Wstęp
Jak korzystać z tego słownika
Aby szybko odnaleźć dany termin, należy skorzystać z indeksu alfabetycznego (s. 179). Jeśli dane słowo występuje w określonej sekcji wielokrotnie, numer strony odsyła do miejsca, gdzie rozpoczyna się ta sekcja.
Terminy wymienione w indeksie zaznaczone są w tekście czcionką pogrubioną lub występują w tytule sekcji. Jeśli dany termin występuje w tytule sekcji, zostanie pogrubiony tylko przy pierwszym pojawieniu się w tekście tej sekcji. Jeśli zaś nie występuje w tytule, to zostanie pogrubiony raz w każdym akapicie, w którym występuje. Pojęcia "istota aktualna" i "zaistnienie aktualne" występują tak często w słowniku, że postanowiłem ich nie wyróżniać, za wyjątkiem pierwszego wystąpienia w całym słowniku.
Wyjaśnienia wstępne
Słownik ten został pomyślany jako pomoc przy czytaniu książki A.N. Whiteheada Process and Reality[1] (Proces i rzeczywistość). Jest to trudna książka, ale wielu z nas, badaczy jego filozofii, uważa, że ma ona niezwykle odkrywczy charakter i doniosłe znaczenie. Uczy nas bowiem patrzenia na świat w nowy sposób. Uważamy też, że ten nowy sposób pozwala wydobyć na światło dzienne wiele rzeczy, które pozostawały dotychczas ukryte. Proces i rzeczywistość pozwala połączyć ze sobą wiele rzeczy, które współcześnie wydają się być rozłączne. Krótko mówiąc, w najwyższym stopniu zasługuje na to, żeby ją czytać.
Czy można sprawić, aby była przystępniejsza? Jest jasne, że nowe idee i nowy sposób patrzenia na świat należy próbować wyrazić przy użyciu prostego i zrozumiałego języka. Lata temu Donald Sherburne przygotował skróconą wersję Procesu i rzeczywistości, która sprawiła, że książka ta stała się bardziej przystępna dla studentów (A Key to Whitehead's Process and Reality, University of Chicago Press, 1981). Autor dołączył do niej krótki słownik. C. Robert Mesle napisał wstęp do filozofii Whiteheada, który sprawia, że wiele idei Whiteheada uzyskuje niezwykłą zrozumiałość (Process-Relational Philosophy: An Introduction to Alfred North Whitehead, Templeton Foundation Press, 2008). Istnieje też szereg prac z zakresu teologii i innych dziedzin wiedzy, w których wykorzystano elementy myśli Whiteheada we względnie przejrzysty, prosty sposób. Mesle napisał najbardziej przystępne wprowadzenie do teologii procesu (Process Theology, Chalice Press, 1993). Rzecz jasna, w tych tekstach z konieczności zostaje zagubiona część bogactwa i precyzji myśli Whiteheada, choć wiele treści zostaje jednak zakomunikowanych. Potrzebujemy jeszcze więcej tego typu tekstów.
Jeśli ktoś jednak zechce samodzielnie zmagać się z myślą Whiteheada, konieczne jest wyrobienie sobie własnej interpretacji. Ostatecznie nic nie zastąpi lektury Procesu i rzeczywistości. Jako że jedną z trudności przy czytaniu tej książki jest wielka liczba terminów technicznych, pomocny może być słownik. Pojawiła się sugestia, że przydatny byłby szerszy słownik niż ten, który opublikował Sherburne - taki, w którym pojawia się więcej terminów, a wyjaśnienia są bardziej szczegółowe. Niniejsza praca to próba wyjścia naprzeciw takim sugestiom.
Przy opracowywaniu tego słownika starałem się pozostać jak najwierniejszy wobec intencji Whiteheada, które przyświecały mu w trakcie pisania Procesu i rzeczywistości. Stosuje się jednak to samo zastrzeżenie, o którym zawsze trzeba pamiętać przy lekturze tekstów nienależących do literatury źródłowej: każde wyjaśnienie jest zawsze interpretacją - ograniczoną do tego, co zrozumiała osoba interpretująca, i uzależnioną od poglądów tej osoby. Podjąłem próbę skontrolowania swoich idiosynkrazji poprzez zaproszenie innych badaczy Whiteheada do skrytykowania mojej pracy. Dzięki ich pomocy mam teraz rozsądny poziom pewności, że to, co napisałem, pozostaje względnie wierne wobec myśli Whiteheada.
Słownik tego typu może pomóc czytelnikom Procesu i rzeczywistości, jednak na dłuższą metę mogą oni, a w istocie powinni, wyrobić sobie własną interpretację. Nawet jeśli uznać, że nie popełniłem żadnych kardynalnych błędów, są z pewnością niuanse, które pominąłem lub których nie rozpoznałem, a które mogą się okazać istotne - być może istotniejsze od tych kwestii, które opisuję. Czasem świeży wgląd w jeden tylko termin może mieć istotne konsekwencje.
Nierozsądnie byłoby ponadto uznać, że wszystkie terminy techniczne Whiteheada mają takie samo znaczenie za każdym razem, gdy zostają użyte. Whitehead myślał w trakcie pisania. Przychodziły mu do głowy nowe koncepcje. Nie zawsze przepisywał zapisany już tekst w myśl tych nowych wglądów.
Tego typu zmiany mają często charakter dodatków, a nie korekty, względem wcześniejszych słów, ale nawet dodatek może zmienić kontekst całości. Znaczenia nie pozostają statyczne przy zmieniającym się kontekście. Lewis Ford szczegółowo przeanalizował ewolucję myśli Whiteheada w trakcie powstawania kolejnych części Procesu i rzeczywistości. Niektóre poglądy Forda są wątpliwe, ale słuszny jest jego ogólny wniosek, że Whitehead przeszedł przez kilka etapów intelektualnych w trakcie pisania swojej książki.
Dodajmy na koniec, że sam Whitehead byłby ostatnią osobą na Ziemi, która przyznałaby, że ta książka stanowi ostatnie słowo. Proces i rzeczywistość zachęca do refleksji i rewizji. Uważam, że z całego grona osób podejmujących takie próby nikomu nie udało się osiągnąć wglądu, który miał Whitehead, a co dopiero wykroczyć poza niego. Pisząc to, mam na myśli w szczególności rewizje, które sam proponowałem. Ja i inni badacze Whiteheada możemy mieć rację w określonych tematach, ale nikt z nas nawet nie zbliżył się do nowatorskiego ujęcia jego pracy w szerszym kontekście.
Nie oznacza to oczywiście, że próby wykroczenia poza to, co osiągnął Whitehead, powinny ustać. Jedną z przyczyn, dla których staram się pomóc w zrozumieniu tekstu Whiteheada, jest moje marzenie, aby studenci szybciej uzyskiwali ogólne zrozumienie jego propozycji i byli w stanie autentycznie wyjść poza nią na gruncie, przykładowo, jego fizyki. Większość wysiłków podejmowanych przez ludzi mojego pokolenia polegała przede wszystkim na próbie zrozumienia Whiteheada. Większość naszych propozycji, jak wyjść poza jego filozofię, opiera się na niewystarczającym uchwyceniu jego dokonań.
Istotne jest też, aby zdać sobie sprawę z głębszych ograniczeń możliwości słownika jako takiego. Osoby szukające pomocy przy zrozumieniu Whiteheada przypuszczają czasem, że problem polega po prostu na tym, iż postanowił on wyrażać się przy użyciu trudnego technicznie języka. Uważają, że wystarczy po prostu przetłumaczyć ten język na słowa, które już znają i rozumieją.
To poważny błąd. Dogłębnie oryginalnych myśli nie da się zadowalająco wyrazić przy użyciu zastanych słów. Język funkcjonuje w środowisku ludzi, którzy widzą świat na określony sposób. Dogłębnie oryginalna myśl prowadzi do nowego sposobu patrzenia na świat, musi więc wyjść naprzeciw temu, co wynika z istniejącego języka. Musi skłonić czytelnika lub słuchacza do zauważania cech ich doświadczenia, które wcześniej im umykały. Musi prowadzić do uświadomienia niejasnych intuicji, które zostały stłumione przez istniejącą siatkę pojęć i życie społeczne. Tego typu nowej wizji nie da się przetłumaczyć na stary język. Mówiąc słowami Jezusa, to jak przelewanie młodego wina do starych bukłaków.
To dlatego Whitehead wydaje się być tak "dziwny" w oczach dominujących szkół filozoficznych świata anglosaskiego. Filozofowie ci traktują język potoczny jako przedmiot swych badań. Podejmują próbę jego rozjaśnienia, ale nic ponadto. Mówiąc inaczej, uznają, że sensowna komunikacja może nastąpić wyłącznie przy użyciu języka potocznego. W przeciwieństwie do tego Whitehead uważał, że rzeczywistość znacznie odbiega od tego, jak ją sobie wyobrażano w czasach, gdy powstał język angielski. W języku tym zawarta jest pewna mądrość, ale istnieje prawda, której nie da się bezpośrednio wyrazić za jego pomocą.
Co jest możliwe? Ponad dwa tysiące lat temu przed podobnym problemem stanęli buddyści. Dokonali obserwacji, które niebywale przypominają niektóre wnioski Whiteheada. Odkryli, że struktura pojęciowa leżąca u podstaw ich języka jest zasadniczo myląca. To, co jest płynne, traktuje jako rzecz. Sprawia wrażenie, jakoby rzeczy istniały same w sobie, niezależnie od innych, podczas gdy w rzeczywistości istnieją wyłącznie poprzez swoje relacje. Ludzie ci uznali więc, że ich odkrycia mają wielką wartość psychologiczną i duchową. Stwierdzili jednak, że nie da się ich wyrazić poprzez język. W rezultacie rozwinęli techniki medytacji, które są w stanie przełamać potęgę pojęć i języka, i otworzyć praktykującego na to, co się dzieje, tak, jak się dzieje.
Whitehead, rzecz jasna, nie postąpił zgodnie z taką metodą. W tradycji Zachodu filozofowie często wyrażali nowe idee poprzez łączenie ze sobą istniejącego języka z nowo utworzonymi pojęciami. Nowe pojęcia domagają się uzyskania nowego wglądu przez czytelników, a filozof szeroko je omawia, korzystając ze standardowego, znanego języka, aby pomóc w osiągnięciu tego wglądu. Whitehead kontynuował tę tradycję.
Być może jednak poziom nowatorstwa jego wizji jest większy niż u jego poprzedników albo bardziej niezgodny z założeniami języka potocznego. W swoim tekście starał się skorzystać z zastanego języka, aby wskazać na treści różniące się od tego, co ten język zwykle przekazuje. Nowe pojęcia są wprowadzane po to, aby nazwać owe treści, owe nowe wglądy, niejako je "przytrzymując". Jest jasne, że słownik pojęć Whiteheada nie może po prostu stanowić ich tłumaczenia na język potoczny, czy nawet na techniczny język filozofii.
Jeśli to nie jest jednak możliwe, to co jest? Prostą alternatywą jest zdefiniowanie każdego pojęcia w słowniku w odniesieniu do pozostałych pojęć. Byłoby to oczywiście użyteczne, a wręcz konieczne, aby ująć system w całości. W ten sposób ktoś mógłby jednak nauczyć się pojęć tego systemu, nie uzyskując w rzeczywistości wglądu, który nadaje mu znaczenie. Nie interesuje mnie tego typu postęp w badaniach nad Whiteheadem. Myśl Whiteheada rozwija się jako wnikanie w to, co jest, zakorzenione w przekonaniu, że tym, co naprawdę jest, jest doświadczenie.
Cała ta struktura pojęciowa musi znaleźć oparcie w doświadczeniu i w interpretacji poszczególnych kwestii w świetle tego doświadczenia. Jeśli pojęcia zostaną przyswojone poprzez swoje definicje wyrażone w języku, a nie na fundamencie doświadczenia, to studia filozoficzne stają się tylko grą. Rozwijanie nowego sposobu postrzegania świata to jednak nie jest gra. Jest ono transformacją egzystencjalną, co dawno temu ujrzeli buddyści i co rozumieli również Grecy.
Zmaganie się z tymi problemami skłania do sympatii wobec rozwiązania buddyjskiego. Wszelkie urzeczowienie i substancjalistyczne konsekwencje właściwe dla starego języka nie znikają po wprowadzeniu nowego. Bez ciągłego odwoływania się do podstawowych intuicji nowa struktura pojęciowa nie jest jeszcze wyrazem nowej wizji. Sam Whitehead zmagał się z tym problemem. Jego intuicje często wyprzedzały stosowany przez niego język, a pojęcia jego filozofii tylko częściowo je wyrażały. Wydaje się, że jest tak, jak uważają buddyści - pojęcia faktycznie mają wrodzoną moc urzeczowiania i nowe pojęcia Whiteheada nie są wolne od tej skazy. Nie da się wniknąć w wizję buddyjską/Whiteheadowską bez jakiegoś typu medytacji.
Mogę sobie wyobrazić typowo Whiteheadowską medytację. Medytacja taka stale prowadzi od werbalnego wyrazu intuicji do przyglądania się swojemu przeżywanemu doświadczeniu, aby sprawdzić wartość tych intuicji. Nie powinna ona ustać w momencie, kiedy uzna się, że osiągnęło się zrozumienie słów Whiteheada, choć stanowi to samo w sobie ważny krok. Propozycje Whiteheada domagają się ciągłego testowania pod kątem zgodności z doświadczeniem i niekończącego się ich rozwijania. Na początku jednak celem jest osiągnięcie elementarnego zrozumienia.
Zakres doświadczeń, w odniesieniu do których testowane są intuicje, jest znacznie szerszy w przypadku Whiteheada, niż jest to w buddyzmie. Whitehead uważał, że wyniki empirycznych badań świata również muszą zostać wzięte pod uwagę. Niektóre jego intuicje wyrosły z prób zrozumienia danych empirycznych należących do znanej w jego czasach fizyki, a nie bezpośredniego doświadczenia fenomenologicznego. Inne jego intuicje opierały się na próbie zbliżenia do siebie tych dwóch źródeł. Jedną z przyczyn, dla których Whitehead nie mógł się zgodzić na rezygnację z myślenia pojęciowego, jest uzależnienie nauki od niego. Z drugiej strony uważał, że dalszy rozwój nauki jest powstrzymywany przez nieadekwatne, zastane pojęcia. Jakiekolwiek by nie było źródło tych intuicji, muszą być one testowane zarówno na gruncie naukowym, jak i w bezpośrednim fenomenologicznym badaniu naszego własnego doświadczenia.
To właśnie taka diagnoza sytuacji stanowiła kontekst, w którym zmagałem się z pytaniem, jakiego typu słownik może być naprawdę pomocny.
Moja odpowiedź brzmi: taki, który pomaga czytelnikom odnieść techniczną terminologię Whiteheada do ich własnego doświadczenia. Najistotniejsze jest tu bieżące, przeżywane doświadczenie pierwszoosobowe, jednak należą tu również przemyślenia na temat innych filozofii czy bieżącego stanu nauki. Jest jasne, że - szczególnie w tych obszarach - doświadczenie różnych czytelników może być bardzo różne, i staram się niemal nic na jego temat nie zakładać.
Standardową procedurą jest alfabetyczny układ haseł w słowniku. Uznałem, że to złe rozwiązanie. Prowadzi do licznych problemów. Przykładowo, jest wiele rodzajów czuć. Czy każde powinno pojawić się w słowniku w odpowiednim miejscu, wynikającym z układu alfabetycznego, czy też powinny zostać zgrupowane przy haśle "Czucie"? Czy w takim razie powinny występować alfabetycznie pod tym hasłem, czy też być uporządkowane w jakiś przemyślany sposób?
Ostatecznie postanowiłem podjąć próbę zorganizowania pojęć w taki sposób, aby występowało pewnego typu logiczne następstwo. Zaczynam od podstawowych pojęć i wyjaśniam kolejne, odwołując się do tych omówionych wcześniej. W ogólności, tłumacząc dane pojęcie, staram się w minimalnym stopniu korzystać z pojęć jeszcze niezdefiniowanych. Jeśli więc, przykładowo, czytelnik zajrzy do hasła "Odniesienie symboliczne" i odnajdzie w jego opisie nieznane mu pojęcia, niewyjaśnione w tym miejscu, powinny one znajdować się we wcześniejszych hasłach.
Oznacza to, że do korzystania z tej książki potrzebna będzie osobna lista alfabetyczna, która pozwala na odnalezienie miejsc, gdzie dane pojęcie zostaje omówione - lista taka zawarta jest w indeksie alfabetycznym (s. 179). Czytelnicy tekstów źródłowych Whiteheada, odnalazłszy pojęcie, ze zrozumieniem którego mają kłopot, mogą poszukać go bezpośrednio w tym indeksie i zapoznać się z wyjaśnieniami, do których ich odniesie odpowiednie hasło indeksu. W ten sposób niniejsza książka może pełnić rolę faktycznego słownika.
W przeszłości zwykle się uznawało, że niewiele osób może podjąć samodzielną lekturę Procesu i rzeczywistości, która byłaby owocna. Zrozumienie tej książki było zbiorowym zadaniem dla dwóch pokoleń badaczy. Dziś należałoby czytać tę książkę z przewodnikiem, który korzysta z kolei z owoców tego zbiorowego wysiłku. To ograniczenie nie stosuje się do pozostałych pism Whiteheada; w żaden sposób nie wyklucza więc niezależnych badań nad jego myślą.
Gorąco zachęcam do czytania jego innych książek, np. Science and Modern World[2] albo Adventures of Ideas. Sam często zniechęcałem ludzi, w tym również filozofów, do samodzielnej lektury Procesu i rzeczywistości.
Może jednak być i tak, że dzięki temu przewodnikowi po terminologii technicznej Whiteheada, niektórzy studenci wystarczająco skorzystają ze wspomnianej zbiorowej, trwającej dwa pokolenia pracy interpretacyjnej, aby czytać Proces i rzeczywistość samodzielnie. Jest to ambitne stwierdzenie, ale mam nadzieję, że zostanie ono zweryfikowane.
Jako że niewiele jest dziś miejsc w Stanach Zjednoczonych, w których organizuje się seminaria na temat książki Whiteheada, tym istotniejsze jest, aby istniał szereg sposobów na zapoznanie się z jego najbardziej dojrzałą i najtrwalszą analizą rzeczywistości.
Ten słownik może więc mieć kolejne zastosowanie. Ponieważ pojęcia są w nim wprowadzone i wyjaśnione w logicznej kolejności, a nie alfabetycznej, książkę niniejszą można przeczytać od początku do końca jako wprowadzenie do Procesu i rzeczywistości. Prawdopodobnie nie sprawdzi się to dla kogoś, kto nie studiował już wcześniej Whiteheada. Nie planowałem, aby ta książka stanowiła wprowadzenie dla czytelnika kompletnie niezaznajomionego z tematem. Takim osobom gorąco polecam wspomnianą książeczkę, którą napisał Mesle. Kto jednak zna już tekst Meslego, może potraktować tę książkę jako następny krok. Doceni ją więc każdy, kto jest ogólnie obeznany z myślą Whiteheada, ale potrzebuje uporządkowanego wykładu jego podstawowych idei. Jej podstawowym przeznaczeniem jest jednak pomoc przy lekturze książki Whiteheada.
Przygotowując ten słownik, poszukiwałem, i wciąż poszukuję, krytycznych komentarzy ze strony innych badaczy Whiteheada. Za bieżącą postać tekstu jestem wdzięczny zwłaszcza dwóm osobom - są to Joseph Bracken i Leemon McHenry. Mamy nadzieję, że czytelnicy tej książki podzielą się ze mną swoimi wskazówkami pozwalającymi na poprawienie i ulepszenie jej przyszłych wydań.
Jeanyne Slettom przygotowała tekst do druku i dodała do niego indeks, bez którego pożytek z tej książki byłby znacznie mniejszy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki