6
- Świetna inicjatywa. To naprawdę dobry pomysł. Poza tym podoba mi się, że myślisz nieszablonowo, działasz poza redakcyjnym schematem, który, jestem tego w pełni świadomy, nie jest zbyt rozbudowany. Niestety muszę odmówić.
Odpowiedź Ivara Brynego, redaktora "Avisa Valdres", padła niemal natychmiast po tym, jak Mathilde przedstawiła swoją propozycję. Był krótko po sześćdziesiątce, ciemny blondyn o bliżej nieokreślonej fryzurze. Podobnie jak Mathilde nie pochodził stąd, ale w przeciwieństwie do niej mieszkał w Fagernes od ośmiu lat. Siedem i pół roku dłużej niż ona sama planowała tu zostać.
Stała teraz przy jego biurku na środku otwartej przestrzeni biurowej. Troje pozostałych dziennikarzy zajęło już miejsca w dźwiękoszczelnym, oszklonym gabinecie w głębi lokalu. Siedzieli i czekali na poranne kolegium redakcyjne, które miało się zacząć za półtorej minuty.
- Wolno spytać dlaczego?
- Jasne, że wolno. - Uśmiechnął się i odchylił lekko w fotelu. - Mamy tu w redakcji niepisane prawo, które wprowadził mój poprzednik. Mówi ono, że nie piszemy o Leah Forsberg tylko po to, żeby pisać o Leah Forsberg.
- Ale to nie miało być pisanie dla samego pisania - rzekła i oparła się pośladkami o sąsiednie biurko. - Uznałam, że w ten sposób moglibyśmy upamiętnić fakt, że w przyszłym miesiącu minie piętnaście lat, odkąd zaginęła.
- Rozumiem - odparł Bryne. Zerknął szybko na zegarek, a potem posłał spojrzenie w stronę oszklonego pomieszczenia i uniósł dwa palce, dając tamtym znać, że zaraz rozpocznie się kolegium. - Ale rana wciąż jeszcze się nie zabliźniła. Po co ją niepotrzebnie rozdrapywać? Chyba że nagle pojawią się jakieś nowe fakty. Wtedy oczywiście o tym napiszemy.
- Zamierzałam zrobić to porządnie - kontynuowała Mathilde. - Nie chciałam napisać artykułu na cztery tysiące znaków razem ze spacjami. Planowałam artykuł na rozkładówkę.
- Na "rozkładówkę"? - Parsknął śmiechem. - Tutaj nie robimy takich rzeczy. To jest "Avisa Valdres", a nie "Vi Menn"1.
- Zainspirował mnie wywiad z jej matką, który przeczytałam dziś w nocy. Artykuł sprzed dziesięciu lat.
- Nie był opublikowany w naszej gazecie?
- Nie, w "KK".
- "Kvinner og Kl?r"2...?
- Tak.
- Sama widzisz. Oni piszą o takich rzeczach.
- Tak, ale artykuł opowiadał o tym, jak matka przygotowuje się do piątych świąt Bożego Narodzenia bez córki. Zamierzałam porozmawiać przede wszystkim właśnie z Charlotte Forsberg, ale zamiast skupiać się na niej, chciałam napisać o Leah. Jej historię opowiedzieć ustami kogoś, kto jest w tym samym wieku, w jakim byłaby Leah, gdyby wciąż żyła. Ustami kogoś z zewnątrz. Moimi ustami.
- Jesteście równolatkami?
Mathilde przytaknęła.
- Opowiedziałabym, kim zdążyła się stać. Co lubiła. O czym marzyła. Moglibyśmy przeprowadzić wywiady z jej dawnymi przyjaciółkami. Tytuł mógłby brzmieć na przykład "2604 dni Leah".
- Tyle dni żyła?
- Jeśli zmarła w dniu zaginięcia, to tak.
Wargi Ivara Brynego utworzyły prostą kreskę. Spoglądał przed siebie pustym wzrokiem.
- Chodzi mi o to - ciągnęła - że jeśli jest coś, na czym rodzicom, którzy stracili dziecko, naprawdę zależy, to na tym, żeby nigdy o ich dziecku nie zapomniano.
- Matka Leah przeniosła się do Kopenhagi. Znalazła tam sobie jakiegoś Duńczyka. Ostatnie, co o niej słyszałem, to to, że sprawiła sobie z nim drugie dziecko.
- Dużo załatwiłabym przez telefon i mailami. Nie musiałabym od razu wskakiwać na prom do Danii.
- Mathilde. - Znowu wąska kreska ust. - To jest bezsprzecznie świetny pomysł, ale nie dla nas.
Skinęła głową w milczeniu.
- Przepraszam - mówił dalej redaktor. - Rozumiem, że jesteś rozczarowana, ale... wątpię, żeby Fagernes było gotowe na coś takiego. Nie, ja wiem, że Fagernes nie jest na to gotowe. To, co naszkicowałaś, nadawałoby się do "Dagbladet Magasinet" albo "VG Helg". Może nawet do "A-magasinet". Ale nie w miejscu, gdzie rozegrała się ta tragedia. - Wstał, sięgnął po kartkę leżącą na biurku i ruszył w stronę oszklonego pomieszczenia. - Już jesteśmy spóźnieni na kolegium.
Ruszyła za szefem, weszła do pokoju i opadła na krzesło obok Bj?rnara. To on oprowadził ją pierwszego dnia po redakcji i jak dotąd był jedyną osobą w Fagernes, nie licząc Gjertrud, do której się przytuliła. Tydzień wcześniej Bj?rnar skończył sześćdziesiąt lat. Łysą głowę otaczał wianuszek siwych, niemal białych włosów. Koszula opinała się na jego brzuchu, ale nie tak bardzo, jak kilka lat temu. Pokazał jej zdjęcia z czasów, zanim przeszedł na dietę niskowęglowodanową.
- W porządku, ludziska - zaczął Ivar Bryne, spoglądając na zegarek. - Przepraszam za spóźnienie. - Oparł łokcie o blat stołu i przechylił się lekko do przodu. - Zaczął się nowy tydzień. Macie w zanadrzu coś ciekawego?
Randi, której niedawno stuknęła pięćdziesiątka i która do pojawienia się Mathilde była najmłodszym pracownikiem redakcji, poinformowała, że krążą plotki o planowanej kolejnej likwidacji łóżek w Fekj?r. To było ważne miejsce pracy w Hedalen: ośrodek psychiatryczny dla pacjentów długoterminowych. W ostatnim czasie groziły mu zwolnienia, podobnie jak wielu innym placówkom tego typu. Redaktor poprosił ją o przeprowadzenie wywiadu z dyrektorem ośrodka.
Przez następne pół godziny dyskutowano o tym, kto ma się czym zająć. Finn, miły mężczyzna przed sześćdziesiątką i ostatni współpracownik Mathilde, najszybciej wyraził chęć zajęcia się tematem manewrów śmigłowców, które lotnictwo miało przeprowadzić na nieczynnym lotnisku Leirin.
- Tak - powiedział Bryne, gdy spotkanie zbliżało się do końca. - Miejscowa Izba Handlowa jest sfrustrowana tym, że nic się tutaj nie dzieje.
- Daj spokój - jęknęła Randi. - Pisaliśmy o tym setki razy.
- Zgoda - rzekł z uśmiechem. - Ale Mathilde jeszcze o tym nie pisała.
Randi westchnęła i potrząsnęła głową z rezygnacją.
- W porządku - odpowiedziała Mathilde.
Czuła, że powinna zmusić się do uśmiechu, ale myślami wciąż była przy Leah Forsberg.
- Tylko pamiętaj, żeby skoczyć do centrum po lunchu. Spytaj pięć przypadkowych osób, czego im brakuje w Fagernes, co można zrobić, żeby uatrakcyjnić centrum, i tak dalej. Przy okazji zrób im zdjęcia. Imię, nazwisko, wiek, trzy-cztery zdania od każdego z nich. Potem porozmawiaj z zarządcą centrum. A potem zrób krótką rundkę po sklepach i pogadaj z właścicielami. Jeśli zrobisz to w porze lunchu, myślę, że Nilsen z kawiarni postawi ci precla.
Mathilde skinęła głową. Kolegium dobiegło końca. Bj?rnar i Finn opuścili lokal, a redaktor, Randi i Mathilde usiedli przy swoich biurkach.
Mathilde nie poświęciła nawet dwóch sekund na przygotowanie się do przeprowadzenia rozmów z klientami centrum. Położyła długopis na notesie, lekko się przeciągnęła i zerknęła nad ścianką działową. Ivar Bryne trzymał telefon przy uchu, natomiast Randi siedziała i coś pisała.
Mathilde nie była w stanie przestać myśleć o swoim projekcie. Uznała, że przez następne miesiące może w wolnym czasie pracować nad zarąbistym artykułem na rozkładówkę, bo nawet jeśli "Avisa Valdres" nie zdecyduje się go opublikować, Mathilde będzie mogła dołączyć go do swojego CV, które planowała porozsyłać po Nowym Roku, gdy będzie się starać o angaż w jednej z ogólnokrajowych gazet. Może ujęcie tematu, które zaproponowała szefowi, było zbyt obszerne. Nie miała zresztą pewności, czy takim podejściem do tematu uda jej się skusić któryś z liczących się tytułów prasowych. Ale wiedziała, że chce napisać o sprawie Leah Forsberg.
Wpisała hasło do Google. Same stare artykuły. Jeden z wyników wyszukiwania przeniósł ją na stronę "VG": "Nie czuję rozczarowania", brzmiał nagłówek. Materiał pochodził z czerwca 2012 roku. Na górze znajdowało się zdjęcie mężczyzny, którego Mathilde od razu rozpoznała. Szef policji w Fagernes. Stał z telefonem komórkowym przy uchu i gestykulował. Wyglądał tak, jakby tłumaczył coś swojemu rozmówcy. W tle grupa umundurowanych policjantów przekopywała żwirowisko.
Od poniedziałku policja prowadziła zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą siedmioletniej dziewczynki na żwirowisku w pobliżu H?nefoss. Dzisiaj poszukiwania zostały zakończone. Szef policji w Fagernes przyjeżdżał tam każdego dnia, by uczestniczyć w akcji.
- Jeśli chodzi o odpowiedzialność karną, sprawa została wyjaśniona, ale nigdy ostatecznie jej nie zakończono - powiedział. - Tym razem również się to nie udało.
Zaledwie dwa miesiące temu szef tamtejszej policji wysłał nurków nad S?bufjorden, na północ od Fagernes, ponieważ ktoś zgłosił, że widział tam podejrzany samochód.
- Skoro sprawca nie chce z nami rozmawiać, musimy polegać na sygnałach od ewentualnych świadków, by poznać odpowiedzi na nasze pytania - wyjaśnił szef policji. - Jedna z największych zagadek, z którymi przyszło mi się zmierzyć, dotyczy tego, co sprawca zrobił z dzieckiem.
- Nie wydaje się pan rozczarowany ani zaskoczony faktem, że do tej pory poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Czy policja wciąż wierzy, że Leah się odnajdzie?
- Szukamy dziewczynki od niemal czterech lat i nigdy nie straciliśmy nadziei na jej odnalezienie, ale po nieudanej akcji nie czuję już rozczarowania - powiedział na zakończenie rozmowy.
Mathilde otworzyła archiwum gazety i cofnęła się do października 2008 roku. Sprawa Leah, co zrozumiałe, prawie przez miesiąc nie schodziła z pierwszych stron. Zwykle była głównym tematem, ale im bliżej połowy listopada, tym zdjęcie dziewczynki i czcionka stawały się coraz mniejsze i lądowały gdzieś z boku strony.
Przez kolejną godzinę Mathilde czytała artykuły i oglądała zdjęcia z czasów, gdy sprawa była świeża. Straż pożarna i ochotnicy przeszukiwali okoliczne oczka wodne. Ludzie w pomarańczowych kamizelkach szli tyralierą, przeczesując las. Śmigłowce policyjno-ratunkowe ze szperaczami łopotały nad wzgórzami otaczającymi miasteczko. Mathilde zwróciła uwagę na to, że autorem niemal wszystkich artykułów dotyczących sprawy był niejaki Karl Verndal. Po tym, jak zapadł wyrok sądu pierwszej instancji, gazeta przestała zasłaniać oczy Tobiasa Forsberga. To był piękny mężczyzna. Jego pełna wdzięku twarz wyrażała też pewną arogancję. Miał ciemne, pofalowane, starannie ułożone włosy. Na zdjęciu, któremu teraz przyglądała się Mathilde, dwóch policjantów w cywilu eskortowało go z Radisson Blu na Beitost?len, gdzie podobno pracował jako barman.
- A więc to tak...
Mathilde wzdrygnęła się i podniosła wzrok. Nie zauważyła, kiedy koleżanka stanęła za jej plecami.
- Nie chciałam cię przestraszyć - zachichotała Randi, wskazując głową ekran. - Tobias Forsberg. Gdyby tylko miał równie piękne wnętrze, jak był przystojny. Ale po co to oglądasz?
Mathilde wyjaśniła, że w weekend słuchała podcastu i że bardzo zaciekawiła ją ta sprawa.
- Chyba nie mogłaś być wtedy dużą dziewczynką.
- Miałam siedem lat. Tyle, ile Leah. Znasz Karla Verndala?
- To mój dawny kolega. Zrezygnował z pracy u nas dziesięć, może dwanaście lat temu. Przeprowadził się do Oslo. Był taki jak ty. Młody i ambitny. Fagernes okazało się dla niego za małe. Pisywał trochę do "Dagbladet", a w końcu podjął pracę jako doradca do spraw komunikacji w... - Randi podniosła głowę i spytała głośniej: - Ivarze?
- Mhm? - odezwał się głos zza biurka na środku przestrzeni biurowej.
- Jak nazywa się firma, w której pracuje Karl?
Spojrzała na Mathilde i powiedziała nieco ciszej:
- To jakaś wymyślna nazwa, rozumiesz. Do tego po angielsku.
- PulsePoint - odparł redaktor, śmigając palcami po klawiaturze.
- Racja. PulsePoint Communications. Daj znać, jeśli będziesz chciała, żebym was ze sobą skontaktowała. Tamtej jesieni, kiedy było naprawdę gorąco, prawie stąd nie wychodził. Nikt nie wie więcej o tej sprawie od niego, włącznie z szefem policji.
- Byłoby super - odparła Mathilde, nie kryjąc entuzjazmu. - Bardzo dziękuję.
- Zaraz wyślę ci jego numer.
*
Było dziesięć po jedenastej, gdy dzwonek nad drzwiami sklepu z artykułami przemysłowymi Tillera zasygnalizował nadejście Mathilde.
- To jeden z najlepszych na rynku - usłyszała głos Andersa Tillera.
Stał przed młodym, dwudziestokilkuletnim mężczyzną, który uważnie przyglądał się termosowi.
- Podwójna tytanowa ścianka - kontynuował sprzedawca. - Termos mieści osiemset mililitrów. Kawa pozostaje gorąca przez dwanaście godzin, a sok zimny przez całą dobę. - Uśmiechnął się do Mathilde i skinął lekko głową. - Bez wątpienia najlepszy termos na rynku. Co dość zaskakujące, bestsellerem okazał się jego młodszy brat.
- Młodszy brat? - zaciekawił się klient.
Mathilde przyglądała się, jak młody mężczyzna odkręca termos i zagląda do środka.
- Tak. Tamten ma trochę mniejszą pojemność i występuje w wielu kolorach. Podejrzewam, że powodem jego atrakcyjności jest to, że ten tutaj można dostać wyłącznie ze stali szczotkowanej, a jego młodszy brat jest dostępny we wszystkich możliwych kolorach. Teraz wszystko musi być jak najbardziej kolorowe.
Anders Tiller przewrócił oczami i wybuchnął śmiechem.
- Zastałam pańskiego ojca? - spytała Mathilde.
Sprzedawca wskazał głową nad półkami w kierunku lady. - Staruszek siedzi na zapleczu.
Mathilde przeszła między regałami. Przecisnęła się za ladę i zapukała w futrynę przy zasłonie, która oddzielała zaplecze od sklepu.
- Tak? - rozległ się głos Tillera seniora.
Odsunęła zasłonę na bok i weszła do środka. Starszy mężczyzna siedział przy biurku i wpatrywał się w ekran komputera przez okulary, które zsunęły mu się na czubek nosa. Podrapał się po brodzie, nie podnosząc wzroku, i powiedział:
- Wydawało mi się, że słyszałem twój głos. - Kilka razy postukał palcem wskazującym w klawisze i odchylił się do tyłu. - Aktywność w centrum...?
- Tak - potwierdziła z uśmiechem i otworzyła notes. - Plotki szybko się rozchodzą.
- Viggo dzwonił przed chwilą i powiedział, że właśnie u niego byłaś. Szczerze mówiąc, trochę tego nie rozumiem. Oczywiście zauważyliśmy, że na ulicach wokół centrum jest trochę spokojniej, ale jeśli chodzi o nas, obroty idą w górę.
- A to ciekawe - skomentowała. - W takim razie sklep z artykułami przemysłowymi Tillera jest wyjątkiem, który potwierdza regułę.
- Jaką regułę?
- Że duże sieci handlowe pochłaniają małe niezależne biznesy. Albo raczej doprowadzają je do bankructwa.
- Tak, owszem... - odparł stary Tiller. - Można tak powiedzieć.
- Ale was to nie dotyczy. Na czym polega wasza tajemnica?
- Myślę, że odpowiedź jest całkiem prosta: obsługa klienta. A poza tym: my znamy nasze produkty. Bo dzisiaj jest tak, rozumiesz, że wchodzisz do pierwszego lepszego sklepu należącego do sieci handlowej i masz szczęście, jeśli nie trafisz na sprzedawcę zatrudnionego na jedną piątą etatu, który nie wie, gdzie jest przód, a gdzie tył pędzla malarskiego. Ty już tego nie pamiętasz, ale twoi rodzice pewnie tak. Kiedyś można było podjechać na stację benzynową i kupić żarówkę do kierunkowskazu. Potem pytałaś sprzedawcę, czy mógłby pomóc ci ją wymienić. Dzisiaj nie wiedzą nawet, jakiej żarówki potrzebujesz. Oczywiście istnieją chlubne wyjątki, ale czasy starannej obsługi klienta niestety dawno już minęły.
- Nie w sklepie Tillera.
- Nie. - Tiller senior wybuchnął głośnym, tubalnym śmiechem. - Święta racja. - Śmiał się jeszcze przez chwilę, po czym spoważniał. - Naturalnie ja także mam nadzieję, że ulice centrum trochę się ożywią, ale nie przejmuję się tym tak bardzo, by nie spać po nocach, rozmyślając, co można zrobić, żeby to osiągnąć.
- Rozumiem - powiedziała. - Mogę spytać o coś innego?
- Pytaj.
- Przed południem przejrzałam kilka starych artykułów dotyczących sprawy zaginięcia Leah i dowiedziałam się, że jej matka, Charlotte, tutaj pracowała?
Starszy pan przez chwilę przyglądał jej się badawczo, po czym odrzekł:
- Zgadza się.
- Leah też pan znał?
- O tak, tak. Często z nią rozmawiałem. Przychodziła z matką w każdą sobotę, kiedy Charlotte pracowała.
- Jaka była?
- Piękna jak jej matka - odpowiedział. - Zawsze pytała, czy może w czymś pomóc. Od czasu do czasu pozwalałem jej nabić na kasę kilka towarów. Pamiętam, że była tym zachwycona. Zawsze uśmiechnięta. Chyba nie widziałem, żeby choć raz była niezadowolona. Ale... jej matka również taka była, pomimo tego że... Cóż, nie zawsze było u nich kolorowo. Miała sporo zmartwień na głowie, biedaczka.
- Ma pan na myśli Tobiasa Forsberga?
- Tak.
- Co pan o nim myśli?
- Że jest tam, gdzie jego miejsce. Dwa metry pod ziemią. I nie boję się powiedzieć tego na głos.
1 "Vi Menn" (pol. My, Mężczyźni) to norweski tygodnik, założony w 1951 roku, który skupia się na reportażach dokumentalnych i publicystycznych, a także na tematach dotyczących motoryzacji, łodzi, przestępczości, historii wojen czy łowiectwa.
2 "KK" - najstarszy norweski tygodnik dla kobiet, założony w 1874 roku pod nazwą "Nordisk M?nster-Tidende" (Gazeta Skandynawskiego Wzoru). W 1940 roku zmieniono nazwę na "Kvinner og Kl?r" (Kobiety i Ubrania), a w 1970 roku skrócono ją do "KK". "KK" publikuje reportaże i artykuły na temat odzieży i mody, wystroju wnętrz, zdrowia i stylu życia, a także bieżących wydarzeń.