Słoń Birara. Lektura z opracowaniem - Ferdynand Ossendowski
4.99 zł

Reflow text when sidebars are open.
Mały Amra
- Amra! Amra! - usłyszał chłopak głos matki.
Pomyślał, że dziś po raz trzeci odrywa go od pracy, jednak poszedł do chaty.
Idąc, obliczał, że ma jeszcze do zrobienia dziesięć koszyczków bambusowych. Zamówił je stary kupiec - Anglik handlujący owocami na wybrzeżu. Już słońce stoi wysoko.
Dzień stanowczo za krótki jest dla pracującego chłopca!
A tu raptem odrywają go...
Wszedł do chaty.
Ciemno w niej było.
Przez strzechę z pożółkłych liści palmowych nie zaglądały do wnętrza złociste promienie słońca.
Ojciec chłopaka, kulawy Warora, któremu podczas służby w pułku strzelców królewskich, na wojnie w Kaplandzie1 pocisk urwał stopę, siedział na ziemi, schylony nad niziutkim zydlem2.
Wykuwał z mosiądzu zapinki, sprzączki i małe naczyńka. Postukiwał młoteczkiem, a ostrym dłutkiem żłobił metal.
Warora trudnił się snycerstwem.
Rzeźbił nie tylko w mosiądzu i brązie, lecz też w drzewie, miękkim kamieniu z Radżputany3 i w kości słoniowej.
Kaleka siedział pochylony nad stołkiem i nie spojrzał nawet na syna.
W głębi chatki, przy płonącym na kamieniach ognisku matka Amry mełła4 na kamieniu proso5.
Od czasu do czasu rzucała okiem na kocioł; warzyła6 w nim polewkę z ryżu, czerwonego pieprzu i suszonej ryby.
- Amra... - szepnęła, ujrzawszy wchodzącego syna.
Chłopak podszedł i podniósł na matkę pytające oczy.
Bez słowa przycisnęła go do siebie i, głaszcząc po włosach, wzdychała raz po raz.
Nie pytał jej o nic, zajęty myślą o koszyczkach, które musi w terminie oddać białemu kupcowi.
- Ach! - wyrwało mu się westchnienie, gdyż myśl miał ciągle zaprzątniętą przerwaną robotą.
Chuda, zbiedzona Soncza, matka chłopca, popchnęła go ku drzwiom i, nic nie mówiąc, zapłakała.
Amra wyszedł szybko, dziwiąc się, że to już po raz trzeci woła go dziś matka, tuli ku sobie, chcąc powiedzieć mu coś ważnego, na co jednak nie może się widocznie zdobyć.
- Słuchajcie, dziewczynki! - rzekł do dwóch młodszych siostrzyczek: Hubli i Radżori, łupiących cienkie pasemka bambusowych prętów. - Co to znaczy? Mama woła mnie ciągle do siebie, ale nic nie mówi! Przed chwilą wydało mi się, że nie ma odwagi mi powiedzieć czegoś bardzo ważnego...
Dziewczynki spojrzały na brata z odcieniem szacunku.
- Ja wiem... - szepnęła Hubli, spuszczając oczy tajemniczo.
- Skoro wiesz, to musisz mi powiedzieć - zawołał Amra.
Dziewczyna pochyliła głowę i nagle zapłakała.
- Dziadek zmarł... - szepnęła cichutko.
- No! - przerwał jej chłopak. - Przecież wiem... Przed trzema dniami przygniotły go w porcie belki i zmarł... Pochowaliśmy go wczoraj... Wiem o tym wszystkim!
Mówiąc, zręcznie i szybko splatał mały, prostokątny koszyczek na owoce.
W powietrzu śmigały chyżo7 brązowe, cienkie palce chłopaka i szeleściły twarde, złociste wióry bambusowe.
- Ojciec powiedział dziś z rana, że nie może pracować z Birarą... Tatuś stracił stopę na wojnie i ma nieruchomą nogę... - opowiadała Hubli. - Biali ludzie nie pozwolą, ażeby kobieta została poganiaczem słonia...
Amra podniósł na mówiącą roziskrzone oczy, z których biła radość i zdumienie.
- Wiem o tym wszystkim! - szepnął. - Ojciec sprzeda chyba Birarę kornakowi8. Wczoraj przychodził do niego Bassa z Garamu i dawał sto rupii...9
Dziewczynka przecząco potrząsnęła czarną główką i odparła natychmiast:
- Rodzice nie sprzedadzą Birary. Ty zostaniesz kornakiem, Amra, i będziesz żywił nas wszystkich!
Obie siostry patrzyły na brata z zachwytem i jak gdyby nawet lękiem.
Amra klasnął w dłonie.
Niedokończony koszyk potoczył się na ziemię.
Nic nie mówiąc, schylił się po niego i jął pracować jeszcze szybciej.
Myślał przy tym o różnych rzeczach, o których przypomniała mu siostra.
"Tak! Tak! - mknęły myśli w pochylonej głowie chłopaka. - Bez Birary nie damy sobie rady! Nakarmić pięciu ludzi - na to potrzeba dużo pieniędzy! Snycerstwo i koszykarstwo przynoszą małe i dorywcze zyski. Nie wyżywi to rodziny..."
Miał już dziesięć lat, a pierwsze, najdawniejsze jego wspomnienia związane były ze słoniem i sędziwym Bauli, dziadkiem. Mieszkali wtedy wszyscy razem w wiosce. Chata ich stała nad brzegiem Narbady10. Rąbano właśnie lasy górskie w Satpurze11, a dziadek wyciągał ogromne kloce mahoniowe i santalowe12 z dżungli. Właściwie wyciągał je dobry, mocarny Birara, dziadek zaś pomagał mu tylko zarzucać na zrąbane drzewa pętlę z łańcucha, a potem, usiadłszy słoniowi na karku, popędzał go głośnymi okrzykami. Dziadek zawsze znajdował pracę dla siebie i dla Birary. Raz - gorszą, raz - lepszą i zyskowniejszą, lecz nigdy jej nie brakowało.
Od czasu, gdy do Suratu13 zaczęły przypływać okręty, cała rodzina przeniosła się tu. Zwożono drzewa, które rąbali biali kupcy w dżungli nad rzeką Tapti14, wiązano je w tratwy i spuszczano z prądem do Suratu. Tam znów, z zamulonego, błotnistego ujścia rzeki słonie wyciągały ugrzęzłe w bagnisku pnie, kloce, belki i składały je na wybrzeżu. Maszyny zabierały stosy drzewa i ładowały na okręty, odpływające do zatoki Kombej lub do Bombaju15 - wielkiego miasta, w którym nie tylko Amra, lecz i Warora, a nawet siwy, jak gołąb, Bauli nigdy nie bywali, a stamtąd zaś dalej - do kraju białych ludzi...
W Suracie dziadek dobrze się obłowił.
"Ho-ho! - przypomniał sobie Amra. - Sam widziałem, że przynosił do domu po dziesięć rupii!"
Wkrótce kupił sobie szmat16 roli. Nieduży, co prawda, lecz urodzajny. Matka sadziła na polu proso, kukurudzę17 i ryż. Mieli tam też kilka drzew mangowych i pomarańczowych, obficie dających smaczne, soczyste owoce.
I nagle stało się nieszczęście.
Staruszek-dziaduś dostał się w porcie pod spadające belki. Przygniotły go, połamały mu stare kości, poszarpały sterane życiem ciało. Bauli tegoż wieczoru umarł.
W osieroconej rodzinie nie pozostało nikogo, kto mógłby pracować z Birarą... On tylko chyba - dziesięcioletni Amra, bardzo zresztą zaprzyjaźniony ze starym słoniem dziadka.
Słoń dziadka... Stary Bauli nieraz brał ze sobą wnuka, wsadzał go obok siebie na kark Birary i ruszali do dżungli. Jadąc, gwarzyli sobie, a przysłuchujący się ich rozmowie słoń pomrukiwał cicho, wymachując uszami.
Bauli opowiadał chłopakowi, że Birara od dawna należał do ich rodziny.
Przywiózł go był z dżungli Assanu18 ojciec Bauli, który mieszkał wtedy za "świętą" rzeką Gangesem19.
- Amra! Amra! - krzyknął nagle ojciec chłopaka i klasnął w dłonie.
Wspomnienia prysnęły.
Chłopiec uczynił kilka szybkich ruchów, zamocował pręciki koszyka i pobiegł do chaty.
- Słuchaj no, synku! - rzekł Warora, pykając długą, cienką fajeczkę. - Musimy się naradzić. Chodź tu, matko!
Usiedli wszyscy troje na progu.
- Jestem kaleką i nie mogę być kornakiem - zaczął ojciec. - Sprzedać słonia nie wolno nam, gdyż wpadlibyśmy w nędzę. W rodzinie jest jeden tylko mężczyzna: to ty, Amra...
- Jestem mężczyzną! - odpowiedział poważnym głosem chłopak i dumnym, śmiałym ruchem podniósł głowę.
- Czy potrafisz kierować Birarą? - spytał Warora, patrząc na syna.
- Przecież nieraz już pomagałem dziadkowi - wzruszył ramionami Amra. - Słoń nasz jest mądry i posłuszny, najmądrzejszy i najposłuszniejszy spośród wszystkich, które pracują w Suracie.
- Czy podołasz tej pracy? - rzuciła pytanie matka, z troską zaglądając w oczy synowi.
- Podołam! - odparł Amra stanowczym, twardym głosem. - Zacznę od jutra... Dziś muszę skończyć koszyki, zamówione przez białego kupca. Już pójdę...
Wstał i odszedł szybkim krokiem. Prości, pracowici ludzie nie mają czasu na długie rozmowy.
Ważna sprawa, od której zależał los całej rodziny, została rozstrzygniętą od razu.
Amra pracował do wieczora, a gdy matka zawołała wszystkich na wieczerzę, z dumą spojrzał na pięćdziesiąt lekkich koszyczków, zawieszonych parami na tyczce bambusowej.
Po posiłku pobiegł do miasta, unosząc ze sobą koszyki. Powrócił przed północą, obudził ojca i oddał mu zarobione cztery rupie.
Wyszedłszy z chaty, Amra pobiegł na brzeg Tapti.
Hindusi-kornakowie ogrodzili tam grubymi palami znaczną przestrzeń, na której pasły się słonie. Każdy z nich miał swój żłób z prosem i jęczmieniem, a także wielką skrzynię, codziennie napełnianą trawą, cienkimi gałązkami krzaków tamaryndowych20, młodymi pędami bambusów i sianem.
Amra przelazł przez parkan i rozejrzał się.
W zagrodzie znajdowało się trzydzieści słoni.
Niektóre z nich, niby olbrzymie czarne głazy, majaczyły w mroku nocy.
Stały na potwornych, do słupów podobnych nogach, z opuszczonymi trąbami i nieruchome - spały.
Inne, bardziej znużone całodzienną pracą, pokładły się i leżały, głucho wzdychając.
Amra stanął przy palach ogrodzenia i, wydawszy krótki świst, zawołał cicho:
- Birara!
Słonie poruszyły uszami i podniosły trąby, węsząc zakłócającą ich spokój istotę.
Nie znały chłopaka, więc jęły przestępować z nogi na nogi i wydawać głośne chrapanie. Zupełnie wyraźnie wyrażały tym swe niezadowolenie.
Amra gwizdnął raz jeszcze i powtórzył:
- Birara!
Po chwili uszu chłopaka doszedł częstotliwy tupot ciężkich nóg.
Nad urwistym brzegiem wyrosła olbrzymia sylwetka słonia.
Wesoło pomrukując i sapiąc, śpieszył na wezwanie.
- Birara! - łagodnym teraz i pieszczotliwym głosem zawołał na niego chłopczyk.
Słoń przystanął, rozglądając się w ciemności; węszył przez chwilę, a potem pewnym krokiem ruszył wprost przed siebie.
Zatrzymał się przed Amrą, otoczył go trąbą, chuchnął w twarz gorącym, wilgotnym oddechem i małymi, figlarnymi oczkami przyglądał się późnemu gościowi.
- Kąpałeś się, przyjacielu? - spytał chłopak, widząc, że z boków zwierzęcia strugami spływała woda.
Birara prychnął i radośnie machnął ogonem, zakończonym kitą czarnej szczeciny.
- Jutro ruszamy do dżungli, mój stary - mówił Amra, drapiąc przyjaciela koło oczu. - Odtąd ja już tylko będę twoim kornakiem... Rozumiesz? Ja! Ja! Dziadziuś nigdy nie bił cię żelaznym młotkiem, jak to czynią inni poganiacze... Ja też nigdy nie uderzę Birary, nigdy!
Zdawało się, że słoń zrozumiał mowę małego Hindusa.
Ukląkł i, obejmując go coraz tkliwiej, dął mu w twarz, mruczał i wywijał ogonem.
- Muszę się teraz przespać, starowinko - ciągnął dalej Amra. - Wlezę do tego siana, a za to masz zapłatę!
To mówiąc, chłopak wyciągnął spoza opaski banan i wrzucił go do paszczy przyjaciela.
Po chwili spał już zagrzebany w trawie, której nie zdążył zjeść Birara.
Słoń stał obok i długo jeszcze pomrukiwał.
Miał może jakieś wątpliwości co do przyniesionej mu nowiny lub może wyrażał zadowolenie i wdzięczność za smaczny, dojrzały banan.
Wkrótce zapanowała zupełna cisza. Od czasu do czasu tylko pluskała ryba w rzece i cienko cykały uganiające się za muchami nietoperze.
Birara spał.
Obudziło go stąpanie innego słonia.
Było to młode jeszcze i dość dzikie zwierzę, od niedawna tresowane.
Zaniepokoiła go obecność nieznajomego człowieka - małego, brązowego chłopaka, który spał smacznie w skrzyni z sianem.
Podszedł więc, węsząc podejrzliwie.
W tej samej chwili jednak obudził się też Birara.
Ujrzawszy wyciągniętą nad Amrą trąbę młodego słonia, chrapnął gniewnie, odtrącił ją i dał młodzikowi kuksańca w bok, aż huknęło.
Znowu zapadła cisza.
Niebo stawało się bledsze. Szarzyzna przedświtu sączyła się już zewsząd.
Przeleciały, pośpiesznie machając skrzydłami, szare czapelki.
Jakiś ptak odezwał się w gąszczu palm areka21.
Z daleka dobiegło przeciągłe wycie szakala...
Na wschodniej połaci nieba poróżowiały obłoki.
Świt się zbliżał.
Słonie się pokładły. Leżały szare, nieruchome, niby wielkie, bezkształtne zwały gliny.
Ukryty w skrzyni Amra bełkotał coś przez sen.
1 na wojnie w Kaplandzie - podczas wojny kolonialnej, toczonej przez Wielką Brytanię z holenderskimi kolonizatorami w Afryce Południowej; Kapland to XIX-wieczna nazwa Kolonii Przylądkowej (Cape Colony) ze stolicą w Kapsztadzie (dziś: część Republiki Południowej Afryki).
2 zydel - stołek.
3 Radżputana - także: Radźwar - historyczna kraina w północno-zachodnich Indiach, obecnie Radżastan.
4 mełła - dawna forma od mleć (dzisiaj: mielić); mieliła, ucierała.
5 proso - rodzaj zboża, z jego mąki można upiec np. chleb.
6 warzyła (dawn.) - gotowała.
7 chyżo - szybko.
8 kornak - opiekun słonia, człowiek pracujący ze słoniami.
9 rupia - waluta indyjska.
10 Narbada - rzeka na granicy między Indiami Północnymi a Południowymi.
11 Satpura - niskie góry w zachodnich Indiach, w stanach Maharasztra i Madhya Pradesh.
12 santalowe - z drzewa sandałowego (łac. Santalum album).
13 Surat - miasto w zachodnich Indiach.
14 Tapti - rzeka w Indiach, mająca źródło w górach Satpura, a ujście do Zatoki Kambajskiej.
15 Bombaj - obecnie: Mumbaj, stolica stanu Maharasztra i największy port morski w Indiach.
16 szmat - kawał, pewien obszar.
17 kukurudza (dawn.) - kukurydza.
18 Assan - a. Assam, Asam, stan w północno-wschodnich Indiach.
19 Ganges - rzeka przepływająca przez Indie i Bangladesz, przez wyznawców hinduizmu uważana za świętą rzekę, wcielenie bogini Gangi.
20 krzaki tamaryndowe - tamaryndowiec indyjski, roślina z jadalnymi owocami, z których wykonuje się przyprawy i sosy.
21 palmy areka - niewysokie palmy z Azji Południowej.
Przyjaźń
W Słoniu Birarze zostały przedstawione różne rodzaje przyjaźni, która przekracza granice i schematy. Pierwsza to przyjaźń między człowiekiem a zwierzęciem - Amra i Birara nie tylko wspólnie pracują, ale także troszczą się o siebie nawzajem. Ich więź jest niezwykła - kornak bardzo dba o swojego słonia, nigdy nie używa przemocy, dzieli się z nim jedzeniem i pomaga w codziennej kąpieli w rzece. Słoń odwdzięcza mu się za to przywiązaniem, troską i chęcią do współpracy. Ich przyjaźń jest tak silna, że po wyjeździe Amry Birara słabnie, choruje, a także z rozpaczy ucieka z zagrody w pałacu maharadży, aby odnaleźć swojego przyjaciela.
Drugi rodzaj przyjaźni przekraczającej granice to relacja Nassura i Amry. Chłopcy pochodzą z różnych światów - Nassur jest synem następcy tronu, a Amra jest synem niepiśmiennego wieśniaka. Mimo to zaprzyjaźniają się, a ich intencje są szczere, pozycja społeczna żadnego z nich nie wpływa na ich kontakty. Dostrzega to także maharadża Tasfin, który uważa, że przyjaciel taki jak Amra będzie ogromnym wsparciem dla Nassura.
Stosunek ludzi do zwierząt i przyrody
Amra jest bohaterem pozytywnym - jest dobrym kornakiem, bardzo dba o swojego słonia, nigdy nie używa wobec niego przemocy. Jednak na tle innych poganiaczy słoni jest wyjątkiem - nie wszystkie zwierzęta cieszą się podobnym traktowaniem. Inni poganiacze biją słonie, a te niechętnie wykonują ich polecenia, są traktowane jak narzędzia, a nie jak czujące istoty. Dzikie słonie są łapane w pułapki, a do posłuszeństwa człowiekowi są zmuszane głodem i biciem. Urządzane są także polowania dla rozrywki, w których zwierzęta są zabijane na ogromną skalę. Dżungla jest źródłem cennego drewna, ale w pogoni za zyskiem zostaje wyjałowiona i obumiera.
Narrator wiele uwagi poświęca także emocjom zwierząt, zwłaszcza Birary, który bardzo tęskni za Amrą, cierpi z powodu rozłąki, ale też cieszy się na widok chłopca, pragnie kontaktu z człowiekiem i kiedy umiera, czule żegna swojego przyjaciela.
Dzika przyroda
W powieści wiele uwagi poświęcono przyrodzie Indii - pojawiają się charakterystyczne dla tego obszaru rośliny (m.in. sandałowiec, palmy, palisandry, bambusy czy liany) oraz zwierzęta (np. pantery, tygrysy, dzikie słonie, gaury - dzikie bawoły, kobry, pytony, małpy, cissy czy tarantule). Opisy indyjskiej przyrody mają nie tylko walor przygodowy, ale także edukacyjny. Tę drugą funkcję spełniały zwłaszcza w epoce, w której powstała powieść.
Awans społeczny
Amra pochodzi z bardzo ubogiej rodziny. Dzięki swojej pracowitości i pomysłowości świetnie radzi sobie jako kornak, poganiacz słonia, i z czasem zaczyna zarabiać coraz lepiej. Nie boi się też nowych wyzwań i podejmuje różne prace. Trafia do pałacu maharadży w Użżainie, a tam zaprzyjaźnia się z Nassurem, następcą tronu. Dzięki swojej szczerości, otwartości i odwadze zjednuje sobie nie tylko przyjaźń Nassura, ale także uznanie jego ojca, maharadży Tasfina. Kiedy maharadża dowiaduje się, że chłopiec marzy o edukacji, postanawia zapewnić mu możliwość nauki w szkole w Londynie. Przed chłopcem oraz jego rodziną, wspieraną przez maharadżę, otwierają się nowe możliwości i udaje im się wieść dostatnie życie. Amra dzięki edukacji może zostać, kim zechce - lekarzem, inżynierem albo doradcą na dworze maharadży. Ten awans zawdzięcza po części odwadze, pracy i sprytowi, a po części - szczęściu i szczerości w relacjach z ludźmi.
Powieść podróżniczo-przygodowa jako odrębny gatunek powstała w XVIII wieku, wywodzi się z opisów i dzienników podróży oraz pamiętników. Na akcję powieści składają się wydarzenia mające miejsce w podróży do dalekiego, egzotycznego kraju lub podczas pobytu w nim. Powieść podróżniczo-przygodowa ma nie tylko dostarczyć czytelnikowi rozrywki, ale także przekazywać pewien światopogląd oraz edukować. W powieściach z tego gatunku znajdują się barwne opisy przyrody, opisy odwiedzanych miejsc, dużo uwagi poświęca się też mieszkańcom egzotycznego z punktu widzenia czytelnika miejsca - ich kulturze, zwyczajom, stylowi życia. Często wykorzystywanym chwytem są nagłe zwroty akcji, dramatyczne oraz niezwykłe wydarzenia. Bohaterowie, dzięki swojemu sprytowi i odwadze, wychodzą cało z niebezpiecznych sytuacji i odnajdują się w różnorodnych okolicznościach. Wraz z rozwojem gatunku zaczął zmieniać się też główny bohater - wcześniej był to podróżnik, odkrywca, z czasem zaczęli się pojawiać główni bohaterowie, którzy nie podróżowali do dalekiej, egzotycznej krainy, ale byli jej mieszkańcami. Powieść podróżniczo-przygodowa była adresowana przede wszystkim do europejskich czytelników i opisywała kraje egzotyczne z punktu widzenia Europy. Tak też jest w przypadku Słonia Birary - bohaterowie są mieszkańcami Indii i akcja powieści dzieje się w Indiach, ale zarówno kraj, jak i jego mieszkańcy są opisywani jako egzotyczni dla polskiego czytelnika.
Do najpopularniejszych pisarzy powieści podróżniczoprzygodowych zaliczamy Karola Maya (Winnetou, Old Shatterhand), Juliusza Verne'a (Dwadzieścia tysięcy mil podwodnej żeglugi, Dzieci kapitana Granta), Rudyarda Kiplinga (Księga dżungli), a także Henryka Sienkiewicza (W pustyni i w puszczy) oraz Alfreda Szklarskiego (cykl powieści o Tomku Wilmowskim) i Zbigniewa Nienackiego (seria o Panu Samochodziku).
Ważne pojęcia:
powieść podróżniczo-przygodowa: powieść, na której fabułę składają się przygody w trakcie podróży, najczęściej do krajów egzotycznych i nieznanych czytelnikowi; poza walorami rozrywkowymi przekazuje z reguły wartości edukacyjne i etyczne, adresowana często do młodszych odbiorców. kolonializm: element polityki państw europejskich, polegający na przejmowaniu kontroli nad państwami i ludami zamieszkującymi niezależne wcześniej terytoria, utrzymywaniu ich w zależności politycznej i ekonomicznej oraz wyzyskiwaniu zasobów ludzkich i naturalnych danego kraju. Kraj zależny nazywano kolonią, a jedną z największych potęg kolonialnych (czyli krajów, które posiadały kolonie) była Wielka Brytania. Okres kolonialny trwał od przełomu XV i XVI wieku (epoka odkryć geograficznych) do połowy XX wieku.Słoń Birara - zapamiętaj!
czas i miejsce akcji: przełom XIX i XX wieku, Indie, okolice Satpury, Suratu i Użżainu powieść podróżniczo-przygodowa dla młodzieży narrator trzecioosobowy, wszechwiedzący główni bohaterowie: słoń Birara - szlachetny, mądry, oswojony słoń; Amra - kornak (poganiacz i opiekun słonia), pochodzi z biednej rodziny i musi zarabiać na jej utrzymanie; Nassur - syn maharadży, wesoły i bezpośredni chłopak, przyjaciel Amry; maharadża Tasfin - władca Satpury, ojciec Nassura historia przyjaźni chłopca i słonia, a także dwóch chłopców z różnych warstw społecznych