Patrząc na zdjęcia bohatera niniejszej
opowieści, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie miał urody amanta
filmowego. Wręcz przeciwnie, porażał nijakością. Pozory jednak mylą.
Bolesław Bierut, bo to o nim mowa, wśród towarzyszy partyjnych miał
opinię uwodziciela, a Włodzimierz Sokorski nazywał go nawet "Bolkiem
jebaką", co Bierut uznawał za wielki komplement. Cóż, słynnego Casanovę
też trudno byłoby zaliczyć do przystojniaków, a jednak przebierał w kobietach jak w ulęgałkach. Podobnie było w przypadku pierwszego
przywódcy Polski Ludowej, aczkolwiek, co trzeba uczciwie przyznać,
towarzysz Bierut nie wykorzystywał swojej pozycji w celach seksualnych,
jak czynił to chociażby Beria czy Mussolini, nigdy też nie zgwałcił
kobiety. Wręcz przeciwnie, w kręgach partyjnych słynął z wyjątkowo
dobrych manier i szarmanckości wobec przedstawicielek płci pięknej. Inny
działacz komunistyczny, Jan Kwiatkowski, tak wspominał swego partyjnego
kolegę: "Elegancki, powiedziałbym nawet - szarmancki, zwłaszcza wobec
kobiet, pamiętał zawsze, by panią domu przy powitaniu pocałować w rękę,
często przynosił jakiś kwiatek w podarunku, a dla dzieci cukierki lub
inne upominki [...]. Lubiłem, gdy czekając na umówione spotkanie,
rozmawiał z gospodarzami lub ich żonami. Interesował się ich życiem i usposabiał do siebie przychylnie otoczenie"1. Pozytywne
świadectwo wystawiają mu także panie, z którymi dane mu było się
spotkać, jak chociażby Julia Minc, żona Hilarego Minca, ówczesnego
wiceprezesa Rady Ministrów, w wywiadzie udzielonym Teresie Torańskiej.
Uważała ona komunistycznego dygnitarza za "przyjemnego, eleganckiego
mężczyznę, szarmanckiego wobec kobiet"2. Wspominała też o pewnej
kłopotliwej sytuacji, z której wybawił ją właśnie Bierut. Otóż na jednym
z oficjalnych przyjęć pani Minc pojawiła się w nieodpowiedniej do okazji
letniej sukience. Jej mąż nie krył oburzenia, bezceremonialnie,
aczkolwiek dyskretnie besztając małżonkę. A tymczasem "Bierut to
usłyszał, wziął mnie pod rękę, przeszedł ze mną całą salę, mówiąc:
"Macie najpiękniejszą suknię ze wszystkich""3. Również Wanda
Papiewska, siostra Jana Hempla - mentora Bolesława z czasów jego
młodości - zwracała uwagę na jego maniery: "Posiadał zdumiewającą, jak
na swój wiek i warunki, w których go wychowywano, kulturę zewnętrzną i takt: nigdy nie klął, nie używał ordynarnych wyrażeń"4. Być
może to właśnie ta iście przedwojenna szarmanckość jednała mu serca
kobiet.
Co ciekawe, choć towarzysz Bierut miał tylko jedną żonę, w różnych
okresach jego życia aż cztery kobiety uważały się za jego małżonki. Tak
więc, choć formalnie poligamii nie praktykował, faktycznie pierwszy
włodarz Polski Ludowej uprawiał wielożeństwo niczym prawowierny
muzułmanin - choć może bardziej uzasadnione byłoby w tym przypadku
porównanie do europejskich monarchów, którzy obok poślubionej przed
Bogiem małżonki mieli też oficjalne faworyty.
Bolesława Bieruta otacza aura tajemniczości - wiemy o nim zaskakująco
mało. Może to dziwić, zwłaszcza że swego czasu w naszym kraju nie było
budynku publicznego, w którym nie wisiałby przynajmniej jeden jego
portret. Co więcej, Bierut był w zasadzie jedynym powojennym przywódcą,
wokół którego udało się stworzyć coś na kształt kultu jednostki,
podobnego do tego, którym otaczano Stalina. Wątpliwości dotyczą między
innymi jego miejsca urodzenia, nazwiska, pochodzenia Niektórzy twierdzą
nawet, że Bierut wcale nie był Bierutem, tylko "matrioszką", czyli jego
radzieckim sobowtórem, a jednocześnie świetnie przeszkolonym agentem
sowieckim, na którego wymieniono potajemnie polskiego komunistę. Taką
"matrioszką" był chociażby Hans Kloss, znany z serialu Stawka większa
niż życie - jego losy oparte są na życiorysie autentycznego sowieckiego
agenta, oficera NKWD. Ponoć prawdę znał generał Karol Świerczewski,
który przed śmiercią zdążył tę rewelacyjną wiadomość przekazać Piotrowi
Jaroszewiczowi. Nawiasem mówiąc, to właśnie owa wiedza, a nie akcja
bandy UPA, miała być przyczyną śmierci "człowieka, który się kulom nie
kłaniał". Według zwolenników tej teorii wtajemniczenie w tę kwestię
przyczyniło się też do tajemniczej śmierci Jaroszewicza w 1992 roku,
gdyż były premier planował jej ujawnienie na łamach przygotowanego do
druku pamiętnika.
Kolejna wątpliwość dotyczy miejsca urodzenia Bieruta. Oficjalnie
pierwszy prezydent powojennej Polski urodził się w Rurach Jezuickich,
niewielkiej wiosce pod Lublinem, ale zgodnie z zapisem w księdze
metrykalnej parafii św. Pawła w Lublinie miejscem urodzenia Bieruta była
inna podlubelska miejscowość - Rury Brygidkowskie, natomiast syn
Bieruta, Jan Chyliński5, pisze, że jego ojciec urodził się
"na przedmieściu Lublina w Rurach Brygidkowskich, nazywanych także
potocznie Rurami Jezuickimi"6. Obecnie wsie te stanowią
część Lublina. Pewna za to jest data narodzin Bieruta - 18 kwietnia 1892
roku, a także imiona jego rodziców - Wojciech i Marianna Salomea z domu
Wolska. Kontrowersje wzbudza także nazwisko Wojciecha, który według
niektórych źródeł nie nazywał się Bierut, ale Biernacki. Niekiedy
spotkać się można również z informacją, iż Wojciech był Żydem, a jego
prawdziwe nazwisko brzmiało Rotenschwanz, ale uznaje się to za mało
prawdopodobne. Używane w późniejszym okresie nazwisko Bierut miało być
zlepkiem prawdziwego nazwiska działacza z jego pseudonimem używanym w sowieckim wywiadzie - Rutkowski. Większość historyków przeczy jednak tej
tezie, uznając, że prawdziwe nazwisko działacza brzmiało rzeczywiście
Bierut i pod takim właśnie nazwiskiem późniejszy I sekretarz KC PZPR
figuruje w księgach parafialnych.
Komunistyczni biografowie robili, co mogli, by udowodnić, że działacz
komunistyczny ma typowo robotniczy rodowód i, co ważniejsze, że
komunistą był niemal od urodzenia. W biografii Bieruta z 1952 roku
autorstwa Józefa Kowalczyka czytamy, że urodził się "w pamiętnym roku
powszechnego strajku w Łodzi"7, natomiast po przeprowadzce
rodziny do Lublina "rósł i dojrzewał w wilgotnej suterenie i już od
najmłodszych lat doznawał wszystkich goryczy losu proletariackiego
dziecka"8, co nie jest do końca zgodne prawdą. Rodzice Bieruta
w 1891 roku przybyli na leżącą w Kongresówce Lubelszczyznę wprost z Galicji, a dokładnie - z Kępy Kaliszańskiej, miejscowości znajdującej
się w dawnym powiecie aleksandryjskim, licząc na odmianę losu, który
wcześniej nie szczędził im ciosów. Marianna Salomea urodziła ponoć
kilkanaścioro dzieci, których większość umierała tuż po przyjściu na
świat. Przeżyło jedynie dwóch synów i trzy córki. Gospodarowali na kilku
hektarach ziemi, a kiedy po dziesięciu latach ciężkiej pracy zaczęło im
się układać, zaledwie rok po urodzeniu Bolesława musieli wraz z krową,
koniem i drobnym dobytkiem przenieść się do Lublina, gdyż ich
gospodarstwo zniszczyła katastrofalna powódź. Przyszły prezydent nie
miał więc sielskiego dzieciństwa i od wczesnych lat musiał pomagać
rodzicom w utrzymaniu domu, a jednym z jego głównych obowiązków było
pasienie krów. W Lublinie Bierutowie mieszkali rzeczywiście w suterenie,
trudno byłoby ją jednak uznać za wilgotną. Józef Dominko, przyjaciel
Bolesława z lat dziecięcych, wspominał, że państwo Bierutowie wraz z dziećmi zajmowali duży pokój z kuchnią w parterowym, murowanym domu,
stojącym w ogrodzie owocowo-warzywnym, a "całe otoczenie tchnęło
zaciszem wiejskim i stanowiło kontrast z bujnym życiem robotniczym,
przelewającym się zaledwie o kilkaset metrów"9. Kiedy Bierutom
skradziono konia, główne źródło utrzymania rodziny, znaczącą rolę w domowym budżecie odgrywać zaczęły dochody z handlu warzywami i owocami,
w czym swój udział miał Bolek, który wraz z przyjacielem Józefem
sprzedawał śliwki z sadu. Punkt handlowy znajdował się na skarpie
naprzeciwko kościoła. Właściwie można przyjąć, iż chłopiec, jak na
przyszłego komunistę przystało, już wówczas podjął walkę z "przedstawicielem drobnego handlu i kramarstwa"10, jakim był
jego ojciec, choć przybrała ona dość osobliwą formę, ponieważ
sprzedawany przez chłopców towar "w dużych ilościach znikał w kieszeniach kolegów i żołądkach samych sprzedawców (o co później
awanturował się ojciec Bolka)"11. Wojciech Bierut musiał mieć
przynajmniej elementarne wykształcenie, skoro za jego sprawą mały
Bolesław bardzo wcześnie poznał trudną sztukę czytania. Ponoć wykazywał
tak wielkie zamiłowanie do nauki, że rodzicom marzyło się, by skończył
seminarium duchowne i został księdzem, aczkolwiek Chyliński twierdzi, że
jego dziadkowie mieli co do Bolesława zupełnie inne plany: "Matka
pragnęła, aby związał swe życie z kościołem i został organistą. Ojciec
widział go jako oficera w przyszłej suwerennej polskiej
monarchii"12. Przyszłość miała pokazać, że ich uzdolniony syn
wybierze zupełnie inną drogę.
Chyliński wspomina, że najstarszy brat Bolesława, Andrzej, starszy od
niego o całe dwadzieścia dwa lata, odegrał szczególną rolę w jego życiu:
"Miał znacznie większy wpływ na wychowanie, kształtowanie charakteru i zainteresowań młodszego brata niż ktokolwiek inny w rodzinie, a szczególnie ojciec - zawsze surowy, zapracowany i niezwykle
wymagający"13.
Według biografów pracujących nad życiorysem Bieruta, Bolesław od
najmłodszych lat przejawiał zainteresowania rewolucyjne, o czym miał
świadczyć fakt, iż w 1905 roku zainicjował strajk młodzieży szkolnej,
domagając się wprowadzenia do szkół języka polskiego. Miał on cisnąć
kałamarzem w portret cara wiszący w klasie, dając w ten sposób sygnał do
rozpoczęcia akcji strajkowej. W następstwie został usunięty ze szkoły.
Jest to tylko legenda, której Bierut zaprzeczył w 1955 roku podczas
sesji naukowej poświęconej rewolucji. Ta wersja wydarzeń trafiła jednak
na podatny grunt i do dziś można ją znaleźć w większości biografii
prezydenta. Wydaje się, że Bierut musiał jednak uczestniczyć w strajku,
skoro usunięto go ze szkoły. Jego syn po latach tak pisał na temat tych
wydarzeń: "Bolesław brał niewątpliwie aktywny udział w organizacji
strajku, skoro znalazł się wśród zaledwie kilku uczniów karnie
usuniętych ze szkoły. Trudno jednak widzieć w nim aktywnego uczestnika
działań rewolucyjnych. Taka ocena może dotyczyć tylko jego starszego
brata, Andrzeja, kilkakrotnie aresztowanego i przetrzymywanego na Zamku
w Lublinie za organizowanie strajków i pochodów"14.
Młody Bolesław został zmuszony do pracy na własne utrzymanie i chwytał
się różnych zajęć: był pomocnikiem murarza, chłopcem na posyłki, a ostatecznie zatrudnił się w drukarni, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Inteligentny młodzieniec szybko nauczył się zecerki, a wkrótce zapisał się na kursy handlowe, na których także radził sobie
bardzo dobrze. W 1908 roku wstąpił do związku zawodowego drukarzy.
Choć oficjalni biografowie Bieruta uważali, że już wówczas zaczął
wyraźnie ciążyć ku ruchowi komunistycznemu, nie jest to jednak
oczywiste. Od 1910 roku przyszły działacz komunistyczny znajdował się
pod wpływem wolnomyśliciela i filozofa w młodości związanego z ruchem
wolnomularskim, Jana Hempla, dziennikarza kierującego wówczas "Kurierem
Lubelskim". Był on wielkim zwolennikiem spółdzielczości, w której
widział uwolnienie robotników od wyzysku kapitalistów, a także
mesjanistą: wyznawał pogląd, że wyjątkowe cechy narodu polskiego
sprawią, że niejako samoczynnie odzyska on wolność. Szczególnym kultem
Hempel otaczał dawne wierzenia Słowian, natomiast chrześcijaństwo
uznawał za religię niewolników. Mało tego, za punkt honoru uznał
przywrócenie najstarszych pogańskich obyczajów i rytuałów; z tego powodu
co roku w Wigilię zbierała się u niego grupka młodzieży, z którymi
odprawiał prasłowiańskie obrzędy. W Zakopanem założył Towarzystwo
Teozoficzne, którego członkowie, wzorem słowiańskich przodków,
codziennie o świcie modlili się do słońca. Ponoć to właśnie pod wpływem
Hempla Bierut zerwał z Kościołem, ale bynajmniej nie stał się ateistą.
Wręcz przeciwnie, wzorem swego mentora oscylował w stronę mistycyzmu.
Według jego ówczesnego przyjaciela Józefa Dominko Bierut, podobnie jak
inni młodzi ludzie związani z Hemplem, w pewnym sensie wierzył w Boga,
ale pojmował go jako swoisty rozum, logikę świata. Wówczas też, zdaniem
Dominki, w głowie młodego Bolesława zrodził się bunt przeciwko
niesprawiedliwości społecznej: "Przecież w obliczu naszego i zresztą
niechrześcijańskiego Boga ludzie są równi: po cóż więc krzywda, wyzysk,
niesprawiedliwość?"15.
Choć oficjalnie na terenie Królestwa Kongresowego obowiązywał zakaz
zrzeszania się, można było formować stowarzyszenia, których przybywało
na potęgę. Co ciekawe, były to głównie stowarzyszenia abstynenckie - i takim właśnie stowarzyszeniem była "Przyjaźń" założona przez Jana
Hempla, do której wstąpił zafascynowany nim Bierut. Za sprawą swego
mentora młodzieniec zainteresował się działalnością spółdzielczą, a w 1912 roku został członkiem PPS Lewicy. Ponoć panowie planowali wspólny
wyjazd do Brazylii, do Parany, gdzie wcześniej Hempel uczył dzieci
tamtejszej Polonii, by pracować tam nad odbudową wolnej od zaborców
Polski. Ostatecznie z tych planów nic nie wyszło, ale Bierut
rzeczywiście miał okazję budować Polskę - choć należy wątpić, by efekt
końcowy zadowolił jego ówczesnego "duchowego ojca".
We wczesnej młodości Bieruta próżno szukać w jego najbliższym otoczeniu
jakiejś kobiety. Ponoć przyszły przywódca PRL był wyjątkowo nieśmiały, i to nie tylko w stosunku do przedstawicielek płci przeciwnej, o czym
wspomina chociażby Wanda Papiewska: "był bardzo skromny, a nawet
nieśmiały. Znana była jego skłonność do rumienienia się. Mówiono, że
jest wstydliwy jak dziewczynka"16. Z tej przypadłości
wyleczyła go zapewne Janina Górzyńska, którą poznał niedługo po tym, jak
wstąpił do partii. Być może to właśnie Janina przełamała pierwsze lody.
Była starsza od Bolesława o dwa lata i trudno posądzać ją o nieśmiałość.
Pracowała w przedszkolu założonym przez Zofię Staniszewską, która wraz
ze swoim mężem administrowała majątkiem Studzianki nieopodal Lublina.
Bierut zawitał tam razem ze swym mentorem, by przeprowadzić prace
miernicze - Hempel bowiem w 1913 roku podjął pracę mierniczego u geometry Stelmasiewicza w Lublinie i wkrótce potem zatrudnił Bieruta
jako swego asystenta. Fachu nauczył się jeszcze podczas swego pobytu w Brazylii. Była to posada bardzo dobrze płatna, ale wymagająca
nieustannych wyjazdów - i właśnie podczas jednego z nich Bierut poznał
Janinę Górzyńską. Ładna, aczkolwiek skromna przedszkolanka wpadła mu w oko i wkrótce parę połączyło uczucie, a przynajmniej obopólna
fascynacja. Zbuntowany przeciwko Kościołowi mistyk, jakim wówczas był
Bolesław, nie miał najmniejszego zamiaru zawierać małżeństwa przed
Bogiem, dlatego para przez wiele lat żyła w nieformalnym związku.
Według syna Bieruta znacznie większy wpływ na przyszłego działacza
wywarła pracodawczyni jego późniejszej żony, Zofia Staniszewska: "Pani
Zofia bardzo polubiła Bolesława i - nie mając własnych dzieci -
traktowała go jak syna, nie szczędząc czasu na jego kształcenie. Miała
rozległe wiadomości z dziedziny sztuki i literatury, malowała i była
rozmiłowana w poezji. Wydaje mi się, że bardzo imponowała mojemu ojcu
swoim sposobem bycia, nienagannymi manierami, wysoką kulturą i wiedzą.
Stała się w pewnym sensie dla niego wzorem. To ona właśnie zaszczepiła
mu wieczny "głód" czytania, wykształciła smak i wzbudziła
zainteresowanie poezją"17. Ponoć nawet Bierut próbował swoich sił
w poezji, ale, na szczęście dla literatury polskiej, stosunkowo szybko
porzucił te zainteresowania, uznając (skądinąd słusznie), że nie ma do
tego talentu.
W 1918 roku Bierut formalnie został komunistą, chociaż on sam miał
niewiele do powiedzenia w tej sprawie, a bardziej niż polityka
interesowała go wówczas praca w spółdzielczości. Tak się jednak złożyło,
że partia, której był członkiem, czyli PPS Lewica, połączyła się z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy, tworząc Komunistyczną
Partię Robotniczą Polski.
Trzy lata później Bierut zdecydował się na legalizację swego związku z Janiną, a jedyną możliwą formą zawarcia małżeństwa był ślub kościelny.
Przyszły przywódca komunistyczny nie zamierzał bynajmniej wracać z tego
powodu na łono Kościoła, ale para trafiła na wyjątkowo tolerancyjnego
kapłana, który zgodził się udzielić im sakramentu bez koniecznej w takich przypadkach spowiedzi. Zresztą był to dość dziwny ślub: państwo
młodzi nie mieli nawet strojów ślubnych, a ceremonia odbyła się podczas
porannej mszy, po której zjedli wspólne śniadanie i wyjechali na
wycieczkę za miasto. Wkrótce Janina miała się przekonać, że życie z Bierutem będzie dalekie od tradycyjnego pożycia małżeńskiego, o czym
świadczył już tak inny od zwykłej ceremonii ślub. Nie będzie też usłane
różami...
Na początku wszystko układało się pomyślnie. W 1923 roku para doczekała
się córki Krystyny, a niedługo potem cała rodzina przeniosła się do
Sosnowca, gdzie Bolesław stanął na czele miejscowej spółdzielni
spożywców. Wówczas też po raz pierwszy zainteresowała się nim policja -
za nieprawomyślne, zdaniem ówczesnych władz, poglądy Bierut w 1923 roku
trafił nawet do aresztu. W październiku wyszedł na wolność, by już
wkrótce ponownie trafić za kratki, tym razem na miesiąc. Wówczas miał
już skrystalizowane poglądy i uważał się za komunistę. Wobec nasilonej
akcji policyjnej skierowanej przeciwko komunistom w Zagłębiu Dąbrowskim
Bierut wyjechał do Warszawy, gdzie pracował w aparacie partyjnym KPRP.
Ponieważ czołowych działaczy aresztowano, dość szybko udało się mu
wspiąć wysoko w hierarchii partyjnej: od maja do sierpnia 1925 roku był
członkiem Tymczasowego Sekretariatu KC, a później - kierownikiem
Wydziału Spółdzielczego Komitetu Central-nego.
W 1925 roku przyszło na świat drugie dziecko państwa Bierutów, syn Jan,
ale jego ojcu nie dane było długo się nim cieszyć - już w maju tego
samego roku Bolesław został skierowany do Moskwy, gdzie miał się uczyć
na kursach partyjnych, na których obok języka rosyjskiego wykładano
ponoć także zasady konspiracji wywiadowczej. Nawiasem mówiąc, syn
Bieruta obecnie bardzo w to powątpiewa: uważa, że jego ojciec zupełnie
nie nadawał się na agenta, chociażby dlatego, że nigdy nie nauczył się
prowadzić samochodu.
W tym miejscu należy zauważyć, iż dla ówczesnych komunistów wyjazd do
ZSRR miał niemalże takie znaczenie, jak, nie przymierzając, pielgrzymka
do Mekki dla muzułmanów. Jak słusznie zauważył Marek Lipiński w swoim
opracowaniu Bolesław Niejasny. Opowieść o Bolesławie Bierucie,
Forreście Gumpie polskiego komunizmu: "Związek Radziecki nie był
wówczas dla komunisty zwykłym, jeszcze jednym krajem na mapie świata.
Był rajem na ziemi albo przynajmniej czymś najbliższym raju. Dla
komunisty Związek Radziecki był czymś więcej niż Watykan dla katolika.
Watykan to tylko Stolica Apostolska, a nie Królestwo Boże"18.
Krótko mówiąc, wyjazd do bolszewickiej Rosji oznaczał ni mniej, ni
więcej, tylko wniebowstąpienie.
Do Polski, która w opinii wielu w niczym raju nie przypominała, Bierut
wrócił w 1926 roku, krótko po przewrocie majowym, który wyniósł do
władzy obóz piłsudczykowski. Zajął się działalnością wydawniczą w Komunistycznej Partii Polski. Kiedy w styczniu następnego roku wybrał
się do Warszawy, by odwiedzić mieszkającą tam żonę i dzieci, wpadł w ręce policji i trafił do więzienia w Będzinie, skąd wyszedł dzięki
wpłaceniu przez partię kaucji w wysokości tysiąca złotych. Zresztą w oczach władzy był wówczas działaczem o niewielkim znaczeniu, luźno
związanym z KPP, dlatego bez specjalnych trudności jeszcze przed
rozprawą uciekł przez Gdańsk do Moskwy. Tam uczestniczył w zjeździe KPP,
odbywającym się pod Moskwą, jak również pod pseudonimem Wagner uczył się
w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej.
Wśród słuchaczy tej placówki znalazła się młoda polska działaczka
komunistyczna Małgorzata Fornalska. Chociaż w większości opracowań
Fornalska wymieniana jest w jednym rzędzie z Wandą Wasilewską, trzeba
zaznaczyć, że choć była zdeklarowaną komunistką, bardzo się od niej
różniła. W przeciwieństwie do Wasilewskiej, która przyjęła obywatelstwo
radzieckie i mówiła o sobie "bywsza Polka", Fornalska nigdy nie wyrzekła
się polskości, co więcej, w swoim mniemaniu służyła wyłącznie ojczyźnie.
Sympatię do komunizmu miała niejako w genach, jej rodzicami byli bowiem
działacze komunistyczni Antoni i Marcjanna Fornalscy. Już w 1918 roku
Małgorzata wstąpiła do Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, a w okresie od lipca do grudnia tego roku służyła w Carycyńskim Batalionie
Komunistycznym. W 1920 roku komuniści radzieccy skierowali ją do pracy
partyjnej na terenie Polski, gdzie rok później wstąpiła w szeregi
Komunistycznej Partii Polski. W sierpniu razem ze swoim bratem
Aleksandrem działała w Tymczasowym Komitecie Rewolucyjnym Polski. Choć
komuniści wszem wobec głosili, że nie mają ojczyzny, Małgorzata czuła
się Polką - co więcej, uważała się za patriotkę i szczerze wierzyła, że
jej rodzinny kraj powinien wkroczyć na drogę prowadzącą do komunizmu.
Władze Polski miały najwidoczniej zupełnie inne zdanie na ten temat,
bowiem Fornalska kilkakrotnie była więziona właśnie za działalność
komunistyczną. W więzieniu nabawiła się gruźlicy, a przeciągająca się
kuracja spowodowała, że naukę w moskiewskiej szkole rozpoczęła z opóźnieniem. Braki pomagał jej nadrabiać starszy o kilka lat rodak,
także studiujący w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej, ukrywający się
pod pseudonimem Wagner - Bolesław Bierut. Starszy kolega zapewne ujął
młodą działaczkę swoimi manierami i szacunkiem do kobiet, jaki wyniósł z rodzinnego domu. Ona najprawdopodobniej wzbudziła jego zachwyt nie tylko
urodą i młodością, ale też zaangażowaniem ideowym. W końcu narodziło się
między nimi uczucie, które z czasem przekształciło się w romans. Jak
wówczas wyglądał nasz bohater, możemy przekonać się, czytając materiały
śledcze sporządzone przez policję polską, które zachowały się w Archiwum
Akt Nowych: był szczupły, niewysoki (wg protokołów śledczych miał od 165
do 169 cm wzrostu), o gęstych ciemnoblond włosach układających się w fale. Z protokołów wynika, że brakowało mu trzech zębów, miał złote
plomby. Trzeba przyznać, że nie jest to opis amanta filmowego, a jednak
Małgorzata, opowiadając o nim swojej matce, przedstawiła go jako
niezwykłego człowieka.
Bierut nigdy nie ukrywał przed kochanką, że w Polsce zostawił żonę z dwójką dzieci, ale dla Fornalskiej nie stanowiło to żadnego problemu.
Pokochała Bolesława z dobrodziejstwem inwentarza i godziła się na
wszystko, byleby tylko móc z nim być. Swojej matce tak tłumaczyła się z życiowego wyboru: "On mnie kocha i ja go kocham, ale na naszej drodze są
wielkie trudności. Nie możemy zawrzeć małżeństwa - on ma rodzinę i obowiązki względem rodziny. Nie myśl, mateczko, że to ja rozbiłam tę
rodzinę"19.
Trudno w tej sytuacji mówić o rozpadzie małżeństwa państwa Bierutów,
ponieważ nie miał on najmniejszego zamiaru rozwodzić się z żoną. Co
więcej, w 1932 roku sprowadził do Moskwy Janinę wraz z dziećmi, co nie
było łatwe. Między II RP a Związkiem Radzieckim panowały napięte
stosunki. Oczywiście polscy komuniści jeździli bardzo często do Rosji
bolszewickiej, ale korzystali ze sfałszowanych dokumentów, zazwyczaj
wystawionych na obywateli innych krajów, niejednokrotnie musieli
podróżować drogą okrężną, wyjeżdżając z Polski najpierw do innego kraju
graniczącego z ZSRR, skąd dopiero docierali do celu. Historycy
podejrzewają więc, że wyjazd Janiny został zorganizowany przez
Komintern. Radzieccy działacze nie mieli żadnego interesu w sprowadzeniu
do Rosji rodziny polskiego komunisty, Bierut musiał więc osobiście
zaangażować się w tę sprawę. Ale dlaczego mu na tym zależało, skoro miał
już w Moskwie kochankę?
Po przyjeździe Janiny z dziećmi sytuacja bardzo się skomplikowała,
bowiem przez pewien czas Małgorzata zmuszona była dzielić z nimi
mieszkanie. Bierut nie ukrywał przed małżonką, co łączy go z Fornalską,
zresztą byłoby to trudne, gdyż Małgorzata była wówczas w zaawansowanej
ciąży. Jakimś cudem dwie towarzyszki życia przyszłego prezydenta nie
tylko nie skoczyły sobie do oczu, ale zapałały do siebie niekłamaną
sympatią. Nawiasem mówiąc, taka "poligamia" była częstym zjawiskiem w rodzinach ówczesnych działaczy komunistycznych, zwłaszcza radzieckich -
Bierut nie był wyjątkiem. Także jego dzieci musiały się godzić na ten
osobliwy stan rzeczy: "Wiosną 1932 roku - wspominał po latach jego syn
Jan Chyliński - spotkałem się z ojcem ponownie - tym razem dłużej. Razem
z matką i siostrą przyjechaliśmy do niego do Moskwy [...]. Później
dopiero zorientowałem się, w jak kłopotliwej sytuacji znaleźli się moi
rodzice. Ojciec był już od pewnego czasu związany z inną kobietą -
Małgorzatą Fornalską - którą poznał na studiach. Gdy przyjechaliśmy,
była ona w zaawansowanej ciąży. W czasie naszego pobytu urodziła córkę,
Oleńkę. Miałem więc drugą siostrę, a ojciec okropny problem ze
znalezieniem dla nas mieszkania. Sam zajmował razem z Małgorzatą maleńki
pokoik w hotelu Lux"20. Co ciekawe, Chyliński starał się nawet
zrozumieć i usprawiedliwić postępowanie Bieruta: "Moi rodzice żyli
właściwie w ciągłym rozłączeniu - zbyt długie rozstania niszczą
małżeństwo, a szczególnie wtedy, gdy mężczyzna nie jest skłonny do
przelotnych związków (a taki właśnie był mój ojciec). Małgorzata
Fornalska - "Jasia", jak ją nazywali przyjaciele, nie miała w sobie nic
z "wampa". Posiadała jednak osobisty urok i ciepło, które zyskiwały
powszechną do niej sympatię. Moja matka polubiła ją również. Obie
kobiety utrzymywały przyjazny kontakt, trwający aż do tragicznej śmierci
"Jasi" na Pawiaku"21. Jednym słowem - idylla w trójkącie.
Małgorzata wiedziała, że nie będzie mogła poświęcić się wychowaniu
dziecka i postanowiła zrzucić to na barki swojej matki. Jeszcze będąc w ciąży, pisała do niej: "Jestem szczęśliwa, że będę miała dziecko. Ale i on, i ja jesteśmy członkami partii i mamy przede wszystkim obowiązki
względem partii - jej musimy poświecić wszystkie nasze siły. Nasze
sprawy osobiste są w tej chwili mało ważne. Ciebie, mateczko, przyszłam
prosić o pomoc: czy zgodzisz się wychowywać to moje dziecko?"22.
Córka Małgorzaty i Bolesława, Aleksandra, urodziła się 15 czerwca 1932
roku. Jej ojciec żartobliwie mawiał, że jego młodsza córka przyszła na
świat "jako procent od kapitału. Właściwie od "Kapitału" Karola
Marksa"23. Ledwie skończyła trzy miesiące, Bierut wyjechał z Moskwy, by objąć w Łodzi stanowisko sekretarza okręgowego i podjąć próbę
odtworzenia mocno przetrzebionej aresztowaniami komórki partyjnej. Misja
zakończyła się niepowodzeniem, a Bierut 18 grudnia 1933 roku został
aresztowany. Tym razem stanął przed sądem, który skazał go na siedem lat
więzienia. Choć działacz trafił do stosunkowo ciężkiego zakładu karnego
w Rawiczu, wyrok okazał się istnym darem losu, bowiem pobyt za kratkami
pozwolił Bierutowi uniknąć czystki stalinowskiej, której ofiarą padło
7-8 milionów osób, w tym niemal wszyscy członkowie KPP. Na fali tych
prześladowań życie stracił też niegdysiejszy mentor Bolesława Jan
Hempel. Bierut opuścił więzienie na mocy amnestii z 11 grudnia 1938
roku, by zamieszkać ze swoją "legalną" żoną Janiną. Udało mu się też
znaleźć pracę w Spółdzielni Spożywców, gdzie pracował aż do wybuchu
wojny. Ponieważ ze względu na wiek (w 1939 roku Bierut miał już 47 lat)
nie podlegał mobilizacji, wyjechał do Lublina, skąd po zajęciu miasta
przez wojska niemieckie uciekł do Kowla, a następnie do Kijowa, gdzie
mieszkał aż do 1941 roku. Komunistyczni biografowie dopisali mu kolejny
chwalebny, aczkolwiek nieprawdziwy epizod w biografii: w tym okresie
późniejszy prezydent kierował rzekomo międzynarodową grupą uchodźców pod
opieką Kominternu. To właśnie jako ich formalny opiekun miał wyjeżdżać
do Moskwy, gdzie spotykał się z działaczami radzieckimi oraz z Wandą
Wasilewską. W rzeczywistości Bierut przyjeżdżał do Moskwy nie na
spotkania z działaczami, ale jedynie po to, by odszukać kochankę i córkę.
Fornalska opuściła swoje dziecko, kiedy Oleńka ukończyła rok, by
poświęcić się działalności komunistycznej. Aleksandra została oddana pod
opiekę babci, Marcjanny Fornalskiej i wraz z nią zamieszkała w Moskwie,
w hotelu Międzynarodówki Komunistycznej. Babcia opowiadała dziecku, że
jej rodzice wyjechali w delegację. Matkę Oleńka zobaczyła dopiero w swoje ósme urodziny i bardzo była jej widokiem rozczarowana. Spodziewała
się zobaczyć młodą i piękną kobietę, a tymczasem Małgorzata wydała się
jej stara i brzydka. Dziewczynce nie podobał się zwłaszcza jej nos -
długi i spiczasty, przywołujący na myśl nos bajkowego kłamcy - Pinokia.
W międzyczasie los obszedł się dość okrutnie z rodziną Fornalskich:
trzej bracia i ciotka Małgorzata, siostra Marcjanny, zostali aresztowani
w ramach wspomnianej już czystki stalinowskiej. Bracia zapłacili
najwyższą cenę za swoje przekonania, ciotka natomiast miała więcej
szczęścia, została bowiem zesłana na Kołymę, skąd uwolniono ją w 1945
roku dzięki interwencji Bieruta. Represje dotknęły też Oleńkę i opiekującą się nią Marcjannę: "Mnie z babcią wyrzucono z hotelu Lux,
przeprowadziłyśmy się do przybudówki nieopodal. Zamieszkałyśmy w maleńkim pokoiku z inną kobietą i jej siostrzenicą, której matkę również
aresztowano. Cofnięto nam zapomogę z Międzynarodowej Organizacji Pomocy
Robotnikom. Miałyśmy bardzo ciężki okres w życiu"24. O dziwo,
nikomu w rodzinie nawet nie przyszłoby do głowy, żeby obarczać winą za
te tragiczne wydarzenia towarzysza Stalina. Wręcz przeciwnie,
obowiązywała wersja, iż mężczyźni padli ofiarą tragicznej pomyłki.
W 1939 roku do ZSRR przyjechał także Bierut, który zatrzymał się w Czerwonym Chutorze pod Kijowem i od razu przystąpił do poszukiwań
Małgorzaty i jej dziecka. Kiedy dowiedział się, że przebywają w Moskwie,
postanowił je nielegalnie odwiedzić. Ponieważ nie udało mu się kupić
biletu na pociąg, postanowił podróżować między wagonami. Musiał być
bardzo zdeterminowany, gdyż jak wspominała po latach Aleksandra:
"Przyjechał do Moskwy bez dokumentów, bez zezwolenia, bez pieniędzy, bez
biletu kolejowego i bez palta. A był to grudzień 1939 roku, kiedy w Moskwie panowały czterdziestokilkustopniowe mrozy. I nie znalazł nas,
gdyż zamieszkałyśmy gdzieś indziej. Nie znalazł też nikogo z naszych
krewnych i bliskich, których zabrał rok 1937. Musiał więc wracać, a powrót był równie trudny jak droga do nas"25. Z Małgorzatą udało mu
się spotkać dopiero we wrześniu 1940 roku, w czasie drugiego pobytu w stolicy ZSRR, kiedy jego kochanka przyjechała tam na urlop. Okazało się,
że wcześniej mieszkała w Białymstoku, gdzie udało się jej zdobyć posadę
nauczycielki. Zamierzała tam wrócić i zabrać ze sobą Aleksandrę, jak
również matkę, która wciąż opiekowała się dziewczynką. W Białymstoku
chciał osiąść także Bierut, uprzednio ściągnąwszy tam swoją prawowitą
małżonkę z dziećmi. Na drodze do szczęścia, jakim dla Bolesława musiało
być życie w trójkącie, stanęła jednak władza radziecka, nie udzielając
mu pozwolenia na wyjazd. Jednak na urlop w 1941 roku wyjechał właśnie do
Białegostoku. Nie wiadomo, czy parę nadal coś łączyło, gdyż, jeśli
wierzyć relacji Gomułki, "nie przebywali razem ze sobą, zamieszkali
oddzielnie i chyba też nie utrzymywali między sobą
kontaktów"26. Ponoć Bierut związał się wówczas z pewną Niemką
noszącą polskie imię Wanda, która wsławiła się denuncjowaniem osób
pochodzenia żydowskiego. Jednak jest to tylko hipoteza i nic o owej
kobiecie nie wiadomo.
Kiedy wojska niemieckie zaatakowały ZSRR, Bierut przebywał w Mińsku i pozostał tam, gdy miasto znalazło się w rękach hitlerowców. Spędził tam
kolejne dwa lata, które w opinii historyków stanowią najbardziej
tajemniczy okres w jego życiu. Z całą pewnością wiemy, że pracował w Wydziale Aprowizacji Zarządu Miasta i nawet awansował na stanowisko
zastępcy kierownika, stąd wysuwane przez niektórych badaczy
przypuszczenia o jego kolaboracji, które zresztą podzielał także
Władysław Gomułka. Po latach tak pisał o tym okresie życia Bieruta: "w oczach mieszkańców rzeczywiście uchodził za osobnika współpracującego z okupantem, wysługującego się Niemcom. [...] Po wyzwoleniu Polski, kiedy
w prasie radzieckiej ukazały się fotografie Bieruta jako
przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej, mieszkańcy Mińska zgłaszali
się do władz radzieckich i składali oświadczenia, że w fotografii tej
rozpoznają osobnika, który wcześniej współpracował z Niemcami"27. Według niektórych źródeł Bierut rzeczywiście
współpracował z Niemcami, ale jako sowiecki agent, w co z kolei wątpi
jego syn Jan. Jednak relacje ludzi znających go w tym okresie budzą
takie podejrzenia. Jedną z osób, które zetknęły się wówczas z Bierutem,
był kurier AK Kosowicz, który tak opisał gabinet przyszłego prezydenta
Polski: "Znalazłem się w obszernym gabinecie o przyzwoitych, jak na
zniszczony Mińsk, meblach: biurko, fotele, stolik, ściany zdobił jeden
tylko obraz - wielki portret... Hitlera"28. Jan Chyliński uważa,
że Bolesław po prostu wykorzystywał swoje stanowisko do pomocy
potrzebującym: wydawał nielegalnie dodatkowe przydziały, odszukiwał
osoby w potrzebie, przede wszystkim rodziny poległych lub wziętych do
niewoli żołnierzy.
W owym czasie w jego życiu pojawiła się kolejna kobieta. Była nią
młodsza od niego o piętnaście lat Anastazja Kolesnikowa, formalnie żona
kompozytora Izaaka Lubana, który krótko po wybuchu wojny uciekł z Mińska
do Moskwy, porzucając małżonkę i dzieci. Bierut uwił sobie w jej
trzypokojowym mieszkaniu całkiem wygodne gniazdko. W zamian za
przygarnięcie pod swój dach i, jak należy przypuszczać, użyczenie mu
swych wdzięków, Anastazja otrzymała od niego istotną pomoc, bowiem
Bierut załatwił jej dzieciom aryjskie dokumenty. Nie było to łatwe:
córce i synowi Kolesnikowej trzeba było bowiem "znaleźć" aryjskiego
ojca, najlepiej Białorusina. Rolę tę wziął na siebie przyjaciel
Anastazji z lat szkolnych Mikołaj Klaus. Bolesławowi zostało tylko
wpisanie go do urzędowych dokumentów. Syn przyszłego prezydenta tak po
latach opisał charakter znajomości łączącej Bieruta z Kolesnikową:
"Ojciec i Anastazja stali się sobie bardzo bliscy. Nie wykluczam, że
łączyły ich również intymne stosunki [...]. On miał wówczas pięćdziesiąt
lat, ona trzydzieści pięć. Oboje wiedzieli, że pobyt ojca w Mińsku nie
może trwać długo i ewentualne ich wspólne życie nie ma żadnych trwałych
perspektyw"29.
Tymczasem jego była kochanka, Małgorzata Fornalska, wróciła na tereny
okupowanej Polski na wiosnę 1942 roku, by jako członkini KC PPR
współtworzyć i współredagować partyjny organ prasowy - "Trybunę
Wolności". Poza tym przejęła obowiązki po tragicznie zmarłym
radiotelegrafiście Janie Turlejskim. Jej córka po latach wspominała, że
Fornalska, żegnając się z nią, mówiła: "Pamiętaj, że jeśli zginę, to za
Polskę"30. Małgorzata, wróciwszy do kraju, wezwała do siebie
Bieruta, zresztą ona ręczyła za niego, a do Fornalskiej Moskwa miała
całkowite zaufanie. Ten chciał natychmiast wyruszyć w drogę, ale
powstrzymała go przed tym Anastazja, błagając, by zaczekał, aż ona
ukryje się z dziećmi. Istniało poważne ryzyko, że hitlerowcy po jego
zniknięciu uznają, iż zbiegł do partyzantki, a ponieważ Kolesnikowa i jej dzieci uchodziły w Mińsku za rodzinę Bieruta, groziło im
rozstrzelanie. Na szczęście kobiecie wraz z dziećmi udało się znaleźć
schronienie w oddziale partyzantów działającym w okolicy Mińska, a następnie przerzucono ją do Moskwy, gdzie spędziła całą wojnę. Po jej
zakończeniu wróciła do Mińska, a Bierut dyskretnie wspomagał ją
finansowo. Ostatni list do niej napisał tuż przed śmiercią, podczas
feralnego pobytu w Moskwie w 1956 roku: "Niestety nie mogę się z Wami
zobaczyć. Byłbym bardzo zadowolony, gdybym mógł bardziej szczegółowo
dowiedzieć się, jak Wy żyjecie i gdzie pracujecie. Będę oczekiwał
Waszego listu, jeśli możecie go jutro napisać. Po list zgłosi się ten
sam towarzysz, który wręczy Wam niniejszy list. Domyślając się, że
potrzebujecie pomocy, przesyłam Wam niewielką sumę pieniędzy - wszystko,
co w danym momencie posiadam"31. Anastazja najwyraźniej uważała
się za żonę polskiego działacza, skoro w 1974 roku odważyła się napisać
do ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka pismo z prośbą o przyznanie emerytury. W liście przedstawiła się jako
"przyjaciel, żona i pomocnica jego wielkiego rodaka, wybitnego działacza
partyjnego Bolesława Bieruta"32. Gierek, choć znał Janinę
Górzyńską, jedyną żonę Bieruta, i bynajmniej nie podejrzewał zmarłego o bigamię, najwidoczniej uznał, że coś musi być na rzeczy, skoro osobiście
interweniował w Moskwie i Anastazja otrzymała stosowne wsparcie
finansowe w postaci godziwej emerytury. Co ciekawe, istnieje hipoteza,
że Bierut doczekał się z nią dziecka. Przypuszczenie to sformułowano na
podstawie relacji jego antagonisty Gomułki, który otwarcie stwierdził:
"Swoim zwyczajem żył tam [tzn. w Mińsku - I.K.] z jakąś babą, której
zmajstrował bachora. Zostawił ją, bo ziemia paliła mu się pod
nogami"33.
Słowa Fornalskiej podczas pożegnania z córką okazały się prorocze i dziewczynce nie dane już było zobaczyć matki. Dwa lata później
Małgorzata wpadła w ręce gestapo i została uwięziona na Pawiaku. 26
lipca 1944 roku rozstrzelano ją w ruinach warszawskiego getta.
Jeżeli wierzyć relacji księdza Jana Ziei, kapelana Szarych Szeregów,
Małgorzata w więzieniu nawróciła się pod wpływem jednej ze
współwięźniarek, byłej działaczki PPS. Kobieta ta miała więcej szczęścia
od Fornalskiej, gdyż udało jej się przeżyć. Już po wojnie opowiedziała
księdzu Ziei o swoich wojennych losach oraz o spotkaniu z kochanką
Bieruta, a kapłan spisał pieczołowicie jej relację: "W tej celi
więziennej, w której się znalazła, było już kilkanaście kobiet. Między
nimi Małgorzata Fornalska. Większość kobiet nieraz wspólnie się modliła.
Małgorzata trzymała się na uboczu i nie uczestniczyła w tych modlitwach.
Któregoś dnia doszło do rozmowy między tą moją petentką a Małgorzatą
Fornalską. Z tej rozmowy Małgorzata ze zdumieniem dowiedziała się, że w Polsce działały stronnictwa chłopskie, domagające się podziału wielkiej
własności ziemskiej między chłopów pracujących na roli, i że działała
też i działa Polska Partia Socjalistyczna wśród robotników fabrycznych.
- To nas w Rosji oszukiwali! - zawołała Małgorzata. - Mówili nam, że w Polsce to same "pany" i dopiero my wniesiemy tam socjalizm"34.
Choć Fornalska początkowo, jak na komunistkę z krwi i kości przystało,
trzymała się na uboczu, z czasem stopniowo zaczynała włączać się do
modlitw współwięźniarek, by wreszcie przed śmiercią pojednać się z Bogiem. Jednej z nich powierzyła też delikatną misję, zwracając się do
niej ze słowami: "Mnie na pewno Niemcy zlikwidują. A pani może się
uratuje. Mam prośbę do pani. Ja mam dwoje dzieci35. Gdy pani
znajdzie się na wolności, proszę odszukać moje dzieci i powiedzieć im,
że ja, ich matka, przed swą śmiercią, proszę je, by przyjęły chrzest w Kościele katolickim, bo ja ich dotąd nie doprowadziłam do
chrztu"36.
Zapewne o Fornalskiej nie uczono by w szkole, a ona stałaby się jedną z wielu działaczek komunistycznych, które oddały życie za Polskę
(oczywiście Ludową), gdyby nie romans z Bierutem, w który wplątała się
podczas studiów w Międzynarodowej Szkole Leninowskiej w Moskwie. Jej
kochanek, kiedy tylko został prezydentem, nie omieszkał uczcić pamięć
Małgorzaty, co więcej, uczynił z niej niejako męczenniczkę komunizmu i w 1948 roku nadał jej pośmiertnie wysokie odznaczenie: Krzyż Grunwaldu I klasy.
Bierut niezbyt długo, o ile w ogóle, rozpaczał po stracie kochanki.
Jeszcze czasie gdy Fornalska przebywała w więzieniu, a on mieszkał w Warszawie z żoną, poznał kolejną kobietę swego życia - Wandę Górską,
młodszą od niego o 11 lat. Ich znajomość zaczęła się dość osobliwie:
Bierut wezwał Wandę do swego mieszkania w Warszawie, korzystając z pośrednictwa swojej córki Krystyny. Ponoć towarzysz Tomasz chciał z nią
o czymś pilnie porozmawiać. Kobieta po latach wspominała, iż była bardzo
przejęta spotkaniem i tak onieśmielona, że nie miała odwagi sięgnąć po
ciasto i kawę, którymi ją poczęstowano. Górska była z zawodu
nauczycielką i wywodziła się z szacownej mieszczańskiej rodziny, a jej
ojciec miał dom w podwarszawskiej Radości. Niektórzy historycy uważają
ją za agentkę NKWD. Dowodem tego miał być fakt, iż Wanda była wcześniej
związana z innym komunistycznym działaczem, Pawłem Finderem, o czym
wspomina chociażby Władysław Gomułka: "Wanda Górska była nie tylko
łączniczką Findera, lecz także jego bliską przyjaciółką. Zamieszkiwał u niej na Żoliborzu niemal od pierwszych dni po przybyciu do Warszawy. W 1943 roku zamieszkali wspólnie w Wesołej. Zdarzało się, że Finder
zapraszał mnie do siebie na spotkania, które odbywały się w obecności
Wandy Górskiej, co naruszało zasady konspiracji"37. Kobieta,
wiążąc się z Finderem, wiele ryzykowała, zwłaszcza mieszkając z nim pod
jednym dachem. Finder był nie tylko komunistą, ale też Żydem, i aby się
o tym przekonać, niepotrzebna była żadna kontrola. Mężczyzna miał bowiem
wręcz wzorcowe semickie rysy twarzy, z czego doskonale zdawał sobie
sprawę i ze względów bezpieczeństwa nigdy nie jeździł tramwajem.
Nawiasem mówiąc, Górska nie była jedyną kobietą w życiu działacza -
Finder, podobnie jak Bierut, był już żonaty. Jego małżonką była inna
komunistka, Gertruda Pawlak. Zarówno jego małżeństwo, jak i pozamałżeński związek z Górską zakończyły się wraz z jego aresztowaniem.
Złośliwy los zetknął go z kolejną kobietą Bieruta, Małgorzatą Fornalską,
którą znał od dawna i z którą współpracował, ale tym razem spotkali się
w tragicznych okolicznościach: 26 lipca 1944 roku został razem z nią
rozstrzelany w ruinach warszawskiego getta.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki