Skarby w spodniach - Stefan Wiechecki Wiech

Kup ebooka

32.00 zł
22.61 zł (22,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Pięciu panów w negliżu

Potrójny cud rebego

Uwędzona bielizna

Podsłuch telefoniczny

Krzyk w ciemnościach

Szczęśliwy znalazca

Huraganowy finał

Cud w banku Szereszowskiego

Na cztery kłódki

Czciciele rudej krowy

Dziki Arab z jataganem

Oblężenie w Karczewie

Śpiewał jak anioł

Ucieczka papugi

Szturm do mykwy

Przepustki do cadyka

Litość nad krowami

O zielonych getrach

Zdradliwy zaganiacz

Chrzest i ślub neofitki

Rozgoryczony profesor

A zięć czekał w bramie

Zwycięstwo Golda

Jego luba z wyspy Kuba

Czy pan z Kowla?

Rozwód w szczypcach

Grupa anarchistyczna

Aresztowanie inżyniera

Fałszywe dokumenty

Okrzyk w bóżnicy

Pomysłowy interes

Ciernista droga do wiedzy

Bój pod cmentarzem

Plama na szyldzie

Mistrz białej magii

Catena della infortuna

Oszołomiony kierowca

Wielki triumf czcicieli

Wojna dwu wesel

Partyjne źle golą

Rasowy wielożeniec

Ksiądz tak nie postępuje!

Upiorne przebudzenie

Pod czapką cyklistówką

W atmosferze cudów

Pod groźbą rewolweru

I bądź tu kuśnierzem!

Fokus XX wieku

Do walki z konkurentami

Zemsta faszerowanej rybki

Górne C słynnego śpiewaka

Zdenerwowany muzyk

Na złamanie karku

Rozruchy bajgiełkowe

Icek w roli Majlocha

Opona wyręczyła policję

Człowiek z grzechotką

Zapomniał o spodniach

Rura w podziemiach

Oknem z IV piętra

Parada cyrkowców

Lopek Krukowski na Lipie

Nadprogramowy przebój

Sędzia okradziony

Specyfik na ból dziąseł

Na własnym grobie

Fatalny finał na Wiśle

Ucieczka reb Dona

I odpaś tu narzeczonego!

Wielki kram o gęsi pipik

Zdemolowanie

składu aptecznego

Umoralniam zdeprawowane...

Dygnitarz z Rosji

Fajwusiewicz, ty żyjesz?

Wbił mu nożyce i otworzył

Kto wysyła w zaświaty?

W obłokach pierza

Od bruneta do bruneta

Kradzież telefoniczna

Sceny pod zegarem

Tańce epileptyka

Napad terrorystów na tramwaj

Oczekiwanie na Eliasza

Sukcesy automobilistów

Żmija w uczelni

Właścicielka czterech kamienic

Atak Kitmacherów

Święty turecki

Krok w krok za wynalazcą

Rękopis nowej powieści

Na cmentarzu

Katastrofa na parostatku

Ile wart jest flircik?

Lanie za makaron

Za krzywdę dziewczyny

Dość tych ksiąg!

Denerwujące przygody

Wasyl Szczerbakow

Pachnidła i wytrychy

Wal na transparent!

Z wiatrówką na uwodziciela

Podejrzane czułości

Taktownie i stanowczo

Będzie ślub

Rozfikana krowa

Kąpiel i przepustka

Pan pękniesz ze śmiechu...

Uwięziona w klinice

Strefione pałeczki

Mojżesz w Szydłowcu?

Listy nie doszły

Z reformami w dłoni

Koncert w rabinacie

Aresztowanie rudej krowy

Krokodylowa skóra

Pogromca hurtowni

Jak w błoto

Farmazoni polują

Więc rząd pozwala?

Sądny dzień w teatrze

Uczta szyderców

Gołąb pocztowy

Sowiecki spec

Bunt jeszybotników

Starozakonny Murzyn

Ogień w piwnicy

Zabieg w Kasie Chorych

Fenomenalny matematyk

Gniew Ajzyka

Możecie pić spokojnie

Posłuchajcie krześcijany...

Zaczarowane konto

Samson z ulicy Dzikiej

Cuda w Karczewie

Epikurejczycy pod Falenicą

Uśmiech przez łzy

Łowy na kupca

Huragan przedwyborczy

Pikantne dyrdymałki

Napoleoński manewr

Walka z bikiem

Magiczne wianuszki

Rozruchy na tle artretycznym

Szturm karawaniarzy

Księżycowe skoki

Miasto grozy i grzechu

Szwagier za szwagra

Bitwa pod Grunwaldem

Cud w łaźni

Cukiernik podpalony

Dom czy koszary?

W dwie godziny do Paryża

Saper na urlopie

Trup symulant

Jedna deska, dwie i cztery

Zamieniony w mumię

Zagadkowa przygoda

Syn w chlewie

Ludzie w maskach

Epidemia darcia chałatów

Żywcem w bryle lodu

Nie ma litości!

Pan się zastanów!

W sprawie rogów

Złocista jaszczurka

Intryga w mykwie

Uj! to ja jemu wsypię

Historia o pękniętym drucie

Burzliwy seans

List miłosny

Członkowie korporacji

Odmłodzenie 200 warszawianek

Skompromitowany złodziej

Jak Neron mordował

Kółko spod papugi

Rozenkranc zbił Rozenkranca

Rywalizacja lancetów

Butla magiczna

Weksle poczciwe i fałszywe

Wśród przyjaciół

1000 dolarów za romans

Ciemne oczy Lucyny

Występ sufrażystek

Spóźnione półpoście

Wykolejona neofitka

Brunetka z pieprzykiem

Panna Cypojra

Wekslowa rozpusta

Pomyłka donżuana

Po trzykroć skrytykowany

Śmiertelna koszula Eliasza

Jankiel w stroju Adama

Nie zdążył do Palestyny

W obronie moralności

Potop na Nalewkach

Praworządni obywatele

Tajemnica kanapy

Intryga narzeczonej

Wilki na Bielanach

Odczepiny Pereca Frydmana

Pomyłka jubilera

Zdradliwy automat

W obronie przyjaciela

Zwycięstwo Konrada Wichury

Pod sztandarami Pinkerta

Berek pod krzaczkiem

Artyści, artyści...

Dama w bóżnicy

Dom na Białostockiej

Trzej królowie

Figiel panny Maszy

Niech żyje król Salomon!

Czyje to paluszki?

W podziemiach garsoniery

Tajemnice lokalu

W jedności siła!

Szyszmowicz na ksiutach

Feralny pierścionek

Bunt panny Sali

W obronie konstytucji

Dwie kary za jeden grzech

Bój o mężczyznę

Dwaj studenci

Lepszy wróbel w garści

Efroim zdobywca serc

Warszawska syrena

Skarby w spodniach

Nie mogą siedzieć!

Zawodowy niemowa

Wojna o pięć złotych

Kąpiel w solankach

Wojna na ul. Żelaznej

W cudzych piernatach

Szatański podstęp

Al Capone i 25 batów

Zbawienna rada wróżki

Sprawa honorowa

Zemsta narzeczonych

Zdradziecki całus

Dolary dajemy wam!

Ósmy grzech Moszka Rochmana

Dziecko szczęścia

Cukierman się krzepi

Fałszywy ginekolog

Ucieczka spod baldachimu

Cierpienia Izydora

Bunt Chmielnickiego

Nóżki w koszernym garnku

Za pierworodnego syna

Brat i siostra

Mechaniczny kantor

W śmiertelnej koszuli

Z dostępem do morza

Ferszt na czele pałkarzy

Broda w garści

W pogoni za kogutem

Diabelski podstęp

Rajskie jabłko

Radny na czele szajki

Przyrost naturalny

Trzy złowieszcze pechy

Namiętności tryfnika

Przypisy i objaśnienia

Nota edytorska

Pięciu panów w negliżu

Pan Matys Rajchman (Pańska 8) usłyszał wczoraj w nocy podejrzane szmery przy drzwiach frontowych. Zebrawszy cały zapas odwagi, chwycił w dłoń nabity straszak, długi i ostry jak brzytwa nóż kuchenny, żelazko, pogrzebacz oraz gaśnicę Minimax i szczękając zębami, ruszył śmiało na wroga.

Dla pewności pobiegł przez schody kuchenne.

Każdy choć trochę obeznany ze sztuką wojenną zrozumie od razu, że był to tylko fortel, użyty po to, aby zaskoczyć nieprzyjaciela od tyłu.

Napoleońskie plany pana Rajchmana uwieńczyło całkowite powodzenie. Zaszedł znienacka wroga, świdrującego filong we drzwiach frontowych. Rzucił wtedy uzbrojenie na ziemię, wybiegł na podwórze i narobił takiego wrzasku, że ujęto opryszka w przeciągu minuty. Był to Josek Gepner (Dzika 41).

Bardzo się zdziwił pan Abram Pejsach Abuś (Kupiecka 16), gdy w jego mieszkaniu zjawiła się policja. Co u niego może robić policja? Zdziwienie jego wzrosło w dwójnasób, gdy się dowiedział, że policja będzie robić rewizję. Rewizja? U niego? To już szczyt nadzwyczajności. Ale kiedy w mieszkaniu znaleziono 3 garnitury marynarkowe, 2 sakpalta jasne, 2 jesionki i futro, pan Abuś po prostu nie mógł wyjść ze zdumienia. Oniemiał.

- Skąd pochodzą te rzeczy? - spytał surowo pan posterunkowy.

- Nie mam najmniejszego pojęcia. Zielonego wiobrażenia. Ja się dżywuję i dżywuję, nadżywować się nie mogę, skąd to się u mnie wzięło.

Co najciekawsze, zdziwienie Abusia wcale nie zdziwiło posterunkowego. Uśmiechnął się pobłażliwie i zabrał zdziwionego człowieka do komisariatu.

Urzędniczka robotniczego biura emigracyjnego panna Regina Sonnenberg (Elektoralna 30), wszedłszy do lokalu biurowego przy ul. Leszno 3, stanęła w progu jak wryta. Przy sąsiednich drzwiach, prowadzących do dalszych pokoi, ujrzała jakiegoś jegomościa, operującego wytrychem.

- Co pan tu robisz? - zawołała energicznie.

- Studiuję konstrukcję zamka - odparł nie speszony osobnik, po czym usiłował dyskretnie przecisnąć się między panną Reginą a ścianą.

Niewiasta jednak schwyciła go za kołnierz i narobiła alarmu. Wkrótce przybiegł dozorca i odebrawszy z rąk panny Reginy niefortunnego badacza zamków, odstawił go do komisariatu. Jest to znany złodziej Chaim Cusberg (Gęsia 55).

Dowiedziawszy się o dzielnym postępku panny Reginy, ko­ledzy i koleżanki urządzili jej owację.

Oniemiał, po prostu oniemiał pan Szmul Halbersztadt, admi­nistrator domu nr 13 przy ul. Elektoralnej, kiedy przechodząc przez podwórze ujrzał wychylające się z okna pierwszego piętra klatki schodowej ręce z długą tyką. Tyka skierowała się ku pobliskiemu balkonowi drugiego piętra i zdjęła wiszące tam karakuły pani Jakubowej Gutmanowej.

- Gewałt! - krzyknął pan Szmul. - Zamykać bramę!

Po krótkim zamieszaniu ujęto Chaima Lichta (Smocza 60) i Eliasza Borówkę (Burakowska 8) razem z futrem i składanym bambusem długości czterech metrów. Teraz siedzą.

Symcha Bryn, rodem z Łodzi, nocował w nierejestrowanym hotelu pana Henocha Bursztyna przy ul. Sierakowskiej 4.

Korzystając z twardego snu współlokatorów, Bryn spakował kilka par spodni, chałatów, kamizelek i usiłował ulotnić się cichutko. Wychodząc przewrócił stołek. Wywiązała się zaciekła gonitwa, w której wzięło udział pięciu panów w negliżu. Bryna ujęto, zbito i odprowadzono do komisariatu.

Po powrocie z miasta pan Mojżesz Habercug (Twarda 56) zdziwił się niemało na widok kłódki, broniącej dostępu do jego mieszkania. Była podobna, ale niezupełnie. "Moja, czy nie moja?" dumał.

Wtedy to, bijąc się z myślami, pan Habercug zauważył draba skulonego na schodach. Złapał go. Był nim złodziej Aleksander Dziewanowski (Mostowa 32). W mieszkaniu ujęto wspólnika nawiskiem Wacław Świderski (bez adresu). Obaj siedzą.

Jest to stary sposób złodziejski. Jeden drugiego zamyka na kłódkę, by nie zwracać uwagi przechodzących osób.

Potrójny cud rebego

Słynny cadyk cudotwórca, reb Alter, powracał wczoraj rano własnym autem z Warszawy do Góry Kalwarii. Towarzyszyli mu panowie Josek Lewin, Majer Becalel i Mojżesz Katz. Przy kierownicy siedział szofer nadworny, pan Moszek Sroka. Na trzecim kilometrze przed Górą Kalwarią rozległ się ogłuszający huk pękniętej kiszki. Sroka zamknął oczy, wypuścił z rąk kierownicę i wpakował samochód do rowu.

Wszyscy pasażerowie znaleźli się na ziemi.

Sroka zerwał się szybko i zaczął biegać dokoła auta, wołając:

- Nieszczęście! Policja! Oj, trzeba pozbierać trupy!

Istotnie spośród pasażerów jeden tylko reb Alter był przytomny.

- Czego ty krzyczysz? - rzekł do szofera. - Jeżeli to są tru­py, to los jest w ręku opatrzności.

Powiedziawszy te słowa, cadyk spojrzał w niebo i odmówił pewną modlitwę, która posiada zadziwiające własności. Po pięciu minutach podniósł się z murawy trup pana Katza.

- To ja nie umarłem? - zapytał, trąc sobie kolano.

A cadyk modlił się i modlił, wzywając na pomoc siedemdziesięciu aniołów.

Drugi z rzędu stanął na nogach trup pana Lewina. Był bardzo blady i chwiał się nieco.

Po kwadransie wszyscy już byli zdrowi. Szofer Sroka udał się pieszo do Góry Kalwarii, by sprowadzić konie. Przy sposobności nie omieszkał zawiadomić mieszkańców, że rebe wskrzesił trzy osoby, a sam stoi teraz na szosie i czeka. W mgnieniu oka założono konie do czterdziestu bryczek, furmanek i wozów. Każdy chciał stanąć pierwszy na miejscu katastrofy, by mieć zaszczyt przewieźć rebego. Rozpoczął się wyścig.

- Fue! Fue! - krzyczeli woźnice, okładając szkapy batami. Na moście wywiązała się bójka.

Reb Alter, nie chcąc nikogo faworyzować, wolał wsiąść do przejeżdżającego autobusu. Widząc, że tłum pluje i rzuca kamieniami na przewrócony samochód, rzekł:

- Nie ubliżajcie mu, on nic nie winien, on sam też się potłukł.

Wieść o potrójnym wskrzeszeniu ofiar katastrofy wywarła na mieszkańcach Góry Kalwarii wstrząsające wrażenie. Przez cały dzień na miejscu wypadku gromadziły się rzesze prawowiernych. Pito pejsachówkę i krzyczano: - Chaim!

Uwędzona bielizna

Pani Esterze Zylberg (Chmielna 102) skradziono ze strychu bieliznę damską, męską i dziecinną, bezpośrednio po wielkim familijnym praniu. Złodzieja nikt nie widział.

Tegoż dnia w pobliskiej kamienicy nr 106 zaczęły dymić wszystkie piece. Dymiły tak okropnie, że mowy być nie mogło o rozpaleniu ognia. Lokatorowie gotowali strawę na patentowanych maszynkach naftowych, panie kładły się spać z butelkami napełnionymi ukropem, a panowie, znacznie praktyczniejsi, przed snem pociągali z butelek.

Zaniepokojony dozorca wezwał kominiarza.

I oto ku ogólnemu zdumieniu wyszło na jaw, że w kominie domu nr 106 znajduje się worek, a w nim bielizna pani Zylbergowej, skradziona pod numerem 102.

Nie ulegało wątpliwości, iż jest to manewr złodziejski. Nie mogąc łupów zabrać, pajęczarz ukrył je w kominie, by przyjść po nie przy sposobności. Wobec tego urządzono na strychu zasadzkę i wczoraj nicponia złapano. Jest to Henryk Bucholc (Dzi-ka 62), karany za kradzieże.

Bielizna pani Zylbergowej pachnie wędzonym boczkiem.

Pani Fajga Cymbrowicz z ul. Smoczej 6 udała się po zakupy­ na Pociejów. Gdy przechodziła przed domem nr 8 przy ul. Bag­no, obstąpili ją pośrednicy. Zrobił się szalony rwetes. Panią Fajgę zaczęto szarpać za rękawy, za poły płaszcza, a jeden z agentów złapał ją nawet za nogę i jął ciągnąć do rupieciarni. Na domiar nieszczęścia ze ściany domu spadł szyldzik i trafił niewiastę w sam czubek głowy. Wezwano pogotowie.

A kiedy dzięki zabiegom lekarza pani Fajga otworzyła oczy i spojrzała na szyldzik, zrobiło jej się smutno. Na blasze widniały słowa: WYSTRZEGAĆ SIĘ POŚREDNIKÓW.

W sali teatralnej przy ul. Nalewki 2A panował ścisk i rwetes. Nie należy się temu dziwić, bowiem dawano za te same pieniądze aż dwie sztuki: wstrząsający dramat pod tytułem Wajwełe est kompot oraz znakomitą farsę Chancie fyn Ameryk.

Podczas drugiego antraktu jakiś tęgi widz siadł na kolanach panu Dawidowi Szpinakowi (Gęsia 73), za co został spoliczkowany przez pana Szlomę Mankobockiego (też Gęsia 73). Zrobiła się taka awantura, że aż na widownię przyleciał ze sceny sam Wajwełe, pożeracz kompotu.

Nieporozumienie usiłował zażegnać starszy posterunkowy Sabała. Ów grubas, pakujący się widzom na kolana, złamał policjantowi bagnet, rozerwał mu pas, przewrócił parę osób i uciekł.

Ostatecznie pociągnięto do odpowiedzialności za zakłócenie spokoju panów Mankobockiego i Szpinaka.

Długo stołował się pan Josek Krzak (Czerniakowska nr 144) w restauracji "Pod Faszerowanym Karpiem" (o dwa domy dalej) i coraz silniejsza nienawiść do gospodyni, pani Chany Tenenwurcel, rozpłomieniała jego serce. Nocami marzył o mękach piekielnych, jakie zadawałby, gdyby mógł, pani Chanie. Wreszcie pan Krzak rozgorzał jak świeca. Wydostał skądciś żywą mysz i wpuścił jadłodawczyni do słoja z ogórkami.

Pani Chana, sięgnąwszy po ogórek, schwyciła coś żywego i zemdlała z wrażenia. Mściwego jadłobiorcę opisano w protokole.

Bardzo niesmacznego żartu dopuścił się pan Eugeniusz Rynowicz (Elektoralna 10). Ukrył się za krzaczkiem w Ogrodzie Saskim, zdjął futro, przewrócił na drugą stronę i tak włożył. Na twarzy umocował przerażającą maskę rozwartej paszczy tygrysa, a na przeciwległym biegunie swej jaźni długi, pręgowany ogon. Po chwili na główną ulicę parkową wyskoczył kosmaty potwór i rycząc straszliwie, począł biec na czworakach w kierunku poważnie spacerujących, solidnych kupców.

W ogrodzie powstał nieopisany popłoch. Żal było patrzeć, jak poważni patrycjusze zmuszeni byli zadrzeć chałatów i wyrywać z kopyta, wrzeszcząc wniebogłosy.

Dopiero starszy posterunkowy, pan Stanisław Sabała, poskromił karnawałowego żartownisia i zabrał go do komisariatu.

Pół godziny przechodził pan Icek Mitholc (plac Grzybowski 3) przez ulicę Królewską, róg Marszałkowskiej. Rozglądał się z chodnika na prawo i lewo, a upatrzywszy moment, kiedy po obu stronach nie było widać ani jednego nadjeżdżającego pojazdu, ruszał en carričre na przełaj. Zaledwie jednak przebiegł kilka metrów, w oddali ukazywała się jakaś taksówka i pan Mitholc galopem wracał na powrót.

Manewry te obserwował pan Wł. Hałkiewicz (Radzymińska 53), piastując w kieszeni trąbę samochodową. Złośliwy ten człowiek przeszkadzał, jak mógł, panu Ickowi w jego wysiłkach: trąbił głośno, kiedy wypadkiem taksówki nie było widać.

Miłą tę zabawę przerwał posterunkowy Musiałek. Panu Ickowi pomógł przejść przez ulicę, a pana Hałkiewicza zabrał do komisariatu.

Trąbę skonfiskowano.

Hojną rękę ma pan Rabinowicz (Libelta 7), fabrykant papy. Kiedy na miejscu postoju platform w pobliżu fabryki zjawił się chłopak biurowy z wiadomością, że pan Rabinowicz ma do wyekspediowania beczkę smoły, wszyscy furmani jak jeden mąż krzyknęli: - Fue! - i rozpoczęli wyścig, którego szaleństwo przeszło curricula kwadryg rzymskich.

Finisz skończył się tragicznie. Dwaj liderzy biegu, pan Abram Zymersztajn (Smocza 28) i pan Jankiel Rybka (Pawia 37), jednocześnie wpadli w bramę, roztrzaskali wozy i rozbili upragnioną beczkę smoły. Pan Rybka zakreślił w powietrzu łuk i runął główką w smołę, spotykając się tam w sekundę po tym z panem Abramem.

Wylazłszy unurzani w smole jak dwa diabły, dowiedzieli się, że pan Rabinowicz ocenia stratę na 130 złotych.

Na ul. Marszałkowskiej stał z koszem pan Hersz Sztajnberg (Remiszewska 6) i raźno wykrzykiwał:

- Samoloty! Samoloty! Prawdziwe fruwające!

Przechodzący pan Leon Franc (Annopol) zainteresował się zabawkami.

- Ile kosztuje? - spytał.

- Dwa złoty - odparł sprzedawca.

Podczas ożywionego targu wywiązała się sprzeczka. Ostatecznie klient pokąsał pana Hersza, a pan Hersz strzaskał jednopłatowca na głowie pana Leona. Obu zabrano do I komisariatu, gdzie pan przodownik spisał protokół.

Podsłuch telefoniczny

Jak wynika z niniejszej historii, zwykłe słuchawki radiowe mogą służyć do podsłuchania rozmowy telefonicznej. Jeżeli w lokalu znajdują się dwa kontakty, wkłada się wtyczkę słuchawki do górnej dziurki, drugą do jednej z dolnych dziurek i podsłuch gotowy. Z odkrycia tego skorzystał pan Jojne Krygerman, właściciel interesu z obuwiem przy ul. Wałowej 6. Ponieważ jeden kontakt był w sklepie, a drugi w mieszkaniu, mógł podsłuchiwać, co mówi małżonka Chana, nie ściągając na się podejrzeń.

Widocznie dowiedział się czegoś złego, bowiem w ubiegłą niedzielę wpadł z rozwichrzonym włosem do rabinatu i krzyknął:

- Una ma faceta!

- Czego ty chcesz? Czego ty latasz jak ten głupi baran? - ofuknął go reb Don, oburzony takim brakiem taktu.

Wtedy pan Krygerman opowiedział, jak sprawy stoją i zażądał rozwodu.

- Przede wszystkiem skąd ty masz radio? I czy tobie nie wstyd trzymać w domu takie paskudztwa?

- Radio kupiła żona. To jej rzecz.

- A skąd ty masz telefon?

- Telefon już był, jak się tam wprowadzałem.

- I ty słyszałeś przez te rurki?

- To nie rurki, rebe, to słuchawki. Ja słyszałem, jak ona ga­­dała z kawalerem.

Mądra twarz reb Dona pokryła się chmurą troski.

- Ty do mnie przyjdź jutro - rzekł do Krygermana. - Ja muszę zajrzeć do ksiąg hebrajskich.

Nazajutrz Krygerman nic się nie dowiedział. We wtorek też. Dopiero wczoraj reb Don oświadczył mu tonem stanowczym:

- Ja przez ciebie dwie noce nie spałem. Ja i mój gabe prze­wertowaliśmy wszystkie teksty i komentarze hebrajskie do rozwodu i wyobraź sobie, że nigdzie nie ma ani słowa o radio.

- No, to co będzie?

- To będzie, że tymczasem nie dostaniesz rozwodu.

- A co ja mam robić z kawalerem mej żony?

- Ty jego złap za uszy i przyprowadź do mnie, to wtedy dam ci rozwód.

Krzyk w ciemnościach

Leciwa obywatelka północnej części Warszawy, pani Chaja Markowska (Nowolipki 69), schodząc wczoraj po południu do piwnicy, poczuła w ciemności, że ktoś ją chwyta w ramiona i wyciska na ustach namiętny pocałunek. Pani Chaja z przerażenia dostała bicia serca. Dalej wypadki potoczyły się tak błyskawicznie i z tak żelazną konsekwencją, że pani Chaja zupełnie straciła głowę. Dopiero panna Michalińcia Wrońcówna, idąc na umówione w tejże piwnicy spotkanie ze swym narzeczonym, dzielnym strażakiem, panem Bonifacym Bromkowskim, narobiła wrzasku. Zupełnie nie wiadomo dlaczego, bo przecież nikt jej w ciemności nie chwytał, jak dziki tygrys. Pani Chaja odzyskała przytomność i zaczęła również wrzeszczeć, że ją mordują. W piwnicy zrobiło się takie piekło, że w jednej chwili powstał na nogi cały dom. Dopiero przy pomocy policji sprawa wyjaśniła się trochę, ale też niezupełnie. Pan Bonifacy twierdzi, że się omylił i wziął panią Chaję za swoją narzeczoną.

Ale dlaczego w takim razie krzyczała panna Michalinka?

Przeraźliwy krzyk rozległ się wczoraj na balkonie kina miejskiego w chwilę po zapadnięciu ciemności. Orkiestra urwała w pół taktu i w jednej chwili rozbłysły wszystkie światła. To osiem­nastoletnia panna, piękna Chawa Giewontszusznycler (Dzika 12), krzyczała jak zarzynana. Ucichła dopiero w ramionach dzielnego posterunkowego, pana Sussera, który uspokoiwszy panienkę jął rozpytywać o przyczynę alarmu.

Okazało się, że jakiś łotr ukłuł niewinne dziewczę szpilką w miejsce, którego nazwać się wstydzi.

O ten niesmaczny czyn podejrzewa swego eks-narzeczonego Beńka Karminkowicza (Miła 46), który z przesadnie obojętną miną siedział czery rzędy za nią. Na wątpliwości posterunkowego, czy można z tej odległości ukłuć kogo i trafić tak po ciemku, panienka zawołała gorąco:

- On mógł mieć igłę na lasce, a po ciemku to ten łobuż lepiej widzi, jak na widno!

Co najmniej niesmaczne metody pedagogiczne stosuje pan Awrum Goldberg (Wolska 45), świeżo zaślubiony małżonek uroczej pani Rojzy. Wczoraj odbyło się wesele. Wieczorem, kiedy państwo młodzi wrócili do domu, pan Awrum ucałował serdecznie panią Rojzę. Potem wydobył z kieszeni butelkę pejsachówki, wypił połowę, resztę podał żonie, mówiąc:

- Znaj sprawiedliwość małżeńską!

Na koniec, trzasnąwszy znienacka dozgonną towarzyszkę butelką w głowę, rzekł:

- Znaj posłuszeństwo małżeńskie!

Ofiarę stanowczości mężowskiej opatrzyło pogotowie.

W kołach złotej - złoto doublé - młodzieży warszawskiej znana jest pod nazwą Sulamitki pewna wspaniała bruneta o cudownie rzeźbionych rysach i płomiennych oczach. W rzeczywistości nazwisko jej brzmi Necha Krawiec, a adres - znany tylko nielicznym - Pańska 64.

Sulamitka, osoba o bogatej lecz tajemniczej przeszłości, władająca biegle kilkoma językami, obraca się wśród młodych, ale bardzo zamożnych ludzi. Wraca do domu późno, przeważnie taksówką.

Wczoraj zupełnie niespodziewanie aresztowano piękną Sulamitkę. Szczegóły śledztwa trzymane są w tajemnicy.

W jednym z poczytnych dzienników krakowskich znajdujemy onegdaj w dziale ogłoszeń ciekawe ostrzeżenie przed strasznym uwodzicielem, grasującym po Małopolsce: "KOBIETY! Strzeżcie się Lejby Strausa, zamieszkałego w Mielcu! Niżej podpisany zawiadamia, że dnia 15 maja br. zaczepił tenże Lejb Straus niemoralnie na stacji kolejowej w Tarnobrzegu panią Peslę Schmalz z Rozwadowa, obejmując ją gwałtem namiętnie, po czym przemocą prowadził ją pod ramię za miasto Tarnobrzeg, a w drodze wyraził się do tej kobiety takiemi niemoralnemi słowami, z czego wnioskuję, że chciał tę kobietę zbałamucić i do czegoś namówić. Mąż Mojżesz Schmalz."

Biedna pani Pesla Schmalz! Objęta gwałtem namiętnie, poszła wraz z uwodzicielem za miasto Tarnobrzeg, tak przelękniona, że nawet nie mogła wyrwać się z uścisków pogromcy serc z Mielca.

Jakżeż bohatersko postąpił jej mąż, dając powyższe ogłoszenie! Jeśli pan Lejba Straus przyjedzie kiedy do Warszawy, każda warszawianka ucieknie przed nim, pomna jego strasznych wyczynów na dworcu w Tarnobrzegu, kiedy to zaczepił niemoralnie - mógł przecież zaczepić moralnie! - panią Peslę.

Ma zdaje się słuszność jej mąż twierdząc, że uwodziciel z Mielca chciał tę kobietę zbałamucić i do czegoś namówić.

Tylko do czego? Oto zagadka.

Znany tygrys na cnotę kobiecą, pan Leon Ajbuszyc z ul. Ostrowskiej 12, doszedł do wniosku, że mundur wojskowy wybitnie sprzyja powodzeniu. Co tu dużo gadać, wojak ma zawsze pierwszeństwo przed cywilem.

Z tej racji pan Ajbuszyc udał się do wypożyczalni kostiumów teatralnych, dobrał sobie kurtkę, czapkę, nawet bagnet i tak wystrojony pojechał taksówką do parku Traugutta.

Zapomniał tylko o spodniach.

Trzeba trafu, że pierwsza kobieta, do której zrobił oko, znała się na mundurach. Była nią panna Róża Brajtkopf (Bonifraterska 31), ekspedientka ze składu gotowych ubrań.

- Przepraszam - spytała - a w jakim to pułku noszą sztuczkowe spodnie?

- W trzydziestym szóstym - bąknął speszony Leon.

Pannie Róży przypomniał się mord przy ul. Ceglanej, zalecanki w Ogrodzie Saskim i inne okoliczności. Nieufnym wzrokiem przeszyła uwodziciela i odeszła. Następnie dała znać policjantowi, że jakiś podejrzany żołnierz zaczepia w parku samotne­ kobiety.

Gdy posterunkowy Janusz Małecki ukazał się w alei parkowej, Ajbuszyc zaczął uciekać. Wybiegł za bramę i puścił się kłusem bocznicą kolejową w kierunku Dworca Gdańskiego. Ujęto go na placu Broni.

W komisariacie II przyznał się szczerze do chęci zaimponowania pannom mundurem wojskowym. Zdemoblizowano go, bagnet uległ konfiskacie, a kurta i czapka wróciły do rupieciarni. Leonek stanie przed sądem pokoju za nieprawne noszenie uniformu.

W drukarni pana Gutsztata przy ul. Waliców 15 wrzała praca. Sam pan Gutsztat bardzo zdenerwowany biegał po lokalu, popędzając personel.

- Prendzy! - krzyczał. - Prendzy, bo może przyjść policja!

I wyzwał wilka z lasu. Policja przyszła, obejrzała gotowy materiał i skonfiskowała pięć tysięcy egzemplarzy broszurki pt. Miłość sensacyjna. Oprócz tego zabrano tyleż sztuk okładek do następnego dzieła z tej samej serii pt. Jak należy całować.

Jednocześnie komisariat rządu pociągnął do odpowiedzialności autora i wydawcę tych dzieł naukowych, pana Wolfa Opatowskiego.

Była godzina dziesiąta wieczór, gdy pan Stefan Makowski, kierowca samochodowy (Mariańska 10), udał się z panną Ireną Jasiakówną (Bielańska 17) na przechadzkę do Ogrodu Saskiego.­

W ogrodzie panował tłok. W tłoku znajdą się zawsze osoby źle wychowane, toteż pannę Jasiakównę zaczepiono. Podczas awantury, jaka na tym tle wynikła, policjant aresztował dwu brutali, Szymona Widerszala (Nalewki 19) i Szmula Herszenhorna (Nowolipki 68).

Po złożeniu zeznań w komisariacie i po odprowadzeniu panny Ireny do mieszkania, gdy pan Makowski wracał do domu, na placu Bankowym obstąpili go przyjaciele aresztowanych. Rozległy się krzyki:

- Bij go! Wal!

Uderzony kastetem w twarz, pan Stefan padł nieprzytomny. Bito go jeszcze laskami, póki nie nadbiegła policja. Napastnicy uciekli. Rannego opatrzono w ambulatorium pogotowia.