Królowa wód, "kwiat łabędzia" i "dziecko
słońca". Jej doskonałe kwiaty otwierają się rano i zamykają wieczorem,
by następnego dnia znowu przywitać dzień. Utrzymujące się na powierzchni
tafli wody, otulone promieniami słońca nenufary błyszczą jak gwiazdy na
wieczornym niebie.
Lilie wodne lubią nasłonecznione stawy i jeziora. Są roślinami
wieloletnimi. Ich duże, skórzaste liście pływają po powierzchni wody, a promieniste kwiaty na długich szypułkach wznoszą się ponad nią. Kwitną
od czerwca do września10.
Różnie je nazywają: "białą lilią" albo "nenufarem". Od podobieństwa
kwiatu do grzyba - "grzybieniem". Białym, żółtym, małym. Od kształtu
liści - "kopytem końskim". A od pogrążania się w wodzie i wynurzania na
czas kwitnienia: "grążelem" oraz "wodną różą"11.
Kiedy księżyc na nowiu zejdzie w noc wiosenną, jeszcze dzień się nie
rozwiódł z wieczorem. - Zmrok otula do snu pół świata, jak nędza, której
nie starczyło łachmana na okrycie całej sieroty. - Coraz się ściemnia i zcieśnia widnokrąg, ale powietrze jeszcze przejrzyste choć we mgle;
jeszcze lekkie i świeże, choć przesycone wyziewem białej lilii, która
panuje kwiatom nadgoplańskim12.
Chociaż są kwiatami dziennymi, nenufary wielce upodobały sobie istoty
kochające noc i światło księżyca. Wianki i korony z wodnych lilii nosiły
zamieszkujące rzeki, stawy i jeziora różne panny wodne, rusałki i topielice13:
Mają one szaty z jasnozieloną opaską lub spódniczką, a na lśniących
włosach na głowie białe lilie (v. białe kwiaty) złotą przewiązane
przepaską14.
Woda w tych czasach była granicą między światami15.
Rozdzielająca świat śmiertelnych od zaświatów, żywych od przodków, jak
rzeka rozdzielająca oba brzegi, jak morze rozdzielające lądy. Ale była
równocześnie medium ułatwiającym przejście między nimi16. Nic więc
dziwnego, że w jej odmętach zagnieździły się te tajemnicze i jakże
pociągające postacie, szczególnie zaś upodobały sobie bagna i stawy -
wodę zastygłą, ciemną i mętną.
Mają Rusałki wodne wiele pięknych imion: Brzeginie, Bereginie, Wodiany,
Ondyny, Gudełki, Stichije, Boginki lub Bogunki17, a każde z nich
mówi o nich coś nowego. Bo Boginki, Bogienki, czy ukraińskie Bohynie -
swoją nazwę zawdzięczają pochodzeniu od istot nadprzyrodzonych - od
słowa "bóg"18, a zapewne jeszcze bardziej od "bogini".
Zanim pojawiły się Rusałki, Słowianie zachodni znali Boginki. I tym
imieniem nazywali te nieziemskie panny, które były najpierw duchami
przyrody. Źródła ruskie i południowosłowiańskie wspominały natomiast o Wiłach. Imię ich może pochodzić od vei- "wiać", albo od słowiańskiego
viti "wić się"19, co idealnie pasuje do tych istot, gdyż Wiły
pląsały w ekstatycznym tańcu, zatańcowując na śmierć tego, którego weń
wciągnęły.
Wiły miały tak przeźroczyste ciała, że przypatrując im się od tyłu,
można było zobaczyć ich wnętrzności. Nieco blade, lecz urodziwe, o zielonych włosach, które pokazując się ludziom, zaplatały w warkocz.
Musiały pamiętać, aby warkocz był cały czas mokry. Gdy wysychał - Wiła
umierała. Kiedy się patrzyło w ich piękne, ciemne oczy, można było
zapomnieć o całym świecie. Wiadomo też, że kto raz Wiłę zobaczył, będzie
tęsknił aż do śmierci20.
Natura Wił była dzika, tajemnicza i nieokiełznana. Potrafiły opiekować
się całymi wsiami, innym razem zsyłając na pola grad. Uczyły ludzi
leczyć, ale mogły też zabić tego, który zbliżył się do nich aż
nadto21. Wiły dosiadały jeleni, a gdy chciały latać - smoków, bądź
same zamieniały się w ptaki. Czasem kąpiąc się, zrzucały pióra i wtedy
można było Wiłę złapać, aby ją poślubić22.
Znane też były zielonowłose Brzeginie i Bereginie. Zamieszkujące w pobliżu górskich rzek i potoków, jako istoty powiązane z kultem wody,
swoją nazwę wywodzą od słowa beregyt' - czyli
"ochraniać"23. Podobno Brzeginie wyjątkowo przyjaźnie
traktowały ludzi, co nie było wcale takie oczywiste w przypadku ich
białoruskich kuzynek, a co poświadczały ustne przekazy szczęśliwców,
zwłaszcza płci męskiej, którzy mogli je spotkać. Brzeginie strzegły też
jakichś skarbów, ale przy bliższej relacji temat ten stawał się zupełnie
nieistotny24.
Rusałki mogły przywędrować z Rusi, gdzie na Brzeginie i Wiły
przeniesiono nazwę wiosennego święta na cześć duchów przodków, z pląsami
i śpiewami na łonie przyrody, święta potępianego mocno przez cerkiew,
czyli rosalje. Według Witolda Klingera25 późnorzymskie
rosalia były kontynuacją starorzymskiego święta bogini Karny,
obchodzonego poprzez składanie jej ofiary z róż. Tę łacińską nazwę
przejęli Słowianie bałkańscy, a za nimi Grecy26.
Siergiej A. Tokariew przypuszcza, że święto i nazwa wraz z chrześcijaństwem przedostały się do wierzeń innych narodów. Wśród
słowiańskich najwcześniej pojawiły się u Słoweńców (risalscek), Serbów
(rusale), Mało- i Białorusinów oraz Słowaków. Znali je również
Albańczycy (rsai) i Rumuni (rusale). Początkowo u wszystkich
oznaczały jedynie święto, dopiero w XVIII wieku u Słowian wschodnich
nazwę tę przeniesiono na czczone wówczas wodne bóstwa żeńskie,
prawdopodobnie pokrewne występującym w staroruskich źródłach
Biereginiom27. Jakakolwiek by nie była genealogia, wodne
bóstwa miały nie tylko wiele imion, ale i obliczy.
O znanych ludowi litewskiemu i białoruskiemu Ondynach, zwanych w innych
stronach Gudełkami28 powiadano:
Są to dziewice uroczej piękności, mieszkają na dnie rzeki. W noc
miesięczną, a pogodną wypływają na wierzch wody i wdziękami swymi,
pląsaniem czarującym i śpiewem zwabiają młodych chłopców, których
naprzód pozbawiają rozumu, a następnie topią29.
Nad rwącymi, górskim potokami i rzekami mieszkały tajemnicze Oparnice.
Wychodziły ze swoich jaskiń, kiedy gęsta jak mleko mgła otulała górskie
szczyty. Nieprzewidywalne Oparnice jednych ostrzegały przed stromą
skarpą, innych zaś same z niej zrzucały. Stąd rozsądniej było zaniechać
górskich wędrówek, unikając spotkania z tymi kapryśnymi istotami, gdy
tylko mgliste opary zaczynały wpełzać na granie30.
Kaszubskie Redunice, które narodziły się w głębinach Jezior Raduńskich,
były z kolei nad wyraz towarzyskie i uczuciowe. Potrafiły umrzeć ze
smutku, kiedy zbyt długo nikt nie odwiedzał ich nad jeziorem. A i nierzadko wiązały się z mężczyznami. Wówczas matki Boginek zamieniały
się z żalu w łabędzie i odlatywały za siódme morze. Związki Redunic
bywały udane, często wzbogacone gromadką dzieci. A same Redunice prawie
nie różniły się od zwykłych kobiet. Niestety, nocą między palcami
pojawiały im się błony, a z bioder wyrastały płetwy. Gdy mąż ujrzał
prawdziwą postać swojej żony, ta ze wstydu wracała do jeziora31.
Jeziora zamieszkiwały też wielce niebezpieczne i okrutne Jeziornice.
Szczególnie licznie bytowały w Jeziorze Czarnym na Białorusi. Z wyglądu
przypominały młode dziewczęta o długich zielonych włosach, odziane
najczęściej w suknie z glonów, ale ich skóra była zimna, a natura
drapieżna. Z rany zranionej Jeziornicy zamiast krwi wypływała woda.
Kiedy wychodziły na brzeg, posługiwały się ze sobą niezrozumiałym dla
ludzi językiem, przypominającym ptasie odgłosy. Ich śpiew podobny do
treli słowika przyciągał oczarowanych ludzi, których Jeziornica
bezlitośnie wciągała pod powierzchnię jeziora. W wodnej toni głos
Jeziornicy brzmiał już jak rechot żaby. Zalecano, aby przy spotkaniu tej
istoty nie dawać znać o swojej obecności, albowiem stworzenie to nigdy
nie wypuszczało swoich ofiar.
Inną osobliwą odmianą Rusałek białoruskich były Wadzianice, które
powstawały z dusz Topielic i przybierały postać urodziwych młodych
dziewcząt z długimi, rozpuszczonymi włosami. Za ubiór miały jedynie
lekkie, przeźroczyste suknie. Wadzianice można było spotkać z wiankami
białych kwiatów na głowie, gdy nad brzegiem śpiewały smutne pieśni.
Niestety, tego, kto się do nich zbliżył, zwabiały i wciągały do
rzecznego wiru32.
Głównym miejscem pobytu białoruskich Rusałek wodnych była święta rzeka
Rus - dzisiejszy Dniepr33. Topiel dzikiego i kapryśnego Bugu
zamieszkiwały natomiast Bogunki - Rusałki podlaskie34.
Zanotowano: W starym Bugu widać je z zielonymi wiankami na
głowie35.
W romantyzmie uważano, że Bogunki towarzyszyły Bogince Lelui - pani
górskich potoków, które prawie nigdy nie zamarzają. Jej kwiatem miała
być leluja, czyli lilia, a ponieważ była to boginka wodna, można
podejrzewać, że Leluja, jak i wszystkie jej akwatyczne siostry i kuzynki, z lilii szczególnie upodobała sobie właśnie te, które błyszczą
na powierzchni wód. Z Bugu dopiero Bogunki przeniosły się do Narwi,
Wisły, Sanu, Pilicy i innych polskich rzek oraz strumieni36.
Powiadali, że pod wieczór cichy, przy blasku księżyca można było
usłyszeć ich głos37. Nic dziwnego, wszak światło księżyca zawsze
budziło demony38, a także Rusałki - szczególnie w czasie młodego
księżyca. Księżyc jest bowiem "bogiem boginek", rządzi ich
aktywnością39.
Głos Bogunek, który można było usłyszeć w tym czasie, podobny był do
hukania ptaka bąka. Ale człowiek o czystym sercu i wprawnym uchu
potrafił rozróżnić głos ptaka od głosu bogunek pląsających na głębinach
Bugu40. Kto słyszał dźwięki, jakie wydawał tenże ptak, wie, że
Bogunki nie mogły popisać się zbytnio wokalnie, bowiem ich śpiewy
brzmiały jak pohukiwanie w pustą butelkę lub ryczenie krowy. Mało to
pociągające.
Za to urodziwe były niezwykle. Przekonywali się o tym dość często
flisacy i oryle przewożący sól, którzy musieli swe statki specjalnie
przed nimi zabezpieczać: aby uniknąć od nich szkody, przewożąc sól na
statkach bużnych, okładają takowy tarcicami i kropią święconą
wodą41.
Bogunki, w przeciwieństwie do Rusałek leśnych, które pijały miód, wodę i szałwię, przegryzając lubczykiem, bylicą czy dziką różą, żywiły się solą
i rosą42. Związane z mediacyjnym wielce żywiołem wody, za pokarm
miały niezwykle magiczne substancje. Sól ma wszak właściwości
przekształcające, zmieniające porządek, stąd była stosowana w obrzędach
dotyczących przejścia między światem ziemskim a sacrum, szczególnie w czynnościach pogrzebowych. Z jednej strony symbolizowała
nieśmiertelność, płodność, zdrowie, z drugiej oznaczała śmierć.
Zapobiegała kontaktom ze światem demonicznym43, jednocześnie
stanowiła pożywienie istot do tego świata przynależny. Miała więc
charakter ambiwalentny44.
Rosa natomiast była pierwszym mediatorem między nocą a dniem, między
tamtym, a tym światem45. Pojawiała się w fazie świtu, kiedy po
nocnym chaosie świat odzyskiwał swój porządek i wraz z nowym dniem
przynosiła odrodzenie46. W folklorze reprezentowała płodność,
była składnikiem życia. Poprzez skojarzenie z wodą uważano ją za środek
o czarodziejskiej mocy, zapewniający bogactwo, zdrowie oraz
urodę47. Korzystały z jej właściwości nie tylko podlaskie Bogunki,
ale i panny, które o świcie zbierały rosę i przemywały nią twarz, żeby
mieć piękną cerę, lub płukały nią włosy.
W Podkarpackiem rosę z miejsc, gdzie pasły się krowy, zbierały
czarownice, bowiem krowa, która zjadła trawę pozbawioną rosy, traciła
mleko, o co czarownicom przecież chodziło. Wśród Słowian, głównie
południowych, w ogóle uważano, że to Rusałki wywoływały rosę, deszcz i wiatr48.
O Bogunkach krążyło wiele opowieści. Posłuchajcie jednej z nich, którą
przypomina Oskar Kolberg:
R. W. Berwiński w Powieściach Wielkopolskich (Wrocław 1840, Tom I)
osnuł powieść o Bogunce, dziewicy strzegącej wód jeziora Gopła. Mówi on,
że Bogunka nadgoplańska jest rodzajem ducha żywiołowego, a stąd ściśle
spokrewnioną się być zdaje z Wilą Serbów i Leśną panną Czechów, a więc
początek i działanie jej odniósł on w swej powieści do dalekich czasów
pogańskiej Słowiańszczyzny, zanim w jeziorze tem (wedle Długosza)
topiono bożyszcza, i że dziś jeszcze rozpowiadają tu kobiety płochemu
młodzieńcowi o Bogunce, tej nieszczęśliwej kochance, której strzeże
Dziewanna, bogini czystej miłości. Zaledwie północ wybije, ozwie się las
i nadgoplańskie knieje łoskotem i hukiem; grają trąbki i psy myśliwych;
w cwał koń przegania, koń kary, nozdrze rozwarte, chrapa zapieniona, a z nich strumienie ognia pryskają, grzywa świszczy z wiatrami i zagrała
psiarnia na gołoborzu; prędkonoga łania sadzi przed nią, czasem mignie,
czasem przepadnie i wpadli w knieję na ostrów, pod najstarsze dwa dęby.
Łania spłoszona ucieka przed wrzawą w las na jezioro i ścigana echem,
tuła się po brzegach, po łące, aż się schroniła w puszcze zagoplańskie,
na trzęsawiskach Bachorzy osiadła i dyszy. A na ostrowiu wrzawa jeszcze
- wreszcie umilkło echo - i tu cisza, dwa ją tylko przerwały
westchnienia, zda się miłość serc dwojga ulatywała na nich do nieba -
długo je słychać w powietrzu. Wtedy występuje na falach jeziora dziewica
w bieli - przepływa zwolna i niknie w oddali. Wieść prawi, że na
goplańskim ostrowiu był majdan a na nim stała kurna chata; tu mieszkała
matka z córką, wielką krasawicą. Tymczasem zwołał kapłan starszyznę
kraju, by święte roki rozpoczęła u wielkiego kamienia Dadźboga ponad
brzegami Gopła. Na to wezwanie zjeżdżają się ziemianie; jadą; trzej
bracia władycy, a mianowicie: jedzie Bolesław wojowniczy, jedzie Siewier
od Bachorzy rolnik, i jedzie Lasota myśliwiec. Ledwie ujrzeli goplańską
dziewicę, aliści wszyscy trzej rozgorzeli ku niej miłością, i nabrawszy
darów, i wysławszy naprzód swatów powtórnie do niej jadą. Przy spotkaniu
wzajemnem, zazdrość piersi ich rozpłomieniła, i niebaczni, zapominając
związków krwi, dobyli na się mieczy i bratobójstwem wszyscy trzej
skalali swe ręce, a choć stada kruków szarpią ich ciała; to jednak wiatr
krwi bratniej nie zwieje, ani deszcz nie zpierze, ani wymrozi mróz, ani
słońce wypiecze. Bratobójcom trudną jest droga do nieba; więc późnym
wieczorem wyłażą z grobu strzygą, topielcem, upiorem, i tumanią łowców,
rybaków i wędrowców - tak długo, aź krwi trojga braci troistym mirem
ktoś nie zapłaci. Lasota gania złają na czarnego zwierza, to bierze na
się skrzydła ptaka, to się w niedźwiedzia kudły odzieje i łowca zdradnie
wiedzie na zgubne kały; to się w klon lub jodłę przerzuci i szumi, albo
śmieje śmiechem sowim. Siewier psoty wyprawia na smugach Bachorzy, stada
i skoty rozprasza, urok rzuca na zapłody i pomorem je gubi, albo wężem
wydaja wymiona krów, albo wycina kłos dżdżą, gradem i suszą na polach.
Bolesław otrębuje wojnę i krwi ciągle żąda, zapowiada tę klęskę znakami
i gwiazdą wieczorną strach sieje na około, lub stawiwszy się na biesiady
rycerzy, wszczyna zwady i kłótnie by się krwawą bójką kończyły. A piękna
Bogunka, co noc wzywa dla nich ratunku; ale dla ludzi żyjących jest
zgubą, bo rybaków ukazując się im w bieli wabi na wodę i topi, myśliwców
również w postaci łani przynęca i tumani uchodząc lasami ku jezioru; do
chaty zaś, gdy się pokaże w niej i zasiędzie między prządkami lub
gospodarzyć pocznie, wnosi nieszczęście. Samobójczyni, usłała sobie ona
z goplańskiej topieli wiekuiste łoże, i na mokrej pościeli zasnąć nie
może spokojnie dopóty, aż póki krwi trojga braci - trojistym mirem
ktosiak nie zapłaci.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. O. Kolberg, Dzieła wszystkie, t. 15, W. Ks. Poznańskie, cz. 7, str. 14 [wróć]
2. O lubczyku dużo więcej znajdziecie [w]: Słowiańskie Boginie Ziół, Świat Książki, Warszawa 2021 [wróć]
3. O jabłoni przeczytacie w Słowiańskich Boginiach Ziół. [wróć]
4. Więcej o mięcie w Słowiańskich Boginiach Ziół. [wróć]
5. Wspaniałe te przepisy pochodzą z niewielkiej książeczki Sztuki i czary miłosne, czyli tajemnicze siły w miłości, https://polona.pl/item/sztuki-i-czary-milosne-czyli-tajemnicze-sily-w-milosci,MzIxNzc1Njg/6/#index [wróć]
6. Więcej o macierzance w Słowiańskich Boginiach Ziół. [wróć]
7. Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. 2, Rośliny, cz. 4, Zioła, str. 127 [wróć]
8. ,,Wisła". Miesięcznik Geograficzno-Etnograficzny, t. 1, 1887, str. 101 [wróć]
9. https://polona.pl/item/sztuki-i-czary-milosne-czyli-tajemnicze-sily-w-milosci,MzIxNzc1Njg/6/#index [wróć]
10. M. E. Senderski, Prawie wszystko o ziołach, str. 298 [wróć]
11. Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. 2, Rośliny, cz. 3, Kwiaty, str. 160 [wróć]
12. R. Berwiński, Powieści wielko-polskie, t. 1, str. 17 [wróć]
13. Słownik stereotypów i symboli ludowych, t. 2, Rośliny, cz. 3, Kwiaty, str. 161 [wróć]
14. O. Kolberg, op. cit., t. 15, W. Ks. Poznańskie, cz. 7, str. 13 [wróć]
15. P. Kowalski, Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie, str. 609 [wróć]
16. Ibidem, str. 611 [wróć]
17. B. i A. Podgórscy, Wielka Księga demonów polskich, str. 390 [wróć]
18. A. Szyjewski, Religia Słowian, str. 170 [wróć]
19. Ibidem, str. 171 [wróć]
20. Ibidem, str. 171 [wróć]
21. W. Vargas, P. Zych, Bestiariusz słowiański, str. 408 [wróć]
22. A. Szyjewski, op. cit., str. 171 [wróć]
23. A. Woźniak, Żeńskie istoty mityczne w folklorze polskim i białoruskim, Roczniki Humanistyczne 50:2002, Z. 7 [wróć]
24. W. Vargas, P. Zych, op. cit., str. 63 [wróć]
25. W. Klinger, Wschodnio-europejskie rusałki i pokrewne postaci demonologii ludowej a tradycja grecko-rzymska, str. 15 [wróć]
26. K. Węgorowska, Z szuflady lingwokulturologa, str. 102 [wróć]
27. A. Maciejek, Demony przyrody w wierzeniach białoruskich, str. 153 [wróć]
28. K. W. Wójcicki, Klechdy. Starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi, str. 338 [wróć]
29. Ibidem, str. 338 [wróć]
30. W. Vargas, P. Zych, op. cit., str. 268 [wróć]
31. Ibidem, str. 326 [wróć]
32. Tłumaczenie Barbara Rożek. [wróć]
33. A. Brückner, Mitologia słowiańska, str. 114 [wróć]
34. B. i A. Podgórscy, op. cit., str. 389 [wróć]
35. O. Kolberg, op. cit., t. 42, Mazowsze, cz. 7, str. 388 [wróć]
36. T. Linkner, Słowiańskie bogi i demony, str. 90-93 [wróć]
37. O. Kolberg, op. cit., t. 42, Mazowsze, cz. 7, str. 388 [wróć]
38. Podczas pełni aktywizowały się wilkołaki, upiory, wąpierze czy zmory, w no-wiu - demony wodne, w tym właśnie Rusałki. [wróć]
39. A. Szyjewski, op. cit., str. 173 [wróć]
40. O. Kolberg, op. cit., t. 42, Mazowsze, cz. 7, str. 388 [wróć]
41. Ibidem, str. 388 [wróć]
42. Ibidem, str. 388 [wróć]
43. P. Kowalski, op. cit., str. 523-529 [wróć]
44. Za: B. Walenciuk-Dejneka, str. 147, por. A. Brzozowska-Krajka, Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim folklorze tradycyjnym, str. 147 [wróć]
45. Ibidem, str. 80 [wróć]
46. P. Kowalski, op. cit., str. 497 [wróć]
47. Za: Walenciuk-Dejneka, por. A. Brzozowska-Krajka, Symbolika dobowego cyklu powszedniego w polskim folklorze tradycyjnym, str. 80 [wróć]
48. Ibidem, str. 146 [wróć]
Wstęp
Wstęp
Było to w czasach, gdy po świecie chodziła
już Matka Boska, ale na polach w blasku księżyca można było jeszcze
spotkać tańczące Rusałki, a Płanetnicy pracowicie zawieszali chmury,
gradem obficie posypując zboża złych i grzesznych gospodarzy.
W studniach, jeziorach i rzekach mieszkały Wodniki o palcach zrośniętych
błoną. Wygrzewały się często na brzegu i mostkach oraz lubiły topić
ludzi. Szczególnie gustowały w małych dzieciach i młodych dziewczętach,
które wabiły świecidełkami zawieszonymi na trzcinach i wodorostach.
Lubiły też zadawać zagadki.
Latem, gdy słońce górowało na niebie, można było natknąć się na
Południce. Wysokie, chude, biało odziane, z sierpem w ręce i rozpuszczonymi, długimi włosami. To one falowały łanami zbóż,
szczególnie zaś upodobały sobie żyto oraz łubin. Drzemka wśród
odurzającego zapachu tego kwiecia w najlepszym wypadku kończyła się
bólem głowy, Południce bowiem, jako istoty zwykle ludziom nieprzyjazne,
dusiły śpiących na polu żniwiarzy oraz porywały małe dzieci.
Szczęśliwie, po żniwach schodziły pod ziemię, gdzie zapadały w długi
sen.
Było to w czasach, gdy grodzono już obejścia płotami z chrustu, a nie
bylicą, a po Marzannie pozostał tylko zwyczaj topienia słomianej kukły.
Na rozstajach dróg stawiano święte kapliczki, ale spotykały się tam
również czarownice, by o północy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę
uwarzyć specjalny napój dający im moc czynienia czarów.
Dziurawcem chroniono się przed Boginkami, żeby nie podmieniły dziecka, a jarzębiną - przed Leszym, strażnikiem lasu. Upiorom i strzygom sypano
ziarna maku, żeby zajęte ich zbieraniem zapomniały o szkodzeniu ludziom.
Obok kościołów i domów sadzono lipy, które chroniły przed uderzeniem
pioruna, a które szczególnie upodobała sobie Maryja, lubiąca odpocząć w cieniu ich chłodnych liści, gdy zstępowała z nieba na ziemię.
W ogrodach pachniała mięta i ruta, zielenił się lubczyk. Pod płotem
dumnie wznosiła żółtopomarańczowe główki rudbekia, kolorowo kwitły
floksy, malwy i piwonie, kołysała się na wietrze wiotka bylica. Pory
dnia odmierzały słoneczne nagietki, otwierając swe płatki w dzień i zamykając je wieczorem.
To właśnie tu, pomiędzy dniem a nocą, i wnet przed nastaniem świtu
zaczynała się inna przestrzeń. Widoczna nad linią horyzontu lub w kąciku
oka. Tuż za progiem domu i na rozstajach dróg. Przestrzeń widziana, choć
niewidzialna. Obecna, chociaż nieuchwytna. Opowiadana w długie zimowe
wieczory. I chociaż twarze Bogiń i Bogów przybierały coraz częściej
oblicze Matki Boskiej i Jezusa, jej boskiego syna, panny wciąż plotły
wianki, które zostawiały w gajach dla Rusałek i pisały prośby do Bogini
na brzozowej korze. Było to w czasach pomiędzy tym, co przeszłe, a tym,
co obecne. W czasach na granicy światów.
Albo wino makowe, do którego dodawano utartą miazgę z połowy jabłka i kilku łodyg czterolistnej koniczyny. Mieszano i wystawiano w oknie na
siedem księżycowych nocy, chowając wino przed promieniami słonecznymi.
Po tygodniu dawano pić ukochanej.
Można było też zerwać o północy płatki czerwonej róży i kwiat czerwonej
koniczyny. Ucierano je i wsypywano do wina jabłecznego, które musiało
mieć co najmniej dwa lata. Na dnie butelki uprzednio należało umieścić
złoty pierścionek z rubinem. Trunek taki trzeba było podawać do picia
wybrankowi w szklance nieużywanej, którą następnie tłuczono i zakopywano
w ziemi. Żeby napój zadziałał, musiał smakować pijącej osobie. W przeciwnym razie skutek był odwrotny5.
Podobno bardzo skuteczną miksturę sporządzano ze startego barwinka
pospolitego wraz z rozchodnikiem i dżdżownicami. Z kolei aby odzyskać
miłość męża, należało zebrać macierzankę6, bobrowe ziele i kocanki, a następnie przygotować z nich wywar w trzech garnkach w wodzie
czerpanej ze studni przed wschodem słońca, ale absolutnie nie można było
tego czynić w piątek, a dopiero w sobotę.
Gdy zaś przydomowe rośliny miłośnicze nie spełniły pokładanych w nich
oczekiwań, istniały też inne, równie czarowne i potężne, chociaż może
nieco trudniejsze do zdobycia. Dziewięciornik, zwany serdecznikiem, bo
ma listki w kształcie serca, można było znaleźć na torfowiskach,
podmokłych łąkach, w górach. Na Rusi nazywali go "przywrot", jako że ma
moc przywracania miłości. Dziewczęta na Podhalu zaszywały go w koszulach
swoich wybranków, tam też zyskał nazwę "wyrwitaniec", gdyż wyrywał do
tańca7.
Na szkodę płci męskiej8 dziewczęta stosowały także malutką
niepozorną paproć, nasięźrzałem zwaną, której moc miłośnicza była tak
ogromna, że to ją właśnie niektórzy brali za mityczny kwiat paproci.
Wykorzystywały także lilie wodne, którymi nacierały się, by uzyskać
urodę i gładkość ciała, i który to zabieg zapewne podpatrzyły u najbardziej chyba powabnych z Rusałek, czyli Boginek wodnych.
Miłośnicze rośliny zostały stworzone na pociechę i ku wsparciu, bo jak
wszystko niezbadane, tajemnicze tak samo i miłość starano się poznać i ujarzmić przy pomocy wyższych sił, czarów, sztuk magicznych,
guseł9.
Jeżeli prawdą jest, jak powiadali, że wiedzę na temat magicznych
właściwości roślin przekazywali ludziom sami Bogowie i Boginie,
tajemnicę ich miłośniczych mocy musiała zdradzić ta, której temat był
szczególnie bliski.