3
Na zewnątrz jest jeszcze ciemno, gdy Eva-Lis budzi się w hotelu w Sztokholmie. Mogłaby wrócić późniejszym pociągiem, ale chciała wyjechać najszybciej, jak to możliwe. Ustawiła budzik na zdecydowanie zbyt wczesną godzinę i teraz wydaje jej się, że ledwo zdążyła zmrużyć oczy, zanim alarm zaczął wygrywać dźwięki harfy, coraz bardziej agresywne z każdą mijającą sekundą. Zmieni dzwonek, jak tylko dowie się, jak to zrobić.
Zbiera ubrania, zamyka walizkę i zamawia taksówkę na dworzec. Randkowanie przez internet to najgłupsza rzecz, jaką zrobiła w życiu. Prawie. A wydawało się, że będzie idealny. Ich profile pasowały do siebie w niemal niepokojący sposób. Nie chciała zapraszać go do siebie, do domu na wyspie, więc zaoferowała, że przyjedzie do Sztokholmu. Mężczyzna, który odebrał ją na stacji, mógłby być jej ojcem.
Eva-Lis nie miała nigdy problemów ze swoim rodzicielem, więc fakt, że z podobnym do niego mężczyzną dobrała się w internecie, nie zbył zbyt zaskakujący, ale facet naciągnął swój wiek o jakieś dwadzieścia pięć, trzydzieści lat.
To była raczej szybka kolacja w Pizza Hut nad Dworcem Centralnym, wymówiła się migreną i obiecała zadzwonić, jeśli poczuje się lepiej. Powinien był zwrócić uwagę, że nie spytała go przy tym o numer.
Nie, randkowanie przez internet to nie jej bajka. Musi spróbować zapomnieć o Matsie w jakiś inny sposób.
Kołysanie pociągu jest usypiające. Eva-Lis ma nadzieję, że nadrobi nieprzespane godziny, żeby mieć siłę na dalszą podróż. Przysypia przed Flemingsberg, a przed przystankiem w Södertälje śpi już z otwartymi ustami.
- Kopę lat!!!
Mężczyzna, który stoi przed nią, kołysze się w takt ruchu pociągu, wyglądając na bardzo z siebie zadowolonego.
Ma co prawda towarzysza podróży kilka wagonów dalej, ale chętniej spędzi ją z dawną sąsiadką niż z kolegą Börjem, który zaraz wyciągnie kanapki z jajkiem z zielonym żółtkiem i klejącym się kawiorem. Kumpel wypracował sobie własny system, żeby dostać od hotelu gratisowy posiłek. Wrzuca jajko, oczywiście ugotowane na twardo, do jednej kieszeni, a do drugiej przekrojoną, wysmarowaną kawiorem i z powrotem złożoną bułkę. Zaoferował Jimmy'emu połowę, ale sam zapach wydobywający się z marynarki Börjego wywołuje w Jimmym uczucie przesytu graniczące z mdłościami.
Eva-Lis uważnie wyciera kroplę śliny, która podczas snu zebrała jej się w kąciku ust. Przez chwilę rozważa pozostawienie oczu na wpół otwartych, by spróbować udawać, że umarła albo że znajduje się w stanie, w którym nie ma z nią kontaktu. Albo pozwolić głowie opaść, żeby wyglądać, jakby ktoś właśnie sprzedał jej prawego sierpowego. Towarzystwo to ostatnie, na co ma ochotę.
Kobieta podnosi lekko wzrok i jej spojrzenie pada na okolice pępka należącego do ciała, które zbyt długo nie było z psem na spacerze. Brzuch bawi się w chowanego z paskiem od spodni. Pasek jest widoczny, kiedy mężczyzna się przeciąga, ale kiedy wraca do normalnej pozycji, znowu przykrywa go tłuszczyk.
- Jimmy...? - pyta, przeciągając słowo jak Greta Garbo, żeby utrzymać odpowiedni dystans w rozmowie.
Jimmy i jego żona byli sąsiadami jej i Matsa. Ekowie kupili dom obok, gdy starsza para, która do tej pory w nim mieszkała, postanowiła dożyć swoich dni w mieszkaniu w Svängsta. Mieli wnuczków w Kallinge, bardzo blisko starego domu, wykorzystali więc pieniądze ze sprzedaży i trochę własnych oszczędności, by przenieść się do innej, oddalonej gminy, licząc na więcej czasu dla siebie, zanim osteoporoza uderzy na dobre.
Jimmy chciał imprez w ogródkach, sąsiedzkiej współpracy, dzielonych kosiarek/nożyc do żywopłotu i socjalizowania się. Eva-Lis i Mats kupili dom właśnie po to, by być od sąsiadów dalej niż na wyciągnięcie ręki. Tam, dokąd się przeprowadzili, ręka Jimmy'ego była zdecydowanie zbyt blisko.
Jeśli usiądzie obok mnie, zaciągnę ręczny, myśli Eva-Lis i ledwie zauważalnie kładzie gazetę na siedzeniu obok.
Jimmy nadal stoi naprzeciw niej, trzymając się oparcia fotela, by nie upaść.
- Ten sam! Kopę lat się nie widzieliśmy!
- Ostatni raz, zanim wyprowadziliśmy się z Matsem.
- Tak, myślę, że byście pożałowali, gdybyście zobaczyli, jak to teraz wygląda. Ci nowi wybudowali sobie taras. Nie jest już tak swobodnie i przyjemnie jak wtedy, gdy wy tam mieszkaliście. Niektórzy nie mają w ogóle poczucia wspólnoty, a tego właśnie potrzebujemy w tym kraju.
- W Szwecji?
- Tak, dokładnie - odpowiada Jimmy, nieczuły na nutkę ironii. - Czyli jesteś w podróży? Czy nie?
Eva-Lis ma nadzieję, że zaraz będą mijać Katrineholm. Tam pociąg bierze taki zakręt, że Jimmy wylądowałby najpewniej na kolanach studentki po drugiej stronie przejścia, która pisze pracę, histerycznie stukając w klawiaturę. Ale niestety była pani Carlberg przespała ten moment, pociąg minął właśnie Linköping. Raz na wozie, raz pod wozem.
- Tak, a ty? - Cholera. Złe pytanie.
Jimmy podnosi gazetę.
- Myślę, że się przysiądę, nie można tak przecież stać i blokować przejścia.
Przez następne pół godziny Eva-Lis wybiera się w wewnętrzną podróż, którą według reklamy kolej oferuje w cenie biletu. To nie do końca nieprawda, w tej wewnętrznej podróży kobieta trzyma się rozkładu jazdy lepiej niż sam pociąg. Tymczasem Jimmy opowiada o wszystkim, co ostatnimi czasy wydarzyło się na ich dawnej ulicy. Eva-Lis wtrąca czasem "Aha", "No proszę!", "Naprawdę?" i "Jak miło", kiedy wydaje jej się, że powinna jakoś zareagować.
- A wy? - pyta Jimmy. - Jesteście teraz we wspólnocie mieszkaniowej? - dodaje i klepie Evę-Lis żartobliwie w ramię.
- Mats może jest. Ja nie.
- Aha. A nie jest się automatycznie we dwójkę, mam na myśli jako gospodarstwo domowe?
- Mamy oddzielne gospodarstwa domowe.
- Oj, oj. Więc jesteście rozwiedzeni... A może znowu się pobraliście? - indaguje Jimmy. Prawdopodobnie po to, by mieć co opowiedzieć na następnym spotkaniu sąsiedzkim.
- Nie, nie ze sobą, w każdym razie - rzuca Eva-Lis lekko i śmieje się w sposób, który ma nadzieję brzmi odpychająco. Jeśli taki śmiech w ogóle istnieje. W każdym razie Jimmy milknie na wystarczająco długo, by mogła zmienić temat.
Dawny sąsiad nawet nie wie, jak był blisko prawdy. Od kiedy Mats zadzwonił do niej do pracy i chciał spotkać się na lunch, czuła się, jakby jej życie przepuszczono przez niszczarkę. Ich związek był jak przejażdżka kolejką górską, ale właśnie wtedy, kiedy wydawało jej się, że zjechali z górki na spokojniejszy teren, i kiedy wybaczyła mu wszystkie wyskoki, on postanowił opuścić ich wagonik. Oczywiście, czasami mógł być prawdziwym dupkiem, ale był jej dupkiem. Bywał popędliwy, ale zawsze wracał do domu.
Aż do pewnego zwyczajnego, żałosnego wtorku. Wtedy przeprosił ją za wszystko jeszcze raz i przyrzekł, że już nigdy nie będzie niewierny. Wszystko dlatego, że kupił szeregowiec na Terrassvägen w Karlshamn. Spokojna dzielnica, mały ogródek, licytacja nie była taka zła.
Szok spowodował, że najpierw zaniemówiła z wrażenia. Potem spytała, skąd wziął pieniądze na jeszcze jeden dom. Wymamrotał coś o tym, że jest łatwiej, jak się jest we dwójkę.
- Tak, ale my jesteśmy we dwójkę?! - rzuciła Eva-Lis.
- Tak, jest nas dwoje na dom, że tak powiem.
A więc spotkał kogoś innego. Znowu. Chociaż tym razem wydawało się to poważne. To był koniec.
Ale Mats Carlberg nie był człowiekiem, który poddaje się tak łatwo. Z Evą-Lis zawsze czuł się bezpiecznie. Tak bardzo, że mógł uprawiać swoje hobby, wiedząc, że zawsze będzie miał dom, do którego może wrócić. Nie rozumiał, czemu reagowała tak gwałtownie na jego małe wybryki. Gdyby nie kochał jej najbardziej ze wszystkich, to przecież by się rozwiódł? Była najlepsza - powinien to wiedzieć, skoro wypróbował tyle innych opcji. Głęboko w środku powinno jej to, do cholery, pochlebiać - mówił do siebie podczas tych krótkich chwil introspekcji, które nachodziły go od czasu do czasu.
Po prawdziwej katastrofie z Cariną i Agnetą postanowił jak najszybciej wrócić do łask żony.
Pierwsza próba okazała się fiaskiem. Zdecydowanie nie był u szczytu swoich możliwości. Eva-Lis była zbyt opanowana i było jednak trochę za wcześnie.
- Naprawdę jesteś chory na umyśle! - Była spokojna i zimna jak lód, czego się nie spodziewał.
- Poczekaj, przecież każdy może popełnić błąd!
- Oczywiście. Ale nie cztery, pięć takich samych.
- Żadna z nich nie znaczyła dla mnie nic specjalnego. To tylko... To się po prostu stało.
- Bardzo ładnie w stosunku do nich. Im też to powiedziałeś? "Nie znaczysz dla mnie nic specjalnego"? Na pewno byłeś uprzejmy, kiedy to mówiłeś? I opowiedziałeś oczywiście, że jesteś żonaty, a żona siedzi w domu i czeka?
Evie-Lis zaczynały puszczać nerwy, co dało Matsowi trochę nadziei. Jeśli tylko jej emocje wezmą górę, będzie umiał zagrać na nich tak, by dopasowały się do jego własnych.
- Nie jestem z siebie dumny.
- Aha. Jak nie dumny, to jaki jesteś?
- Więc, tak naprawdę, to nie wiem... - Mats zniżył głos prawie do szeptu i utkwił spojrzenie w podłodze. Ale Eva-Lis nie dała się tak łatwo na to złapać.
- Aha, nie dumny, tylko budzący litość. Jak jeszcze przekrzywisz głowę, to wybuchnę śmiechem. A dawno nie miałam okazji. - Jej ton znowu przypominał lód. Spróbował za wcześnie. Wyprostował się szybko i spojrzał jej w oczy.
- Okej, przecież wiesz, że do kłótni zawsze trzeba dwojga. Może mogłabyś mi pomóc? Jestem tylko człowiekiem.
- Jesteś dupkiem.
- A więc myślisz, że nie ma w tym w ogóle twojej winy? Ciężko pracowałem, miałem dom na głowie i to wcale nie takie dziwne, że człowiek robi się sfrustrowany i...
- Sfrustrowany?! To jakieś nowe określenie na napalony? I tak, oczywiście, to nic niezwykłego. Wszyscy właściciele willi z pełnowymiarową pracą biegają jak króliki...
- Możemy przejść do rzeczy?
- Właśnie to powiedziałeś. Do rzeczy. Nie mamy już o czym rozmawiać.
Eva-Lis odwróciła się i sięgnęła po kurtkę, którą wcześniej powiesiła na oparciu krzesła. Spotkali się w cukierni Continental w Ronneby. W miejscu, w którym można było porozmawiać w spokoju. Cynamonka była dobra, ale Eva-Lis zostawiła swoją na wpół niedojedzoną. Z jakiegoś powodu straciła apetyt. Mats nadal siedział przy stoliku, gdy odstawiła pusty kubek i talerzyk na tacę. Spojrzała na zegarek. Dziesięć po drugiej w sobotę. Powinna jeszcze zdążyć kupić wino, zanim zamkną sklepy.
- Masz zamiar zatrzymać dom? - Mats próbował ją zatrzymać.
- Mam prawo coś zatrzymać.
- Jeśli szukasz lokatora, wiesz, gdzie mnie znaleźć. - Uśmiechnął się ostrożnie.
- Wybrałabym kogoś, kto na pewno płaciłby czynsz.
- W takim razie może muszę ci przypomnieć, że połowa domu należy do mnie!
Kilku gości odwróciło się w ich kierunku, gdy Mats nagle podniósł głos. Eva-Lis uśmiechnęła się do nich uprzejmie i publika taktownie wróciła do własnych spraw.
- Skontaktowałam się z adwokatem. Myślę, że też powinieneś.
- Ale. Chwila. Nie byłoby lepiej, gdybym wprowadził się z powrotem, żebyśmy mogli to rozwiązać w spokoju. Będę spał w gabinecie.
- A więc jesteś przed kolejnym związkiem. Nie masz dokąd pójść? I myślisz, że możesz wrócić do domu, jakby nic się nie zdarzyło? Do domu, akurat. Używałeś adresu ?gatan czternaście tylko jako bazy wypadowej do następnych podbojów. Może i jestem głupia, ale nie jestem skończoną kretynką!
- Pomyśl, musimy się skoncentrować, żeby rozwiązać to jak dorośli. Wiesz, że mam problem ze skupieniem się na dwóch rzeczach naraz.
- Wręcz przeciwnie. - Eva-Lis nie mogła się powstrzymać. - Jeśli potrafisz prowadzić podwójne życie z żoną i kochanką tak długo, jak to robiłeś, tak że ani ona, ani ja tego nie zauważyłyśmy, to równie dobrze można nazwać cię wielozadaniowym. Nie uważasz?
Mats zacisnął szczęki tak mocno, że jego ósemki prawie się dotknęły. Ale nic nie powiedział.
- Nie spytałeś Cariny, czy możesz wrócić do "domu? Albo Agnety?
Eva-Lis założyła kurtkę i przewiesiła torebkę przez ramię. To z Cariną nieświadomie dzieliła Matsa przez tak długi czas. A Carina nieświadomie z nią. Obie tak samo oszukane, obie tak samo łaknące zemsty. Która wyszła naprawdę dobrze.
Ale tak było wtedy, a gdy sprawa trochę przebrzmiała, Mats spróbował jeszcze raz i w końcu z powrotem dostał klucze na ?gatan czternaście. Pozwalał sobie na mały pozamałżeński flirt od czasu do czasu, ale nigdy nie trwało to zbyt długo.
Aż poznał Annelie i zapomniał o monogamii. W Annelie było coś magicznego. Ale tym razem grał w otwarte karty. Powiedział jej, że jest żonaty, i zanim zostawił w jej łazience szczoteczkę do zębów, wziął rozwód z Evą-Lis.
Do cholery, jak mógł być tak głupi! Magiczna otoczka Annelie odpłynęła w takt kłótni o obowiązki domowe, pieniądze i gusta muzyczne. Myć okna to jedna rzecz, ale być przy tym zmuszonym do słuchania Franka Sinatry, to prawie wojna psychologiczna. Wyjaśniał jej już, że jeśli chodzi o muzykę, jest wszystkożerny - z wyjątkiem Sinatry.
Po tym, jak często zaczęła puszczać Rat Pack, dotarło do niego, że Annelie chce, żeby się wyprowadził.
Teraz, po kilku miesiącach spędzonych w małej dziurze nad restauracją Josie, znowu w Karlskronie, zdecydował się na kolejne podejście do Evy-Lis. Myślał też o Josie, ale jego byłe postarały się o znaki ostrzegawcze, no i Josie nigdy nie była zainteresowana. Tym razem zażądała też czynszu z góry.
Jego zarost był za krótki, by wyglądał na zaniedbanego z tęsknoty za byłą żoną. Próbował też brzmieć, jakby miał zatkany nos, ale było to bardzo trudne do ćwiczenia. Stwierdził, że poczeka kilka dni, zanim zapuka do jej drzwi. Dlaczego nie? Do trzech razy sztuka.
Pociąg toczy się powoli. Trochę zbyt powoli, według Evy-Lis.
- Masz urlop czy to podróż służbowa?
Jimmy wygląda na rozczarowanego zmianą tematu i odpowiada, prawie wzdychając:
-Tak, ja i kolega odwiedzaliśmy biuro w Uppsali. Wiesz, trochę wsparcia.
Eva-Lis nie wie, ale kiwa głową.
- Kolega na pewno zastanawia się, gdzie się podziałeś - mówi lekko. - Możesz zabrać gazetę. Zdążyłam rano przeczytać - kłamie. Usadawia się wygodniej w fotelu i patrzy przez okno. - Myślę, że trochę się zdrzemnę.
- Też byłaś na jakimś spotkaniu? - próbuje Jimmy, który nie chce się ruszyć.
- Można tak powiedzieć. Pozdrów ode mnie kolegę i Linneę.
- Lenę. I też pozdrów. Miło się gawędziło. To chyba najlepsze w pociągach.
- Tak, czyż nie?
Jimmy mógł nie jechać na spotkanie do Uppsali. Faktem jest, że mógłby także zostać bez pracy, gdyby Börja nie robił jeszcze gorszych błędów niż on. Kryli się nawzajem i przez to stali się nierozłączni. Więź, w której jeden trzymał drugiego mocno jak dobermana na smyczy, Jimmy odbiera jak pętlę na szyi.
Centrala przykłada wagę do tego, by wszystkie zasoby były wykorzystywane, i uważa, że jeśli pracownicy jeżdżą i się poznają, to pozytywnie wpływa na atmosferę w firmie. W praktyce oznacza to, że menagerowie średniego szczebla odwiedzają mniejsze oddziały i mówią im, jak wykonywać ich pracę. Żenujące dla obu stron, a jedyni, którzy coś na tym zyskują, to osoby dostające dietę.
To była dwudniowa podróż, przez co dostał więcej pieniędzy, ale jednocześnie przyprawiła ona Jimmy'ego o ból brzucha. Lena nie powinna zostawać sama w domu, nie służyło jej to. Tak, na miejscu był ich syn, Lucas, ale żeby dom funkcjonował poprawnie, musi być w nim cała rodzina. Słyszał o zdecydowanie zbyt wielu związkach, które się rozpadły tylko dlatego, że ludzie nie umieli docenić tego, co mieli. A Lena zbyt łatwo ufa ludziom. Kiedy to on jest odpowiedzialny za dom i rodzinę, może mieć to gdzieś. W dodatku jest tyle osób, którym nie można ufać, które wdzierają się i niszczą rodziny. Kocha Lenę i nie chce, żeby padła ofiarą jakiegoś szwindla. To się może łatwo stać, więc chroni ją, jak tylko może. Powinna tylko okazać trochę więcej wdzięczności. To byłoby dobre także dla Lucasa, nauczyć się szacunku.
Pociąg staje w Alvesta z szarpnięciem, które budzi Evę-Lis. "...i dalej w kierunku Växjö-Hovmantorp-Lessebo-Emmaboda-Kalmar odjeżdża z toru 4B".
Jeszcze jedna przesiadka, w Emmaboda. Wspaniale będzie dotrzeć do domu, zanim minie cały dzień. Jimmy musi wysiąść w Hässleholm, żeby dotrzeć do Ronneby.
Eva-Lis otrzymała swoją część pieniędzy za sprzedaż willi i kupiła domek w Karlskronie, na wyspie Sturkö, od strony wschodniego szkieru. Zostało jej jeszcze pieniędzy na mały samochód, ale tramwaj wodny między wyspą a miastem sprawiał, że nie musiała spędzać w aucie dodatkowych pół godziny rano i wieczorem. Na wyspie było spokojnie i pięknie. Sturkö zdecydowanie nie było bezludne, ale Eva-Lis doceniała odseparowanie od miasta.