Skandal w arystokracji - Daniel Bachrach

Kup ebooka

4.99 zł
3.99 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Aczkolwiek w mojej długoletniej praktyce policyjnej miałem bardzo dużo spraw, które laikom mogą się wydać wprost wytworem bujnej wyobraźni, to jednak opisany obecnie przeze mnie przypadek jest również historią z prawdziwego zdarzenia i miał miejsce w czasie mojej działalności w policji angielskiej.

Pewnego ranka zgłosił się do City of London Police, gdzie wówczas pracowałem, znany i bardzo bogaty fabrykant, Drews, z informacją o systematycznych kradzieżach, jakie od dłuższego czasu zdarzają się w jego domu. Jak wynikało z przekazanej treści, początkowo ginęły z mieszkania mało wartościowe przedmioty i dlatego nie składał doniesienia na policji, jednakże w przeddzień jego przybycia do nas zginęło mu z ogniotrwałej kasy osiemset pięćdziesiąt funtów szterlingów. Suma, nawet dla niego, człowieka bogatego, dość poważna.

-?Przyznam się panom - rozpoczął Drews, zwracając się do inspektora Bartelsa i do mnie - że aczkolwiek jest to większa suma, to nie chodzi mi tak o te pieniądze, jak o ujęcie sprawcy, i jestem nawet gotów całkowitą tę kwotę poświęcić jako nagrodę, gdyż, przyznacie panowie sami, przykro jest mieć w swoim domu złodzieja i nie wiedzieć, kto to jest.

-?W zupełności pana rozumiemy, panie Drews - odpowiedział inspektor Bartels - i postaramy się wyjaśnić te zagadkowe kradzieże oraz zdemaskować złodzieja. Zechce nam pan powiedzieć, kiedy mniej więcej miała miejsce pierwsza kradzież?

-?O ile sobie przypominam, przed około trzema miesiącami zginął zegarek mojej żony. Byliśmy dotychczas przekonani, że żona zgubiła go na ulicy i nie przykładaliśmy do tego zbyt wielkiej wagi; po kilku dniach jednak bawiąca u mnie w gościnie zamężna córka zauważyła, że zginął jej drogocenny pierścionek z brylantem, który zostawiła przy łóżku w swoim pokoju. Wykluczone jest, aby go zgubiła, pamiętała bowiem dokładnie, że położyła go na stoliku przed udaniem się na spoczynek.

-?Czy oprócz tego coś jeszcze zginęło? - zapytałem.

-?Tak jest. Przed dwoma tygodniami synowi mojemu zginęła złota papierośnica. Że została ona skradziona, nie ma również żadnych wątpliwości. Syn mój przypomina sobie dokładnie, że po obiedzie napełnił ją papierosami, a kiedy wieczorem, wychodząc na miasto, chciał ją wziąć ze swojego biurka, zauważył, że znikła. Ostatnia jednak, najbardziej zagadkowa, kradzież miała miejsce wczoraj, gdy zauważyłem zniknięcie z kasy ogniotrwałej ośmiuset pięćdziesięciu funtów.

-?Czy kasa była zamknięta na klucz? - zapytał inspektor Bartels.

-?Tak jest i klucz od niej miałem zawsze przy sobie. Tylko kiedy kładłem się w nocy, klucz od kasy znajdował się wraz z innymi kluczykami na moim nocnym stoliku.

-?Czy dla otwarcia kasy wystarczyło tylko użyć klucza, czy też zamek wymagał zastosowania szyfru? - zapytałem.

-?Jest to kasa starego typu i otwiera się tylko kluczem, muszę jednak zaznaczyć, że posiada bardzo skomplikowany zamek i jestem przekonany, że nie da się otworzyć podrobionym kluczem.

-?Zechce nam pan teraz powiedzieć, panie Drews, ile służby pan posiada w domu i czy nie ma pan jakichś podejrzeń?

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.