Skazani na wojnę. Od Iwana Groźnego do Putina - Mark Galeotti

Kup ebooka

89.99 zł
71.99 zł (40,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Wstęp od tłumacza Nota od autora Wstęp Część I. Wykuwanie się Rosji Rozdział 1. Narodziny Rusi Rozdział 2. Wojny książąt Rozdział 3. Krucjaty północne Rozdział 4. Zagrożenie ze stepu Rozdział 5. Nawałnica ze Wschodu Rozdział 6. Zrzucanie jarzma Część II. Budowa imperium Rozdział 7. Strzelcy Iwana Rozdział 8. Terror i wielka smuta Rozdział 9. Kozacy Rozdział 10. Podbój Syberii Część III. Mocarstwo europejskie Rozdział 11. Piotr i jego marynarka wojenna Rozdział 12. Wielka wojna północna Rozdział 13. Wreszcie mocarstwo europejskie Rozdział 14. Caryca kontra Carogród Część IV. Triumf i upadek Rozdział 15. Rosja kontra Antychryst Rozdział 16. Żandarm Europy, ciemiężyciel peryferii Rozdział 17. Dwie wojny krymskie Rozdział 18. Czas kryzysu Rozdział 19. Apokalipsa imperium Część V. Wzlot i upadek czerwonej gwiazdy Rozdział 20. Czerwone zwycięstwo Rozdział 21. Wielka wojna ojczyźniana Rozdział 22. Zimna wojna Część VI. Powrót do przyszłości Rozdział 23. Rosja "wstaje z kolan" Rozdział 24. Pycha Putina Rozdział 25. Wnioski

Wstęp

Wojna to rzecz tak nie­spra­wie­dliwa i zła, że ci, któ­rzy ją pro­wa­dzą, pró­bują zdu­sić głos su­mie­nia, który wy­brzmiewa w nich sa­mych.

Oto sprzecz­ność do­ty­cząca Ro­sjan - pra­gną po­koju, i to tak bar­dzo, że aby osią­gnąć ten cel, go­towi są spa­lić cały świat.

Mam w so­bie dwa ob­li­cza. Jedno chce żyć w spo­koju, spę­dzać wie­czory z ro­dziną i pra­co­wać w biu­rze, jed­nak gdy tylko zza okna do­cho­dzi mnie huk dział (li­nia frontu prze­biega 14 ki­lo­me­trów od mo­jego miesz­ka­nia), w ułamku se­kundy wiem, że je­stem go­tów po­rzu­cić wszystko i po­gnać tam, aby zna­leźć się w sa­mym cen­trum wy­da­rzeń. Nie, nic mi nie do­lega. Mój pro­blem po­lega na tym, że uro­dzi­łem się Ro­sja­ni­nem.

Choć po­wyż­sze trzy cy­taty po­cho­dzą od trzech róż­nych Ro­sjan, wszyst­kie od­wo­łują się do fun­da­men­tal­nego pa­ra­doksu Ro­sji, jej toż­sa­mo­ści oraz miej­sca w świe­cie. Pierw­szy to wpis z 6 stycz­nia 1853 roku za­czerp­nięty z dzien­nika Lwa Toł­stoja, jed­nego z naj­więk­szych ro­syj­skich pi­sa­rzy. Jego mo­nu­men­talna po­wieść Wojna i po­kój z 1865 roku rów­no­cze­śnie po­tę­pia wojnę oraz od­ma­lo­wuje ob­raz na­rodu zjed­no­czo­nego wsku­tek in­wa­zji Na­po­le­ona w 1812 roku. Drugi to frag­ment roz­mowy, którą w 2013 roku prze­pro­wa­dzi­łem w Mo­skwie z eme­ry­to­wa­nym ofi­ce­rem ro­syj­skich sił zbroj­nych. Był on we­te­ra­nem wojny w Afga­ni­sta­nie (1979-1988) oraz dwóch wo­jen cze­czeń­skich (1994-1996, 1999-2009), okrut­nych kon­flik­tów, które kosz­to­wały go utratę oka, roz­pad mał­żeń­stwa i, są­dząc po ilo­ściach wy­pi­ja­nego al­ko­holu, znaczną część wą­troby. Mimo to w swoje opo­wie­ści o wznio­słych ide­ałach po­koju i bra­ter­stwa wśród na­ro­dów świata wciąż wpla­tał cały wa­chlarz przy­kła­dów nie­ludz­kiego okru­cień­stwa dzia­łań wo­jen­nych. Trzeci cy­tat po­cho­dzi z wpisu za­miesz­czo­nego 10 wrze­śnia 2017 roku na blogu Mak­sima Fo­mina, wów­czas pi­szą­cego pod pseu­do­ni­mem Wła­dlen Ta­tar­ski, uro­dzo­nego w Ukra­inie Ro­sja­nina, który po na­pa­ści na bank do­łą­czył do wspie­ra­nej przez Ro­sjan an­ty­rzą­do­wej mi­li­cji wal­czą­cej w Don­ba­sie w la­tach 2014-2017, a na­stęp­nie zy­skał roz­głos jako pro­ro­syj­ski "blo­ger woj­skowy". W 2023 roku zgi­nął wsku­tek eks­plo­zji ła­dunku wy­bu­cho­wego ukry­tego w po­pier­siu wrę­czo­nym przez osobę, która praw­do­po­dob­nie na­wet nie wie­działa, że re­ali­zuje ope­ra­cję ukra­iń­skiego wy­wiadu[1].

Pa­cy­fi­sta, żoł­nierz za­wo­dowy i mi­ło­śnik woj­sko­wo­ści. Wspól­nie ucie­le­śniają fun­da­men­talny pa­ra­doks, który do­strze­głem za­równo pod­czas mo­ich wi­zyt w Ro­sji (po raz pierw­szy uda­łem się tam w 1980 roku), jak i w jej ty­leż bo­ga­tej, co spi­sa­nej krwią hi­sto­rii. Wy­brzmie­wał on pod­czas śre­dnio­wiecz­nych ka­zań o po­koju Bo­żym, skie­ro­wa­nych do szlachty, dla któ­rej wojna była re­gu­lar­nym za­ję­ciem. W tylko z po­zoru szcze­rych roz­wa­ża­niach car­skich urzęd­ni­ków, któ­rzy uspra­wie­dli­wiali im­pe­rialne za­kusy na Eu­ropę, Kau­kaz Pół­nocny czy Azję Środ­kową nie­sie­niem cy­wi­li­za­cji i mi­ło­sier­dzia. W ra­dziec­kiej pro­pa­gan­dzie, wy­ra­ża­ją­cej od­da­nie na rzecz bu­dowy świata bez wo­jen w rytm bu­dzą­cych grozę kro­ków żoł­nie­rzy, ma­sze­ru­ją­cych po Placu Czer­wo­nym. I wresz­cie w twier­dze­niach Wła­di­mira Pu­tina, że jego okrutna in­wa­zja na Ukra­inę z 2022 roku ma wy­zwo­lić kraj spod rzą­dów (mi­tycz­nych) na­zi­stów.

Oczy­wi­ście hi­po­kry­zja nie cha­rak­te­ry­zuje wy­łącz­nie Ro­sjan. W hi­sto­rii więk­szo­ści państw od­naj­dziemy po­dobne sprzecz­no­ści, a w przy­padku tych o im­pe­rial­nej prze­szło­ści - całą ich masę. Jed­nak na po­zio­mie czy­sto oso­bi­stym Ro­sja od za­wsze bu­dziła od­mienne od­czu­cia. Ro­sja­nie do­brze wie­dzą, czym są okru­cień­stwa wojny i ja­kie koszty się z nią wiążą. Wy­star­czy wy­brać się na Cmen­tarz Pi­ska­riow­ski w Pe­ters­burgu, miej­sce ma­so­wego po­chówku około 420 tys. cy­wili i 50 tys. żoł­nie­rzy, któ­rzy zgi­nęli pod­czas trwa­ją­cego 872 dni ob­lę­że­nia Le­nin­gradu (jak wów­czas na­zy­wało się mia­sto), aby uświa­do­mić so­bie, że pa­mięć o tej ofie­rze jest żywa. To zaś za­le­d­wie po­łowa po­le­głych w wal­kach o mia­sto i jedna je­de­na­sta wszyst­kich et­nicz­nych Ro­sjan, któ­rzy zgi­nęli w trak­cie II wojny świa­to­wej. Ob­raz ten wzmac­nia prze­świad­cze­nie, że woj­sko­wość jest w tym kraju wszech­obecna i po­zba­wiona am­bi­wa­lent­nych po­staw, ja­kimi na­zna­czone są spo­łe­czeń­stwa Za­chodu, w któ­rych żoł­nie­rzom dzię­kuje się za służbę pu­stymi fra­ze­sami, a rów­no­cze­śnie czę­sto daje się do zro­zu­mie­nia, że są oni nie­jako groź­nymi wy­rzut­kami lub nie­chcia­nym re­lik­tem prze­szło­ści. W Ro­sji dzieci wspi­nają się na ar­maty prze­ciw­pan­cerne z II wojny świa­to­wej - od­po­wied­nio roz­bro­jone - usta­wione na szkol­nych pla­cach za­baw, mło­dzi poj­wiają się zaś na pa­ra­dzie z oka­zji Dnia Zwy­cię­stwa w czap­kach pi­lot­kach, a w ich za­cho­wa­niu nie ma nic z ty­po­wej dla na­sto­lat­ków bła­ze­nady. Nie cho­dzi tu wy­łącz­nie o to, że to pań­stwo przy­wo­łuje dawną chwałę oręża po­przez ozda­bia­nie bu­dyn­ków mu­ra­lami, które rów­nie do­brze mo­głyby przed­sta­wiać mar­szałka Żu­kowa, jed­nego z naj­waż­niej­szych do­wód­ców pod­czas II wojny świa­to­wej, i Alek­san­dra New­skiego, zwy­cięzcę nad si­łami za­konu krzy­żac­kiego w 1242 roku. Ro­sja­nie i tak tłum­nie będą wy­bie­rać się na se­anse fil­mów wo­jen­nych, za­chę­cać swoje dzieci do wstę­po­wa­nia do or­ga­ni­za­cji pa­ra­mi­li­tar­nej Młoda Ar­mia lub uczest­ni­czyć w mar­szach na­zy­wa­nych okre­śle­niem "Nie­śmier­telny Pułk", nio­sąc zdję­cia człon­ków ro­dziny, któ­rzy po­le­gli w wiel­kiej woj­nie oj­czyź­nia­nej. Rów­no­cze­śnie świa­do­mość kosz­tów wojny - tej re­al­nej, a nie zmy­ślo­nego kon­fliktu w grze kom­pu­te­ro­wej - jest głę­boka i wszech­obecna. Na każ­dego za­pa­lo­nego "ko­men­ta­tora woj­sko­wego" ra­du­ją­cego się - gdzieś w za­ci­szu me­diów spo­łecz­no­ścio­wych - na wieść o po­stę­pach ro­syj­skich pod­czas in­wa­zji w Ukra­inie przy­pada kil­ka­na­ście osób, które bez żad­nej ob­łudy mó­wią o zna­cze­niu po­koju. Jak w 2016 roku ujął to inny we­te­ran współ­cze­snych wo­jen: "tak, Ro­sja jest go­towa do­pu­ścić się ohyd­nych czy­nów w obro­nie Matki Oj­czy­zny, ale to dla­tego, że gdy znamy koszty wojny, wiemy, jaką war­tość ma po­kój".

Ziemie przechodnie

Wszyst­kie pań­stwa kształ­to­wały się w toku wo­jen i pod­bo­jów, ale mało które ilu­struje ten pro­ces tak do­brze jak Ro­sja. Zie­mie, które dziś zaj­mują: eu­ro­pej­ska część Ro­sji, Ukra­ina, Moł­da­wia oraz Bia­ło­ruś, daw­niej po­ra­stała pier­wotna pusz­cza, po­prze­ci­nana nie­wiel­kimi sku­pi­skami za­miesz­ka­nymi przez kon­fe­de­ra­cje ple­mienne. Jak opi­suje to XII-wieczna Po­wieść mi­nio­nych lat, nie za­wsze hi­sto­rycz­nie wia­ry­godny do­ku­ment: "Także ciż Sło­wia­nie przy­szedł­szy sie­dli nad Dnie­prem i na­zwali się Po­la­nami, a dru­dzy - Drew­la­nami, dla­tego, że sie­dli w la­sach, a jesz­cze inni sie­dli mię­dzy Pry­pe­cią a Dźwiną i na­zwali się Dre­go­wi­czami, inni sie­dli nad Dźwiną i na­zwali się Po­ło­cza­nami, od rzeczki, która wpada do Dźwiny i na­zywa się Po­łota. Ci zaś Sło­wia­nie, któ­rzy sie­dli około je­ziora Il­me­nia, prze­zwali się swoim imie­niem"[2].

Wi­kin­go­wie okre­ślali te te­reny jako Gar­da­riki, "zie­mię gro­dów", choć bar­dziej ade­kwatną na­zwą by­łaby "zie­mia rzek", gdyż pusz­czę prze­ci­nały cieki wodne, które sta­no­wiły klu­czowe szlaki za­równo wo­jenne, jak i han­dlowe. Wołga, Dźwina, Dniepr, Don oraz ich do­pływy nie tylko w luźny spo­sób spa­jały ze sobą pierw­sze ple­miona sło­wiań­skie, lecz także przy­cią­gały Wi­kin­gów - zna­nych wśród Sło­wian jako Wa­re­go­wie - plą­dru­ją­cych po­ło­żone w ich biegu wio­ski, aby za­gra­bić skóry, miód i nie­wol­ni­ków. Rzeki słu­żyły im także za szlaki po­dróżne do Mi­kla­gardu ("wiel­kiego mia­sta"). Pod tą na­zwą krył się Kon­stan­ty­no­pol, sto­lica Ce­sar­stwa Wschod­nio­rzym­skiego i brama do Ser­klandu - "kra­iny je­dwa­biu" - co dla Wi­kin­gów ozna­czało zie­mie arab­skie.

Ob­szar ten przy­po­mi­nał za­tem zie­mie prze­chod­nie, oto­czone ze­wsząd za­gro­że­niami - sil­niej­szymi ośrod­kami do­ma­ga­ją­cymi się po­słu­szeń­stwa lub da­niny. Z pół­nocy i ze wschodu na­pie­rali Wi­kin­go­wie, któ­rzy osta­tecz­nie pod­bili te te­reny w IX wieku. Wła­śnie po tym na­jeź­dzie za­częło się kształ­to­wać po­ję­cie ziem ru­skich. Od po­łu­dnia i wschodu roz­cią­gały się stepy, po któ­rych w toku ko­lej­nych stu­leci prze­ta­czały się konne im­pe­ria no­ma­dów. Te plą­dro­wały, za­kła­dały stałe osie­dla i do­ma­gały się da­nin, aby wkrótce po­tem paść pod na­po­rem no­wego na­jeźdźcy ze wschodu. Przez Ruś prze­dzie­rali się naj­pierw Pro­to­buł­ga­rzy, Cha­za­ro­wie, Pie­czyn­go­wie, Po­łowcy, wresz­cie w XIII wieku - po­tężni Mon­go­ło­wie. Pod­bój mon­gol­ski od­izo­luje te zie­mie od Eu­ropy na 200 lat. Gdy ta za­leż­ność ule­gła roz­luź­nie­niu, na za­cho­dzie czy­hały już nowe za­gro­że­nia: za­kony ry­cer­skie or­ga­ni­zu­jące kru­cjaty, aby zdu­sić he­re­zję Ko­ścioła pra­wo­sław­nego, ro­snąca w siłę Rzecz­po­spo­lita Obojga Na­ro­dów, a z cza­sem też Szwe­dzi i Duń­czycy, a także Tur­ko­wie na po­łu­dniu. Wiel­kie Księ­stwo Mo­skiew­skie by­naj­mniej nie znaj­do­wało się jed­nak na po­zy­cjach obron­nych - pro­wa­dziło eks­pan­sję na po­łu­dnie, wschód i za­chód.

Po­ło­że­nie Ro­sji sta­no­wiło rów­nież za­czyn jej tra­ge­dii. Po­zba­wiona gra­nic na­tu­ral­nych oraz wielu su­row­ców i moż­li­wo­ści, dzięki któ­rym jej ry­wale bu­do­wali swoje go­spo­darki - po­czy­na­jąc od re­wo­lu­cji rol­ni­czej, na por­tach na mo­rzach cie­płych koń­cząc - czę­sto sta­wała w szranki z gó­ru­ją­cymi nad nią po­tę­gami woj­sko­wymi z Eu­ropy lub Azji z po­zy­cji pań­stwa za­co­fa­nego tech­no­lo­gicz­nie. To za­tem wojna - jej widmo oraz ko­niecz­ność by­cia na nią przy­go­to­wa­nym - nada­wała kształt temu pań­stwu, od ksią­żąt i ca­rów po ko­mi­sa­rzy i pre­zy­den­tów. Car Alek­san­der III miał po­dobno stwier­dzić, że "Ro­sja ma tylko dwóch so­jusz­ni­ków: swoją ar­mię i swoją flotę". Rów­nie do­brze mógł po­wie­dzieć, że są to jej dwaj władcy. Aby sta­wić czoła wy­zwa­niom, pań­stwo ro­syj­skie zrzu­cało na barki swo­jego ludu ogromny cię­żar - wy­mu­szało na nim re­kru­tów i po­datki, rze­komo nie­zbędne do utrzy­ma­nia bez­pie­czeń­stwa. To zaś pro­wa­dziło do bun­tów lub ucie­czek - gra­nice stale się po­sze­rzały m.in. dla­tego, że pań­stwo po pro­stu po­dą­żało za chło­pami pra­gną­cymi za­jąć nie­za­miesz­kałe zie­mie, by zy­skać tam wol­ność - a na­wet krwa­wych prze­wro­tów. W efek­cie na prze­strzeni dzie­jów kraj ten bro­nił swo­jego bez­pie­czeń­stwa na okrutne spo­soby, np. gdy przy­brani w czarne szaty opricz­nicy Iwana Groź­nego w 1570 roku wy­mor­do­wali ty­siące lu­dzi pod­czas łu­pie­nia No­wo­grodu, któ­rego wła­dze miały spi­sko­wać z Rzecz­po­spo­litą Obojga Na­ro­dów, lub gdy bol­sze­wicka Czeka, czyli Wszech­ro­syj­ska Ko­mi­sja Nad­zwy­czajna do Walki z Kontr­re­wo­lu­cją i Sa­bo­ta­żem, roz­pę­tała "czer­wony ter­ror" prze­ciwko praw­dzi­wym i rze­ko­mym wro­gom pod­czas ro­syj­skiej wojny do­mo­wej w la­tach 1917-1922.

"Nieustanne gnębienie"

Ko­niec koń­ców to cią­głe po­czu­cie za­gro­że­nia przed ze­wnętrz­nym ata­kiem oraz bun­tami we­wnątrz pań­stwa ukształ­to­wało spo­sób my­śle­nia wład­ców ro­syj­skich. Ten strach przed bra­kiem bez­pie­czeń­stwa, któ­remu za­ra­dzić mogą je­dy­nie siła i agre­sja, naj­le­piej od­dał Jó­zef Sta­lin w swym pa­mięt­nym prze­mó­wie­niu:

Jed­nym z ele­men­tów dzie­jów daw­nej Ro­sji było nie­ustanne gnę­bie­nie, ja­kiego do­zna­wała wsku­tek swo­jego za­co­fa­nia. Gnę­bili ją mon­gol­scy cha­no­wie. Gnę­bili be­jo­wie z Tur­cji. Gnę­bili pa­no­wie feu­dalni ze Szwe­cji. Gnę­biła szlachta z Pol­ski i Li­twy. Gnę­bili ka­pi­ta­li­ści bry­tyj­scy i fran­cu­scy. Gnę­bili też ja­poń­scy ba­ro­no­wie. Wszystko to za sprawą jej za­co­fa­nia - woj­sko­wego, kul­tu­ro­wego, po­li­tycz­nego, prze­my­sło­wego i rol­ni­czego. Gnę­bili ją dla­tego, że przy­no­siło im to zy­ski i nie spo­ty­kało się z żad­nymi kon­se­kwen­cjami[3].

Do­dał jesz­cze: "je­ste­śmy ja­kieś pięć­dzie­siąt lub na­wet sto lat w tyle za pań­stwami roz­wi­nię­tymi. Mu­simy skró­cić ten dy­stans w dzie­sięć lat. Albo tego do­ko­namy, albo nas znisz­czą". Słowa te pa­dły w 1931 roku, a 10 lat póź­niej, 22 czerwca 1941 roku, Hi­tler ru­szył z ope­ra­cją Bar­ba­rossa, naj­więk­szą ofen­sywą lą­dową w hi­sto­rii. Tak roz­po­czął się śmier­telny po­je­dy­nek o nie­po­ję­tej wręcz skali i okru­cień­stwie po­mię­dzy dwoma re­żi­mami to­ta­li­tar­nymi. Osta­tecz­nie zwy­cię­żył Zwią­zek Ra­dziecki i to on wy­ło­nił się jako su­per­mo­car­stwo - choć nie bez bo­le­snych strat i traum. Nie­mniej swoje prze­trwa­nie za­wdzię­czał w znacz­nym stop­niu sta­li­ni­zmowi, który prze­kształ­cił pań­stwo w ma­chinę wo­jenną, zdolną za­przę­gnąć do pracy na rzecz swo­ich ce­lów za­równo go­spo­darkę, jak i za­soby ludz­kie.

Wielka wojna oj­czyź­niana do dziś od­grywa główną rolę w kształ­to­wa­niu toż­sa­mo­ści ro­syj­skiej, a aktu]alny re­żim Wła­di­mira Pu­tina wy­ko­rzy­stuje tę nar­ra­cję, aby uka­zać, iż uczest­ni­czy w po­dob­nym star­ciu o su­we­ren­ność i prze­trwa­nie. W oczach Pu­tina in­wa­zja na Ukra­inę nie była im­pe­rialną am­bi­cją, lecz ak­tem sa­mo­obrony w ob­li­czu co­raz bar­dziej wro­giego Za­chodu, wy­ko­rzy­stu­ją­cego Ukra­inę jako na­rzę­dzie walki z Ro­sją. Nie po­win­ni­śmy - nie mo­żemy - go­dzić się na tę po­krętną i uspra­wie­dli­wia­jącą lo­gikę, ale rów­no­cze­śnie po­win­ni­śmy też zro­zu­mieć, że na swój spo­sób Pu­tin jest po pro­stu ko­lej­nym przy­wódcą ro­syj­skim, który po­stę­puje - sam prze­cież przy­znał, że jako na­sto­la­tek gra­so­wał z gan­gami po mie­ście na­dal po­kry­tym bli­znami wojny - zgod­nie z na­stę­pu­ją­cym osą­dem: "ulice Le­nin­gradu na­uczyły mnie jed­nej rze­czy - je­śli walka jest nie­unik­niona, to ty mu­sisz za­dać pierw­szy cios"[4].

Po­cząt­kowo kie­ro­wa­łem się na­iw­nym prze­ko­na­niem, że będę w sta­nie przy­bli­żyć każdą wojnę i bi­twę, którą Ro­sja i Ro­sja­nie sto­czyli na prze­strzeni pół­tora ty­siąc­le­cia, ale szybko zro­zu­mia­łem, jak nie­do­rzeczny był mój za­miar. Po pierw­sze, ta­kie za­da­nie wy­ma­ga­łoby spi­sa­nia nie książki, ale wie­lo­to­mo­wej se­rii. Po dru­gie, tego typu praca szybko prze­kształ­ci­łaby się w su­che i po­zba­wione kon­tek­stu wy­mie­nia­nie starć oraz ich wy­ni­ków, ni­czym spra­woz­da­nie z wy­ni­kami me­czów. I wresz­cie po trze­cie, szcze­góły zu­peł­nie przy­sło­ni­łyby szer­sze wnio­ski. Za­miast tego książka ta pre­zen­tuje sze­roki prze­gląd dzie­jów: po­li­tycz­nych, woj­sko­wych, go­spo­dar­czych i spo­łecz­nych na prze­strzeni stu­leci oraz na­zna­cza­ją­cych je wo­jen, w tym mniej zna­nych kon­flik­tów, które wzbo­ga­cają tę opo­wieść, po­czy­na­jąc od na­jaz­dów Ka­ga­natu Cha­zar­skiego, przez czasy Iwana Groź­nego, na woj­nach ko­lo­nial­nych w XIX-wiecz­nej Azji Środ­ko­wej koń­cząc. W nie­któ­rych przy­pad­kach śle­dze­nie da­nego wątku bę­dzie wy­ma­gało pew­nych prze­sko­ków chro­no­lo­gicz­nych, ale mam na­dzieję, że czy­tel­nicy mi to wy­ba­czą. Jako że spi­suję te słowa w cie­niu mor­der­czej oraz im­pe­rial­nej wojny Wła­di­mira Pu­tina w Ukra­inie, wojny, któ­rej więk­szość Ro­sjan nie po­piera, ale którą ak­cep­tuje, tym bar­dziej trzeba zro­zu­mieć, w jaki spo­sób wojna i bez­pie­czeń­stwo mi­li­tarne ukształ­to­wały nie tylko prze­szłość Ro­sji, lecz także jej po­strze­ga­nie współ­cze­snego świata - oraz to, że na­dal ist­nieje miej­sce na re­alną de­batę o jej przy­szło­ści.

[1] Osobą, która wnio­sła sta­tu­etkę z ła­dun­kiem do ka­wiarni i wrę­czyła ją Ta­tar­skiemu, była 25-let­nia Da­ria Tre­powa, znana z sym­pa­tii do Alek­sieja Na­wal­nego i sprze­ciwu wo­bec in­wa­zji na Ukra­inę. We­dług ma­te­ria­łów udo­stęp­nio­nych przez służby ro­syj­skie ko­bieta miała przy­znać, że nie wie­działa, iż w przed­mio­cie scho­wano ła­du­nek wy­bu­chowy (przyp. tłum.).

[2] Po­wieść mi­nio­nych lat. Naj­star­sza kro­nika ki­jow­ska, przeł. F. Sie­licki, Wro­cław 2005, s. 6.

[3] Jó­zef Sta­lin, Za­da­nie dla sze­fów prze­my­słu: mowa wy­gło­szona pod­czas Pierw­szej Wszech­związ­ko­wej Kon­fe­ren­cji Na­czel­nego Per­so­nelu Prze­my­słu So­cja­li­stycz­nego, 4 lu­tego 1931 roku.

[4] Stra­ight outta Le­nin­grad: Pu­tin says stre­et­fi­ghts tau­ght him how to tac­kle ISIS, "New­sweek", 23 paź­dzier­nika 2015.