Rozdział 1
Ava
Taniec ognia na pochodni jest magiczny. Przyciąga wzrok i hipnotyzuje swoją mocą. Potężny żywioł, który zabiera wszystko w jednej sekundzie, aby pozostawić same zgliszcza i popiół. Płomień oświetla mrok, ale mrok to ja. Zaklęta dusza, która straciła wszystko i stała się niebezpieczna. Jeśli człowiek nie ma nic do stracenia, nie cofnie się przed niczym, co stanie mu na drodze. Życie przestaje mieć sens, a każdy dzień zlewa się z poprzednim, tworząc spójną całość.
Cisza szaleje w mojej głowie, mimo że widzę, jak zdrajca porusza ustami i zapewne błaga o swoje życie, gdy celuję w niego z broni z tłumikiem, centralnie między oczy. Wytropiłam go tutaj, w lesie, gdy liczył, że się ukryje w cieniu drzew i pod osłoną nocy. Nic bardziej mylnego. Zwyczajnie ułatwił mi zadanie, bo nie będzie trzeba przenosić zwłok w inne miejsce, tylko od razu zakopią go chłopaki w leśnym runie na wieki. Dla mnie jest nikim, jest moim kolejnym zleceniem, które dostałam i o którym szybko zapomnę. Mężczyzna jest dla mnie częściową spłatą długu u Ethana, którego nienawidzę, bo przesiąknięty jest identycznym mrokiem w duszy jak ja. Widzę w nim to samo, czym ja się stałam, choć on się lepiej maskuje. A może przywykł do takiego życia? Ja nie. Może jednak to lubi... bycie panem życia i śmierci. Tylko dlaczego zrobił sobie ze mnie zabaweczkę, którą steruje i kształtuje na swoje podobieństwo? Jest na tyle bogaty, że mój dług nie robi na nim wrażenia. Zadłużenie, które zrobił mój brat i za które zginął z rąk jednego z ludzi Ethana, teraz spłacam ja - aż uzna, że odpracowałam jego pieniądze i mogę iść własną drogą. Nie wiem tylko, dlaczego mnie nie zabili. Mieli wiele okazji... Chyba że czekają, aż odpracuję wszystko, i wtedy to zrobią.
Odchyliłam lekko głowę na bok, po czym zrobiłam krok w tył, gdy mężczyzna padł u moich stóp i zaczął się czołgać w moją stronę. Zmieniłam położenie broni, aby dalej celować mu między oczy. Palec trzymałam cały czas na spuście, jednak nie wiedząc czemu, nadal za niego nie pociągnęłam. Może miałam tę świadomość, że gdy tylko to zrobię, od razu dostanę wytyczne na kolejną osobę - tak jest za każdym razem. A mnie coraz bardziej męczy to, co muszę robić, bo zwyczajnie nie mam innego wyjścia.
To była chwila. Nie zdążyłam zareagować - mężczyzna wyrwał mi broń z dłoni, wycelował we mnie i pociągnął za spust. Nie miałam żadnego odruchu obronnego.
- Wolność - wyszeptałam sama do siebie, czując metaliczny smak krwi w ustach, nim upadłam na ziemię.
***
Kilka miesięcy wcześniej...
- To ona! - usłyszałam męski głos, mimo krążących w krwiobiegu narkotyków. - Ethan, jest tutaj! - Zamknęłam powieki, zwijając się w pozycję embrionalną, złudnie myśląc, że to zniechęci kolejnych gwałcicieli.
Mój otumaniony mózg nie był w stanie walczyć, a ciało było wiotkie i łatwo się poddawało moim oprawcom. Ja sama miałam problemy, aby mnie słuchało i wykrzesało siły, żeby móc się postawić kolejnemu cuchnącemu mężczyźnie.
- Kurwa!
Ten głos był inny. Twardszy, wściekły. Nie musiałam widzieć twarzy, by wiedzieć, że to Ethan - ten, po którego wołał pierwszy z nich. Jego też nie znałam.
- Kurwę to z niej zrobili - zauważył pierwszy i cmoknął przy tym irytująco.
Szurał butami, a zaraz potem szufladą, w której miał zapas kondomów i innych środków odurzających, przeznaczonych na wypadek, gdybym była "niegrzeczna".
- Żyje? - dopytywał Ethan.
Po chwili palce zacisnęły się na mojej tętnicy szyjnej, aż skuliłam się jeszcze bardziej. Ogarnął mnie wstręt - do siebie i do kolejnego faceta, który śmiał mnie dotykać bez mojej zgody. Niestety, tutaj wszyscy mają głęboko w poważaniu to, czego ja chcę. Robili wszystko, co im się podobało, i to, za co zapłacili, a na mnie nie zwracali uwagi. Tutaj nie było normalnych ludzi, w tym miejscu były same bezlitosne potwory bez krzty empatii.
- Ledwo, ale tak, jeszcze dycha. Nieźle ją skatowali, ktoś najwyraźniej lubi hardcorowe pieprzenie. - Mężczyzna zaśmiał się, a mi popłynęła mimowolna łza, a żołądek zacisnął się w jeszcze większy supeł, powodując koszmarny ból.
Hardcorowe pieprzenie to nic, byłam bita, przypalana, razili mnie prądem i wkładali we mnie wszystko, co możliwe. Modliłam się tylko o śmierć, która uparcie nie nadchodziła. Byłam zabawką w czyichś łapach, bo nawet nie dbali, czy mnie przy tym zabiją. A że sama o to prosiłam, uparcie nie chcieli mnie wykończyć. Sprawiałam im swoim błaganiem tylko większą frajdę.
- Bierzemy ją, musi spłacić dług za Liama - odrzekł lodowato Ethan ze słyszalnym wstrętem w głosie.
- Masz tyle fajnych lasek, a to coś chcesz ruchać?
Nagle zrobiło się zamieszanie, które mogłabym wykorzystać, żeby uciec, tylko problem w tym, że byłam obolała i ledwo mogłam się poruszać. Nawet oddychanie sprawiało mi ból. Byłam zdana na ich łaskę i niełaskę.
- Nie twój zasrany interes, co będę ruchał! Chcę ją i masz ją całą i żywą dowieźć na miejsce, John! - rozkazał stanowczo.
Usłyszałam kaszel, jakby mężczyzna numer jeden został przed chwilą podduszony, a teraz walczył o każdy oddech. Zrozumiałam, że wyrwano mnie z jednego koszmaru do drugiego. Nikt nie zamierzał pozwolić mi odejść. Nie wiedziałam tylko, co zrobi kolejna osoba, by do reszty odebrać mi resztki sił do życia, którego już nie chciałam, ale którego nie potrafiłam też zakończyć.
Ethan
Zleciłem Avie zabójstwo chuja, który sprzedawał dzieci pedofilom. Ona nie wiedziała, czym naprawdę zajmuje się jej cel, zleceniodawca. Wybierałem jej osoby, z którymi wiedziałem, że sobie poradzi: życiowe pizdy i niedorajdy. A mimo to nigdy nie była sama. Zawsze miała obstawę, na wypadek gdyby coś poszło nie tak. Pozwalałem jej dać sobie upust złości, która w niej rosła z dnia na dzień coraz bardziej, chociaż ona myślała, że spłaca długi za swojego brata. Nawet gdyby całe swoje życie dla mnie pracowała, nie zdołałaby tego zrobić. Prawda jednak była taka, że tamta noc w burdelu zmieniła wszystko - i dla mnie, i dla niej. Wszedłem wtedy do tego cuchnącego pomieszczenia w celu zlikwidowania jej, aby zmusić jej brata do spłaty długu, skoro ona go nie zabiła za to, że przez niego trafiła do burdelu. Tylko gdy ją zobaczyłem z bliznami, całą we krwi, nagą i zwiniętą w kłębek, nasze oczy na sekundę się ze sobą zetknęły, nim zamknęła powieki, coś się zadziałało. Coś, czego nie rozumiałem, ale kazało mi ją oszczędzić. Jakby świadomość, że odbierając jej życie, zrobię jej przysługę, a ja nie po to tam się udałem, aby spełniać jej życzenia. To była wymówka, że ma spłacić dług brata. Fakt był taki, że chciałem zrobić jej na przekór. Głupie, ale to było silniejsze ode mnie. Zawsze lubiłem robić na przekór wszystkim.
Zapewniłem jej prywatnego lekarza oraz pielęgniarkę, którzy codziennie dbali o jej zdrowie. Lekarz pozszywał jej wszystkie otwarte rany, pielęgniarka założyła opatrunki i nawet wtedy wyglądała jak kupka nieszczęścia. Mumia, to określenie bardziej do niej w sumie pasowało, bo prawie całe ciało miała pokryte bandażami.
Czułem wstręt do niej, ale także satysfakcję, że dalej będzie się męczyć na tym okrutnym świecie. Zabiłem z zimną krwią jej brata za to, co jej zafundował. W dupie miałem forsę, choć to nie była mała suma. Od tamtego dnia nie widziałem jej na oczy. Nawet gdy lekarz z pielęgniarką oświadczyli mi, że wróciła do pełni sił. Wszystko, co miałem jej przekazać, robiłem przez Johna, moją prawą rękę. On ją szkolił na zabójcę, on z nią przebywał i choć wiele razy pytał, ja sam nie umiałem odpowiedzieć, dlaczego tak naprawdę trzymam Avę w jednym ze swoich domów. I co z tego, że wiedziałem, że nie chce tam być. Chciałem sprawdzić, jak daleko jeszcze się posunie, aby ktoś odebrał jej życie. Próbowała wiele razy, prowokując chłopaków, ale oni byli świadomi, że jak jej włos z głowy spadnie, to im łeb ukręcę.
Najbardziej byłem ciekawy, dlaczego sama nie skończy ze sobą, skoro miała do tego narzędzie w postaci broni. Mogła przystawić sobie lufę do głowy i pociągnąć za spust, jednak nigdy tego nie zrobiła. Szybko zrozumiałem, że Ava nie myśli jak każdy człowiek, ona robi to na jakiś swój pokręcony sposób, a ja nie potrafię rozszyfrować, co tak naprawdę nią kieruje.
***
Byłem niespokojny. Zlecenie Avy się przedłużało. Biegałem na bieżni, coraz szybciej przebierając nogami. Cały czas o niej myślałem, choć tylko raz widziałem ją na własne oczy. Nie chciałem też, żeby znała moją twarz. Nadal się zastanawiałem, co zrobić z tą dziewczyną. Gdyby wiedziała, jak wyglądam, musiałbym ją zabić, a tak zawsze miałem w zanadrzu zwrócenie jej wolności. Problem w tym, że nie chciałem jej tego dać.
No, w końcu - pomyślałem, gdy zobaczyłem imię Johna na wyświetlaczu telefonu. Złapałem za ręcznik, gdy tylko wyłączyłem bieżnię, i odebrałem połączenie.
- Dostała kulkę - powiedział bezceremonialnie, a w tle usłyszałem dźwięk krztuszenia się krwią.
Tego się nie spodziewałem, zwłaszcza że to nie jest pierwsze jej zlecenie, które ode mnie otrzymała.
- Kurwa! - wrzasnąłem, przeczesując mokre włosy. - Masz zrobić wszystko, aby przeżyła! Już jadę - rzuciłem, po czym pobiegłem do auta.
Miałem adres z GPS-a zamontowanego w aucie. Wykonałem szybki telefon do lekarza, że ma się stawić na miejscu i uratować Avę, jeśli chce jutro oddychać, i wysłałem mu pinezkę z ich dokładną lokalizacją. Wciskałem gaz do dechy, żeby dostać się tam jak najszybciej.
Dotarłem do celu kilkanaście minut później. Szybko zorientowałem się w sytuacji i w tym, co się tam dzieje. Lekarz już zajmował się Avą i tamował krwawienie. John był cały umazany czerwoną substancją, a dwóch moich ludzi kopało dół na zwłoki chuja, którego miała zabić Ava.
- Co z nią? - zapytałem, gdy tylko wysiadłem z auta.
Podszedłem bliżej i kucnąłem przy jej ciele. Gdyby nie krew, pomyślałbym, że przeszła ogromną przemianę i stała się piękną kobietą. Nie przypominała już tej samej osoby skatowanej niemalże na śmierć, którą widziałem kilka miesięcy temu. Cała opuchlizna zeszła, a jej skóra zyskała naturalny odcień. Przybrała też trochę na wadze i nie wyglądała już jak zombie.
- Jest nieprzytomna, ale będzie żyła - odpowiedział lekarz, nawet na mnie nie patrząc. - Powinna trafić do kliniki... - zaczął, lecz nie pozwoliłem mu dokończyć.
Wstałem z klęczek, odsunąłem się lekko w tył, aby dać mu przestrzeń do działania. Doskonale znał moje zdanie na temat szpitali, więc nie rozumiałem, po co porusza ten temat.
- Żadnej kliniki i żadnych śladów - rzuciłem hardo. - Poskładaj ją i przywieź do mnie. - Spojrzałem na Johna. - A ty masz zjawić się w moim gabinecie w pierwszej kolejności! - rozkazałem, a jego jabłko Adama poruszyło się, gdy przełykał ślinę.
Przytaknął. Wiedział, że ma przejebane za to, co się stało. Miał jej, kurwa, pilnować i nie dopuszczać właśnie do takich sytuacji, a nie wykonywać zadanie, gdy było już za późno, bo dziewczyna oberwała.
Wsiadłem do auta i ruszyłem do domu. Nie powiem, że nie chciałem zostać, bo chciałem, ale nie mogłem pokazać, że mam do niej słabość, bo stałaby się łatwym celem dla moich wrogów. Dlatego też nigdy nie poznała mojej twarzy i nie wiedziała, kim jestem. Fakt, raz nasze spojrzenia się spotkały, ale wtedy była ostro naćpana i na pewno nie poznałaby mnie teraz.