WERONIKA
1
Jestem gotowa do wyjścia. Wyszykowałam się: wskoczyłam w nowe dżinsy, zrobiłam staranny makijaż, rozpuściłam i wyprostowałam włosy. Czuję się atrakcyjnie.
Sięgam po kawę, zastrzyk kofeiny to mój rytuał przed każdym wieczornym wyjściem - na wypadek gdyby dopadło mnie zmęczenie. Powinnam się lepiej wysypiać, niestety w tej kwestii praktyka stale rozjeżdża się z teorią.
Kawa jest mocna i ciemna jak noc, nigdy nie dolewam do niej mleka. Jeszcze gorąca. Upijam łyk, jak zwykle zapominając, że powinnam chwilę poczekać, żeby trochę przestygła. Wrzątek parzy mi język, czuję, że wyskoczył bąbel. Jest całkiem spory i wciąż rośnie.
Dzwoni Natalia.
- Nie dam rady nigdzie iść - mówi.
- Co znowu? - jęczę niepocieszona. Słowo daję, odwoływanie spotkań w ostatniej chwili powinno być karalne.
- Migreny dostałam.
- Łyknij jakąś tabletkę - radzę.
- Wzięłam już dwie.
- I nic?
- Nic nie pomaga - stwierdza.
Próbuję zrozumieć przyjaciółkę, ale to dla mnie koszmarnie trudne, bo zwyczajnie nie wiem, czym jest ból głowy. Ani żaden inny ból. Wszyscy na coś narzekają, tych dolegliwości jest tyle, że nigdy nie miałam odwagi się przyznać, że mnie żadne z nich nie dotyczą.
- Kładę się zaraz do łóżka i niech ten wieczór szybko się skończy - oznajmia.
- No dobra. - Wzdycham. Może faktycznie tak bardzo ją boli.
- Sorry - dodaje Natalia. - Serio nie dam rady, czuję się okropnie.
- No dobra - powtarzam, wydymając usta z niezadowolenia.
- Odezwę się jutro - mówi jeszcze. - Pa.
- Pa. - Odsuwam telefon od ucha i sprawdzam godzinę. Dochodzi dziewiętnasta. Zastanawiam się, co ze sobą zrobić, nie mam pomysłu na wieczór.
Wchodzę na Messengera i przeglądam listę znajomych. Magda jest dostępna, piszę do niej. Idzie z chłopakiem do kina, nie proponuje, żebym zabrała się z nimi. Przeglądam więc listę dalej. Jowita nie odpisuje, a kolejna koleżanka także zaplanowała romantyczny wieczór sam na sam ze swoim chłopakiem.
Ponownie wydymam usta. Może po prostu sobie odpuszczę. Zostanę w domu, poleniuchuję, na Netflixie na pewno znajdę coś ciekawego do obejrzenia. Nim na dobre przekonam się do tego pomysłu, mój wzrok pada na zdjęcie Janka. Zatrzymuję się przy nim dłużej.
Jakiś czas temu zaglądałam na portale randkowe, lecz szybko się okazało, że to nie jest miejsce dla mnie. Dałam sobie spokój z tego typu aplikacjami, a Janek jest pamiątką po tamtym epizodzie. Facetowi daleko do Adonisa, powiedziałabym nawet, że jest bardzo przeciętnej urody, ale jednocześnie okazał się jedynym, z którym można było normalnie pogadać. Udało mu się doprowadzić do tego, że przeskoczyliśmy na Messengera. Kilka razy proponował spotkanie, jednak do tej pory jakoś nie było mi z tym pomysłem po drodze.
Janek chyba jest w tej chwili niedostępny, mimo to klikam w czat i prosto z mostu pytam, czy ma ochotę się dziś ze mną spotkać. Wiadomość zostaje wysłana i sprawa zdaje się na tym kończyć. Janek nie odczytuje mojego komunikatu, jego status dostępności nie ulega zmianie.
Z kwaśną miną dalej przeglądam listę znajomych. Kiedy nie wpada mi w oko nikt więcej, do kogo mogłabym zagadać, zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem Tomasz nie jest jeszcze w pracy. Dzwonił rano, żeby mi przypomnieć o zaległej higienizacji jamy ustnej. Choć tego typu zabiegi w jego gabinecie przeprowadza wykwalifikowana higienistka dentystyczna, mną zajmuje się osobiście. Dobrze mieć stomatologa w rodzinie.
Odrzuciłam propozycję dzisiejszej wizyty w gabinecie, no bo kto chciałby spędzić sobotni wieczór na fotelu dentystycznym? Skoro jednak nie uda mi się już nigdzie dziś wyjść, to może chociaż odbębnię stomatologa.
Wybieram numer Tomka i włączam tryb głośnomówiący.
- Cześć - zgłasza się młodszy brat ojca. - Tylko mi nie mów, że jednak chcesz dziś wpaść do gabinetu.
- Wyszedłeś już? - pytam, znając odpowiedź.
- Miałem ostatniego pacjenta o osiemnastej - oznajmia. - Szybko poszło.
- To trudno - wzdycham i wtedy widzę, że na Messengera przychodzi wiadomość od Janka. Odczytuję ją.
Ale mnie zaskoczyłaś :D
Jasne, że chcę się z Tobą spotkać!
Byłbym idiotą, gdybym nie wykorzystał okazji ;)
- Zależy ci, żeby zrobić to dzisiaj? - chce tymczasem wiedzieć Tomasz.
- Nie, spoko - rzucam, myśląc nad miejscem, gdzie mogłabym się umówić z Jankiem.
- Chyba ci jednak zależy, skoro dzwonisz - zauważa wujek.
- Miałyśmy wyskoczyć z Natalią na drinka, ale wystawiła mnie do wiatru, więc szukałam sobie zajęcia na wieczór - tłumaczę.
- Rozumiem, że właśnie znalazłaś coś ciekawszego niż czyszczenie zębów - śmieje się Tomek, podczas gdy na Messengera przychodzi nowa wiadomość od Janka.
Widzimy się w Have-a-Drink?
- Zgadza się. - Też się śmieję.
- Natalia jednak z tobą wyjdzie? - dopytuje wujek.
Opowiadam mu krótko o Janku.
- Chce się spotkać w Have-a-Drink - oświadczam. - Znasz może ten lokal?
Tomasz pomimo swoich pięćdziesięciu dwóch lat prowadzi bardzo rozrywkowe życie. Nieraz spotkałam go w jednym czy drugim klubie. To zupełne przeciwieństwo mojego ojca. Tata jest świetny, ale brak mu luzu. Za to jego brat ma go aż nadto. Tak to już chyba jest w rodzeństwie, zwłaszcza gdy w grę wchodzi znaczna różnica wieku. Kiedy tata oglądał się już za dziewczynami, Tomek sikał jeszcze w pieluchy.
- Nie kojarzę - przyznaje brat ojca.
Na szybko wrzucam nazwę lokalu w wyszukiwarkę.
- Google podają, że to na Kazimierzu - mówię na głos. Choć formalnie Tomasz jest moim wujkiem, nasza relacja bardziej przypomina taką, jaka zwykle łączy kuzynostwo. - Piszą, że w dzień to kawiarnia ze świetną kawą, a wieczorem lokal zamienia się w klimatyczny koktajlbar.
- Brzmi dobrze - ocenia Tomek.
- Zobaczymy - kwituję. - Jak będzie do bani, to po prostu wrócę do domu i położę się spać.
- Po dwudziestej drugiej to nawet dla ciebie nie będę gonił do gabinetu. - Brat taty głośno się śmieje.
- Może bym cię uprosiła - rechoczę, bo wiem, że tak naprawdę nie miałabym z tym większego problemu. Tomek łatwo mi ulega.
- Uważaj na siebie - rzuca jeszcze. Na moment jego głos przyjmuje poważne tony.
- To przecież oczywiste.
- Baw się dobrze. A w poniedziałek zdzwonimy się w kwestii wizyty w gabinecie.
Wujek kończy połączenie, tymczasem na Messengerze czeka na mnie następna wiadomość od Janka.
O 20:00?
Nie ma co kombinować, zgadzam się. Natychmiast przychodzi odpowiedź.
Do zobaczenia! ;)
Dopijam kawę, a w międzyczasie zamawiam ubera. Zanim przyjedzie, dzwonię jeszcze do Natalii.
- Nie znasz kolesia i umawiasz się z nim na wieczór? - Przyjaciółka jak zwykle denerwuje mnie swoją powściągliwością.
Kiedy buszowałam po portalach randkowych, ciągle suszyła mi głowę, sama nigdy nie umówiła się z facetem, którego nie zna. Zastanawiam się, jak zamierza założyć rodzinę, o której stale przebąkuje, skoro stroni od nawiązywania nowych znajomości. Gdzie ona chce znaleźć męża?
- Na tym polegają randki - mówię. - Umawiasz się z kimś, kogo nie znasz, żeby go poznać.
- No dobra, ale...
- Przestań. Nie umówiłam się z nim na jakimś pustkowiu czy w spelunie, tylko w miłym barze, gdzie będzie pełno ludzi.
- Jakby coś poszło nie tak, to dzwoń - wzdycha ciężko.
- Przecież będziesz spała. - Wbijam przyjaciółce szpilę.
- Kiedyś się doigrasz.
Natalia potrafi zrzędzić bardziej niż mój ojciec.
- Chyba mi tego nie życzysz, co? - Uśmiecham się, jakby dziewczyna była tuż przy mnie.
- Fajny chociaż jest ten Janek? - dopytuje przyjaciółka, zamiast odpowiedzieć.
- Się okaże.
- Serio pytam. - Natalia się irytuje.
- Wydaje się trochę zniewieściały, ale może to i lepiej. Mam dość kolesi kipiących testosteronem.
- Gdzie się umówiliście?
- W Have-a-Drink. O, mój uber właśnie podjechał - oznajmiam.
- Bądź ostrożna - prosi Natalia. - Wiesz, że teraz różne rzeczy się dzieją.
Przewracam oczami.
- Łatwo spotkać popaprańca - ciągnie przyjaciółka.
- Zawsze tak było - odbijam piłeczkę, na co Natalia głośno wzdycha. - Myślisz, że kiedyś ludzie byli inni? Lepsi? - prycham. - Nie było po prostu mediów, które nagłaśniałyby to, co się działo wokoło.
Z tym argumentem trudno dyskutować, Natalia więc tylko powtórnie prosi, żebym na siebie uważała. Zupełnie jakbym była jakaś narwana. To frustrujące, bo przecież mam głowę na karku. Przez moment usiłuję wejść w skórę przyjaciółki, może gdybym była taka jak wszyscy, umawianie się z obcymi facetami przychodziłoby mi z większym trudem.
Nie jestem jednak taka jak inni.
Rozłączam połączenie, po czym chwytam kurtkę i wychodzę z mieszkania.
Kierowca wybiera trasę przez Nowohucką, więc dotarcie na Kazimierz zajmuje mi dłużej, niż powinno. Sięgam po komórkę i piszę do Janka.
Jadę uberem, ale są korki.
Zaczekasz?
Jasne, że tak ;)
W końcu wyskakuję z samochodu i przebiegam na drugą stronę ulicy. Czuję się podekscytowana. Naprawdę dobrze mi się z Jankiem rozmawiało, odnosiłam wrażenie, że koleś mnie rozumie. Określiłabym go jako pogodnego człowieka, który jednak twardo stąpa po ziemi. Mówił mądrze, choć nie wydawał się zuchwały czy wyniosły. Słuchał, a nie tylko paplał o sobie, a to się teraz zdarza coraz rzadziej.
Wchodzę do baru i rozglądam się po wnętrzu. Nie widzę chłopaka, ale jest tłoczno, więc taksuję otoczenie uważniej. Nadal nikt nie pasuje do zdjęcia, które zamieścił na portalu randkowym. Żadnego bruneta o okrągłej twarzy i delikatnych łukach brwiowych. Cóż, spodziewałam się, że fotka może być przekłamana, kto teraz wrzuca do sieci nieobrobione zdjęcia?
Niezrażona przechodzę w głąb lokalu, ale nadal nie natykam się na nikogo, kto chociaż przypominałby faceta ze zdjęcia.
Sięgam po komórkę, żeby napisać do Janka i upewnić się, że dotarłam we właściwe miejsce. Nim otworzę Messengera, podchodzi do mnie mężczyzna na pierwszy rzut oka koło pięćdziesiątki.
Unoszę wysoko brwi, a facet się uśmiecha. Rozpoznaję w nim chłopaka, z którym się umówiłam, tyle że mężczyzna mógłby być jego ojcem. Albo może lepiej byłoby powiedzieć: matką, bo na żywo rysy twarzy kolesia są jeszcze bardziej kobiece niż na fotce, którą się posługuje. Natura nie była dla niego łaskawa również w kwestii sylwetki. Zaokrąglone biodra muszą być jego zmorą. Mam wrażenie, że sytuację ratuje jedynie typowo męska fryzura.
- Janek. - Facet wyciąga dłoń w moim kierunku. No dobra, głos też ma w porządku, niski, lekko zachrypnięty.
- A fotka na profilu jest czyja? - rzucam, nie podając mu ręki.
- Moja. Oczywiście, że moja - zapewnia.
Prycham prześmiewczo.
- Tylko że sprzed piętnastu lat - dodaje mężczyzna lekko, jakby nie widział nic złego w tym, że mnie okłamał.
- Więc robisz dziewczyny w balona i udajesz młodzieniaszka. - Prycham ponownie.
- Bez przesady, aż taki stary nie jestem.
- To ile masz lat? - Mój głos nie przestaje ociekać drwiną.
- Czterdzieści siedem - mówi.
Osiemnaście, obliczam na szybko dzielącą nas różnicę wieku. Może faktycznie nie tak dużo. Może gdyby od początku był szczery... Może gdyby grał ze mną fair...
- Niełatwo umówić się z równolatką - oświadcza. - Większość jest już zajęta. Mają mężów i dzieci. A jakieś zdrady i ukryte związki mnie nie kręcą.
Powinnam obrócić się na pięcie i odejść. Tkwię jednak w miejscu - chcę wierzyć, że za sprawą tego pompatycznego wyznania. Tyle że trudno nabrać się na takie bzdury. Nawet jeśli w słowach mężczyzny jest odrobina prawdy, nie ma szans, by sam miał czystą kartę. Przeżywszy kilkadziesiąt lat na tym świecie, musi mieć coś za uszami.
- Dobrze nam się w necie gadało. Sprawdźmy, czy tak samo będzie teraz - przekonuje.
Ja jednak pozostaję niewzruszona. Chodzi o te osiemnaście lat. Nie mniej, nie więcej, ale właśnie osiemnaście. Dokładnie tyle mama była młodsza od taty.
Wszystko, co dotyczy mamy, czasem nawet drobny szczegół, który się z nią wiąże, potrafi wytrącić mnie z równowagi. To chyba jedyne, z czym sobie w życiu gorzej radzę.
- Skoro już tu jesteś, daj mi szansę. - Mężczyzna nie ustępuje. - Co ci szkodzi spróbować?
Podnoszę na niego spojrzenie. Pomimo całkiem sporej różnicy wieku mama zakochała się w tacie. Wyszła za niego. Dała mu dziecko. Mnie.
- Przekonasz się, że jestem taki jak w sieci.
- Naprawdę masz na imię Janek? - rzucam.
Kiwa głową, lekko się przy tym uśmiechając. Ten pogodny grymas jeszcze bardziej łagodzi jego naturalnie delikatne rysy i twarz Janka traci resztki męskiej aparycji.
- I pracujesz w sądzie jako spec od IT? - pytam, bo przecież kilkanaście minut temu twierdziłam, że mam dość umawiania się z kolesiami kipiącymi testosteronem.
- Wszystko, co ci o sobie powiedziałem, jest prawdą - zapewnia.
- Oprócz fotki na profilu - przypominam mu.
- To wciąż ja. Tylko nieco młodszy.
- Nie masz żony? - dopytuję.
- Nie jestem w żadnym związku. - Janek nie przestaje się łagodnie uśmiechać.
- A miałeś żonę?
- Nie.
Mam na końcu języka pytanie, dlaczego do tej pory się nie ożenił, ale przecież już teraz rozmowa, którą prowadzimy, do złudzenia przypomina przesłuchanie.
- Weronika. - Ku własnemu zaskoczeniu wyciągam rękę w kierunku Janka.
Mężczyzna ściska moją dłoń z wyczuciem, chyba nawet trochę powściągliwie. Zawiesza przy tym wzrok na bliznach, które szpecą skórę na jej grzbiecie. Podobnych mam na ciele więcej, ląduję na SOR-ze zdecydowanie częściej niż przeciętny człowiek. Gdzie mi tam do przeciętności, mój przypadek to prawdziwy ewenement w statystykach. Nie będę się jednak tłumaczyć facetowi, który mnie oszukał.
- Dobra - wzdycham głośno. - Zobaczmy, co z tego wyjdzie.
Janek z ożywieniem wskazuje stolik, który dla nas zajął. Siadamy przy nim, na blacie stoją już dwa drinki.
- Cieszę się, że udało nam się spotkać. Wypijmy za to. - Mężczyzna podsuwa mi jeden z kieliszków.
- Dzięki, ale sama sobie coś zamówię - oświadczam.
- Daj spokój. Kupisz po prostu następną kolejkę. - Facet znowu częstuje mnie niewinnym uśmiechem, który do tej pory skutecznie odwracał moją uwagę od wyrazu jego oczu. Dopiero teraz zauważam, że wzrok Janka wcale nie jest taki niewinny. Jego źrenice dziwnie błyszczą. Mimo subtelnej aparycji ma szorstkie spojrzenie, podszyte czymś, co mi się nie podoba. Fałszem.
- Chyba nie sądzisz, że wypiję drinka od obcego faceta? - W moim głosie znów pojawiają się kpiące tony.
- Nie tak całkiem obcego - stwierdza, a ja zauważam coś jeszcze. Janek zerka w mój dekolt. Zastanawiam się, czy zwiódł mnie jego niewinny wygląd, czy po prostu kiedy zdecydowałam się usiąść z nim przy stoliku, poczuł się pewniej. - Trochę się jednak znamy - dodaje, po czym ponownie taksuje mój biust.
- Zamówię sobie coś - oznajmiam, podnosząc się z miejsca.
- A co z tym? - Janek wskazuje na szklankę, która miała być moja.
- Sam wypijesz.
- Podejrzewasz, że czegoś ci do tego drinka dolałem?
- Lepiej dmuchać na zimne - próbuję żartować.
- Spokojnie, naprawdę nie musisz się mnie obawiać. - Facet śmieje się beztrosko.
- Skoczę do toalety i po drinka. - Przywołuję na usta uśmiech. - Zaraz wracam.
Kiedy kluczę między stolikami, czuję na sobie wzrok Janka. Powtarzam sobie, że nie mam powodu do niepokoju. Jestem w barze, gdzie bawi się pełno ludzi, a spotkanie mogę w dowolnej chwili zakończyć. Zresztą jeśli mu się podobam, to przecież nic nadzwyczajnego, że się na mnie gapi. Coś jednak w samym środku mnie bije na alarm.
Wchodzę do toalety, a moim oczom ukazuje się wielki plakat.
JEŚLI NIE CZUJESZ SIĘ BEZPIECZNA,
JEŚLI POTRZEBUJESZ POMOCY
ALBO JEŚLI TWOJE SPOTKANIE
NIE PRZEBIEGA TAK,
JAK SOBIE TEGO ŻYCZYSZ,
poproś obsługę o drinka
ANGEL SHOT
czysty ANGEL SHOT - zamówimy Ci taksówkę
ANGEL SHOT na lodzie - odprowadzimy Cię
do Twojego auta
ANGEL SHOT z limonką - wezwiemy policję
GWARANTUJEMY DYSKRECJĘ.
U NAS JESTEŚ BEZPIECZNA!