3
Połowa grudnia 2013 r.
Mia starała się wrócić do rzeczywistości. Chodziła do pracy, wywiązywała się z obowiązków. Smutek ukrywała pod obojętnym wyrazem twarzy. Ilekroć Aaron, jej kolega z pracy i przyjaciel, próbował z nią porozmawiać, tłumaczyła się brakiem czasu. Wreszcie, zniecierpliwiony i poirytowany, zatrzymał ją w windzie, by wydusić z niej jakiekolwiek informacje.
- Powiesz mi, co się dzieje? - zapytał nerwowym tonem.
Mia odwróciła wzrok.
- Dlaczego mnie unikasz?
- Mam mnóstwo pracy.
- Zmyślasz, mała.
- Przestań tak do mnie mówić - zdenerwowała się.
- Nie wiem, czy pamiętasz, ale jesteśmy razem... - urwał. - Kocham cię. Myślałem, że ty mnie również.
- Aaron... - Jej oczy się zaszkliły.
- A jednak myliłem się. - Pokręcił z niedowierzaniem głową. - Powiedz mi, co jest ze mną nie tak. Co sprawia, że nie chcesz ze mną być?
- Jesteś wspaniały. - Mia czuła, że z każdą chwilą jest jej coraz bardziej słabo. Brakowało jej powietrza. - Ale...
- Co takiego? - W mężczyźnie burzyła się krew. - Nic do mnie nie czujesz, prawda?
- To nie tak, jak myślisz.
- Masz kogoś? - zasugerował.
Mia, nie mając pojęcia, jak się zachować, skinęła głową. Po kilku chwilach opuściła windę i udała się do biura pana Kensleya. Aaron stał dalej w tym samym miejscu. Nie wiedział, dokąd pójść ani co zrobić. Nie mógł uwierzyć w to, co stało się przed momentem.
W drodze do biura Mia zastanawiała się, co może oznaczać to nagłe wezwanie. Szef czekał na nią w gabinecie.
- Przygotujesz przyjęcie świąteczne - rzucił na wstępie.
- Ale... - próbowała zaprzeczyć.
- Aaron ci w tym pomoże. To wszystko - dodał i zajął się swoimi sprawami.
Mia wyszła z pomieszczenia i nieśpiesznie udała się do swojego stanowiska pracy. Usiadła przy biurku i podparła głowę ręką. Naprzeciwko pracował Aaron. Oboje unikali spojrzeń w swoją stronę.
Jest coraz gorzej... - pomyślała gorzko. - Wszystko się wali.
Napisała SMS-y do Caroline i Joelle z propozycją spotkania. Następnie zabrała się do pracy. Znużona, czytała liczne przysłane przez szefa materiały, które miały być pomocne w napisaniu artykułu. Nie mogła się skupić. Jej myśli wciąż krążyły wokół rozmowy z Aaronem.
William zmierzał na spotkanie z wydawcą. Próbował nie zwracać uwagi na mijane po drodze domy udekorowane świątecznymi ozdobami ani reklamy ze świętym mikołajem. Starał się być obojętny na zapach piernika dolatujący z pobliskich piekarni oraz dźwięk kolęd śpiewanych w kościele. Podświadomie czuł, że nadchodzące święta znów spędzi bez ukochanej. Mimo to nie zamierzał się tym razem załamywać.
Wszedł do kawiarni. Przysiadł się do stolika, przy którym Gerald ze stoickim spokojem pił cappuccino.
- Jak tam książka? Piszesz? - zagaił wydawca.
Will skinął głową.
- Nareszcie! Prawie sześć lat czekałem na ten moment - odetchnął z ulgą. - Cieszę się, że znów masz chęć do tego, by pisać. Wyjazd na Zakynthos dobrze ci zrobił. Ileż można rozpaczać po śmierci narzeczonej - zamyślił się, ale za chwilę kontynuował: - Napijesz się czegoś? Może brandy?
- Nie, dzięki. Wpadłem na sekundę. Wiesz, że mam ostatnio mnóstwo spotkań autorskich.
- Bardzo mnie to cieszy - odparł Gerald. - A sukces twojej ostatniej książki jeszcze bardziej.
- Domyślam się - mruknął pisarz, a następnie poprosił kelnerkę o filiżankę café nocciola. Rozsiadł się wygodnie na krześle, rozejrzał dookoła. Gerald podchwycił jego wzrok. - Kilka dni temu przesłałem ci e-mailem konspekt. Przeczytałeś?
- Tak. Myślę, że to będzie dobra historia - zawiesił na moment głos. Spojrzał w okno.
- Nie wydajesz się nią zachęcony.
- Wręcz przeciwnie. Po prostu jestem zaskoczony, że znów piszesz. I sądząc po twoim uśmiechu, sprawia ci to nie lada przyjemność.
William roześmiał się.
- Książki, które piszę, są mozaikami myśli kolekcjonowanych przez całe życie. - Geralda zaintrygowało to stwierdzenie. - Znajdziesz w nich doświadczenia, które zdobyłem, miłosne zawody, które przeżyłem, w gruncie rzeczy mnie samego.
- Zdradź mi - wydawca nachylił się w jego stronę - co takiego prawdziwego jest w twojej nowej historii?
- Bohaterka.
Zwięzła odpowiedź błyskawicznie rozładowała napięcie Geralda. Mężczyzna wybuchnął śmiechem.
- Czyżby jej pierwowzorem jest ta kobieta, którą poznałeś na Zakynthos? No tak... - rozmarzył się. - Pisarz nie może istnieć bez muzy - roześmiał się Gerald.
- Ona jest dla mnie kimś więcej - wyjaśnił Will stanowczym głosem.
- Chciałbym ją kiedyś poznać. Musi być wyjątkowa. Przyleci do Londynu?
- Nie wiem. Nie rozmawiałem z nią od momentu naszego rozstania na wyspie.
- Ech. Jak zawsze wszystko zepsułeś. - Wydawca machnął ręką, rozbawiony. - Napijemy się brandy? Trzeba uczcić powrót twojej weny.
- Skoro nalegasz - odparł zniechęconym głosem. - Za godzinę muszę biec na spotkanie w bibliotece.
- Obyś zdążył przed ostatecznym terminem - dopowiedział zaniepokojony wydawca. - Później ruszymy z kopyta. Światowe tournée, billboardy, może nawet ekranizacja którejś z twoich powieści... - wymieniał z wyraźną ekscytacją w głosie. - Za kilka dni będę rozmawiał z reżyserami. Są bardzo zainteresowani twoją twórczością.
- To wspaniale! - rozpromienił się William.
- Sława to jedno, ale pieniądze... - Gerald upił łyk kawy. - Wcześniejsze powieści zapewniły ci rozgłos, ale sądzę, że najnowsza...
- Tak, wiem, co masz na myśli.
Wydawca speszył się. Zerknął na wyświetlacz telefonu, na którym co chwilę pokazywały się nieodebrane połączenia. Zignorował je i powrócił do rozmowy:
- W sylwestra urządzimy duże przyjęcie na twoją cześć - oznajmił uroczyście.
- W takim razie spędzę go w domu - zażartował William.
- Z Barneyem? Zawsze dobierasz sobie nietypowe towarzystwo.
- Nie do końca. Czasami jestem na nie skazany - wbił wzrok w wydawcę. Ten zareagował nerwowym śmiechem.
- Widzę, że poczucie humoru cię nie opuszcza. Oby tak samo było z twoim literackim polotem.
- Bez obaw - uśmiechnął się blado.
Obaj sięgnęli po brandy.
- Za sukces! - wzniósł toast Gerald.
- Za szczęście! - poprawił go Will.
Mia czekała na Aarona w hallu. Chciała go przeprosić za swoje zachowanie. Gdy mężczyzna przeszedł obok niej, od razu się do niego odezwała:
- Cześć - rzuciła niepewnym głosem, po czym zapytała ostrożnie: - Masz czas?
Pokręcił przecząco głową i poszedł przed siebie. Dziewczyna chwyciła go za ramię.
- Musimy porozmawiać.
- Chyba nie mamy o czym - odpowiedział sucho.
- Przepraszam.
Spojrzała mu głęboko w oczy. Aaron odwrócił wzrok. Na jego twarzy malowało się niezadowolenie.
- Wszystko ci wyjaśnię. Może wybierzemy się dziś razem na lunch?
- Jestem zajęty. Umówiłem się z Kate.
- Tą z działu sprzedaży?
Skinął głową.
- A jutro? - zapytała z nadzieją. - Kensley chce, żebyśmy wspólnie przygotowali przyjęcie świąteczne.
- Ach, o to chodzi! - ożywił się. - Mogłaś od razu powiedzieć.
- Nie tylko...
Przeszył ją lodowatym wzrokiem.
- Jutro o 12.00 w Café Insomnia. Pasuje ci?
- Tak, dziękuję! - odparła ucieszonym głosem.
Patrzyła na oddalającą się postać przyjaciela. W tamtym momencie nie potrafiła jednoznacznie ocenić emocji, jakie nią miotały. Przeżywała ogromny zawód, miała wyrzuty sumienia. Z przykrością rozpamiętywała to, w jaki sposób potraktowała Aarona. Wiedziała, że nie zasłużył na taką reakcję z jej strony. A jednak nie potrafiła ukryć, że go nie kocha, nawet przed samą sobą. On był dla niej oparciem, ale nigdy nie potrafił wywołać w niej tak silnych emocji jak William. Mia nie umiała zatracić się w jego spojrzeniu ani pocałunkach. Ani razu też nie poczuła ekscytacji, gdy zaprosił ją na kolację. Westchnęła.
Następnego dnia zgodnie z umową spotkali się w kawiarni. Usiedli w zacisznym miejscu. Minęło trochę czasu, zanim zaczęli rozmawiać. Pierwsza odezwała się Mia:
- Chcę jeszcze raz przeprosić. Zachowałam się nie w porządku w stosunku do ciebie. Nie powinnam była cię unikać.
Aaron starał się sprawiać wrażenie, jakby te słowa wcale do niego nie docierały. Nie zwracając uwagi na monolog Mii, popijał kawę i zagryzał ją biscotti. W pewnym momencie ich oczy się spotkały.
- Wiem, że cię zraniłam - kontynuowała. - Muszę ci wyznać, że poznałam kogoś podczas wakacji na Zakynthos. - Aaron nie krył zaskoczenia. - Myślałam, że to prawdziwa miłość. Dałam się ponieść uczuciu. Poleciałam do Londynu, żeby się z nim spotkać. Ale... - urwała, a z jej oczu popłynęły łzy - on znalazł sobie kogoś innego.
- Wiedziałem! Po prostu czułem, że w twoim życiu jest inny mężczyzna. - Chłód, jaki z niego bił, z każdą chwilą zwiększał dystans pomiędzy nimi. - Przez ten cały czas mnie zwodziłaś, tak? Powiedz - ton przyjaciela sygnalizował narastającą w nim złość. - Czy ty choć przez chwilę cokolwiek do mnie czułaś?
- Tak - odparła. - Byłam ci niezmiernie wdzięczna za to, że zaopiekowałeś się mną, przychodziłeś do mnie niemal codziennie do szpitala... Ja naprawdę próbowałam się w tobie zakochać. - Na to wyznanie Aaron zareagował prychnięciem. - Jednak, mimo chęci i starań, wciąż byłeś dla mnie tylko przyjacielem.
- Tylko przyjacielem... - powtórzył, kręcąc głową z niedowierzania.
- Najlepszym, jakiego mogłam spotkać w całym swoim życiu. Nie doceniłam tego. Tak bardzo cię przepraszam. Za to, że dawałam ci mylne znaki, złudne nadzieje.
- Mio... - dodał zrezygnowanym głosem. - Naprawdę nie wiem, co ci odpowiedzieć. Co chcesz ode mnie usłyszeć? Że cię kocham i ci wybaczam? Że możemy zacząć wszystko od nowa?
- Nie... - zaakcentowała. - Nie miałabym odwagi prosić cię o drugą szansę. Chcę po prostu, żebyś się nie gniewał i żebyśmy w spokoju zorganizowali przyjęcie świąteczne.
- A jednak nie zależy ci na mnie? - zapytał złośliwie.
- Gdyby tak było, nie byłoby mnie tutaj. Zależy mi na naszej przyjaźni. Chcę, żeby między nami było tak jak przed rokiem. Obiecuję, że tym razem cię nie zawiodę.
Aaron zamyślił się. Zanurzył usta w kawie. Mia z rozdygotanym sercem oczekiwała jego odpowiedzi.
- Musisz naprawdę kochać tamtego mężczyznę - oznajmił niespodziewanie, wywołując u Mii konsternację.
- Myślałam, że to ten jedyny...
- Tak jak ja, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
- Proszę, nie wracajmy do tego - szepnęła łagodnym tonem.
- Jak sobie życzysz - odparł z pretensją w głosie. - Ale zanim przejdziemy do spraw biznesowych, proszę, odpowiedz... Czy naprawdę nic do mnie nie czułaś? Wiem, że już raz o to pytałem, ale chciałbym być pewien.
Mia zakryła dłonią usta. Roztrzęsiona odwróciła wzrok od mężczyzny i zaczęła wpatrywać się w obraz na ścianie. Z każdą chwilą bladł w jej oczach, kontury zaczęły się rozmywać. Czuła na sobie przeszywające spojrzenie Aarona. Nie wytrzymała.
- Pamiętasz, jak tańczyliśmy razem w sylwestra? Jak cieszyłam się z twoich niezbyt udanych potraw? - Aaron nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Wspomnienia wspólnie spędzonych chwil wzbudziły w nim czułość. - Pamiętasz, jak czekałeś na mnie przed budynkiem redakcji, żebyśmy razem weszli do środka? Albo jak zaczepiałeś mnie w pracy?
Aaron przytaknął.
- Czy wtedy cokolwiek czułaś? - zapytał.
- Nie - wyznała ze smutkiem - ale teraz może byłaby szansa.
Mężczyzna uśmiechnął się i wyjął zza pazuchy długopis. Następnie chwycił jej dłoń i napisał na niej dużymi literami: OK.
- Chcę jeszcze raz być z tobą. Mogę?
- Tak - szepnęła i niespodziewanie zrobiło jej się ciepło na sercu.
William stanął przed galerią handlową, która w tamtym czasie przywodziła na myśl świąteczne miasteczko. Jej ściany zdobiły rozmaite światełka oraz zmieniające barwy iluminacje. Wnętrze wypełniały ozdoby. Srebrne gwiazdki i śnieżynki widniejące na witrynach sklepowych przeobrażały galerię w urokliwe, pełne zimowego czaru miejsce.
Mężczyzna wszedł do środka. Do jego uszu dotarła radosna melodia, która szybko wprowadziła go w świąteczny nastrój. Stanął przed jednym z butików; było w nim mnóstwo ludzi - jedni leniwie oglądali oferowane tam produkty, ciesząc się chwilą, inni w pośpiechu wkładali do koszyków to, co ich zainteresowało. Zamyślił się.
W tym roku postanowił zorganizować prawdziwie magiczne święta. Najpierw zaczął od zakupu ozdób i prezentów. Wiedział, że to dzięki nim jego małe, choć przytulne mieszkanie zyska świąteczny klimat. Później, nie mogąc oprzeć się docierającym do jego nozdrzy zapachom, wstąpił do piekarni, gdzie, zadowolony, kupił korzenne ciasteczka. Przypadkiem zatrzymał się również przed księgarnią. To miejsce przyciągało go jak magnes. Bez zastanowienia zajrzał do środka. Zachwycony książkowymi nowościami stojącymi dumnie na półkach, sięgnął po niektóre z nich, zanurzył nos w ich pierwszych stronicach. Przypomniał sobie czasy, gdy jako dziecko potrafił całymi dniami przesiadywać w księgarni, podczas gdy jego mama robiła zakupy w sąsiednich sklepach. Czuł się wówczas tak, jakby wkraczał w nową rzeczywistość, odkrywał alternatywny świat i wraz z bohaterami przeżywał niesamowite przygody. Rozmarzył się. Jego dzieciństwo minęło, jednak w nim samym wciąż pozostało coś z dziecięcego entuzjazmu.
Odwrócił się niespodziewanie, słysząc za swoimi plecami kilka dźwięcznych głosów. Należały do młodych kobiet kurczowo trzymających w dłoniach jego książki.
- Sir William Gart? - zapytała jedna z nich, wyraźnie podekscytowana.
- Tak, to ja - odparł, na co kobiety zareagowały szerokim uśmiechem.
- Możemy prosić o autograf?
William bez namysłu spełnił tę prośbę. Widząc radość w ich oczach, sam nie potrafił powstrzymać się od nagłego wzruszenia. Ucieszył go fakt, że dla wiernych czytelniczek jest kimś ważnym, wyjątkowym. Galerię opuścił w doskonałym humorze, wciąż słysząc świąteczne piosenki i odgłosy zachwytu młodych kobiet. Pomyślał o Rose, która z pewnością byłaby oczarowana wizytą w tamtym miejscu.
Ona tak bardzo kochała święta...
W sobotę przyjaciółki umówiły się na spotkanie w ulubionym miejscu. Café Insomnia miała specyficzny klimat. Było w niej gwarno, ciepło, panował tłok, dookoła unosiły się rozmaite zapachy. Zawieszone na ścianach obrazy zachęcały do kontemplacji, natomiast stojące w kącie rośliny ożywiały wystrój i skutecznie zapełniały pustą przestrzeń. Ze starego gramofonu wydobywały się dźwięki piosenek Billie Holiday i Cole'a Portera.
Mia czekała przy stoliku na Joelle i Caroline. Ta pierwsza zjawiła się punktualnie w szykownym biznesowym ubraniu.
- Cześć! Tak się cieszę, że znalazłaś chwilę, żeby się spotkać - przywitała się podekscytowana. - Opowiadaj, jak było w Londynie. Pewnie cudownie, skoro się tak długo z nami nie kontaktowałaś.
- Nie do końca... - wyznała. - Co zamawiamy?
Joelle zauważyła celową zmianę tematu, jednak nie zamierzała jej komentować. Domyśliła się, że w stolicy Zjednoczonego Królestwa musiało przydarzyć się jej przyjaciółce coś niedobrego.
- Może poczekamy na Caroline? - zasugerowała.
- Jasne. - Mia próbowała opanować rozbudzone wspomnieniem Londynu emocje. Uśmiechnęła się sztywno.
- Wszystko w porządku? - Joelle zapytała z troską.
W tamtej chwili w drzwiach kafejki stanęła Caroline. Pożegnała się z towarzyszącym jej mężczyzną i z daleka pomachała do przyjaciółek. Szybkim krokiem podeszła do stolika.
- Moja kochana Mio! Jak dobrze cię widzieć. Chodź, uściskaj swoją najdroższą kumpelę. - Joelle spiorunowała ją wzrokiem. - No co? - odpowiedziała na jej spojrzenie.
- Caroline... - Mia przytuliła ją z całych sił. Przyjaciółka zdziwiła się jej nadmierną wylewnością.
- Jak się masz? Wszystko OK? - zapytała zaniepokojona. - A gdzie William? Pewnie bał się przyjść, wiedząc, że miałby ze mną do czynienia - roześmiała się.
- Tak się składa, że... - urwała Mia i zaczerpnęła powietrza. - Jego tu nie ma i już nigdy nie będzie.
- Nie żyje? - wtrąciła Caroline roztrzęsionym głosem.
Mia pokręciła przecząco głową.
- Znalazł sobie inną.
- Żartujesz!? - wybuchły obie rozmówczynie.
- Nie. Widziałam go w Londynie. Był z jakąś kobietą, całowali się.
- Tak mi przykro... - odparła Joelle i spojrzała ze smutkiem na Mię.
- Przecież napisał, że cię kocha - westchnęła Caroline. - Pieprzony angielski hipokryta.
- Dosadnie to ujęłaś - skomentowała Joelle.
- Napijmy się czegoś - zaproponowała Caroline. - Mio, musisz o nim zapomnieć. Od początku miałam co do niego wątpliwości, pamiętasz? Zakochałaś się w jego wyidealizowanym wyobrażeniu, w narratorze jego opowieści. Prawdziwy Will to drań.
Mia przyznała jej rację.
- Rozmawiałam z Aaronem... - zaczęła niepewnie. - Powiedziałam mu prawdę. Na początku był wściekły, ale w końcu postanowił dać naszemu związkowi jeszcze jedną szansę.
- Widzisz, wszystko się ułoży - odparła pocieszającym tonem Joelle.
Caroline miała jednak odmienne zdanie.
- Przecież ty go nie kochasz! - oburzyła się. - Tak długo byliście razem i nic z tego nie wyszło.
- Bo wciąż tęskniłam za Willem, a skoro on związał się z kimś innym, to ja też chcę mieć przy sobie kogoś bliskiego.
- I rzeczywiście myślisz, że tą osobą powinien być Aaron? - Caroline nie dawała za wygraną. - Tak dobrze cię znam...
- Daj spokój - przerwała jej Joelle. - Przecież wie, co robi.
Mia podziękowała jej za wsparcie. Spojrzała na Caroline. Na jej twarzy z każdą chwilą malowało się coraz większe rozczarowanie.
- Co u ciebie i Tonina? - zagaiła po chwili.
Oczy przyjaciółki zajaśniały.
- Nigdy dotąd nie byłam taka szczęśliwa - odparła pełnym czułości głosem. - Nie wyobrażam sobie życia bez niego. To on sprawia, że chcę się cieszyć każdą chwilą, tańczyć, celebrować życie, być lepszym człowiekiem.
- Ach, żadna nowość. Miłość znów zawróciła ci w głowie - prychnęła Joelle.
- Jakaś ty romantyczna - przewróciła oczami Caroline. - Mąż musi cię rozpieszczać.
Joelle spojrzała na nią spod byka.
- Ostatnio kupił mi... - Spuściła wzrok. Jej twarz w momencie poczerwieniała.
- Co takiego? - zaciekawiła się Mia.
- Nową zmywarkę - odpowiedziała.
Przyjaciółki nie wytrzymały i wybuchły śmiechem.
- Od razu widać, jakie ma wobec ciebie zamiary - skwitowała Caroline.
Wczesnym rankiem Barney obudził się i pomaszerował do kuchni, zwabiony dolatującymi z niej zapachami. Wbił błagalny wzrok we właściciela i pomachał łapą, wyraźnie prosząc o choćby odrobinę któregoś ze specjałów.
William roześmiał się i pogłaskał go po grzbiecie.
- Ostatnio za bardzo cię rozpieszczam. A gdzie dieta?
Do Barneya nie docierały jednak słowa mężczyzny. Patrzył w kierunku pieca i co chwilę poruszał nozdrzami. Will przez chwilę próbował udawać, że zachowanie pupila jest mu obojętne. W końcu jednak dał za wygraną i poczęstował go resztką kruszonki. Rozweselony patrzył, jak Barney zajada się grudkami ciasta.
Wychowałem niezłego żarłoka - pomyślał.
Po południu William pojechał z Barneyem do rodziców. Chciał spędzić z nimi trochę czasu, porozmawiać. Jego niespodziewana wizyta szczególnie ucieszyła Vivian. Pokroiła upieczone przez niego ciasta i położyła je na ozdobnych talerzach. Cała rodzina usiadła w jadalni.
- Uwielbiam desery - odezwała się uradowana kobieta. - A najbardziej rabarbar pod kruszonką twojej roboty, Willu.
Syn posłał w jej stronę serdeczny uśmiech.
- Cieszę się, że ci smakuje. A tobie, tato? - zwrócił się do Billa.
Ojciec spojrzał na niego z aprobatą, nie odrywając widelca od tarty cytrynowej z bezą. Kiedy Will nie patrzył w jego stronę, podzielił się odrobiną deseru z Barneyem. Później, jak gdyby nigdy nic, zagaił do syna:
- Masz wielki talent kulinarny. Aż żal, że marnujesz go dla takich staruszków jak my. Potrzebujesz kobiety.
- Już mam. Miriam - odparł stanowczo, prowokując rodziców do śmiechu.
Vivan nalała sobie herbaty z imbryka. Upiła trochę, spojrzała na Billa, po czym zabrała głos:
- Co z Mią? - zapytała łagodnym głosem. - Pamiętam, jak nam o niej opowiadałeś. Czy odezwała się już do ciebie?
Will posępniał.
- Jeszcze nie. Muszę być cierpliwy.
- A co, jeśli nie sięgnie po twoją najnowszą powieść i nie przeczyta epilogu? - zaniepokoiła się.
- Będziesz żyć dalej w niepewności? - wtrącił Bill. - Ona przecież może w ogóle nie dowiedzieć się, co do niej czujesz.
- Może napisz do niej? - zasugerowała matka.
- Tak zrobię.
William spojrzał przed siebie, najdalej jak mógł sięgnąć wzrokiem, i odpłynął myślami na Zakynthos. Przypomniał sobie, jak skrycie podglądał Mię. Wtedy jeszcze nie wiedział, że ta Amerykanka z zabawnym akcentem całkowicie zaprzątnie jego myśli, zawładnie jego sercem.
- Wszystko w porządku? - Głos Billa wyrwał pisarza ze wspomnień.
Rozmarzył się.
- Myślałeś o niej? - szepnęła Vivian. - Jak dobrze cię znam. - Chwyciła jego dłoń. - Prawda, Billu, że miłość robi z ludzi wariatów?
Starszy mężczyzna skinął głową.
- To fakt. Gdy cię poznałem, całkowicie oszalałem.
- A potem? Jako mój mąż?
- Dostałem zawału...
Vivian zmarszczyła czoło.
- ... widząc twoje wydatki - dokończył roześmianym głosem. Żona skarciła go wzrokiem.
- Ostatnio dopisuje ci humor - mruknęła.
- Przeżywam drugą młodość - odparł, na co Will zareagował prychnięciem. - A ciebie co tak śmieszy? - zwrócił się do niego.
Pokręcił głową.
- Nic, nic...
- Mam tylko nadzieję, że nie dasz się zwieść jakiejś długonogiej dwudziestolatce - odezwała się Vivian do męża.
- Kochanie - spojrzał na nią z czułością - dobrze wiesz, że interesujesz mnie tylko ty.
Przez chwilę oboje nie odrywali od siebie wzroku. W ich spojrzeniach William dostrzegł coś prawdziwego, nieprzemijającego.
W tamtej chwili mężczyzna jeszcze bardziej zapragnął miłości. Chciał mieć kogoś, o kogo by się troszczył, z kim spędzałby każdą wolną chwilę. Widok wciąż kochających się rodziców budził w nim wzruszenie. To najpiękniejszy obraz, jaki oglądał w całym swoim życiu. Vivian i Bill jawili się w jego oczach jako wiecznie zakochana para, zatracona we wzajemnych uśmiechach i spojrzeniach. I choć wielokrotnie w ich życiu pojawiały się trudne chwile, to oni pozostali tacy sami.
- W życiu można żałować wielu rzeczy - powiedział w pewnej chwili Bill. - Złych wyborów, lekkomyślnie wydanych pieniędzy. Ale jednego się nie powinno.
- Czego? - zapytał William.
- To oczywiste. Miłości.
Wieczorem Will zrobił zakupy, po czym wybrał się do domu Miriam. Na wieść, że jego przyjaciółka zrezygnowała z pracy, ledwo opanował zdumienie.
- Jak to? Przecież praca w piekarni to całe twoje życie! - odparł wzburzony. - Wielu ludzi przychodzi tam ze względu na ciebie. Bardziej niż wypieków potrzebują twoich porad i ciepłych słów.
- Wiem, wiem - odparła z niezadowoleniem w głosie - ale widzisz, Willu, już dłużej nie daję rady. Jestem zbyt słaba, potrzebuję odpoczynku.
- No tak - posmutniał. - Należy ci się.
Poszedł do kuchni, by schować w lodówce kupione dla Miriam produkty. Wstawiając do wazonu świeże kwiaty, zerknął na stojącą w salonie fotografię Toma. Wreszcie usiadł na kanapie obok przyjaciółki.
- Nie jesteś chora, prawda? Gdybyś była, powiedziałabyś mi.
- To tylko starość. - Machnęła ręką. - Nie przejmuj się mną.
Jej wzrok spoczął na wiszącym na ścianie zegarze. Zamyśliła się.
- Starość wcale nie musi być taka zła - wyznała. - Cieszę się, że... - urwała, a w jej oku zakręciła się łza - każda chwila przybliża mnie do Toma. Tak bardzo za nim tęsknię.
William zaniemówił na moment. Spojrzał przygnębiony na swoją rozmówczynię. Potem jego wzrok powędrował w kierunku jej pomarszczonych, spracowanych dłoni.
- Wiem, że jest ci ciężko - odparł, czując, jak skrywany smutek Miriam rozdziera mu serce. - Ale, proszę, nie poddawaj się. Walcz o życie. Przecież tak bardzo je kochasz. Sama mnie zresztą nauczyłaś tego, by się zbytnio nie zamartwiać, lecz żyć chwilą. Carpe diem, pamiętasz?
Przyjaciółka uśmiechnęła się blado.
- Nie jesteś sama - kontynuował. - Będę przy tobie tak często, jak tylko to możliwe. Nie zostawię cię - przekonywał ją gorączkowo. - Tak jak ty nigdy nie opuściłaś mnie.
- Daj spokój, Willu - próbowała opanować emocje. - Poradzę sobie. Nie musisz się nade mną użalać. Po prostu żyj własnym życiem, ciesz się swoim szczęściem. Poświęcasz mi zdecydowanie zbyt wiele uwagi. Nie wystarczy ci jej dla Mii - zażartowała.
- Zasługujesz na to - dodał. - Swoją drogą, chciałbym cię o coś zapytać.
- Mów śmiało.
- Czy myślisz, że powinienem napisać do Mii? Już tak długo czekam na jej odpowiedź.
Przytaknęła.
- Z miłością nie warto zwlekać.
- Ach, ta miłość... To chyba najczęściej powtarzane słowo świata, a wciąż przez nas nieokiełznane.
Ostatnie dni Mii były wypełnione pracą. Poza codziennymi obowiązkami zajmowała się przygotowywaniem przyjęcia w pracy. Opracowała plan imprezy, kartę dań oraz aranżację sali. Aaron w tym czasie szukał zespołu chętnego zagrać w ten wieczór, a także zamawiał choinki i ozdoby.
- Pomóc ci w czymś? - zaproponował w pewnej chwili, gdy oboje znaleźli się w jednym pomieszczeniu.
- Nie, radzę sobie - odparła. - Poczekaj, muszę zadzwonić do Kensleya.
Aaron posłał jej szeroki uśmiech. Nie odrywał od niej wzroku. Jego zainteresowanie, wyrażone głębokim spojrzeniem, krępowało Mię. Poczerwieniała.
- Przestań, próbuję się skupić - syknęła. - Nie, to nie do pana, panie Kensley - odezwała się do swojego rozmówcy, czując, jak ze wstydu palą ją policzki.
- Przecież nic nie robię - odparł niewinnie Aaron i roześmiał się pod nosem.
Mia skarciła go wzrokiem. Gdy skończyła rozmowę, zbliżyła się do niego. Zastygli na moment. Mężczyzna nie odrywał od niej wzroku. Niepewnym ruchem dłoni dotknął jej ramienia. Speszyła się.
- Pośpieszyłem się. Przepraszam - cofnął się o krok.
- To moja wina... - westchnęła.
Wziął głęboki oddech i rozejrzał się po pustej sali. Ze wzrokiem utkwionym w przeciwną stronę zapytał:
- Pamiętasz, mieliśmy jechać razem na święta do Polski?
- Tak, wiem. Tata kupił bilety. Zwróciłam mu je.
- Pewnie uznasz to za głupi pomysł, ale...
Mia doskonale wiedziała, co ma na myśli.
- Już za późno.
Ze zrozumieniem pokiwał głową.
- Nigdy tam jeszcze nie byłem.
- To piękny kraj, mój ojciec stamtąd pochodzi.
- Może będzie jeszcze okazja, żeby go zobaczyć. - Wzruszył ramionami.
- Tak... - rozmarzyła się.
Przypomniała sobie podróż do Polski, gdy powoli wkraczała w nastoletnie życie. Bezkres mazurskich jezior. Majestatyczność rozległych pasm górskich. Zieleń ciągnących się w nieskończoność łąk. Piękno tętniących życiem starówek. Szum wiatru, letnie poranki, śpiew ptaków...
- Wiesz? Rodzice i ja byliśmy tam szczęśliwi jak nigdy - rozpoczęła opowieść. - Z tatą łowiliśmy ryby, biegaliśmy za motylami, szukaliśmy ślimaków z różową skorupką. Mama natomiast nauczyła mnie pleść wianki, szyłyśmy razem kolorowe sukienki.
- Miałaś wspaniałe dzieciństwo - skomentował.
- Nie, byłam już wtedy nastolatką - dodała. - Ale tata ciągle mi powtarzał, że niezależnie od wieku trzeba mieć w sobie odrobinę dziecięcej ciekawości i niewinności. Mieć - zaakcentowała - niezaspokojony głód poznawania.
- Chyba bardzo wzięłaś sobie jego słowa do serca.
Posmutniała.
- Choroba i zawód miłosny sprawiły, że zatraciłam w sobie te cechy.
- Wciąż jednak możesz to zmienić - dodał poruszony.
- Chyba nie chcę.
- Wolisz zadręczać się problemami? Patrzeć wyłącznie racjonalnie na świat?
- Taka jest cena dorosłości - westchnęła. - Wreszcie to pojęłam.
- Nie wydajesz się z tym pogodzona.
- Potrzebuję czasu.
Aaron zmarszczył czoło.
- Czas niczego nie zmienia, jedynie przyzwyczaja do smutku.
- Mam dość filozoficznych gadek. - Machnęła ręką.
- Dobra - rzucił oschle. - Długo już rozmawiamy. Wracam do pracy.
Aaron wyszedł. Mia została sama. Drgnęła na myśl, że znów zawiodła nie tylko jego, ale również siebie. Minęło już kilkanaście dni od wydarzenia w Londynie, a ona wciąż nie potrafiła zapomnieć o Williamie. Chciała, aby to był wyłącznie sen albo projekcja jej wybujałej wyobraźni. Wspomnienie pocałunku wciąż wywoływało w niej ogromny ból i rozgoryczenie. Sprawiało, że nie potrafiła skupić się na niczym innym, jej myśli wciąż wędrowały w kierunku Williama. Nawet gdy obok stał Aaron.
Sięgnęła po telefon i zadzwoniła do dostawców. Żywiła przekonanie, że może gdy poświęci się pracy, będzie jej łatwiej o wszystkim zapomnieć. Poza tym szef doceni jej zaangażowanie.
- Wiem, co Aaron chciał mi powiedzieć - pomyślała. - Miał rację. Powinnam wziąć się w garść.