Prolog
Prolog
Wojna potrafi złamać człowieka. Z torbą na ramieniu szedłem przez
wiwatujący tłum w kierunku drogi i zamówionego Ubera.
Wiedziałem, że zostawiłem Tarę, ale sądziłem, że zrozumie, dlaczego
musiałem się zaciągnąć do armii. Czułem się niczym ugodzony sztyletem,
ponieważ nie czekała na mnie. Chociaż nie rozmawialiśmy od miesięcy,
myślałem, że może... może... się ocknie. Jednak nie przyszła.
Zgodnie z aplikacją szukałem jasnobrązowej toyoty camry. Tyle że to był
jeden z tych samochodzików typu smart, który stał zaparkowany przy
krawężniku. Zignorowałem go i wyciągnąłem szyję, by wśród wielu
zaparkowanych aut odnaleźć camry.
Moją uwagę przykuł dźwięk opuszczanej szyby.
- Dokąd, Cukiereczku?
Zamrugałem, kiedy kobieta z południowym akcentem, o twarzy cherubinka z różowymi policzkami, uśmiechnęła się do mnie szeroko.
- Ja... - jąkałem się, nie mogąc myśleć, gdy jej twarz rozpromieniła się
w uśmiechu. - Czekam na Ubera.
Teraz jej promienny uśmiech stał się wręcz zabójczy.
- Czyli na mnie.
Zmarszczyłem brwi.
- Czekam na...
- Camry. Przepraszam, zepsuła się dziś rano i musiałam pożyczyć to -
rozłożyła ręce. - Chodź. Czas ucieka.
Nie było mowy, żebym - mając metr dziewięćdziesiąt trzy wzrostu -
zmieścił się w tym malutkim samochodzie.
- Jest większy, niż się wydaje - dodała, jakby czytając w moich myślach.
Pochyliła się do przodu, zapewniając mi nieograniczony widok na swój
dekolt, który skrywał obiecująco atuty niemieszczące się w dwóch
garściach. Ogarnęła mnie żądza. Przymknąłem na to oko. Ile to już czasu
minęło, odkąd przebywałem w towarzystwie atrakcyjnej kobiety, z którą
nie toczyłem walki?
Otworzyła drzwi i usiadła wygodnie.
Jęknąłem i przesunąłem torbę, bojąc się, że w spodniach stanął mi
namiot. Dziewczyna zgięła palce w geście zapraszającym mnie do środka.
- Cukiereczku, ruszajmy. Kiedy ten tłum się rozejdzie, wydostanie się
stąd zajmie całą wieczność.
Miała rację. Ludzie już zmierzali w stronę parkingu.
Jakimś cudem wgramoliłem się do samochodu. Z torbą na kolanach ledwo
mogłem wyjrzeć przez szybę.
Nacisnęła przycisk w telefonie i pojawiła się aplikacja nawigacyjna ze
wskazówkami dojazdu do mnie. Odchyliłem się do tyłu i zamknąłem oczy,
próbując zmusić erekcję do uległości. Niestety, łatwiej było to
powiedzieć niż zrobić. Siedziałem bowiem koło kobiety, która używała
perfum o zapachu dzikich kwiatów
Gdy wjechaliśmy na długi podjazd prowadzący do mojego rodzinnego rancza,
prawie się uspokoiłem.
Kiedy wysiadała z samochodu, szukałem klamki w drzwiach. Odetchnąłem,
gdy się otworzyły i ściągnąłem torbę z kolan. Brązowowłosa piękność
uśmiechnęła się do mnie, odsłaniając przy tym zęby, gdy podnosiłem się z siedzenia.
- Dzięki, proszę pani - powiedziałem zmieszany tym, że to ona mi
pomogła, a nie na odwrót.
Nie byłem seksistą, ale zostałem tak wychowany, że niektórzy mogliby
nazwać mnie nieco staroświeckim.
- Proszę pani? - potrząsnęła głową. - Nie jestem żadną panią. Jestem
Honey, Cukiereczku.
- Honey?
Spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Nie oceniaj.
Przez chwilę się nie odzywałem.
- Jestem Jake.
- Bardziej podoba mi się Cukiereczek - oblizała wargi, a jej oczy
powędrowały po mnie w dół.
Przy tej kobiecie czułem się nagi i odkryty. Emanowała pewnością siebie,
której mi brakowało podczas powrotu z wojny do domu. Miałem stać się
kimś, kim mój ojciec od zawsze chciał, żebym był, i nie wiedziałem, jak
się z tym czuję.
- Pomóc ci z tym?
- Z czym?
Jej oczy skupiły się na moim kroczu, a ja nie musiałem patrzeć, żeby
wiedzieć, że mój kutas praktycznie machał do niej przez spodnie.
Zrobiła krok do przodu z czysto zapraszającym spojrzeniem. To mi
wystarczyło. Kiedy była już wystarczająco blisko, pozwoliłem jej się
pochylić, zanim zagłębiłem palce w jej jedwabistych włosach i przyciągnąłem do siebie jej usta. Smakowała słodko, jak miętowe
cukierki.
Tylko przez chwilę w moich myślach pojawiła się twarz Tary. Zrezygnowała
z nas. Od miesięcy nie miałem od niej żadnych wieści, pomimo
wielokrotnych prób kontaktu. Kurwa, mogłem robić, co tylko dusza
zapragnie. A tak się złożyło, że w tamtym momencie pragnąłem Honey.
Złączeni w uścisku weszliśmy na werandę. Oparłem ją o drzwi wejściowe,
rozkoszując się dotykiem jej miękkich krągłości. Kiedy otarła się o mojego fiuta, jęknąłem w jej usta.
Ranczo rozciągało się na kilkaset hektarów i jak dotąd nie zauważyli nas
robotnicy. Jednak bzykanie się z tą kobietą na zewnątrz nie wydawało mi
się właściwe. Cofnąłem się i jednocześnie modliłem, żeby nie zmieniła
zdania.
- Chodźmy do środka.
Przygryzła wargę, zanim skinęła głową. Jasna cholera, nie sądziłem, że
mogę być jeszcze twardszy. Przesunąłem ją z wycieraczki pod naszymi
stopami, po czym sięgnąłem po schowany tam klucz.
Po otwarciu drzwi nie traciłem czasu. Podniosłem ją i pozwoliłem, by
oplotła nogi wokół moich pleców, po czym zatrzasnąłem drzwi kopniakiem.
- Kurczę, ale jesteś silny.
Odpowiedziałem jej pocałunkiem, całując ją przez całą drogę, kiedy
zmierzałem w stronę sypialni na tyłach domu.
Oboje byliśmy tak chętni, że nawet nie zdjęliśmy wszystkich ubrań. Ona
nieporadnie starała się rozpiąć guziki mojego munduru, a ja jej stanik.
Ledwie zdążyłem opuścić spodnie do połowy i założyć prezerwatywę, gdy
ona zdjęła dżinsy, rozchylając swoje seksowne uda. Z kutasem twardym jak
skała, wsunąłem dwa palce w jej jedwabistą głębię, by sprawdzić, czy
jest gotowa. Była tak cholernie mokra, że aż jęknąłem, gdy zatopiłem w niej fiuta i jak opętany przywarłem do jej ust.
Powędrowałem wargami w dół jej szyi i podniosłem stanik, by odsłonić
krągłe, pełne piersi. Przylgnąłem do jednego sutka, a ona wygięła się w moją stronę. Jej ciało było niebiańskie. Czułem, że posiadłem
najbardziej pociągającą kobietę, jaką kiedykolwiek widziałem.
Jej pięty wbiły się w mój tyłek, zachęcając do zwiększenia tempa.
Chciałem dłużej napawać się tym, że owinęła się wokół mnie jak bluszcz,
jednak poddałem się przyjemności i ujeżdżałem ją mocno.
Kiedy jej cipka zacisnęła się na moim fiucie, wystrzeliłem, pulsując w jej wnętrzu, pchając mocno, aż całkowicie się wypompowałem.
Jakimś cudem udało mi się utrzymać na jednej ręce i nie wgnieść jej w materac. Ku mojemu zaskoczeniu wyślizgnęła się spode mnie i przeczołgała
pod moim ramieniem, żeby się uwolnić. Patrzyłem, jak zakłada koszulkę i schyla się, żeby znaleźć dżinsy.
Jej tyłek był taki kuszący. Mój kutas odżył i znów zaczął twardnieć. Jej
oczy niczym magnes przyciągały mojego fiuta.
- Przepraszam, Cukiereczku, muszę wracać do pracy.
Wytrzeszczyłem oczy.
- Pracy?
Przytaknęła.
- Obowiązki wzywają.
- Myślałem, że kierowcy Ubera sami ustalają sobie godziny pracy.
- Tak jest. Tylko że ja w dni wolne pracuję w szpitalu i w barze.
- Trzy prace?
Zaszczyciła mnie uśmiechem.
- Ktoś musi płacić za moją edukację.
- Czyli jeszcze do tego się uczysz?
Kiedy ona miała na to wszystko czas? Gdy skończyła się ubierać,
podeszła i poklepała mnie po policzku.
- Nie jestem modelką plus size jak Ashley Graham. Muszę pracować.
Nie wiedziałem, kim jest Ashley Graham, ale byłem zbyt wstrząśnięty,
żeby zapytać, kiedy odwróciła się i chciała odejść.
- Czy jeszcze cię zobaczę?
Jej zalotny uśmiech powinien był stanowić wystarczającą odpowiedź.
- Masz oczy, prawda?
Mrugnęła do mnie, cholera, mrugnęła.
Czułem się, jakbym błagał, do czego nie byłem przyzwyczajony. Jednak i tak zapytałem.
- Dasz mi swój numer?
Zatrzymała się i oparła dłoń o framugę drzwi.
- Po prostu nazwijmy rzecz po imieniu.
- Po imieniu?
- Spełniłam swój obowiązek.
- Obowiązek? - zapytałem. Czując się jak zdarta płyta, powtarzając
wszystko, co mówiła.
- Tak.
Obserwowała mnie, a potem jej spojrzenie powędrowało po pokoju.
- Ty i ja. To oczywiste, że właśnie wróciłeś ze służby. Skoro
zadzwoniłeś po Ubera, zakładam, że jesteś sam. Bóg wie, ile czasu
minęło, odkąd... tak, rozumiem, bo taki facet jak ty... - zaśmiała się,
kreśląc dłonią kółka w powietrzu. - Wiem, jaka jestem, a skoro byłeś na
tyle miły, by poprosić mnie o numer, zakładam, że nauczono cię dobrych
manier. Jednak kiedy już się zadomowisz, kobiety będą do ciebie lgnęły
jak muchy do miodu. Nie jestem na tyle głupia, żeby myśleć, że naprawdę
zadzwonisz. Więc cieszmy się chwilą... - odetchnęła głęboko, co tylko
wyeksponowało jej piersi. - Muszę już lecieć.
Zniknęła, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć. Przez chwilę
zastanawiałem się, czy tak właśnie czują się kobiety po jednorazowej
przygodzie - tanie i wykorzystane. Oceniła mnie tak gruntownie, że
minęło kilka sekund, zanim wrócił mi rozum. Wstałem, zapiąłem spodnie i pobiegłem za nią.
Po otwarciu drzwi zastałem tylko chmurę kurzu unoszącą się za
samochodem. Co, do cholery, się właśnie wydarzyło?
Poczekałem, aż jej auto zniknie za zakrętem i kurz opadnie. Zamknąłem
drzwi. Myślałem o wszystkich rzeczach, które powinienem był powiedzieć.
Po pierwsze, zaprzeczyć jej twierdzeniom, że noszenie przez nią rozmiaru
innego niż 36 miało dla mnie znaczenie. Tak naprawdę wolałem kobiety
przy kości. Kiedy w liceum zacząłem spotykać się z Tarą, niektórzy
mogliby ją nazwać pulchną. Nic z tych rzeczy. Pod koniec ostatniej klasy
straciła na wadze, która nadawała jej krągłościom odpowiedniej
miękkości. Jednak nie miałem jej tego za złe. Miłość jest ślepa, jak
zawsze mawiała moja mama.
Kiedy życie na ranczu zaczęło mnie przytłaczać, zaciągnąłem się do
armii. Pochodziliśmy z rodu dumnych ranczerów i pieniądze były ostatnią
rzeczą, o którą moi rodzice mogliby się martwić. Wysyłałem więc mój żołd
Tarze, żeby mogła opłacić swoje zajęcia z aktorstwa i kupić wszystko,
czego potrzebowała, żeby zrobić karierę. Kiedy zobaczyłem ją rok temu na
przepustce, była podekscytowana wizją naszej wspólnej przyszłości.
Planowaliśmy przeprowadzić się do Los Angeles po zakończeniu mojej
służby.
Ale zanim wróciłem, mama zachorowała. Wylądowała w szpitalu z chorobą
nerek. To dlatego rodzice nie przyjechali po mnie do bazy. Regularnie
poddawano ją dializom. Choroba rozwinęła się tak bardzo, że wpisano ją
na listę do przeszczepu. Jednym z moich pierwszych kroków po powrocie do
domu miało być sprawdzenie, czy mogę zostać dawcą.
Kiedy powiedziałem Tarze, że nie mogę się przeprowadzić, natychmiast
zerwała ze mną kontakt.
Zamknąłem drzwi i zagłębiłem się w fotelu taty. Honey wysnuła błędny
wniosek - założyła, że jestem jakimś kobieciarzem, ale było wręcz
przeciwnie. W całym życiu byłem tylko z jedną kobietą - Tarą. Nie wiem,
co we mnie wstąpiło, kiedy spotkałem Honey. To prawda, że minęło już
trochę czasu, ale byłem wierny Tarze przez całe cztery lata mojej
nieobecności. Co takiego było w Honey, że oszalałem na tyle, by
zapomnieć o kobiecie, którą uważałem za swoją miłość?
Przejechałem dłonią po twarzy i postanowiłem spojrzeć prawdzie w oczy.
Tara nie odezwała się do mnie ani słowem od prawie roku. Telefony i e-maile pozostawały bez odpowiedzi. Nawet jej matka przestała odbierać
moje telefony. Miałem wystarczająco dużo czasu, by wybić sobie Tarę z głowy.
Do moich nozdrzy wdarł się zapach wiciokrzewu. Powinienem wstać i wziąć
prysznic, ale chciałem, żeby zapach Honey utrzymywał się na mojej skórze
chociaż przez chwilę.
Usłyszałem dźwięk domowej krzątaniny, kiedy rodzice wrócili ze szpitala
i otworzyłem oczy. Pierwszą osobą, którą zobaczyłem, była mama.
Poderwałem się na nogi, żeby jej pomóc, ale pacnęła mnie w rękę i przytuliła.
- Jake, złotko, tęskniłam za tobą - pocałowała mnie w policzek. -
Jeszcze nie umarłam. Mogę chodzić. A ty zostawiłeś torbę na werandzie.
Zapomniałem o tym.
- Przepraszam, mamo.
Poklepała mnie po plecach, kiedy spokojnym krokiem wszedł tata, niosąc
moją torbę.
- Jake, mój chłopcze...
- Tak jest! - odpowiedziałem.
Tata był kiedyś rangerem1. Chociaż chciał, żebym został i przejął rodzinną firmę, uszanował moją decyzję o wyjeździe i zostaniu
panem samego siebie.
- Nie wciskaj mi tych bzdur. Przytul swojego staruszka.
Tata nadal był dużym mężczyzną, ale już nie musiałem patrzeć na niego z dołu. Byłem odrobinę wyższy. Zanim zdążyliśmy powiedzieć coś więcej, do
domu weszła kolejna osoba.
Gdy zobaczyłem, kto to jest, rzuciłem okiem na mamę. Zacisnęła usta,
jakby żałowała tego, co miało nastąpić.
Spojrzałem z powrotem na mamę Tary i dostrzegłem charakterystyczny dla
niej grymas. Na biodrze trzymała niemowlę.
Teraz ja byłem zdezorientowany.
- Czy z Tarą wszystko w porządku?
Mary rzadko opuszczała swój dom na kółkach. A kiedy już to robiła,
odstawiała wielkie przedstawienie, żeby pokazać, jak bardzo jest
urażona. Chociaż między mną a Tarą wszystko było skończone, serce mi się
krajało na samą myśl o tym, że coś jej się stało. Czy to dlatego do
mnie nie oddzwaniała? Tylko czemu jej matka miałaby czekać, żeby
powiedzieć mi to teraz?
- U Tary wszystko w porządku. Przy założeniu, że zostawienie mnie na
lodzie z jej dzieckiem jest w porządku.
Dzieckiem? Tara miała dziecko? Czy to był powód jej milczenia?
Mary jeszcze nie skończyła.
- Teraz, kiedy wróciłeś do domu na dobre, możesz wziąć na siebie
odpowiedzialność.
Wcisnęła mi niemowlę. Nie miałem wyboru, musiałem je przytrzymać.
Maleństwo włożyło pięść do ust i zaczęło ją żuć.
- Co ty mówisz?
Jednak nie potrzebowałem jej odpowiedzi. Jedno spojrzenie na niebieskie
oczy maleństwa, które były lustrzanym odbiciem moich własnych, stanowiło
wystarczającą odpowiedź. Zacząłem liczyć. Nie byłem dobry w określaniu
wieku dzieci, jednak z moich obliczeń wynikało, że mogło być moje.
- Mówię, że Tara mnie załatwiła. Zwiała, żeby zostać gwiazdą,
zostawiając mnie ze swoim dzieckiem.
Nie zwróciłem jej uwagi, że jest babcią tego dziecka.
- Powiedziała, że to ty jesteś ojcem. Wszystkie dokumenty są w torbie.
Moje spojrzenie powędrowało na podłogę, gdzie obok drzwi leżała duża
torba.
- Nie dzwoń do mnie - powiedziała, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
Niemowlę zaczęło hałasować, a ja patrzyłem, jak z jego ust wydostają się
bąbelki. Mama spojrzała na mnie ze współczuciem.
Dzieci były dla mnie czymś tak obcym, że nie wiedziałem, czy to
dziewczynka, czy chłopiec. Mary nie raczyła nawet powiedzieć, jak ma na
imię.
Tata zwrócił się do mnie z typowym dla siebie stoickim spokojem:
- Poradzisz sobie, synu. Przejdziemy przez to jako rodzina.
Na wojnie widziałem straszne rzeczy. W porównaniu z tym dziecko powinno
być sielanką.
Rozdział pierwszy. Honey
Rozdział pierwszy
Honey
Wdychanie i wydychanie powietrza nigdy nie wydawało się takie trudne...
aż do dziś. Dam sobie radę. Minęło już prawie pięć lat. Na podstawie
informacji, które otrzymałam od agencji, było mało prawdopodobne, że w ogóle tu mieszkał. Miałam się spotkać z niejakim Jacksonem Turnballem.
Wciągnęłam powietrze, wzięłam się w garść, jak na dużą dziewczynkę
przystało, i zapukałam.
Po drugiej stronie drzwi rozległy się lekkie kroki. Zamknęłam oczy.
Jeśli tu mieszkał, to miał rodzinę. Jak mogłabym tu pracować?
Drzwi się otworzyły i mała istotka spojrzała na mnie z dołu.
- Jamie! - zawołał głęboki głos gdzieś z tyłu domu.
Dziecko miało równo obcięte włosy tuż pod uchem, więc nie wiadomo było
na pewno, czy to chłopiec, czy dziewczynka, choć ta śliczna buzia była
trochę za ładna jak na chłopca.
Było tu dziecko, poza tym dom nie różnił się zbytnio od momentu, gdy
widziałam go kilka lat temu. Miał wiejski styl w nowoczesnym wydaniu. W otwartym salonie znajdowała się skórzana sofa, a za nią nowoczesna
kuchnia.
Kiedy w polu widzenia pojawił się on, głośno przełknęłam ślinę. Był tak
samo piękny, jak go zapamiętałam. Wysoki, szczupły i umięśniony. Jego
ręce wyglądały na wystarczająco silne, by móc podnieść samochód. Brodę
pokrywał kilkudniowy zarost. Sprawiał, że na sam widok zrobiło mi się
mokro w majtkach.
Oczy mu się zwęziły i zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle mnie
pamięta. Od czasu, gdy go widziałam, schudłam kilka kilogramów. Jednak
nie tyle, by nosić więcej niż jeden rozmiar mniej. Według mnie nie
wyglądałam jakoś specjalnie inaczej.
- Czy mogę ci w czymś pomóc? - zapytał.
Miał ochrypły głos, co wywołało we mnie kolejny przypływ pożądania.
- Ja w sprawie pracy.
Jego spojrzenie pociemniało.
- Powiedziano mi, że mam się spodziewać Hillary Hunter.
Przycisnęłam dłoń do piersi.
- To ja, choć nikt nigdy nie nazywał mnie Hillary. Zawsze byłam Honey.
- Honey Hunter? - w jego głosie zabrzmiała żartobliwa nutka.
- Dokładnie tak. Wiem, że nie spodziewałeś się znowu mnie zobaczyć, ale
jestem - rozejrzałam się dookoła. - Więc... gdzie jest pacjent?
Cienki głosik, który zaraz potem się odezwał, ściągnął nasze spojrzenia
w dół.
- Dz-ziadadeek m-m-miał wypananadek. N-n-nie ma go w łószszku.
Mężczyzna kompletnie o mnie zapomniał, rzucił się w lewo i zniknął w korytarzu. Poszłam w jego ślady, po czym weszliśmy do iście królewskiego
pokoju.
- Cholerne stare nogi - starszy mężczyzna, stojący w samej koszuli,
wpatrywał się w łóżko, jakby było przeklęte.
W pokoju pachniało amoniakiem. Okrążyłam syna, który zszokowany
wpatrywał się w ojca.
- Dobrze wiem, co masz na myśli. Starzenie się jest do dupy. Popuszczam,
kiedy się śmieję lub kicham za mocno. To okropnie ssie - powiedziałam.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie zwężonymi oczami.
- Nie oceniaj - droczyłam się. - Nie ma dnia, żebym nie obawiała się o to, że będę mieć drobny wypadek.
To nie do końca prawda, ale w tym przypadku to nie było ważne.
Poczekałam chwilę, aż na twarzy mężczyzny pojawił się szeroki uśmiech i zaczął się śmiać do rozpuku. Dobrze, że jego koszula była wystarczająco
długa, żeby zakryć wszystkie części ciała, ponieważ w pokoju znajdowało
się teraz dziecko.
- Kim jest ta kobieta? Lubię ją - powiedział.
- Ja też cię lubię - podałam mu dłoń.
- Jake, zatrudnij tę kobietę.
- Ale... - wykrztusił Jake - ona jest...
- Zatrudniona - powiedział mężczyzna.
Zauważyłam łazienkę.
- Może przygotujemy ci gorącą kąpiel?
Po tym, jak w ciemno wypowiedziałam to zdanie, modliłam się, żeby była
tam wanna.
Wesoły staruszek spojrzał na mnie zawa-diacko.
- Przyłączysz się do mnie?
- Tato - powiedział ostrzegawczo Jake. - Jamie jest w pokoju.
Odwróciłam się w stronę Jake'a, ale spojrzałam na dziecko.
- Czy możesz przynieść mi czystą pościel i ręczniki? - dziewczynka
skinęła głową i wybiegła pędem z pokoju.
Teraz zwróciłam się do Jake'a.
- Możesz pomóc, zdejmując prześcieradła.
Nie dałam mu czasu na odpowiedź, zwłaszcza kiedy zauważyłam jego grymas.
Pierwsze wrażenie było kluczowe. By mieć jakąkolwiek szansę na zdobycie
tej pracy, musiałam pokazać Jake'owi, że potrafię poradzić sobie w każdej sytuacji. W tej chwili przypuszczałam, że widział we mnie tylko
tę puszczalską, która się z nim przespała, chociaż ledwie go znała.
Jeśli chciałam, żeby dostrzegł we mnie kogoś więcej niż tylko materiał
na jednorazową przygodę, miałam przed sobą dużo pracy.
- Zwykle lubię poznać imię kobiety, zanim się rozbiorę - powiedział
starszy pan.
Wyciągnęłam rękę do ojca Jake'a.
- Honey.
Uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
- Honey, jestem Ford. Nie mogę powiedzieć, że starzenie się jest takie
złe, kiedy tak piękna kobieta jak ty się mną zaopiekuje.
- Cóż, z przyjemnością.
Po tym, jak Ford umościł się w wannie, wyszłam, aby przynieść mu ubranie
na zmianę. Jake i Jamie ścielili łóżko.
- Mogę cię zmienić, jeśli nie masz nic przeciwko temu, żeby przynieść
ubranie dla twojego taty.
Jake się nie odezwał. Po prostu podszedł do komody i zrobił to, o co go
poprosiłam, podczas gdy ja podwijałam brzegi prześcieradła. Kiedy
skierował się w stronę łazienki, odcięłam mu drogę.
- Powinnam mu pomóc.
- Jesteś dla niego obcą osobą - powiedział zimno Jake.
- Dokładnie. Nie musi mi nic udowadniać.
Wyrwałam mu ubrania z rąk i wróciłam do pacjenta. Wchodząc, uśmiechnęłam
się, by ukryć skrępowanie wywołane lekceważącym tonem Jake'a.
- Umiesz gotować? - zapytał Ford.
Podobało mi się, że pomimo mojej wagi nie założył, że potrafię.
- Jasne, że umiem.
- Moja Martha umie gotować.
- Tak?
Zgodnie z opisem Ford miał lekką demencję starczą. Nie było w nim mowy o tym, czy jego żona żyje, a jedynie, że pacjent potrzebuje opiekunki,
która z nim zamieszka.
- Oczywiście, że potrafi.
- Jesteś głodny?
- Jestem. Mam ochotę na pieczeń Marthy z purée ziemniaczanym.
- Zobaczę, co da się zrobić.
Gdy był już ubrany, pomogłam mu wejść do sypialni. Jake stał tam sam.
Nie byłam pewna, gdzie jest Jamie.
- Jake, Ford chciałby spróbować kuchni twojej matki.
Domyśliłam się, kim była Martha.
Po spanikowanym wyrazie twarzy Jake'a założyłam, że jego matki nie ma
już wśród żywych.
Zwróciłam się do Forda.
- Może zanim zdecydujesz się mnie zatrudnić, zachwycę cię
umiejętnościami kulinarnymi?
- Honey, już cię zatrudniłem - powiedział Ford z zawadiackim uśmiechem.
- Tato...
Ford podniósł rękę.
- Pielęgniarka jest dla ciebie czy dla mnie?
Jake odwrócił wzrok.
- Dla ciebie.
- Jeszcze nie jestem martwy. Pozwól mi więc wybrać, kto będzie wycierał
mój tyłek.
Przygryzłam wargę, żeby się nie roześmiać.
Jake zacisnął zęby.
- Masz rację.
- Oczywiście, że mam. A teraz oprowadź tę damę i pozwól jej olśnić mnie
umiejętnościami kulinarnymi.
Ford mrugnął do mnie i usiadł na łóżku. Uśmiechnęłam się szeroko i zastanawiałam, czy nie mylili się co do jego choroby. Wyglądało na to,
że ten człowiek ma w głowie wszystko poukładane.
- Tędy - powiedział niechętnie Jake.
Ruszyłam w stronę drzwi i starałam się nie zamruczeć, gdy jego dłoń
wylądowała na moich plecach.
Kiedy zostaliśmy sami w holu, odwróciłam się do niego, ale nie mogłam
napotkać jego wzroku.
- Mogę wymyślić jakąś wymówkę, żeby nie przyjąć tej pracy, jeśli moja
obecność ci nie odpowiada.
Nic nie powiedział, dopóki nasze spojrzenia się nie spotkały.
- Mój ojciec cię lubi, a nie polubił nikogo innego.
Ilu kandydatów się zgłosiło? Chciałam uśmiechnąć się dumnie z dobrze
wykonanego zadania, ale wiedziałam, że nie byłoby to mile widziane.
- Dobrze - powiedziałam.
Zaczęłam się odwracać, gdy poczułam jego rękę na przedramieniu.
Zatrzymałam się.
Rozdział drugi. Jake
Rozdział drugi
Jake
Dotykanie tej kobiety sprawiło, że moje serce przyspieszyło, gdy
przypominałam sobie wspólne chwile po pamiętnej przejażdżce Uberem.
Zacisnąłem zęby, powstrzymując rosnącą potrzebą zabrania jej do swojego
łóżka i pokazania nam obojgu, jak doskonale do siebie pasujemy.
- Chcę tylko jasno powiedzieć, że to, co się wtedy wydarzyło, nie może
się powtórzyć. Tym razem nie będziemy zacierać granicy między pracą a życiem prywatnym.
W jej pięknych brązowych oczach błysnął gniew.
- Wcześniej nie zacieraliśmy granicy. Przestałeś być moim klientem,
kiedy wysiadłeś z samochodu. Poza tym nie musisz się martwić. Jeden raz
wystarczył.
Trafiała prosto w moje ego. Przepchnęła się obok, podążyłem więc za nią,
zadając pytanie:
- Co masz na myśli?
Jej włosy się rozwiały, gdy odwróciła się do mnie.
- Myślę, że dobrze wiesz, o co mi chodzi.
- Tatusiu?
Odwróciłem się i, zobaczywszy Jamie stojącą w drzwiach, zmieniłem temat.
- Czy pomogłaś Mitchowi nakarmić konie? - skinienie jej głowy było
trochę zbyt gwałtowne. - Czy jest jakiś problem?
- L-Logel c-c-cie potszebuje. B-B-Blownie jest go-gotowa.
Zrozumiałem, co się dzieje. Hodowla koni czystej krwi była tylko jedną z rzeczy, którymi zajmowaliśmy się na ranczu.
- Za chwilę przyjdę.
Skupiłem się z powrotem na czarującej kobiecie.
- Twój syn?
Przepełniła mnie irytacja.
- Córka - ściągnąłem brwi. - Wiesz, co...
Honey założyła kosmyk ciemnych włosów za ucho.
- To był błąd. Szczerze mówiąc, myślałam, że to dziewczynka. Tylko
pomyślałam, że nazwanie dziewczynki chłopcem będzie mniej obraźliwe niż
chłopca dziewczynką. Wy, faceci, macie ego wielkości Teksasu.
Jej porównanie mogło być trafne. Po śmierci mamy wszyscy odczuliśmy jej
stratę, a zwłaszcza Jamie. Mama była jedyną kobietą na ranczu na pełny
etat, aż do czasu pojawienia się Honey. Dlatego jej obecność powinna być
czymś dobrym. Otrząsnąłem się z obaw o to, jak miałaby tu pracować,
jeżeli nie będę mógł jej dotknąć.
Wskazałem na salon, który był otwarty na wszystkie pomieszczenia.
- Tam jest kuchnia, a twój pokój tutaj - przesunąłem rękę i wskazałem
miejsce, w którym spędziliśmy pamiętne popołudnie. Starałem się nie
myśleć o tym, że (przynajmniej według tego, co mówiła) tylko ja byłem
porażony naszym wcześniejszym spotkaniem.
Zacząłem się odwracać, ale po chwili znów stanąłem przed nią.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że to cały etat, prawda? Nie masz innej
pracy, którą musisz się zająć?
Kiedy spotkaliśmy się ostatnim razem, powiedziała, że ma trzy prace i się uczy. Jej oczy zwęziły się, a ja zdałem sobie sprawę, że znowu
powiedziałem coś niestosownego.
- Miałam wiele zajęć, żeby zapłacić za szkołę. Ktoś taki jak ty może
tego nie rozumieć.
Odwróciła się, umożliwiając mi niczym nieograniczony ogląd jej
fantastycznego tyłka. Chciałem zostać i podziwiać go dłużej, ale
obowiązki wzywały.
Wyszedłem drzwiami frontowymi i przeszedłem przez stodołę na drugą
stronę. Brownie leżała cicho na ziemi. Moi robotnicy trzymali się w odpowiedniej odległości. Nie zamierzaliśmy ingerować, chyba że będzie
potrzebowała pomocy.
Objąłem Jamie ramieniem.
- Jak leci, szkrabie?
Spojrzała na mnie swoimi sarnimi oczami i wzruszyła ramionami.
- Cz-cz-czy to-o b-b-boli?
Właśnie w takich chwilach czułem się jak ryba wyjęta z wody. Obiecałem
sobie, że zawsze będę z moją córką tak szczery, jak to tylko możliwe.
Tak wychowali mnie rodzice.
- Z pewnością, ale ona jest silna.
- Cz-cz-czy... m-m-m-mama b-była silna?
Głęboki wydech nie wystarczył, by złagodzić dyskomfort. Pochyliłem się,
żeby spojrzeć jej prosto w oczy.
- Wystarczająco silna, by dać ci szansę na lepsze życie i każdego dnia
dziękuję za ciebie Bogu.
Pocałowałem Jamie w czubek głowy, a potem wziąłem ją w ramiona. Nie
wiedziała, że mnie ocaliła. Planowałem powiedzieć to w dniu jej ślubu.
Rozdział trzeci. Honey
Rozdział trzeci
Honey
Zdążyłam już wstawić pieczeń do piekarnika, gdy dołączył do mnie Ford.
Jego obecność była krzepiąca. Zwłaszcza że był jedynym dorosłym w tym
domu, który chciał, żebym w nim została.
- Opowiesz mi o Marcie? - zapytałam.
Ciepły uśmiech rozlał się po całej jego twarzy, podczas gdy ja myłam
ziemniaki w zlewie na wyspie. W kuchni pozwalałam sobie na swobodę.
Szukałam wszystkiego, co było mi potrzebne, aby stworzyć posiłek, na
który czekał z utęsknieniem.
- Ach... ta kobieta. Według mojego brata mieliśmy wzięcie i mogliśmy
przebierać wśród dam. Uważał, że Martha nie należała do tych
najatrakcyjniejszych. Jednak ja zawsze uważałem się za szczęściarza,
dlatego że Martha mnie zechciała.
Nastawiłam ziemniaki i zaczęłam trochę sprzątać, zanim zabrałam się do
warzyw.
- To brzmi, jakby twój brat był dosyć krytyczny.
Zaśmiał się.
- On lubi kobiety eksponaty.
Tym razem ja się zaśmiałam.
- Powiedziałem Jake'owi, żeby trzymał się z dala od takich kobiet.
Nadają się do pochwalenia się przed znajomymi i niczego więcej.
Uniosłam brew, a on do mnie mrugnął. Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi,
machnęłam ręką, żeby Ford nie wstawał ze stołka przy blacie, i poszłam
otworzyć.
Za drzwiami stała osoba, którą Ford nazwałby kobietą eksponatem. Była
niższa ode mnie o kilka centymetrów. Długie, lśniące, czarne włosy
opadały jej za ramiona. Wyglądały jak z reklam szamponów. Jej oczy się
zwęziły.
- Kim jesteś? - brzmiała jak wredna dziewczyna z liceum.
Spojrzałam na Forda i dostrzegłam w jego oczach nieufność. Coś mu się w niej nie podobało. Jako jego pracownik nie chciałam zdradzać faktu, że
Ford wymaga opieki.
- Gosposią.
Jej twarz się rozjaśniła i kobieta przeszła obok mnie niedbałym, pewnym
siebie krokiem, jakbym nie była godna uwagi. To nie była dla mnie żadna
ujma, chyba że pewnego dnia będę musiała dla niej pracować. Na samą myśl
o tym prawie dostałam rozstroju żołądka.
- Dobrze, że Jake w końcu zatrudnił pokojówkę. Może teraz będzie mógł
spędzać ze mną więcej czasu.
Nie miałam prawa być zazdrosna. Ta kobieta w dopasowanej flanelowej
koszuli wpuszczonej w dżinsy, które przylegały do jej chudej sylwetki, i w kowbojskich butach, była z Jakiem. Jej lekceważenie podkopało jednak
moją samoocenę. Nie przeszło jej nawet przez myśl, że mogłabym być dla
niej zagrożeniem. Nie chciałam poczuć się dotknięta, ale tak się stało.
- A tak przy okazji, gdzie jest Jake? - kontynuowała, rozglądając się
dookoła, jakby się gdzieś ukrył.
W drzwiach pojawiła się Jamie. Kiedy spojrzała na kobietę, jej oczy
zrobiły się ogromne. Tamta zrobiła krok do przodu, a Jamie szybko się
cofnęła.
Kobieta uśmiechnęła się, jednocześnie rozglądając dookoła.
- Gdzie jest twój tatuś, kochanie?
Już chciałam odpowiedzieć, ale tylko zagryzłam wargę.
- Je-jest n-na zewnontsz - jej ciągłe, miękkie jąkanie rozdarło mi
serce. Chociaż tym razem nie byłam pewna, czy bała się tej kobiety, czy
tak po prostu mówiła. W końcu do tej pory mało się odzywała.
- Gdzie na zewnątrz? W stodole? - zapytała głośno, jakby Jamie miała
problem ze słuchem, a nie wadę wymowy.
Dziewczynka popatrzyła na nią zaskoczona, potem jednak postarała się
odpowiedzieć:
- B-B-Blownie lodzi.
Twarz kobiety się zmarszczyła.
- Powiedz tatusiowi, że tutaj byłam, dobrze? Powiedz mu, że może przyjść
wieczorem - mrugnęła do Jamie, która wybiegła z domu, jakby się paliło.
Podróbka Barbie obróciła się, żeby stanąć naprzeciw mnie.
- Ponieważ wkrótce to ja będę prowadzić dom, powinnam się przedstawić.
Jestem Jacque. Jacque przez q.
Podała mi rękę, a ja ją uścisnęłam. Choć bardzo potrzebowałam tej pracy,
nie byłam pewna, jak długo wytrzymam, jeśli Jacque przez q zostanie moją
szefową.
- Martha.
To słowo wypowiedział Ford, ale nie brzmiał już jak ten dziarski
mężczyzna, z którym rozmawiałam kilka minut temu. Teraz wydawał się
zagubiony.
Kiedy jego oczy zatrzymały się na mnie, nie dojrzałam w nich nawet śladu
tego, że mnie poznaje.
- Gdzie jest Martha?
Jacque przewróciła oczami i ruszyła w kierunku Forda.
- Ford, wiesz, że Martha...
Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że potrafię się tak szybko poruszać.
Ale stanęłam jej na drodze.
- Odeszła. Martha odeszła.
Rozumiałam to, że pacjentom z chorobą Alzheimera należy mówić prawdę.
Istniał jednak właściwy i niewłaściwy sposób przekazywania komuś
wiadomości, które mogły go zmartwić.
- Ty... - Ford wskazał na Jacque. - Wynoś się z mojego domu. Mógłbym cię
zabić za to, co zrobiłaś mojemu bratu.
Kiedy mówił, z jego ust poleciała ślina. W oczach kobiety pojawił się
przerażenie i cofnęła się.
- Dopilnuj, by Jake wiedział, że wpadłam - powiedziała, umykając z domu.
Krzyżyk na drogę, pomyślałam, gdy dawała drapaka.
Odwróciłam się do mojego pacjenta i podniosłam ręce, aby go uspokoić.
Rysy Forda złagodniały.
- Martha?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki