Słówka - Tadeusz Boy-Żeleński

Kup ebooka

9.45 zł
5.20 zł (8,51 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słówka

Gdy coś mnie nadto wzruszy

Lub serce mi podrażni,

Chowam się aż po uszy

Do swojej wyobraźni.

Tam, o każdziutkiej porze,

Schronienie mam zaciszne,

Gdzie myśl wyprawiać może

Przeróżne rzeczy śmiszne.

Miast czerpać próżną chwałę

W tym, że jak z książki gada,

W głupiutkie słówka małe

Calutka się rozpada.

Te słówka mi uciechy

Sprawiają nieraz mnóstwo,

Lubię ich puste śmiechy

I ducha ich ubóstwo.

Jak błazenkowie mali

Słówko się z słówkiem cacka,

To jęzor mu wywali,

To szczypnie je znienacka.

Jedno przez drugie hasa

Wydając kwik wesoły,

Niby dzieciaków masa,

Gdy wyrwie się ze szkoły.

Jednemu w tej pogoni

Pąsem nabiegną lice,

Gdy żywszy ruch odsłoni

Młodziutkich płci różnice;

Inne troszeczkę z boku

Przystanie gdzieś nieśmiele

I stoi z mgiełką w oku

Jak zadumane cielę;

Te dwa w pustocie nowej

Objęły się przyjemnie

I same w rym gotowy

Splatają się beze mnie;

Ja patrzę na niewinne

Figielki miłych dziatek

I wolę niźli inne

Ten mały, własny światek...

SPIS TREŚCI

Słówka

O bardzo niegrzecznej literaturze polskiej i jej strapionej ciotce

Ach! co za prześliczne abecadło!

Dziadzio

Stefania

Ernestynka

Franio

Z nastrojów wiosennych

Naszym hymenografomanom

Litania ku czci P. T. Matrony Krakowskiej

Pieśń o mowie naszej

List otwarty kobiety polskiej

Replika kobiety polskiej

Jak wygląda niedziela

Nowa wiara

Krakowski jubileusz

Z podróży Lucjana Rydla na wschód - Grób Agamemnona

O tem co w Polszcze dzieyopis mieć winien

Trudno inaczej...

List prywatny do Kornela Makuszyńskiego

Gdy się człowiek robi starszy...

Spleen

Pochwała wieku dojrzałego

Zdarzenie prawdziwe

W Karlsbadzie

Polały się łzy me czyste, rzęsiste...

Spowiedź poety

Część druga - piosenki z "Zielonego Balonika"

Wiersz inauguracyjny na otwarcie piątego sezonu "Zielonego Balonika"

Nowa pieśń o rydzu

Co mówili w kościele u Kapucynów

Pochwała ojcostwa

Opowieść dziadkowa o zaginionej hrabinie

Pieśń o naszych stolicach i jak je Opatrzność obdzieliła

Z badań nad turystyką

Dzień pana Esika w Ostendzie

Pieśń o stu koronach

Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich

Piosenka sentymentalna, której jednak nie trzeba brać zanadto serio

Radość życia

Kilka słów w obronie świętości małżeństwa

Piosenka w stylu klasycznym

Zielony Balonik - Muzeum Narodowemu

Mistrzowi Styce

Pobudka

Piosenka wzruszająca

Pieśń o domu malarskim

Proroctwo królowej Jadwigi

Dobra mama

Pieśń o lwowskim Rafaelu

Historia "Prawicy Narodowej"

Głos dziadkowy o restauracji kościoła parafialnego w Poręcinie

Z niewydanej "Szopki Krakowskiej" na rok 1908

Opowieść dziadkowa o cudach Rapperswylskich

Pożegnanie

O bardzo niegrzecznej literaturze polskiej i jej strapionej ciotce

Jego Ekscelencji Profesorowi Doktorowi Hrabiemu Stanisławowi Tarnowskiemu poświęcam

Pełna gracji, zacna, słodka,

Żyła sobie stara ciotka.

Bez zbytków, lecz i bez braku,

Miała swój domek na Szlaku.

Oprócz cnót rozlicznych wieńca

Hodowała też siostrzeńca.

Brzydki chłopiec, z krzywą buzią

Zwał się - dajmy na to - Józio.

Ciotka była panną czystą,

A Józio był modernistą.

(Modernista - znaczy chłopak,

Co wszystko robi na opak;

Każdego się głupstwa czepi,

A zawsze chce wiedzieć lepiej).

Z tym smarkaczem ciotka stara

Miała strapień co niemiara.

Zawsze jej czymś umiał dopiec,

Taki był już brzydki chłopiec.

Próżno ciotka mu wymienia

Albo Lucka, albo Henia,

Co ich przykład wszystkim świeci

Jako grzecznych, dobrych dzieci;

On rozeprze się wygodnie,

Obie ręce włoży w spodnie,

Śmieje się i kiwa głową

Jakby mówił: gadaj zdrowo!

To rzecz nie do uwierzenia,

Co on ma za przywidzenia!

Czasem coś bez sensu maże

I mówi, że to witraże.

To znów wieczór biega nago

I rozbija wszystkich lagą.

Ciotka krzyczy: "Joseph! arr?te!"

A on: "Ciociu, to kabaret!"

Wszystkie meble w domu psuje,

Mówi, że sztukę stosuje.

Wszędzie wlezie, wszędzie dotrze,

Deprawuje dzieci młodsze.

To rzecz w Polsce niesłychana:

Nie chcą wierzyć już w bociana!

Kiedyś wpada mała Hanka:

- "Ciociu, jestem rotomanka!"

"Któż cię tak nauczył?!" - "Józio"

Mówi z rozpaloną buzią.

"A ja - szepleni Ludwiczka -

Jestem święta pla-samiczka".

Chociaż zwykle dobra, słodka,

Zawyła ze zgrozy ciotka,

Raziła ją na kształt gromu

Taka hańba w polskim domu!

Czasem dobra ciotka woła:

"Usiądźcie, dzieci, dokoła,

O hetmanach, kaznodziejach,

Potem każde z was wymieni,

Którego najwyżej ceni."

A Józio ze śmiechu kona

I krzyczy: "Ciociu! Kambrona!"

Czasem, a najczęściej w poście,

Przychodzą do ciotki goście.

"Józiu, przywitaj się z panem!

Co ty tam za parawanem?!

Wyłaź stamtąd, puść Haneczkę

I powiedz gościom bajeczkę".

Wylazł Józio, głową kiwa

I w te słowa się odzywa:

Bajeczka pana Jachowicza:

Staś na sukni zrobił plamę,

Oblał bowiem ponczem mamę;

A widząc ją w srogim gniewie,

Jak przepraszać, sam już nie wie.

Plama głupstwo, mama doda,

Ale ponczu, ponczu szkoda!

Skończył Józio, gość się śmieje,

A ciotkę wnet krew zaleje:

Biedaczka dostała mdłości

I ze wstydu, i ze złości.

Tak ten niegodziwy chłopiec

Zawsze ciotce umiał dopiec.

Tak się trapi dobra ciotka,

Pełna gracji, zacna, słodka,

Lecz największą ma subiekcję

Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.

Dojdźże ładu z taką głową:

Zawsze ma ostatnie słowo!

Ciotka prawi o Trzech Psalmach:

Józio o "tańczących palmach";

Ciotka mu o apostołach,

On jej o spermatozoach;

Ciotka uczy, kto był Gallus,

On poprawia: "Ciociu, Phallus"!

Ciotka znów z innego wątku

Baje o świata początku,

Józio się ząb za ząb kłóci,

Że świat cały powstał z chuci.

(Mruknie ciotka w pasji szewskiej:

"Wciąż ten łajdak Przybyszewski!")

Ciotka znów o ideałach -

Józio: "ciociu, co to wałach?"

Taką ciotka ma subiekcję,

Gdy rozpocznie z Józiem lekcję.

Kiedy wieczór już zapada,

Ciotka do snu się układa:

Józiu! zostaw ten rozporek

I chodź odmówić paciorek.

Niech Józio przy łóżku klęknie

I powtarza głośno, pięknie:

"Boziu, usłysz głos chłopczyny,

Odpuść synów naszych winy!

Polska cię na pomoc woła!

Niech tradycji i Kościoła

Pozostanie sługą wierną!

Erotyzmem ni moderną

Niech się naród ten nie spodli!"

Teraz Józio się pomodli,

Za mamusię, za tatusia,

Potem grzecznie się wysiusia

I spokojnie, cicho zaśnie.

Brzydki chłopak mruknął: "Właśnie!"

Pisane w roku 1907