Sklepik z zabawkami - Marcin Rusnak

Kup ebooka

14.90 zł
10.99 zł (10,54 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Sklepikz zabawkami

Wciążpamiętam ten dzień, wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy ujrzałempana Kawkę. Był szósty czerwca, sobota. Powietrze rozedrgane odgorąca stało między szarymi monolitami bloków. Wokół WzgórzaPartyzantów ścielił się upajający zapach zdziczałego jaśminowca.

Bawiliśmysię pośród gruzów Dworca Głównego w chowanego, gdy Pabloprzybiegł powiedzieć nam, że przed mój blok zajechał obcy.

- Rudy,jakiś obcy stoi pod twoim blokhauzem - oznajmiłpodekscytowany. - Mus wam go zobaczyć, chłopaki. Ma osłai wóz, a na wozie chyba z tonę fantów.

Wszyscymieliśmy już dość skwarzącego słońca, poza tym zabawa w chowanegonieco się nam znudziła. Właściwie to byliśmy już na nią za starzy,ale w wojnę rodzice nam się nie pozwalali bawić - jakjednego razu Papa nas przyłapał na strzelaniu z kijków, to takmi złoił skórę, że przez trzy dni jadałem na stojąco. Poszliśmy więcz Pablem: ja, Szymek, Lewy i Petarda.

Opuściliśmykrzaki porastające ruiny, minęliśmy ciąg walących się kamienic przyPiłsudskiego i skryliśmy się w cieniu rzucanym przez mójblok. Budynek jako jedyny w okolicy nie padł ofiarą bombi pożarów, tylko na parterze porozbijane szyby szczerzyłyz futryn brudne, ostre kły.

Wózobcego przycupnął na rogu. Zaprzężony osioł skubał jakieś zielskowyrastające spomiędzy potrzaskanych płyt chodnika. Fura była nieduża,drewniana, z dachem w kształcie kołyski obróconej do górynogami i czerwonymi drzwiczkami. Na ściance napisano zielonymsprayem: ZABAWKI PANA KAWKI. Pojazd stał po naszej stronie, naprzeciwcukierni, gdzie umieszczony przed wejściem agregat warczał nisko,niby zazdrosny kundel. Po przekątnej, na placyku obok opuszczonejapteki, w dni powszednie parkował beczkowóz.

- Gdzieten twój obcy? - zapytał Petarda. Jak go znam, już dumał,czyby się nie zakręcić wokół niepilnowanego wehikułu i niepodprowadzić kilku fantów.

- Byłtu przed chwilą... o, tam idzie!

Mężczyznawyłonił się zza rogu. Nieduży był z niego człowieczek,niepozorny, tylko brodę miał długą i gęstą, barwy grafitu. Nagłowę nasadził wytarty melonik, na nos okulary w okrągłychoprawkach, takie fikuśne, z podnoszonymi czarnymi szkłami,a w usta wetknął fajkę na długim ustniku. Akurat popatrzyłw naszym kierunku i pomachał do nas.

- Faktyczniejakiś dziwny - zauważył Lewy. - Ale osła maprima sort.

- Ciekawe,co go tu przywiało - włączył się Szymek.

Obcyskończył palić, wystukał resztki z fajki na popękany asfalt.Później ruszył w naszą stronę, a my czekaliśmy,zafascynowani, rozbawieni, przerażeni.

- Cześć,chłopcy - powiedział sklepikarz. Miał ciepły głos. - Niechce któryś popilnować mojego dobytku i zarobić paru groszy?

Możei nie jestem zbyt lotny - pastor Ebner w chwilachbelferskiego zwątpienia twierdził, że widywał martwe gołębiez większym potencjałem poznawczym - ale reflekszawsze miałem przedni. Zgłosiłem się jako pierwszy, a sklepikarzwyszczerzył do mnie żółte zęby.

Taksię to wszystko zaczęło.

***

Następnągodzinę spędziłem na betonowej rampie, z której dawniejwchodziło się do sklepów ulokowanych na wysokim parterze. Gapiłem sięna osła i na drewniany wóz, bacząc, aby nikt się do nich niezbliżał. Sklepikarz tymczasem zaglądał do kolejnych opuszczonychlokali. W końcu wrócił i kiwając głową w stronę dawnejpiekarni, powiedział:

- Tensię nada pierwszorzędnie.

- Doczego się nada?

- Niedo czego, tylko na co - poprawił mnie. - Nasklep. Chodź, pomożesz mi przenieść graty.

Otworzyłdrzwiczki i zaczął wyciągać z fury najróżniejsze bagaże:skórzane nesesery, ortalionowe torby, plastikowe skrzynki pełneprzedmiotów poowijanych w szmaty albo stare gazety. Minął dobrykwadrans, nim ułożyliśmy to wszystko w stertę w kąciepomieszczenia.

Dawnapiekarnia nie wyglądała specjalnie zachęcająco: wszędzie leżałyodłamki szkła, farba odłaziła ze ścian wraz z kruszącym siętynkiem, kikuty kabli sterczały z sufitu i ścian.

- Idealnie,idealnie! - Sklepikarz zacierał z zadowoleniemdłonie.

Komenderowałmną do wieczora. Wysprzątaliśmy, co się dało, śmieci wylądowały napodwórku. Wreszcie we dwóch przytachaliśmy z wozu jakieśżelastwo zawinięte w brezent.

W pewnymmomencie zebrałem się na odwagę i zapytałem, jak się nazywa.

- BaltazarKawka, do usług - odpowiedział, unosząc melonik. - A ty?

- Tadek.Dla kumpli Rudy.

- Tadeusz...śliczne imię. Ile masz lat, Tadeuszu?

- Dwanaście.A pan?

- Zadwa lata będę od ciebie pięć razy starszy.

Główkowałemprzez chwilę, po czym stwierdziłem, że nie poradzę sobie bez kartki,na której mógłbym to policzyć.

Kawkawyciągnął z brezentowego pakunku metalowe listwy, tuleje i caływorek śrub, nakrętek oraz podkładek. Zabrał się do tego ześrubokrętem, pogwizdując nieznaną mi melodię, a ja podawałem muwskazywane części.

W końcuzrobiło się zbyt ciemno, żeby pracować. Sklepikarz przyniósł z wozulampę benzynową. Pożegnałem się, a pan Kawka dał mi na odchodnedwa złote. Wtedy wydawało się to prawdziwą fortuną: lody z automatupo drugiej stronie ulicy kosztowały tylko dziesięć groszy za sztukę.

***

Następnegodnia wypadała niedziela, a niedziele spędzaliśmy w szkółcepastora Ebnera. Pastor uczył nas czytać i pisać, ćwiczył z namirachunki i opowiadał o różnych rzeczach: o przyrodzie,geografii, historii. Próbował nam też nawkładać do głów możliwie dużoniemieckiego, ale efekty były opłakane.

- Pokiego diabła my to zakuwamy? - psioczył Petarda.- Przecież i tak nikt nas nie puści przez granicę.Nikogo nie puszczają.

- Ktowie, może kiedyś puszczą - odpowiadałem, a chłopakikiwali głowami. - Może kiedyś coś się zmieni.

Żadenz nas tak naprawdę w to nie wierzył.

Z naszejpiątki tylko mnie i Pabla rodzice zmuszali do uczęszczania doszkółki niedzielnej. Petarda i Lewy dołączyli, gdy dowiedzielisię, że pastor Ebner raz w miesiącu dostaje z Zachodupaczki ze słodyczami, kawą i owocami w puszkach. Szymek niemiał rodziców, a po słodyczach regularnie dostawał sraczki, alechodził z nami na lekcje, bo samemu na podwórku byłoby mu nudno.

Wracającze szkółki, chciałem zajrzeć do pana Kawki, ale w witrynęzamiast szyby wstawiono arkusz blachy falistej. Sklepikarz wymieniłteż drzwi; musiał je przynieść z któregoś z opuszczonychmieszkań. Ze środka dobiegały odgłosy stukania i szurania, alenie miałem dość odwagi, by zapukać i zajrzeć do środka. Niechciałem wyjść na natręta.

Kiedynastępnego dnia zszedłem na dół, sklep pana Kawki był już otwarty.

***

Nablasze zastępującej szybę wystawową sklepikarz wymalował ten samnapis co na wozie: ZABAWKI PANA KAWKI. Na drzwiach pojawiłsię gwóźdź, na gwoździu zaś kawałek tektury z jednym słowem:OTWARTE. Zajrzałem do środka.

Lokalzmienił się nie do poznania. Doczyszczona podłoga, odmalowane ściany,w powietrzu ostry zapach farby i detergentów. Po lewej, poprawej i na środku stały proste regały z metalowych ruri listewek, z półkami z ażurowego aluminium. A napółkach...

- Noproszę, mój pierwszy klient. - Pan Kawka uśmiechnął się,stając w drzwiach prowadzących na zaplecze. Zawzięcie traktowałgrzebieniem włosy niesfornie odstające od czaszki. W sklepiepaliły się dwie nakręcane lampy elektryczne, a rozłożony w kąciestolik przykryto ceratą. - Nie bój się, wejdź do środka.Zapraszam.

Niemiałem wiele czasu, ale zdecydowałem, że chwila zwłoki nie zaszkodzi.Wszedłem i uważniej przyjrzałem się zabawkom zgromadzonym napółkach.

Czegotam nie było! Regały mieściły obiekty pożądania dzieci każdej płcii w każdym wieku. Na najniższych półkach czekały te dlanajmłodszych: kolorowe bąki, lalki szmaciane i plastikowe,pluszowe zwierzaki, drewniane klocki. Wyżej znaleźć można było piłki,tekturowe układanki, rozmaite zestawy kart i plansze do gier,z których znałem tylko tę podzieloną na kwadraty, używaną dowarcabów. Na kolejnej półce brygada żołnierzyków formowała szykpomiędzy resorakami a parkiem maszynowym, składającym sięz plastikowych traktorów, koparek i innych ciężkichsprzętów.

Dużotego było; zbyt dużo, by wszystko wymieniać. Były plastikowe samolotyzwisające spod sufitu na żyłce wędkarskiej i dziwne lunety,w których wielobarwne szkiełka układały się w oszałamiającewzory. Był cały kosz klocków, nazywanych przez sklepikarza klockamilego, które dało się łączyć w fantazyjne kształty i konstrukcje.Był dom dla lalek, z otwieraną boczną ścianą i miniaturowymimebelkami. Cuda, prawdziwe cuda.

Dopieropo chwili dostrzegłem zawieszony na ścianie zabawkowy karabin.Zaparło mi dech w piersiach.

- Niezłasztuka, prawda? - zagadnął pan Kawka, stając za mną. - Jakgo znalazłem, miał popękaną kolbę, ułamaną lufę i spust sięzacinał. Dwa lata szukałem innych modeli, żeby przemontować z nichbrakujące części, ale się opłaciło. Prawie nie widać, że to takiłatany składak. Chcesz go potrzymać?

Zaprzeczyłemgwałtownie i cofnąłem się o krok.

- Nielubisz broni, co? - zapytał sklepikarz z łagodnymuśmiechem. - Dzisiejsi chłopcy już się nie bawią w wojnę?Kiedy byłem w twoim wieku, całymi dniami latałem z kijkiempo parku i krzyczałem "tratatatata!", naśladującterkot M16.

- Ojciec...ojciec mi nie pozwala - odpowiedziałem, nie odrywającwzroku od karabinu. - Mówi, że wojna to nie zabawa. Mówi,że to właśnie przez wojnę tak żyjemy. I że...

Ugryzłemsię w język. Nie zamierzałem rozmawiać o Mamie. Nie z obcymczłowiekiem.

- Twójojciec ma wiele racji. - Kawka pokiwał głową. - Alejest tu mnóstwo innych zabawek. Założę się, że nie grałeś nigdyw chińczyka.

Zanimzdążyłem cokolwiek powiedzieć, rozłożył na stole planszę i zacząłobjaśniać zasady. Słuchałem jednym uchem, co chwila zerkając nawiszący na ścianie karabin. Nie mogłem się skupić, gdy nagleusłyszałem swoje imię.

- Tadek!

W drzwiachwejściowych stała moja siostra. Anka miała szesnaście lat, rude włosyi bladą cerę szczodrze obsypaną piegami.

- Czegocię nie ma na polu? - zapytała.

- Jużidę.

- Byleżywo! Jak nawalisz, Szrama raz dwa znajdzie sobie innego smarka dopracy.

- Powiedziałem,że już idę!

Popatrzyłana mnie, później na Kawkę, który ukłonił się nisko. Mruknęła coś podnosem i już jej nie było.

- Muszęiść - przyznałem niechętnie. Wcale nie chciałem wychodzić.

- Gdziepracujesz, Tadeuszu?

- Różnie.Zależy, gdzie nas Szrama pośle. Teraz głównie na polach makowych,konopie na plantacji jeszcze dość nie urosły. Ale dobre będą, gęstei wysokie. Jesienią zapowiada się moc roboty.

PanKawka odchrząknął, jakby dziwnie zakłopotany. Zdjął pionki z planszy,sześcienne kości schował do słoika, planszę wetknął z powrotempomiędzy inne. Szkoda, że musiałem iść, chętnie bym wypróbował tegocałego chińczyka.

- Dowidzenia - powiedziałem, po czym ruszyłem do wyjścia.

Byłemjuż na zewnątrz, gdy usłyszałem jego głos.

- Tadeuszu...

Zawróciłem.Kawka marszczył czoło w zadumie, a w palcach lewejdłoni obracał maleńką buteleczkę pełną brązowego proszku, którazwisała mu z szyi na rzemyku. Dopiero kilka tygodni późniejdowiedziałem się, że ten proszek w środku to mirra.

- Cobyś powiedział, gdybym zaproponował ci pracę? Dam złotówkę zadziesięć godzin, sześć dni w tygodniu. Co ty na to?

Oficynawydawnicza RW2010 proponuje

SZABLĄI WĄSEM.

antologiaopowiadań sarmackich pod redakcją Dawida Juraszka

Szabląi wąsem, ogniem i mieczem, kontuszem i dworkiem.

PrawdziwychSarmatów już nie ma. Co się nam ostało? Ognie i miecze, potopy,Wołodyjowskie pany... Wilcze gniazda, diabły łańcuckie,samozwańce.... Charakterniki, szubieniczniki i licho wie, cojeszcze... No i fajnie, ale czy fikcyjni Sarmaci muszą byćwszyscy na jedno kopyto?

"Szabląi wąsem" to zbiór opowiadań polskich autoreki autorów, którzy Sarmacji nadmierną rewerencją nie darząi opowiedzieć chcą o niej inne, świeższe historie.A opowiadać jest przecież o czym. Czasy PierwszejRzeczypospolitej to sensacje, thrillery i komedie pisanehistorią, której niestety albo się wstydzimy, albo którą sięchełpimy, zamiast po prostu się nią interesować. Zebrane w tymtomie opowiadania gromko jednak krzyczą "Veto!" i naspuściznę po Sarmacji patrzą z nowego punktu widzenia, czasemtrzeźwo, czasem krzywo, a czasem zezem.

Odlatających machin królowej Ludwiki, przez patriotyzm diabła Boruty,po alternatywne oblężenie Jasnej Góry - ten fantastycznyzbiorek bez czołobitności wyciąga z legendy i historiiSarmacji to, o czym wciąż warto snuć opowieści.

DO DIABŁA Z BOGIEM

antologiaopowiadań fantastycznych podredakcją Dawida Juraszka

Opiumdla ludu w 10 odsłonach.

Dodiabła z bogiem... Ale którym bogiem? Do jakiego diabła i poco? Dziesięciu autorów tej fantastycznej antologii odpowiada nadziesięć różnych sposobów - nigdy jednak na klęczkach.

Czypisarze zajmujący się fantastyką mogą pisać o religiach? Zbióropowiadań, który prezentujemy, dowodzi, że nie tylko mogą, alepowinni! Efekt konfrontacji wiary z rozumem, przeszłościz przyszłością, magii z fantazją może Was zaskoczyć.I prędzej czy później niektórzy z was dojdą do wniosku, żeto wszystko jest... fikcją.

W zbiórwprowadza opowiadanie "Kismet". Tam, gdzie zawodzi zdrowyrozsądek, i cuda przestają być łatwe do wyjaśnienia, o wielełatwiej popaść w fanatyzm, i zatracić się w szalejącejwojnie. Gdy pojawiające się znikąd anioły potrafią w mgnieniuoka spopielić całą wioskę, ciężko jest pozostać przy starej wierze.Sceptycznie nastawiony żołnierz, z nieco mniej sceptycznymipodkomendnymi, zostaje wysłany, żeby zbadać te cuda. Nie wie jeszcze,iż nie będą to zmagania z kwestią wiary, którą mamy w sercu.Wręcz przeciwnie.

NIEDOCZEKANIE

antologiaopowiadań fantastycznych pod redakcją Dawida Juraszka

Gdybybabcia miała wąsy, czyli antologia historii alternatywnych.

Coby było, gdyby było inaczej, niż jest? Historie alternatywne todoskonała pożywka dla wyobraźni i niezły sposób na odreagowanieniepowodzeń jednostek i zbiorowości. Bo przecież gdyby wtedy,dawno temu, coś potoczyło się inaczej, to dzisiaj wszyscy bylibyzdrowi, bogaci i szczęśliwi. Albo i nie...

Niedoczekanie...Od alternatywy na parę, przez gwiezdnych wojowników i nieśmiertelnedynastie, po kolonializm na odwrót - antologia ośmiuhistorii alternatywnych z podniesionym czołem odpowiada napytanie: co by było gdyby?

Antologię"Niedoczekanie" promuje opowiadanie "Parowy Hycel".Kto parą wojuje, od pary ginie! Krzysztof Kochański bierze nawarsztat fascynującą konwencję steampunku i brawurowo nadaje jejautorski szlif godny kunsztu weterana polskiej fantastyki. W świeciena pozór rodem z pozytywistycznych powieści wiek paryi elektryczności okazuje się być wiekiem pary, mechaniki,chemii i... zmysłowości!

BIERZ MNIE

antologiaopowiadań zmysłowych pod redakcją Dawida Juraszka

Cielesneuciechy, gorące spojrzenia, złamane serca.

Ludziepióra płci obojga kochają nie tylko książki, i nie z samejjedynie literatury czerpią rozkosz - są przecież przedewszystkim kobietami i mężczyznami. Autorki i autorzyniniejszej antologii spłodzili oto dziewięć śmiałych opowiadań o tym,co najbardziej ludzkie, choć często i obce, dla czytelniczeki czytelników otwartych na nowe doznania.

Przeszłość,teraźniejszość i przyszłość łączą się tu z miejscamibliskimi i dalekimi, nauka i magia z intymnościąi pożądaniem, a piękność z potwornością; egzotykasplata się ze swojskością, subtelność z dosadnością, a miłośćz seksem.

Z tegomariażu narodził się zbiór pobudzający zmysły i podniecającywyobraźnię, ale też dający do myślenia - nie tylkow długą, bezsenną noc.

Gdzieśdaleko stąd

antologiaopowiadań pod redakcją Dawida Juraszka

Wędrowcy,włóczędzy, wagabundzi

Wędrowcyprzemierzający dalekie strony. Włóczędzy odchodzący w siną dal.Wagabundzi uciekający byle dalej.

Autorzyniniejszego zbioru poszybowali wysoko na skrzydłach fantazji, zeszligłęboko w labirynt wyobraźni, zapuścili się daleko w gęstwęmarzeń, snów i koszmarów - wszystko po to, by oderwać się odtego, co bliskie, i choć na moment znaleźć się gdzieś dalekostąd. Od pustyń Lewantu, przez otchłanie galaktyk, po zawikłane mapyludzkich losów, każde z tych dziesięciu opowiadań zabierze Cięw podróż, której przecież tak bardzo potrzebujesz. Jak mywszyscy.

AgnieszkaHałas: PO STRONIE MROKU

Piekłoma wiele obliczy, a wszystkie one stanowią część planów Stwórcy.Na odwieczną machinę przeznaczenia składają się miliony pojedynczychtrybików. Takich jak hiszpański alchemik El Claro, wojowniczka SangreVeland, rudy demon Samir von Katzenkrallen czy jedenastoletniastrzyga Maszka. Dwanaście opowiadań połączonych wspólnym motywemSzeolu zabierze was w podróż przez różne czasy i miejsca- od współczesnej codzienności po rubieże zaświatów, odśredniowiecznych Karpat po zbombardowane Nagasaki i płonąceWorld Trade Center.

MaciejŻytowiecki: SZUJE, MĄTWY I STRACEŃCY

Odkryminału po urban fantasy. Od science-fiction po dramat. Jedenaściefantastycznych tekstów i jeden autor.

Latającawyspa plemienia Wilg i Polska okresu PRL-u. Mroczne zaułkiChicago i obca planeta zamieszkana przez nadistoty. Nieodległaprzyszłość i czasy barbarzyńców. Poznań i tajemniczaAsylea, gdzie osiadł pewien upiór.

Trzymajciesię mocno.

Jedenaścieopowiadań. Dziesięciu bohaterów. A wszyscy to szuje, mątwy albostraceńcy.

AndrzejW. Sawicki: KOLCE W KWIATACH

Zbióropowiadań ze świata powieści "Nadziejaczerwona jak śnieg". Historii o tym, jak grupaXIX-wiecznych mutantów staje do walki o wolność ojczyzny.

PołowaXIX stulecia. W Warszawie, w okopach oblężonegoSewastopola, na dalekich stepach Syberii, w prowincjonalnych,polskich miasteczkach, trwają przygotowania do buntu, który możezmienić oblicze świata. Obdarzeni boskimi mocami odmieńcy muszązdecydować, po której stronie stanąć w nadchodzącym konflikcie.

Zanimkosynierzy runą na rosyjskie roty, zanim strzelcy wymierzą brońw Dońców i carskich dragonów, ci od których zależą losybatalii, muszą się odnaleźć.

Nadeszładla nich pora, by wybrać drogę.

ElaGraf: AGENCJA DIMOON. TEN SIĘ ŚMIEJE, KTO UMRZE OSTATNI.

Viavilleto spokojne miasto, rodzina Colona zaprowadziła tu porządek kilka lattemu, eliminując niemal całkowicie konkurencję. Ale nie tylko włoskamafia rządzi miastem i chroni tych, którzy się jejpodporządkują. Istnieje w Viaville organizacja o wielepotężniejsza, starsza, lepiej ukryta. Ci, którzy do niej należą lubsą jej protegowanymi, nie muszą się obawiać prawie niczego. W raziedrobnego problemu z prawem pomoże im Agencja Dimoon.

RobertDimoon jest najlepszym detektywem na całym Złotym Wybrzeżu. Pomagająmu w tym niewątpliwie jego paranormalne zdolności oraz liczniznajomi z wielu, bardzo zróżnicowanych kręgów...

Jednaklato 2002 roku nawet dla niego okaże się niezwykle gorące i burzliwe.Jego spokój zmącą nie tylko tajemnicze morderstwa i dziwnezagadki kryminalne, lecz także budząca się prastara, potężna moc,zagrażająca ustanowionemu od dawna porządkowi...

ANTOLOGIA"KRYMINALNA 13"

tojedyny w swoim rodzaju projekt, firmujący pierwszy konkursliteracki organizowany przez Oficynę wydawniczą RW2010. Znaleźliśmy13 specjalistów od zbrodni, 13 sprawdzonych fachowców odliterackiej mokrej roboty i umieściliśmy ich zabójczo świetneopowiadania w jednym zbiorze. Zarazem poprosiliśmy szanowneautorskie grono, aby wzięło udział w pracach profesjonalnego,kompetentnego i niezależnego jury.

Zapraszamdo lektury naszej antologii. Prezentujemy wysmakowany zestawopowiadań kryminalnych i sensacyjnych, podlanych tajemnicą,doprawionych szczyptą fantastyki, zbiór tekstów na wskrośwspółczesnych oraz sięgających w przeszłość, a nawetdotykających wydarzeń i postaci historycznych.

PrzedWami ponad 250 stron, 13 autorów i jeden motyw...

DawidJuraszek: CAIREN. DRAPIEŻCA

GdybyMarco Polo był Conanem Barbarzyńcą... miałby na imię Cairen!

Dziesięćwartkich opowiadań. Dziesięć orientalnych przygód z prężeniemmuskułów i przymrużeniem oka. A w nich bez likuzaginionych cywilizacji, walnych bitew, powabnych dziewek, groźnychmonstrów, magicznych sztuk, starożytnych grobowców, literackichnawiązań, i czego tam jeszcze.

Pośródszczęku mieczy, szabli, koncerzy, sztyletów, kindżałów, puginałówi handżarów, jęku cięciw, bajań mędrców i westchnieńrozkoszy... W ociekających przepychem pałacach Czungii,przedwiecznych ruinach miast Goryo, podmorskich grotach potworówNipponii, przybytkach zmysłowych uciech Syamii... Ramię w ramięi twarzą w twarz z Mengutami, Tuerami, Malajami,Jugurami, Manczami i Parsami... Przez spienione grzywaczeOceannego Morza, niezgłębione dżungle Kmerii, śnieżne pustkowiaXybelii, monsunowe ulewy Czamby... Wszędzie tam, bez zbytniejrewerencji dla chanów, szejków, cesarzy, kalifów, sułtanów, królów,szachów, szogunów czy maharadżów, dumnie, butnie i zuchwalekroczy CAIREN!

AndrzejW. Sawicki: KOLCE W KWIATACH

Zbióropowiadań ze świata powieści "Nadzieja czerwona jak śnieg"i "Furia błękitna jak ogień". Historii o tym,jak grupa XIX-wiecznych mutantów staje do walki o wolnośćojczyzny.

PołowaXIX stulecia. W Warszawie, w okopach oblężonegoSewastopola, na dalekich stepach Syberii, w prowincjonalnych,polskich miasteczkach, trwają przygotowania do buntu, który możezmienić oblicze świata. Obdarzeni boskimi mocami odmieńcy muszązdecydować, po której stronie stanąć w nadchodzącym konflikcie.

Zanimkosynierzy runą na rosyjskie roty, zanim strzelcy wymierzą brońw Dońców i carskich dragonów, ci od których zależą losybatalii, muszą się odnaleźć.

Nadeszładla nich pora, by wybrać drogę.

MaciejŻytowiecki: SZUJE, MĄTWY I STRACEŃCY

Odkryminału po urban fantasy. Od science-fiction po dramat. Jedenaściefantastycznych tekstów i jeden autor.

Latającawyspa plemienia Wilg i Polska okresu PRL-u. Mroczne zaułkiChicago i obca planeta zamieszkana przez nadistoty. Nieodległaprzyszłość i czasy barbarzyńców. Poznań i tajemniczaAsylea, gdzie osiadł pewien upiór.

Trzymajciesię mocno.

Jedenaścieopowiadań. Dziesięciu bohaterów. A wszyscy to szuje, mątwy albostraceńcy.

KasiaSzewczyk i Jacek Skowroński: MASKI

Zbiórsiedmiu przesyconych grozą historii, w których prawda i fałszgrają z czytelnikiem w ciuciubabkę. Nic nie jest oczywiste,zdrowy rozsądek może okazać się zdrajcą,a szaleństwo - błogosławieństwem. Po lekturzeczytelnik zastanowi się sto razy, nim sięgnie po lukrowane pączki,nie zmruży oka, nocując w hotelu, i dowie się, do czegopotrafi być zdolny człowiek kochający literaturę... ponad życie.

EmmaPopik: WYWIAD Z BOGIEM

Kimjest człowiek nazywany przez prosty lud bogiem? Podobno tworzy nowebyty - a to wszak robota bogów. Ale czy jestważniejszy od wpływowego dziennikarza, który również posiada boskąmoc? Może wywyższać ludzi swoimi artykułami lub strącać ich w niebytniesławy byle pomówieniem. Spotkaniu tej dwójki poświęcone jesttytułowe opowiadanie.

Bohaterowiepozostałych, podejmując decyzje, wykonując swoją pracę, wypełniającmisje lub rozkazy, mają wpływ na całe miasta, kraje, a nawetplanety. Albo intymniej - odmieniają los jednego człowiek,jednej miłości...

EmmaPopik: NA ZAWSZE PIĘKNI I MŁODZI

Ofiarowujemyczytelnikom sprawdzoną hard sf. Prezentowane opowiadania - ostre,znaczące i niezmiennie ciekawe - ukazywałysię drukiem w "Fantastyce", "NowejFantastyce", "Science Fiction", "Fantasy andHorror" oraz w osobnych wydaniach książkowych;wśród nich "Mistrz"- uznany za jedno ze stu najlepszych polskich opowiadań.Zebraliśmy je razem i wierzymy, że tą literacką ucztą zadowolimyzarówno wyrafinowanych smakoszy, jak czytelników lubiących po prostudobrą, "męska" prozę, pełną akcji, przygód, mięsistychscen, ale niepozbawioną refleksji.

EmmaPopik: WIGILIA SZATANA

Kolejnyrewelacyjny zbiór Emmy Popik to smakowity kąsek dla pasjonatów dobrejfantastycznej prozy i mocnej hard sf, wgryzającej się w mózgi przepalającej trzewia.

Tymrazem autorka wprowadza nas w świat, który zostanie zbawionyprzez... Szatana. Chcesz takiej apokalipsy, takiego końca i nowegopoczątku? Nie chcesz? A jeżeli żadna inna wyższa siła się niekwapi? Jeżeli Opatrzność odwróciła się od świata i ludzkości?

Cośdla czytelników o stalowych nerwach. "WigiliaSzatana" to kolekcja przejmujących, mocnych opowiadańo upadku cywilizacji, słabości i błędach człowieka,o zbrodniach, które popełnia na najbliższych oraz na otaczającymgo świecie.

ŚWIATYRÓWNOLEGŁE

antologiaopowiadań fantastycznych

Sekcjaliteracka ŚKF w akcji

Jakilos czeka małą dziewczynkę i jej ojca osamotnionychw postapokaliptycznym zimowym świecie? Czy genetycznieudoskonalony detektyw rozwiąże sprawę brutalnych morderstw? Cowydarzyło się na L'Isle d'Escargot, jak kończy sięprzywołanie ducha Chopina i kim naprawdę jest syn śląskiegoalchemika, który od najwcześniejszego dzieciństwa ma wrażenie, żewszyscy prócz niego żyją z jakąś straszną tajemnicą?

W "Światachrównoległych" znajdziemy opowiadania zarówno autorów znanychi nagradzanych, jak i debiutantów. Znajdziemy SF twardei humorystyczne, grozę, groteskę, kryminał oraz fantasyw różnych odcieniach. Wszystkie te teksty łączy jedno- udowadniają one, że jeśli szukać gdzieś literackichtalentów, to przede wszystkim w Śląskim Klubie Fantastyki.