Tyle mówi legenda, w której dumna władczyni została ukarana. Ale czy
kara nie była zbyt sroga wobec przewiny? I czy naprawdę chodziło o pychę? Czym zawiniła Bogini, że aż trzeba było ją unicestwić? I przede
wszystkim komu? Przecież mitologie i legendy pełne są przekazów o dużo
większych winach i mniejszych karach. Marek Derwich i Marek Cetwiński w swojej książce Herby, legendy, dawne mity interpretują tę opowieść
jednoznacznie:
Bóg piorunem obracający w gruzy zamek Diany łysogórskiej równie dobrze
może być Bogiem chrześcijan, jak i Bogiem Burzy likwidującym panowanie
matriarchalnej Wielkiej Bogini, Swarogiem czy Przemysłem Oraczem
wprowadzającym patriarchalną monogamię28.
Wygląda na to, że największym grzechem Bogini Dziewanny ze
świętokrzyskiej legendy była właśnie jej moc, siła i niezależność.
Bogini-Dziewica, jako kobieta spełniona, ale bez mężczyzny, nie mogła
przetrwać w zmieniającej się rzeczywistości.
Mimo to kult Dziewanny na Łysej Górze trwał dość długo. Oddawano jej tam
cześć do XI wieku, a nawet później. Powiązanie Dziewanny z czarami i czarownicami ewoluowało później w mocno rozpowszechniany przez Kościół
mit o orgiastycznych sabatach czarownic na Łysej Górze. W końcu w 1478
roku Kazimierz Jagiellończyk pod wpływem benedyktynów świętokrzyskich
wydał zakaz rozpalania ogni na Łysej Górze29.
Dziewanna, będąc królową wszelkiej roślinności i słowiańskich lasów,
miała także swoją leśną świtę. Ogromny wpływ kościoła na terenach
dzisiejszej Polski, sprowadził dziewannowe nimfy takie jak dziwożony,
boginki i rusałki do roli uwodzących, szkodzących lub karykaturalnych
demonów.
I tak pomocnicami Dziewanny były na przykład dziwożony, zamieszkujące
górskie jaskinie, brzydkie boginki o karykaturalnie dużych piersiach,
które podmieniały dzieci. Natomiast na terenie południowej
słowiańszczyzny (dzisiejsza Bułgaria) Dziewannie towarzyszyły
samodivy. Te z kolei były pięknymi, jasnowłosymi boginkami, tak jak
ich pani uzbrojone w łuk i strzały, dosiadające dzikich zwierząt. Miały
szaty z piór, które umożliwiały im latanie. Żyły zwykle w dzikich
miejscach pośród gór i lasów. Wychodziły ze swych kryjówek tylko na
specjalne wezwanie Bogini30.
Jednak przede wszystkim orszak Bogini składał się z rusałek. Rusałki
zamieszkiwały leśne łąki, bory, lasy, knieje, wszędzie tam, gdzie były
zbiorniki wodne, strumienie i źródła. Demony wodne, a do nich zaliczały
się rusałki, pełniły ważną funkcję w procesie wegetacji aż do Zielonych
Świątek31. Rozpoczynały swoją działalność wraz z nastaniem
wiosny i pierwszym uderzeniem pioruna32. Rusałki można było
spotkać podczas nowiu księżyca (kiedy magia miała największą
moc)33, gdy tańczyły nago na polanie lub nad brzegami jezior czy
rzek. Rusałki miały postać pięknych młodych dziewcząt. Ich ciała
wydzielały odurzającą różaną woń. Dlatego niektórzy uważają, że ich
nazwa pochodzi od łacińskiego słowa rosalia, które oznacza święto róż
i kojarzone było z wiosną, pełnią, kwiatami, rodzącą się do życia
przyrodą i energią34.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Jan Kasprowicz, Pamiętam te piaski nad wodą [w]: Antologia liryki Młodej Polski. Wstęp, wybór, oprac. I. Sikora, Wrocław 1990, str. 251-252 [wróć]
Aleksandr Nikołajewicz Afanasjew, Поэтические воззрения славян на природу. T. 3. Moskwa: Современный писатель, 1995 cyt. za: https://slowianskamoc.blogspot.com/2018/01/gromnica.html [wróć]
https://www.slawoslaw.pl/czas-zamawiania-ciepla-gromnica-perunica-celtyckie-imbolc-smoliste-luczywa-i-inne/?fbclid=IwAR1iLs_YT6MQxSMVWwIb5zLfdLmozHVwbvF2aAi73muh3nATLh7FP-GWcEs [wróć]
Marek Styczyński, Zielnik podróżny. Rośliny w tradycji Karpat i Bałkanów, Krosno 2016, str. 40 [wróć]
Jacob Grimm, Deutsche Mythologie, str. 997 [w]: Anna Kohli, Trzy kolory Bogini, Kraków 2007, str. 163 [wróć]
Krystyna Szcześniak, Świat roślin światem ludzi na pograniczu wschodniej i zachodniej słowiańszczyzny, Gdańsk 2013, str. 278 [wróć]
Grzegorz Niedzielski, https://docplayer.pl/6439937-Dziewanna-pani-lasow-i-gajow.html [wróć]
Za: Grzegorz Niedzielski: https://docplayer.pl/6439937-Dziewanna-pani-lasow-i-gajow.html [wróć]
Władysław Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990, str. 22 [wróć]
https://www.muzeum-radom.pl/wydarzenia/pozegnanie-zimy-film/2426 [wróć]
https://www.slawoslaw.pl/zielone-swiatki-i-stado-celebracja-wiosny-w-jej-pelni/ [wróć]
Fantem zazwyczaj była butelka wódki, para butów, pas lub kamizelka ufundowana przez bogatego gospodarza lub księdza [wróć]
https://www.slawoslaw.pl/zielone-swiatki-i-stado-celebracja-wiosny-w-jej-pelni/ [wróć]
Za: Czesław Białczyński, https://bialczynski.pl/2015/08/26/dziewanna-lecznicza-panna-pani-dzikich-lowow-z-podlasia/ [wróć]
https://www.slawoslaw.pl/dziewanna-bogini-w-ziele-zakleta/ [wróć]
https://www.jestesmyslowianami.pl/wianek/ [wróć]
W. Kopaliński, op. cit., str. 153 [wróć]
Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, 1455 [w]: Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Warszawa 2006, str. 195 [wróć]
Grigorij Andriejewicz Glinka, Andriej Siergiejewicz Kajsarow, tłum. Iwona Tsanev, Dawna religia Słowian. Mitologia słowiańska i ruska, Sandomierz 2011, str. 37-38 [wróć]
Oskar Kolberg, Dzieła wszystkie. Łużyce, Wrocław 1985, str. 126 [wróć]
Cyt. za: http://www.kulturalowiecka.pl/artykuly_prasowe/dziewanna.pdf [wróć]
http://www.kulturalowiecka.pl/artykuly_prasowe/dziewanna.pdf [wróć]
Anna Kohli, Trzy kolory Bogini, Kraków 2007, str. 27 [wróć]
Elżbieta Szot-Radziszewska, Świętokrzyskie gadki o diable i czarownicy jako źródło etnograficzne do badań ludowej wizji świata [w]: Legendy świętokrzyskie, pod red. K. Brachy, Kielce 2009 [wróć]
https://www.slawoslaw.pl/dziewanna-bogini-w-ziele-zakleta/ [wróć]
https://www.slawoslaw.pl/lysa-gora-miejsce-spotkan-wszystkich-szanujacych-sie-czarownic/ [wróć]
Marek Derwich i Marek Cetwiński, Herby, legendy, dawne mity, Warszawa 1989, str. 207 [wróć]
Ibidem, str. 207 [wróć]
Barbara Ogrodowska, Święta polskie. Tradycja i obyczaj, Warszawa 2000, str. 263 [wróć]
Grzegorz Niedzielski https://docplayer.pl/6439937-Dziewanna-pani-lasow-i-gajow.html [wróć]
Joanna i Ryszard Tomiccy, Drzewo życia. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa 1975, str. 191 [wróć]
Ibidem, str. 194 [wróć]
Światło księżyca budzi demony wodne. Topielce i rusałki pod jego wpływem wychodzą i tańczą nad brzegami rzek i jezior. Podniecenie demonów w czasie nowiu wynika zapewne z charakteryzującego je pociągu do ujawniającego się życia, które symbolizuje nowo narodzony księżyc. http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/etnografia-lubelszczyzny-ludowe-wierzenia-o-ksiezycu/ [wróć]
Witold Klinger, Wschodnio-europejskie rusałki i pokrewne postaci demonologii ludowej, a tradycja grecko-rzymska, Lublin, Kraków 1949, str. 15 [wróć]
Chciałabym opowiedzieć o dzieciństwie
spędzonym u babci na wsi, wśród pól zielonych, mleku pitym prosto od
krowy i poczciwym Burku, który kury ganiał. Jednak wychowałam się w mieście, na podwórku tak wybetonowanym, że z roślin widziałam tam tylko
babkę lancetowatą i żółte kwiaty mniszka z trudem przeciskające się
między krawężnikiem a płytą chodnikową.
Na szczęście w moim świętokrzyskim miasteczku były wtedy rozległe tereny
pełne łąk, których jeszcze nie wykupił deweloper, a na spacery na te
łąki zabierał mnie dziadek. Dziadek był absolutnie magiczny, czytał mi
baśnie, a tę o Żar-ptaku codziennie, znał mnóstwo roślin, kochał
wszystkie zwierzęta i potrafił rozmawiać z końmi. A któregoś dnia złapał
nawet dla mnie papugę na drzewie. Pochodził z miejscowości, której nazwy
nie umiałam zapamiętać. Wiedziałam tylko, że urodził się na Podlasiu i że jest to bardzo daleko od miejsca, w którym mieszkamy.
Na łąkach zbieraliśmy bukiety dla babci. Macierzankę, szałwię, fiołek,
rutę - bo babcia miała problemy z nerkami i hyzop - bo miała niskie
ciśnienie. Stokrotkę - bo "czyści krew" i dziurawiec - bo "wszystko
leczy". I ukochane przez dziadka niezapominajki, nad którymi zawsze
wzdychał, że jakieś malutkie, bo u niego to rosły wysoko, hen, aż na
wysokość kolan albo i do pasa.
Po drodze, nad stawem słuchaliśmy żab, dziadek scyzorykiem wydłubywał
kłącza tataraku, a dla mnie ścinał pałki, których nie wolno mi było
wnieść do domu, ponieważ zdaniem babci "przynosiły nieszczęście".
Dziadek zdanie miał odmienne i utrzymywał, że nie tylko nie szkodzą, a wręcz chronią, szczególnie przed duchami, które mogłyby się przypadkiem
zaplątać w domu.
W związku z rozbieżnością przekonań trzymaliśmy z dziadkiem te pałki za
szafą w kuchni, żeby babcia nie widziała, bo wiadomo, że czego oczy nie
widzą, to lepiej dla nich, ale żeby jednak skorzystać z ich magicznej
mocy. Więc korzystaliśmy. Z tej po cichu, a z wianków plecionych z siedmiu ziół na Matkę Boską Zielną oficjalnie. Dziadek zbierał rumianek,
miętę, melisę, bazylię, rozmaryn, lubczyk i nasturcję, babcia chciała
szałwię i wrotycz. Wianki trzymała za świętym obrazem i używała według
potrzeb. Gdy ktoś chorował - zaparzała z nich herbatkę lub gdy zbliżała
się burza - spalała trochę ziół pod piecem, wszak chroniły też przed
piorunami.
Wraz z dziadkiem odeszły też zioła. Na moim wybetonowanym podwórku tata
zrobił mały ogródek, a z zasadzonego przez niego lubczyku wyrosło
drzewo, które stało się miejscem schadzek wszystkich kotów z okolicy.
Wyjechałam z mojego miasteczka do większego, które pokochałam, a później
do jeszcze większego, które lubię. Tęsknota za łąkami pozostała.
Uśmierzałam ją hodowlą ziół na balkonie oraz magicznymi warsztatami
zielarskimi. Czytałam stare i nowe zielniki, opracowania, książki i artykuły. W końcu pojechałam tam, gdzie powinnam już dawno pojechać.
Pratulin. Nazwa brzmi jak z baśni. Pochodzi od łacińskiego pratum,
czyli... łąka! I wygląda jak z bajek, które opowiadał dziadek. To malutka
miejscowość niemal na granicy z Białorusią, tuż nad Bugiem. Dzika rzeka
i łąki aż po horyzont. Łąki pełne kwitnących bzów oraz niekończące się
żółte pola rzepaku, bo była właśnie pora jego kwitnienia. I niezapominajki, naprawę sięgające aż do pasa! Oraz zieleń zieleńsza niż
gdziekolwiek indziej. Jeżeli po przodkach dziedziczymy kolor oczu,
wzrost, cechy charakteru, a także pewne skłonności, to ja odziedziczyłam
łąkę. A wraz z nią wiarę w magiczną moc Bogiń Ziół.
Nikt nie spotkał Bogini Dziewanny, ale
każdy wiedział, kiedy przychodziła. Pojawiała się w delikatnych główkach
przebiśniegów i hiacyntowym zapachu wawrzynka wilczegołyka, od którego
aż kręciło się w głowie. To ona rozdmuchiwała żółty pyłek leszczyny i dodawała miękkości promieniom słońca. Była Boginią wiosny i po trudnych
zimowych nocach przynosiła dłuższe dni oraz nadzieję na nowe. Podobno
ukrywała się w gałęziach wiecznie zielonego świerku lub sosny.
Nikt nie widział Bogini Dziewanny, ale każdy wiedział, po co wracała.
Mówią, że zanim pojawiła się Matka Boża Gromniczna, to właśnie Dziewanna
chodziła w lutym po polach, doglądając ozimin, aby nie zamarzły.
Towarzyszyły jej wilki, a u stóp miała gniazdo zwiastujących wiosnę
skowronków. W ręku trzymała zapaloną gromnicę, która chroniła ludzi
przed wiosennymi piorunami, wilkami, gdy w lutym zaczynały podchodzić
pod domostwa w poszukiwaniu jedzenia, złymi duchami, które mogły
zaszkodzić bez względu na porę roku i wszystkimi nieszczęściami, jakie
tylko spadłyby na ludzkość.
Dziewanna uważana była za opiekunkę chorych, do niej modlono się, aby
wyprosić uzdrowienie dla bliskich. Nic więc dziwnego, że gromnica mocno
wrosła w krajobraz ludowy, a z czasem zaczęła pełnić funkcję mistyczną i leczniczą właśnie.
Gromniczne pamiętam dziewanny - pisał w 1911 roku Jan
Kasprowicz1. Zastosowań gromnicy było mnóstwo. W czasie
burzy stawiano zapaloną świecę w oknie lub obchodzono z nią chatę i całemu domostwu zapewniano w ten sposób ochronę przed uderzeniem pioruna
(gromu). Na Gromniczną zapalano tyle świec, ile osób liczyła rodzina.
Uważano, że czyja świeczka zgaśnie pierwsza, ten wkrótce umrze2.
Zapalona gromnica towarzyszyła zresztą umierającym w ich ostatniej
drodze.
Na Podlasiu płomieniem gromnicy opalano dzieciom końce włosów, aby
ustrzec je przed zapaleniem uszu. Na ziemi rzeszowskiej z kolei okręcano
gromnicę pasemkiem lnianej kądzieli. Poświęcone pasemko lnu palono
później nad cierpiącymi na różne choroby skóry. Po zgaszeniu gromnicy
profilaktycznie połykano jej dym, wierząc, że ustrzeże to przed bólem
zębów3. Gromnica była lana z wosku pszczelego, natomiast za knot
służyły ususzone łodygi dziewanny (Verbascum thapsus)4 -
ziela noszącego imię Bogini.
Bez wątpienia zioła wywodzą swoje nazwy od tego, że zostały przekazane
kiedyś śmiertelnikom przez bogów. U Greków głównie wykazywały się tą
czynnością Atena i Artemida, u nas wydaje mi się, ze wszystkich bogiń
Frigg i Freya, albo inne, które przejęły tę rolę później, głównie Maria.
Artemizja (bylica - przyp. autorki) została prawdopodobnie wynaleziona
lub wskazana przez Artemidę5
- pisał w 1835 roku w traktacie o mitologii germańskiej Jacob Grimm.
Żółta, miodna dziewanna jako ziele Bogini niosącej światło, które
rozjaśnia zimowy mrok, od wieków była wykorzystywana jako pochodnia. Ale
nie tylko. Jej silna magiczna moc, wzmocniona błogosławieństwem Bogini,
dawała ochronę przed niebezpieczną pogodą, dzikimi zwierzętami, a przede
wszystkim ciemnymi mocami. Gromnicę przystrajano gałązkami świerku.
Świerk, który od wieków był uznawany za symbol życia, długowieczności i początku nowego cyklu wegetatywnego - nie bez powodu został ulubionym
drzewem Bogini. Zwłaszcza że był powiązany z ideą żeńskości i dziewictwa
- świerk lub sosnę kładziono kiedyś na grobach młodych ludzi, którzy
zmarli przed ślubem. Świerk miał charakter obrzędowy i pełnił funkcje
ochronne. Podobne znaczenie przypisywano sośnie - drzewu długowieczności
i wiecznego życia. Jej żywicę wykorzystywano do obrony przed wrogami.
Sosna w pieśniach pojawiała się nawet jako drzewo życia. Pogańscy
Słowianie sadzili ją w świętych gajach6. Świerk i sosna miały
charakter drzew magicznych symbolizujących zdrowie, połączenie z zaświatami, ochronę i związki z duchem lasu. Powiadali nawet, że na
gałęziach świerku i sosny miały wisieć kołyski dzieci leśnych
duchów7. Wszystkie te cudowne właściwości spowodowały, że to
właśnie świerk i sosna stały się świętymi drzewami Dziewanny,
bezpośrednio z nią związanymi i jej poświęconymi.
Jako Bogini wiosny i nowego cyklu, powiązanego z odradzaniem się
przyrody po trudnych zimowych miesiącach, Dziewanna kojarzyła się z witalnością i obfitością natury. Z jej bogactwem i potęgą, a także ze
światłem, które pobudzało uśpioną ziemię do życia. I z żywiołem ognia,
blaskiem, jasnością. Świadczy o tym samo imię - którego etymologię
niektórzy badacze wywodzą od indoeuropejskiego di - świecić, jaśnieć.
Niektórzy wywodzą Dziewannę od prasłowiańskiego słowa divbjb - dziki,
prasłowiańskiego divota - podziw, dzikość i od słowiańskiego dziewy
określającego dziewicę. Słowiańskie dziewica oznaczało pierwotnie:
"miłą i młodą dziewkę, dziewczynę", "córkę", następnie "kobietę
niezamężną", a dopiero później "kobietę niewinną, seksualnie
nietkniętą". Oznaczało pełnię zdrowia, sił, wigor i rozkwit8.
Była więc Dziewanna Boginią młodości, Boginią jasną, białą. Boginią,
która rozjaśniała mrok i stwarzała nowe życie. Zachwycająca, dzika i nieposkromiona jak przyroda, którą władała, Dziewanna to uosobienie
kobiecej niezależności i powrotu do natury.
Biel - od wieków postrzegana jako symbol doskonałości, duchowości,
niewinności, Księżyca - jako taka jest kolorem bogiń dziewiczych, bogiń
lunarnych, ale też uosabia mądrość, intuicję i radość
istnienia9. Dziewanna z pasją oddaje się swojemu zadaniu, z tym samym zachwytem co roku powołuje do życia uśpioną przyrodę. Jest
szybka i nieuchwytna, ale też kapryśna. Jej dziewiczość wynika ze
zdolności życia bez mężczyzny, a nie z życia w celibacie. Biorąc pod
uwagę jej temperament i krewki charakter, a także funkcję Bogini, która
przynosiła miłość, jak również uwodzący charakter rusałek - jej
towarzyszek - trudno uwierzyć, że nigdy nie pojawił się nikt, kto
poruszyłby jej serce. Ten ktoś prawdopodobnie przegrał z jej codzienną
pracą lub z jakiegoś powodu (Dziewanna była przecież pamiętliwa) został
przez nią ustrzelony.
Skoro Dziewanna była Boginią przynoszącą zmianę pór roku, jej święto
musiało wypaść podczas równonocy wiosennej zwanej Jarymi Godami. Był to
kilkudniowy cykl obrzędów związanych z pożegnaniem zimy (Marzanny) i powitaniem wiosny (Dziewanny). Wykonywało się wtedy poświęcony jej gaik
(zwany też maikiem, nowym latkiem lub turzycą). Gaik Zielony składał się
z gałęzi sosnowej lub świerkowej (a jakże!), którą przystrajano
wstążkami, papierowymi ozdobami, świecidełkami, wydmuszkami, kwiatami.
Do wierzchołka gaika często przymocowywano lalkę zwaną "majem",
"narzeczoną", "królewną" albo po prostu "dziewanną". Dziewczęta obnosiły
ją od chaty do chaty jako symbol triumfu nad zimą. Otrzymywały za to od
gospodyń obwarzanki, kawałki ciasta, jajka, drobne pieniądze. Rytuał
oprowadzania gaika uwalniał symbolicznie Dziewannę, a wraz z nią
sprowadzał światło i wiosnę, aby rozpocząć nowy cykl życia10.
Ku czci Bogini i wiosny stawiano również słupy majowe, zwane drzewkami
majowym lub wiuchami11. Były to zwykle wysokie, proste słupy
drewniane, wyrzeźbione najczęściej z sosny. Na ich wierzchołkach
wieszano bukiety z polnych kwiatów, zielonych gałązek i kolorowych
wstążek. Drzewka stawiano na wiejskim placu, z fantem12 do
zdobycia na wierzchołku, po który wspinali się kawalerowie.
Z drzewkiem majowym wiązała się koncepcja axis mundi, czyli osi
świata, gdzie następuje zatrzymanie czasu, przez co możliwy jest kontakt
zarówno z przeszłością, jak i przyszłością. Osią świata może być właśnie
ogromne drzewo. Wokół drzewka miejscowi wykonywali specjalny taniec,
którym celebrowano życiodajne siły natury13.
Ale drzewka majowe poświęcone Dziewannie miały jeszcze jedno
zastosowanie. Zalotnicy ustawiali je w nocy przed oknami upatrzonych
przez siebie dziewcząt. W ten sposób sygnalizowali zainteresowanie
wybraną panną, jednocześnie zyskując przychylność Bogini, ponieważ
Dziewanna była również patronką prawdziwej miłości i od niej zależało,
czy uczucie się pojawi. Do niej modlono się o dobrego męża lub żonę.
Czuwała również nad wiernością przysięgi małżeńskiej. Dziewczęta
składały na ołtarzach Dziewanny pukle włosów kawalerów, prosząc, aby
rozpaliła w nich szczere uczucie.
Jak na Boginię miłości przystało, Dziewanna leczyła również złamane
serca - dlatego nazywana była Łaskawą. A także Krasą, Panią Krasną czy
Panią Czerwoną. Jej atrybutami podobno były: złota obrączka i pąk
dzikiej róży - zwanej szypszyną. Na jej piersiach lub ramionach
siedziały dwa Motyle Pazie Królowej - Czarny i Niebieski - pierwszy jest
posłańcem miłości płochej (chwilowej, nieszczęśliwej), drugi miłości
dozgonnej (pełnej i szczęśliwej)14.
Dziewanna związana z obfitością nowego życia jako Bogini księżyca
symbolizowała płodność we wszystkich jej aspektach: od płodności ziemi
wydającej plony do płodności kobiety. To o jej wsparcie prosiły kobiety
pragnące dziecka. Do niej modliły się rodzące, aby zesłała im łatwy,
krótki i szczęśliwy poród. Do powszechnych wierzeń należało też mówienie
o tym, że Bogini błogosławi każdemu nowo narodzonemu dziecku15.
Być może był to sposób na zyskanie przychylności Bogini, która potrafiła
być również wyniosła i miała swoje inne, surowe oblicze (ach, te nie do
końca jasne relacje z Marzanną, którą niektórzy brali za jej siostrę lub
matkę, a inni po prostu za jej inne mroczne wcielenie). Jednak w swym
jasnym aspekcie Dziewanna wspierała ludzi, zwierzęta i całą przyrodę.
Pamiętały o tym szczególnie niezamężne kobiety i młode mężatki,
składając w ofierze wieńce i wianki z poświęconych jej ziół takich jak:
dziewanna, dziurawiec, bylica i piołun.
Wianki wite z ziół miały specjalne znaczenie obrzędowe, magiczne i lecznicze, szczególnie wzmocnione przez kolistość wianka. Koło w wielu
kulturach, nie tylko słowiańskiej, postrzegane jest jako figura
magiczna, pełniąca funkcję ochronną, a także nadająca cechy sacrum temu,
co znajduje się w jego wnętrzu16. Koło było symbolem bóstwa,
wieczystego prawa, nieskończoności, wieczności, absolutu, doskonałości,
równowagi, wewnętrznej jedności i harmonii materii, jedności, czasu,
regularności, ciągłości, idealnego, wiecznego ruchu, egzystencji
cyklicznych oraz Nieba (w przeciwieństwie do Ziemi)17.
Obok swojego wiosenno-młodzieńczego wcielenia Dziewanna miała jeszcze
inne aspekty: była Boginią lasów i dzikiej przyrody, jednocześnie
opiekunką zwierząt, ale i patronką łowów. To właśnie Dziewannę prosili o przychylność wyruszający na polowania myśliwi. Ale wspierała tylko tych,
którzy polowali, by wyżywić swoje rodziny i traktowali zwierzęta z należnym szacunkiem. W ofierze przynoszono jej część zdobyczy upolowanej
w czasie łowów. Świątynie ku jej czci budowane były w lesie. Brzmi
znajomo, prawda? Na podobieństwo Dziewanny do rzymskiej Diany wskazywał
Jan Długosz (1415-1480) w swoich Rocznikach:
Jako że państwu Lechitów wydarzyło się powstać na obszarze zawierającym
rozległe lasy i gaje, o których starożytni wierzyli, iż zamieszkuje je
Diana i że Diana rości sobie władztwo nad nimi, Cerera zaś uważana była
za matkę i boginię urodzajów, których dostatków kraj potrzebował,
(przeto) te dwie boginie: Diana w ich języku Dziewanną (Dzewana) zwana i Cerera zwana Marzanną (Marzyana) cieszyły się szczególnym kultem i nabożeństwem18.
Jako Boginię łowów Dziewannę wyobrażano sobie zwykle jako piękną
kobietę, z długimi jasnymi włosami, przemieszczającą się na jeleniu z łukiem i strzałą, w towarzystwie wilków (lub psów) i szarego zająca. Na
Rusi Dziewanna przedstawiana była w futrze z kuny, pokrytym wiewiórczymi
skórkami. Na wierzch, zamiast opończy, miała narzucone futro z niedźwiedzia, którego głowa służyła jako szyszak. Oprócz łuku i strzały
Dziewanna używała rohatyny (włóczni z hakiem przy grocie) oraz
noża19. Jako wytrawna łowczyni polowała zarówno w południe, jak i przy świetle księżyca20.
Leśne pochodzenie Dziewanny potwierdził niemiecki ksiądz i historyk,
Christian Knauthe (1706-1784):
Dziewanna, Dzievonia była boginią całej dzikiej ziemi i lasów, a zatem
to Dzika i Leśna Bogini...21.
Co ciekawe, w wierzeniach Łużyczan Dziewanna (czyli Dživica)
wyobrażona z łukiem i strzałami pełniła jeszcze jedną, ważną funkcję: na
świętym dla Łużyczan jeleniu odprowadzała dusze w zaświaty22.
Dziewanna, jak jej rzymska odpowiedniczka Diana, była również Boginią
czarów oraz patronką wszelkich wiedźm i czarownic, czym nie zyskała
później popularności wśród chrześcijańskich misjonarzy. Kościół uważał
Dianę za głównego wroga i nazywał ją "królową wiedźm"23, stąd na
Dziewannę, która dzieliła ten aspekt z rzymską boginią, spadł taki sam
gniew i nienawiść kleru, podsycane opowieściami o wszechobecnych
czarownicach, szkodzących prostemu i religijnemu ludowi.
Tymczasem należałoby rozróżnić wiedźmy od czarownic. Jak uważa Elżbieta
Szot-Radziszewska24: wiedźmy, czyli kobiety, które
wiedzą, widzą przyszłość, rodzą się z takim darem, czarownice natomiast
czarów się musiały wyuczyć. Wszystkie te wtajemniczone w czary i pomagające ludziom kobiety to czarodziejki, takie jak: znachorki,
zielarki, zielichy, a uprawiające czarną magię, sprowadzające choroby,
rzucające uroki i kradnące mleko - to czarownice. W czasach
chrześcijańskich pomagające ludziom czarodziejki i wiedźmy zdemonizowano
i wrzucono do jednego kotła z czarownicami.
Bogini chroniła przed złymi mocami i trzymała ich szkodliwe działania na
wodzy, pod warunkiem że ktoś jej nie znieważył. Gdy tak się stało, z wiosennej i łagodnej zamieniała się w Boginię zemsty. Stawała się mściwa
i okrutna. I tu ujawniało się drugie oblicze Dziewanny: z Bogini życia
przeistaczała się w Boginię śmierci. Pojawiała się wtedy na rozstajach
dróg lub przy grobach otoczona sforą wściekłych duchów psów lub wilków.
Wyjmowała swój łuk i celnie trafiała w delikwenta, który czymś jej się
naraził. Zatem, jeśli dopadła kogoś nagła i niespodziewana śmierć, ani
chybi było to za przyczyną rozsierdzonej Dziewanny25.
Dziewanna jako Bogini czarów musiała na swoją siedzibę wybrać miejsce
wyjątkowe. Siedliskiem Bogini została Łysa Góra, zwana Łyścem, która
jest drugim co do wysokości szczytem Gór Świętokrzyskich (594 m n.p.m.).
Słowianie mieli szczególne relacje ze swoimi bogami, stąd czcili ich w miejscach wyjątkowych, często trudno dostępnych. Takich, które budziły
zarówno lęk, jak i podziw. Były to zwykle święte gaje oraz góry, aby
można było zbliżyć się do bóstw, duchów przyrody czy przodków.
Na Łysej Górze czczono trzy bóstwa: Ładę, Bodę i Leli. Na szczycie
usypano charakterystyczny dla tego typu miejsc wał kultowy. Każdego
roku, w nocy z 30 kwietnia na 1 maja na Łysej Górze oddawano cześć
duchom przodków. Gaszono święte ognie i witano powracające z zaświatów
dusze, a o świcie rozpalano nowy płomień, symbolizujący odrodzenie się
czasu na nowy rok26.
Łysa Góra była miejscem mistycznym. Nic dziwnego, że Dziewanna wybrała
ją sobie na miejsce zamieszkania. Legenda z tym związana mówi, że w czasach, kiedy jeszcze potężna puszcza otaczała zbocza Gór
Świętokrzyskich, na wysokiej skale stał wspaniały zamek warowny.
Wznieśli go Cyklopi i Giganci, synowie Ziemi. Błyszczał z daleka tak
mocno, że ludziom mieszkającym w okolicznych wioskach zdawał się być
zbudowany ze szkła. Stąd Łysą Górę nazywano wtedy Szklaną Górą (motyw
Szklanej Góry pojawia się w wielu baśniach i legendach). W tym zamku,
mieniącym się za dnia w promieniach słońca i nocą w blasku księżyca,
mieszkała Dziewanna. Piękna Bogini o jasnych włosach miała niezwykłą moc
panowania nad zamieszkującymi puszczę dzikimi zwierzętami, które były
jej posłuszne. Często przechadzała się po lesie w towarzystwie wilków i niedźwiedzi. Okoliczna ludność nazywała ją Panią Dzikich Zwierząt. Miała
też inny przydomek - Dumna Pani. Mimo to lud kochał ją i szanował,
ponieważ była dobra i sprawiedliwa. Ale spokój u stóp Gór
Świętokrzyskich zburzyła ogromna armia Aleksandra Wielkiego. Do obrony
Szklanej Góry stanęli wszyscy poddani, także Cyklopi i Giganci oraz
dzikie zwierzęta. Po trzech dniach zaciętej walki armia Aleksandra
Wielkiego została pokonana. Jeden z ocalałych rzymskich żołnierzy
opowiedział Dziewannie, że w jego kraju żyje równie piękna i potężna
Diana, która też jest boginią łowów, roślin, lasów i dzikich zwierząt, a jej pałac uważany jest za świątynię. Dziewanna, która poczuła ukłucie
zazdrości, że gdzieś jest ktoś równie potężny jak ona - ogłosiła się
Boginią Dianą. Od tej pory wszyscy mieli ją tak nazywać. Pycha Bogini
nie spodobała się Bogu, który cisnął w Szklaną Górą piorunem. Zamek
runął, grzebiąc pod swoimi gruzami Dumną Panią. Szczątki zamku można
oglądać do dziś jako gołoborze na stokach Łysej Góry27.