Rozdział 1
Savannah
ROK PÓŹNIEJ
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Zoe. Spojrzałam na nią, a moje usta rozszerzyły się w pełnowymiarowym uśmiechu. Stała przede mną w ślicznej bladoróżowej sukni do ziemi, uroczo piękna, w taki niewymuszony i naturalny sposób.
- Savannah, słyszysz, co do ciebie mówię? Co się z tobą dzieje?
- Przepraszam, zamyśliłam się, co mówiłaś?
- Wszystko gra? Ostatnio jesteś jakaś dziwna... wycofana.
- Tak, nic mi nie jest... po prostu martwię się o Toma.
- To już prawie trzy tygodnie, Sav, kiedy on wróci? Za ciężko pracujesz, cały klub jest na twojej głowie.
- Byłam na wakacjach, nie pamiętasz? Z Rią w Madrycie, wcale nie tak dawno.
Razem z przyjaciółką udałyśmy się na małe wakacje, gdy w jej firmie w Madrycie wyszły jakieś nieprawidłowości w płatnościach. Swoją drogą byłam bardziej niż chętna na ten wyjazd. Dzień wcześniej wyszła ze szpitala, a Carter, jej narzeczony, zorganizował przyjęcie powitalno-zaręczynowe. Zdecydowanie za dużo wypiłam i uległam żądzy. Na samo wspomnienie tamtego wieczoru miałam dreszcze.
- Nie wydaje ci się, że już wystarczająco wypiłaś?
- A ty kto? Strażnik trzeźwości? - prychnęłam wyzywająco, z pogardą patrząc na Johnny'ego. Ten facet jak nikt inny wyzwalał we mnie to, co sukowate.
- W tej chwili? Na to wygląda. Popatrz na siebie. - Zlustrował moje ciało, a ja poczułam jego spojrzenie niczym dotyk. - Ledwo trzymasz się na nogach.
- Najwyraźniej mało mnie znasz, kolego. Ale, zaraz? Tak, J., gówno o mnie wiesz! - krzyknęłam, robiąc krok w bok, by go wyminąć. Jeżeli miałam ochotę się upić, to tak zrobię, a jemu guzik do tego. Poczułam rękę Johnny'ego na ramieniu. Szarpnął mną, usadzając na krześle w rogu namiotu. Próbowałam wstać, ale posłał mi spojrzenie, które skutecznie zatrzymało mój tyłek na miejscu. Dupek.
- Nigdzie nie pójdziesz, siedź tu. Zaraz wrócę.
Rozglądałam się po otoczeniu, muszę przyznać, że gdy tylko zobaczyłam, co Carter zorganizował dla mojej przyjaciółki, poczułam ukłucie zazdrości. Sama kiedyś marzyłam, by być tak okropnie zakochaną. Jednak mój książę z bajki okazał się paskudną ropuchą. Z Rickiem spotykałam się ponad dwa lata, poznaliśmy się na bankiecie przedsiębiorców roku. On nie miał swojego biznesu, ale pracował jako główny analityk giełdowy. Na początku układało się nam jak w bajce, romantyczne kolacje, niesamowity seks. Po czasie do naszego związku zakradła się rutyna, on dłużej zostawał w pracy, zasłaniając się terminami, a ja jak ta kretynka mu ufałam. Pewnego popołudnia chciałam zrobić mu niespodziankę i wyobraźcie sobie, jaka byłam zaskoczona widokiem jego kutasa głęboko w gardle sekretarki. Rick okazał się zdradzającym złamasem, który nie wytrzymał nawet pół roku w monogamicznym związku. Tak więc dałam sobie spokój z mężczyznami i skutecznie chroniłam swoje serce.
- Wypij to, poczujesz się lepiej. - Spojrzałam na szklankę wody, którą JJ trzymał w wyciągniętej dłoni.
- Nie jestem pijana i nie potrzebuję niańki. - Ponaglił mnie wzrokiem, więc wzięłam od niego tę pieprzoną wodę i wypiłam. Musiałam mu przyznać, że cholernie chciało mi się pić.
- Grzeczna dziewczynka.
- Pieprz się.
- Z przyjemnością, powiedz tylko kiedy, kiciu.
- Ugryź mnie.
- Nie kuś. - Wyszczerzył się w głupim uśmieszku, sugestywnie ruszając brwiami.
Warknęłam, gdyż moja irytacja sięgała zenitu:
- Idiota. - Wstałam szybko i to nie był najlepszy pomysł, zakręciło mi się w głowie, co spowodowało, że się zachwiałam i poleciałam wprost w silne ramiona Johnny'ego. Poczułam ten sam przeszywający dreszcz, który towarzyszył każdemu zetknięciu się naszych ciał. Popatrzyliśmy na siebie, w jego oczach ujrzałam pożądanie i coś jeszcze, nie mogłam jednak stwierdzić, co to było. Spuściłam wzrok na jego usta, piękne pełne wargi, które pragnęłam pocałować. Gdzieś w dali usłyszałam odgłos tłukącego się szkła, co skutecznie mnie ocuciło z seksualnego otępienia. Wyrwałam się z jego uścisku i szybkim krokiem pobiegłam do łazienki. Potrzebowałam zimnego prysznica albo chociaż przemycia twarzy zimną wodą, ponieważ na prysznic nie miałam w tej chwili co liczyć. Boże co się ze mną dzieje?
- Powiedz mi, że też to czujesz, Sav. To przyciąganie między nami, że nie tylko ja je czuję, widzę to w twoich oczach...
Podskoczyłam, słysząc zachrypnięty głos. Czemu on nie może dać mi spokoju?
- Nie wiem, o czym mówisz.
W dwóch krokach był przy mnie i dociskał mnie do ściany. Sapnęłam głęboko, ledwie zdążyłam nabrać powietrza, nim jego usta opadły na moje. Jezu, pieprzony, Chryste. Ten facet wiedział, co robi. Jego pocałunek był ostry, rościł sobie do mnie prawo, ale w tamtym momencie miałam to gdzieś, byłam gotowa oddać mu, czego tylko by sobie zażyczył. Poczułam, jak majtki robią mi się wilgotne, a cipka zaciska na samą myśl, co mógłby mi zrobić tymi ustami. Jęknęłam, nie byłam w stanie tego powstrzymać. Naparł biodrami na mój brzuch, dzięki czemu mogłam wyczuć, jaki był twardy. Zaczął sunąć ręką w dół mojego boku, co wywołało kolejną falę dreszczy.
- Ty drżysz.
- Przestań gadać. - Wyciągnęłam dłoń, złapałam go za kark i przyciągnęłam do kolejnego pocałunku. Objął moje biodra i podniósł mnie do góry, jakbym ważyła tyle, co nic. Poczułam, że się przemieszczamy. Mocniej przytrzymałam się jego ubranych w czarną koszulę ramion. Po chwili znaleźliśmy się w jakimś pokoju, podejrzewałam, że to jego lokum, kiedy zostaje u Cartera, w końcu był szefem ochrony. Zamknął kopniakiem drzwi, w dalszym ciągu nie odrywając ust od mojego ciała. Byłam na granicy szaleństwa, jeszcze chwila i spalę się z gorąca pożądania, targającego mną niczym ogień w piekle.
- Pragnę cię mała, tak kurewsko mocno!
- Chyba oszalałam, bo też cię pragnę - wydyszałam, zapadając się w miękki materac łóżka, na którym Johnny ułożył mnie delikatnie, niczym porcelanową lalkę. Potrafił takimi gestami całkowicie mnie rozbroić, nie chciałam tak o nim myśleć. Nie, ja nie mogłam TAK o nim myśleć!
- To niczego między nami nie zmienia, w dalszym ciągu cię nienawidzę!
- Mam tego świadomość, kiciu. Też darzę cię identycznym uczuciem.
- OK, skoro tę sprawę mamy ustaloną, to, jak dla mnie, masz zdecydowanie za dużo ubrań na sobie.
Wybuchł gromkim śmiechem, kładąc mi głowę na piersi, co wywołało przyjemne wibracje. Dlaczego on musi być tak cholernie uroczy?
- Ty też, ale zaraz coś na to zaradzimy. - Złapał w dłonie moją cienką aksamitną sukienkę i mocno pociągnął w przeciwne strony, aż materiał ustąpił. Nie mogłam uwierzyć w to, że właśnie zniszczył moją nową kieckę!
- Johnny! Moja nowa sukienka!
- Yyy... ups? - Pokręciłam głową, piorunując go wzrokiem. - Kupię ci nową. Ta i tak była zdecydowanie za krótka.
Neandertalczyk. Moje nagie piersi owionęło chłodne powietrze, a sutki wyprężyły się, gotowe na dotyk jego ust. Nie musiałam długo czekać, by ciepły, mokry język polizał najpierw prawą, a później lewą brodawkę, po czym mocno ją zassał. Jęknęłam, wypychając ku niemu klatkę piersiową.
- Boże, tak!
Przesunął dłoń między moje uda, dotykając przemoczonych już majteczek. Odsunął je na bok i bez ostrzeżenia wtargnął palcem do mojego spragnionego, ociekającego wejścia.
- Chryste!
- Jesteś taka mokra, kiciu, i taka gorąca! Pragnę cię posmakować. Opadł na kolana, wyciągnął ze mnie palec i pozbył się bielizny. Zaczął ssać i kąsać moją łechtaczkę, a jego sprawne palce poruszały się do środka i na zewnątrz, pieprząc mnie bez litości. O słodki Jezusku, nie wytrzymam!
- Ambrozja, pieprzona ambrozja!
- Johnny, błagam, chcę cię poczuć! - Tak bardzo pragnęłam poczuć go w środku. Wyprostował się i bardzo powoli zaczął rozpinać koszulę. Droczył się ze mną, drań.
- Jesteś piękna, Savannah, cholernie olśniewająca.
Jeżeli będzie mi mówił takie rzeczy, stracę dla niego głowę, a to nie będzie oznaczało nic innego jak komplikacje.
- Ty też jesteś nie najgorszy, ale zdecydowanie za dużo gadasz.
Po jego twarzy przemknął cień. Zranienia, bólu? Nie miałam pojęcia, co to było, ale szybko znikło. Cudownie nagi wszedł na łóżko i z szafki nocnej wyciągnął prezerwatywę.
- Zawsze przygotowany niczym dobry skaut?
- Człowiek może mieć nadzieję.
A co to miało znaczyć, do diabła? Nie miałam szansy zapytać, gdyż wdarł się we mnie z takim impetem, że aż krzyknęłam. Wchodził i wychodził, a ja podporządkowałam się jego ruchom. Był ogromny, miałam wrażenie, że za chwilę rozerwie mnie na pół.
- Niebo, jestem w niebie, mała, jesteś taka cudownie ciasna! - wymruczał, całując płatek mojego ucha.
Jęknęłam, wbijając mu paznokcie w plecy.
- Mocniej, Russell! Pieprz mnie mocniej.
Wyszedł ze mnie, a ja jęknęłam na nagłą pustkę, przewrócił mnie na brzuch i włożył mi pod niego poduszkę.
Poczułam mocne uderzenie w pośladek, a po chwili ostry ból przeszył moje ciało. Johnny ponownie zatopił się w mojej cipce, warcząc niczym zwierzę. Pieprzył mnie, idealnie uderzając w to wyjątkowe miejsce. Był jak maszyna. Seksowna maszyna, a ja powoli czułam, jak moje ciało przygotowuje się na spektakularny orgazm. Zaczęłam się zaciskać na jego kutasie.
- Zaraz dojdę, nie wytrzymam dłużej.
- Nie, kiciu, nie wolno ci dojść... - wysapał - nie, póki ci na to nie pozwolę.
- Nie będziesz mi mówił, kiedy mogę, a kiedy nie mogę dojść! - Johnny owinął palcami moje włosy i mocno pociągnął w tył, dzięki czemu wyprostowałam się i plecami oparłam o jego klatkę piersiową.
- Teraz jesteś moja, Sav, tylko moja i BĘDĘ ci mówił, kiedy masz dojść. - Drugą ręką objął moją pierś, boleśnie ściskając naprężony sutek. Tego było już za wiele, odchyliłam z krzykiem głowę, gdy moim ciałem zaczęły targać pierwsze fale orgazmu. Pochylił mnie z powrotem i wbijał się we mnie nieustępliwie.
- Niegrzeczna dziewczynka, teraz za karę dojdziesz jeszcze raz. - Zatopił dłoń między moje nogi, kreśląc kółka na mojej pulsującej łechtaczce, po chwili na nowo poczułam dreszcze i kolejna fala podniecenia rwała się na powietrze. - Teraz, kiciu, teraz pozwalam ci dojść.
Przez zamroczony umysł zarejestrowałam jego ostatnie pchnięcia, gdy z głośnym pomrukiem opadł na moje plecy, przygniatając mnie do materaca. Ogarnęła mnie przemożna pustka, nie podobało mi się to uczucie. Musiałam się zwijać. On był dla mnie niebezpieczny!
- Haloo... Sav! Na miłość boską, co się z tobą dzieje? - Zoe patrzyła na mnie z wyraźnym zmartwieniem na twarzy.
- Nic, nic, ta suknia jest dla ciebie idealna! A tak swoją drogą, gdzie podziewa się Ria? Spóźnia się już prawie dwadzieścia minut.
- Cześć dziewczyny, wybaczcie, korki o tej godzinie są okropne.
O wilku mowa, moja przyjaciółka wpadła przez drzwi jak huragan. Zmierzyłam ją wzrokiem i zauważyłam, że jej bluzka była źle zapięta. Uśmiechnęłam się chytrze.
- Korki, hę? - Wskazałam ręką jej strój, na co oblała się rumieńcem. Poczułam wibrację telefonu, a po plecach przeszedł mi zimny dreszcz. Odblokowałam ekran, moim oczom ukazała się wiadomość od Thomasa:
Tom: Nie wiem, kiedy wrócę. Przepraszam.
Zamknęłam oczy, nie chcąc okazywać przyjaciółkom, że miałam ochotę w tej chwili płakać i tupać nogami jak mała dziewczynka. Pieprzony Thomas! Co on sobie myślał, do diabła?