Wstęp
Dawno temu obiecałam sobie, że opiszę losy mojej rodziny. Dziś, gdy rozpoczynam wywiązywanie się tej obietnicy, robię to z pewnym zakłopotaniem. Proszę o wyrozumiałość, niektóre wspomnienia mogą być mało interesujące, a może nawet trudne do zrozumienia. Spoczywa na mnie duża odpowiedzialność powiązania luźnych reminiscencji w spójną całość, nadania im formy i w efekcie przekazania prawdziwej historii naszego rodu o czasach jego życia na Kresach, później zsyłki na Sybir i powrotu do Polski.
Przyświecał mi zamiar przedstawienia niniejszej opowieści młodszemu pokoleniu i wypełnienie rodzinnej luki w wiedzy o historii tamtych czasów.
Opisane wydarzenia zostaną przedstawione z perspektywy mojej babci Amelii Borysewicz i uzupełnione wspomnieniami mojej mamy Ireny. Relacje te, rozmyte przez upływający czas, mimo że niejednokrotnie ukazane skrótowo i niedokładnie, są wstrząsające i mogą oddać chociaż część prawdy o tamtym nieludzkim świecie.
Mama mówi czasami, że to, co przeżyli, było widmem, czymś nierzeczywistym, ale jednak się wydarzyło.
Historię mojej rodziny zaczęłam odkrywać późno. To babcia Amelia przekazywała mi dzieje rodzinne. Jednak dla nastolatki w czasach PRL-u opowieści o dobrym życiu na Kresach w latach II Rzeczpospolitej wydawały się bajkami nie z tego świata, nie przywiązywałam więc do nich dużej wagi, a właściwie nie chciałam słuchać, wiele zatem zapomniałam. Dziś sama próbuję odkurzyć w pamięci te historie, odkryć je na nowo. Czuję, że domagają się one opowiedzenia nie tylko sobie samej, ale i innym.
Mam wyrzuty sumienia, że zbyt mało rozmawiałam o tamtych czasach z babcią, mamą, ciocią Kamilą czy wujkiem Heńkiem, którzy mówili, że w Polsce Ludowej nie wolno im pamiętać własnego życia, a co dopiero opowiadać o tym lub spisywać wspomnienia. Mówili, że nastało polityczne zablokowanie pamięci, a ja tego nie rozumiałam. W PRL zakazano oficjalnej dyskusji o Kresach. Był to czas odbierania pamięci, wymazywania z niej prawdy. Ich życiorysy nie pasowały do historii podawanej w szkolnych podręcznikach.
W szkole uczono mnie o zbrodniach niemieckich, o obozach koncentracyjnych. Zabrakło historii osób, które ucierpiały na skutek prześladowań sowieckiej Rosji. Również żadna lektura szkolna nie opowiadała o zsyłkach Polaków na Sybir, do Kazachstanu, o koszmarach tamtego życia.
Babcia Amelia, która była bardzo światłą, mądrą kobietą, opowiadała nam historię Polski w długie zimowe wieczory. Mieszkali w Holszanach, więc w swoich opowieściach przekazywała historię rodu Holszańskich. To od niej dowiedziałam się, że Władysław Jagiełło - król Polski w 1422 roku, licząc sobie już 72 lata, poślubił córkę kniazia Andrzeja Holszańskiego - Sonkę, która miała wówczas 17 lat. I że z tego małżeństwa narodziło się dwóch przyszłych królów Polski z dynastii jagiellońskiej - Władysław Warneńczyk oraz Kazimierz Jagiellończyk.
Babcia opowiadała także inne historie, dużo nam bliższe, o których nigdy nie słyszałam w szkole.
Były wśród nich również te osobiste, rodzinne.
Słuchając tych opowieści niczym gawęd, wiedziałam już, że historia Polski, której uczono mnie w szkole, jest zakłamana, że nie wolno nam wspominać o masakrze polskich oficerów w Katyniu, o wywózce na Sybir, o sowieckiej agresji z dnia 17 września 1939 roku.
Chęć spisania wspomnień moich bliskich, którzy przeżyli zsyłkę, zrodziła się, gdy zaczęły pojawiać się we mnie pytanie o przeszłość, potrzeba powrotu do korzeni, do historii tamtych czasów.
Ten przekaz o wojennych losach mojej rodziny jest utkany ze skąpych danych, kilku zdjęć i wspomnień. Ale nawet w takim kształcie, mam nadzieję, ocali od zapomnienia przeżycia bohaterów tamtych wydarzeń i ich wiarę w lepszą przyszłość. Wspomnienia mojej babci i losy naszej rodziny niech będą kropelką wypełniającą tę lukę w historii polskich Kresów i ich obywateli oraz stanowią materiał do refleksji nad przesłaniem historii.