedziała, że Laura już się nie gniewa. Pewnie zdążyła się za nią
stęsknić. Może więc zdołałaby przełknąć informację o wyborze liceum.
- Laura, wiesz co... Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęła. - Wiem, że nie
będziesz zadowolona, ale zdecydowałam... to znaczy bardzo bym chciała...
Zależy mi na tym, żebyś zrozumiała... - usiłowała wydukać jakieś logiczne
zdanie.
- Słoneczko, musimy iść - przerwała jej wchodząca do pokoju Mirella. -
Taksówka już na nas czeka.
- Pogadamy później - rzuciła do słuchawki Nicol.
- Zadzwoń w wolnej chwili - poprosiła Laura i się rozłączyła.
Mirella Wolf pociągnęła dziewczynę. Miały napięty grafik.
Wieczorem były już po zabiegu w salonie piękności i wizycie w ekskluzywnym butiku, w którym Mirella kupiła dwie sukienki, po jednej
dla siebie i Nicol.
Gdy wróciły do apartamentu, w drzwiach przywitał je Janusz. Na widok
wnuczki uśmiechnął się promiennie. Tak bardzo przypominała mu Igora i Gabrysię. We wspomnieniach widział swoje dzieci goniące za kaczkami w parku. Eulalia śmiała się do rozpuku, a on nie potrafił się zdecydować,
czy powinien bronić kaczek, czy odwrócić od nich uwagę swoich dzieci.
Kiedy spłoszone ptaki poderwały się i odfrunęły, a Gabrysia zaczęła
płakać, tulił ją i pocieszał. Wiedział, że taka jest rola rodziców. Z czasem dzieci dorosły, a oni weszli w nowe role. Niekiedy tego żałował.
- Dwie piękne kobiety i to pod jednym dachem - powitał je.
- Dziadku...
- Co, dziadku? Przecież to prawda. - Wzruszył ramionami i ucałował
najpierw wnuczkę, a potem żonę.
- Czy nie prosiłeś Nicol, żeby mówiła do ciebie po imieniu? - upewniła
się Mirella, drażliwa na tym punkcie.
- Nie wstydzę się swojego wieku, więc śmiało możesz nazywać mnie
dziadkiem - zwrócił się do zdezorientowanej nastolatki.
- Ja na szczęście nie jestem babcią - zaśmiała się Mirella i podreptała
do sypialni, by rozpakować sukienkę.
Janusz wzruszył ramionami i odprowadził wnuczkę do pokoju gościnnego,
żeby mogła się przygotować. Sam wrócił do kuchni, by upewnić się, że
dwaj wynajęci na ten wieczór kelnerzy kończą nakrywać stół.
Przyjęcie było dla Nicol męczące. Uśmiechy na nieznajomych twarzach.
Żarty wypowiadane głosami, których wcześniej nie słyszała. Wścibskie
pytania pierwszy raz spotkanych ludzi.
Przed północą wymknęła się z salonu, licząc na to, że nikt nie dostrzeże
jej zniknięcia.
Obudziła się, bo słońce mocno grzało przez niezaciągnięte rolety.
Spojrzała na zegarek. Dochodziła dziesiąta. Wciąż czuła się tak
zmęczona, jakby przebiegła maraton. Na szczęście tego dnia Mirella też
odczuwała zgubne skutki wczorajszej kolacji zakrapianej szampanem i innymi drogimi trunkami, dlatego do późnego popołudnia wylegiwała się w łóżku. Dzięki temu Nicol zaznała odrobiny spokoju.
Wieczorem, po powrocie Janusza z kolejnego spotkania z Eulalią, usiedli
do kolacji, ale wciąż zmęczeni, szybko się pożegnali i wrócili do łóżek.
Następnego dnia po śniadaniu Mirella zaplanowała wyjście do kina, a później obiad w pobliskiej włoskiej restauracji. Janusz najwidoczniej
załatwił wszystkie sprawy w Harpexie, bo zdecydował się im towarzyszyć.
Po obiedzie jednak nie wrócił do domu, chciał zajrzeć do własnej firmy,
której ostatnio poświęcał mniej czasu.
Mirella zaś z przekonaniem stwierdziła, że zaniedbała swoje ciało, które
usychało niczym kwiat bez wody, i nie bacząc na nic, umówiła się na
masaż relaksacyjny. Oczywiście Nicol miała zasmakować podobnej
przyjemności. W porze podwieczorku obydwie leżały nagie na stole,
poddając się drobnym dłoniom małych Tajek znanych ze swego talentu do
masażu.
Po zabiegu rozochocona Mirella podreptała do łaźni fińskiej. Nicol miała
dość. Ubrała się i wyszła przed salon masażu. Chciała się czegoś napić.
Po przeciwnej stronie ulicy dostrzegła mały sklep spożywczy. Postanowiła
do niego wejść i już po chwili gasiła pragnienie wodą mineralną. W pobliżu znajdował się również niewielki skwerek porośnięty wysokimi
drzewami. Nicol postanowiła usiąść na ławce i tu poczekać - wejście do
salonu pozostawało w zasięgu wzroku, ale i tak na wszelki wypadek
wysłała Mirelli wiadomość, gdzie ma jej szukać. Zanim schowała telefon,
spojrzała na wyświetlacz, na którym widniało jej zdjęcie z Laurą i Dianą. Tamtego dnia wracały z wyprawy do Doliny Chochołowskiej. Był
początek maja i rozkwitły krokusy, tworząc piękny fioletowy dywan.
Marcin nalegał, żeby uwiecznić ten widok na zdjęciu. Nicol zdążyła go
polubić, dlatego zawsze zgadzała się, żeby im towarzyszył, gdy
wychodziły w góry.
W pewnej chwili usłyszała dzwonek telefonu. Spojrzała na wyświetlacz, po
czym odebrała połączenie. Mirella poinformowała ją, że właśnie skończyła
zabiegi i spieszy się na spotkanie z przyjaciółką, dlatego czym prędzej
powinny wsiadać do taksówki.
Nicol ruszyła w stronę wysokiego budynku, z którego za moment miała
wyjść Mirella. Właśnie dochodziła do ulicy, gdy telefon ponownie się
rozdzwonił. Chwyciła słuchawkę i nacisnęła zielony przycisk.
- Hej, teraz masz chwilkę? Wczoraj coś mi chciałaś powiedzieć, ale nie
bardzo miałyśmy na to czas - odezwała się Laura.
- Tak - odparła Nicol, wciąż spoglądając na drugą stronę ulicy. - Bo
wiesz, bardzo bym chciała lepiej poznać Warszawę...
- Oczywiście, rozumiem. Też kiedyś bardzo chciałam wyjechać do stolicy.
- Właśnie, dobrze wiesz, jakie tu są możliwości... - ciągnęła. W tym samym
momencie dostrzegła machającą do niej Mirellę. Taksówka rzeczywiście już
czekała. Mirella wskazała na zegarek, po czym złożyła dłonie jak do
modlitwy. - Chciałabym tu zostać na dłużej - przyznała i zeszła z krawężniaka. Przejście dla pieszych było nieco dalej, ale Mirella
wyglądała na coraz bardziej zniecierpliwioną.
- Skoro chcesz, to nie mogę ci zabronić.
- Tylko że ja myślałam o... - zaczęła, ale głos uwiązł jej w gardle, gdyż
poczuła ból. Telefon wypadł jej z dłoni, z impetem uderzył o asfalt i roztrzaskał się na maleńkie elementy, które rozsypały się po czarnej
nawierzchni. W tej samej chwili rozległ się przeraźliwy krzyk i pisk
opon.