Śluby milczenia. Nadużywanie władzy za pontyfikatu Jana Pawła II - Gerald Renner, Jason Berry

-
Proszę czekać

Pro­log

Histo­ria, którą opo­wie­dział Juan Vaca, była zawiła i prze­ra­ża­jąca, lecz zale­żało mu na tym, by biskup John Ray­mond McGann dobrze zro­zu­miał przy­czynę jego przy­by­cia do sie­dziby die­ce­zji Roc­kville Cen­tre na Long Island. Był kwie­cień 1976 roku. Ojciec Vaca miał trzy­dzie­ści dzie­więć lat, czarne, przy­pró­szone siwi­zną włosy i ciemną cerę. Jeśli biskup był spo­strze­gaw­czy, mógł dostrzec melan­cho­lię w jego oczach i prze­ni­ka­jący go smu­tek. W póź­niej­szych latach Vaca posta­no­wił stu­dio­wać psy­cho­lo­gię, aby - jak powie­dział - "usta­lić, gdzie koń­czy się cho­roba, a zaczyna zło"a1.

Vaca roz­po­czął pracę w die­ce­zji na Long Island zaraz po przej­ściu na eme­ry­turę poprzed­nika McGanna. Człon­ko­wie zako­nów, takich jak jezu­ici lub fran­cisz­ka­nie, czę­sto peł­nili posługę w die­ce­zjach, lecz nie­wielu z nich pro­siło o ofi­cjalną zmianę swego sta­tusu z zakon­nika na księ­dza die­ce­zjal­nego. Ojciec Vaca miał nie­pod­wa­żalne kwa­li­fi­ka­cje. W Orange w sta­nie Con­nec­ti­cut peł­nił przez pięć lat funk­cję ame­ry­kań­skiego prze­ło­żo­nego Legionu Chry­stusa - zakonu reli­gij­nego kie­ro­wa­nego z Rzymu.

Legion Chry­stusa został zało­żony w Mek­syku w 1941 roku przez Mar­ciala Maciela Degol­lado. Pod rzą­dami ojca Maciela legio­ni­ści zbu­do­wali w Mek­syku sieć szkół i uni­wer­sy­te­tów, po czym roz­sze­rzyli dzia­łal­ność, zakła­da­jąc szkoły pod­sta­wowe i śred­nie oraz semi­na­ria w Hisz­pa­nii, Ame­ryce Łaciń­skiej, Irlan­dii, a ostat­nio w Ame­ryce Pół­noc­nej. Wraz ze wzro­stem Legionu rosła pozy­cja Maciela w oczach kurii rzym­skiej. Do 2003 roku Legion mógł się pochwa­lić zało­że­niem jede­na­stu uni­wer­sy­te­tów i ponad stu pięć­dzie­się­ciu szkół niż­szych szcze­bli na całym świe­cie.

Vaca, zwer­bo­wany przez Maciela w Mek­syku jako dzie­się­cio­letni chło­piec, wycho­wy­wał się w Legio­nie, stu­diu­jąc w semi­na­riach zakon­nych w Euro­pie. Bisku­powi McGan­nowi powie­dział, że od dwu­na­stego roku życia był przez Maciela wyko­rzy­sty­wany sek­su­al­nie. Nuestro Padre - Nasz Ojciec, jak nazy­wali gene­rała-zało­ży­ciela legio­ni­ści - upra­wiał z nim per­wer­syjne prak­tyki sek­su­alne, dopóki Vaca nie ukoń­czył dwu­dzie­stu pię­ciu lat. Jego zda­niem Maciel rzą­dził Legio­nem po dyk­ta­tor­sku, a jego samego zdo­mi­no­wał, izo­lu­jąc od rodziny. Biskup McGann przy­jął to wszystko do wia­do­mo­ści, po czym zadał kla­sycz­nie ame­ry­kań­skie pyta­nie: Czy nikt nie pod­niósł alarmu?

"Nic mi o tym nie wia­domo" - odparł Vaca.

Die­ce­zja McGanna obej­mo­wała hrab­stwa Suf­folk i Nassau. Funk­cjo­no­wała dzięki hoj­no­ści potom­ków irlandz­kiej, wło­skiej i hisz­pań­skiej imi­gra­cji kato­lic­kiej, z któ­rych wielu miało na Man­hat­ta­nie posady, o jakich ich przod­ko­wie nie mogli nawet marzyć. Pra­wie trze­cią część naj­le­piej zara­bia­ją­cych pre­ze­sów firm sta­no­wili rzym­scy kato­licya2. McGann nale­żał do poko­le­nia bisku­pów, które stwo­rzyło sieć para­fii, szkół, uczelni i insty­tu­cji usłu­go­wych, dzięki któ­rym kato­licy, pozo­sta­jący przed­tem na mar­gi­ne­sie życia spo­łecz­nego, stali się grupą zamożną i wpły­wową.

Złe sek­su­alne pro­wa­dze­nie się księży nie było w tam­tych latach tema­tem medial­nym. W śro­do­wi­sku kle­ry­kal­nym krą­żyły cza­sami opo­wie­ści o księ­żach współ­ży­ją­cych z kobie­tami, a nawet z męż­czy­znami. Wie­dziano, że duchowni nie są ludźmi wol­nymi od grze­chu. Mimo to w oczach milio­nów kato­li­ków Kościół był ostoją moral­no­ści. Oskar­że­nia, które wysu­nął ojciec Vaca, wykra­czały daleko poza zwy­kły "grzech". McGann został powo­łany na sta­no­wi­sko biskupa przez papieża Pawła VI i był przed nim odpo­wie­dzialny. Duchowny, który mu pod­le­gał, utrzy­my­wał, że prze­ło­żony mię­dzy­na­ro­do­wego zakonu dopu­ścił się bar­dzo nie­mo­ral­nych występ­ków. Należy powia­do­mić o tym Ojca Świę­tego. Ojciec Vaca pro­sił swego biskupa o pomoc.

McGann już nie żył, kiedy w 2002 roku roz­sze­rzona ława przy­się­głych na Long Island ogło­siła obszerny raport potę­pia­jący die­ce­zję Roc­kville Cen­tre za sys­te­ma­tyczne ukry­wa­nie przy­pad­ków mole­sto­wa­nia dzieci przez księży i okła­my­wa­nie rodzin tych dzieci. W przy­padku ojca Vaki biskup pró­bo­wał zro­bić to, co powi­nien.

McGann powie­dział mek­sy­kań­skiemu duchow­nemu, że poin­for­muje Waty­kan o postę­po­wa­niu Maciela. Vaca był scep­tyczny. Uwa­żał, że Maciel ma w kurii rzym­skiej wpływy, które zablo­kują docho­dze­nie. McGann zapew­niał, że prze­każe wia­do­mość odpo­wied­nimi kana­łami, że napi­sze do wysłan­nika papieża w Waszyng­to­nie. Jed­nakże doku­ment o takiej wadze musi być kon­kretny: to Vaca powi­nien uczy­nić następny krok. Przez całe lato Vaca peł­nił posługę w para­fii mia­sta Bal­dwin. W dniu 20 paź­dzier­nika 1976 roku, prze­by­wa­jąc na pro­bo­stwie św. Krzysz­tofa, wysłał dwu­na­sto­stro­ni­cowy list do Maciela. Podzię­ko­waw­szy mu za zwol­nie­nie z Legionu, pisał bez ogró­dek:

Dla mnie, Ojcze, hańba i udręka moralna zaczęły się owej nocy w grud­niu 1949 roku. Pod pre­tek­stem, że źle się czu­jesz, kaza­łeś mi pozo­stać w twoim łóżku. Nie mia­łem jesz­cze trzy­na­stu lat. Wie­dzia­łeś, że Bóg dotąd ustrzegł mnie przed nie­czy­sto­ścią, przed wszelką plamą na nie­win­no­ści mego dzie­ciń­stwa, ty zaś wła­śnie tej nocy, przy­pra­wia­jąc mnie o strasz­liwe zmie­sza­nie i cier­pie­nie, odar­łeś mnie z męskiej cnoty. Przy­by­łem do Legionu w dzie­ciń­stwie, nie mając żad­nego doświad­cze­nia sek­su­al­nego. (...) To wła­śnie ty roz­po­czą­łeś tej nocy występne, świę­to­krad­cze wyko­rzy­sty­wa­nie mnie. Trwało ono przez trzy­na­ście bole­snych lata3.

Cri de coeur ojca Vaca jest doku­men­tem wstrzą­sa­ją­cym nawet na tle obec­nej fali dzia­łań praw­nych prze­ciwko księ­żom i zain­te­re­so­wa­nia mediów podwój­nym życiem tak wielu przed­sta­wi­cieli kleru. Vaca wska­zał dwu­dzie­stu męż­czyzn o mek­sy­kań­skich lub hisz­pań­skich nazwi­skach, poda­jąc w nawia­sach ich miej­sca zamiesz­ka­nia: "Wszy­scy ci dobrzy i uzdol­nieni mło­dzi chłopcy (...) oso­bi­ście powie­dzieli mi, że byli przez cie­bie tak samo wyko­rzy­sty­wani sek­su­al­nie, a Bóg mi świad­kiem, że mówię prawdę".

Vaca skry­ty­ko­wał rów­nież Regnum Chri­sti, orga­ni­za­cję, którą Legion stwo­rzył, by pro­pa­go­wać wśród osób świec­kich ewan­ge­li­za­cję na rzecz kró­le­stwa Chry­stusa na ziemi. Napi­sał, że "sam ruch RC z jego taj­nymi pro­ce­du­rami, abso­lu­ty­zmem i sys­te­mem pra­nia mózgów prak­ty­kuje raczej metody taj­nych sto­wa­rzy­szeń niż otwarte, pro­ste metody ewan­ge­liczne (...) [oraz] wyko­rzy­stuje ludzką skłon­ność do próż­no­ści i pychy, [wpa­ja­jąc swoim człon­kom] zwod­ni­cze prze­ko­na­nie, że są ludźmi uprzy­wi­le­jo­wa­nymi, wybra­nymi przez Boga". Vaca miał sio­strę, która wcze­śniej zło­żyła w Mek­syku śluby w Regnum Chri­sti jako "kobieta kon­se­kro­wana". Doma­gał się, by Maciel ode­słał ją do rodziny. Chciał, by pozwo­lono mu w samot­no­ści odbu­do­wać swoje życie. Na koniec "dla dobra Kościoła" wzy­wał Maciela: "Zrzek­nij się swego sta­no­wi­ska".

Ni­gdy nie otrzy­mał od Maciela odpo­wie­dzi na swój list.

Chłodna ana­liza tego listu każe wziąć pod uwagę trzy moż­li­wo­ści. Pierw­sza to moż­li­wość, że Vaca był czło­wie­kiem nie­zrów­no­wa­żo­nym i sfa­bry­ko­wał oszczer­czy obraz prze­ło­żo­nego; druga - że Maciel był winny i nie chciał ryzy­ko­wać odpo­wie­dzi, która byłaby samo­oskar­że­niem; trze­cia - która zapewne przy­szła na myśl bisku­powi McGan­nowi - to moż­li­wość, że Vaca w zasa­dzie powie­dział prawdę, cho­ciaż nie wszyst­kie jego oskar­że­nia, takie jak zarzut pra­nia mózgów, można by udo­wod­nić.

Zgod­nie z kodek­sem prawa kano­nicz­nego McGann miał obo­wią­zek zająć się taką sprawą lub tego odmó­wić, zależ­nie od swo­jej oceny cha­rak­teru i wia­ry­god­no­ści autora listu. Jedną spo­śród dwu­dzie­stu ofiar, które wymie­nił Vaca, był ksiądz z tej samej die­ce­zji na Long Island. Wie­lebny Félix Alar­cón, wtedy czter­dzie­sto­trzy­letni, wycho­wał się w Hisz­pa­nii i wstą­pił do Legionu w wieku kil­ku­na­stu lat. W 1965 roku zało­żył ośro­dek Legionu Chry­stusa w Con­nec­ti­cut, a rok póź­niej prze­szedł do die­ce­zji Roc­kville. "Zabrał­bym to ze sobą do grobu - powie­dział póź­niej ojciec Alar­cón - lecz gdy mój biskup zapy­tał, czy potwier­dzam to, co powie­dział Vaca, zała­ma­łem się"a4. Przy­znał, że gdy był semi­na­rzy­stą, Maciel czę­sto wyko­rzy­sty­wał go sek­su­al­nie. McGann skon­sul­to­wał się ze swym praw­ni­kiem kano­nicz­nym, księ­dzem Joh­nem A. Ale­san­dro. Ten przy­go­to­wał dossier obej­mu­jące potwier­dze­nie przez Alar­cona zarzu­tów, które Vaca zawarł w liście do Maciela. Ojciec Ale­san­dro wysłał te mate­riały do dele­gata papie­skiego w Waszyng­to­nie. Ręcząc za oby­dwu eks-legio­ni­stów, McGann i Ale­san­dro ape­lo­wali do osoby, która miała usta­loną pozy­cję w struk­tu­rze wła­dzy kościel­nej w Rzy­mie, o wsz­czę­cie waty­kań­skiego śledz­twa.

Nie przy­nio­sło to rezul­tatu. Żaden waty­kań­ski urzęd­nik nie popro­sił o dodat­kowe infor­ma­cje w tej spra­wie. Na wia­do­mość, że zało­ży­ciel mię­dzy­na­ro­do­wego zakonu jest pede­ra­stą, a jego orga­ni­za­cja sto­suje pra­nie mózgów, Rzym zare­ago­wał chłod­nym mil­cze­niem.

Dwa lata póź­niej, w sierp­niu 1978 roku, Vaca udał się do Mek­syku, aby być ze swoją rodziną w okre­sie, gdy jego ojciec umie­rał na raka. Sio­stra na­dal nale­żała do Regnum Chri­sti i opie­rała się jego namo­wom, by opu­ściła tę grupę. Vaca prze­ży­wał jed­nak głęb­szy kry­zys. Zako­chał się w kobie­cie i miał wyrzuty sumie­nia, że pozo­staje księ­dzem. Po powro­cie na Long Island powie­dział o tym bisku­powi McGan­nowi i popro­sił go o zwol­nie­nie ze zobo­wią­zań stanu duchow­nego. Wyma­gało to wysła­nia pety­cji do Rzymu. Jako jeden z powo­dów swego odej­ścia Vaca raz jesz­cze podał sek­su­alne wyko­rzy­sty­wa­nie go przez Maciela.

Bio­rąc pod uwagę jego trudne doświad­cze­nia, biskup suge­ro­wał, by Vaca wziął urlop i upo­rząd­ko­wał swoje życie. Nama­wiał go też na wizytę u psy­chia­try. Po paru mie­sią­cach Vaca zakoń­czył swój romans i powró­cił do funk­cji duchow­nego. Pono­wił też sta­ra­nia o usu­nię­cie Maciela. Kano­ni­sta Ale­san­dro znowu prze­słał dossier do wysłan­nika Sto­licy Apo­stol­skiej w Waszyng­to­nie. W dniu 16 paź­dzier­nika 1978 roku papie­żem został arcy­bi­skup Kra­kowa, kar­dy­nał Karol Woj­tyła, który przy­brał imię Jana Pawła II. Waty­kań­ska kon­gre­ga­cja ds. zako­nów potwier­dziła odbiór skargi. Gdy w 1997 roku Gerald Ren­ner zapy­tał ojca Ale­san­dro, dla­czego nic się nie działo w tej spra­wie, usły­szał nie­chętną odpo­wiedź: "Mogę powie­dzieć tyle, że ist­nieją różne szcze­ble odbie­ra­jące takie infor­ma­cje. Naszym obo­wiąz­kiem było prze­ka­za­nie tego we wła­ściwe ręce. Nie wiem, dla­czego nic nie zro­biono. (...) Jest to ważne donie­sie­nie, na które powinno się zare­ago­wać"a5.

"Zdu­mie­wa­jące - zauwa­żył ojciec Alar­cón. - W Rzy­mie są wpły­wowi ludzie, któ­rzy tego uni­kają".

Juan Vaca porzu­cił stan kapłań­ski po psy­cho­te­ra­pii i dal­szych zma­ga­niach z celi­ba­tem. W dniu 31 sierp­nia 1989 roku oże­nił się, zawie­ra­jąc ślub cywilny, a 28 paź­dzier­nika napi­sał sied­mio­stro­ni­cowy list do papieża Jana Pawła II z prośbą o zwol­nie­nie go ze ślu­bów kapłań­skich. Mimo że nie peł­nił już funk­cji duchow­nego, Vaca i jego żona chcieli, by ich mał­żeń­stwo zostało pobło­go­sła­wione przez Kościół. W przy­padku byłego księ­dza lub biskupa wymaga to zgody papieża.

Także ten list został wysłany przez ojca Ale­san­dro do amba­sady apo­stol­skiej w Waszyng­to­nie. I tym razem nade­szło potwier­dze­nie odbioru z Rzymua6. Vaca pisał tak, jakby roz­ma­wiał oso­bi­ście z Janem Paw­łem II, opi­su­jąc mu swoje życie, swoje sła­bo­ści i swoje mał­żeń­stwo. Pisał, że był "źle przy­go­to­wany" do kapłań­stwa "z powodu wie­lo­let­niej traumy wsku­tek sek­su­al­nego i psy­cho­lo­gicz­nego wyko­rzy­sty­wa­nia mnie przez zało­ży­ciela i gene­rała [zakonu] Mar­ciala Maciela (...) w ten sam spo­sób, w jaki, o czym wkrótce się prze­ko­na­łem, postę­po­wał on z innymi semi­na­rzy­stami".

Cztery lata póź­niej Vaca otrzy­mał dys­pensę, jedną z tysięcy pod­pi­sa­nych przez papieża. Ni­gdy nie prze­ka­zano mu ani słowa na temat Maciela i zarzu­tów, które mu sta­wiał. W 1997 roku Maciel w odpo­wie­dzi na nasze pyta­nia zaprze­czył tym zarzu­tom i na­dal to czyni.

Dla­czego papież Jan Paweł II ochra­niał Maciela?

Waty­kan nie ma obo­wiązku udzie­la­nia pomocy w śledz­twie dzien­ni­kar­skim. Przez sie­dem lat od chwili, gdy po raz pierw­szy wystą­pi­li­śmy do biura rzecz­nika papie­skiego Joaqu­ina Navarro-Val­lsa, pro­sząc, by sko­men­to­wał oskar­że­nia o wyko­rzy­sty­wa­nie sek­su­alne wysu­nięte wobec Maciela przez dzie­wię­ciu byłych człon­ków Legionu, Waty­kan odma­wiał komen­ta­rza w tej spra­wie. Żaden urzęd­nik waty­kań­ski ni­gdy nie powie­dział nam, że Maciel jest nie­winny. Nie było po pro­stu żad­nej odpo­wie­dzi na oskar­że­nia rela­cjo­no­wane przez media. Donie­sie­nia do waty­kań­skiego sądu prawa kano­nicz­nego, które w 1998 roku zło­żyli prze­ciwko Macie­lowi Vaca i inni, tra­fiły do szu­flad. Nie było żad­nej decy­zji. Nato­miast w 2001 roku, pod­czas obcho­dów sześć­dzie­sią­tej rocz­nicy powsta­nia Legionu, papież Jan Paweł II chwa­lił Maciela. Ten sym­bo­liczny akt unie­win­nie­nia doko­nany przez papieża, który bro­nił praw czło­wieka w reżi­mach dyk­ta­tor­skich, jest przy­gnę­bia­ją­cym świa­dec­twem stanu spra­wie­dli­wo­ści wewnątrz Kościoła.

Nasz pierw­szy mate­riał doty­czący Maciela, opu­bli­ko­wany w piśmie "Hart­ford Courant" z 23 lutego 1997 roku, opie­rał się na tym, co mówili Vaca, Alar­cón i sied­miu innych daw­nych semi­na­rzy­stów. Maciel odmó­wił udzie­le­nia wywiadu. Legion Chry­stusa zatrud­nił znane waszyng­toń­skie biuro adwo­kac­kie w celu pod­wa­że­nia tych infor­ma­cji. We wła­snej pra­sie i w inter­ne­cie zamiesz­czał tek­sty swo­ich publi­cy­stów i apo­lo­ge­tów, przed­sta­wia­jące Maciela jako ofiarę fał­szy­wych oskar­żeń. Wśród osób popie­ra­ją­cych Maciela byli nie­któ­rzy naj­bo­gatsi oby­wa­tele Hisz­pa­nii i Ame­ryki Łaciń­skiej, z któ­rych wielu kształ­ciło swoje dzieci w szko­łach i uczel­niach pro­wa­dzo­nych przez Legion. Ame­ry­ka­nami bro­nią­cymi Legionu byli m.in. Geo­rge Weigel, bio­graf papieża Jana Pawła II, oraz Wil­liam J. Ben­nett, piszący i pro­wa­dzący wykłady na temat war­to­ści moral­nych. Do obroń­ców Maciela nale­żeli też: wie­lebny Richard John Neu­haus, wydawca pisma "First Things", Wil­liam Dono­hue, prze­wod­ni­czący kato­lic­kiej Ligi na rzecz Praw Wyzna­nio­wych i Oby­wa­tel­skich, Mary Ann Glen­don, pro­fe­sor prawa z Uni­wer­sy­tetu Harvarda, oraz Deal Hud­son, redak­tor maga­zynu "Cri­sis".

Więk­szość kato­li­ków w świe­cie anglo­ję­zycz­nym nic nie wie o ojcu Macielu, o dziw­nej histo­rii Regnum Chri­sti ani o sto­so­wa­nych przez Legion meto­dach pre­sji psy­cho­lo­gicz­nej. W Ame­ryce pro­wa­dzone przez Legion szkoły bywają kry­ty­ko­wane, a ich dawni zwo­len­nicy roz­go­ry­czeni, lecz rów­no­cze­śnie zakon ten pla­nuje zało­że­nie uni­wer­sy­te­tów w Sacra­mento w Kali­for­nii i w hrab­stwie Wes­t­che­ster w sta­nie Nowy Jork. W Ame­ryce Łaciń­skiej i w Hisz­pa­nii legio­ni­ści sta­no­wią domi­nu­jący ruch reli­gijny, a w Mek­syku wręcz insty­tu­cję naro­dową.

W jaki spo­sób sądy waty­kań­skie trak­tują oskar­że­nia o poważne naru­sze­nia moral­no­ści popeł­niane przez księ­dza, który jest w bli­skich rela­cjach z papie­żem? Jak Waty­kan reaguje na zja­wi­sko nad­użyć sek­su­al­nych w śro­do­wi­sku kleru? Pyta­nia te wiążą się nie tylko ze sprawą Maciela i postawą wielu bisku­pów wobec mole­sto­wa­nia dzieci przez księży, lecz także z ero­zją wyobra­żeń o spo­so­bie życia kleru. Wie­lebny Donald B. Coz­zens, były rek­tor semi­na­rium, pisząc, że kapłań­stwo "jest lub staje się pro­fe­sją gejów"a7, powtó­rzył tezę, którą w 1992 roku wysu­nął Jason Berry w książce Lead Us Not into Temp­ta­tiona8.

Według praw­niczki z Dal­las, Sylvii Dema­rest, pro­wa­dzą­cej obszerny rejestr takich spraw, wśród 2100 księży, prze­ciw któ­rym od lat sie­dem­dzie­sią­tych toczyły się w USA postę­po­wa­nia sądowe, ogromną więk­szość sta­no­wią drę­czy­ciele kil­ku­na­sto­let­nich chłop­ców. Tera­peuci z kilku insty­tu­cji spe­cja­li­zu­ją­cych się w lecze­niu takich księży ape­lo­wali do bisku­pów o sfi­nan­so­wa­nie badań, które pozwo­li­łyby oce­nić obser­wa­cje kli­niczne. "Biskupi odrzu­cili ten wnio­sek - mówi dr Leslie Loth­stein, psy­cho­log kli­niczny z Insti­tute of Living w Hart­ford w sta­nie Con­nec­ti­cut, który od dawna zaj­muje się lecze­niem prze­stęp­ców sek­su­al­nych. - Tym, czego nie życzą sobie ludzie Kościoła, jest porów­na­nie dewia­cyj­nych zacho­wań sek­su­al­nych wśród duchow­nych pro­te­stanc­kich, żydow­skich i kato­lic­kich. Znamy ponad dwie­ście przy­pad­ków księży mole­stu­ją­cych nasto­lat­ków lub dzieci. (...) Spo­śród około pięć­dzie­się­ciu dusz­pa­ste­rzy innych wyznań, któ­rym udzie­la­łem porad, ogromna więk­szość anga­żo­wała się w związki z doro­słymi i z kobie­tami"a9.

W czerwcu 2002 roku, trzy lata po opu­bli­ko­wa­niu tego spo­strze­że­nia Loth­ste­ina, ame­ry­kań­scy biskupi powo­łali Kra­jową Komi­sję Lustra­cyjną (Natio­nal Review Board) w celu zebra­nia w die­ce­zjach danych doty­czą­cych prze­stępstw sek­su­al­nych kleru. Bada­nia te były w toku, gdy przy­go­to­wy­wa­li­śmy naszą książkę. Nego­wa­nie przez bisku­pów prze­stępstw sek­su­al­nych, któ­rych dopusz­czali się ich pod­władni, było nie­za­mie­rzoną kon­se­kwen­cją zasady celi­batu. Nie zna­czy to, że celi­bat jest przy­czyną sek­su­al­nego wyko­rzy­sty­wa­nia dzieci, podob­nie jak insty­tu­cji mał­żeń­stwa nie można uznać za przy­czynę kazi­rodz­twa. Zacho­wa­nia sek­su­alne zako­rze­nione są w roz­woju oso­bo­wo­ści. Gejow­ska kul­tura księży, która roz­wi­nęła się w ostat­nim poko­le­niu, to jeden z efek­tów ubocz­nych celi­batu sta­no­wią­cego kamień węgielny obo­wią­zu­ją­cego sys­temu. Jak papież Jan Paweł II zare­ago­wał na te zmiany tra­wiące cen­tralny układ ner­wowy Kościoła? Sta­wiamy to pyta­nie my, wycho­wani w kato­lic­kich rodzi­nach i w kato­lic­kich szko­łach, dobrze wspo­mi­na­jąc księży i zakon­nice, któ­rzy byli naszymi men­to­rami, i mając przy­ja­ciół wśród księży. Żaden z nas nie był wyko­rzy­sty­wany ani sek­su­al­nie, ani w inny spo­sób.

Naj­moc­niej­szy efekt tego kry­zysu wystą­pił w Irlan­dii, kraju, który ma naj­bar­dziej kato­licką kul­turę na świe­cie, a w któ­rym dziś semi­na­ria świecą pust­kami. Bada­nia wyka­zują, że nastą­piło głę­bo­kie znie­chę­ce­nie Irland­czy­ków - nie do wiary, lecz do nie­rze­tel­nych mecha­ni­zmów kon­tro­l­nych w urzę­dach Kościołaa10. Roz­cza­ro­wa­nie to roz­po­wszech­niło się w latach dzie­więć­dzie­sią­tych, po skan­da­lach w Ame­ryce Pół­noc­nej, Austra­lii i Euro­pie Zachod­niej, osią­ga­jąc masę kry­tyczną w 2002 roku wraz z medialną reak­cją łań­cu­chową na donie­sie­nia "Boston Globe". Co działo się, zanim papież wezwał ame­ry­kań­skich kar­dy­na­łów do Rzymu na nad­zwy­czajne spo­tka­nie w kwiet­niu 2002 roku? Aby odpo­wie­dzieć na to pyta­nie, prze­śle­dzi­li­śmy geo­gra­fię kry­zysu i drogi, któ­rymi odpo­wie­dzial­ność zań pro­wa­dzi do Rzymu.

Zba­da­li­śmy sze­reg czyn­ni­ków, które zawa­żyły na tym, że Jan Paweł II zanie­dbał tę sprawę. Jed­nym z nich było prze­ko­na­nie Waty­kanu, że cały skan­dal jest wytwo­rem nie­od­po­wie­dzial­nych sądów ame­ry­kań­skich oraz anty­ka­to­lic­kich mediów. Wpraw­dzie w naszych mediach o cha­rak­te­rze roz­ryw­ko­wym nie­wąt­pli­wie wystę­puje pro­stacka skłon­ność do nagła­śnia­nia wia­do­mo­ści zwią­za­nych z tablo­ido­wymi obse­sjami, lecz ame­ry­kań­skie donie­sie­nia pra­sowe były spra­woz­da­niami z wyda­rzeń sądo­wych. Wło­ski sys­tem prawny, ina­czej niż w kra­jach opie­ra­ją­cych się na angiel­skim com­mon law, nie zapew­nia dzien­ni­ka­rzom łatwego dostępu do pro­ce­sów cywil­nych, więc media wło­skie znacz­nie rza­dziej je rela­cjo­nują.

W przy­padku ojca Maciela mamy do czy­nie­nia z tuszo­wa­niem sprawy przez papie­stwo. Jego kariera jest typo­wym przy­kła­dem świa­do­mej dez­in­for­ma­cji - prze­ina­cza­nia prawdy w celu osią­gnię­cia wła­dzy i sfa­bry­ko­wa­nia obrazu wła­snej cno­tli­wo­ści wbrew rze­czy­wi­stym, pato­lo­gicz­nym zacho­wa­niom. Lecz Waty­kan poma­gał mu w tym przez lata, igno­ru­jąc poważne oskar­że­nia. Maciel, który 20 marca 2003 roku ukoń­czył osiem­dzie­siąt trzy lata, jest zapewne naj­bar­dziej efek­tyw­nym współ­twórcą majątku dwu­dzie­sto­wiecz­nego Kościoła kato­lic­kiego. Gdy odda­wa­li­śmy tę książkę do druku, na­dal rzą­dził Legio­nem. Szkoły zakła­dane przez ruch Maciela są narzę­dziem zdo­by­wa­nia pie­nię­dzy i moc­nej pozy­cji we wła­dzach kościel­nych. Legion dekla­ruje, że ma 500 księży i 2500 semi­na­rzy­stów w dwu­dzie­stu kra­jach oraz "dzie­siątki tysięcy" osób świec­kich, a także die­ce­zjal­nych księży i dia­ko­nów zrze­szo­nych w Regnum Chri­sti. Nie wąt­pimy w oso­bi­stą uczci­wość wielu z tych ludzi, lecz wszyst­kie świa­dec­twa prze­ma­wiają za tym, że Legion jest rzym­sko­ka­to­licką sektą zbu­do­waną na kul­cie osoby jej zało­ży­ciela. Maciel roz­wi­nął w niej ducha walki, naśla­du­jąc faszy­stow­skie zasady, które podzi­wiał u hisz­pań­skiego dyk­ta­tora Fran­ci­sco Franco. Co gor­sza, legio­ni­ści sto­sują cha­rak­te­ry­styczne dla sekt tech­niki przy­musu psy­cho­lo­gicz­nego.

Kościół uważa Legion za zakon reli­gijny. W zako­nach o wie­lo­wie­ko­wej tra­dy­cji, jak fran­cisz­ka­nie i jezu­ici, składa się śluby ubó­stwa, czy­sto­ści i posłu­szeń­stwa. Legio­ni­ści Chry­stusa skła­dają dwa dodat­kowe śluby "pry­watne", zobo­wią­zu­jące do tego, by ni­gdy nie mówić źle o Macielu i o innych zwierzch­ni­kach oraz dono­sić na tych, któ­rzy to czy­nią, ni­gdy też nie aspi­ro­wać do pozy­cji przy­wód­czych. W ślu­bach tych szpie­go­wa­nie trak­to­wane jest jako chlubne świa­dec­two wiarya11. W okre­sie, gdy odko­py­wa­li­śmy histo­rię Maciela i jego orga­ni­za­cji, zacho­wa­nia sek­su­alne w kul­tu­rze kleru stały się mię­dzy­na­ro­do­wym tema­tem wia­do­mo­ści pra­so­wych i jedną z wiel­kich tra­ge­dii insty­tu­cjo­nal­nych naszych cza­sów.

Papież Jan Paweł II, jego biskupi i doradcy z kurii rzym­skiej mogli powstrzy­mać ten pro­ces, gdyby wzięli pod uwagę pro­ro­cze ostrze­że­nia pocho­dzące z ich wła­snego śro­do­wi­ska. Ksiądz Tho­mas P. Doyle, duchowny domi­ni­kań­ski, który na początku lat osiem­dzie­sią­tych pra­co­wał jako praw­nik kano­niczny w amba­sa­dzie waty­kań­skiej w Waszyng­to­nie, szu­kał spra­wie­dli­wo­ści bar­dziej upo­rczy­wie i kon­se­kwent­nie niż kto­kol­wiek inny.

Ojciec Doyle jest kape­la­nem, pod­puł­kow­ni­kiem sił powietrz­nych USA. Jego kariera rzuca nowe świa­tło na tę histo­rię. Kolejne jego przej­ścia - jako mło­dego semi­na­rzy­sty we wcze­snych latach sześć­dzie­sią­tych, wytraw­nego spe­cja­li­sty w latach osiem­dzie­sią­tych, a potem wygnańca i pariasa - przy­pa­dły na czasy, w któ­rych wielka obiet­nica reform zwią­zana z Dru­gim Sobo­rem Waty­kań­skim natra­fiła za pon­ty­fi­katu Jana Pawła II na silny opór. Pod­czas gdy Waty­kan sta­rał się uci­szyć teo­lo­gów pro­wa­dzą­cych rze­telne bada­nia nad naucza­niem Kościoła, sek­su­alne pod­zie­mie w życiu kleru, ukry­wane przez kościel­nych urzęd­ni­ków, wysta­wiało na pośmie­wi­sko ofi­cjalną orto­dok­sję. Przez ponad dwa­dzie­ścia lat Tom Doyle dzia­łał od wewnątrz Kościoła - pisząc raporty, ostrze­ga­jąc bisku­pów, infor­mu­jąc kar­dy­na­łów, upo­mi­na­jąc się o spra­wie­dli­wość, a potem sta­jąc u boku ofiar i ich peł­no­moc­ni­ków, poma­ga­jąc dzien­ni­ka­rzom i przez cały ten czas szu­ka­jąc nowego sensu w swoim życiu. Jest on kato­lic­kim uoso­bie­niem czło­wieka zbun­to­wa­nego, któ­rego postawę opi­sał Albert Camus: "Czło­wiek, który mówi nie, lecz któ­rego odmowa nie impli­kuje rezy­gna­cji. (...) Bunt nie może ist­nieć bez uczu­cia, że w jakimś sen­sie jesteś uspra­wie­dli­wiony". Czło­wiek zbun­to­wany "mówi zara­zem tak i nie. Przy­znaje, że ist­nieją gra­nice, a także że prze­czuwa - i pra­gnie zacho­wać - ist­nie­nie pew­nych rze­czy poza tymi gra­ni­cami"a12.

W 2002 roku, gdy sek­su­alne nad­uży­cia kleru stały się mię­dzy­na­ro­do­wym tema­tem medial­nym, Doyle prze­by­wał w bazie woj­sko­wej w Ram­stein na tere­nie Nie­miec i był oble­gany przez repor­te­rów pra­so­wych i tele­wi­zyj­nych z wielu kra­jów. Był gło­sem sumie­nia, jed­nym z nie­wielu księży, któ­rzy mówili prawdę wła­dzom swego Kościoła.

W Ślu­bach mil­cze­nia odsła­niamy tajem­nice Waty­kanu, uka­zu­jąc je w świe­tle życia dwóch księży, Doyle'a i Maciela. Pierw­szy doma­gał się spra­wie­dli­wo­ści, drugi był for­tecą niespra­wie­dli­wo­ści. Spo­rzą­dza­jąc kro­nikę waż­nych wyda­rzeń, któ­rych byli uczest­ni­kami lub świad­kami, poka­zu­jemy też szy­ka­no­wa­nie teo­lo­gów i myśli­cieli kato­lic­kich pod rzą­dami kar­dy­nała Jose­pha Rat­zin­gera. To współ­cze­sne polo­wa­nie na cza­row­nice jest prze­ja­wem tej samej postawy, którą przyj­mo­wał Jan Paweł II, gdy nie chciał zmie­rzyć się z wiel­kim kry­zy­sem w śro­do­wi­sku kleru, co wyma­ga­łoby dopusz­cze­nia swo­bod­nej dys­ku­sji nad alter­na­tywą dla celi­batu księży.

Sek­su­alne wyko­rzy­sty­wa­nie mło­dych ludzi przez księży nie jest w Kościele rzym­skim zja­wi­skiem nowym. Św. Ber­nard z Cla­irvaux radził Euge­niu­szowi III, swemu daw­nemu uczniowi z zakonu cyster­sów, jak ma postę­po­wać po wybo­rze na papieża w 1145 roku: "Nie możesz być ostat­nią osobą, która dowia­duje się o nie­po­rządku w swoim domu. Pod­noś rękę na win­nego, ponie­waż brak kary powo­duje lek­ko­myśl­ność, która otwiera drzwi do wszel­kich eks­ce­sów. Kar­dy­na­ło­wie, twoi bra­cia, muszą uczyć się na twoim przy­kła­dzie, że nie należy trzy­mać w swoim oto­cze­niu mło­dych, dłu­go­wło­sych chłop­ców ani atrak­cyj­nych męż­czyzn"a13. Nie podzie­lamy ide­olo­gicz­nego sta­no­wi­ska tych, któ­rzy twier­dzą, że kry­zys w śro­do­wi­sku kleru został spo­wo­do­wany przez "sieć homo­sek­su­alną"a14. Ale nie wyzna­jemy też zasad popraw­no­ści poli­tycz­nej, które spra­wiają, że pewni komen­ta­to­rzy medialni i aka­de­miccy uni­kają kry­tyki jakich­kol­wiek aspek­tów kul­tury gejow­skiej. Ana­li­zu­jąc kry­zys sek­su­alny w sys­te­mie obo­wiąz­ko­wego celi­batu, sta­ramy się uwzględ­niać prze­strogę Pas­cala, filo­zofa fran­cu­skiego, który powie­dział, że świa­dec­twem cnoty nie jest "trzy­ma­nie się jed­nej skraj­no­ści, lecz obej­mo­wa­nie obu i wypeł­nia­nie całej prze­strzeni mię­dzy nimi".

* * *

Czy­tel­nicy nie­obe­znani z hie­rar­chią Kościoła kato­lic­kiego mogą sko­rzy­stać z dia­gra­mów poda­nych na początku tej książki.

Roz­dział pierw­szy

Być księ­dzem

Patrick Doyle był nowi­cju­szem w rzym­sko­ka­to­lic­kim semi­na­rium na pół­nocy stanu Nowy Jork, gdy w 1962 roku zaczy­nał się sobór Vati­ca­num II. Dra­ma­tyzm sytu­acji, w któ­rej Kościół zwo­łuje swo­ich bisku­pów i naj­lep­szych teo­lo­gów, osza­ła­miał go. Jego przy­ro­dzona potrzeba wła­dzy mogła spra­wić, że wybrałby karierę w FBI. Jako chło­piec towa­rzy­szył ojcu na polo­wa­niach, a mając jede­na­ście lat, wstą­pił do Natio­nal Rifle Asso­cia­tion1, któ­rego człon­kiem pozo­staje do dziś. Lecz osiem­na­sto­letni Pat Doyle zapra­gnął poma­gać ludziom i być bli­sko Boga. Wiel­kie wido­wi­sko w Rzy­mie wzmoc­niło jego poczu­cie powo­ła­nia jako daru od Boga.

Zwo­łu­jąc sobór, pierw­szy od 1870 roku, papież Jan XXIII wzy­wał do aggior­na­mento - uno­wo­cze­śnie­nia czy też odnowy. Ten wspa­niały papież ema­no­wał życz­li­wo­ścią i ojcow­ską dobro­cią, która ocza­ro­wała miliony ludzi w tych wcze­snych latach tele­wi­zji. Miał też wro­dzone pre­dys­po­zy­cje do spra­wo­wa­nia wła­dzy: był - by użyć wło­skiego słowa - furbo, prze­zorny i bystrya15. Wybrany przez kole­gium kar­dy­na­łów w 1959 roku (mie­siąc przed ukoń­cze­niem sie­dem­dzie­się­ciu sied­miu lat) jako papież przej­ściowy, Jan XXIII zasko­czył kurię rzym­ską zwo­ła­niem rady eku­me­nicz­nej. Jego rady­kal­nym, choć nie­zbyt pre­cy­zyj­nym pro­gra­mem było "otwar­cie okien" Kościoła na nowo­cze­sny świat. Zmarł w 1963 roku, nie dokoń­czyw­szy dzieła. Jego następca, papież Paweł VI, miał duże doświad­cze­nie i wie­dzę, lecz bra­ko­wało mu cha­ry­zmy "dobrego papieża Jana".

W 1964 roku Pat Doyle prze­niósł się do domi­ni­ka­nów, ist­nie­ją­cego od sied­miu­set lat zakonu kazno­dziej­skiego, i wstą­pił do semi­na­rium w Dubu­que w sta­nie Iowa, noszą­cego imię św. Toma­sza z Akwinu - śre­dnio­wiecz­nego domi­ni­ka­nina, który przy­swoił teo­lo­gii myśl Ary­ste­te­lesa. Stu­denci i nauczy­ciele tego semi­na­rium popie­rali posta­no­wie­nia Vati­ca­num II, gdyż jego kie­row­nic­two sta­rało się urze­czy­wist­niać stwo­rzoną przez Jana XXIII wizję miej­sca Kościoła w zmie­nia­ją­cym się świe­cie. Domi­ni­ka­nie tra­dy­cyj­nie nada­wali swoim nowi­cju­szom nowe imiona. Patrick Michael Doyle (uro­dzony 3 sierp­nia 1944 roku w She­boy­gan w sta­nie Wiscon­sin) został Tho­ma­sem. Przy­jął tę zmianę bez emo­cji. Krewni na­dal nazy­wali go Pat. "Nie byli­śmy rodziną szcze­gól­nie reli­gijną - wspo­mina Doyle. - Moi rodzice naprawdę się kochali. Lubili prze­by­wać ze sobą i byli bar­dzo zżyci. Moje sio­stry, Shan­non i Kelly, miały udane, trwałe mał­żeń­stwa"a16.

Mimo że naj­waż­niejsi człon­ko­wie kurii, oba­wia­jąc się zmian, chcieli zakoń­czyć sobór, Paweł VI pro­wa­dził go kon­se­kwent­nie do 1965 roku. Kościół zaczął wyco­fy­wać się z mszy łaciń­skiej na rzecz litur­gii w języ­kach lokal­nych. Co wię­cej, Sobór ogło­sił, że sze­re­gowi kato­licy są "ludem bożym", co było istotną zmianą: poję­cie Kościoła, dotąd uosa­bia­nego przez bisku­pów i księży, objęło wszyst­kich kato­li­kówa17.

Przo­dek Toma, Patrick Doyle uro­dzony w 1830 roku w Irlan­dii w hrab­stwie Wic­klow, przy­pły­nął do Ame­ryki w 1850 roku i osie­dlił się w sta­nie Wiscon­sina18. Ojciec Toma, Michael Doyle, miał pięt­na­ścioro rodzeń­stwa, które roz­pro­szyło się po Środ­ko­wym Zacho­dzie. Jako mene­dżer w fir­mie agro­che­micz­nej prze­niósł się wraz z żoną, synem i dwiema cór­kami do Corn­wall w Onta­rio, gdzie Patrick dora­stał. Kiedy wstą­pił do zakonu domi­ni­ka­nów i przy­brał imię Tho­mas, rodzina miesz­kała w Mont­re­alu. Gdy w 1965 roku przy­je­chał do domu na Boże Naro­dze­nie, jego pięć­dzie­się­cio­dwu­let­nia matka Doris cho­ro­wała na raka piersi.

Ojciec R. J. Mac­Do­nald, ich dusz­pa­sterz z Corn­wall, regu­lar­nie przy­jeż­dżał do szpi­tala. Dwu­na­sto­let­nia Kelly w swoim pokoju wysłu­chi­wała brata, który deli­kat­nie przy­go­to­wy­wał ją na śmierć matkia19. Odpra­wiw­szy cere­mo­nię pogrze­bową Doris, Mac­Do­nald ofia­ro­wał Tomowi pamiąt­kowy róża­niec. Mac­Do­nald był szorst­kim Szko­tem o wiel­kim sercu. Jego rela­cje z rodziną Doyle'ów były typowe dla kul­tury ame­ry­kań­skiego kato­li­cy­zmu w poło­wie dwu­dzie­stego wieku. Księża nawią­zy­wali wów­czas ze swo­imi para­fia­nami bra­ter­skie więzi. Matki chęt­nie widziały ich w domach i uwa­żały za wzo­rzec oso­bowy dla swo­ich dzieci. Celi­bat ota­czała mistyczna atmos­fera świę­tej dys­cy­pliny. "Ksiądz zaj­mo­wał się świę­tymi spra­wami i posłu­gi­wał świę­tym języ­kiem - wspo­mi­nał pewien arcy­bi­skup. - Być księ­dzem sta­no­wiło naj­wyż­szą pozy­cję życiową, do jakiej mógł aspi­ro­wać chło­piec"a20.

Irlandzcy księża ukształ­to­wali kato­li­cyzm Ame­ryki Pół­noc­nej i Austra­lii. Dla dzie­więt­na­sto- i dwu­dzie­sto­wiecz­nej fali imi­gran­tów z Irlan­dii, osie­dla­ją­cej się w ubo­gich dziel­ni­cach miast, księża byli nie­oce­nio­nym wspar­ciem: poma­gali miesz­kań­com w spra­wach podat­ko­wych i szkol­nych, w kon­tak­tach z urzę­dami i w sta­ra­niach o pracę - w ogło­sze­niach czę­sto dekla­ro­wano: "Irland­czy­ków nie przyj­mu­jemy"a21. Z kul­tury tej wywo­dzi się wielu kar­dy­na­łów i arcy­bi­sku­pów, któ­rych przod­ko­wie byli Irland­czy­kami, jak Spel­l­man w Nowym Jorku, Cashing w Bosto­nie, McIn­tyre w Los Ange­les, Man­nix w Mel­bo­urne - ludzi rów­nie dobrze radzą­cych sobie z poli­ty­kami, jak z magna­tami biz­nesu.

Tom Doyle wró­cił do semi­na­rium św. Toma­sza z Akwinu i do następstw waty­kań­skiego trzę­sie­nia ziemi. Wybu­chały frak­cyjne spory doty­czące litur­gii - czy pod­czas mszy wolno uży­wać gitar, czy należy zanie­chać śpie­wów łaciń­skich? Doyle kochał mszę łaciń­ską. Nie lubił swo­bod­nych impro­wi­za­cji, czer­pał poczu­cie bez­pie­czeń­stwa z dźwięku dzwon­ków roz­brzmie­wa­ją­cych w usta­lo­nych momen­tach mszy i z aro­matu palą­cego się kadzi­dła. Wie­rzył w odwieczny porzą­dek. W wielu kra­jach księża i zakon­nice doma­gali się znie­sie­nia obo­wiązku celi­batu i uczy­nie­nia go dobro­wol­nym wybo­rem. Papież Paweł VI zamknął ten temat w ency­klice z 1967 roku, nazy­wa­jąc celi­bat "wspa­nia­łym klej­no­tem" Kościoła - tym, co "nie­wąt­pli­wie zapew­nia księ­dzu, nawet w wymia­rze prak­tycz­nym, mak­sy­malną efek­tyw­ność i naj­lep­szą dys­po­zy­cję psy­cho­lo­giczną i reli­gijną, dzięki usta­wicz­nemu ćwi­cze­niu się w dosko­na­łej czy­sto­ści"a22. Papież nie przy­wo­ły­wał żad­nych badań psy­cho­lo­gicz­nych nad dosko­nałą czy­sto­ścią - nie było wtedy co przy­wo­ły­wać.

Tuż przed Bożym Naro­dze­niem 1967 roku księża naucza­jący w semi­na­rium zebrali się na wspól­nym obie­dzie. Przeor - kapłan wybrany na zwierzch­nika zgro­ma­dze­nia - oświad­czył wów­czas, że opusz­cza szkołę, gdyż zamie­rza się oże­nić. Zebrani roze­szli się, tar­gani sprzecz­nymi uczu­ciami. Na dźwięk dzwonu Doyle i jego kole­dzy z semi­na­rium zgro­ma­dzili się we wspól­nej sali, gdzie zako­mu­ni­ko­wano im tę wia­do­mość. Poczu­cie zdrady popeł­nio­nej przez przy­wódcę znisz­czyło świą­teczny nastrój. Nie­któ­rzy pytali, dla­czego nie mogą się oże­nić i pozo­stać księżmi. W następ­nych mie­sią­cach ode­szli dwaj dalsi księża z kadry naucza­ją­cej, nie­któ­rzy roz­cza­ro­wani semi­na­rzy­ści uczy­nili to samo. Spo­śród dwu­dzie­stu sze­ściu męż­czyzn, któ­rzy wstą­pili do semi­na­rium razem z Doyle'em, wyświę­co­nych zostało sze­ściu. W 2002 roku tylko trzej z nich na­dal byli księżmi.

Czy Vati­ca­num II wywo­łało rewo­lu­cję? Czy sobór ten uka­zał pro­ro­czą wizję, czy też ska­pi­tu­lo­wał wobec spo­łecz­no­ści ode­rwa­nej już od swo­ich fun­da­men­tów? Jego spu­ści­zna wpro­wa­dziła Kościół na błędną drogę, którą wkro­czył póź­niej w nowe mile­nium.

Dzi­siej­sze bole­sne skan­dale mają źró­dła w pro­ble­mach, któ­rych wtedy nie roz­wią­zano.

Stu­diu­jąc teo­lo­gię, Doyle poznał prace eku­me­nicz­nych myśli­cieli soboru, takich jak nie­miecki jezu­ita Karl Rah­ner, bel­gij­ski domi­ni­ka­nin Edward Schil­le­beckx, fran­cu­ski ksiądz Yves Con­gar. Wysu­wane przez nich idee Kościoła intro­spek­cji, otwar­tego na roz­sądne zmiany, były w latach pięć­dzie­sią­tych, za pon­ty­fi­katu Piusa XII, przy­czyną wyklu­cze­nia ich ze wspól­noty wier­nych. Wszy­scy zostali zre­ha­bi­li­to­wani przez Jana XXIII.

Desta­bi­li­za­cja w semi­na­rium św. Toma­sza z Akwinu trwała. Nie­do­ro­zwi­nięty brat zakonny, który wyko­ny­wał prace porząd­kowe, nagle znikł. Cho­dziły słu­chy, że nakła­niał stu­den­tów do seksu i został wysłany na kura­cję do ośrodka w Nowym Mek­syku. Doyle dowie­dział się póź­niej, że tam zmarł. Teo­log, który stu­dio­wał w Insty­tu­cie Men­nin­gera, zaczął mówić o homo­sek­su­ali­zmie jako o czymś, co nie jest grze­chem, lecz sty­lem życia. Na nie­któ­rych semi­na­rzy­stach zro­biło to wra­że­nie. Czło­wiek ten opu­ścił potem stan duchowny i po latach umarł na AIDS. Kilku kole­gów z rocz­nika Doyle'a wyrzu­cono jako gejów.

Gdy w 1968 roku świa­tem wstrzą­sały pro­te­sty stu­denc­kie, Tom Doyle szu­kał bli­sko­ści Boga w orto­dok­sji. Kata­strofy w życiu semi­na­rium trak­to­wał jako próby, któ­rym pod­daje ich Bóg. Odczu­wał tym więk­szy pociąg do tajem­nic wiary, pra­gnął udzie­lać łaski Bożej za pomocą sakra­men­tów. "W latach nauki w semi­na­rium cho­dziło mi o to, aby prze­trwać" - wspo­mina. Dzięki żądzy wie­dzy szybko został magi­strem filo­zo­fii, a póź­niej dodał do tego cztery dal­sze stop­nie magi­ster­skie - w dzie­dzi­nie teo­lo­gii, nauk poli­tycz­nych, prawa kano­nicz­nego i admi­ni­stra­cji kościel­nej.

Zanim wybrał kapłań­stwo, zerwał ze swą przy­ja­ciółką ze szkoły śred­niej w Corn­wall. Nie był nie­czuły na uroki kobiet, lecz list papie­ski z 1967 roku w spra­wie celi­batu trak­to­wał jako prze­kre­śle­nie wszel­kiej szansy na zmianę tej reguły.

W dniu 29 lipca 1968 roku papież Paweł VI ogło­sił ency­klikę Huma­nae Vitae, w któ­rej potę­pił wszel­kie formy sztucz­nej anty­kon­cep­cji. Wywo­łało to mocne reak­cje. Teo­lo­go­wie w Euro­pie i Ame­ryce Pół­noc­nej otwar­cie prze­ciw­sta­wili się poglą­dowi papieża, cytu­jąc sta­no­wi­sko liczą­cej sześć­dzie­się­ciu czte­rech człon­ków komi­sji, która zaj­mo­wała się tą sprawą i któ­rej więk­szość opo­wie­działa się za sto­so­wa­niem pigu­łek umoż­li­wia­ją­cych kon­trolę uro­dzeń. Przez dwa lata po powsta­niu taj­nego raportu tej komi­sji Paweł VI zapo­zna­wał się z zagad­nie­niami bio­etyki i roz­ma­wiał ze swymi dorad­cami w iście ham­le­tow­skiej roz­terce. Czy powi­nien zanie­chać naucza­nia, zgod­nie z któ­rym pary pra­gnące unik­nąć ciąży mają powstrzy­my­wać się od seksu w okre­sie płod­no­ści kobiety? Czy też powi­nien prze­kro­czyć próg i uznać współ­ży­cie płciowe bez pło­dze­nia dzieci za dopusz­czalnea23? Wybrał dawną odpo­wiedź. Wkrótce po uka­za­niu się jego listu angiel­ski kar­dy­nał oświad­czył, że kato­licy sto­su­jący środki anty­kon­cep­cyjne mogą przy­stę­po­wać do sakra­men­tów.

Ponie­waż księża, zakon­nice i ludzie świeccy w wielu kra­jach sta­nęli w obro­nie wol­no­ści sumie­nia, wielki mur kato­lic­kiej jed­no­ści zaczął pękać. Doyle dowie­dział się, że dwie jego kuzynki uży­wają pigu­łek anty­kon­cep­cyj­nych. Zna­joma para mał­żeń­ska prze­szła do Kościoła epi­sko­pal­nego. A w każ­dym razie ency­kliki Pawła VI nie trak­to­wano jako prze­jawu papie­skiej nie­omyl­no­ści.

Tho­mas P. Doyle otrzy­mał świę­ce­nia 16 maja 1970 roku w Dubu­que w sta­nie Iowa. Michael Doyle ofia­ro­wał synowi ślubną obrączkę i zarę­czy­nowy pier­ścio­nek jego zmar­łej matki. Złot­nik z Mont­re­alu wto­pił je w kształ­cie krzyża cel­tyc­kiego w srebrny kie­lich, któ­rego Tom uży­wał zawsze, gdy cele­bro­wał Eucha­ry­stię. Odpra­wiał póź­niej cere­mo­nie ślubne swo­ich sióstr, Shan­non i Kelly. Nawet jeśli tro­chę zazdro­ścił sio­strom poży­cia mał­żeń­skiego i domów, w któ­rych wkrótce poja­wiły się dzieci, wła­sne życie dawało mu satys­fak­cję. Sub­li­mo­wał popęd płciowy przez ćwi­cze­nia fizyczne, dłu­gie lek­tury, inten­sywne modli­twy i liczne przy­jaź­nie, które nawią­zał w śro­do­wi­sku para­fian i braci domi­ni­ka­nów. Miał dwa­dzie­ścia osiem lat, gdy pewna kobieta pod­czas spo­wie­dzi zapy­tała go, czy prze­ży­wa­nie orga­zmu jest grze­chem. Bez namy­słu odpo­wie­dział, że nie - ciesz się orga­zmami, skoro ich doświad­czasz!

W 1971 roku, gdy Doyle peł­nił funk­cję wika­rego w para­fii św. Vin­centa Fer­rera w River Forest na przed­mie­ściu Chi­cago, pewien roz­wie­dziony męż­czy­zna popro­sił go o pomoc. Czy jego pierw­sze mał­żeń­stwo można anu­lo­wać, tak by następne mógł zawrzeć w kościele? W poko­le­niu rodzi­ców Toma roz­wody kato­li­ków były rzad­ko­ścią. Wielu z nich żywiło prze­ko­na­nie, że roz­wod­nicy ni­gdy już nie otrzy­mają ślubu kościel­nego, mimo że prawo kano­niczne dopusz­czało stwier­dze­nie nie­waż­no­ści mał­żeń­stwa. Tym, któ­rzy zawarli drugi ślub jako cywilny lub uczy­nili to w innym wyzna­niu, nie wolno było przy­stę­po­wać do komu­nii. Doyle odwo­łał się do dzia­ła­ją­cego w chi­ca­gow­skiej archi­die­ce­zji try­bu­nału zło­żo­nego z księży i pra­cow­ni­ków świec­kich, który roz­strzy­gał pro­blemy z zakresu prawa kano­nicznego.

Unie­waż­nie­nie było trud­niej­sze niż roz­wód cywilny, jeśli jed­nak udo­wod­niło się porzu­ce­nie lub sys­te­ma­tyczne krzyw­dze­nie przez męża czy żonę, try­bu­nał mógł uznać zwią­zek sakra­men­talny za "nie­ważny" i otwo­rzyć drogę do następ­nego ślubu. Doyle pomógł swemu para­fia­ni­nowi otrzy­mać takie unie­waż­nie­nie, a potem udzie­lił mu ślubu. I nagle wielu ludzi zaczęło zwra­cać się doń z prośbą o pomoc w takiej samej spra­wie. Wysłu­chi­wał kobiet, które z pła­czem mówiły, że są od lat bite przez mężów, spo­ty­kał zahu­kane dzieci z pato­lo­gicz­nych rodzin, słu­chał opo­wia­dań kobiet o ozię­bło­ści i wyko­rzy­sty­wa­niu ich w dzie­ciń­stwie. Widział, jak miękną twarde twa­rze męż­czyzn, gdy ci odsła­niają przed nim sek­su­alne sekrety tra­piące ich od lat: jedni byli impo­ten­tami, inni homo­sek­su­ali­stami, i choć kochali swoje rodziny, chcieli wyco­fać się z mał­żeń­stwa. Poznaw­szy te skry­wane udręki, Doyle uznał, że Kościół Chry­stusa musi poma­gać swoim cier­pią­cym człon­kom.

"Kar­dy­nał Cody chce się z tobą zoba­czyć" - powie­dział mu pew­nego dnia jego domi­ni­kań­ski pro­win­cjał.

Rezy­den­cja kar­dy­nała arcy­bi­skupa Chi­cago miała widok na Lin­coln Park w czę­ści śród­mie­ścia nazy­wa­nej Gold Coast. Kar­dy­nał Cody trzy­mał naj­więk­szą w kraju archi­die­ce­zję żela­zną ręką. Wielu star­szych księży wyrzu­cił z para­fii, w któ­rych spra­wo­wali posługę od lat. Poja­wiał się na pro­bo­stwie bez uprze­dze­nia, cze­kał godzi­nami, aż ksiądz się zjawi, po czym naka­zy­wał mu natych­mia­stowe odej­ście. Jego decy­zje bywały dzi­waczne. Gdy psy­cho­log Eugene Ken­nedy radził mu, by pod­dać tera­pii pew­nego wyczer­pa­nego ner­wowo księ­dza, Cody dał mu pie­nią­dze i bilet lot­ni­czy do Paryża. Ksiądz ten zała­mał się osta­tecz­nie i wylą­do­wał w nowo­jor­skim szpi­talu. "Któż mógł czy­tać w myślach Cody'ego? - mówi Ken­nedy. - Chciał wszyst­kim rzą­dzić"a24.

Jako arcy­bi­skup Nowego Orle­anu Cody przez cztery lata nad­zo­ro­wał budowę o war­to­ści 30 milio­nów dola­rów i wal­czył z segre­ga­cją rasową. W Chi­cago musiał zamknąć szkoły kato­lic­kie w ubo­giej czę­ści śród­mie­ścia z powodu swego nie­for­tun­nego pro­jektu wewnętrz­nej sieci tele­wi­zyj­nej dla para­fii. Stra­cił 2 miliony dola­rów, inwe­stu­jąc fun­du­sze kościelne w firmę, która upa­dła. Ale w Chi­cago mieszka ponad 2 miliony kato­li­ków, któ­rych lojal­ność umoż­li­wiła Cody'emu wrę­cza­nie finan­so­wych darów człon­kom kurii rzym­skiej pod­czas jego wypraw do Waty­kanu. Ten syn stra­żaka wstą­pił do semi­na­rium jako czter­na­sto­la­tek, z cza­sem uzy­skał dok­to­raty z filo­zo­fii, teo­lo­gii i prawa kano­nicz­nego, a w latach trzy­dzie­stych posadę w waty­kań­skim sekre­ta­ria­cie stanua25. W Chi­cago despo­tyczne zacho­wa­nia Cody'ego wywo­łały falę złej prasy i spe­ku­la­cje na temat jego nie­zrów­no­wa­że­nia, które docie­rały do Rzymu. "Dopóki jestem w porządku wobec Boga, nie dbam o to, co mówią moi kry­tycy" - powie­dział hardoa26. W 1978 roku, pod­czas cho­roby papieża Pawła VI, ks. Andrew M. Gre­eley odno­to­wał przy­by­cie kar­dy­nała z kurii rzym­skiej:

W naszym mie­ście prze­by­wał Seba­stiano Bag­gio. Zatrzy­mał się sekret­nie w dro­dze do Ame­ryki Łaciń­skiej i odbył spo­tka­nie z kar­dy­na­łem Codym, prze­ka­zu­jąc mu "prośbę" papieża, by oddał rządy. Kar­dy­nał już mówi ludziom o tej wizy­cie. Dowia­duję się, że do póź­nej nocy z willi kar­dy­nała, poło­żo­nej na tere­nach semi­na­rium w Mun­de­lein, dobie­gały gniewne, pod­nie­sione głosy, bo kar­dy­nał sta­now­czo odma­wiał speł­nie­nia owej prośby. (...) Kar­dy­nał czę­sto nie odpo­wia­dał na listy od róż­nych kon­gre­ga­cji rzym­skich, a w jed­nym przy­padku przez parę mie­sięcy nie odpo­wia­dał na list napi­sany odręcz­nie przez papieża Pawła VI (chwa­lił się, że zigno­ro­wał ten list, mówiąc, iż "to Bag­gio nakło­nił papieża, by go napi­sał")a27.

Dwa dni póź­niej papież zmarł. Cody pole­ciał do Rzymu na pogrzeb i kon­klawe, które wybrało kar­dy­nała Albina Lucia­niego jako Jana Pawła I. Mie­siąc póź­niej zmarł i ten papież. Cody znów udał się do Rzymu i uczest­ni­czył w kon­klawe, które wybrało kar­dy­nała Woj­tyłę, arcy­bi­skupa Kra­kowa, jako pierw­szego pol­skiego papieża Jana Pawła II.

Na długo przed tymi wyda­rze­niami Tom Doyle, nieco spe­szony, zna­lazł się w biu­rze Cody'ego. Znany z kapry­śnego humoru kar­dy­nał, w oku­la­rach, z obwi­słym pod­bród­kiem, zapy­tał go o wykształ­ce­nie, o życie w zako­nie domi­ni­ka­nów, o para­fię. Ojciec Doyle odpo­wia­dał uprzej­mie i zgod­nie z prawdą. Nawią­zu­jąc do jego pracy wśród roz­wie­dzio­nych, Cody spy­tał, czy Doyle zna prawo kano­niczne. "Nie­zbyt bie­gle, Wasza Emi­nen­cjo". Cody był znawcą kano­nów doty­czą­cych mał­żeń­stwa. Jego chłodny spo­sób bycia zmie­nił się na rubasz­nie cie­pły, gdy chwa­lił mło­dego księ­dza za pomoc udzie­laną ludziom, któ­rym Kościół jest potrzebny.

Tak zaczęła się ich dziwna przy­jaźń. Doświad­cze­nie Doyle'a, zdo­byte dzięki wysłu­chi­wa­niu wyznań roz­bi­tych mał­żeństw, kazało mu widzieć w Codym osobę nie­zdolną do wyar­ty­ku­ło­wa­nia swego cier­pie­nia. Sta­rał się nie odgry­wać wobec kar­dy­nała roli tera­peuty. Do gabi­netu raz po raz wcho­dziły sekre­tarki z doku­men­tami wyma­ga­ją­cymi pod­pisu. Cody miesz­kał sam w dużym domu, wśród sto­sów papie­rów. Doyle, mający dużą rodzinę i wielu przy­ja­ciół, był opty­mi­stycz­nie nasta­wiony do życia. Cody opo­wia­dał mu o księ­żach alko­ho­li­kach, któ­rym pomaga finan­sowo, i o wspar­ciu udzie­la­nym mat­kom nie­ślub­nych dzieci. Ich ojcami są księża, ojcze! Doyle nie został spo­wied­ni­kiem Cody'ego, lecz gdy Cody mówił o swoim współ­czu­ciu, Doyle widział samot­nego czło­wieka tęsk­nią­cego za uczu­ciami, któ­rych nie mógł zna­leźć z powodu gwał­tow­no­ści swego uspo­so­bie­nia.

Ambitni mło­dzi ludzie zwy­kle szu­kają star­szych, wpły­wo­wych osób, któ­rych nie muszą lubić, lecz któ­rym oka­zują względy z myślą o wła­snej karie­rze. Ale Tom Doyle szcze­rze polu­bił tego sta­rego czło­wieka. Cody nie tylko zachę­cał go do pracy wśród ludzi roz­wie­dzio­nych, lecz także wsparł finan­sowo jego stu­dia w dzie­dzi­nie prawa kano­nicz­nego. Doyle udał się do Rzymu na kursy kościel­nej jury­spru­den­cji. Miesz­kał w Ange­li­cum, uni­wer­sy­te­cie domi­ni­kań­skim, i uczest­ni­czył w zaję­ciach pro­wa­dzo­nych w Gre­go­ria­num, uni­wer­sy­te­cie jezu­ic­kim. Widy­wał legio­ni­stów Chry­stusa masze­ru­ją­cych parami niczym żoł­nie­rze. Pod­czas zajęć tak wiele mówili oni o orto­dok­sji, że "wyda­wało się to para­no­idalne, kom­plet­nie pozba­wione samo­dziel­nej myśli" - wspo­mina Doyle. Poza tym nie­wiele o nich wie­dział.

Z Rzymu Doyle poje­chał do Ottawy, gdzie uzy­skał sto­pień magi­stra prawa kościel­nego na Uni­wer­sy­te­cie św. Pawła, a następ­nie prze­niósł się do Ame­ry­kań­skiego Uni­wer­sy­tetu Kato­lic­kiego w Waszyng­to­nie, by zro­bić dok­to­rat. Ta kato­licka uczel­nia - nazy­wana "małym Waty­ka­nem" z racji zało­że­nia jej w 1887 roku decy­zją papieża Leona XIII - zaj­mo­wała obszar o powierzchni 144 akrów w pół­nocno-wschod­niej czę­ści Waszyng­tonu. Od frontu, przy Michi­gan Ave­nue, stała bazy­lika Naro­do­wego Sank­tu­arium Nie­po­ka­la­nego Poczę­cia, o poły­skli­wej, nie­bie­skiej kopule. Doyle miesz­kał po dru­giej stro­nie ulicy, w domi­ni­kań­skim House of Stu­dies - dużej neo­go­tyc­kiej budowli z rzę­dem wież. W cza­sie wol­nym od zajęć pobie­rał lek­cje pilo­tażu i uzy­skał licen­cję pilota.

W 1978 roku wró­cił do para­fii w River Forest i zaj­mo­wał się unie­waż­nie­niami mał­żeństw w try­bu­nale chi­ca­gow­skim. Grupa uczo­nych przy­go­to­wu­ją­cych popra­wione wyda­nie kodeksu kano­nicz­nego z 1917 roku popro­siła go o udział w pra­cach nad kano­nami doty­czą­cymi mał­żeństwa. Doyle odno­wił wtedy swoje kon­takty z kar­dy­na­łem Codym, który był coraz bar­dziej nie­po­pu­larny w Chi­cago, lecz pozo­sta­wał w dobrych sto­sun­kach z papie­żem Janem Paw­łem II.

W 1981 roku kano­ni­sta zatrud­niony w amba­sa­dzie waty­kań­skiej w Waszyng­to­nie zre­zy­gno­wał z tej posady, by objąć funk­cję prze­ora domi­ni­ka­nów. Dele­ga­tem apo­stol­skim, czyli wysłan­ni­kiem papieża, był wło­ski arcy­bi­skup Pio Laghi. Doyle był zasko­czony, gdy otrzy­mał zapro­sze­nie do Waszyng­tonu na roz­mowę w spra­wie zatrud­nie­nia go na sta­no­wi­sku praw­nika kano­nicz­nego.

Wznie­siony w 1939 roku trzy­pię­trowy budy­nek w stylu flo­renc­kim na Mas­sa­chu­setts Ave­nue's Embassy Row mie­ścił się naprze­ciwko ofi­cjal­nej rezy­den­cji wice­pre­zy­denta. W kra­jach, w któ­rych Sto­lica Apo­stol­ska nie ma przed­sta­wi­ciel­stwa dyplo­ma­tycz­nego, wysłan­nik papieża, repre­zen­tu­jący go wobec miej­sco­wych bisku­pów, zwany jest dele­ga­tem apo­stol­skim; jeśli nato­miast ma rangę amba­sa­dora, nosi tytuł nun­cju­sza. Sekre­tarz stanu za pon­ty­fi­katu Jana Pawła II, kar­dy­nał Ago­stino Casa­roli, pod­jął nego­cja­cje z admi­ni­stra­cją Reagana, aby zapew­nić przed­sta­wi­ciel­stwu Sto­licy Apo­stol­skiej sta­tus dyplo­ma­tyczny. Sto­sunki z Waty­ka­nem Stany Zjed­no­czone zerwały w 1867 roku pod naci­skiem pro­te­stan­tów.

Pio Laghi, uro­dzony 21 maja 1922 roku w Casti­glione, był synem chłopa. Został księ­dzem i awan­so­wał, uzy­sku­jąc dok­to­raty z teo­lo­gii i prawa kano­nicz­nego. Miał trzy­dzie­ści lat, gdy papież Pius XII powo­łał go do kor­pusu dyplo­ma­tycz­nego. Jak przy­stało oso­bie o tak wyso­kim tytule, pięć­dzie­się­cio­dzie­wię­cio­letni Laghi miał bystry umysł i ele­ganc­kie maniery. Był szczu­płym męż­czy­zną o ciem­nych oczach, krótko przy­cię­tych sre­brzy­stych wło­sach i - według słów sena­tora Johna Heinza z Pen­syl­wa­nii - "fru­stru­jąco cel­nym for­hen­dzie na kor­cie teni­so­wym"a28. Znał bie­gle cztery języki, peł­nił służbę w Nika­ra­gui pod­czas rzą­dów Somozy, potem w Indiach, Jero­zo­li­mie, na Cyprze i w końcu w Argen­ty­nie, gdzie pobory bisku­pom wypła­cał reżim woj­skowy.

Służbę dyplo­ma­tyczną w Argen­ty­nie Laghi peł­nił w okre­sie "brud­nej wojny" pro­wa­dzo­nej przez tam­tej­szą dyk­ta­turę, która tor­tu­ro­wała więź­niów i powo­do­wała "zni­ka­nie" tysięcy oby­wa­teli. Nazy­wał to "naj­bar­dziej nie­wdzięczną" funk­cją w swo­jej karie­rze. Dzia­ła­cze na rzecz praw czło­wieka z gory­czą zarzu­cali mu przy­po­chle­bia­nie się reżi­mowi - czemu potem Laghi zaprze­czał, ponie­waż oskar­że­nia te zagra­żały jego karie­rzea29.

Doyle nie wie­dział o tej kon­tro­wer­sji, gdy w 1981 roku zna­lazł się w obszer­nym biu­rze Laghiego, gdzie na hono­ro­wym miej­scu wisiała foto­gra­fia papieża. Laghi, ze zło­tym łań­cu­chem pra­łata na piersi, mówił mu o potrze­bie wła­ści­wej selek­cji kan­dy­da­tów na bisku­pów i spraw­dza­nia ich kwa­li­fi­ka­cji, by Ojciec Święty otrzy­my­wał listę trzech kan­dy­da­tur do wyboru. Topo­gra­fia Kościoła zmie­niała się. Pod­czas gdy potom­ko­wie kato­li­ków irlandz­kich, pol­skich i wło­skich zasie­dlili zamożne przed­mie­ścia na pół­noc­nym wscho­dzie i środ­ko­wym zacho­dzie kraju, napływ Haitań­czy­ków, Kubań­czy­ków i Nika­ra­gu­ań­czy­ków na Flo­rydę, a Sal­wa­dor­czy­ków i Mek­sy­ka­nów na tereny połu­dniowo-zachod­nie i do Kali­for­nii roz­sze­rzał gra­nice Kościoła. Laghi pod­kre­ślał koniecz­ność mia­no­wa­nia nowych bisku­pów, w miarę jak Rzym two­rzy nowe die­ce­zje.

Potem Laghi mówił długo o potrze­bie lojal­no­ści bisku­pów wobec wizji Kościoła, jaką ma Ojciec Święty, i o naci­sku kła­dzio­nym przez niego na ewan­ge­li­za­cję. Doyle otrzy­mał sto­pień magi­stra nauk poli­tycz­nych za pracę na temat leni­now­skiej teo­rii rewo­lu­cji spo­łecz­nej. Jako arcy­bi­skup Kra­kowa Karol Woj­tyła dzia­łał w okrop­nych warun­kach komu­ni­zmu. Jako papież sygna­li­zo­wał swoją dez­apro­batę Ame­ryce Łaciń­skiej, gdzie rzecz­nicy teo­lo­gii wyzwo­le­nia trak­to­wali poprawę bytu ludu żyją­cego w ubó­stwie jako część swo­jej misji ducho­wej. Papież uwa­żał, że teo­lo­go­wie ci ule­gają wpły­wom myśli mark­si­stow­skiej. Gdy arcy­bi­skup Laghi cią­gnął swoje wywody, Doyle, który zmie­rzał w swej karie­rze do sta­no­wi­ska biskupa lub dyplo­maty, w myślach zada­wał sobie pyta­nie: Dla­czego ten facet tyle paple? Czy nie obcho­dzi go, kim ja jestem?

Roz­mowę prze­rwał asy­stent, infor­mu­jąc, że przy­byli goście.

Wkro­czył kar­dy­nał John Krol z Fila­del­fii, wysoki, siwo­włosy, o kró­lew­skiej postu­rze (jak przy­stało oso­bie noszą­cej nazwi­sko, które w języku pol­skim ozna­cza monar­chę), w towa­rzy­stwie dwóch nowo mia­no­wa­nych bisku­pów pomoc­ni­czych. Laghi wpro­wa­dził Ame­ry­ka­nów do jadalni, gdzie kana­dyj­skie zakon­nice fran­cu­skiego pocho­dze­nia ser­wo­wały uro­czy­sty posi­łek z winem, przy­go­to­wany na cześć dwóch nowych człon­ków hie­rar­chii. Jeden z bisku­pów zapro­po­no­wał "toast za Ducha Świę­tego". Doyle uwa­żał to za głu­pie, nie można jed­nak nie wypić za Ducha Świę­tego, gdy sie­dzi się z dele­ga­tem apo­stol­skim i kar­dy­nałem Fila­del­fii. Roz­mowę pro­wa­dzili głów­nie Laghi i Krol, roz­trzą­sa­jąc nie­dawny zamach w Rzy­mie na Ojca Świę­tego, doko­nany przez turec­kiego ter­ro­ry­stę Meh­meta Ali Agcę. Snuto spe­ku­la­cje na temat domnie­ma­nych powią­zań Agcy z Buł­ga­rią i sowiec­kim KGB. Spi­sek mający na celu zabi­cie papieża uznano za naj­po­twor­niej­szą formę zła.

Po lun­chu kar­dy­nał i obaj biskupi odje­chali.

Zapro­szony na kawę Doyle ocze­ki­wał pytań.

- Kiedy możesz się tu prze­nieść? - zapy­tał Laghi.

Doyle odparł, że musi wyja­śnić to ze swo­imi zwierzch­ni­kami.

- Dobrze - powie­dział rze­czowo Laghi. - Jedź i zapy­taj ich.

I tak to się odbyło - żad­nych pytań, po pro­stu przy­jeż­dżaj, gdy twoi zwierzch­nicy zgo­dzą się, byś pra­co­wał dla Ojca Świę­tego. Doyle podzię­ko­wał arcy­bi­sku­powi Laghiemu, rozu­mie­jąc, że posada została mu zapro­po­no­wana. Dele­ga­cja waty­kań­ska! Leciał do Chi­cago ura­do­wany, bra­cia domi­ni­ka­nie zło­żyli mu gra­tu­la­cje.

Dzien­ni­ka­rze "Chi­cago Sun-Timesa" zaczęli docie­kać, na jakie cele Cody wydaje fun­du­sze archi­die­ce­zji. Wykryli mię­dzy innymi, że udzie­lił pokaź­nego zasiłku kobie­cie, z którą przy­jaź­nił się od dzie­ciń­stwa. Doyle nie przy­wią­zy­wał wagi do plo­tek o ich sek­su­al­nym współ­ży­ciu. Cody twier­dził, że wycho­wy­wali się razem jak rodzeń­stwo. Jed­nakże jego dziwne mani­pu­la­cje w spra­wach podat­ko­wych skło­niły urząd pro­ku­ra­tora USA do pod­ję­cia docho­dze­nia. Praw­nicy Cody'ego dowo­dzili, że chroni go kon­sty­tu­cyjny roz­dział Kościoła od pań­stwa. Jego główny peł­no­moc­nik, Don Reu­ben, przy­pi­su­jący sobie wpływy we wła­dzach mia­sta, oświad­czył, że Cody "jest odpo­wie­dzialny wobec Rzymu i Boga, nie wobec "Sun-Timesa""a30.

Cody powie­dział, że praca w dele­ga­cji papie­skiej będzie nie­ła­twa, ale wie, że Doyle dobrze sobie z nią pora­dzi. Doyle dzię­ko­wał mu, mając złe prze­czu­cia co do dal­szych losów biskupa. Po wielu poże­gna­niach spa­ko­wał swoje nie­zli­czone książki i poje­chał do Waszyng­tonu, gdzie znów zamiesz­kał w domi­ni­kań­skim House of Stu­dies, który miał być jego domem w okre­sie, gdy jako praw­nik kano­niczny pra­co­wał w dyplo­ma­cji dla swego naj­wyż­szego zwierzch­nika, papieża Jana Pawła II.

W służ­bie Waty­kanu

Ojciec Doyle gło­so­wał na Ronalda Reagana. Cenił nacisk, jaki jego admi­ni­stra­cja kła­dła na silną obronę naro­dową i ogra­ni­cza­nie inge­ren­cji rządu w gospo­darkę. Codzien­nie uczest­ni­czył w poran­nej mszy i jechał do amba­sady na poranne modły, odby­wa­jące się w kaplicy peł­nej drew­nia­nych rzeźb Sta­cji Drogi Krzy­żo­wej, które Laghi spro­wa­dził z Włoch. Zakon­nice przy­go­to­wu­jące posiłki miesz­kały na tere­nie amba­sady. Praca zaczy­nała się od con­gresso - zebra­nia, któ­remu prze­wod­ni­czył Laghi. Czte­rej wło­scy księża zaj­mo­wali się jego kore­spon­den­cją, rapor­tami i depe­szami do Rzymu lub z Rzymu. Doyle był jed­nym z czte­rech księży ame­ry­kań­skich. Jeden z nich pisał prze­mó­wie­nia Laghiego, drugi był jego sekre­ta­rzem i asy­sten­tem, trzeci peł­nił obo­wiązki eco­nomo - kwa­ter­mi­strza i księ­go­wego, pla­nu­ją­cego zaję­cia i nad­zo­ru­ją­cego pracę amba­sady. Doyle wypeł­niał jedno z naj­waż­niej­szych i naj­bar­dziej pouf­nych zadań, spraw­dza­jąc kwa­li­fi­ka­cje przy­szłych bisku­pów.

Laghi spo­ty­kał się z bisku­pami indy­wi­du­al­nie i za pośred­nic­twem Kato­lic­kiej Kon­fe­ren­cji USA - insty­tu­cji z sie­dzibą w pół­nocno-wschod­niej dziel­nicy Waszyng­tonu, sta­no­wią­cej dla bisku­pów zaple­cze w ich dzia­ła­niach (po połą­cze­niu z Kra­jową Kon­fe­ren­cją Bisku­pów Kato­lic­kich utwo­rzyła póź­niej Kon­fe­ren­cję Bisku­pów Kato­lic­kich USA). Pod­sta­wową zasadą pracy wyko­ny­wa­nej przez Doyle'a była pouf­ność. Nie­wielu dzien­ni­ka­rzy wie­działo, kim jest, co mu bar­dzo odpo­wia­dało. W lipcu 1981 roku Laghi wywo­łał poru­sze­nie swoim listem do bisku­pów ame­ry­kań­skich, w któ­rym stro­fo­wał die­ce­zjalną prasę za "brak sza­cunku dla Kościoła i jego magi­ste­rium"a31. Słowo magi­ste­rium ozna­cza nauczy­ciel­ski auto­ry­tet papieża, Kościoła i bisku­pów. Mimo że Laghi nie wymie­nił z nazwi­ska żad­nego dzien­ni­ka­rza, jego list został powszech­nie ode­brany jako kry­tyka Andrew M. Gre­eleya - księ­dza, któ­rego tek­sty dru­ko­wano w wielu die­ce­zjal­nych gaze­tach. Gre­eley, socjo­log i czo­łowy kry­tyk ency­kliki z 1968 roku w spra­wie kon­troli uro­dzeń, prze­wi­dy­wał mil­czący opór milio­nów mał­żeństw kato­lic­kich, które będą sto­so­wać pigułkę i inne środki anty­kon­cep­cyjne, na­dal przy­stę­pu­jąc do sakra­men­tów. Laghi łajał prasę kato­licką za to, że "szko­dzi wie­rze ludu", publi­ku­jąc arty­kuły, które kwe­stio­nują naukę Kościoła. Jeden z redak­to­rów zażar­to­wał: "Jak odpo­wie­dzieć na list, w któ­rym nie ma żad­nych kon­kre­tów? Można jedy­nie powie­dzieć: pro­simy bar­dziej do rze­czy".

Doyle widział w tym liście strzał ostrze­gaw­czy, wzy­wa­jący do lojal­no­ści. Kato­licy sta­no­wili 24 pro­cent lud­no­ści USA, a więc około 62 milio­nów ludzi w naj­bo­gat­szym kraju świata. Jan Paweł II chciał, by bez­względ­nie respek­to­wali oni także te punkty nauki Kościoła, które były nie­zgodne z ten­den­cjami kul­tury maso­wej. Doyle żywił coraz więk­sze wąt­pli­wo­ści co do słusz­no­ści zakazu sto­so­wa­nia środ­ków anty­kon­cep­cyj­nych przez kato­lic­kie mał­żeń­stwa. Wszak decy­zje w tej spra­wie mają naj­bar­dziej oso­bi­sty cha­rak­ter. Wie­dząc, że zostałby zwol­niony, gdyby zakwe­stio­no­wał naucza­nie Kościoła, Doyle trak­to­wał auto­cen­zurę jako cenę pła­coną za rato­wa­nie auto­ry­tetu Kościoła, który jed­nak musi się zmie­nić. Przed ame­ry­kań­ską wojną domową Kościół tole­ro­wał nie­wol­nic­two, Jan Paweł II opo­wiada się za pra­wami czło­wieka. Poglądy Kościoła w spra­wach ludz­kiej sek­su­al­no­ści nie uwzględ­niają w nale­ży­tej mie­rze dorobku nauk spo­łecz­nych. Pew­nego dnia Rzym będzie musiał zaapro­bo­wać nowe idee teo­lo­giczne.

Doyle poznał Jana Pawła II w paź­dzier­niku 1979 roku, gdy papież spo­tkał się z księżmi z Chi­cago pod­czas swo­jej pierw­szej podróży do Ame­ryki. Jawił się niczym jakaś nie­biań­ska super­gwiazda - przy­stojny, o wyra­zi­stych, sło­wiań­skich rysach twa­rzy, sze­ro­kim czole i sta­now­czym spoj­rze­niu. Jego cie­pły uśmiech był, według uwiel­bia­ją­cych go mediów, oznaką wznio­sło­ści ducha. Więk­szość komen­ta­to­rów zigno­ro­wała prze­kaz bar­dziej sub­telny, na który zwró­cił uwagę histo­ryk Garry Wills w eseju opu­bli­ko­wa­nym przez "Colum­bia Jour­na­lism Review". Zwra­ca­jąc się do teo­lo­gów w Waszyng­to­nie, Jan Paweł powie­dział: "Wierni mają prawo nie przej­mo­wać się teo­riami i hipo­te­zami, któ­rych nie są w sta­nie kom­pe­tent­nie oce­nić, a które bywają uprasz­czane lub wyko­rzy­sty­wane przez opi­nię publiczną w celach obcych praw­dzie". Wills dostrzegł w tych sło­wach "tę samą co daw­niej obronę cen­zury teo­lo­gicz­nej. (...) Ktoś, kto tak mówi, nie będzie skłonny podej­mo­wać pytań poja­wia­ją­cych się w pra­sie, która może "uprasz­czać" lub znie­kształ­cać odpo­wie­dzi"a32.

Burz­liwe lata spę­dzone w semi­na­rium zahar­to­wały ojca Doyle'a. Spo­tkał się z wice­pre­zy­den­tem Geo­rge'em Bushem i jego żoną. Był na lun­chu z kato­lic­kimi dorad­cami Bia­łego Domu. Choć ni­gdy nie wyobra­żał sobie, że tak ułoży się jego życie, polu­bił to i chciał kon­ty­nu­ować.

Więk­szość czasu spę­dzał na pisa­niu wewnętrz­nych rapor­tów na uży­tek Laghiego i Sekre­ta­riatu Stanu w Rzy­mie. Spraw­dza­jąc kan­dy­da­tów na bisku­pów, pole­gał na opi­niach osób, które ich znały. Otrzy­my­wały one kwe­stio­na­riusz opa­trzony zastrze­że­niem: KAŻDE NARU­SZE­NIE TEJ TAJEM­NICY STA­NOWI NIE TYLKO POWAŻNY BŁĄD, LECZ TAKŻE PRZE­STĘP­STWO POD­LE­GA­JĄCE ODPO­WIED­NIEJ KARZE KOŚCIEL­NEJ. Zawie­rał on pyta­nia o postawę danego duchow­nego wobec sta­no­wi­ska Waty­kanu w kwe­stii "świę­ceń kapłań­skich kobiet, sakra­mentu mał­żeń­stwa, etyki sek­su­al­nej i spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej (...), lojal­no­ści i posłu­szeń­stwa wobec Ojca Świę­tego, Sto­licy Apo­stol­skiej i hie­rar­chii, posza­no­wa­nia i akcep­ta­cji celi­batu księży"a33.

Przy­szłego biskupa ni­gdy nie zapra­szano na roz­mowę i nie infor­mo­wano, że roz­waża się jego kan­dy­da­turę. Przy­go­to­wu­jąc ocenę kan­dy­da­tów, Doyle roz­ma­wiał z bisku­pami i księżmi. Laghi nie chciał, by ich nazwi­ska były ujaw­niane. Cały pro­ces jest "tajem­nicą pon­ty­fi­kalną". Osoby, które otrzy­mują list od dele­gata, "nie mogą nikomu o tym powie­dzieć ani dys­ku­to­wać z kim­kol­wiek tre­ści swo­jej odpo­wie­dzi"a34.

Tę wielce dys­kre­cjo­nalną pracę Doyle uwa­żał za nudną. Wolał pisać spra­woz­da­nia z sytu­acji w die­ce­zjach, wyko­rzy­stu­jąc dane demo­gra­ficzne i sta­ty­styki kościelne w ana­li­zie infra­struk­tury, liczeb­no­ści kleru, roz­woju szkół i uni­wer­sy­te­tów oraz dzia­łal­no­ści cha­ry­ta­tyw­nej. Tym, co pomi­jał w swo­ich spra­woz­da­niach, była przy­czyna spadku liczby księży: co roku około 1200 Ame­ry­ka­nów porzu­cało stan duchowny, więk­szość z zamia­rem zawar­cia mał­żeń­stwa. Podobną skalę przy­bie­rało to zja­wi­sko w Kana­dzie, Austra­lii i Irlan­diia35. Zasada obo­wiąz­ko­wego celi­batu oraz zakaz kon­troli uro­dzeń zbie­rały przy­kre żniwo.

Mil­cze­nie miało w kościel­nej kul­tu­rze ogromne zna­cze­nie - to, że się cze­goś nie mówiło, mogło być rów­nie ważne jak słowa w porę wypo­wie­dziane. Za pon­ty­fi­katu Jana Pawła II żaden ksiądz, który chciał zostać bisku­pem, nie mógł wypo­wia­dać się prze­ciwko celi­ba­towi, prze­ciwko zaka­zowi kon­troli uro­dzeń ani na rzecz wyświę­ca­nia kobiet. Doyle wie­dział, że jakaś część kan­dy­da­tów na bisku­pów nie podziela sta­no­wi­ska Rzymu. Histo­ria znała sytu­acje, w któ­rych Kościół musiał wziąć w rachubę sen­sus fide­lium - spo­sób myśle­nia wier­nych. Doyle powie­dział sobie, że dopóki moment taki nie nadej­dzie, on sam będzie dzia­łać na rzecz więk­szego dobra. Laghi pochwa­lił na con­gresso jego raport o archi­die­ce­zji chi­ca­gow­skiej.

Pod­czas pobytu w Chi­cago, wie­czo­rem 24 kwiet­nia 1982 roku, Doyle odwie­dził sie­dem­dzie­się­ciocz­te­ro­let­niego Cody'ego w salo­niku jego rezy­den­cji. Ciało umie­ra­ją­cego na nie­wy­dol­ność serca kar­dy­nała było tak spuch­nięte, że jego głowa wyda­wała się maleńka. Pod gra­dem donie­sień "Sun-Timesa" fede­ralna wielka ława przy­się­głych zażą­dała doku­men­ta­cji pię­ciu rachun­ków ban­ko­wych archi­die­ce­zji. Cody sta­rał się utrud­nić jej wgląd w swoje wydatki. Sta­rzec wspo­mi­nał z Doyle'em szczę­śliw­sze dni, dopóki pie­lę­gniarka nie powie­działa, że powi­nien odpo­cząć.

Nad ranem Doyle'a obu­dził tele­fon: Cody umarł. Laghi pole­cił odszu­kać oso­bi­ste papiery kar­dy­nała. Cody był jed­nym z kar­dy­na­łów, któ­rzy wybie­rali na kon­klawe dwóch kolej­nych papieży. Gdyby jego papiery dostały się w ręce śled­czych, notatki, które robił, mogłyby prze­ciec do prasy. Doyle musiał więc prze­szu­kać biuro i rezy­den­cję Cody'ego. W jego sypialni zna­lazł listy pisane do cho­rych i poda­runki od dzieci. Plu­szowy niedź­wia­dek sym­bo­li­zo­wał radość, jaką ten zamknięty emo­cjo­nal­nie czło­wiek znaj­do­wał w dzie­cię­cych pre­zen­tach. Doyle zabrał ze sobą do amba­sady pewne mate­riały, odci­na­jąc śled­czym dostęp do nich.

Śmierć Cody?ego zakoń­czyła ponury spek­takl fede­ral­nego śledz­twa. Papież już wcze­śniej zaapro­bo­wał sekret­nie kan­dy­da­turę arcy­bi­skupa z Cin­cin­nati Jose­pha L. Ber­nar­dina jako nowego arcy­bi­skupa Chi­cago. Pocho­dzący z połu­dnia Ber­nar­din był znany z uprzej­mego, kon­cy­lia­cyj­nego spo­sobu bycia już od lat sie­dem­dzie­sią­tych, gdy odgry­wał ważną rolę jako sekre­tarz gene­ralny kon­fe­ren­cji bisku­pów w Waszyng­to­nie. Jak na iro­nię dawny surowy sędzia Cody'ego, prze­wod­ni­czący Kon­gre­ga­cji ds. Bisku­pów kar­dy­nał Bag­gio, pró­bo­wał zablo­ko­wać kan­dy­da­turę Ber­nar­dina. Bag­gio był fawo­ry­zo­wany przez papieża Pawła VI, gdyż wyszu­ki­wał kan­dy­da­tów na człon­ków hie­rar­chii wśród duchow­nych umiar­ko­wa­nych i łagod­nie uspo­so­bio­nych. Nato­miast Jan Paweł II "był zanie­po­ko­jony donie­sie­niami, że nie­któ­rzy biskupi w Sta­nach Zjed­no­czo­nych nie wypo­wia­dają się jasno w spra­wach kon­troli uro­dzeń, abor­cji i roz­wo­dów", jak pisał waty­kań­ski kore­spon­dent "Time'a" Wil­ton Wynn. Wymie­rzone prze­ciwko Ber­nar­dinowi posu­nię­cia Bag­gia spa­liły na panewce. Zde­gra­do­wany przez Jana Pawła Bag­gio narze­kał: "Jestem dziś nikim w kurii - nikim!"a36.

Gdy Joe Ber­nar­din wpro­wa­dzał się do rezy­den­cji w Chi­cago, Doyle i Pio Laghi, przy­byli na inau­gu­ra­cję, też zatrzy­mali się w tym dużym domu. Ber­nar­din był prze­ci­wień­stwem swego poprzed­nika: łatwy w obej­ściu, uważ­nie słu­cha­jący innych, skłonny do zgody. Wystą­pie­nie adre­so­wane do chi­ca­gow­skich księży zaczął sło­wami: "Jestem Joseph, wasz brat". Jan Paweł II wkrótce mia­no­wał go kar­dy­na­łem. W dro­dze na uro­czy­sto­ści Doyle, jadąc z nim limu­zyną, cie­pło wspo­mi­nał dawne czasy, pod­czas gdy za oknem prze­su­wało się Chi­cago.

Gdy Doyle napo­mknął Laghiemu o swo­jej roz­mo­wie z Tomem Kel­lym, domi­ni­ka­ni­nem, który prze­jął po Ber­nar­di­nie funk­cję sekre­ta­rza gene­ral­nego kon­fe­ren­cji bisku­pów, ten ostrzegł go przed zbyt­nią zaży­ło­ścią z bisku­pami. Kelly (który wkrótce miał zostać arcy­bi­sku­pem Louisville) powie­dział mu: "Jesteś teraz bar­dzo ważny dla Ber­nar­dina", mając na myśli to, że kon­fe­ren­cja chce mieć wpływ na osta­teczną listę kan­dy­da­tów na bisku­pów. Laghi zaak­cen­to­wał bar­dzo mocno, że pewien ksiądz, który kie­dyś pra­co­wał w nun­cja­tu­rze - jak teraz nazy­wano amba­sadę waty­kań­ską - został z niej usu­nięty za zła­ma­nie tajem­nicy. Hie­rar­chia rzym­sko­ka­to­licka jest two­rem rów­nie poli­tycz­nym jak Kon­gres USA czy Kreml. Biskupi mają do czy­nie­nia z roz­ma­itymi kon­gre­ga­cjami waty­kań­skimi i dają świa­dec­two swo­jej jed­no­ści z Rzy­mem. W zamian ocze­kują kole­gial­no­ści - dopusz­cze­nia ich w jakiejś mie­rze do udziału we wła­dzy. Paweł VI doko­nał zmian w Kole­gium Kar­dy­na­łów. Wcze­śniej zło­żone w więk­szo­ści z Wło­chów, teraz stało się cia­łem mię­dzy­na­ro­do­wym, co odzwier­cie­dlało wiel­kie zróż­ni­co­wa­nie świa­to­wego Kościoła. Zmiana ta dopro­wa­dziła pośred­nio do elek­cji pierw­szego pol­skiego papieża.

Jan Paweł II, znawca filo­zo­fii, w mło­do­ści aktor, był cha­ry­zma­tycz­nym obrońcą praw czło­wieka. W 1979 roku komu­ni­styczne wła­dze pol­skie pozwo­liły, choć nie­chęt­nie, na wiel­kie zgro­ma­dze­nia wier­nych pod­czas jego pierw­szej papie­skiej podróży do kraju. Pod­czas mszy odpra­wia­nej na war­szaw­skim placu Zwy­cię­stwa mówił on do zebra­nych tam 250 tysięcy ludzi: "Chry­stusa nie można oddzie­lać od histo­rii czło­wieka w żad­nej czę­ści globu". W innym miej­scu powie­dział: "Ten papież przy­był tu, aby dać Chry­stu­sowe świa­dec­two (...), mówić wszyst­kim, Euro­pie i światu, o tych czę­sto zapo­mi­na­nych ludziach i naro­dach"a37. Wziął na sie­bie nie­zwy­kłe zada­nie z dzie­dziny poli­tyki zagra­nicz­nej - potęgą słów i sym­bo­liką swego urzędu prze­ciw­sta­wiał się tyra­nii. Taj­nymi kana­łami prze­sy­łał wia­do­mo­ści uwię­zio­nym przy­wód­com "Soli­dar­no­ści" i moni­to­ro­wał pomoc udzie­laną nie­jaw­nie naro­do­wemu ruchowi oporua38. Wielu kato­li­kom wyda­wało się, że jego przy­wią­za­nie do zakazu kon­troli uro­dzeń jest sprawą mar­gi­nalną, nie­mal bez zna­cze­nia.

Akcje Doyle'a wzro­sły, gdy w 1983 roku wydaw­nic­two Pau­lis Press opu­bli­ko­wało popra­wiony, liczący 1154 strony kodeks prawa kano­nicz­nego z komen­ta­rzami. Jako autor czę­ści doty­czą­cej mał­żeń­stwa stał się naj­więk­szym auto­ry­te­tem w tej dzie­dzi­nie. Pro­wa­dził na ten temat wykłady na Uni­wer­sy­te­cie Kato­lic­kim.

Z uwagi na rela­cje wła­dzy mię­dzy Rzy­mem a Ame­ryką teo­lo­gia była nie­bez­piecz­nym zaję­ciem. Teo­lo­go­wie podej­mo­wali ryzyko, zagłę­bia­jąc się w sprawy etyki i sumie­nia. Mie­wali kło­poty z Kon­gre­ga­cją Dok­tryny Wiary (tę oso­bliwą nazwę nadał Paweł VI daw­nemu Świę­temu Ofi­cjum). Jej pre­fek­tem był Nie­miec, kar­dy­nał Joseph Rat­zin­ger. W cza­sach Vati­ca­num II Rat­zin­ger, wów­czas młody ksiądz, uwa­żany był za postę­po­wego teo­loga. Dora­dzał hie­rar­chii w swoim kraju, pisał o "pro­ro­czym pro­te­ście prze­ciwko zadu­fa­niu insty­tu­cji. (...) W całej histo­rii Bóg stał nie po stro­nie insty­tu­cji, lecz po stro­nie cier­pią­cych i prze­śla­do­wa­nych"a39. Wró­ciw­szy do Nie­miec, Rat­zin­ger został dzie­ka­nem teo­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie w Tybin­dze. Pod­czas pro­te­stów, które ogar­nęły Europę w 1968 roku, stu­denci oku­po­wali sale wykła­dowe Rat­zin­gera i jego szwaj­car­skiego kolegi Hansa Künga. "Było to nie­przy­jemne nawet dla kogoś o tak sil­nej oso­bo­wo­ści jak moja - usły­szał od Künga bio­graf Rat­zin­gera, John L. Allen Jr. - Dla kogoś tak nie­śmia­łego jak Rat­zin­ger było to prze­ra­ża­jące" a40. Rady­ka­ło­wie sta­rali się akty­wi­zo­wać masy stu­denc­kie. Allen pisze: "Rat­zin­ger powie­dział póź­niej, że doświad­cze­nie z Tybingi uka­zało mu "instru­men­ta­li­za­cję reli­gii przez tyrań­skie, bru­talne i okrutne ide­olo­gie. Doświad­cze­nie to spra­wiło, że zro­zu­mia­łem, iż nad­uży­wa­niu wiary należy się sta­now­czo sprze­ci­wiać, jeśli chce się pod­trzy­my­wać wolę poro­zu­mie­nia"".

Gdy w maju 1978 roku papież Paweł VI mia­no­wał Rat­zin­gera arcy­bi­sku­pem Mona­chium, jego teo­lo­giczne zain­te­re­so­wa­nia sku­piły się nie - jak dotąd - na zmia­nach struk­tu­ral­nych, lecz na sta­bil­no­ści insty­tu­cji. Po upły­wie mie­siąca papież mia­no­wał go także kar­dy­na­łem. W sierp­niu, na kon­klawe po śmierci Pawła VI, Rat­zin­ger spo­tkał kra­kow­skiego kar­dy­nała Woj­tyłę, z któ­rym od wielu lat wymie­niali się książ­kami. Mie­siąc póź­niej Woj­tyła został papie­żem Janem Paw­łem II. Nieco wcze­śniej doszło do gło­śnego kon­fliktu mię­dzy Rat­zin­gerem a Han­sem Küngiem. Kry­ty­ku­jący papie­ską nie­omyl­ność ksiądz Küng był rzecz­ni­kiem zmian w struk­tu­rach kościel­nych. Jego wizja Kościoła pod­da­nego głę­bo­kiej zmia­nie struk­tu­ral­nej zde­rzyła się z wizją nie­miec­kich bisku­pów i Kon­gre­ga­cji Dok­tryny Wiary, która w 1979 roku ogło­siła, że nie ma on kwa­li­fi­ka­cji do naucza­nia teo­lo­gii kato­lic­kiej.

Rat­zin­ger mówił potem, że to nie on, lecz jego dawni kole­dzy się zmie­nili. W 1981 roku Jan Paweł II powie­rzył mu kie­ro­wa­nie Kon­gre­ga­cją Dok­tryny Wiary.

Gdy Doyle spo­tkał go w 1983 roku, Rat­zin­ger przy­go­to­wy­wał sprawę prze­ciwko ks. Char­le­sowi Cur­ra­nowi, wpły­wo­wemu teo­lo­gowi moral­no­ści z Kato­lic­kiego Uni­wer­sy­tetu Ame­ryki. Cur­ran odwo­ły­wał się do syme­trii mię­dzy teo­lo­gią a bio­lo­gią. Jak można godzić nie­zmienne od wie­ków naucza­nie Kościoła w spra­wach ludz­kiej sek­su­al­no­ści z postę­pami nauki? Dla Rzymu nie­roz­wią­za­nym pro­ble­mem pozo­sta­wała rola, którą Cur­ran ode­grał w 1968 roku jako lider teo­lo­gów sprze­ci­wia­ją­cych się zaka­zowi kon­troli uro­dzeń. Rat­zin­ger żądał posłu­szeń­stwa wobec nauki Kościoła. Gdy Kon­gre­ga­cja for­mu­ło­wała zarzuty wobec Cur­rana, teo­lo­gowie uwa­żali, że Rat­zin­ger zdra­dza idee Vati­ca­num II. To nie­prawda, twier­dził Rat­zin­ger. Jego zda­niem "pod szyl­dem rze­ko­mego "ducha soboru" poja­wił się postę­pu­jący pro­ces deka­den­cji"a41.

Doyle podzie­lał odrazę Rat­zin­gera do prą­dów kontr­kul­tury, które łamały cywi­li­zo­wany porzą­dek. Lubił jed­nak kul­tu­ral­nego Char­liego Cur­rana i uwa­żał, że nie sta­nowi on zagro­że­nia dla Kościoła. Rat­zin­ger zaś przy­go­to­wy­wał grunt do pozba­wie­nia go upraw­nień nauczy­ciela teo­lo­gii. W odróż­nie­niu od Notre Dame, Geo­r­ge­town i innych nie­za­leż­nych uni­wer­sy­te­tów kato­lic­kich Ame­ry­kań­ski Uni­wer­sy­tet Kato­licki, jako zało­żony przez papieża, był zależny od Rzymu. Doyle nie ode­grał żad­nej roli w tej dys­pu­cie, z czego był zado­wo­lony. Na kon­fe­ren­cji w Dal­las w 1983 roku Doyle mówił do urzęd­ni­ków kościel­nych o war­to­ściach moral­nych. Po swoim wystą­pie­niu usiadł z Rat­zin­gerem, któ­rego siwe włosy i uprzejmy spo­sób bycia suge­ro­wały dobro­tli­wość. Doyle cenił jego inte­li­gen­cję i odda­nie Waty­ka­nowi, choć nie wszyst­kie jego poglądy podzie­lał. Była to kul­tura wła­dzy i każdy dzia­łał w jej ramach, choć cza­sem z ocią­ga­niem. Rat­zin­ger chęt­nie słu­chał, tak jakby był gotów poświę­cić nie­ogra­ni­czoną ilość czasu temu, co ma do powie­dze­nia Tho­mas Patrick Doyle. Jed­nakże toczone przez Rzym bitwy z teo­lo­gami nie har­mo­ni­zo­wały z dusz­pa­ster­skim doświad­cze­niem Doyle'a. Ludzie przy­gnie­ceni cię­ża­rami życia szu­kają pocie­sze­nia, a nie reguł nakła­da­nych na seks. Doyle sta­rał się nie powie­dzieć za dużo.

Świa­dec­two tego, czego nie­na­wi­dził Rat­zin­ger, zna­la­zło się na jego biurku w Rzy­mie w 1983 roku: anto­lo­gia ese­jów A Chal­lenge to Love: Gay and Les­bian Catho­lics in the Church wydana przez Roberta Nugenta, daw­niej księ­dza z archi­die­ce­zji fila­del­fij­skiej, który w Yale uzy­skał sto­pień magi­stra teo­lo­gii. Nugent bez śladu oso­bi­stych pre­ten­sji prze­ciw­sta­wiał się arcy­bi­sku­powi Waszyng­tonu Jame­sowi Hic­key­owi w spra­wie New Ways Mini­stry, ośrodka dla gejów i les­bi­jek, który zało­żył razem z zakon­nicą Jean­nine Gra­mick na przed­mie­ściu Waszyng­tonu. Hic­key zabro­nił im dzia­łal­no­ści w swo­jej die­ce­zji i pod­jął dłu­go­trwałe śledz­two w związku z naru­sze­niem przez nich dok­tryny kościel­nej. W krót­kim wstę­pie do książki Nugenta biskup Wal­ter Sul­li­van z Rich­mond w sta­nie Wir­gi­nia cyto­wał list paster­ski bisku­pów ame­ry­kań­skich z 1976 roku, wyra­ża­jący współ­czu­cie dla osób, które "nie z wła­snej winy mają homo­sek­su­alną orien­ta­cję". Sul­li­van pisał: "Jedni wzy­wają nas do oka­zy­wa­nia miło­ści i akcep­ta­cji homo­sek­su­al­nym kato­li­kom, dru­dzy do zro­zu­mie­nia ludz­kiej sek­su­al­no­ści"a42. Przy­je­chaw­szy do Rzymu, Sul­li­van zło­żył wizytę Rat­zin­ge­rowi, który wska­zu­jąc książkę, zapy­tał: "Co to ma zna­czyć?"a43. Pole­cił Sul­li­va­nowi usu­nąć swoje nazwi­sko z okładki przy­szłych wydań. Sul­li­van pod­po­rząd­ko­wał się temu pole­ce­niu. Kon­gre­ga­cja Dok­tryny Wiary zażą­dała, by sal­wa­to­ria­nie, zakon Nugenta, zapo­bie­gli wzna­wia­niu książki, czego oczy­wi­ście nie mogli uczy­nić.

Esej Nugenta stwier­dza­jący, że wielu księży kato­lic­kich jest gejami, naru­szał zasadę pouf­no­ści w życiu Kościołaa44. W 1961 roku rzym­ska Kon­gre­ga­cja ds. Zako­nów ostrze­gała: "Przy­stę­po­wa­nie do ślu­bów i świę­ceń reli­gij­nych jest nie­do­pusz­czalne w przy­padku osób dotknię­tych grzeszną skłon­no­ścią do homo­sek­su­ali­zmu lub pede­ra­stii, dla któ­rych warunki życia i pracy dusz­pa­ste­rza stwa­rzają poważne nie­bez­pie­czeń­stwo"a45. Doyle znał księży będą­cych homo­sek­su­ali­stami, wśród nich paru takich, któ­rzy tego pra­wie nie ukry­wali. Dopóki ktoś nie demon­stro­wał tej skłon­no­ści, Doyle był tole­ran­cyjny. Znał jed­nak wspól­noty reli­gijne głę­boko podzie­lone w kwe­stii orien­ta­cji sek­su­al­nej. Jedni byli napa­stliwi wobec gejów, inni nazy­wali homo­fo­bię grze­chem zada­wa­nia ran ducho­wych. Doyle był zado­wo­lony, że także w śledz­twie Hic­keya nie ode­grał żad­nej roli.

Wery­fi­ku­jąc kan­dy­da­tów na bisku­pów, Doyle eli­mi­no­wał osoby, na któ­rych cią­żył zarzut upra­wia­nia seksu. Ale nawet naj­do­kład­niej­sze sys­temy selek­cji nie są nie­za­wodne, o czym prze­ko­nał się wiele lat póź­niej, gdy w toczą­cym się w Ari­zo­nie spo­rze praw­nym (w któ­rym uczest­ni­czył praw­nik kano­niczny, ojciec Robert Tru­pia) wokół zarzu­tów o sek­su­alne wyko­rzy­sty­wa­nie kil­ku­na­sto­lat­ków ujaw­niono fakt, że w 1980 roku biskup James Rausch z Pho­enix pła­cił za seks ulicz­nej pro­sty­tutce. Zanim Rausch zna­lazł się w skła­dzie hie­rar­chii, peł­nił funk­cję sekre­ta­rza gene­ral­nego kon­fe­ren­cji bisku­pów w Waszyng­to­nie. Od dawna już nie żył, gdy pod­czas pro­cesu fakt ten wyszedł na jaw. Jego kwa­li­fi­ka­cje spraw­dzano jesz­cze przed poja­wie­niem się Pio Laghiego w Waszyng­to­nie, kiedy Tom Doyle nawet nie przy­pusz­czał, że kie­dy­kol­wiek będzie pra­co­wał w amba­sa­dzie waty­kań­skieja46.

Jest to bar­dzo wpły­wowe sto­wa­rzy­sze­nie bro­niące kon­sty­tu­cyj­nego prawa Ame­ry­ka­nów do posia­da­nia broni pal­nej (przyp. tłum.). [wróć]

Roz­dział drugi

O czym się nie mówiło

Spo­śród bisku­pów, któ­rych Tom Doyle poznał, pra­cu­jąc w amba­sa­dzie, żaden nie wywarł na nim tak korzyst­nego wra­że­nia jak Ber­nard Law.

Uro­dzony w Mek­syku w 1931 roku jako jedyne dziecko lot­nika i matki nawró­co­nej na wiarę kato­licką, pod koniec nauki w szkole śred­niej w St. Tho­mas na Wyspach Dzie­wi­czych został przez swych w więk­szo­ści czar­no­skó­rych kole­gów wybrany na prze­wod­ni­czą­cego samo­rządua47. Zaczy­na­jąc stu­dia w Harvar­dzie, dzie­lił pokój w aka­de­miku z dwoma Żydami i połu­dnio­wym bap­ty­stą. Ukoń­czyw­szy uczel­nię, spę­dził dwa lata w klasz­to­rze bene­dyk­tyń­skim w Luizja­nie, a potem sześć lat w Pon­ti­fi­cal Col­lege Jose­phi­num w Colum­bus w sta­nie Ohio. W 1961 roku, ostat­nim roku pobytu Lawa w semi­na­rium, urzęd­nicy kościelni dowie­dzieli się, że jeden z księży, któ­rzy tam nauczali, zwa­biał mło­dych chłop­ców do swego miesz­ka­nia i kazał im sta­wać nago przed lustrami, mówiąc: "Jezus kocha cie­bie i twoje ciało"a48. Został on usu­nięty z semi­na­rium.

Wycho­wany na Kara­ibach Ber­nie Law łatwo poro­zu­mie­wał się z ludźmi o innym kolo­rze skóry. Jako młody ksiądz w Jack­son w sta­nie Mis­si­sipi wyda­wał die­ce­zjalną gazetę, w któ­rej wypo­wia­dał się na rzecz praw oby­wa­tel­skich, w czym histo­ria przy­znała mu rację. W 1973 roku został mia­no­wany bisku­pem w die­ce­zji Spring­field-Cape Girar­deau w sta­nie Mis­so­uri, gdzie popu­la­cja kato­li­ków była nie­wielka. Tom Doyle lubił roz­mowy z Lawem, który bywał w amba­sa­dzie na ruty­no­wych spo­tka­niach z Pio Laghim. Ambitny, mający wyro­bione poglądy Law był gorą­cym zwo­len­ni­kiem sta­no­wi­ska pro-life. Gdy Doyle zapy­tał go o opi­nię w spra­wie wyda­nego przez Rzym nakazu, by w szpi­ta­lach pro­wa­dzo­nych przez zakony nie wyko­ny­wano zabiegu pod­wią­zy­wa­nia jajo­wo­dów, Law wyra­ził prze­ko­na­nie, że ope­ra­cje, któ­rym pod­dają się kobiety pra­gnące nie rodzić wię­cej dzieci, są nie­zgodne z kato­lic­kim naucza­niem w kwe­stii kon­troli uro­dzeń. Doyle wpraw­dzie nie apro­bo­wał sto­so­wa­nej przez zakon­nice tak­tyki uni­ków, lecz miał wąt­pli­wo­ści co do tego, czy zabieg pod­wią­za­nia jajo­wo­dów, który nie doty­czy zarodka ludz­kiego, można przy­rów­nać do abor­cji. W szpi­ta­lach tych prze­stano pod­wią­zy­wać jajo­wody.

W 1984 roku papież mia­no­wał Lawa, popie­ra­nego przez Doyle'a, arcy­bi­sku­pem Bostonu.

Teo­re­tycz­nie każdy biskup odpo­wiada przed papie­żem, ale bez­po­śred­nio komu­ni­kują się oni z dele­ga­tem papie­skim w Waszyng­to­nie oraz z roz­ma­itymi kon­gre­ga­cjami w Waty­ka­nie. Biskupi mają sporą swo­bodę w kie­ro­wa­niu swo­imi die­ce­zjami. Mimo iż Jan Paweł II kładł duży nacisk na lojal­ność, nie­wielu bisku­pów gło­siło kaza­nia w spra­wie kon­troli uro­dzeń. Wszak z ław kościel­nych trzeba było zbie­rać pie­nią­dze.

Więk­szą wagę biskupi przy­wią­zy­wali do pro­ble­mów Kościoła w Ame­ryce Łaciń­skiej. Admi­ni­stra­cja Reagana wysy­łała do Ame­ryki Środ­ko­wej broń i wspar­cie woj­skowe. W Gwa­te­mali pod rzą­dami chrze­ści­jań­skiego fun­da­men­ta­li­sty woj­sko mor­do­wało indiań­skich chło­pów. W Nika­ra­gui ide­ali­styczni księża sprzy­jali rzą­dom san­di­ni­stów, kar­dy­nał arcy­bi­skup Mana­gui zwal­czał mark­si­stow­ski reżim, a par­ty­zantka con­tras toczyła wojnę z san­di­ni­stami. W Sal­wa­do­rze arcy­bi­skup Oscar Romero bro­nił "pre­fe­ren­cyj­nej opcji dla ubo­gich", o którą w 1968 roku ape­lo­wała kon­fe­ren­cja bisku­pów Ame­ryki Łaciń­skiej. Za wzy­wa­nie władz swego kraju do respek­to­wa­nia praw czło­wieka Romero zapła­cił życiem: został zastrze­lony pod­czas odpra­wia­nia mszy. Zabój­stwo to obu­rzyło bisku­pów, zwłasz­cza arcy­bi­skupa Hic­keya z Waszyng­tonu, który wie­dział o zakon­ni­cach z Sal­wa­doru gwał­co­nych i mor­do­wa­nych przez szwa­drony śmierci.

Laghi nie kry­ty­ko­wał poli­tyki ame­ry­kań­skiej. Papie­ski sekre­tarz stanu, kar­dy­nał Casa­roli, sta­rał się o przy­wró­ce­nie sto­sun­ków dyplo­ma­tycz­nych mię­dzy Waszyng­to­nem i Sto­licą Apo­stol­ską. W 1984 roku Laghi został ofi­cjal­nym amba­sa­do­rem, a Waszyng­ton wysłał swego repre­zen­tanta do Waty­kanu. Jed­nakże kon­fe­ren­cja bisku­pów zaczęła kry­ty­ko­wać admi­ni­stra­cję USA, ogła­sza­jąc obszerne listy paster­skie w spra­wie broni nukle­ar­nej i gospo­darki, co wywo­łało ogól­no­na­ro­dową debatę. W 1985 roku list napi­sany z ini­cja­tywy arcy­bi­skupa Mil­wau­kee Rem­berta G. Weaklanda zarzu­cał poli­tyce Reagana zanie­dby­wa­nie ludzi ubo­gich i klasy robot­ni­czej. Więk­szość bisku­pów była umiar­ko­wa­nie lewi­cowa w spra­wach wewnętrz­nych, wyjąw­szy kwe­stię abor­cji. W 1982 roku, gdy po zain­sta­lo­wa­niu przez USA w Euro­pie rakiet z gło­wi­cami ato­mo­wymi roz­prze­strze­nił się ruch na rzecz zamro­że­nia zbro­jeń nukle­ar­nych, kar­dy­nał Ber­nar­din popie­rał prace nad doku­men­tem The Chal­lenge of Peace (Wyzwa­nie pokoju), który kwe­stio­no­wał eska­la­cję zbro­jeń i moralną dopusz­czal­ność uży­cia broni jądro­weja49.

Doyle, który akcep­to­wał poli­tykę ame­ry­kań­skiej admi­ni­stra­cji wobec Związku Radziec­kiego, przy­glą­dał się z mil­czącą apro­batą, jak kar­dy­nał Rat­zin­ger bie­rze Ber­nar­dina na cel za prze­kra­cza­nie gra­nic wyzna­czo­nych przez Waty­kan auto­ry­te­towi nauczy­ciel­skiemu Kościoła. Rat­zin­ger był ini­cja­to­rem spo­rzą­dze­nia raportu, w któ­rym kuria rzym­ska ostrze­gała Ber­nar­dina i jego kole­gów przed "opi­niami opar­tymi na oce­nie czyn­ni­ków tech­nicz­nych lub mili­tar­nych"a50. Suge­stia, że sta­no­wi­sko władz pań­stwo­wych będzie apro­bo­wane przez Rzym, zado­wa­lała kon­ser­wa­ty­stów. Jed­nakże ogła­sza­nie listów paster­skich miało źró­dło w wysu­nię­tej przez Vati­ca­num II idei kole­gial­no­ści. Wystę­pu­jąc jako nauczy­ciele moral­no­ści, biskupi chcieli mieć wię­cej do powie­dze­nia w kie­ro­wa­niu Kościo­łem. W sytu­acji, gdy Pio Laghi był pośred­ni­kiem mię­dzy bisku­pami a Rzy­mem, Doyle odgry­wał rolę złego poli­cjanta, popie­ra­jąc jako kan­dy­da­tów na bisku­pów dok­try­nal­nych "kon­ser­wa­ty­stów" (w prze­ci­wień­stwie do księży umiar­ko­wa­nych i bar­dziej ela­stycz­nych, uspo­so­bio­nych dusz­pa­ster­sko). Trzy­ma­jąc się z dala od poli­tycz­nych pro­ble­mów kon­fe­ren­cji bisku­pów, Doyle respek­to­wał pole­ce­nia Rzymu.

Przy całej aktyw­no­ści bisku­pów i ich swa­rach wewnętrz­nych ni­gdy nie była publicz­nie dys­ku­to­wana sprawa naj­bliż­sza życiu każ­dego z nich: rewo­lu­cyjne zmiany w sta­nie duchow­nym.

Od czasu Vati­ca­num II list doty­czący kon­troli uro­dzeń oraz ana­chro­niczna zasada celi­batu odstrę­czały tysiące poten­cjal­nych księży. Malała liczba semi­na­rzy­stów, a rów­no­cze­śnie wielu męż­czyzn porzu­cało stan duchowny. W latach 1970-95 Irlan­dia stra­ciła 35 pro­cent swo­ich księży i zakon­nic. Nabór do semi­na­riów stop­niał tam o bli­sko 80 pro­cent. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych wystę­po­wały porów­ny­walne zja­wi­skaa51. Przy śred­niej wieku ame­ry­kań­skich księży die­ce­zjal­nych wyno­szą­cej 60 lat spa­dek liczby semi­na­rzy­stów był nie­po­ko­ją­cym pro­ble­mem. Pogłę­biało go poja­wie­nie się i roz­wój kul­tury księży gejów.

W latach sie­dem­dzie­sią­tych, gdy stan duchowny opusz­czało co mie­siąc około stu Ame­ry­ka­nów, więk­szość z zamia­rem zawar­cia mał­żeń­stwa, pro­por­cja homo­sek­su­ali­stów wśród księży wzra­stała. W poło­wie następ­nej dekady w pro­bo­stwach, zako­nach i wielu semi­na­riach wystą­piły pierw­sze oznaki eks­pan­sji kul­tu­ro­wej świata gejów. Zapewne pro­cent homo­sek­su­ali­stów wśród duchow­nych był zawsze więk­szy niż wśród ogółu męż­czyzn. Prawa kościelne są świa­dec­twem dłu­giej histo­rii nie­po­ko­jów zwią­za­nych z upra­wia­niem seksu z osobą tej samej płcia52. W 1051 roku św. Piotr Damian wysłał do papieża Leona IX słynne donie­sie­nie o aktach homo­sek­su­ali­zmu wśród kleru; papież podzię­ko­wał mu i zigno­ro­wał tę wia­do­mość. Leon IX "był pierw­szym papie­żem, który chciał zaka­zać księ­żom zawie­ra­nia mał­żeństw, czemu Kościół zachodni nie­zbyt kon­se­kwent­nie się sprze­ci­wiał"a53.

Celi­bat kleru uza­sad­niano, przy­wo­łu­jąc przy­kład Jezusa. Jed­nakże nie­któ­rzy apo­sto­ło­wie mieli żony i przez wiele poko­leń księża i biskupi zawie­rali mał­żeń­stwa. Pod koniec XI wieku papież Grze­gorz VII wsz­czął kam­pa­nię na rzecz zakazu zawie­ra­nia mał­żeństw przez księży. Nie­po­ko­iło go zwłasz­cza to, że dzieci księży zapo­cząt­kują dyna­stie, w któ­rych wła­sność kościelna będzie dzie­dzi­czona. "Wyrwane ze swo­ich domów" żony wielu księży bar­dzo cier­piały, "ich honor był zruj­no­wany, ich rodziny roz­bite"a54. Kary za upra­wia­nie seksu z nie­let­nimi wystę­po­wały w całej histo­rii prawa kano­nicz­negoa55. Semi­na­ryjne doświad­cze­nia Tho­masa Doyle'a i Ber­narda Lawa - przy­padki usu­wa­nia z semi­na­riów zwierzch­ni­ków, któ­rzy nakła­niali stu­den­tów do kon­tak­tów sek­su­al­nych - były cha­rak­te­ry­styczne dla cza­sów sprzed Vati­ca­num II, gdy hete­ro­sek­su­al­ność uwa­żano za normę. Kiedy semi­na­ria były pełne, ich rek­to­rzy pozby­wali się osób, które wyda­wały się nie­zdolne do zacho­wa­nia męskiej god­no­ści.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Vaca udzie­lił Jaso­nowi Berry'emu pierw­szego wywiadu przez tele­fon w 994 roku. Gerald Ren­ner spo­ty­kał się z nim i prze­pro­wa­dzał obszerne wywiady w latach 1996, 1997 i 2001. Oso­bi­ste i tele­foniczne roz­mowy obaj auto­rzy kon­ty­nu­owali w latach 2002-03. [wróć]

Eugene Ken­nedy: Re-Ima­gi­ning Ame­ri­can Catho­li­cism, New York, Vin­tage 1985, s. 9. [wróć]

List, który Vaca napi­sał do Maciela 20 paź­dzier­nika 1976 roku, był w języku hisz­pań­skim. Na angiel­ski prze­ło­żył go dla biskupa McGanna. [wróć]

Tele­fo­niczny wywiad Geralda Ren­nera z Feli­xem Alar­co­nem, 25 czerwca 2002; wywiad z Vaką, 12 sierp­nia 2002, Port Jef­fer­son, stan Nowy Jork. [wróć]

Gerald Ren­ner, Jason Berry: "Head of Worl­wide Catho­lic Order Accu­sed of History of Abuse", Hart­ford Courant 1997, 23 lutego. [wróć]

Ibi­dem. [wróć]

Donald Coz­zens: The Chan­ging Face of the Prie­sthood, Col­le­ge­ville, Minn., Litur­gi­cal Press 2000, s. 107. [wróć]

Jason Berry: Lead Us Not into Temp­ta­tion: Catho­lic Prie­sts and the Sexual Abuse of Chil­dren, New York, Double­day 1992. [wróć]

Idem: "A Con­flic­ted Atti­tude Toward Gays", Los Ange­les Times, 1 sierp­nia 1999. [wróć]

Andrew M. Gre­eley, Conor Ward: "How Secu­la­ri­sed Is the Ire­land We Live In?", Doctrine and Life 2000, nr 10 (gru­dzień), s. 581; Tom Inglis: Moral Phi­lo­so­phy: The Rise and Fall of the Catho­lic Church in Modern Ire­land, Dublin, Uni­ver­sity Col­lege Dublin Press 1998. [wróć]

Te dodat­kowe "śluby", jak nazy­wają je legio­ni­ści, są pry­wat­nie skła­da­nymi obiet­ni­cami, nie zaś ślu­bami w zna­cze­niu zde­fi­nio­wa­nym i regu­lo­wa­nym przez prawo kościelne. Byłyby kano­nicz­nie wią­żące tylko wtedy, gdyby zostały zatwier­dzone przez Kon­gre­ga­cję ds. Zako­nów, która twier­dzi, że ni­gdy ich nie usank­cjo­no­wała. [wróć]

Albert Camus: The Rebel, Lon­don, Pen­guin 1969, s. 19 (wyd. pol. Czło­wiek zbun­to­wany). [wróć]

The Mil­le­nari: Shroud of Secrecy: The Story of Cor­rup­tion Within the Vati­can, Toronto, Key Por­ter Books 2000, s. 46. Autor, ksiądz Luigi Mari­nelli, ujaw­nił swoje nazwi­sko po uka­za­niu się ory­gi­nal­nego wyda­nia książki w języku wło­skim. [wróć]

"The Homo­se­xual Network's Death-Grip on the Roman Catho­lic Church", Ad Majo­rem Dei Glo­riam 2000, wio­sna/lato (Roman Catho­lic Faith­ful, Inc., P.O. Box 109, Peters­burg, Il, 62675-0109, www.rcf.org). Zob. też Enri­que T. Rueda: The Homo­se­xual Network: Pri­vate Lives and Public Policy, Old Gre­en­wich, Conn., Devon Adair 1982; Paul Liko­udis: AmChurch Comes Out, Peters­burg, Roman Catho­lic Faith­ful 2002. [wróć]

Henri Fesquet: The Drama of Vati­can II: The Ecu­me­ni­cal Coun­cil, June 962 - Decem­ber 1965, New York, Ran­dom House 1967, s. 5. [wróć]

Wywiady tele­fo­niczne J. Berry'ego z Tomem Doy­lem, czer­wiec 2002, 16-17 lipca 2002 (Dal­las, Tek­sas), 11 listo­pada 2002 (Frank­furt, Niemcy). Wywiady były kon­ty­nu­owane pocztą elek­tro­niczną. Ile­kroć nie podano innych źró­deł, infor­ma­cje o Doyle'u pocho­dzą z tych wywia­dów. [wróć]

Austin Flan­nery (red.): Vati­ca­num Coun­cil II: The Con­ci­liar and Post Con­ci­liar Docu­ments, Nor­th­port, NY, Costello Publi­shing 1981. Zob. Lumen Gen­tium, rozdz. II, "The People of God" (wyd. pol. Sobór Waty­kań­ski II. Kon­sty­tu­cja dogma­tyczna o Kościele, Pal­lot­ti­num 2005). [wróć]

Infor­ma­cje o gene­alo­gii rodziny zawdzię­czamy Sha­ron N. Doyle z Madi­son w sta­nie Wiscon­sin. [wróć]

Wywiad J. Berry'ego z Kelly Doyle Tobin, Dal­las, 24 maja 2002. [wróć]

Daniel Pilar­czyk z Cin­cin­nati [w:] Donald Coz­zens, The Chan­ging Face of the Prie­sthood, Col­le­ge­ville, Minn., Litur­gi­cal Press 2000, s. 3-4. [wróć]

Tim Pat Coogan: Whe­re­ver Green Is Worn, Lon­don, Hut­chi­son 2000; Char­les Mor­ris: Ame­ri­can Catho­lic, New York, Times Books 1997; John Cooney: The Ame­ri­can Pope: The Life and Times of Fran­cis Car­di­nal Spel­l­man, New York, Times Books 1984; Tees Living­stone: Geo­rge Pell, Sid­ney, Duff and Snel­l­grove 2002; Alan Gill: Orphans of the Empire, Syd­ney, Ran­dom House Austra­lia 1988. [wróć]

Pope Paul VI: "Sacer­do­ta­lis Caeli­ba­tus (The Celi­bacy of the Priest)" [w:] The Papal Encyc­li­cals 1958-81, Ann Arbor, Priam Press 1990, s. 203-221. [wróć]

Robert Blair Kaiser: The Poli­tics of Sex and Reli­gion, Kan­sas City, Sheed and Ward 1985. [wróć]

Wywiad tele­fo­niczny J. Berry'ego z Eugene'em Ken­ne­dym, 12 lipca 2002. [wróć]

W spra­wie zain­we­sto­wa­nia przez Cody'ego 2 milio­nów dola­rów zob. David A. Yal­lop: In God's Name, New York, Ban­tam 1984, s. 188. Ogólne infor­ma­cje bio­gra­ficzne - Michael Tac­ket, Howard A. Tyner: "Car­di­nal Cody Dies of Coro­nary", Chi­cago Tri­bune, 25 kwiet­nia 1982. [wróć]

Eugene Ken­nedy: Car­di­nal Ber­nar­din, Chi­cago, Bonus Books 1989, s. 134. [wróć]

Andrew M. Gre­eley: The Making of the Popes 1978: The Poli­tics of Intri­gue in the Vati­can, Kan­sas City, Andrews and McMeel 1979, s. 89. [wróć]

Zob. "Car­di­nal Pio Laghi", www.Daily­Ca­tho­lic.org, 30 sierp­nia 1999; James Cona­way: "Mes­sen­ger from the Vati­can", Washing­ton Post 1984, 9 lutego. [wróć]

Penny Ler­noux: "Blood Taints Church in Argen­tina", Natio­nal Catho­lic Repor­ter 1985, 12 kwiet­nia; Penny Ler­noux: People of God: The Strug­gle for World Catho­li­cism, New York, Viking 1989, s. 71; Ann Rod­gers-Mel­nick: "Bishop Calls Laghi Char­ges "Non­sen­si­cal", For­mer Nun­cio Aided His Acti­vist Bro­ther", Natio­nal Catho­lic Repor­ter 1997, 29 sierp­nia. [wróć]

Śledz­two dzien­ni­kar­skie pro­wa­dzone dla "Sun-Timesa" przez Wil­liama Cle­mentsa, Gene'a Musta­ina i Roya Lar­sona trwało wiele mie­sięcy. Zaczęło się we wrze­śniu 1981 i było kon­ty­nu­owane po śmierci kar­dy­nała w 1982 r. Jego obszerny opis i ana­liza - John Con­roy: "Car­di­nal Sins", Chi­cago Reader 1987, 5 czerwca. Zob. też Robert J. McC­lory: "Catho­lics Rally Behind Cody", Natio­nal Catho­lic Repor­ter 1981, 25 wrze­śnia. [wróć]

Chri­sto­pher Win­ner: "Vati­can Dele­ga­tes Let­ter Dismays Dio­ce­san Press", Natio­nal Catho­lic Repor­ter 1981, 3 lipca. [wróć]

Garry Wills: "The Gre­atest Story Ever Told", Colum­bia Jour­na­lism Review 1980, sty­czeń/luty. [wróć]

Tho­mas J. Reese SJ: A Flock of She­pherds: The Natio­nal Con­fe­rence of Catho­lic Bishops, Kan­sas City, Sheed and Ward 1992, s. 6. [wróć]

Idem: Arch­bi­shop: Inside the Power Struc­ture of the Ame­ri­can Catho­lic Church, San Fran­ci­sco, Har­per & Row 1989, s. 4. [wróć]

Richard A. Scho­en­herr, Law­rence A. Young: The Catho­lic Priest in the Uni­ted Sta­tes: Demo­gra­phic Inve­sti­ga­tions, Madi­son, Com­pa­ra­tive Reli­gious Orga­ni­za­tion Stu­dies Publi­ca­tions, Uni­ver­sity of Wiscon­sin 1990; Tom Inglis: Moral Mono­poly: The Rise and Fall of the Catho­lic Church in Modern Ire­land, Dublin, Uni­ver­sity Col­lege Dublin Press 1988, s. 211-213. [wróć]

Wil­ton Wynn: Keeper of the Keys, New York, Ran­dom House 1988, s. 90-91. [wróć]

Peter Heb­ble­th­wa­ite: Pope John Paul II and the Church, Kan­sas City, Sheed and Ward 1995, s. 16-18. [wróć]

Jona­than Kwit­ney: Man of the Cen­tury: The Life and Times of Pope John Paul II, New York, Henry Holt 1997 (wyd. pol. Czło­wiek stu­le­cia, przeł. B. Sła­wo­mir­ska, War­szawa 2001). Jest to naj­bar­dziej auto­ry­ta­tywny opis roli papieża w oba­le­niu bloku wschod­niego. [wróć]

Ler­noux, People of God..., s. 81. [wróć]

John L. Allen Jr: Car­di­nal Rat­zin­ger: The Vati­can's Enfor­cer of the Faith, New York, Con­ti­nuum 2000, s. 116. [wróć]

Joseph Car­di­nal Rat­zin­ger, Vit­to­rio Mes­sori: The Rat­zin­ger Report: An Exc­lu­sive Inte­rview on the State of the Church, San Fran­ci­sco, Igna­tius Press 1986, s. 30 (wyd. pol. Raport o sta­nie wiary, 1986). [wróć]

Robert Nugent (red.): A Chal­lenge to Love: Gay and Les­bian Catho­lics in the Church, New York, Cros­sroad 1984, s. xi-xii. [wróć]

Paul Col­lins: The Modern Inqu­isi­tion: Seven Pro­mi­nent Catho­lics and Their Strug­gles with the Vati­can, New York, Over­look 2002, s. 131. [wróć]

Nugent, A Chal­lenge to Love..., s. 257. [wróć]

Sacred Con­gre­ga­tion for Reli­gious: "Care­ful Selec­tion and Tra­ining of Can­di­da­tes for the Sta­tes of Per­fec­tion and Sacred Orders" (2 lutego 1961), Canon Law Digest 1962, nr 5, s. 452-486. [wróć]

Michael Rezen­des: "Ariz. Abuse Case Names Bishop, 2 Prie­sts", Boston Globe 2002, 20 sierp­nia. [wróć]

Zespół "Boston Globe": Betrayal: The Cri­sis in the Catho­lic Church, Boston, Lit­tle Brown 2002, s. 142-143. [wróć]

Robin Washing­ton: "Ex-Clas­se­ma­tes Con­tra­dict Car­di­nal Law's Depo­si­tion", Boston Herald 2002, 21 sierp­nia. [wróć]

Jim Castelli: The Bishops and the Bomb: Waging Peace in a Nuc­lear Age, New York, Image 1983. [wróć]

Garry Wills: "A Tale of Two Car­di­nals", New York Review of Books 2001, 26 kwiet­nia. [wróć]

Fre­qu­en­tly Cited Church Sta­ti­stics, Cen­ter for Applied Rese­arch in the Apo­sto­late, Geo­r­ge­town Uni­ver­sity 2001; Richard Scho­en­herr, Law­rence Young: Full Pews and Empty Altars, New York, Oxford 2002. Inter­pre­ta­cja danych zawar­tych w Annu­arium Sta­ti­sti­cum Ecc­le­siae (Libre­ria Edi­trice Vati­cana 2000) dostępna w inter­ne­cie pod adre­sem www.ewtn.com rysuje zbyt opty­mi­styczny obraz powo­łań, sku­pia­jąc uwagę na rosną­cej licz­bie semi­na­rzy­stów i księży w Afryce i Azji bez uwzględ­nie­nia kon­tek­stu histo­rycz­nego. [wróć]

Paul J. Isely: "Child Sexual Abuse and the Catho­lic Church: An Histo­ri­cal and Con­te­mo­rary Review", Pasto­ral Psy­cho­logy 1997, 45, nr 4; Vern L. Bul­lo­ugh: "The Sin Aga­inst Nature and Homo­se­xu­ality" [w:] Vern Bul­lo­ugh (red.), Sexual Prac­ti­ces in the Medie­val Church, Buf­falo, Pro­me­theus Books 1982, s. 59. [wróć]

John Boswell: Chri­stia­nity, Social Tole­rance, and Homo­se­xu­ality, Uni­ver­sity of Chi­cago Press 1980, s. 216. [wróć]

James A. Brun­dage: Law, Sex and Chri­stian Society in Medie­val Europe, Uni­ver­sity of Chi­cago Press 1988, s. 219. [wróć]

Tho­mas P. Doyle: "Roman Catho­lic Cle­ri­ca­lism, Reli­gious Duress, and Cle­ri­cal Sexual Abuse", Pasto­ral Psy­cho­logy 2003, 51, nr 3, sty­czeń. [wróć]