Skażone technonatury. Środowiskowe opowieści o katastrofach nuklearnych - Aleksandra Ross

Kup ebooka

39.00 zł
29.81 zł (29,41 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ZAMIAST WSTĘPU: O PEWNEJ FOTOGRAFII...

Na dachu zniszczonego budynku, wśród połamanych desek i gruzów, stoi biało-niebieski turystyczny katamaran. Na pierwszym planie znajdują się dwie kobiety, prawdopodobnie Japonki, które robią statkowi zdjęcie telefonami komórkowymi. W tle widać porośnięte lasami góry. Jest pochmurno. Fotografia wykonana przez Yasuyoshiego Chibę należy do cyklu dokumentującego skutki trzęsienia ziemi, tsunami oraz katastrofy elektrowni jądrowej, które wydarzyły się w Japonii 11 marca 2011 roku. Uchwycona została na niej wielowarstwowa znaczeniowość katastrofy, która wpływa zarówno na porządek kulturowy, jak i środowiskowy. Dyskurs i próby uchwycenia doświadczenia katastrofy rozpoczynają się - jak dowodzi obraz kobiet robiących zdjęcia - już w chwili, gdy się ona wydarza. Fotografia Chiby nie tylko zawiera moment powstania nowej opowieści, ale staje się jej elementem. Przedstawia tworzenie się obrazów. Dyskurs o katastrofie jest poszukiwaniem adekwatnej reprezentacji tego doświadczenia, czy to w formie wizualnej, czy językowej. Pozorna niewzruszoność otaczających zrujnowane budynki gór i lasów wskazuje, że o współczesnych wypadkach - będących połączeniem kataklizmów oraz awarii technologicznych - nie można opowiadać bez uwzględnienia roli środowiska. Nie tylko jako nieodzownej części wydarzenia, ale również jako istotnego nośnika znaczeń, który pozwala uformować się danemu doświadczeniu. Jednakże najważniejszym elementem fotografii autorstwa Chiby okazuje się tkwiący na dachu katamaran. Reprezentuje on głębokie zaburzenie codzienności i dotychczasowego porządku naturokulturowego.

Obraz ten stał się ikoniczną reprezentacją wydarzeń sprzed ponad 10 lat. Jest też przedstawieniem przewodnim dla moich rozważań, które starają się śledzić konsekwencje, jakie przynosi odwrócenie dominujących modeli opowiadania o katastrofach nuklearnych. Awarie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej oraz w Fukushimie Daiichi znacząco zmieniają językowy obraz świata, ponieważ wpływają na dotychczasowe schematy i matryce dyskursywne opisywania katastrof technologicznych.

PODĄŻAJĄC ZA KATASTROFĄ

Przedmiotem książki jest analiza katastrof nuklearnych w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej w Ukrainie oraz w Fukushimie Daiichi w Japonii. Interesuje mnie to, jak powstałe w wyniku tych wydarzeń schematy językowe i matryce kulturowe wpływają na opisywanie skażonej przyrody i kształtują relację człowieka ze środowiskiem. Skupienie się na powyższych katastrofach podyktowane jest dwoma powodami. Po pierwsze, jako jedyne zostały one ocenione w skali INES jako "wielkie awarie" (International Atomic Agency, b.d.), stając się tym samym największymi wydarzeniami tego typu w dotychczasowej historii energetyki jądrowej. Po drugie, wybranie kulturowo odmiennych wydarzeń pozwala zadać pytanie, czy istnieje ponadkulturowy (uniwersalny) sposób doświadczania i opisywania katastrofy nuklearnej. Istotny jest również kontekst historyczny obu awarii. Jego uwzględnienie z jednej strony pomaga uchwycić wpływ ideologii i języka propagandy na formowanie się wiedzy o badanych katastrofach, z drugiej - umożliwia analizę zmian sposobów reprezentacji tych wydarzeń i opisywania przyrody na przestrzeni czasu (od awarii w Ukrainie do katastrofy w Japonii). Opowieści dotyczące strefy czarnobylskiej oraz obszarów wokół japońskiej elektrowni skłaniają także do prześledzenia istotnych przeobrażeń myśli środowiskowej, która zajmuje się obszarami skażonymi i zdegradowanymi. Ważny będzie tu również kontekst polski, ponieważ obie awarie zaistniały w świadomości Polek i Polaków, a elementy, które wybrzmiały w debacie publicznej, pozwalają uchwycić wspólne punkty tych kulturowo i czasowo odległych wydarzeń. Polska recepcja ujawnia też rolę ideologii (wąsko i szeroko rozumianej) oraz kontekstu historycznego w procesie tworzenia się dyskursu o katastrofach nuklearnych. Istotne będzie wreszcie pytanie o funkcję stereotypów w tworzeniu się świadomości na temat awarii w Ukrainie oraz w Japonii.

Pierwsza część rozważań poświęcona została analizie dyskursu dotyczącego katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu oraz tej, która wydarzyła się w miejscowości ?kuma w prefekturze Fukushima. W szczególności skupiam się na ewolucji schematów opisywania tych przestrzeni oraz kształtowanej przez teksty medialne świadomości na temat obu zdarzeń. Głównym czynnikiem warunkującym doświadczenie katastrofy nuklearnej jest specyfika promieniowania radioaktywnego i niesionego przez nie niewidocznego zagrożenia. Radioaktywność skutkuje epistemologiczną niejednoznacznością, dostrzegalną zwłaszcza w sposobach opisywania i badania przestrzeni środowiskowych, w których awarie miały miejsce. Dlatego też należy sprawdzić, jak doświadczenie katastrofy przekłada się na język jej opisu, gdy wytworzone przez nią krajobrazy nie mieszczą się w kulturowo utrwalonych wyobrażeniach świata postkatastroficznego.

Najciekawsze pytanie, jakie się stąd wyłania, dotyczy tego, na ile obszary skażone powstałe w wyniku katastrof technologicznych stają się w ludzkiej percepcji sztuczne, a na ile odbierane są jako naturalne. Pytanie to kieruje do drugiego celu książki: analizy, jak samo środowisko stref wykluczenia wpływa nie tylko na dyskurs o katastrofie, ale też na funkcjonowanie pojęcia N a t u r y 01. Z tego względu druga część rozważań poświęcona została analizie pojęć warunkujących doświadczanie środowiska i kształtowanie jego kulturowego statusu oraz przebadaniu możliwych kierunków przemian, które dokonują się w tym polu.

DOŚWIADCZENIE I DYSKURS

W tym miejscu należy szerzej omówić dwa kluczowe pojęcia: doświadczenia oraz dyskursu.

Jak pisze Zbigniew Kloch, doświadczenie, zwłaszcza w wymiarze potocznym, jest przekładane na formuły wypowiedzi i opowieści i w ten sposób staje się znakowym wyposażeniem świata. Odbierane z indywidualnej perspektywy, opiera się na procesie interpretacji otaczającego świata na podstawie otrzymywanych informacji, przekazów, obrazów itd. Jest więc systemem silnie modelującym nasze postrzeganie i interpretowanie znaków oraz ich swego rodzaju kulturową synchronią (Kloch 2006, 9). Powstające za jego sprawą narracje czynią ze świata opowiedzianego świat znaczący. Staje się on w ludzkiej świadomości jedyną możliwą rzeczywistością (por. Trzebiński 2002, 17-42). Funkcjonowanie w kulturowej rzeczywistości opiera się na obcowaniu z charakterystyczną semiosferą, na którą wpływają nie tylko obecne systemy znaczeń, ale również zaszłości historyczne, jak i wyobrażenia o przyszłości. W kontekście badanych wydarzeń czynnik temporalny okazuje się niezwykle istotny. Katastrofa nuklearna znacznie zmienia percepcję czasu, a co za tym idzie - oddziałuje na doświadczenie. Awarie w elektrowniach jądrowych zmieniają również samo rozumienie kultury. Jeśli doświadczenie jest odbiorem (często o dużym ładunku afektywnym) pewnego systemu znakowego, to kulturę traktować można jako:

[...] zbiór tekstów, wypowiedzi niejednorodnych, bo artykułowanych za pomocą różnorakich środków przekazu: słów, zachowań, konstrukcji architektonicznych. Kultura jest więc zbiorem wypowiedzi zbudowanych w określony sposób, których pojawienie się jest uwarunkowane historycznie i epistemologicznie [...] (Kloch 2006, 7).

Kultura stanowi pewną praktykę społeczną, obszar nie tyle odbioru, ile aktywnego działania nieustannie zmieniającego daną rzeczywistość znakową. Analiza katastrof nuklearnych pozwoli sprawdzić, czy wciąż można mówić o kulturze jako o pewnym zbiorze tekstów i systemów znakowych, który przynależy jedynie do świata człowieka. Z tego też względu niezwykle istotne będą różnego typu znaki, które powstawały bądź ujawniały się w wyniku katastrof nuklearnych.

Michel Foucault podkreśla w swoich pracach, że język nie jest neutralnym odbiciem świata, ale aktywnym czynnikiem go tworzącym, modelującym sposoby myślenia i praktyki produkcji wiedzy (Topolski 1977, 13). Ma to istotne znaczenie dla niniejszej książki, ponieważ sprawdza ona, jakim przekształceniom ulegają praktyki mówienia o katastrofach technologicznych oraz jakie są konsekwencje tych przemian. Język jest niezwykle ważną częścią dyskursu rozumianego jako systemy ludzkich wypowiedzi zawierające w sobie również rzeczy zakazane, niewypowiadalne bądź kontrolowane przez władzę i kształtowane przez normy kulturowe. Dyskurs przynależy do doświadczenia, ponieważ pomaga w jego artykulacji i zapewnia ramy dla jego funkcjonowania. Pojęcie to obejmuje wszystkie sfery ludzkiego życia. Dyskurs nie wyrasta z samego języka, ale bardziej ze stosunków pomiędzy formami produkcji wiedzy a praktykami władzy, z napięć pomiędzy relacjami społeczno-instytucjonalnymi, a także ludzko-środowiskowymi. Z tego też względu posługuję się w książce kategorią biodyskursu. Ma ona na celu podkreślenie jego więcej-niż-ludzkiego02 wymiaru uwzględniającego czynnik przyrodniczy w formułowaniu się sposobów opowiadania i myślenia o katastrofach nuklearnych. W obszar tak pojmowanego dyskursu wchodzą nie tylko konwencje opowiadania o środowisku, specyficzny system znaków i reprezentacji, ale również sieci relacji tworzące się pomiędzy ludźmi a obszarami wokół zniszczonych elektrowni, praktyki współistnienia z nimi oraz dbania o nie. Analizowane procesy postrzegam jako przejawy praktyk materialno-dyskursywnych, w których znaczenie ma nie tylko język tworzący dyskurs, istotna jest również sama materia (rozumiana przeze mnie jako środowisko) będąca "aktywną uczestniczką stawania się świata" (Barad 2024, 189). Tak określony biodyskurs jest polem wzajemnie oddziałujących na siebie ludzko-więcej-niż-ludzkich zjawisk - tworzących opowieść o katastrofie, ale także kreujących materialny świat po niej.

Niezwykle ważną rolę w powstawaniu dyskursu odgrywają sposoby wytwarzania wiedzy i nauki. Pozycja eksperta oraz badań nad skutkami skażenia promieniowaniem radioaktywnym stanowią istotny przedmiot mojej refleksji. Niewidzialność promieniowania radioaktywnego sprawia, że powodowane przez nie zagrożenie może być wyartykułowane i zobrazowane jedynie przez złożone modele naukowe. Jednakże w przypadku badanych katastrof zarówno język naukowy, jak i postać eksperta pozostają silnie uwikłane w kontekst kulturowy i polityczny, co wpływa na odbiór przedstawianych informacji. Z tego też względu traktuję naukę jako specyficzną część praktyki dyskursywnej, która:

[...] może formować grupy przedmiotów, zespoły typów wypowiadania, gry pojęć i serie wyborów teoretycznych. Ukształtowane w ten sposób elementy nie tworzą nauki z jej strukturą wyraźnie określonej idealności: system ich relacji jest z całą pewnością mniej ścisły. Ale nie stanowią również masy wiadomości - nagromadzonych obok siebie, pochodzących z niejednorodnych doświadczeń, tradycji lub odkryć, i powiązanych tylko identycznością podmiotu, który nimi rozporządza. Są tym, co pozwala budować się spójnym (lub nie) zdaniom, zjawiać się mniej lub bardziej dokładnym opisom, dokonywać się weryfikacjom, rozwijać teoriom (Foucault 1977, 220-1).

Uporządkowane powiązania w tym zbiorze odzwierciedla proces produkcji wiedzy. Wiedza natomiast umożliwia poszczególnym podmiotom wspólnoty dyskursywnej opowiadanie o częściach tego zbioru (Foucault 1977, 221). Tak rozumiana wiedza nie jest jedynie przedmiotem nauki03, ale objawia się we wszystkich formach ludzkich wypowiedzi o świecie. Przemiana statusu eksperta, która dokonała się w wyniku obu katastrof, wymaga zatem dogłębnej analizy. Jest to niezwykle istotne, zwłaszcza że figury eksperta używano w procesie legitymizacji przekazywanych informacji o awariach. Konieczne będzie sprawdzenie, jak badane przykłady wpływają na pozycję nauki, praktyki produkcji wiedzy oraz jej wykorzystywanie.

RAMA TEORETYCZNA

Obok wspominanych terminów w książce wykorzystuję liczne teorie z obszaru humanistyki środowiskowej oraz posthumanizmu. Podobnie jak w przypadku pojęć rozważania teoretyczne będą wynikać z analizy materiału źródłowego, dzięki czemu oba obszary wejdą ze sobą w dialog, a szersza refleksja nie przytłoczy interpretowanych elementów zapisu doświadczenia. W tym miejscu konieczne jest jednak przywołanie dwóch kontekstów, które stanowiły ważną inspirację dla całej książki, a zarazem tworzą znaczące tło dla prowadzonych dalej refleksji.

Ulrich Beck w swojej pracy Społeczeństwo ryzyka. W drodze do innej nowoczesności (Beck 2004), wychodząc od wydarzeń z 26 kwietnia 1986 roku, które miały miejsce w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, przedstawił nowy model klas i relacji społecznych. Podział miał zależeć od poziomu wystawienia na różne rodzaje ryzyka (przede wszystkim związanego z przemysłem). Choć propozycja nowej klasowości została poddana krytyce i wśród wielu badaczy oraz badaczek budzi pewne wątpliwości, diagnozy Becka odnoszące się do relacji ludzko-środowiskowych, miejsca przyrody w życiu społecznym oraz zmian w obszarze produkcji wiedzy stanowią dla mnie ważny punkt odniesienia. Opisując czarnobylską katastrofę, niemiecki socjolog zauważa, że nowoczesne zagrożenia, których symbolem stało się niewidzialne promieniowanie radioaktywne, są niebezpieczne nie tylko nie względu na wysoki poziom szkodliwości dla człowieka. Przede wszystkim stają się nieuniknione i nie można ani ich ograniczyć, ani przeciwstawić się im w żaden dotychczas znany sposób. Przykładowo, radionuklidy wnikają w ciała i materię nieorganiczną oraz nieustannie się przenoszą. Oprócz składowania i oczekiwania na zakończenie procesu ich rozkładu nie istnieje żadna skuteczna metoda unieszkodliwienia tego skażenia. To przekraczanie granic pomiędzy rzeczywistością społeczną a środowiskiem nie dotyczy jedynie różnego rodzaju toksyczności, ale relacji w świecie w ogóle. Jak stwierdza Beck:

Nadszedł k o n i e c o w y c h "i n n y c h", koniec wszystkich, tak pieczołowicie przez nas hodowanych możliwości dystansowania się, czego możemy doświadczyć wraz ze skażeniem atomowym. M o ż n a o d g r o d z i ć s i ę o d b i e d y - o d n i e b e z p i e c z e ń s t w a e p o k i a t o m u j u ż n i e. W tym tkwi nowy rodzaj siły kulturowej i politycznej. Jej władza to władza niebezpieczeństwa, która znosi wszelkie strefy ochronne i zróżnicowania nowoczesności (2004, 11).

To, co spowodowała katastrofa w radzieckiej elektrowni, a zintensyfikowały późniejsze wydarzenia w Fukushimie Daiichi, to właśnie pewna planetaryzacja doświadczenia skażenia i niebezpieczeństwa. Niezależnie od tego, czy awaria technologiczna ma miejsce w Europie, czy w Japonii, jej skutki może odczuć każdy na całym świecie. Skala zagrożenia jest tym bardziej dojmująca, że rezultaty ludzkich błędów wymykają się wcześniejszym ocenom ryzyka i diagnozom ekspertów co do niezawodności wykorzystywanych technologii: "Przy ocenie niebezpieczeństw jesteśmy wszyscy, łącznie z ekspertami, skazani na instrumenty pomiarowe, teorie, a przede wszystkim na naszą n i e wiedzę" (Beck 2004, 13). Proces osłabiania pozycji nauki w debacie publicznej miałby zacząć się właśnie od awarii czarnobylskiej, kiedy to kompromitacji uległo stanowisko badaczy i badaczek, że energia atomowa jest niezawodnym typem technologii. Nauka, jak zauważa autor Społeczeństwa ryzyka, "[...] staje się (współ-)przyczyną, medium definicyjnym i źródłem rozwiązania problemu ryzyka" (Beck 2004, 238). Dlatego w kolejnych rozdziałach sprawdzam, czy katastrofa nuklearna w elektrowni czarnobylskiej przełamała dominację racjonalności naukowej.

Beck zwraca uwagę, że oparcie cywilizacji na systemie industrialnym i idei progresu zniosło barierę pomiędzy człowiekiem a przyrodą, ponieważ pozaludzki element rzeczywistości również uległ urynkowieniu (Beck 2004, 13). Paradoksalnie opowieść o dominacji człowieka nad naturą dotyczyła tak naprawdę coraz większego uzależnienia rozwijających się systemów kapitalistycznych od środowiska. W konsekwencji upadł mit oddzielności świata społecznego i przyrodniczego. Nie da się już dłużej budować barier pomiędzy ludźmi a zagrożeniami środowiska, ponieważ niebezpieczeństwo wynika ze splecenia działań człowieka, wyprodukowanych przez niego technologii i eksploatowanej przyrody. Wszystkie strefy ochronne nowoczesności tym samym upadły (Beck 2004, 14). Katastrofy nuklearne miały zatem według Becka pokazać, że nastąpił koniec

[...] p r z e c i w s t a w i a n i a n a t u r y i s p o ł e c z e ń s t w a. Natura nie może być pojmowana b e z społeczeństwa, a społeczeństwo b e z natury. Pod koniec XX wieku natura nie j e s t a n i dana, a n i przypisana, ale stała się produktem historycznym, zniszczonym w y p o s a ż e n i e m świata cywilizacji. Oznacza to jednak, że zniszczenia natury, będące integralną częścią światowej cyrkulacji produkcji przemysłowej, przestają być "jedynie" zniszczeniami natury i stają się trwałym elementem rozwoju społecznego, politycznego i ekonomicznego. Niedostrzegany efekt uboczny uspołecznienia natury to u s p o ł e c z n i e n i e j e j z n i s z c z e ń i z a g r o ż e ń, ich przemiana w ekonomiczne, społeczne i polityczne konflikty i sprzeczności [...] (2004, 103)04.

Wynika stąd, że społeczeństwo staje się społeczeństwem katastrof, w którym nie sposób odgrodzić się od zagrożeń, można jedynie wypracować modele współistnienia z nimi. Środowisko przestaje być "osobne" w tym sensie, że jego zniszczenia są skutkami procesów historycznych, politycznych, technologicznych oraz kulturowych. Prowadzona w książce refleksja, inspirując się rozważaniami Becka, wykracza jednak poza jego rozpoznania. O ile bowiem niemiecki socjolog pisał o środowisku i relacjach z przyrodą jedynie w kontekście zagrożeń, o tyle badane przeze mnie przykłady skłaniają do poszukiwania pozytywnych aspektów zmian, które dokonały się wraz z katastrofami nuklearnymi.

Moje rozważania wpisują się również w szerszą debatę na temat relacji ludzko-środowiskowych, która zintensyfikowała się wraz z pojawieniem się na początku XXI wieku pojęcia "antropocenu". Jest to nazwa nowej epoki geologicznej, zaproponowana w 2000 roku przez chemika atmosfery Paula J. Crutzena oraz biologa Eugene'a F. Stoermera05. Badacze oparli swój postulat na spostrzeżeniach dotyczących bardzo dużego wpływu człowieka na warunki życia na Ziemi, argumentując, że ludzie zaczęli zmieniać planetę nawet w wymiarze geologicznym. 21 maja 2019 roku Grupa Robocza ds. Antropocenu (The Anthropocene Working Group [AWG]) rekomendowała Międzynarodowej Komisji Stratygrafii oficjalne uznanie epoki (Anthropocene Working Group 2019). Choć Komisja ostatecznie odrzuciła wprowadzenie antropocenu jako kolejnej epoki geologicznej (Witze 2024), to sam termin zyskał niezwykłą popularność, szczególnie w naukach humanistycznych. Najważniejszym aspektem debaty nad antropocenem w kontekście głównego przedmiotu moich badań jest refleksja na temat problematyczności pojęcia N a t u r y i zauważenie jej normatywnego, nieprzystającego do rzeczywistych procesów i relacji charakteru. Analiza zjawisk i procesów dyskursywnych zachodzących wokół doświadczenia katastrof nuklearnych wpisuje się w dyskusję dotyczącą konieczności porzucenia terminu N a t u r a na rzecz innych, bardziej wyczulonych na różnicę pojęć. Jak zauważa Ewa Bińczyk (2018, 15), skala wpływu człowieka na środowisko uniemożliwia jasne oddzielenie tego, co naturalne, od tego, co wytworzone sztucznie. Dyskutowana utrata natury ma oczywiście drugi aspekt: zmniejszanie się bioróżnorodności, masowe wymieranie gatunków i destabilizację klimatu. Katastrofy technologiczne, w tym nuklearne, również się do nich przyczyniają. Mam świadomość złożoności tego problemu, uważam jednak, że badane przeze mnie awarie elektrowni jądrowych pokazują, że w dobie antropocenu nie można jednoznacznie określać danych zjawisk jako szkodliwych bądź wartościowych. Z tego też względu istotne będzie przyjrzenie się statusowi toksyczności oraz namysł nad aktualnym rozumieniem pojęcia ś r o d o w i s k a z d e g r a d o w a n e g o.

W książce analizuję różnorodne materiały pod kątem formowanego w nich dyskursu i wizualnych reprezentacji dwóch katastrof nuklearnych. Porównanie przedstawień tekstowych i obrazowych jest istotne, ponieważ pozwoli postawić pytanie o sposoby i praktyki ukazywania niewidzialnego promieniowania radioaktywnego oraz radzenia sobie z tym problemem. Przeprowadzone wywiady pomogą uchwycić moment formowania się pamięci, a badanie tekstów źródłowych pod kątem zawartych w nich strategii retorycznych posłuży przyjrzeniu się relacji pomiędzy przestrzeniami postnuklearnymi a wpisywanymi w nie znaczeniami oraz związkom pomiędzy reprezentującymi je tekstami i obrazami. Umożliwi to zbadanie, w jaki sposób obszary te wzajemnie na siebie wpływają, w szczególności jak próby dyskursywizacji tych przestrzeni kształtują ich postrzeganie i doświadczanie.

WIĘCEJ-NIŻ-LUDZKIE ARCHIWUM

Książka opiera się na dwóch rodzajach źródeł: wywołanych oraz zastanych. Na źródła wywołane składają się wywiady oraz badania etnograficzne w terenie. Planowo obszar ten miał obejmować zarówno strefę wykluczenia w Czarnobylu, jak i tę powstałą wokół elektrowni Fukushima Daiichi. Ze względu na wywołaną przez wirusa SARS-CoV-2 pandemię i wciąż trwającą wojnę w Ukrainie nie udało się w pełni zrealizować założonych planów. Z tego powodu badania etnograficzne oraz wywiady pojawiają się w części dotyczącej kontekstu japońskiego. Badania terenowe przeprowadzałam w strefie wykluczenia wokół elektrowni Fukushima Daiichi, a także w powstałych w prefekturze muzeach oraz centrach informacyjnych. Grupę rozmówców stanowili mieszkańcy prefektury Fukushima oraz aglomeracji tokijskiej, którzy bezpośrednio doświadczyli wydarzeń z marca 2011 roku. W kontekście ukraińskim refleksja bazuje na opublikowanych świadectwach osób, które doświadczyły awarii w elektrowni czarnobylskiej.

W zakres źródeł zastanych wchodzą: archiwalne i współczesne materiały prasowe oraz artykuły dotyczące obu katastrof, źródła z tzw. drugiego obiegu poruszające kwestie awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu, materiały dostępne w Internecie (artykuły, strony informacyjne, blogi) zajmujące się zagadnieniem katastrof nuklearnych. Przyglądam się także czasopismom archiwalnym, które miały znaczący wpływ na późniejsze narracje o strefach skażenia. Porównanie materiałów propagandowych z późniejszymi weryfikacjami unaocznia, jak tworzył się dyskurs na temat tego wydarzenia oraz jaki wpływ wywarły pierwsze relacje z katastrofy w Czarnobylu na odbiór kolejnej awarii, która miała miejsce w zupełnie odmiennym kontekście historycznym i kulturowym. Wskazanie różnic i podobieństw pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami pozwala pogłębić refleksję nad pytaniem o uniwersalność katastrofy nuklearnej. Krytyczne opracowanie wybranych tekstów teoretycznych z obszaru kulturoznawstwa i humanistyki środowiskowej poruszających problematykę przestrzeni postnuklearnych i zdegradowanych przyczyniło się do przebadania strategii wykorzystywanych w procesie dyskursywizacji problematyki analizowanej w pierwszej części książki. Istotne są dla mnie również teksty z zakresu nauk ścisłych opisujące skutki działania promieniowania radioaktywnego na czarnobylskie i fukushimskie środowiska. Studia z tego obszaru traktowałam nie tylko jako źródło danych, ale również jako elementy zbioru wypowiedzi składające się i wpływające na kulturowe matryce postrzegania awarii.

KONTEKST BADAŃ

Powstanie tej książki nie byłoby możliwe bez szeregu wcześniejszych prac, które mnie zainspirowały. Szczególnie ważny był dla mnie wzrost zainteresowania kwestiami środowiskowymi w humanistyce (Wężowicz-Ziółkowska i Wieczorkowska 2016), a zwłaszcza rolą, jaką ludzie odgrywają w przyrodzie (?sberg, Hedrén i Neimanis 2015; Braidotti 2017, 59-105). Istotne znaczenie dla moich rozważań miały także: literatura dotycząca tzw. kultury nuklearnej (Pearce 2018; Johnos 2012), która opisuje procesy kształtujące zimnowojenną rzeczywistość, badania nad rolą katastrof przemysłowych w rozwoju modernistycznych społeczeństw (Beck 2004; Beck, Giddens i Lash 2009), analizy wpływu awarii elektrowni jądrowych na globalną i krajową politykę energetyczną (Gałaj-Dempniak 2015; Pachocki 2006; Gawlikowska-Fyk i Nowak 2014) oraz na lokalne rozwiązania prośrodowiskowe (Mitchell 1996), a wreszcie namysł nad kulturowymi i historycznymi uwarunkowaniami polityki ochrony środowiska (Havlick 2018). Książka Agaty Agnieszki Konczal Antropologia lasu. Leśnicy a percepcja i kształtowanie wizerunków przyrody w Polsce (2017) jest jedyną publikacją badającą kulturowe uwarunkowania postrzegania środowiska w Polsce. Ważną inspirację stanowiła dla mnie również praca Jacka Małczyńskiego Krajobrazy Zagłady. Perspektywa historii środowiskowej (2019), która wniosła wkład w badania nad Zagładą z perspektywy środowiskowej.

Drugi obszar tematyczny, w którym sytuuje się moja książka, dotyczy rozważań nad funkcjonowaniem idei N a t u r y we współczesnym świecie, zwłaszcza w kontekście debaty na temat antropocenu. Szczególnie istotne są dla mnie rozważania Timothy Morton (Morton 2016; 2013a), które poruszają kwestię filozoficznych korzeni postrzegania środowiska oraz proponują przekształcenie współczesnych relacji człowieka ze światem więcej-niż-ludzkim. Kluczowa będzie dla mnie koncepcja "ekologii bez Natury" (Morton 2007). Pozwala ona zastanowić się nad tym, jak zmieniłby się kulturowy status środowiska, gdyby nie kształtowało go pojęcie N a t u r y. Moja perspektywa sporo zawdzięcza również socjologicznym rozważaniom na temat postrzegania przyrody przedstawionym przez Phila Macnaghtena oraz Johna Urry'ego w książce Alternatywne przyrody. Nowe myślenie o przyrodzie i społeczeństwie (2005). Ważną rolę w badaniach naturokulturowego statusu przestrzeni postnuklearnych odgrywa też namysł Williama Cronona nad pojęciem dzikości (Cronon 1996) oraz koncepcja "nowej dzikości" Freda Pearce'a (Pearce 2015). Równie duże znaczenie mają analizy kontekstu produkcji wiedzy i pozycji eksperta w modernistycznym społeczeństwie (Collins 2018). Istotny aspekt stanowi wreszcie refleksja na temat statusu współczesnej humanistyki i roli, jaką może ona odegrać w budowaniu nowych relacji człowieka ze środowiskiem (Domańska 2013). Książką, która porównuje awarie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej oraz w Fukushimie Daiichi, jest praca Tomasza Ilnickiego Czarnobyl i Fukushima. Przyczyny, przebieg i konsekwencje (2021). To jednak propozycja popularnonaukowa - dokładnie przedstawia ona przebieg i skutki obu awarii, ale nie porusza problematyki naturokulturowego statusu stref wykluczenia.

STRUKTURA KSIĄŻKI

W rozdziale pierwszym Rozbłysk katastrofy. Doświadczenie ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki jako pierwszej w dziejach ludzkości katastrofy nuklearnej analizuję rolę, jaką odegrało środowisko w kształtowaniu się opowieści o atakach atomowych na Hiroszimę i Nagasaki w sierpniu 1945 roku. Pomimo że tematyka ataków atomowych nie wiąże się bezpośrednio z głównym obszarem mojej pracy, poruszenie tego aspektu wydaje się konieczne. Wydarzenia te stanowią punkt wyjścia do refleksji o naturokulturowym statusie obszarów wokół elektrowni jądrowych w Czarnobylu i Fukushimie Daiichi. Odwołania do ataków pojawiają się również w relacjach z obu katastrof.

Rozdział Z serca katastrofy. Ukraińskie i białoruskie reakcje na katastrofę w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej bada, w jaki sposób i dlaczego załamał się język mówiący o awariach technologicznych oraz jak starano się wypełnić doświadczeniową pustkę, która powstała w wyniku tego procesu. W rozdziale "Największa taka katastrofa...". O polskim dyskursie wokół awarii w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej poruszam kwestię polskich reakcji na wydarzenia w radzieckiej elektrowni jądrowej. Uwagę poświęcam zwłaszcza statusowi i roli skażonego środowiska w opowieściach o awarii, a także w procesach kształtowania się pamięci oraz pozycji głosu eksperckiego.

Dwa dalsze rozdziały analizują katastrofę elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi, która nastąpiła w wyniku trzęsienia ziemi i tsunami 11 marca 2011 roku. Rozdział Radioaktywne kwiaty wiśni. Relacje Japończyków ze skażonymi obszarami wokół elektrowni Fukushima Daiichi poświęcony jest japońskiemu doświadczeniu katastrofy. Bada napięcia powstałe pomiędzy opowieściami tworzonymi przez japońskie władze a obywatelami i byłymi mieszkańcami prefektury Fukushima. Poddaje również refleksji różnice w kulturowym rozumieniu pojęcia N a t u r y i to, jak wpływają one na status skażonego środowiska w strefie wykluczenia. Rozdział "Japoński Czarnobyl", czyli jak upada mit technokracji. Katastrofa elektrowni atomowej Fukushima Daiichi w kontekście polskim ponownie odwołuje się do polskich reakcji na awarię. Stawiam w nim trzy pytania: o status skażonego środowiska w recepcji polskich mediów, o związek pomiędzy katastrofą nuklearną a kapitalizmem, a także o to, jak stereotypy na temat Japończyków oraz odwołania do doświadczenia awarii w Czarnobylu wpływały na polskie relacje z wydarzeń w Fukushimie Daiichi.

Dwa kolejne rozdziały zostały poświęcone porównaniu obu katastrof w kontekście teoretycznym. Rozdział Umykająca radioaktywność. O skażonych ekosystemach i naukowych, splątanych opowieściach bada relacje pomiędzy katastrofą nuklearną, nauką i społeczną percepcją głosu eksperckiego. Rozdział Przestrzenie radioaktywne a pojęcie Natury poddaje refleksji ontologiczny status obu stref wykluczenia oraz to, jak wydarzenia w czarnobylskiej i fukushimskiej elektrowni zmieniły rozumienie takich pojęć jak N a t u r a, t o k s y c z n o ś ć bądź ś r o d o w i s k o. Z powyższych rozważań wyłania się pojęcie t e c h n o n a t u r y jako specyficznej przestrzeni, w której splata się to, co środowiskowe, technologiczne i antropogeniczne. W zjawisku tym istotna jest procesualność, nieustannie włączająca, ale również dopuszczająca wyłączenie ludzkich i więcej-niż-ludzkich aktorów.

Ostatni rozdział, zatytułowany Zakończenie: w stronę ambiwalentnej toksyczności, zbiera najważniejsze wątki, które pojawiły się w książce. Zawarte w nim rozważania wpisują się w szerszy kontekst katastrofy klimatycznej.

ROZBŁYSK KATASTROFY. DOŚWIADCZENIE ATAKÓW ATOMOWYCH NA HIROSZIMĘ I NAGASAKI JAKO PIERWSZEJ W DZIEJACH LUDZKOŚCI KATASTROFY NUKLEARNEJ

Wszystko - ruiny domów, brzegi rzeki, poczerniałe pnie drzew - porastała świeża, prężna, bujna i optymistyczna zieleń; zielsko pokrywało nawet fundamenty unicestwionych domów. Zaczęło już nawet rosnąć w popiołach, a w kościotrupie miasta kwitły dzikie kwiaty. [...] można było przypuścić, że wraz z bombą zostały też zrzucone nasiona.

Hersey 2013, 105-6

Na schodach pozostał ślad po człowieku, który 6 sierpnia o godz. 8.15 - w momencie wybuchu bomby atomowej - czekał na otwarcie banku Sumitomo. To właśnie przedstawia najbardziej ikoniczna fotografia, która odsyła do wydarzeń z końca II wojny światowej. Po ciele zachował się jedynie cień. Podobne obrazy, plamy ciał i cienie roślin06, obiektów, które wyparowały w trakcie wybuchu, naznaczyły ruiny wielu budynków w Hiroszimie i Nagasaki. Ewa Domańska w swojej książce Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała omawia problematykę związaną z tymi specyficznymi pozostałościami ofiar atomowej anihilacji (2017). W rozdziale poruszającym kwestię ataków atomowych na Hiroszimę autorka zadaje sobie pytanie, czy pozostawione plamy bądź, jak się je przyjęło nazywać, cienie po ciałach, które wyparowały, można traktować nie tylko jako pewnego rodzaju materialne pozostałości po ludziach, ale również jako archiwa destrukcji oraz miejsca pamięci.

Mur przy wejściu do banku Sumitomo szybko stał się cennym śladem tragedii i dowodem na możliwość całkowitej anihilacji ludzkiego istnienia. Przez wiele lat zachowany na nim cień dawał się wyraźnie dostrzec, ale wystawiony na działanie słońca, wiatru i deszczu z czasem zaczął zanikać. W 1971 roku w trakcie remontu banku fragment schodów z cieniem człowieka podarowano w celu jego odpowiedniego zachowania i ekspozycji Muzeum Pokoju w Hiroszimie (Hiroshima Peace Memorial Museum), gdzie znajduje się on do dzisiaj, stanowiąc jeden z najważniejszych eksponatów w tej instytucji (Domańska 2017, 225-6).

Jak słusznie zwraca uwagę Domańska, w przypadku tego obiektu należałoby raczej mówić, że jest to plama pozostawiona przez człowieka. Nie cień, ale część cząsteczek ciała, które powstały w wybuchu i zachowały się w kamieniu (Domańska 2017, 227). Fotografie przedstawiają zatem ciemne plamy, które jedynie wyglądają jak cienie. To wtopienie traktuję jako znak wpisany w materialne podłoże, wyryty w kamieniu, stworzony samym ciałem. Zgadzam się z Domańską, że w przypadku powyższych obrazów mamy do czynienia z podwójnego rodzaju znakiem: "[...] po pierwsze ze zniknięciem ludzkiego ciała, po drugie ze specyficznym śladem przez nie pozostawionym" (2017, 230). Autorka Nekrosu wprowadza do swojej refleksji pojęcie vestigum - śladu-odcisku - które oddaje złożoność atomowego znaku powstałego w wyniku wybuchu bomby. Wskazywać miałby on nie tylko na metaforyczne istnienie wyparowanych ciał, ale również na ich dosłowne wpisanie w rzeczywistość - odciśnięcie się w niej (Domańska 2017, 238). Pamiętając, że ślady pozostawiły także ciała więcej-niż-ludzkie, sądzę, że zjawisko uchwycone na fotografiach oddaje nie tylko pewne odciśnięcie się wydarzeń w rzeczywistości postkatastroficznej i pamięci. Przede wszystkim wspomniane obrazy wskazują na widmowość i nieuchwytność samego doświadczenia ataków atomowych. Ciała, które doświadczyły wybuchów, od razu znikają, przez co nie mogą zaświadczyć o wydarzeniu. Z tego względu jego doświadczenie zawsze pozostanie niepełne i w pewnym stopniu zapośredniczone.

Ponadto, jak zwraca uwagę Karen Barad, te specyficzne fotografie są przede wszystkim znakiem usuwania (2018, 228) - wymazywania nie tylko konkretnych ludzi, obiektów i bytów więcej-niż-ludzkich, ale także określonej ramy całego wydarzenia, który to proces odrzuca pewne historie przemocy, a pozostawia inne07. Próby opisu katastrofy i form jej doświadczania stają się poszukiwaniem miejsc chwilowego zakorzenienia historii, gestów jej uwidocznienia i materializacji skierowanych przeciwko zanikaniu i rozpadowi pamięci, języka oraz dostępnych form reprezentacji. Z tego też powodu w tym rozdziale poszukuję miejsc interwencji widm przeszłości i ukazuję je jako afektywne przestrzenie formujące zarówno doświadczenie katastrofy, jak i próby jej opisu. Obszary te traktuję, podążając za słowami Adama Lipszyca, jako punkty nieuniknionego spotkania z nawiedzającą nas historią: "[...] interwencja widm, komunikująca naszą teraźniejszość z jakimś innym momentem czasowym w sposób zawsze nacechowany afektywnie, jest doświadczeniem dojmującym, przed którym rzadko potrafimy się uchylić" (2020, 136). Śledzenie tych obszarów z a k o r z e n i a n i a doświadczenia jest dla mnie kluczowe, ponieważ skupiam się przede wszystkim na tym, jak ataki atomowe opisywane są w kontekście środowiskowym i w relacji do przyrody. Istotny będzie dla mnie również wpływ bomby atomowej na życie bytów więcej-niż-ludzkich (zwierząt i roślin, ale też grzybów). Wybór ten motywowany jest świadomością, że ataki atomowe na Hiroszimę i Nagasaki wyczerpująco opisano z perspektyw socjologicznych, politycznych, historycznych i kulturowych (por. Hogan 1996; Guillain 1983; Rotter 2011), które kładły nacisk na wpływ bombardowań na sytuację geopolityczną i zmiany, jakie dokonały się w relacjach społecznych. W badaniach tych pomijano dynamikę relacji ludzko-środowiskowej, w której przyroda rozpatrywana jest nie tylko pod kątem oddziaływania wybuchu i promieniowania na dane ekosystemy, ale jako coś, co umożliwia wypowiedzenie doświadczenia katastrofy. Chciałabym się zatem skupić na badaniu powiązań ludzko-więcej-niż-ludzkich oraz na refleksji nad środowiskiem jako nośnikiem pamięci i symboli ataków atomowych.

Interesują mnie teksty i reprezentacje, w których środowisko odgrywa ważną rolę w opisie ataków atomowych. Istotny będzie dla mnie namysł nad tymi próbami uchwycenia postkatastroficznej rzeczywistości, które dokonywały się właśnie przez pryzmat stanu przyrody po bombardowaniach w dwóch japońskich miastach. Niezwykle ważne okażą się tu późniejsze użycia tych więcej-niż-ludzkich świadków ataków atomowych oraz gesty włączania ich w dyskurs o katastrofie. Dotyczy to zarówno oddolnych praktyk wobec roślin i zwierząt, które współdoświadczyły bombardowania, jak i obecności aktorów więcej-niż-ludzkich w zinstytucjonalizowanym dyskursie o wydarzeniach z sierpnia 1945 roku. W rozdziale analizuję zebrane i otrzymane świadectwa o atakach atomowych, a także opisy eksponatów muzealnych i pomników upamiętniających katastrofę. Na pierwszy plan wysuwają się tu wyniki moich obserwacji terenowych poczynionych w Muzeum Pokoju w Hiroszimie oraz w Muzeum Bomby Atomowej w Nagasaki, jak i materiały informacyjne (ulotki, opisy, audiobooki) przygotowane i udostępniane zwiedzającym przez te dwie instytucje. Pozwalają one uchwycić miejsca spotkań z widmami przeszłości, a także ukazać przestrzenie, w których doświadczenie próbuje zakorzenić się w postkatastroficznej rzeczywistości. Refleksja nad relacjami ludzko-środowiskowymi po atakach atomowych w Hiroszimie i Nagasaki jest dla mnie szczególnie istotna, ponieważ wydarzenia te stanowią punkt wyjścia do namysłu nad naturokulturowym statusem obszarów postnuklearnych w Czarnobylu oraz wokół Fukushimy Daiichi. Ataki atomowe nawiedzają pamięć ofiar bombardowania, stają się również widmami krążącymi nad przyszłym doświadczeniem katastrof elektrowni atomowych.

PIERWSZE REAKCJE NA ATAKI ATOMOWE

W wyniku ataków z 6 i 9 sierpnia 1945 roku w Hiroszimie zginęło ok. 80 tysięcy osób, w Nagasaki - ok. 40 tysięcy. Tysiące ludzi ucierpiało i umarło wskutek późniejszej choroby popromiennej bądź schorzeń spowodowanych przez skażenie radioaktywne obecne po wybuchu bomb. Bombardowanie doprowadziło do kapitulacji Japonii i ostatecznie zakończyło II wojnę światową. Nowa broń przyczyniła się do ogromnego, niewyobrażalnego dotąd zniszczenia, a mieszkańcy ocaleni z ataków stali się jedynymi osobami na świecie, które doświadczyły destrukcji nuklearnej. Pełne doświadczenie wybuchu bomby atomowej - przebywanie blisko centrum wybuchu - wiązało się z praktycznie całkowitą anihilacją ciała, a co za tym idzie z niemożliwością późniejszego opowiedzenia o tym wydarzeniu. Narrację ocalonego naznacza więc wewnętrzny, pierwotny brak nawiedzający historię ataków atomowych. Niewyobrażalna, niemająca odniesienia w języku destrukcja sprawiła, że kwestia reprezentacji ataków atomowych stała się problematyczna. Dla Japończyków problem był tym większy, że wraz z okupacją ze strony Stanów Zjednoczonych kraj został objęty cenzurą zakazującą mówienia o wydarzeniach z sierpnia 1945 roku bądź ich obrazowania (Dower 1996, 116). Jednostka rządowa SCAP (Supreme Commander for the Allied Powers) umieszczona w Japonii odpowiadała za kontrolę nie tylko życia politycznego, ale również mediów nadzorowanych przez CCD (Civil Censorship Detachment of SCAP) (Roberto 2000). Jednym z głównych obszarów objętych zakazem było omawianie jakichkolwiek kwestii związanych z bombardowaniem Hiroszimy i Nagasaki i przekazywanie informacji o nim. Cenzura, trwająca przez cały okres okupacji do 1952 roku, miała znaczące skutki. Obostrzenia i wymuszone milczenie spowodowały, że ogromna część Japończyków przez bardzo długi czas nie zdawała sobie sprawy ze skali zniszczeń i cierpienia ofiar bombardowania.

Początkowe reakcje Japończyków na ataki atomowe były różnorodne. Zaraz po wydarzeniach po kraju rozniosła się wieść, że Japonia dokonała niezwykle brutalnego odwetu na Stanach Zjednoczonych. Wielu z ocalonych dopuszczało się fizycznych napaści na przybyłych do kraju amerykańskich żołnierzy. Przed nałożeniem cenzury w mediach pojawiały się informacje i opowieści o "[...] widocznej w oczach mieszkańców Hiroszimy nienawiści" (Dower 1996, 118) w stosunku do Amerykanów i traktowaniu ich bez wyjątku jako morderców odpowiedzialnych za zbrodnię. Sytuacja zmieniła się wraz z kapitulacją Japonii. Poddanie się kraju przedstawiono jako akt męczeństwa, którego celem miało być ocalenie społeczności całego świata. Japończycy, zrzucając winę na ideologię agresywnego militaryzmu promowaną przez dowódców wojskowych, nie obarczyli odpowiedzialnością za porażkę cesarza Hirohito, a wręcz przeciwnie - zaczęli go postrzegać jako symbol pokoju i kochającego ludzkość człowieka, który gotowy jest poświęcić swój kraj w imię ocalenia świata (Wiley 2011).

Ataki na Hiroszimę i Nagasaki urosły do rangi symbolu japońskiego cierpienia, w którym obywatele kraju stali się największymi ofiarami II wojny światowej. Pozwoliło to jednocześnie przemilczeć przemoc, jaką japońscy wojskowi stosowali podczas wcześniejszych konfliktów wobec obywateli innych państw08. Ponadto Japończycy, uznając się za ofiary szczególnego okrucieństwa, nie rozliczyli się z własnych działań z okresu wojny (por. Jansen 2002). Rząd położył nacisk na pokojowy rozwój kraju, który dążył do pozycji światowej potęgi technologicznej09. W nowo powstającej narracji o odrodzeniu państwa po wojnie ocalonych i ofiary ataków atomowych zepchnięto na margines. Cenzura nie pozwalała na publiczne przepracowywanie traumy ataku. Ludzie, którzy przetrwali, nie mogli odbyć żałoby, dzielić się spisanymi świadectwami ani opowiadać o swoich doświadczeniach. Ponadto doznawali silnego społecznego ostracyzmu. Z jednej strony wynikał on z braku wiedzy na temat wpływu promieniowania radioaktywnego na ludzkie ciało, a co za tym idzie splatał się z silnym lękiem przed zarażeniem się chorobą popromienną bądź ryzykiem przekazania zmutowanych genów potomstwu. Z drugiej strony za jego sprawą ocaleni zaczęli funkcjonować jako niechciany znak rozczarowującej i hańbiącej przeszłości przypominający o wstydzie przegranej. Podobnie jak Hiroszimę i Nagasaki ofiary bardzo szybko przekształcono w abstrakcyjne symbole wyjątkowego cierpienia. Tak odpersonalizowane, zostały uprzedmiotowione, tracąc tym samym głos i możliwość świadczenia. Już bezpośrednio po atakach doszło zatem do stłumienia doświadczenia poprzez uniemożliwienie ofiarom opowiadania o nim. Nałożenie cenzury przez Amerykanów odebrało pierwotnym próbom reprezentacji tragedii widoczność. Kładziony przez japoński rząd nacisk na rozwój ekonomiczny i marginalizację doświadczeń ofiar doprowadził natomiast do sytuacji, w której nie wykształciło się konkretne i spójne przedstawienie ataków atomowych.

Wszelkie późniejsze świadectwa naznacza więc poczucie spóźnienia i czasowego niedopasowania. Przychodzą zawsze poniewczasie, a przez to nie są w stanie w pełni opisać doświadczenia ataków. Poczucie spóźnienia obecne jest w przekazanym mi świadectwie Shuichiego Terady Tears Never Dry10, w którym autor podaje, że bodźcem do napisania wspomnień - po 60 latach od wydarzenia - jest przemijający czas i umieranie osób, które mogłyby dalej świadczyć o ataku atomowym: "[...] liczba ludzi, którzy pamiętają tę okropną tragedię, będzie malała z upływem czasu, a za kilka dekad nie będzie już nikogo, kto mógłby opowiedzieć o doświadczeniu, przez które przeszło jego własne ciało" (Terada 2016, 1)11. Potrzebę świadczenia wywołuje nie tylko przymus uchwycenia i opisania przeżycia, ale również wizja przyszłości, w której jakikolwiek głos nie będzie mógł już wybrzmieć. Ujawnia się tutaj widmowość doświadczenia ataku atomowego, której naczelną cechą, jak wskazuje Lipszyc (powołując się na Jacques'a Derridę), jest to, "[...] że dezorganizuje temporalny wymiar naszego życia, wprowadza doń żywioł anachroniczności, który sprawia, że żyjemy nagabywani przez różne momenty czasowe, fragmenty nawracającej przeszłości i oczekiwania na to, co może nadejść" (2020, 136). Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na kwestię zapisu przeciwstawiającego się pierwotnej i wymuszonej ciszy. Doświadczenie miało szansę naprawdę powstać w momencie spisywania świadectwa (por. Derrida 2011). Mogło uformować się dopiero z czasem, w wyniku poszukiwań właściwych sposobów jego artykulacji, przezwyciężających pierwotny brak adekwatnego języka opisu. Jest to niezwykle istotny aspekt powracający w całej mojej książce, ponieważ zapisane (w ciele, krajobrazie, języku) opowieści tworzą specyficzne widmowe świadectwo, które próbuje uchwycić doświadczenie katastrofy.

Terada, jak się zdaje, nie bez powodu wspomina o cielesnym charakterze odbioru wydarzenia. Katastrofa nawiedza nie tylko pamięć, ale też samo ciało. Jej wpływ - podobnie jak akt świadczenia - przekłada się na wydarzenie spóźnione, lecz także niespodziewane: "Stało się to, kiedy mój lekarz powiedział mi "Ma pan mutację DNA spowodowaną przez bombę atomową". To jedno zdanie sprawiło, że poczułem, że muszę coś zrobić, by zachować moje doświadczenie dla przyszłych pokoleń" (Terada 2016, 1). Choć katastrofa znalazła wyraz w ciele (została ucieleśniona), to podmiot opowiadający historię zdaje się oddzielać ją od siebie, kładąc nacisk na użyteczność świadectwa w przyszłości. Wciąż nie jest więc w stanie powrócić do przeszłości, nawet jeśli niemożność ma charakter nieświadomy. W tym krótkim fragmencie niezwykle interesująca wydaje się postać lekarza, którego diagnoza potwierdza, że Terada przeżył atak i n a p r a w d ę go doświadczył. Eksperckie pośrednictwo nie jest czymś wyjątkowym dla powyższego świadectwa. Według Giorgia Agambena praktyki pośrednictwa powodują u nowoczesnego podmiotu wewnętrzne pęknięcie i niemożność dotarcia do pełni doświadczenia. Jak twierdzi filozof, prawdziwość doświadczenia potwierdzają nie tyle własne słowa, ile ich translacja przez społecznie akceptowany autorytet (Agamben 1993, 14). Świadectwo Terady swoją strukturą odzwierciedla inne tego typu teksty (por. Akiko 2016; Sashida 2008; Nagai 1955; Snider 1996). Są one próbą przestrzennego i czasowego osadzenia podmiotu doświadczającego, wyznaczenia konkretnych punktów, w których można by zakorzenić doświadczenie. We wspomnieniach pojawiają się opisy miejsc, w jakich znajdowała się dana osoba podczas wybuchu, ich odległości od hipocentrum12, późniejszych tras przemieszczania się ocalałych do bezpiecznych obszarów bądź prób odnalezienia bliskich i przyjaciół. Następuje swoiste połączenie podmiotu z krajobrazem, w którym wydarza się katastrofa:

Podmioty nie tyle zamieszkują pejzaż, ile raczej do niego przynależą - w czasoprzestrzeni, w której on funkcjonuje w świecie, w jego osadzających się warstwach ponawialnej aktywności. Pamięć to nie tylko subiektywna zdolność ludzkiego umysłu; "człowiek" i "umysł" są raczej częścią krajobrazu jako świata. Pamięć wpisana jest w światowość świata jako nieodwracalny ślad osadzającej się historyczności jego ponawialnej rekonfiguracji (Barad 2018, 84).

Widmo wydarzenia osadza się w krajobrazie, który zaczyna zastępować całe doświadczenie ataków atomowych. Powracanie pamięcią do miejsc, w których Terada znalazł się po ataku13, stanowi próbę uchwycenia i zmaterializowania bombardowania w konkretnej przestrzeni. Przypomina to sposób, w jaki promieniowanie radioaktywne wpisało owo wydarzenie w ciało samego świadczącego. Ocalały podmiot, naznaczony bombą atomową, staje się tożsamy z krajobrazem postkatastroficznym, w którego warstwach osadza się ludzka historia. Świadectwo Terady wskazuje również na relacyjny charakter doświadczenia jako "[...] struktury i dynamiki naszej egzystencji w czasie i przestrzeni oraz relacji podmiotu z samym sobą, innymi ludźmi i pozaludzkim otoczeniem" (Lipszyc 2020, 11). Zapisana próba odtworzenia ścieżek ucieczki i wędrówki po atakach jest gestem ponownego nawiązania relacji z danym miejscem, a co za tym idzie - dążeniem do odzyskania pełni doświadczenia.

Cenzura wpłynęła nie tylko na sytuację w Japonii, ale również na poziom wiedzy o atakach na Hiroszimę i Nagasaki na całym świecie. Przez bardzo długi czas nie było wiadomo, co naprawdę zaszło w dwóch japońskich miastach, a zrzucenie bomb atomowych zostało przez Amerykanów opisane przede wszystkim jako wydarzenie, które zakończyło II wojnę światową. Nazwy "Hiroszima" i "Nagasaki" oznaczały zniszczone miasta, nie myślano zaś o ludzkich ofiarach ataków. Lęk przed wojną nuklearną sprawił, że japońskie doświadczenie przemieniło się w widmowy ślad możliwej przyszłości innych krajów, tym samym pozbawiając te wydarzenia osadzenia w historii, która rzeczywiście miała miejsce. Zaburzenie czasowości będzie charakterystyczne nie tylko dla ataków atomowych, ale również dla innych katastrof nuklearnych.

To, jak przebiegała przemiana postrzegania ataków atomowych, można zaobserwować na przykładzie polskiego dyskursu medialnego po 1945 roku. Bomba atomowa była obecna w polskiej świadomości praktycznie zaraz po atakach na Hiroszimę. Od samego początku symbolizowała wiecznie zagrażającą światu broń masowej zagłady, jednakże nigdy nie pokazywano skutków jej działania i nigdy o nich nie mówiono. Bomba atomowa bardzo szybko weszła w skład tradycyjnego i znanego symbolicznego arsenału zbrojnego funkcjonującego w sowieckiej propagandzie - na równi z Coca-Colą, bronią bakteriologiczną i stonką ziemniaczaną była zagrożeniem nadchodzącym z Zachodu. Do połowy lat 50. przedstawienie bomby atomowej jako broni zdominowało wizualne wyobrażenia wydarzeń z sierpnia 1945 roku, odsuwając japońskie miasta i ofiary w cień. Działo się tak dlatego, że obraz bomby był jedynym dostępnym w tym czasie przedstawieniem wizualnym powiązanym z atakami atomowymi na Hiroszimę i Nagasaki. Ponieważ wyglądem przypominała ona każdy inny pocisk, użyto jej jako symbolu jakiejkolwiek bomby. Przedstawienia stanowiące sumę wyobrażeń związanych zarówno z bronią, jak i z atakami sprawiły, że jej obraz stał się znakiem rozmytym, funkcjonującym w różnych kontekstach i silnie od nich uzależnionym. Nie odsyłał już do niej samej, ale do każdego możliwego zniszczenia i konfliktu zbrojnego14. Wraz z zakończeniem okupacji amerykańskiej w Japonii, a co za tym idzie ze zdjęciem cenzury liczba dostępnych informacji wzrosła, jednak zawsze łączyły się ze strachem przed możliwą wojną nuklearną. Wiedza na temat ataków atomowych i wyobrażenia o tym, jak wyglądała rzeczywistość po nich, zależały od sytuacji międzynarodowej i relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Wydarzenia z sierpnia 1945 roku oddzielono od ich pierwotnego źródła i wykorzystano przede wszystkim jako narzędzie walki ideologicznej. Okupacja amerykańska i nałożona przez nią cenzura oraz japońskie poczucie wstydu z powodu porażki wojennej znacznie wpłynęły na to, że bombardowanie Hiroszimy i Nagasaki przestało odsyłać do samych ataków atomowych, stając się raczej reprezentacją abstrakcyjnej idei pokoju na świecie. Z tego też względu uważam, że późniejsze próby artykulacji, upamiętnienia i muzealizacji na zawsze wplątane zostały w to napięcie pomiędzy tworzeniem adekwatnego zapisu a ideologicznie obciążonym językiem i społeczną wyobraźnią.

Przykładem jest utworzone w 1955 roku Muzeum Pokoju w Hiroszimie, którego celem było propagowanie zakazu używania i produkowania broni jądrowej i upamiętnienie ofiar bombardowań (Fields 2015, 57). Zarówno muzeum, jak i przestrzeń wokół niego - specjalnie zaprojektowany park zajmujący większość zniszczonej przez bombę przestrzeni - od początku podlegały jednak negocjacjom politycznym i wywoływały napięcia społeczne. Dowodzi tego dyskusja wokół ruin centrum wystawowego w Hiroszimie. Nosi ono podwójną nazwę: Pomnik Pokoju w Hiroszimie oraz Genbaku D?mu (odsyłającą bezpośrednio do wybuchu bomby atomowej). Podwójne nazewnictwo wynikało z protestu Stanów Zjednoczonych i ich niezgody na to, by nazwa pomnika wprost odnosiła się do bomby atomowej. Nazwa amerykańska miała oddalać negatywne skojarzenia związane z wydarzeniami z sierpnia 1945 roku i kierować uwagę odwiedzających ku przyszłości, a nie rozpamiętywaniu przeszłości. Swoista dematerializacja oraz decentralizacja pamięci o atakach ujawnia się również w trzech wariantach zapisu nazwy "Hiroszima". Jak wskazuje Lisa Yoneyama, zapis w kanji (znakach chińskich) ??? odsyła do przeszłości miejsca, które było starym miastem zamkowym i prosperującym pod koniec XIX wieku miastem przemysłowym. Zapis w hiraganie z jej zaokrąglonymi i miękkimi krzywiznami - ???? - przywołuje sceny offurusato, czyli opiekuńczego miasta rodzinnego. Istnieje jeszcze trzeci zapis nazwy w katakanie (rodzaj japońskiego systemu fonetycznego, którego używa się dziś głównie do transliteracji obcych słów) - ????. Odnosi się on bezpośrednio do ataków atomowych i oznacza bardziej abstrakcyjne konceptualizacje, które wynikają z doświadczenia wybuchu bomby (Yoneyama 1994, 107)15. Tak jak przestrzeń podlega negocjacji, podobnie i język opisu oraz sposób opowiadania staje się supłem splątanych przeszłości i teraźniejszości oraz prób zbudowania nowych reprezentacji zniszczonego miasta.

Na początku lat 60. przedstawianie Hiroszimy jako symbolu zagrożenia nuklearnego stanowiło regularną praktykę ruchów na rzecz pokoju. W swoich publicznych wystąpieniach grupy antynuklearne i pokojowe usuwały wydarzenia z Hiroszimy z kontekstu historycznego (Asai 2010, 356), ukazując je jako ostrzeżenie, ale i symbol pożądanej przyszłości - pokojowego świata bez broni nuklearnej. Był to też moment, kiedy społeczeństwo japońskie, skupione na przyspieszonym rozwoju gospodarczym, powoli zapominało o przeżyciach wojennych. By temu zapobiec, ofiary wydarzeń z sierpnia 1945 roku zaczęły spisywać i nagrywać swoje wspomnienia, próbując dać wyraz doświadczeniu wybuchu bomby atomowej. Ruch ten był jednak skierowany również ku przyszłości. Kolejne pokolenia miały poznawać historie ocalonych i się z nich uczyć, tak by zapobiec powtórzeniu podobnej tragedii i dążyć do zupełnego zakazania produkcji broni jądrowej. Wtedy też zakrzepła narracja o mieście Hiroszima, którego istnienie stało się synekdochą okropności bomby atomowej, ale także o konieczności kultywowania pokoju na świecie. Obok historii o zniszczeniu zaczęły pojawiać się nieustanne nawoływania, by zakończyć rozwój przemysłu broni nuklearnej w celu zapewnienia lepszej przyszłości następnym pokoleniom (Audiobook Muzeum Pokoju w Hiroshimie 2018). Muzeum Pokoju w Hiroszimie również reprezentowało tę perspektywę. W swojej początkowej formie przypominało bardziej świątynię niż miejsce analizy historycznej lub krytyki, przez co nie było w stanie przedstawić nowych interpretacji dotyczących broni nuklearnej i kontekstów jej użycia (Seltz 1999, 3). Od połowy lat 90. trwa jednak powolna zmiana opowieści o atakach atomowych. Ponadto muzea poświęcone Hiroszimie i Nagasaki dodały eksponaty, które jasno wskazują, że bombardowania nie miały miejsca w próżni. W placówkach przedstawiono również, obok amerykańskiego bombardowania, historie japońskiej agresji nie tylko na Stany Zjednoczone, lecz także na inne azjatyckie kraje (Jeans 2005, 167). Wyznaczone w Muzeum trasy zwiedzania narzucają odwiedzającym określoną opowieść. Tym samym odgórnie sterują pamięcią przez wytworzenie specyficznej narracji o atakach. Krzewienie pokoju nadal stanowi dominujący ton, jednak miejscami prześwitują również inne narracje, które dążą do przywrócenia atakom konkretnego kontekstu przestrzennego i czasowego. Przemianę sposobu myślenia o wydarzeniach z sierpnia 1945 roku odzwierciedla dyskusja wokół napisu, który pojawia się na wielu pomnikach w Hiroszimie: "Byśmy nigdy nie powtórzyli tego zła" [For we shall never repeat the evil]. Wersja w języku japońskim nie ma jasno sformułowanego podmiotu zdania, a co za tym idzie nie wskazuje, kto i jakiego zła nie powinien więcej popełniać. Współcześnie dyskusja toczy się nie tylko wokół jednoznacznego stwierdzenia, że to Amerykanie zrzucili bombę atomową, ale również wokół konieczności mówienia o odpowiedzialności Japończyków za zbrodnie popełnione podczas II wojny światowej (rozmowa z Koseim Mitą przeprowadzona w Hiroszimie 17 lutego 2018 roku). Można więc powiedzieć, że następuje otwarcie funkcjonującej dotąd narracji o atakach atomowych, a choć Hiroszima i Nagasaki nadal określają się przede wszystkim jako "miasta pokoju", to odzyskują swoje miejsce w przestrzeni i czasie. Ta pierwsza na zawsze już funkcjonować będzie jednak w cieniu grzyba atomowego. Stał się on symbolem specyficznego splątania ludzko-środowiskowego, ale odsyłał też do odczucia lęku przed totalną zagładą ludzkiego świata jako najbardziej rozpoznawalne przedstawienie katastrofy nuklearnej.

W CIENIU GRZYBA16

Wraz z ustaleniem dominujących konwencji opowiadania o historii bombardowań Hiroszimy i Nagasaki uformował się też sposób wizualnego reprezentowania tych wydarzeń. Najważniejszym znakiem pozostaje tu obraz chmury atomowej. Jest to zazwyczaj pierwszy wizualny symbol, z którym mierzą się zwiedzający w muzeach w Hiroszimie i Nagasaki. Ponadto właśnie to zjawisko od początku skaziło doświadczenie wybuchu bomb pewną organicznością. Wpłynęła ona znacznie na język opisu bombardowań, splatając w nierozerwalną całość to, co ludzkie, z tym, co środowiskowe. Współcześnie grzyb atomowy z jednej strony jest kojarzony z epoką zimnej wojny, z drugiej stał się ważnym elementem kultury popularnej. Późniejszy proces estetyzacji zniósł pierwotne znaczenie związane z krańcowym zagrożeniem. Trzeba jednak pamiętać, że atomowa chmura przede wszystkim stanowi najbardziej rozpoznawalny znak horroru ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki.

Pierwszą fotografię grzyba atomowego z Hiroszimy wykonał 17-letni japoński uczeń znajdujący się bardzo blisko hipocentrum eksplozji - tuż po tym, gdy chmura ta pojawiła się na niebie (do czasu zakończenia okupacji zdjęcia nigdzie jednak nie udostępniano). Chmura zajmuje całą przestrzeń obrazu i jej kłębiący się kształt przywodzi na myśl nie-ludzki organizm. Grzyb atomowy zaczął odsyłać do bombardowań17 - (nie)ożywiona chmura stała się wyjściowym znakiem dla opisywania i doświadczania samego wydarzenia. Przykładowo, pierwszym obrazem, z którym konfrontuje się osoba odwiedzająca wystawę w Muzeum Bomby Atomowej w Nagasaki, jest film przedstawiający formowanie się grzyba atomowego. Towarzyszy mu napis: "Powstaje ogromny grzyb atomowy. Co się stało? Co się stało ludziom? Poznajcie, proszę, rzeczywistość tego, co wydarzyło się za tą chmurą". Obraz grzyba atomowego oddziela rzeczywistość sprzed ataków i po nich. Określał on nowy rodzaj organizmu, symbolizującego zarówno śmierć, jak i, z powodu swej dziwnej organiczności, pseudożycie.

Chmura w dużym stopniu ukształtowała świadectwa ataków. We wspomnieniach napisanych przez Goichiego Sashidę, japońskiego lekarza stacjonującego w czasie ataku w Hiroszimie, formowanie się grzyba staje się osobnym spektaklem: "Większość z nas siedziała i patrzyła, jak na niebie zaczyna rosnąć ciemna chmura, poruszająca się złowieszczo, daleko od gór. Był to grzyb atomowy unoszący się ku niebu!" (Sashida 2008, 18). Przekonanie o specyficznej niezależności chmury - sztuczno-naturalnego organizmu istniejącego w erze atomowej - nieodłącznie towarzyszyło późniejszym publikacjom, które poruszały kwestię wydarzeń w Hiroszimie i Nagasaki. Jedną z najpopularniejszych książek o zdarzeniu z 6 sierpnia 1945 roku jest manga Barefoot Gen autorstwa Kejiego Nakazawy, który przeżył bombardowanie, będąc sześcioletnim chłopcem. We fragmencie opisującym atak grzyb atomowy jawi się jako mityczny potwór: "Dźwięk tak głośny, że przywodził na myśl ryk diabła. Wtem. Chmura o kształcie grzyba zaczęła wznosić się ku niebu" (Nakazawa 2013, 27). Ilustracja towarzysząca opisowi przedstawia krajobraz górski z niebieską chmurą atomową w samym centrum obrazu. Chmura jest tu elementem świata naturalnego, postrzeganym (a co za tym idzie doświadczanym) z pewnego dystansu. Oddaje to moim zdaniem niepojmowalność ataków atomowych, które wymykają się pełnemu zrozumieniu. Wskazuje też na postępujący proces estetyzacji chmury. Jeden z moich rozmówców wspomniał, że chociaż bombę zrzucono na Hiroszimę, kiedy był małym dzieckiem, to nigdy nie zapomni niezwykłego piękna grzyba atomowego, który pojawił się na niebie (Rozmowa z rozmówcą nr 1, 24.02.2018). Specyficzna estetyka chmury wpisuje się w odwrócenie pewnego porządku, w którym to, co piękne (a tak opisywano grzyb atomowy), utożsamiano ze złem.

Dwuznaczność chmury, a także jej istnienie pomiędzy tym, co naturalne, a tym, co technologiczne, oddaje jej druga nazwa - "grzyb" atomowy. Łączy ona to zjawisko z jedną z najbardziej tajemniczych i "usytuowanych pomiędzy" grup organizmów na świecie - różnego rodzaju grzybami, które istnieją pomiędzy światem roślin i zwierząt, często też będąc ich nieodłącznymi elementami. To, co nazywamy grzybami, stanowi jedynie widoczne dla nas elementy grzybni, ale nie całość organizmu. Użycie tego terminu w odniesieniu do chmury atomowej oddaje także jej "bycie pomiędzy" - nie należy ona w pełni ani do technologiczności bomby, ani do naturalności nieba. Staje się synekdochą ataków, ale nie jest samymi atakami (tylko następstwem wybuchu bomby). Chmurę atomową traktuje się jako żywy organizm, który - choć przeraża - stanowi część rzeczywistości, wytwór tajemniczego świata natury rządzącego się osobnymi, więcej-niż-ludzkimi prawami.

Niejasną organiczność i "bycie pomiędzy" chmur atomowych uwidoczniają ich fotografie. Pierwsze zdjęcia, które udostępniono opinii publicznej po atakach na japońskie miasta, ukazały się w amerykańskich czasopismach "Time" i "Life" 20 sierpnia 1945 roku. Zamiarem publikacji było pokazanie społeczności amerykańskiej siły i technologicznego zaawansowania oraz zwycięskiej pozycji Stanów Zjednoczonych. Obraz chmury nad Nagasaki przedstawia pionową, ciemną, kłębiącą się masę, która rozszerza się od dołu. Jej dolna część przerwana jest przez inną, horyzontalną chmurę, a górna rozwija się w centrum przedstawienia, tworząc prawie symetryczny obłok w kształcie grzyba. Zdjęcia z Hiroszimy i Nagasaki zostały zrobione z perspektywy ludzi zrzucających bomby na te miasta. Należy zauważyć, że w samolocie nie było fotografa, tylko maszyna fotograficzna, która wykonała serię zdjęć. W przestrzeni obrazów brakuje odniesienia do ludzi i kultury (nie widzimy samolotu, bomby, atakowanego miasta), co podkreśla siłę przyrody. Grzyb atomowy staje się zjawiskiem przypisanym światu natury, a nie wynikiem destrukcyjnej działalności człowieka. Obraz grzyba reprezentuje również pewien moment wspólnego doświadczenia, ponieważ chmura mogła być obserwowana jednocześnie przez Japończyków i żołnierzy amerykańskich, którzy zrzucili bombę. Doświadczenie obu stron jest oczywiście zupełnie inne - dla Japończyków grzyb atomowy to symbol horroru wojny, cierpienia i śmierci, dla Amerykanów przez długi czas pozostawał znakiem zwycięstwa w wojnie, potęgi Stanów Zjednoczonych i świadectwem postępu technologicznego (później zaczął przywoływać przede wszystkim moralną ambiwalencję decyzji o zrzuceniu bomb). Trzeba więc pamiętać, że jest to ludzka wspólnota od początku pęknięta, opierająca się na sieci wzajemnie tworzonych napięć, a nie na budowaniu relacji.

Paradoksalną naturalność i organiczność atomowego grzyba odzwierciedla również proces wykonywania fotografii. W japońskiej książce Days to Remember: An Account of the Bombings of Hiroshima and Nagasaki powstawanie zdjęć grzybów atomowych opisane jest następująco: "Biała masa chmur utworzona w wyniku eksplozji po raz pierwszy pojawia się w polu widzenia przez okno bombowca B-29. Gdy tylko kamera ustawia ostrość, chmura na chwilę pęcznieje i staje się ciemnoczerwoną kulą ognia, a następnie rośnie na kształt gigantycznego, makabrycznego obłoku wyglądającego jak trujący grzyb istniejący na wysokości 10 000 metrów. Samolot krąży wokół tego grzyba" (Days to Remember 1981). Opis przywołuje na myśl polowanie drapieżnika na zdobycz. Uderzające jest to, że z jednej strony chmura w kształcie grzyba symbolizuje nuklearną agresję, z drugiej zaś okrąża się ją niczym zwierzę, by ją kontrolować (fotografia dosłownie staje się klatką dla tego organizmu). Niemożność uchwycenia nuklearnego zniszczenia (atomowy grzyb, który je reprezentuje, zawsze przedstawia sytuację po samym ataku) wynikała z semantycznego zakresu pojęcia "chmury" lub "grzyba atomowego" i wielowarstwowości symbolicznych znaczeń wpisanych w to zjawisko. Dodatkowym elementem wskazującym na pęknięcie języka było oślepiające światło powstałe w momencie wybuchu bomby. Tytułowy "rozbłysk katastrofy" jest dla mnie nie tylko materialnym doświadczeniem "oślepienia", a co za tym idzie niemożności poznania katastrofy. Symbolizuje również zniszczenie mowy świadka - ze względu na anihilację pewnych ciał, które mogłyby opowiadać, ale przede wszystkim ze względu na niemożliwość stworzenia adekwatnego języka opisu. Organiczna forma chmury mocno podkreśla "naturalność" bomby atomowej, przypisuje jej wybuch do kategorii klęsk żywiołowych, a nie działań człowieka. Przydawało to doświadczeniu ataków atomowych totalności - obejmowało ono nie tylko cierpienie ludzi jako ofiar wojny, ale rozpad całego świata w wyniku splecenia tego, co naturalne, z tym, co technologiczne. Całkowita anihilacja, efekt sprzężenia tych dwóch sił, doprowadzić miała do zagłady gatunku ludzkiego, ale i świata w ogóle. Dlatego tuż po atakach sądzono, że to, co pozostało z Hiroszimy i Nagasaki, na zawsze będzie już skażoną pustynią pozbawioną jakichkolwiek form życia. Tak jakby trucizna zawarta w chmurze, określanej jako "trujący grzyb", odpowiadała za skażenie i rozkład całej rzeczywistości.

ROZKWIT ATOMOWEJ PUSTYNI

Zdjęcia Hiroszimy i Nagasaki tuż po atakach ukazują spaloną przestrzeń ogołoconą z budynków i wszelkiego życia. Na fotografii wykonanej przez Yosukego Yamahatę dzień po zrzuceniu bomby na Nagasaki widzimy ruiny, które "[...] wyglądały tak, jakby zostały przejechane przez walec" (Nagasaki Atomic Bomb Museum 2018), i w których znajdowano wiele rozczłonkowanych ciał ofiar ataku. Pojawiały się plotki, że Amerykanie planują kolejne ataki: zrzucenie "zimnej bomby", skutkującej zamarznięciem wszystkiego i zatrzymaniem wszelkiego życia, bądź świń roznoszących zgniliznę, która miałaby doprowadzić do dalszego rozkładu i wymarcia (Lifton 1991, 69). Jak wskazuje Robert Jay Lifton, w plotkach tych zawierało się poczucie, że środowisko zostało skrajnie i fundamentalnie zaburzone, a indywidualne poczucie bezpieczeństwa tak bardzo zagrożone, że można było jedynie wyobrażać sobie kolejne zniszczenia (Lifton 1991, 69). Istniało jeszcze silniejsze przekonanie, że ani w Hiroszimie, ani w Nagasaki nigdy już nie wyrosną ani drzewa, ani trawa - po zrzuceniu bomby w zrujnowanych przestrzeniach nie będą w stanie wykształcić się ani podtrzymać jakiekolwiek przejawy wegetacji. Zniszczenia spowodowane przez bombę atomową stanowiły znak krańcowego i ostatecznego rozpadu, wykraczającego nawet poza ludzką śmierć, ponieważ doprowadziły do wymarcia przyrody postrzeganej jako podstawa wszelkiego życia:

[...] słyszałem, że żadne drzewa ani kwiaty nie będą rosły... Myślałem, że to będzie na zawsze... Czułem się samotny... w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie odczuwałem... Bez drzew i trawy nie możesz żyć. Bałem się, czy umrzemy, czy przeżyjemy... Zwykła bomba zabija trafionych nią ludzi i kilka osób w promieniu wielu metrów... Ale bomba atomowa zabija nie tylko ludzi, także drzewa i trawy... Bardzo mnie to przerażało... (za: Lifton 1991, 68).

Przekonanie, że w Hiroszimie nigdy już nie wyrośnie żadna roślina, utrzymywało się nawet po tym, gdy zaczęto obserwować odradzające się na ruinach miasta trawy i chwasty. Początkowo nie odbierano tego nowego życia jako znaku nadziei, tylko jako przejaw dalszej amerykańskiej inwazji. Miały to być bowiem trawy zawleczone na teren Hiroszimy przez żołnierzy amerykańskich. Witalność i bujność chwastów stawała się znakiem obcej i wrogiej siły, która pokonała Japończyków w wojnie (Lifton 1991, 94). Ludzie postrzegali odnawianie się środowiska jako niespójne z własnym doświadczeniem utraty, żałoby i przytłoczenia skalą zniszczeń. Obserwacjom niepohamowanej i w pewnym stopniu niepokojącej (bo zaprzeczającej wcześniejszym wyobrażeniom) wegetacji zaczęły towarzyszyć kolejne plotki, że pierwszymi organizmami, które wyrosły na ruinach Hiroszimy, wcale nie były trawy, ale grzyby matsutake. Opowieść tę przytacza Anna Tsing w książce The Mushroom at the End of the World: On the Possibility of Life in Capitalist Ruins: "Jednak naukowiec wykształcony w Japonii potwierdził, że opowieść ta pojawiała się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku w japońskich gazetach. [...]. Niemniej wybuch bomby atomowej w sierpniu pokrywałby się z początkiem sezonu owocowania gąski sosnowej. Wciąż pozostaje tajemnicą, jak bardzo radioaktywne były te grzyby" (2015, 290). Istotna jest dla mnie nie tyle prawdziwość tej historii, ile sam fakt, że się pojawiła. Zaistnienie takiej opowieści odczytuję jako próbę symbolicznego i materialnego odzyskania przestrzeni. W Hiroszimie wyrosły najpierw nie trawy amerykańskie, ale - bardzo wartościowe i niezwykle cenione - japońskie grzyby. Na powrót oddawały one tę przestrzeń Japończykom, ocalałym mieszkańcom, nie pozwalając na dominację amerykańską, chociażby w sferze symbolicznej.

W kontraście do opowieści o anihilacji całego życia w obu japońskich miastach wielu ocalonych donosiło, że zwierzęta i rośliny szybko powróciły w skażone przestrzenie. Ludzie opowiadali, że komary i muchy praktycznie zniknęły po atakach, ale po kilku dniach pojawiły się w obfitości. Chociaż ryby w płytkich stawach wyginęły, gatunki żyjące w głębszych akwenach przetrwały. Duża liczba obserwatorów zauważyła, że szczury z obu miast wykazywały niewiele negatywnych skutków promieniowania. Badania przeprowadzone przez naukowców japońskich potwierdziły te relacje: dżdżownice i skorki zebrane w hipocentrach obu miast nie przejawiały żadnych nieprawidłowości strukturalnych ani genetycznych, a owady żyjące blisko zbiorników wodnych, badane przez lata, funkcjonowały i rozmnażały się normalnie (Tsutsui 2003, 297). Chociaż pędy bambusa i sadzonki ryżu zostały spalone na obszarze wielu kilometrów od hipocentrów, drzewa w centrum Hiroszimy i Nagasaki, poparzone przez wybuchy, zaczęły wypuszczać nowe pędy z korzeni już w ciągu dwóch miesięcy od ataku. Pewne zniekształcenia wystąpiły wśród roślin, które wyrosły w pobliżu miejsc wybuchu bomb, jednak botanicy wykazali później, że takie nieprawidłowości przestały się pojawiać w ciągu trzech-czterech lat po bombardowaniach (Tsutsui 2003, 298)18.

Obserwowanie odradzającej się roślinności oraz powrotu różnych zwierząt zostało silnie splecione z propagowanymi przez rząd japoński opowieściami o szybkim i sprawnym odbudowywaniu się zniszczonych miast. Witalność bytów więcej-niż-ludzkich miała dowodzić żywotności, siły i solidarności społeczeństwa japońskiego. To, że rośliny zakwitły, a zwierzęta znowu pojawiły się wśród ruin, stało się znakiem nadziei na odrodzenie gospodarcze i społeczne obu miast. Ich nowy początek przyrównywano do wydawania nasion przez rośliny, by powstały nowe organizmy19. Zaburzenia spowodowane przez bombę atomową pozwoliły nawiązać nowe, transformujące relacje międzygatunkowe, w których możliwość życia uwidoczniała się dzięki roślinnej odporności. Relacje te okazały się na tyle silne, że to właśnie roślina - azalia - stała się symbolem miasta Hiroszimy obok prezentowanego w wielu miejscach białego gołębia pokoju.

Historia ludzkiej anihilacji wyraźnie wpisała się w krajobraz, który postrzegano jako równoprawną ofiarę ataków. Środowisko przestało być jedynie sceną dla opowieści albo przestrzenią działania różnych podmiotów. Krajobraz zyskał status podobny ciału - spalona przez bombę ziemia odpowiadała pokrytej ranami i bliznami skórze. Jak wskazuje Karen Barad, środowisko przemieniło się w materialne archiwum, w którym spotkały się śmierć i życie związane z atakami atomowymi (2018, 83). Nie tylko ludzie mogli i mogą opowiadać o katastrofie atomowej, inne więcej-niż-ludzkie zwierzęta, rośliny i grzyby uzyskały analogiczny status świadka. Sam fakt trwania i odradzania się stał się formą opowiadania o doświadczeniu ataków atomowych oraz możliwości życia mimo totalizującej wyobraźnię katastrofy.

HIBAKUJUMOKU - OCALONE DRZEWA

W Parku Pokoju w Hiroszimie, niedaleko bocznego wejścia do muzeum, rośnie drzewo parasolowe (Firmiana simplex), jedyne drzewo znajdujące się blisko hipocentrum, które przeżyło i zachowało zdolności rozrodcze (il. 02). Tuż po bombardowaniu ocaleni, którzy dostrzegli roślinę, uważali, że podobnie jak wiele innych w okolicy ona również obumarła w wyniku wybuchu. Wbrew tym przekonaniom drzewo już następnej wiosny wypuściło nowe pędy i kwiaty. Jego zdolność przetrwania szybko stała się symbolem nadziei na odrodzenie miasta, które, choć leżące w ruinach, mogło od nowa zacząć się rozwijać. Współcześnie sadzonki m.in. tego drzewa wysyła się w świat, by je sadzić i pielęgnować jako symbol pokoju. Podobnie jak - według Japończyków - powinno się to robić z relacjami międzynarodowymi.

Il. 02

Drzewo parasolowe ocalałe z ataku atomowego na Hiroszimę, maj 2024

Badacze wskazują, że w wyniku fali uderzeniowej, która pojawiła się po wybuchu bomby atomowej w Hiroszimie, ponad 50% drzew w promieniu 2 km od hipocentrum uległo unicestwieniu. Pozostałe rośliny i te znajdujące się dalej od centrum wybuchu przeżyły i dość szybko zaczęły się odradzać (Smykowski 2018, 389). Oprócz wspomnianego drzewa parasolowego przetrwały osobniki miłorzębu japońskiego (Ginkgo biloba). Pomimo zniszczenia dużej części konarów w glebie zachowały się korzenie, z których mogły się one odrodzić. Kolejnym przykładem są liczące od 400 do 500 lat cynamonowce (Cinnamomum camphora), które przetrwały atak na Nagasaki. Widok odradzających się roślin napawał mieszkańców nadzieją i miał dawać regeneracyjną siłę (Smykowski 2018, 394). Ocalałe drzewa były znakiem uniwersalności doświadczenia ataków atomowych, świadectwem, że ich skutki dotknęły zarówno ludzi, jak i byty więcej-niż-ludzkie, a przedstawiciele różnych gatunków przechodzą podobny proces regeneracji i odradzania pomimo otaczającego ich horroru zniszczenia. Symboliczny wymiar odradzających się drzew (których liczba - jak podaje UNESCO - w Hiroszimie wynosi jedynie 170), ich perswazyjna i optymistyczna siła sprawiły, że zyskały one osobną nazwę - Hibakujumoku (jap. ????). Oznacza ona "drzewa, które ocalały" (ang. survivor trees). Posiadają one podobny status co ludzcy ocaleni i pełnią podobną funkcję - to, że przeżyły, powinno służyć pokojowej przyszłości świata20. Ocaleni mieli opowiadać o swoich przeżyciach po to, by ataki atomowe nigdy się nie powtórzyły, a sadzonki drzew, które przetrwały, wysyłano w świat, by zakorzeniały w różnych miejscach ideę pokoju.

Odradzanie się poszczególnych gatunków roślin przeciwstawiało się rozkładowi i skażeniu, jak również uporczywej widmowości doświadczenia nawiedzającego Japończyków po wojnie. Zniszczona część natury - na wpół spalone martwe drzewa w całym mieście - wywoływała u ludzi dyskomfort, dopóki rośliny nie zostały usunięte. Wśród moich rozmówców, zwłaszcza hibakusha zgromadzonych na terenie Parku Pokoju w Hiroszimie, popularna była historia o tym, że książę Takamatsu, brat cesarza, podczas drugiej wizyty w Hiroszimie w grudniu 1945 roku z aprobatą zauważył, że spalone drzewa nie są już widoczne. Legenda głosi, że mówiąc to, książę przyjął postawę kojarzoną jako odniesienie do japońskiego ducha-widma. Zniszczona natura stawała się upiorna. Ale za to nietknięta przyroda miała przetrwać wszystko i odsyłała do nadziei na odrodzenie kraju. Pojawienie się pąków, zwłaszcza kwitnących wiśni, podczas pierwszej wiosny po bombardowaniu wywołało w wielu ocalonych poczucie symbolicznej detoksykacji miasta.

Nadanie drzewom specyficznego statusu "istot, które przetrwały" podkreśla ich odporność na degradację środowiska z powodu wojny i uwypukla ich niezwykle istotne znaczenie kulturowe. Drzewa poranione, ale wciąż się odradzające, stanowią część żywej pamięci o wydarzeniach z sierpnia 1945 roku. Poddane opiece konserwatorskiej, są również przedmiotem działań różnych fundacji, np. Green Legacy Hiroshima (GLH), które dążą do postrzegania Hiroszimy i Nagasaki jako złożonych ekosystemów, a nie tylko zabudowań i ich ludzkich mieszkańców (Sherif 2019, 75). Ponadto na arenie międzynarodowej fundacja propaguje podwójne przesłanie o konieczności przedsięwzięcia środków zapobiegawczych przed powtórnym użyciem broni nuklearnej i podtrzymania nadziei, jakie reprezentują unikalne, ocalałe drzewa Hiroszimy. Przypominać one mają z jednej strony o niebezpieczeństwach broni masowego rażenia, a z drugiej o wyjątkowym, wręcz świętym charakterze całej ludzkości i niesamowitej odporności przyrody na antropogeniczne zniszczenia (Sherif 2019, 77).

W 2011 roku hibakujumoku określone zostały mianem "zielonego dziedzictwa". Jak trafnie zauważa Mikołaj Smykowski, proces zazieleniania zniszczonych obszarów - również dzięki sadzonkom ocalałych drzew - jest "[...] upodmiotawiającym działaniem prowadzącym do ich wtórnej sukcesji" (2018, 395). Współpraca międzygatunkowa, dążąca do umożliwienia życia w zniszczonych miastach nie tylko ludziom, ale również bytom więcej-niż-ludzkim, odbywała się przez różne symboliczne gesty sadzenia bądź tworzenia nowych miejsc zieleni. W 1948 roku dr Takashi Nagai (ocalony z bombardowania Nagasaki, autor Dzwonów Nagasaki) ufundował zasadzenie 1000 trzyletnich sadzonek drzew wiśni na terenie Urakami (dzielnica Nagasaki), tak by przekształcić atomową pustynię w "Kwitnące Wzgórze" (Nagasaki City Nagai Takashi Memorial Museum, b.d.). Sadzenie drzew, zajmowanie się nimi i obserwowanie procesów wegetacji roślin było czynnością uzdrawiającą i wzmacniającą więzi społeczne. Tak jak korzenie wiążą glebę, tak kwitnące i zazieleniające się gałęzie miały zbudować na nowo japońską wspólnotę.

WIĘCEJ-NIŻ-LUDZKIE WIDMA BOMBARDOWANIA

Nie tylko drzewa pełnią funkcję swoistych pomników i nośników historii o atakach atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. Również inne byty więcej-niż-ludzkie (zwierzęta i rośliny) zostały na stałe wpisane w opowieść o ataku, znajdując swoje miejsce zarówno w Muzeum Pokoju w Hiroszimie, jak i w Muzeum Bomby Atomowej w Nagasaki. Liczba obiektów odwołujących się do roślin i zwierząt nie jest duża. Sama obecność przedmiotów przedstawiających więcej-niż-ludzką część historii wydaje się jednak symptomatyczna, ponieważ pokazuje istotne miejsce środowiska w kształtowaniu doświadczenia katastrofy atomowej.

W Muzeum Pokoju w Hiroszimie w głównej sali na I piętrze znajduje się stół multimedialny z ekranami dotykowymi, na których można przeczytać informacje o roślinach i zwierzętach dotkniętych skutkami wybuchu. Udostępniona jest historia bezimiennego konia, który w momencie wybuchu znajdował się 1300 m od hipocentrum. Choć prawa strona jego ciała została poparzona, to przeżył atak i do 1958 roku (daty jego śmierci) był żywym eksponatem w muzeum. Jego historii towarzyszą fotografie innych zwierząt, takich jak karpie i ptaki. Jak podkreślają podpisy pod zdjęciami, ucierpiały one w podobny sposób co ludzie i w późniejszym czasie - z powodu promieniowania - zmagały się z podobnymi dolegliwościami. Koń żyjący w muzeum stawał się niemym świadkiem, ucieleśnionym znakiem cierpienia, ale również okropności broni nuklearnej. Warto podkreślić bezwolność tego rodzaju świadectwa - pozajęzykowego, znaczącego samą obecnością, ale też pozbawionego autonomii. Choć wystawienie zwierzęcia jako eksponatu (nie wiemy, w jakich warunkach żył koń) jest etycznie problematyczne, to włączenie w obręb historii doświadczenia innych zwierząt wraz z budowaniem pewnej wspólnoty cierpienia - bomba atomowa dotknęła wszystkich, niezależnie od gatunku, w podobny sposób - daje pole do stworzenia międzygatunkowej historii katastrofy. W tym wypadku znaczyć zaczyna samo ciało, a zwłaszcza blizny i ślady po poparzeniach. Tworzy ono nieusuwalną historię, która jednak nie odsyła do doświadczenia katastrofy, ale do życia po niej.

Rośliny również zostają włączone w jej obręb, a informacje o ich losach wyświetlane są na kolejnym ekranie w sali muzealnej. Instytucja udostępnia dane o tym, w jakim stopniu wybuch zniszczył drzewa oraz inne rośliny i obudowuje tę narrację wokół przypadku trzystuletniego drzewa świątynnego, które uśmierciła fala uderzeniowa. Bomba atomowa miałaby nie tylko zniszczyć miasto, ale również doprowadzić do destrukcji wielowiekowej tradycji i pogwałcenia przestrzeni sacrum. Zniszczone drzewo staje się tu symbolem totalności bomby atomowej, która wywołuje rozpad całej rzeczywistości. Pozostałe udostępnione informacje dotyczą opisanej już przeze mnie plotki o tym, że w Hiroszimie nic nie wyrośnie przez ponad 170 lat, chociaż rośliny zakwitły kilka miesięcy po atakach. Zarówno zwierzęce, jak i roślinne historie włączone są w obręb ludzkiej opowieści o katastrofie, stanowiąc jej znaki oraz symbole pomagające w dyskursywizacji i uchwyceniu doświadczenia wybuchu broni nuklearnej.

W Muzeum Bomby Atomowej w Nagasaki również znajdują się więcej-niż-ludzkie ślady historii. Jego budowę ukończono w kwietniu 1996 roku. Zastąpiło ono w charakterze głównej przestrzeni wystawienniczej dotyczącej zniszczeń nuklearnych w mieście Międzynarodową Salę Kultury (która z biegiem czasu ulegała popadała w ruinę) (Selt 1999, 103). W pierwszej sali można zobaczyć specyficzną rekonstrukcję szkód spowodowanych przez bombę atomową. Ze względu na obecność mniejszości katolickiej w Nagasaki całość zdominowana jest przez znaki religijnego męczeństwa, takie jak głowa posągu Jezusa znaleziona po ataku. Ekspozycja prezentuje również rekonstrukcję jednej ze ścian katedry w Urakami, która została zniszczona przez bombę. Specyficzna przestrzeń, z którą konfrontujemy się na samym początku zwiedzania, sprawia, że zanurzamy się w widmowym doświadczeniu ataków atomowych rozgrywających się na naszych oczach. Teraźniejszość - nawiedzana przez przeszłość - tworzy też specyficzne "tu i teraz" ataków. Choć dzieją się one w naszej obecności, to wciąż pozostają dla nas niedostępne. Pęknięcie to, jak zwraca uwagę Agamben, jest typowe dla kondycji nowoczesnego człowieka, który "[...] nie ma jeszcze doświadczenia czasu adekwatnego do jego wyobrażenia o historii i dlatego jest boleśnie podzielony między byciem w czasie jako nieuchwytnym strumieniem chwil i byciem w historii, rozumianym jako pierwotny wymiar człowieka" (1993, 100). Niedostępność doświadczenia jest jeszcze bardziej dojmująca w sytuacji osoby zwiedzającej, zawieszając ją pomiędzy jej teraźniejszością (pozostawioną przed wejściem do tej sali) a niedostępną przeszłością, której fragmenty są przed nią odgrywane.

Pozostała część muzeum ma już bardziej klasyczny charakter i przypomina rozkład sal instytucji w Hiroszimie - osobne przestrzenie dedykowane są poszczególnym skutkom bomby atomowej (fali uderzeniowej, pożarowi, promieniowaniu radioaktywnemu). W każdym z pomieszczeń artefaktom towarzyszą również obiekty przedstawiające roślinną część atomowej historii21. Tworzą one fragmenty opowieści o tym, jak promieniowanie radioaktywne zaszkodziło nie tylko ludziom, ale także bytom pozaludzkim, zaburzając wegetację i doprowadzając do mutacji u przedstawicieli poszczególnych gatunków. Dostępne są też fotografie cieni roślin wtopionych w ruiny budynków - więcej-niż-ludzki odpowiednik ikonicznej fotografii cienia spod banku Sumitomo. Osoba zwiedzająca może również zobaczyć spalone konary drzew, które zostały poranione przez odłamki szkła. W tej samej gablocie znajdują się ludzkie szczątki i odlewy fragmentów ciała, zdeformowanych w wyniku ataku atomowego (jak powiększona na skutek promieniowania radioaktywnego śledziona). Nie następuje rozróżnienie na cierpienie ludzkie i środowiskowe, doświadczenie ataków atomowych jest międzygatunkowe, a co za tym idzie w pewnym stopniu również wspólnotowe. Roślinne zranienie staje się tożsame z krzywdą dziejącą się ludzkiemu ciału. Więcej-niż-ludzkie byty zasługują zatem na taką samą troskę i pamięć. Jednocześnie odgrywają rolę niemych świadków atomowej destrukcji.

Obiekty i historie dostępne w obu muzeach wpisują się w szerszy sposób traktowania przez Japończyków środowiska po atakach atomowych. Z jednej strony zwierzęta i rośliny stają się częścią opowieści o wybuchu bomby, równoprawnymi ofiarami tej destrukcji. Są również świadkami, którzy za pomocą swoich ciał odtwarzają doświadczenie katastrofy. Z drugiej pełnią funkcję specyficznych pomników uwidaczniających skalę destrukcyjnego działania bomby atomowej - tak dużą, że zaburzyła także środowisko. Symbolizują nadzieję na przetrwanie i odżycie po tragedii. Więzi w społeczności ludzkiej odrastać miały po niej na podobieństwo gałęzi i pędów poranionych w wybuchu roślin. Więcej-niż-ludzkie artefakty w obu muzeach są nośnikami wielorakich sensów, które - poprzez ich materialność - przeciwstawiają się widmowości i nieuchwytności doświadczenia ataków atomowych. Pozwalają również na zakorzenienie się języka, dzięki któremu będzie można wypowiedzieć świadectwo nuklearnej anihilacji.

PIERWSZA OPOWIEŚĆ O KATASTROFIE ATOMOWEJ

Wielorakie sensy wpisywane w przyrodę po atakach atomowych pokazują, jak silnie doświadczenie wybuchu bomby atomowej zostało wplecione w relacje między ludźmi a przyrodą. Kierunek ku środowiskowemu odczytaniu wyznacza pojawienie się na niebie grzyba atomowego - symbolu, który na zawsze będzie odnosił do wydarzeń z sierpnia 1945 roku. Chmura ta uwydatnia również wielowymiarową rolę przyrody w biodyskursie o atakach atomowych. Z jednej strony przyroda ma dużą wartość symboliczną jako świadectwo totalności destrukcji i siły odrodzenia, a także upamiętniającą, czego przykładem są hibakujumoku. Z drugiej strony podobnie jak ludzie staje się ona podmiotem cierpienia oraz obiektem badań naukowych szukających następstw oddziaływania promieniowania radioaktywnego na ludzką i więcej-niż-ludzką rzeczywistość.

Ten potencjał środowiska nie istnieje jednak w oddzieleniu od destrukcyjnej siły bomby atomowej. Zmarli pod postacią pozostawionych w glebie szczątków dosłownie wtopili się w przyrodę. Kontynuacja więcej-niż-ludzkiego życia stała się wsparciem dla społeczności hibakusha. Zapewniła im poczucie pewnej ciągłości pomimo śmierci. Niemniej cykliczność świata przyrody przekłada się również na nieustanne odtwarzanie katastrofy, jej uporczywe trwanie, w którym ocalałe drzewa bądź zwierzęta żyją "mimo wszystko". Opierając się na wyrażeniach podkreślających totalny i natychmiastowy charakter zniszczenia, używając obrazów zatrzymanych zegarów i panoram zniszczeń, przedstawiając przedmioty symbolizujące obecność bomby, historia zostaje uwięziona w systemie podtrzymującym wybuchy atomowe jako bezprecedensowe, mityczne i magiczne wydarzenia, które nigdy nie mają końca (Lucken 2013, 232). Środowisko i związane z nim przedmioty oraz symbole również realizują tę podtrzymującą rolę, na zawsze zapisując w krajobrazie obu miast historię atomowej anihilacji. W tym wymiarze są one u p i o r n e, wzmacniają widmowość doświadczenia ataków atomowych.

Działania rewitalizacyjne, podtrzymujące wegetację i sukcesję ocalałych roślin w Hiroszimie i Nagasaki, mają także, jak słusznie zauważa Smykowski, zadośćuczynić zdegradowanym bądź zniszczonym w wyniku działań wojennych ekosystemom (Smykowski 2018, 388). Ta współpraca międzygatunkowa, w której ludzie, dążąc do odbudowy świata po katastrofie, próbują również odbudować rzeczywistość więcej-niż-ludzką, tworzy wielogatunkowy podmiot zbiorowy. Ocalałe zwierzęta i rośliny są włączane do wspólnoty ofiar ataków, a ich świadczenie ma charakter wielowymiarowy, traktowany na równi z ludzkim głosem: "[...] restytucja przyrody w Hiroszimie i Nagasaki zdaje się próbą wykroczenia poza egoizm gatunkowy na rzecz międzygatunkowej empatii. W tym konkretnym przypadku troska o ekologiczne dziedzictwo staje się aktem pamiętania, a dbałość o ocalałe rośliny formą środowiskowego pomnika" (Smykowski 2018, 397).

Formy istnienia i cierpienia bytów więcej-niż-ludzkich obecne są również w dyskursie naukowym, który włącza je w refleksję o wpływie promieniowania na zniszczone ekosystemy. W wypadku Hiroszimy i Nagasaki nastąpiła pewna hybrydyzacja tego, co naukowe i środowiskowe - przyroda w dużej mierze stała się po prostu nośnikiem skażenia, który da się opisać jedynie za pomocą specjalistycznego języka. Zjawisko to charakteryzuje późniejsze opowieści o awariach elektrowni atomowych: rośliny i zwierzęta są nie tylko obiektami pamięci i świadectwa, ale również specyficznymi przedmiotami poznania naukowego na równi ze skażonymi ciałami ludzkimi. Naukowa weryfikacja międzygatunkowego doświadczenia katastrofy staje się moim zdaniem symptomatyczna dla doświadczenia ataków. Wzmacnia jego niedostępność i widmowość. Jak pisał Agamben, konieczność ciągłej weryfikacji naukowej pewnych zdarzeń22 sprawia, że samo doświadczenie umyka pełnemu poznaniu, a nawet traci moc świadczenia (1993, 17-18). Można wręcz powiedzieć, że tak jak radioaktywność skaziła ludzkie ciało, tak zaburzyła również formy pamięci, czyniąc z doświadczenia jedynie nieuchwytne widmo.

Radioaktywność powstająca w wyniku awarii elektrowni, skażenia środowiska i składowania odpadów zmusza nas do zwrócenia uwagi na to, jak połączeni są ludzie, więcej-niż-ludzie i środowiska w epoce przemysłowej. W pierwszych dekadach ery jądrowej pojawiła się nowa, potężna wizja biosfery jako zintegrowanej ekologicznej przestrzeni złożonych interakcji. Toksyczność wraz z wybuchem bomb w Hiroszimie i Nagasaki zyskała wymiar siły planetarnej. Skończyły się wyobrażenia o człowieku istniejącym poza środowiskiem i zdano sobie sprawę, że zawsze był on jego nieodłączną częścią, tak samo wrażliwą na zagrożenia symbolizowane przez skażenie radioaktywne. Dlatego też język ludzki i wytworzone przez ludzi formy reprezentacji okazały się niewystarczające do opisu doświadczenia katastrofy atomowej. By odnaleźć punkty zakorzenienia i materializacji doświadczenia, a co za tym idzie zbliżyć się do niego i odegnać jego widmowość, konieczne są opowieści międzygatunkowe. Powinny one wykraczać poza ideę postępu i rozwoju technologicznego. Szczególnie ważne byłyby tu historie rozgrywające się w mniejszej skali, w których kluczową rolę odgrywają nawet pozornie nikłe ślady. Umożliwiają one bowiem wypowiedzenie doświadczenia, tak jak w przypadku wydarzeń w Hiroszimie i Nagasaki. Bądź, jak poetycko pisze Agamben: "[...] jak w bajce, gdy oczarowany człowiek jest oniemiały, zaczarowana natura mówi. Dzięki tej wymianie mowy i ciszy, historii i natury, bajka staje się przepowiednią własnej historii" (1993, 127). Śledzenie losów środowiska i jego relacji z ludźmi pozwala snuć opowieści atomowe, w których zarówno to, co wzrasta, jak i to, co ulega rozkładowi, buduje wspólnotę doświadczenia.

Przypisy

01 W książce stosuję podwójny zapis: natura bądź N a t u r a. Pierwszy z nich traktuję jako synonim takich pojęć jak przyroda czy środowisko. Odnosi się on do konkretnych przestrzeni i relacji ekosystemowych, które mają w nich miejsce. N a t u r a odsyła natomiast do zespołu wyobrażeń kulturowych i społecznych na temat środowiska.

02 Pojęcie to pojawiło się wraz z intensyfikacją debat dotyczących katastrofy klimatycznej i wpływu ludzi, postrzeganych jako gatunek, na Ziemię. Stanowić ma ono alternatywę dla funkcjonującego dotychczas dualizmu natury i kultury. Idea istot "więcej-niż-ludzkich" odwołuje się do postrzegania Ziemi jako współzamieszkałej przez różne gatunki, w tym ludzi. Termin ten wykracza poza świat człowieka, wiążąc rzeczywistość w złożoną sieć współzależności pomiędzy licznymi istotami, ale również zjawiskami i obiektami (klimat, skały itd.). Pojęcie to podkreśla, że człowiek nie jest osobnym gatunkiem, niezależnym od innych organizmów, ale istnieje w sieci relacji, w której wszystkie byty są sobie równorzędne.

03 Jak pisze Foucault: "Nauka (lub to, co się za nią podaje) lokuje się w polu wiedzy, w którym gra pewną rolę. Rola ta jest różna w różnych formacjach dyskursywnych i modyfikuje się, gdy ulegają one przekształceniom" (1977, 223).

04 Rozwinięciem, choć niebezpośrednim, myśli Ulricha Becka są późniejsze diagnozy myślicieli i myślicielek posthumanistycznych. W szczególności warto tutaj wspomnieć o rozważaniach Brunona Latoura w książce Nigdy nie byliśmy nowocześni. Studium z antropologii symetrycznej, w której autor analizuje konsekwencje (przede wszystkim polityczne) fałszywej jego zdaniem dychotomii między naturą a kulturą (por. Latour 2011). Latour wskazuje na dwie praktyki - translacji i puryfikacji - które mają za zadanie wytworzenie nowoczesności (de facto nigdy nie zostały one zrealizowane). Drugim badaczem, o którym chciałabym wspomnieć, jest Jason W. Moore i jego koncepcja "Taniej Natury", czyli traktowania środowiska - a także pewnych grup ludzi niemieszczących się w pojęciu "Ludzkości" - jako źródła tanich zasobów, ale również przestrzeni, w których można ukryć koszty działalności kapitalistycznej. Tym samym Moore pokazuje, jak przemiany relacji społeczno-środowiskowych umożliwiły i podtrzymują funkcjonowanie kapitalizmu (por. Moore 2021).

05 Szczegółowe omówienie debaty i kontekstów związanych z propozycją ustanowienia nowej epoki geologicznej i uznania jej za "epokę człowieka" wykracza poza założenia tej dysertacji. Pracą, która w wyczerpujący sposób przedstawia i komentuje złożoność problematyki antropocenu, jest książka Ewy Bińczyk Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu (2018). Stanowi ona również ważne odniesienie dla moich rozważań.

06 Fotografia przedstawiająca cienie liści drzewa powstałe na budynku w wyniku ataku atomowego znajduje się w Muzeum Bomby Atomowej w Nagasaki (Nagasaki Atomic Bomb Museum, b.d.).

07 Przykładem tego wymazywania jest brak pogłębionej refleksji nad japońskim imperializmem i agresją podczas II wojny światowej. Jednym z niewielu miejsc w Japonii, które starają się zmierzyć ze zbrodniami popełnianymi przez imperialne wojsko, jest prywatne małe muzeum Oka Masaharu Memorial Nagasaki Peace Museum, znajdujące się w Nagasaki.

08 Czego najbardziej znanym i dojmującym przykładem jest tzw. masakra nankińska, która miała miejsce na przełomie 1937 i 1938 roku (por. MacDonald 2005).

09 Wynikał on głównie z przekonania, że Japończycy przegrali wojnę przede wszystkim z powodu zacofania technologicznego w stosunku do Stanów Zjednoczonych.

10 Spisane świadectwo otrzymałam od córki Shuichiego Terady podczas moich badań w Japonii w lutym 2018 roku.

11 Przekład własny. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie teksty cytuję we własnym przekładzie.

12 Przestrzenne umiejscowienie odgrywa kluczową rolę nie tylko w samych wspomnieniach, ale również w zyskaniu nowej tożsamości po ataku jako ocalonego, tj. hibakusha (tak nazywano osoby, które przeżyły ataki atomowe). Podczas mojego spotkania z Koseim Mitą, który nazywa siebie "Uteral Hibakusha" (jego matka była z nim w ciąży w momencie wybuchu bomby atomowej), wspominał on o dużych trudnościach w zyskaniu oficjalnego certyfikatu stwierdzającego status hibakusha, który uprawnia do ubiegania się o finansową pomoc państwa. Status ten zależny jest od umiejscowienia na tzw. mapie Black Rains Area, która określa, że prawo do finansowej pomocy mają osoby znajdujące się najbliżej hipocentrum wybuchu. Rozmowa przeprowadzona w Hiroszimie 17 lutego 2018 roku.

13 By przywołać kilka cytatów ze wspomnień Terady: "Arsenał, w którym przebywałem w tym momencie, oddalony był o mniej więcej 1300 metrów od centrum ataku, a jak teraz o tym pomyślę, znajdował się tuż pod ogromnym atomowym grzybem" (2); "Tasaka i ja zdecydowaliśmy udać się w góry" (4); "Ukryliśmy się na najbliższym polu ziemniaków, na którym leżały brązowe i suche liście" (4).

14 Szczegółową analizę reprezentacji i odbioru ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki przeprowadziłam w pracy magisterskiej Reprezentacje ataków atomowych na Hiroszimę i Nagasaki oraz przedstawienia bomby atomowej w Polsce w latach 1945-1990 (praca obroniona w 2014 roku w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego).

15 Yoneyama dodaje, że współcześnie odchodzi się od zapisu Hiroszimy w katakanie (1994, 107). Katakany używa się bowiem do zapisu słów obcojęzycznych, co sprawia wrażenie, że nazwa miasta jest pojęciem importowanym i nie oddaje doświadczenia lokalnych mieszkańców oraz ofiar bomby atomowej. ???? staje się zatem słowem zbyt odległym i obcym (Yoneyama 1994, 108).

16 Podrozdział ukazał się w rozszerzonej i zmienionej formie w: Brylska 2020, 162-74.

17 Niezależnie od kontekstu chmura o takich kształtach zawsze już odsyłać miała do ataku nuklearnego.

18 Oczywiście trzeba zaznaczyć, że odradzanie się przyrody nie jest zjawiskiem specyficznym jedynie dla Hiroszimy i Nagasaki. Żywiołowa i niepohamowana wegetacja charakteryzuje miejsca dotknięte różnymi rodzajami katastrof.

19 Pomimo tej dominującej opowieści niektórzy z mieszkańców Hiroszimy, zwłaszcza żyjący hibakusha, przekonani są, że miasto nadal jest skażone, a radioaktywność wciąż zagraża jego rezydentom. Opinię tę wyrażały osoby protestujące przed Muzeum Pokoju w Hiroszimie w dniu 18 lutego 2018 roku, które zbierały podpisy pod petycją o zaprzestanie produkcji broni nuklearnej.

20 Podobną upamiętniającą funkcję pełni grusza drobnoowocowa (Pyrus calleryana), która przetrwała atak na WTC 11 września 2011 roku i obecnie nosi miano "The Survivor Tree". Otoczono ją specjalną opieką jako znak przetrwania (por. https://www.911memorial.org/visit/memorial/survivor-tree).

21 Interesującymi obiektami są ludzko-przedmiotowe hybrydy, tj. szkło z ludzkimi kośćmi, które wtopiły się w materiał w wyniku wybuchu, bądź hełm z fragmentami ludzkiej czaszki. Sprawia to wrażenie, jakby bomba atomowa doprowadziła do zrównania ludzkiej oraz nie-ludzkiej rzeczywistości, tworząc z nich amalgamat.

22 Podobnie działo się po atakach atomowych, kiedy to uznanie, że symptomy choroby zostały spowodowane przez promieniowanie, zawsze wymagało potwierdzenia ich przez specjalistę.