Śląsko - łużyckie opowieści 3 - Rafał Szymczak

Kup ebooka

25.62 zł
21.26 zł (25,62 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Nauczyciel pszczelarstwa

Zalety miodu znali przed wiekami nasi słowiańscy przodkowie, którzy od dawna byli mistrzami w jego produkcji. Nie można tego powiedzieć o Europie Zachodniej, gdzie nie potrafiono go pozyskiwać na taką skalę. Oczywiście w średniowieczu także na terenie Rzeszy Niemieckiej funkcjonowała ludność zajmująca się pozyskiwaniem miodu. Byli oni określani mianem "Zeidler". Cieszyli się wolnością osobistą, a w związku z tym, że pracowali w lesie, mogli dla obrony przed dzikimi zwierzętami używać kusz. Jednak wydaje się, że ich gospodarka nie wyszła ponad poziom bartnictwa. A zatem w epoce wczesnonowożytnej ogromne ilości zarówno miodu, jak i równie poszukiwanego wosku były importowane do Europy Zachodniej z ziem polskich i całej Słowiańszczyzny[1].

Herb wolnych ludzi pozyskujących miód zwanych "Zeidler".

Tu bartnictwo dynamiczne ewoluowało, ku znacznie wydajniejszemu pszczelarstwu. Należy też zwrócić uwagę, że na terenie ziemi żarskiej, leżącej na Łużycach włączonych w skład Rzeszy w ramach ekspansji Marchii Wschodniej, funkcjonowała ludność zwana "Deditzer" - czyli "dziedzice". Owi ludzie zajmujący się bartnictwem mieli swój własny samorząd wraz z przywilejami ludzi wolnych. Co roku na św. Michała odbywały się zebrania bartników, podczas których rozstrzygano sprawy sporne. Na przykład dotyczące granic "Cidelweide", czyli fragmentów lasu z 60 drzewami bartnymi i terenami śródleśnymi. Choć tradycja hodowli przetrwała, a słowiańska ludność płaciła daniny w miodzie, z czasem znaczenie wytwórstwa miodu osłabło. Ewolucja miododajnego rzemiosła odbywała się bardziej na wschodzie.

Mapa samorządu bartniczego "Deditzer" czyli "dziedziców" na terenie państwa stanowego Żary - Trzebiel w XIV w.

Nasza mała ojczyzna - zachodnie rubieże Śląska i wschodni kraniec Łużyc - była miejscem przenikania się wpływów słowiańskich i niemieckich. W tradycyjnej historiografii kładziony jest akcent na przewagę kultury zachodniej reprezentowanej przez żywioł niemiecki kolonizujący intensywnie od XIII w. dzielnicę śląską. Należy zwrócić jednak uwagę na fakt, że kierunek przemian nie był jednostronny. To właśnie na naszym terenie doszło do wzbogacenia wiedzy zachodnioeuropejskiej, i co rozumie się ipsa per se, przede wszystkim niemieckojęzycznej o znajomość pszczelarstwa. To właśnie na podstawie doświadczeń pszczelarskich zebranych z obszaru pomiędzy rodzinną Szprotawą, a Żaganiem Nickel Jacob napisał pierwszy w języku niemieckim podręcznik pszczelarski.

Strona tytułowa dzieła Nickela Jacoba

Nickel[2] Jacob urodził się w 1505 r. w Szprotawie w rodzinie kościelnego. Jego ojciec nie tylko dbał o szprotawską farę, ale również zajmował się hodowlą pszczół. Nickel pracujący od najmłodszych lat w pasiece z ojcem w naturalny sposób podzielał zainteresowania ojca. Niemniej tak jak pszczelarstwo nie było głównym źródłem utrzymania ojca, tak również Nickel próbował swych szans w innych zawodach. Najpierw próbował swoich sił jako rzemieślnik. Po okresie terminowania w warsztacie kuśnierskim, jak każdy czeladnik musiał się udać w podróż w celu poznania zasad swojego fachu w innych regionach i krajach. Powinien był także zdobyć doświadczenie życiowe i pokazać, że potrafi sobie poradzić w trudnych warunkach. Jako 26-latek trafił na Morawy. Bo też Śląsk wraz z Księstwem Głogowskim, w którym znajdowała się Szprotawa, należał ówcześnie do Królestwa Czech.

Ukoronowaniem jego czeladniczej wędrówki był obowiązkowy majstersztyk, czyli dzieło będące sprawdzianem jego umiejętności. Jego ocena i dopuszczenie do wykonywania zawodu w mieście należało do rady cechowej. Owa niechętnie zgadzała się na dopuszczenie do pełni praw zawodowych nowych osób. Niemniej Jacob Nickel korzystnie wżenił się w mistrzowski ród, bo rodzinnie związany był z Hansem Buchwälderem (Buchlerem), szprotawskim burmistrzem pochodzącym z Dzikowic. W efekcie udało mu się wyzwolić na kuśnierskiego mistrza i jako taki figuruje w 1564 r. w aktach miejskich. Prawdziwych pieniędzy dorobił się jednak na handlu ziemią. Nie zadowalał się jednak jedynie prowadzeniem biznesu w rodzinnym mieście, bo sporo podróżował. Przebywał na Pomorzu, Meklemburgii i Pomorzu Przednim. Zawędrował nawet do Nadrenii.

Musiał być człowiekiem bardzo znanym skoro na prośbę mieszczan z okolicznych śląskich miast: Głogowa, Kożuchowa, Zielonej Góry, a nawet odleglejszych, czyli Góry i Świebodzic napisał księgę swego życia. Tak przynajmniej zapisał w słowie wstępnym, lecz do kosztów pierwszego wydania nie dołożyli się rzeczeni mieszczanie, ale wspomniany były burmistrz Szprotawy. Przywilej - zgodę na wydanie książki, wydał sam cesarz Maksymilian II Habsburg.

Dzieło jego życia zostało wydane przez znanego zgorzeleckiego drukarza Ambrosiusa Fritscha w 1568 r. i nosiło, zgodnie z ówczesną normą długi tytuł: "Gründlicher Unterricht von den Bienen und ihrer Wartung, in Glogischen Fürstenthumb, aus wahrer Erfahrung zusammen getragen von Nickel Jacob, Mitbürger zur Sprottaw". Co ciekawe w wydaniu z 1576 r. znika już Księstwo Głogowskie (Glogischen Fürstenthumb), a dzieło nosi zmodyfikowany tytuł: "Gründlicher und nützlicher Unterricht von Wartung der Bienen aus wahrer Erfahrung zusammen getragen von Nicol Jacob, Bürger zur Sprottau" co można by przetłumaczyć, jako: "Gruntowna i przydatna nauka utrzymania pszczół z prawdziwego doświadczenia zebrana przez Mikołaja Jacoba mieszczanina ze Szprotawy". To jeden z wariantów tytułu, bo wariacji jest więcej, gdyż jego książka była wielokrotnie wznawiana przez różnych wydawców. Każdy dodawał i zmieniał, co nieco tytuł. Wydań było sporo, bo poza wspomnianymi, książkę wydawano w 1586, 1593, 1601, 1650, 1653, 1661, 1680, 1702, 1773, a wydania z 1614 roku Caspera Höflera i Christopha Schrotcha z 1659 r. były znacznie rozszerzone. W kolejnych wydania były powielane drzeworyty z ilustracjami, choć w zmodyfikowanych formach. Dzięki nim zachowały się wizerunki Mikołaja z ojcem podczas prac pszczelarskich.

Późniejsza wersja drzeworytu przedstawiająca Nickela Jacoba podczas prac z ojcem z kolejnego wydania książki

Znaczenie książki Nickela Jacoba wynika z faktu, że była pierwszym prawdziwym podręcznikiem pszczelarskim w niemieckim kręgu językowym.

Jak pisał Zygmunt Gloger: "Badania naukowe przyznały Słowianom odwieczną znajomość rolnictwa i bartnictwa (...) Całe osady trudniły się wyłącznie pszczelnictwem, a każdy z osadników składał coroczną daninę po 20 urn miodu. Uzyskiwano go tyle, iż można było obdzielić nim całą Germanję, Brytanję i najdalsze strony Europy Zachodniej. Uchodził też miód, podobnie jak i futra w Polsce piastowskiej, za rodzaj monety, t. j. za środek ułatwiający wymianę różnych przedmiotów. Niektóre winy (kary) sądowe opłacano miodem."

Piastowski Śląsk był, zatem miejscem, gdzie bartnictwo miało się wyśmienicie - nie brakowało tu ówcześnie lasów i puszcz, gdzie w wydrążonych pniach starano się trzymać dzikie pszczoły. Dalsza ewolucja miodnego rzemiosła prowadziła ku pszczelarstwu, którego to podstawy zdradził Niemcom w prosty i interesujący sposób Nickel Jacob.

Jacob w swym podręczniku pisał nie tylko o przydomowej gospodarce pasiecznej, ale również o pszczołach i pszczelich rodzinach w lasach i w puszczach. Widać wciąż bartnictwo było obecne w jego czasach. Zresztą pszczoły potrafiły się także zadomowić w mieście. Opisywał taki przypadek z Żagania, gdy odważna kobieta zgarnęła żyjący w mieście rój do kapelusza przeciwsłonecznego, który związała chustką. Takie anegdotyczne przykłady z codziennego życia na pewno zachęcały do lektury.

W jego książce jest wiele praktycznych rad o tym, jak nabywać, transportować i dbać o pszczoły. Opowiada o budowie uli, ich urządzeniu, narzędziach koniecznych do pracy przy nich.

Bardzo ważną kwestią poruszaną w jego książce jest sprawa pożytków pszczelich. A to, co przyniosą owady do ula i z czego zrobią miód, zależy od rosnących upraw. Zalecał, zatem które rośliny miododajne warto siać w ogrodach. Wiele też miejsca poświęcał walce z chorobami pszczół.

Jacob zebrał na tamte czasy ogromną wiedzę o pszczołach. Najlepszym komentarzem do jego umiejętności i wiedzy była uwaga pochodząca z dwa wieki późniejszej korespondencji pomiędzy dwoma badaczami przyrody i pszczelarzami: Carlem Bonnetem i Franzem Huberem. Stwierdzili oni, że Jacob wraz ze swym synem wyczyniał mistrzowskie rzeczy z pszczołami.

Nie dziwi zatem, że Nickel Jacob nazywany był i jest przez Niemców "ojcem pszczelarskiej literatury niemieckiej", jak również "Dzierżonem XVI w.".

Pozyskiwanie roju dzikich pszczół na XVI-wiecznym drzeworycie

Nickel Jacob zmarł w wieku 71 lat w marcu 1576 r. w rodzinnej Szprotawie. Tak jak nie został zapomniany przez pszczelarzy, tak o pamięć o nim w grodzie nad Bobrem zadbał zasłużony szprotawski regionalista Felix Matuszkiewicz (1885 - 1956). Napisał i wydał w 1933 r. publikację pt. "Nickel Jacob aus Sprottau, der Altmeister der schlesischen Bienenkunde", czyli "Mikołaj Jacob ze Szportawy. Dawny mistrz śląskiego pszczelarstwa". Doprowadził także do nazwania jednej ze szprotawskich ulic imieniem Nickela Jacoba (obecna ul. Bolesława Chrobrego). Przyczynił się również do powstania pomnika, za co związek pszczelarski nadał dr F. Matuszkiewiczowi honorowe członkostwo.

Dziś na tradycyjnym żagańskim Jarmarku św. Michała nie brakuje stanowisk pszczelarzy oferujących miód z lokalnych pasiek. W sąsiednich Żarach we wrześniu odbywa się od 2007 r. impreza integrująca środowisko pszczelarskie pod nazwą Jarmark Miodu i Wina. Warto, zatem pamiętać o postaci Nickela Jacoba, który przed ponad 450 laty przyczynił się do upowszechnienia osiągnięć śląskiego pszczelarstwa w Niemczech i na świcie. Niemniej był to dopiero początek długiej listy wybitnych pszczelarzy pochodzących z naszego regionu.

Polak z wyboru

Bohater tej opowieści urodził się 31 lipca 1739 r. w Dreźnie, jako najstarszy syn Henryka Brühla (ministra króla Rzeczpospolitej Augusta III Sasa) oraz Marii Anny z domu Kolowrath. Nazywał się Alojzy Fryderyk. Ale w tym miejscu należy parę słów opowiedzieć o jego ojcu.

Henryk Brühl (1700 - 1763) - "self made man" swojej epoki, dzięki umiejętnym intrygom odsunął konkurenta - faworyta Augusta III, Aleksandra Józefa Sułkowskiego, który musiał w 1738 r. opuścić Drezno. Tej rywalizacji poświęcił część swej powieści "Brühl" nasz najpłodniejszy powieściopisarz, czyli Ignacy Kraszewski. Przyłożył się on mocno do utrwalenia czarnej legendy Henryka Brühla. To trochę jak z Dumasem i jego wizją kardynała Richelieu... Obaj: Richelieu i Brühl byli zdolnymi politykami, którzy starali się realizować swe ambitne plany. A te można różnie oceniać. Na przykład Henryk Brühl próbował zdobyć "korytarz śląski", by doszło do unii realnej Saksonii i Rzeczpospolitej. Marzył o integracji terytorialnej obu państw. Był nieprzejednanym wrogiem Prus, które słusznie uważał, za głównego wroga nie tylko Sakasoni, ale też Rzeczpospolitej. Jakże wiele miał racji, wszakże to Prusy były inicjatorem rozbiorów naszego kraju. Stworzył nowoczesną administrację w Saksonii opierając się na niższej arystokracji, z której sam się wywodził.

Henryk (Heinrich von) Brühl, portret pędzla Marcello Bacciarellego ok. 1753 r.

Na jego niekorzyść świadczył fakt skumulowania w swych rękach praktycznie wszystkich najważniejszych urzędów saskich. Od 1738 do 1763 r. podlegał mu Tajny Gabinet - naczelny organ władzy w Saksonii. W 1746 r. został "premier-ministrem". Sprzedawał urzędy, kupczył Orderem Orła Białego, miał opinię człowieka skorumpowanego. Doprawdy? Aż tak bardzo jego praktyki odbiegały od ówczesnej normy? Ba, a czy dziś nie widzimy w świecie polityki podobnych działań i zarzutów? A właśnie, zarzuty. Należy pamiętać, że śmiertelnym wrogiem Henryka Brühla, by inicjator I rozbioru Rzeczpospolitej, czyli król Prus Fryderyk II[1]. Był mistrzem tego, co nazywamy dziś czarnym PR - to on nakazał świadomie tworzyć "czarną legendę Polski"[2], jako kraju zacofanego, nietolerancyjnego, zamieszkiwanego przez ludzi nieznających porządku i cywilizacyjnie zacofanych. Pytanie, raczej retoryczne, czy w takich działaniach zniesławiających ograniczał się król Prus tylko Rzeczpospolitej, czy wziął na celownik także premier-ministra de facto rządzącego Rzeczpospolitą...

Ta czarna legenda Henryka Brühla wydaje się jednak na wyrost, skoro jego najstarszy syn, nie tylko dzięki zabiegom politycznym ojca, ale także w sercu zwiąże się z Polską, jej rozwojem i kulturą.

Alojzy Fryderyk Brühl jako dziecko - portret Andreasa Möllera (1684 - 1762)

Alojzy Fryderyk Brühl w dzieciństwie otrzymał staranne wykształcenie oraz dzięki zabiegom ojca poznał język polski. W 1750 r., mając jedenaście lat, otrzymał urząd starosty warszawskiego. Można powiedzieć - skandal!, ale skoro ojciec tak starannie zadbał o to by syn poznał Polskę, to raczej nie można tego nazwać działaniem na szkodę Rzeczpospolitej.

Siedem lat później Alojzy Fryderyk przeniósł się do Polski. Objął chorągiew pancerną i walczył w wojnie siedmioletniej (1756-1763). W 1760 r. zgodnie z wolą ojca poślubił Mariannę Klementynę Potocką i osiadł w rezydencji w Młocinach. W 1763 r. został mianowany generałem artylerii koronnej. Na stanowisku tym młody Alojzy Brühl sprawdził się znakomicie, dbając o wyszkolenie i organizację tej formacji. W 1766 r. założył szkołę artyleryjską.

Również na stanowisku starosty warszawskiego dał się poznać jako sprawny organizator. Dokonał m.in. parcelacji gruntów pod dzierżawę, co umożliwiło rozbudowę Warszawy i wytyczenie nowych ulic. W 1768 r. doprowadził do budowy kanalizacji i powstania straży pożarnej. Hrabia ufundował również na Młocinach wytwórnię prochu i kul armatnich (Prochownia) na potrzeby polskiej armii. W 1785 r. założył w Warszawie "Dom dla ubogich albo nową fabrykę krajową", gdzie wyrabiano pończochy dla wojska. Przyczynił się też do otwarcia pierwszego w kraju ambulatorium dla bezpiecznego szczepienia ospy wietrznej.

Alojzy Fryderyk Brühl, portret pędzla Per Kraffta (starszego) z 1767 r.

Jego związki z dynastią saską oraz koligacje rodzinne nie ułatwiały mu działalności politycznej, dlatego też niechętnie ją podejmował.

Na czas konfederacji barskiej (1768-1772) schronił się w Dreźnie, jednak po klęsce konfederatów wrócił do Warszawy. Od tego momentu skupił się na obowiązkach generała artylerii

Sejm Rozbiorowy (1773-1775) rozszerzył jego kompetencje, powierzając mu pieczę nad twierdzami Rzeczypospolitej. W 1775 r. założył Szkołę Artylerii przy Korpusie Artylerii Koronnej, która wykształciła około czterystu oficerów. Dzięki niemu artyleria koronna, choć stosunkowo nieliczna, osiągnęła poziom europejski pod względem organizacji i wykształcenia żołnierzy. Zreformował organizację artylerii oraz dzięki dużej wiedzy fachowej przeprowadził zmiany w systemie szkolenia artylerzystów i oficerów broni technicznych. Otrzymał dowództwo partii (dywizji) małopolskiej i stopień generała lejtnanta. Prowadził także praktyczne szkolenia połączonych różnych oddziałów (kawalerii, infanterii/piechoty i artylerii), których pierwsze manewry odbyły się w 1776 r. pod Kamieńcem Podolskim. Dbał również o rozbudowę i utrzymanie twierdz Rzeczypospolitej, czego wyrazem było utworzenie z jego inicjatywy w 1775 r. korpusu inżynierów. Oficerowie tej formacji sprawowali między innymi nadzór nad twierdzą w Kamieńcu Podolskim i unowocześnili oraz częściowo przebudowali w 1783 r. twierdzę jasnogórską. W 1776 r. został członkiem Komisji Wojskowej Koronnej.

W 1780 r. został wybrany przez Sejm członkiem Rady Nieustającej. Owszem była ona nazywana "Zdradą Nieustającą", bo powstała na skutek rosyjskiego dyktatu podczas Sejmu Rozbiorowego i początkowo zasiadali w niej zdrajcy, to jednak z czasem stała się sprawnie działającą radą ministrów, która pomagała królowi Stanisławowi Augustowi w sprawnym zarządzaniu Rzeczpospolitą. Król Staś zresztą bardzo Alojzego Fryderyka Brühla cenił, stąd odznaczenie go w 1777 r. Orderem Świętego Stanisława[3].

Był członkiem masonerii. Od 1766 r. stał na czele loży "Cnotliwy Sarmata". W 1773 r. został generalnym wizytatorem wolnomularstwa diecezji polskiej Ścisłej Obserwy[4].

Pałac w Brodach w 2021 r. Brama Zasiecka wg. projektu Jana Krzysztofa (Johanna Christopha) Knöffela z 1753 r, zbudowana z okazji wizyty Augusta III Sasa - króla Rzeczpospolitej i elektora saskiego w Brodach

Był autorem cieszących się ówcześnie popularnością komedii: "Przyjazd pana" (1775), "Podrzutek, czyli dziecię znalezione" (1781) i "Figiel za figiel" (1793). Swe dzieła tworzył równocześnie w języku francuskim, niemieckim i polskim, który opanował znakomicie.

Powodzenie w polityce nie szło w parze ze szczęściem osobistym. W ciągu dwóch lat zmarł mu syn oraz druga żona, Marianna Potocka. Alojzy załamał się i bardzo podupadł na zdrowiu. Stopniowo wycofał się z życia publicznego, sprzedał starostwo warszawskie i generalstwo artylerii[5].

Wyjechał do rodzinnych Brodów w dzisiejszym powiecie żarskim[6], znajdujących się ówcześnie Saksonii, gdzie osiadł z trzecią żoną, Józefą Schaafgotsch. Aż do śmierci 27 stycznia 1793 r. zachował szczery sentyment dla Polski.

Pruski generał w Brodach

Prusy i Prusak - kiedyś owe słowa budziły grozę, ale także pogardę Polaków walczących o narodowy byt. Czego obawiali się nasi przodkowie i czy my dziś mamy się czego bać?

A zatem po kolei w wielkim skrócie. Problemem nie byli Prusowie. No dobrze, oni byli problemem w średniowieczu, lecz chcąc rozwiązać problem najazdów pogańskich Prusów, książę mazowiecki Konrad ściągnął większy problem. Zaprosił Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Uff, jaka długa nazwa. Dlatego mówimy krótko: Krzyżacy. Ci z zadania wywiązali się z teutońską precyzją - mordując, rabując i zajmując ziemie Prusów, których nazwę z czasem przywłaszczyli. Wszyscy pamiętamy o Grunwaldzie, uczyliśmy się o zwycięskim II pokoju toruńskim (1466). Wielu oglądało też "Hołd pruski" Jana Matejki. Ale to nie obsmarowany przez naszego wielkiego malarza Albrecht Hohenzollern (1490 - 1568) był winny przyszłego wzrostu znaczenia Prus. Tu zawinili dwaj królowie Rzeczpospolitej: Stefan Batory i Zygmunt III Waza, bo pozwolili by władza w zależnych od Polski Prusach Książęcych przeszła na brandenburską linię Hohenzollernów. Książę Fryderyk Wilhelm (1620 - 1688) wykorzystał słabość Rzeczpospolitej, gdzie najpierw szlachta witała z otwartymi rękoma króla Szwecji Karola X Gustawa (1622 - 1660) jako wyzwoliciela od "tyranii" króla Jana Kazimierza (1609 - 1672). A potem, przekonawszy się na własnej skórze jak to jest żyć pod okupacją, zaczęła popierać walkę ze Szwedami. Ceną za wyparcie się przez Prusaków konszachtów z Karolem Gustawem było nadanie suwerennej władzy w Prusach Książęcych "Wielkiemu Elektorowi" - owemu Fryderykowi Wilhelmowi. Stąd już tylko krok do korony królewskiej, po którą sięgnął jego syn - Fryderyk III w 1701 r. (po koronacji zdenominowany do Fryderyka I, króla Prus). Znowu wykorzystana została słabość Rzeczpospolitej, którą w wielki konflikt wplątał jej król - August II Mocny (1670 - 1733). Była to III wojna północna (1700 - 1721).

Jowialny August II Mocny - elektor saski i król Rzeczpospolitej

Tak. Naszemu królowi a zarazem elektorowi saskiemu z rywalizującej z Hohenzollernami w Rzeszy dynastii Wettynów, nie wiodło się w tej wojnie. Znacznie lepiej wyszedł na niej jego kumpel od kielicha i męskich rozrywek, czyli car Rosji Piotr I Wielki (1672 - 1725). Niemniej panowanie w Rzeczpospolitej elektorów saskich (1697 - 1763) wcale nie było takie jednoznacznie złe. Ba! Wielu Saksończyków polonizowało się i była szansa na realną unię Drezna i Warszawy. Ale właśnie do tego nie chcieli dopuścić Prusacy.

Znacznie szczuplejszy niż król Rzeczpospolitej i o surowym obliczu Fryderyk II Hohenzollern - król Prus

Król Fryderyk II (1712 - 1786), hmmm, jako Polakowi trudno przychodzi wymienienie jego przydomka - "Wielki", mimo swych niewątpliwych zasług dla państwa pruskiego oraz erudycji i inteligencji, od początku prowadził politykę skierowaną przeciwko saskim Wettynom, a przede wszystkim przeciwko naszej ojczyźnie. To on celowo budował nieprawdziwy obraz Rzeczpospolitej jako kraju zacofania, nietolerancji i anarchii. No z tym ostatnim trochę miał racji, bo Polacy zawsze woleli wolność, niż pruski dryl wymuszony kapralską pałką. Z resztą zarzutów grubo przesadzał, ale jego "czarny piar" miał służyć określonemu celowi. Brzmiał on: uzasadnić i skłonić europejskie mocarstwa do rozbiorów Rzeczpospolitej. Swój cel osiągnął. To on był architektem pierwszego rozbioru w 1772 r., kolejnych nie dożył, ale zrealizował je jego bratanek, król Fryderyk Wilhelm II (1744 - 1797).

Rubaszny, o pełnym obliczu bratanek Fryderyka II, czyli król Prus Fryderyk Wilhelm II - z uśmiechem na twarzy realizował politykę stryja.

Zaryzykuję stwierdzenie, że Królestwo Prus genetycznie miało wpisaną antypolskość, w przeciwieństwie do Saksonii, która od czasów Augusta Mocnego była z Polską związana, a ten związek miał trwać dalej. Oto po bitwie pod Jeną-Auerstedt 14 października 1806 r. Napoleon Bonaparte rzucił na kolana dumnych Prusaków, którzy uważali, że mieli najlepszą armię na świecie (tak, tak - Amerykanie nie wygrali by w wojnie o niepodległość z Brytyjczykami, gdyby nie Prusak Friedrich Wilhelm von Steuben). To była narodowa tragedia dla pruskich nacjonalistów i z tymi czasami związany jest pewien grób, który znajduje się na ziemi żarskiej.

Francuski dragon ze zdobytym pruskim sztandarem w bitwie pod Jeną

Oto w Brodach znajduje się niezwykle interesujący cmentarz. Są tu zachowane w niezłym stanie dawne groby. Wśród nich jest nagrobek Friedricha Wilhelma Magnusa von Eberhardta (11 sierpnia 1791 w Kłodzku ? 31 października 1867 w Brodach). Był to pruski generał - porucznik. Jego ojcem był Friedrich Wilhelm von Eberhardt (1755-1806). Jako 15-latek został wzięty do niewoli francuskiej we wspomnianej bitwie pod Jeną (zginął w niej jego ojciec - dowódca 47. pułku piechoty pruskiej). Pokonane Prusy zostały zmuszone do zarówno uznania powstania Księstwa Warszawskiego, jak i wymuszonej współpracy z Francją. Prusacy musieli także zapłacić Francuzom wysoką kontrybucję, której wysokość chciał ograniczyć kanclerz Karl vom Stein. Został on zmuszony do ucieczki z Prus, gdy sam Napoleon ogłosił go "wrogiem Francji". Fryderyk Wilhelm III nie miał odwagi przeciwstawić się cesarzowi Francuzów (samo wspomnienie o Jenie i Auerstedt było dla niego traumatyczne). Niemniej upokorzeni oficerowie i pruscy politycy marzyli po cichu o walce z Napoleonem, który dawał Polakom nadzieję na niezależny byt państwowy ("dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy").

Friedrich Wilhelm Magnus von Eberhardt młodości