Rozdział 3
Vera znowu się spóźniała. Teraz pedałowała tak szybko, jak się da, żeby zdążyć na czas. Dzisiaj jej kolej na otwarcie sklepu.
Mżyło, powietrze było rześkie. Była rozgrzana od przejażdżki rowerem, kiedy skręciła z ulicy Hägerstensvägen na ryneczek przy stacji metra Aspudden. W jednym z pięknych starych kamiennych domów znajdował się Po Siostrze. Sklep, który otworzyły po przejściu na emeryturę razem z Mimmi, jej siostrą, żeby pomagać ludziom w potrzebie. Jak zawsze ucieszyła się, kiedy zobaczyła szyld. Ich sklep, ich spełnione marzenie. Po dwóch latach ciągle nie mogła uwierzyć, że sen stał się rzeczywistością. Zaczęło się od żartu, długo przed tym, jak przeszły na emeryturę, od chęci zrobienia czegoś dobrego dla świata, by nie popaść w bezczynność po zakończeniu życia zawodowego.
- Wyobraź sobie, że będziemy razem pracować, ja i ty - mówiła Mimmi, gdy zbliżał się czas przejścia na emeryturę. - Że otworzymy ten sklepik, o którym zawsze żartowałyśmy, będziemy zbierać używane ubrania, książki i różności, sprzedawać je i przeznaczać dochody na coś, co pomoże potrzebującym.
- Po Siostrze - wymyśliła na poczekaniu Vera.
Przez wiele lat planowały otwarcie wymarzonego sklepiku. Kiedy Vera jako pierwsza przeszła na emeryturę, długo szukała lokalu, na który mogły sobie pozwolić. Wieczorami myślały o wszystkim, co zrobią. Rok później, po tym, jak Mimmi również przestała pracować, otworzyły swój sklepik w lokalu w Aspudden, który leżał dokładnie pośrodku między ich domami. Vera mieszkała w Midsommarkransen, a Mimmi w Mälarhöjden.
Teraz sen stał się rzeczywistością.
Cholewcia. Vera zobaczyła, że Mimmi już czeka przed sklepem, skulona w puchowej kurtce, bez czapki i parasolki.
- Jesteś w końcu - powiedziała Mimmi. - Stoję i się trzęsę już całą wieczność, czy to nie ty miałaś otwierać w tym tygodniu? Nie wzięłam ze sobą klucza. - Spojrzała wymownie na zegarek na komórce.
Vera, chcąc uniknąć rozmowy o czasie, skinęła głową na stos toreb pod daszkiem przy drzwiach.
- Hojni byli dzisiaj w nocy ludzie. Dużo toreb. Wniesiemy je od razu i posortujemy? - zapytała Vera, przypinając rower do słupa latarni.
Mimmi otrzepała się jak mokry pies i odsunęła wilgotną grzywkę znad oczu.
- Nic nie zrobię, zanim nie dostanę kawy. Czekały całą noc, to poczekają jeszcze pół godziny. Są przecież pod dachem. A dzisiaj nie było nikogo, kto chciałby coś z nich ukraść.
Vera otworzyła drzwi i weszły tylnym wejściem do zawalonego bibelotami pomieszczenia. Wszędzie stały torby, kartony i wielkie pojemniki na kółkach na towary. W kącie, prawie niewidoczna spod stosu ubrań, skrywała się maszyna do szycia.
Pokój twórczego chaosu, jak nazywała go Vera, kiedy Mimmi mamrotała coś o graciarni. Za składzikiem znajdował się przyjemny pokój socjalny, oczywiście bez okien, ale z wysłużoną welurową kanapą pełną poduszek, obdrapanym stołem z drewna tekowego, kilkoma fotelami, wygodnymi, chociaż nie do kompletu, czajnikiem i ekspresem do kawy.
Vera pośpiesznie zaparzyła kawę. Mimmi z wdzięcznością przyjęła kubek i piła, przeglądając gazetę i rozmawiając. To była ich chwila dla siebie, kiedy mogły przez moment porozmawiać i zaplanować dzień, zanim przyszli klienci. Zerkała trochę na gazetę, głównie na nagłówki. Nagle zesztywniała.
- Słyszałaś, że ma być remont? Piszą tu, że tę starą ruderę przerobią na blok mieszkalny i ma się stać "klasy luksusowej".
- Zawsze tak straszą tymi drogimi apartamentowcami, ale zwykle na straszeniu się kończy - odpowiedziała Vera. - To na pewno tylko plotki.
Mimmi podniosła gazetę.
- Ale to stoi tu czarno na białym. Całą okolicę mają odnowić i nadać jej najwyższy standard, będą tu same luksusowe apartamenty i ekskluzywne butiki po przebudowie kilku starych budynków. Spójrz na plan. Widzisz, gdzie te eleganckie sklepy mają stać? Tutaj, na rogu. - Wskazała palcem. - Naszym rogu. Teraz będziemy musiały zamknąć sklep, wiedziałam, że tak to się skończy.
- Wiedziałaś? - zdziwiła się Vera.
- Wiedziałam, że coś takiego się stanie, za dobrze nam szło, tak nie może być, coś się musi zmienić. Znowu wszystko się popsuje, jak zawsze - stwierdziła, głośno wzdychając. - Będziemy musiały zamknąć nasz sklep.
- Ech, Mimmi, nie bądź taką fatalistką, wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się. Musimy tylko porozmawiać z właścicielem lokalu. - Vera też zaczęła się denerwować. Ale w ich siostrzanej relacji ona zawsze widziała szklankę w połowie pełną, a Mimmi w połowie pustą.
Mimmi prychnęła.
- Jakby to miało w czymś pomóc. Jedyny język, jaki rozumie, to money, money, money. - Ponuro zanuciła starą piosenkę Abby. - Od początku tak mówiłam - kontynuowała - powinnyśmy były kupić od niego lokal, a nie tylko wynajmować.
Vera pokręciła głową.
- A skąd miałybyśmy wziąć na to pieniądze? Masz może jakieś ukryte fundusze? Ja nie mam. Cieszę się, że możemy zapłacić za czynsz, już on słono kosztuje.
Obydwie umilkły.
- Napijmy się jeszcze kawy, Mimmi, to ci poprawi humor. A wczorajsze bułeczki cynamonowe będą jak świeże, jeśli podgrzejemy je w piekarniku.
- Gąbczaste minibuły - prychnęła Mimmi. - A potem musimy się wziąć za torby przed drzwiami, zanim zainteresują kogoś o lepkich rękach.