Rozdział 1
So, with my feelings on fire Guess I'm a bad liarI see how your attention builds It's like looking in a mirror.
Bad Liar - Selena Gomez
Zarius
Coś mi nie grało w tej historii, ale jedno spojrzenie na Zakiyę wystarczyło, aby wiedzieć, że jest warta odrobiny ryzyka. Piękna, seksowna, zadziorna dziewczyna z nutką tajemniczości. Zaciekawiła mnie, była miłą odmianą wśród dziwek, które znałem aż zbyt dobrze i przez to z czasem przestały mnie bawić. Jasne, zawsze mogłem je wymienić na kogoś nowego, lecz to nadal nie było to samo. Wciąż brakowało w tym powiewu świeżości i ekscytacji, a tym właśnie pachniała nowo poznana dziewczyna. Nie codziennie przecież ktoś przychodził prosić mnie o pomoc, a już na pewno nie kobieta taka jak ona - urodzona w mafii, mająca za ojca kogoś, kogo sam chętnie bym się pozbył.
Mała wojna z jej rodziną nie była mi straszna, przecież byłem bossem Argentyny, moja mafia była powszechnie znana jako ta najbardziej brutalna i niepokonana i oczywiście działo się tak nie bez powodu. Wychowując się w tym brutalnym świecie, najpierw nauczyłem się zabijać, a potem jeździć rowerem, ale to wszystko się opłaciło. Teraz byłem jednym z najmłodszych i najlepiej rządzących szefów, a to nie byle co. Z pewnością właśnie dlatego ta dziewczyna przyszła do mnie. Musiała wiedzieć, że nienawidzę jej ojca i że mam możliwości, aby się go pozbyć, gdybym tylko chciał. Mogłem pozbyć się każdego, mając dość broni, ludzi i pieniędzy. Musiałem jedynie odkryć, czy ta konkretna walka jest tego wszystkiego warta.
- Więc o co w tym wszystkim chodzi, co? - spytałem, gdy razem z Valorem weszliśmy do mojego gabinetu.
Zakiyę ulokowałem w jednej z gościnnych sypialni na górze, dając jej czas, aby odpoczęła, choć tak naprawdę chciałem porozmawiać w cztery oczy z mężczyzną. Człowieka zawsze łatwiej przycisnąć, gdy jest sam. Potem mógłbym zweryfikować, czy ich wersje historii się zgadzają.
- Dobrze wiesz, jakim człowiekiem jest Gonzales. Jeśli myślałeś, że w stosunku do jedynej córki okaże litość, byłeś w błędzie - stwierdził Valor.
- Mała mu podpadła i co? Zabije własną córkę za jedno przewinienie?
- Nie sądzisz, że byłby do tego zdolny?
- Pytanie, czy mówi prawdę, czy jej jedyną winą rzeczywiście jest odrzucenie narzeczonego.
- Zakiya nie kłamie, a nawet gdyby? - Wzruszył ramionami - Żaden ojciec nie powinien skazywać własnej córki na śmierć, nie uważasz?
- Nie mam doświadczeń rodzicielskich, ale domyślam się, że nie, choć obaj wiemy, że w tym świecie nie zawsze wszystko jest takie, jak być powinno, władza i zemsta rzadko idą w parze z moralnością.
- Gonzales zdecydowanie nie ma moralności i przyznasz, że chciałbyś się go pozbyć, prawda?
- Owszem, tylko że ja mógłbym to zrobić i bez waszej pomocy, a wy sobie beze mnie nie poradzicie...
- Przyznaję, Zakiya jest w trudnej sytuacji, ale może ci się przydać. Zna ojca i wyjawi ci szczegóły, dzięki którym akcja pójdzie łatwiej.
- Nie jestem z tych, którzy wybierają łatwiejsze drogi. Nie boję się pobrudzić sobie rąk.
- Oczywiście, ale czy nie lepiej jest znać wroga?
Westchnąłem.
- Dlaczego ja, co? Nie ma nikogo innego, kto mógłby jej pomóc?
- Kto zaryzykowałby wojnę z szefem wenezuelskiej mafii? - odparł pytaniem na pytanie Valor. - Gonzales zawsze trzymał ją pod kloszem, z dala od świata i rodziny. Wszyscy bliscy, których ma, są po jego stronie. Jedyna nadzieja to ktoś, kto nienawidzi go choć w połowie tak bardzo jak ona.
- Jak to mówią, wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. - Pokiwałem głową.
Rzeczywiście podobno nic tak nie łączyło jak wspólna nienawiść. W końcu było to uczucie niezwykle silne, mogące wywoływać wojny i przelewać krew. O ile miłości nie widziało się w naszym świecie zbyt często, o tyle nienawiść jadło się na śniadanie, obiad i kolację. Jeśli Zakiya szukała kogoś, kto nienawidzi jej ojca i ma możliwość pozbycia się go, trafiła pod dobry adres.
- Właśnie. Wiem, że masz swoje zasady, lecz wszelkie zaszłości z jej ojcem to nie jej wina.
- Nigdy nie przekładam czyjegoś długu na kogoś innego, tak robią tylko słabi - wtrąciłem. - Tym bardziej mogła zjawić się tu sama, nie rozumiem, jaka jest twoja rola w tym wszystkim.
- Spotkaliśmy się kiedyś.
- Jedna udana rozmowa nie czyni nas przyjaciółmi, Valor - odparłem oschle. - Bądź co bądź jesteś blisko z Gonzalesem, mam uwierzyć, że ot tak się zbuntowałeś?
- Dla niej, owszem.
- Mam w to uwierzyć? - Uniosłem brwi, przyglądając mu się sceptycznie.
- A dlaczego by nie?
- A więc naprawdę się w niej zakochałeś i sam nie umiesz jej obronić? Coś mi tu śmierdzi.
- Niby co?
- Po pierwsze. Ty i miłość? - prychnąłem, kręcąc głową.
Nie znałem go dobrze. Raz zażegnał wojnę między mną a jego ojcem, ale nie sprawiał wrażenia ani amanta, ani romantyka. Zresztą w tym świecie miłość była tak rzadka jak garnek złota na końcu tęczy. Przynajmniej ja nie mogłem narzekać na brak drogocennych klejnotów. Ale miłość? To nie zdarzało się ot tak i jakoś wątpiłem, by akurat Valor ją znalazł albo by taka dziewczyna pokochała jego.
- Po drugie, nie masz jaj, aby obronić kobietę? Co z ciebie za facet? I najważniejsze. - Spojrzałem na niego wymownie. - Co taka laska zobaczyłaby w tobie?
Nie nazwałbym Valora dobrym mafiosem ani tym bardziej swoim przyjacielem. Był przecięty i w zasadzie nie odprawiłem go z kwitkiem tylko ze względu na dziewczynę. On mnie nie obchodził, ale skoro tu był, miał w tym jakiś interes, a ja musiałem dowiedzieć się jaki. W tym świecie trudno było o zaufanie, a żadna pomoc nie przychodziła bezinteresownie. Zazwyczaj grałem rolę kata i oprawcy, nie przyszło mi jeszcze być księciem dla zdesperowanej księżniczki, lecz jeśli oznaczałoby to, że mógłbym zamknąć ją w swojej wieży, byłem w stanie rozważyć tę możliwość. Najpierw jednak musiałem poznać wszystkie fakty, aby wiedzieć, czy ta zabawa w ogóle mi się opłaca.
- Bardzo śmieszne. - Zacisnął wargi, a jednak nikt się nie roześmiał.
- Mówię poważnie. Część jej historii ma sens, ojciec chciał ją wydać za kogoś, kto zamierzał ją skrzywdzić, a ona aby się ratować, uciekła. Tak było?
- Tak. - Odchrząknął. - Powiedziała, że byli sami, gdy zaczął się do niej dobierać. Zabrała mu broń i strzeliła. Zwiała przez okno i od tamtej pory się ukrywa.
Takie rzeczy w mafii się zdarzały. Córki mafiosów oddawane dla dobra interesów i faceci traktujący je jak przedmioty. Nie byłem święty, lecz dziwki, z którymi sypiałem, doskonale wiedziały, na co mogą liczyć, i same tego chciały. Nigdy nikogo do niczego nie zmuszałem, tak jak widocznie ktoś próbował zmusić Zakiyę. Dziewczyna miała odwagę oraz silny instynkt przetrwania. I choć w tej sytuacji była bez winy, to musiała się ukrywać. Zaintrygowała mnie ta historia.
- Zadziałała pod wpływem impulsu, aby się bronić, ale to wydało na nią wyrok śmierci. Boi się i nie ma do kogo się zwrócić. Choć to szalone, wie, że tylko ktoś równie potężny i nieobliczany jak jej ojciec może jej teraz pomóc, więc padło na mnie. Do tej pory wszystko ma sens, ale ty? - Pokręciłem głową. - Czemu akurat tobie zaufała?
- Jestem jedyną bliską jej osobą.
- No tak, z braku innych możliwości bierze się to, co się ma. - Wzruszyłem ramionami. - A słyszałeś, że lepiej być samemu niż w złym towarzystwie?
Pochopna decyzja i brak czasu mogły wyjaśnić, dlaczego to Valora w pierwszej kolejności poprosiła o pomoc. Pewnie nie tak łatwo było jej wydostać się samej z kraju, a on miał możliwości. Ale miłość między nimi? W to nie mogłem uwierzyć i wcale nie dlatego, że dziewczyna od pierwszej chwili wpadła mi w oko.
- Aż tak bardzo przeszkadza ci moja obecność?
- Owszem - stwierdziłem otwarcie. - Rozumiem jej zamiary i działania, lecz twoich nie. Zakiya ma zbyt wiele do stracenia, aby mi zagrozić, ale ty? Nie wiem, do której bramki grasz, i sam nie rozumiem, czemu ona ci zaufała, skoro zawsze byłeś tak blisko jej ojca.
Poznałem Valora w napiętym okresie. Gonzales jak zawsze się rządził, próbował wchodzić ze swoim towarem na mój teren, a ja nigdy nie tolerowałem, gdy ktoś wpieprzał się w moje sprawy. Wtedy Valor załagodził sytuację i przekonał Gonzalesa, że nie warto zaczynać tej wojny. Dałem mu ostrzeżenie, by ze mną nie zadzierał, i sądziłem, że więcej o nim nie usłyszę, ale...
- Mówiłem ci, że...
- Zakochałeś się w niej i zmieniłeś, bla, bla, bla. Zachowaj sobie te teksty na noc kabaretową, nie używaj ich w poważnej rozmowie, w której decyduję, czy ci pomóc, czy cię zabić.
- Nie zrobiłem nic złego, abyś mi groził.
- Właśnie zabierasz mi czas, a czas jest bezcenny. Nie uważasz, że to wystarczający powód?
- Pomożesz nam czy nie? - spytał, wyraźnie tracąc cierpliwość.
Był u mnie. Na moich zasadach, na moich warunkach i na mojej łasce. To ja podejmowałem tutaj decyzje o tempie i przebiegu rozmowy, o życiu i o śmierci. O wszystkim. Nikt przecież nie pośpiesza diabła, prawda?
- Jej może i tak. Ma coś w sobie, przyznasz?
- To prawda, jest wyjątkowa.
- Chętnie poznam ją lepiej.
- Nie możesz...
- Słucham? - Roześmiałem się. - Jesteś na moim terenie, w moim domu, prosząc mnie o pomoc, i mówisz mi, że ja czegoś nie mogę? Lepiej zmień dostawcę towaru, bo to, czym cię faszeruje, ewidentnie wypala ci resztki mózgu.
- Myślisz, że możesz mną pomiatać, bo jestem u ciebie?
- Tak - przyznałem. Mam dość władzy, by pozwolić sobie na wszystko, i właśnie dlatego tu jesteście. Właśnie dlatego mogę pomóc Zakii.
To była brutalna prawda, z której i on doskonale zdawał sobie sprawę.
- A więc zrobisz to?
- Jeśli tylko wyjaśnisz mi, co jest między wami. Nie wierzę w tę część historii.
- Przecież nie kłamię.
- Nie? - Uniosłem brew.
Coś mi mówiło, że jednak nie był ze mną szczery, a na tych sprawach znałem się jak nikt. Nie na darmo chodziły plotki, że byłem detektorem kłamstw. Wychowując się w tym świecie, wykształciłem w sobie niezwykle wyczuloną intuicję i wiedziałem, jak obchodzić się z ludźmi - zarówno z tymi, których zamierzałem zabić od razu, jak i z tymi, którzy mieli trochę poczekać na swój wyrok.
- To chodźmy do niej. Pokaż mi, jak ją całujesz, jak jej dotykasz, jak ją rozbierasz... Sprawdzimy, jak zareaguje na twój dotyk. Jeśli nic nie wzbudzi moich podejrzeń, pomogę wam.
Milczał, a ja już miałem swoją odpowiedź. W cokolwiek grali, nie byli razem. Tylko po co było to udawanie? Czyżby mała Zakiya się mnie bała? A może to był jego pomysł? Może taka była jego zapłata za pomoc jej? Oczywiście wiedziałem, że wszystko ma swoją cenę, i ja także nie zamierzałam robić nic za darmo, ale nie planowałem zmuszać nikogo do kłamstwa czy udawania, to było bezsensowne i żałosne.
- Zapraszam.
Opuściłem gabinet, wiedząc, że gość podąży za mną. Oboje byli teraz na moim terenie, więc mogłem im pomóc albo wydać na nich wyrok, wszystko zależało ode mnie. To upajające poczucie władzy było moim ulubionym trunkiem. Ode mnie zależał ludzki los - to kiedy i w jaki sposób się zakończy. Ludzie mnie nienawidzili, szanowali, a przede wszystkim bali się i właśnie dzięki temu miałem ich wszystkich w garści.
Wszedłem do sypialni dziewczyny i ujrzałem ją jedynie w cienkim szlafroku, siedzącą na łóżku. Przebrała się tak, jak powiedziałem, a więc umiała się słuchać... Oblizałem wargi na jej widok. Była piękna, w zupełnie inny sposób niż wszystkie, miała w sobie coś wyjątkowego. Nie była pospolita ani wulgarna. Jej zgrabna sylwetka prezentowała się jak u modelki, a delikatna skóra wydawała się niczym aksamit. Aż chciało się to sprawdzić. Jej włosy wyglądały jak promienie słońca, a spojrzenie miało nietypowy błysk. Odnosiłem wrażenie, że gdzieś już widziałem podobny, ale za nic nie mogłem skojarzyć gdzie.
- Coś się stało? - Wstała, patrząc na nas.
Uważnie lustrowałem jej twarz. Nie wydawała się przestraszona. Przebywała na terenie wroga, ale się nie bała. Może była niepewna, nieco zagubiona, ale nie przerażona. Imponowało mi to. Wpakowała się w kłopoty i wiedziała, że sama sobie nie poradzi. Nie miała tak wielkiej dumy, aby ponieść klęskę, wierząc, że jest samowystarczalna. Większość ludzi nie mogła przełknąć własnego ego, co kończyło się ich upadkiem. Ona była inna. Ona miała odwagę nie tylko wejść do jaskini lwa, ale również prosić go o pomoc, a to wymagało nie lada charakteru.
- Przyszliśmy przeprowadzić pewien test.
- Test? - Zmarszczyła czoło, niepewnie przeskakując wzrokiem pomiędzy naszą dwójką.
- Owszem - przytaknąłem. - Chętnie zobaczę, jak okazujecie sobie czułości z narzeczonym, aby potwierdzić waszą historyjkę.
Uniosła brwi, patrząc najpierw na mnie, potem na niego. Co się działo w tej ślicznej głowie? Była jak piękna kostka Rubika, którą zamierzałem rozwiązać. Nie wiedziałem, czy po to, aby ładnie wyglądała w moim domu, czy po to, aby później rozbić się na drobniutkie, niemożliwe do ułożenia kawałki. Tak czy siak, teraz chciałem ją poznać, a byłem człowiekiem, który zawsze ulegał swoim pragnieniom. W końcu nic nie mogło mnie powstrzymać. Zdobyłem wszystko, co mogłem zdobyć, i jeśli jeszcze było na tym świecie coś, co mnie fascynowało, musiałem to mieć.
- Valor?
- Po prostu to zróbmy.
Podszedł do niej, położył dłonie na jej pośladkach i nachylił się, aby ją pocałować, ale ona zareagowała instynktownie i odepchnęła go.
Nie wiedziałem, czy być wściekłym, że mnie oszukali, czy rozbawionym postawą dziewczyny.
- Nie mogę. - Zacisnęła wargi, patrząc na niego przepraszająco, a potem spojrzała na mnie. - Nie jesteśmy razem.
- Zakiya...
Chciał ją uciszyć, lecz uniosłem rękę i podszedłem do dziewczyny. Przesunąłem delikatnie dłonią po jej policzku, złapałem za brodę i uniosłem tak, by Zakiya patrzyła mi w oczy. Chciałem wywołać w niej jakieś emocje, aby się mnie bała, a może pożądała, cokolwiek by to było, byłoby dobre, bo i tak zamierzałem wziąć więcej.
- Więc kim on jest, skoro wolisz spalić przykrywkę niż go pocałować?
- Moim bratem.
Skrzywiłem się, patrząc na dziewczynę. Nie byłem święty, miałem wiele sprośnych doświadczeń i jeszcze więcej nieetycznych fantazji. Miejsca publiczne, trójkąt, zabawki, wiązanie, dominowanie? Jasne, ale udawanie pary przez rodzeństwo? Nawet mnie to obrzydzało.
- Teraz tym bardziej uważam, że nie powinno cię tu być - stwierdziłem, spoglądając na niego.
- Nie łączy nas krew, tylko małżeństwo rodziców - wyjaśnił pośpiesznie.
Jak dla mnie niewiele to zmieniało. Tak czy siak, namówił ją do kłamstwa i udawania, co było bezsensowne i cholernie dziwne.
- Tylko winni się tłumaczą. - Wzruszyłem ramionami, skupiając całą swoją uwagę na blondynce. - Powiedz mi, piękna, dlaczego miałbym was nie zabić za kłamstwo?
- To nie był mój pomysł - przyznała, jakby z zawstydzeniem, że musi wystawić brata.
Ja jednak ceniłem szczerość i właśnie tego teraz od niej wymagałem. Zresztą gdyby dała mi jakikolwiek powód, chętnie bym się go pozbył, gość działał mi na nerwy.
- Valor twierdził, że...
- Że?
- Że jeśli będziesz znał prawdę, jako cenę za pomoc będziesz chciał mnie.
Roześmiałem się, kręcąc głową. Wolał obłapiać siostrę niż oddać ją mnie? Nie wydawało mi się, aby to wyjście było dla niej lepsze, i to nie tylko dlatego, że miałem ogromne doświadczenie i nigdy żadna panna nie narzekała po choćby chwili ze mną.
- Jestem aż taki straszny, że nie chcesz? - Przesunąłem opuszkami placów wzdłuż jej warg.
- N-nie.
Jej głos zadrżał, a kiedy spojrzała w moje oczy i dostrzegłem w nich błysk, też to czuła. Gdy jej dotykałem, między naszymi ciałami przeskakiwał impuls elektryczny, świadczący o tym, jak mocno jesteśmy naładowani pożądaniem. Kiedy tylko ją zobaczyłem, byłem pewien, że muszę jej skosztować.
- Ale nie jestem dziwką - dodała już bardziej zdecydowanym tonem. - Ani rzeczą, którą można kupić. Jeśli chcesz mnie mieć, musisz mnie zdobyć.
Uniosłem kąciki ust, wyczuwając gorące wyzwanie, które pragnąłem podjąć.
A ja wprost kochałem wyzwania.
- Nie zamierzam cię do niczego zmuszać, ale chcesz czegoś ode mnie, a wszystko ma swoją cenę.
- Jaka jest twoja cena?
Uśmiechnąłem się, bo uwielbiałem to pytanie. Gdy pytano mnie o cenę, mogłem zażądać wszystkiego, bo i tak byłem już na wygranej pozycji.
- Dojdziemy do tego - odparłem. - Najpierw chcę, żeby wszystko było jasne. Zabiłaś niedoszłego narzeczonego i uciekłaś, a ojciec i rodzina tamtego chcą cię zabić?
- Tak. - Pokiwała głową.
- I chcesz zabić ojca?
- Albo ja zabiję jego, albo on zabije mnie... - Wzruszyła ramionami i trudno było się z nią nie zgodzić. Właśnie tak to działało w tym świecie. - Uwierz mi, że na to zasługuje, ma na swoim koncie o wiele więcej niż wydanie córki na śmierć.
- Win twojego staruszka akurat nie podaję w wątpliwość, ciekawi mnie jedynie, co takiego ci zrobił, że tyle w tobie nienawiści.
Tak silne emocje i pragnienie zemsty nie brały się znikąd. Gdyby to był tylko jeden błąd, być może poszedłby w niepamięć albo chociaż żadne z nich nie posunęłoby się do tak drastycznych kroków jak życzenie sobie śmierci. Co prawda w tym świecie nie raz się zdarzało, że ojciec zabił dziecko, a dziecko rodzica, tak to już było, że często własna krew zdradzała, lecz rzadko bywało tak, że kobieta dzierżyła broń.
- Przez dwadzieścia jeden lat całkiem sporo, nie wiem, czy masz aż tyle czasu.
- Znajdzie się. - Pokiwałem głową. - Rozumiem, że teraz chcesz ode mnie pomocy, schronienia i udziału w zabójstwie?
- Nie zrobię tego sama - przyznała. - Gdyby wszystko potoczyło się inaczej, mogłabym to zrobić z zaskoczenia, ale tak... Wszyscy mnie szukają, więc gdy tylko postawię tam stopę, zabiją mnie i nawet najlepsza broń nic mi nie da, bo będą mieli przewagę.
Potrafiła mierzyć siły na zamiary i nie porywała się z motyką na słońce jak co niektórzy. Wiedziała, na ile ją stać, i umiała prosić o pomoc, gdy zdawała sobie sprawę, że nie da rady sama. To schowanie ego do kieszeni i racjonale myślenie było czymś, czego wielu ludziom brakowało, a ona to miała.
Ciekawe, czy przeszła jakieś przeszkolenie, czy samo życie zafundowało jej takie lekcje.
- To prawda, lecz czy dasz radę to zrobić nawet z moją pomocą? - zapytałem. - Dasz radę pociągnąć za spust?
- Bez wahania.
Była całkowicie pewna, a odpowiedź na to pytanie zajęła jej mniej niż sekundę, dlatego też przyjrzałem jej się zaintrygowany. Być może ta piękna dziewczyna kryła w sobie mrok równie wielki jak ten, z którym spotykałem się na co dzień. Teraz tym bardziej mnie zaintrygowała, już nie tylko wyglądem, odwagą i dziwną wibracją między nami, lecz także przeszłością i bliznami. Nigdy nie szukałem w ludziach tego, co najpiękniejsze, a tego, co najbardziej mroczne i zepsute, tak o wiele łatwiej było kogoś poznać. A ona wydawała się ciekawą osobą do rozgryzienia...
- Pozostaje więc najważniejsze pytanie, co ja będę z tego mieć?
- A czego byś chciał?
Oblizałem wargi, wizualizując sobie jedną z takich zachcianek, a konkretnie ją w samej bieliźnie w mojej sypialni.
Z pewnością byłaby to przyjemność, z której nie omieszkałbym skorzystać, lecz najpierw trzeba było myśleć rozumem, a dopiero potem kutasem.
- Powiedz mi, co ty jesteś w stanie zaoferować - odrzekłem, chcąc ją sprawdzić. - Jeśli mnie nie przekonasz, przedstawię swoje warunki.
- Samo pozbycie się mojego ojca byłoby ci na rękę - stwierdziła Zakiya. - Bez niego u władzy jest możliwość na lepsze stosunki między naszymi krajami i mafiami.
- Owszem, ale czy jesteś w stanie mi to obiecać? - spytałem. - Twój stary na pewno ma wybranego kogoś na swoje zastępstwo.
Dziewczyna spojrzała na Valora, a ja uniosłem brwi. Naprawdę to ten gość miał być szefem wenezuelskiej mafii? Nie wiedziałem, czy bardziej mnie to śmieszyło, czy irytowało, bo w żadnym razie nie stanowił dla mnie zagrożenia, ale same rozmowy z nim mogłyby doprowadzać do tego, że w końcu bym nie wytrzymał i go zabił.
- A więc to coś, co mógłby mi obiecać twój brat, a ja chcę czegoś od ciebie.
Blondynka przygryzła wargę, patrząc prosto w moje oczy, jakby usilnie się nad czymś zastanawiała. Czyżby bała się dać mi wszystko, a może obawiała się tego, co będzie później?
- Nie mam władzy w rodzinnej mafii, szczególnie teraz, gdy stałam się dla nich wrogiem, ale mam informacje i umiejętności, które mogą ci się przydać.
- Wydaje mi się czy specjalnie szukasz bocznej furtki, aby tylko nie wejść przez otwarte na środku drzwi, które oboje widzimy? - Zaśmiałem się, nachylając w jej stronę i zakręcając kosmyk jej włosów wokół palca wskazującego. - Wiele ode mnie chcesz, Zakiyo, więc twoja zapłata musi być satysfakcjonująca.
Dziewczyna przełknęła ślinę i byłem pewien, że myślała o tym samym, a nawet że również bardzo tego pragnęła. Odkąd ją zobaczyłem, czułem pożądanie, które nie malało. Zdarzało mi się to dość często, choć rzadko szło w parze zainteresowaniem osobowością, a u niej tak było. Nic więc dziwnego, że myślałem już tym, jakby to było poznać ją dogłębnie...
- Jeśli myślisz, że zapłacę ci swoim ciałem, jesteś w błędzie. Dostaniesz mnie tylko, jeśli sama tego zechcę.
- A nie chcesz?
- Nie jako formę zapłaty. Twoja pomoc to jedno, a seks to co innego.
- A więc nie mówisz "nie"? - Zaśmiałem się z rozbawieniem. - Jednak mnie pragniesz.
- Zarius... - wtrącił Valor, lecz uciszyłem go gestem, ani na moment nie odrywając wzroku od Zakii.
Ta dziewczyna miała coś w sobie, a skoro potrzebowała mojej pomocy, zamierzałem wziąć od niej wszystko, co mogła mi zaoferować. A byłem pewien, że zechce oddać mi wszystko. Umiałem tak wpływać na ludzi, zresztą widziałem to w jej oczach. Tego intensywnego napięcia między nami nie dało się nie wyczuć. Pewnie dlatego Valor tak się o nią bał, może przewidział, że tak będzie, że jej zadziorność wpadnie mi w oko, a i ona się nie wycofa... Cóż, mówi się trudno. Gdy wchodziło się do piekła, trzeba było zatańczyć z diabłem, a ja bardzo lubiłem tańczyć...
- Podoba mi się twoje podejście - stwierdziłem. - Zrobimy tak. Zostaniesz tu, ile chcesz albo póki czegoś nie wymyślimy.
- Naprawdę? - spytała, nie kryjąc zaskoczenia w głosie. - Ot tak pozwolisz mi tu zostać?
- Nie jesteś dla mnie zagrożeniem, mała, i skoro potrzebujesz mojej pomocy, wątpię, abyś chciała mieć we mnie wroga, ale i tak niełatwo będzie ci zdobyć moje zaufanie, a to w obecnej sytuacji niezbędne.
- A więc chcesz, żebym tu została, byś mógł sprawdzić moją lojalność? - Uniosła brwi. - Coś jak: przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej?
- Gdybyśmy byli wrogami, już byście nie żyli, a na przyjaźnie szkoda czasu - stwierdziłem. - Będziesz tutaj bezpieczna i zyskamy czas, aby pomyśleć, co dalej. Dokładnie sprawdzę waszą historię, a ty... - Spojrzałem na jej brata. - Jesteś dużym chłopcem, poradzisz sobie sam.
- Jestem tu dla niej.
- Doprawdy, a może po to, aby dobrać się jej do majtek? - prychnąłem.
- Jest moją siostrą, to była tylko przykrywka.
- Nie jestem ślepy, widzę, jak na nią patrzysz.
- Mylisz się - wtrąciła się dziewczyna. - On tak o mnie nie myśli.
- Posłuchaj, słodka. - Złapałem ją za brodę. - Ostatni raz mówisz do mnie, że się pomyliłem - rzuciłem ostro.
Zakiya przełknęła ślinę i powoli pokiwała głową. Świetnie, a więc mimo swojej zadziorności umiała być posłuszna. Ciekawe...
- Jeśli mówię, że twój kochany braciszek ma ochotę na twoją cipkę, to tak jest. Więc może to przed nim potrzebujesz ochrony, a nie przede mną. Daję ci moje słowo, że będziesz bezpieczna, ale zostaniesz tu sama, bez niego. To nie przytułek, a twój brat nie przypadł mi do gustu tak jak ty. Jasne?
Przytaknęła, patrząc prosto w moje oczy. Nadal nie wydawała się przestraszona, a jednak zachowywała się pokornie. Ciekawe, czy była uległa. Jak daleko mogła się posunąć? Jak daleko ja mogłem się posunąć?
Nie codziennie piękna kobieta szukała u mnie schronienia. Raczej nie określiłbym siebie jako pasterza zbłąkanych owieczek, a wilka, który na nie poluje, ale cóż, nigdy nie jest za późno, aby odnaleźć się w nowej roli i spróbować czegoś nowego. Jako człowiek ryzykujący swoje życie nauczyłem się żyć chwilą, czerpać z każdej nadarzającej się okazji, próbować wszystkiego, co tylko możliwe, i nie odmawiać nowości.
Mafijne czy nie - życie zawsze było zbyt krótkie, a już szczególnie jakby spędzić je jedynie na obowiązkach. Choć sam miałem tak wiele, wiedziałem, że w życiu wcale nie chodzi wyłączenie o zdobywanie i gromadzenie, a o doświadczanie. O krótkie, ulotne emocje warte miliony. Nowe dziwki, nowe narkotyki, nowe cele do zabicia, nowe inwestycje. To wszystko dostarczało mi wrażeń, ale niespodziewanie obudziła je we mnie także ta dziewczyna. Dlatego musiała tu zostać.
- Nie ma takiej możliwości - wtrącił Valor.
- Sam mówiłeś, że tylko on może mnie ochronić - odrzekła Zakiya, a ja uśmiechnąłem się wyniośle.
A więc wiedzieli, że byłem jej ostatnią deską ratunku, jak miło. Niezbyt dobrze było od razu przedstawiać to w negocjacjach, ale widać dziewczyna już podjęła decyzję.
- Poradzę sobie. Wracaj do domu i udawaj, że o niczym nie wiesz.
- Zostanie tutaj jest ryzykowane.
- Nie bardziej niż powrót do Wenezueli czy samotne błąkanie się po świecie. Tutaj ojciec nie będzie mnie szukać.
- A nawet jeśli, nigdy nie znajdzie - wtrąciłem.
- On jest niebezpieczny - przekonywał.
Ha. Mało powiedziane. Miałem na rękach więcej krwi, niż mogli to sobie wyobrazić, ale przecież nie byłem skurwysynem bez serca. Zabiłem tych, którzy na to zasłużyli. Piękna, szukająca schronienia dziewczyna nie wydawała się jedną z nich. Skoro dałem jej słowo, że będzie tu bezpieczna, zamierzałem go dotrzymać, o ile nie stanie się nic, co zmusi mnie do zmiany zdania. Dotrzymywałem obietnic, lecz jeśli ktoś mnie zdradzał, robiłem to dwa razy gorzej.
- Ja także. - Blondynka spojrzała na mnie, uśmiechając się zaczepnie.
Czyżby rzucała mi kolejne wyzwanie? Jak na kogoś w potrzebie była wyjątkowo zadziorna.
- Nie na darmo nazywają mnie najlepszym strzelcem.
No proszę, seksowna i niebezpieczna? To idealne połączenie, któremu nie da się oprzeć. Teraz tym bardziej czułem, że muszę ją mieć. Była jak nowy egzotyczny drink z górnej półki, dostępny jedynie dla nielicznych. Samo skosztowanie jej było przygodą, a ponad to nie lada wyzwaniem, które chciałem nie tylko podjąć, ale również wygrać.
- A więc postanowione - stwierdziłem.
Zakiya weszła do paszczy lewa, szukając schronienia przed diabłem, nie wiedząc, że to ja jestem najgorszym z najgorszych. W jednym miała rację - mając mnie po swojej stronie, nic nie mogło jej zagrozić. Pytanie tylko, jak wiele poświęci, aby mieć moją ochronę?