Rozdział 2
Wszyscy czekali niecierpliwie w pokoju socjalnym Po Siostrze: Mimmi i Vera, właścicielki sklepiku z używanymi rzeczami, Lotta, najnowsza entuzjastyczna pracowniczka, i Adam, jej wielka miłość. Adam wziął w szkole wolne, żeby móc spotkać się z Violą, która po tym, jak uciekł od kilku okropnych rodzin zastępczych, stała się jego przyszywaną babcią. Petra i Margot, które po raz pierwszy trafiły do sklepu jako nieśmiałe, niepewne klientki, oczywiście również tam były. Margot przywiodło marzenie o tym, że znowu będzie mogła szyć, Petrę przygnało święte oburzenie na Adama, którego przyłapała na kradzieży wystawionych przed sklepem przedmiotów. Teraz wszyscy oni byli najlepszymi współpracownikami Po Siostrze i jednocześnie przyjaciółmi.
Fryzjerka Geraldina zrobiła sobie przerwę między klientami, podobnie jak dziewczyny z Dobrego Chleba. Przyniosły świeżo upieczone bułeczki cynamonowe, których kuszący aromat rozchodził się po całym sklepie.
Wyczekiwali ze zniecierpliwieniem. Viola, ich sąsiadka dobrze po osiemdziesiątce, zaszokowała ich, wydając swoje potajemnie zbierane oszczędności na wycieczkę do Nowego Jorku, zainspirowana podróżą stosunkowo młodych przyjaciół. Wszyscy byli jeszcze bardziej zaskoczeni, gdy Viola przedstawiła im miłość swojego życia. Kogoś, kogo nosiła w sercu przez te wszystkie lata, nigdy wcześniej o nim nie wspominając. Rick, Amerykanin, który pod koniec lat sześćdziesiątych zdezerterował z wojny w Wietnamie, był mężczyzną wciąż obecnym w jej pamięci, chociaż porzuciła nadzieję na ponowne spotkanie z nim. Ale życie zdecydowało inaczej. I dzięki złotym dziesięciokoronówkom, które przez lata gromadziła w plastikowych butelkach w szafie, udała się zupełnie sama do Nowego Jorku, żeby spróbować znaleźć miłość swojego życia. Okazało się, że do odważnych nie tylko świat należy.
Teraz była w drodze do domu, a Rick jej towarzyszył.
Rafael i Bosse byli zaufanymi kierowcami Po Siostrze. Od wielu lat prowadzili razem firmę przewozową, ale od sióstr nigdy nie pobierali opłat.
Teraz siedzieli przed terminalem piątym na Arlandzie, czekając, aż para dojrzałych hipisów powracająca z Nowego Jorku wyląduje. Oczywiście kierowcy Po Siostrze mieli ich odwieźć do domu, do Aspudden, pięknym, świeżo wypucowanym samochodem dostawczym.
- Może jednak powinienem był zabrać się z tobą do Nowego Jorku, Bosse - powiedział Rafael, gdy czekali na parkingu. - Wydaje się, że koniec końców była to niezapomniana podróż dla wszystkich, którzy tam pojechali.
Bosse próbował w swoim czasie przekonać go, by towarzyszył mu w podróży do Stanów, i zaskoczył Petrę, Mimmi i Verę, które tam były, żeby sprzedać odnalezioną drogocenną lalkę.
Ale Rafael został w domu pod pretekstem doglądania ich firmy przewozowej. Nie podobał mu się niewypowiedziany, ale jasny motyw wycieczki Bossego. Jego przyjaciel był zazdrosny o swoją nową miłość, Petrę. Pojechał raczej wiedziony przymusem kontroli niż namiętną tęsknotą. Rafael tego nie pochwalał. Ale odkąd wrócili do domu, demony Bossego najwyraźniej zostawiły go w spokoju.
Rafael bał się też jednak, co być może było jeszcze silniej powstrzymywało go przed wyruszeniem w drogę. Choć od dawna był obywatelem Szwecji, pochodził z Ameryki Łacińskiej. Przybył do Szwecji jako uchodźca polityczny z Chile.
Tkwiła w nim niepewność. Sekretny strach, do którego nie odważył się nikomu przyznać, lęk przed tym, że nie pozwolą mu wrócić do Szwecji, jeśli opuści ten kraj, który go kiedyś przyjął. Chociaż od wielu lat miał możliwość powrotu do ojczyzny.
Ani razu nie wyjechał na zagraniczne wakacje po tym, jak zamieszkał w Szwecji w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym czwartym, rok po wojskowym zamachu stanu w Chile, kiedy demokratycznie wybrany prezydent Salvador Allende został obalony przez chilijskie wojsko pod dowództwem generała Augusto Pinocheta, przy wsparciu Stanów Zjednoczonych.
Rafael miał wtedy siedemnaście lat i od tamtej pory nigdy już nie wrócił do ojczyzny. Nigdy też nie chciał nikomu opowiadać o tamtych czasach, o prześladowaniach politycznych, torturach i więzieniu. Jego własną rodzinę, wszyscy byli socjalistami, wymordowano. Rodzice i kuzyni zostali uwięzieni i zabici. Samego Rafaela i wielu jego przyjaciół uwięziono na stadionie piłkarskim w Santiago de Chile. Cudem został uratowany dzięki ambasadorowi Szwecji w Santiago Haraldowi Edelstamowi, który na zawsze został jego idolem.
Rafael był mężczyzną pełnym lęku, chociaż przez swoje muskularne, wytatuowane ramiona, czarne włosy i wąsy wyglądał na bardzo silnego.
Kiedyś prawie się ożenił ze Szwedką Gunillą z Sandviken, ale nic z tego nie wyszło. Nie mogła zrozumieć, dlaczego milczał na temat swojej przeszłości i dlaczego nie chciał z nią pojechać na Majorkę, gdy zaskoczyła go wycieczką, która miała się stać ich podróżą poślubną.
W końcu ani ślub, ani podróż nie doszły do skutku.
Rafael nie miał więc dzieci ani rodziny. Tym bardziej Po Siostrze stało się jego domem, rodziną i najbliższymi przyjaciółmi. Ale nawet im ani Bossemu nie powierzył swoich najskrytszych lęków i uczuć.
- Lądują już! - Bosse spojrzał na zegarek. - Zaraz odbiorą bagaż. Czy któryś z nas powinien podejść i stanąć tam, gdzie będą wychodzić, żeby nie pojechali autobusem, pociągiem ani taksówką? Nie jestem pewien, czy wiedzą, że po nich przyjechaliśmy.
- Idź - powiedział Rafael. - Ja poczekam tutaj.
Po odejściu Bossego czekał, słuchając własnej składanki muzycznej. Victor Jara śpiewał Te recuerdo Amanda - Pamiętam cię, Amando. Rafael też pamiętał, mimo że to było tak dawno temu.
Dziewczyna, w której był namiętnie zakochany, miała na imię Amanda. Jego pierwsza i jedyna wielka miłość, której nie mógł zapomnieć. Amanda miała długie czarne włosy i fantastycznie śpiewała. Victor Jara był ich idolem, a Amanda z piosenki była matką trubadura.
Amanda Rafaela zniknęła. Kiedy wyszedł z więzienia, nikt nic nie wiedział ani o niej, ani o jej rodzinie. Założył, że zostali straceni, podobnie jak jego krewni. Rafael niedługo po uwolnieniu wyjechał do Szwecji, taki młody, taki samotny. Nigdy więcej nie miał kontaktu z Amandą. Uznał, że zmarła. Ale nigdy nie przestał jej opłakiwać. Ani za nią tęsknić.
Teraz spostrzegł, że jego przyjaciele wracają, niosąc bagaż. Rafael wyłączył muzykę i wyskoczył z samochodu, żeby przytulić Violę. Tak jak się spodziewał, mimo podróży była pełna energii i czule trzymała za rękę mężczyznę, który musiał być Rickiem. Był tak samo wysoki jak Rafael, czyli znacznie wyższy od Violi. Siwe włosy splatały się w warkocz spoczywający na plecach. Jego biała broda również była zapleciona poniżej podbródka. Spojrzał na Rafaela czujnymi niebieskimi oczami, badając go dokładnie. Rick i Viola trzymali się za ręce i patrzyli na siebie tak czule. Bosse przewoził ich torby na wózku bagażowym i ładował wszystko do samochodu dostawczego.
- Jesteś z powrotem w Sztokholmie, mój drogi Ricku, zajęło to tyle lat - zauważyła Viola.
- Znowu jesteśmy razem, tutaj, gdzie nasza historia zaczęła się tak dawno temu - odpowiedział Rick, przytulając ukochaną. - Teraz już na zawsze.
- Na zawsze - zgodziła się Viola. - Już nigdy więcej się nie rozstaniemy.
Viola pojechała do Stanów Zjednoczonych tylko z torbą na kółkach. Miała ją teraz przy sobie, ale w towarzystwie kilku solidnych walizek.
- Przenoszę się ze wszystkim, co chcę mieć, do Sztokholmu - oznajmił Rick, gdy zobaczył, że Rafael patrzy na wielkie bagaże. - Pozbyłem się mieszkania na Harlemie. Meble oddałem. Ale tym razem przed niczym nie uciekam, nie jak wtedy, gdy zdezerterowałem ze statku Enterprise i odmówiłem zostania żołnierzem amerykańskiej armii.
Popatrzył na Violę z miłością.
- Nie, tym razem podróżuję dokądś, do kobiety moich marzeń, Violi, której żadna inna nie była w stanie zastąpić przez całe moje długie życie.
Viola uśmiechnęła się do niego równie czule.
- Rick, też jesteś największą miłością mojego życia. Co za szczęście, że spotkaliśmy się ponownie.
Rick roześmiał się radośnie.
- Mogliśmy się spotkać, bo jesteś taką fantastyczną kobietą, która pomimo swojego wieku i odległości odważyła się przemierzyć morza i kontynenty w poszukiwaniu mnie. Przeszkody nigdy dla ciebie nie istniały, Violu.
Bosse przypomniał sobie Violę z ich pierwszego spotkania. Mała, przestraszona i zagubiona kobieta. Strasznie samotna. Razem z Petrą myśleli, że pogrąża się w odmętach demencji. Ale poznała nowych przyjaciół, którzy jej słuchali, zobaczyli w niej bliźniego, a nie stary, zużyty strzęp człowieka. Zaczęła też chodzić do nowego lekarza - kazał jej odstawić lekarstwa, które ją otumaniały, a zatroszczył się o jej ludzkie potrzeby, nie bacząc na uprzedzenia na temat tego, jak należy traktować starsze kobiety. Wtedy wszystko się zmieniło.
Teraz Bosse także zobaczył tę Violę, którą widział Rick. Upartą i kochającą kobietę, która nigdy się nie poddała.
- To miłe z waszej strony, że po nas przyjechaliście - powiedziała Viola. - Przygotowałam Ricka na podróż najpierw pociągiem na Centralny, a potem metrem.
- Brakuje tylko Violi! - Rafael wziął ją w ramiona, była taka drobna i lekka. Ostrożnie ją podniósł i posadził na szerokim tylnym siedzeniu samochodu. Rick usiadł zaraz obok niej.
- Witaj w domu, Violu - przywitał się Rafael. - I witaj z powrotem w Szwecji, Rick. Mam cię za przyjaciela, skoro jesteś przyjacielem Violi.