Skald. Kowal Słów - Łukasz Malinowski

Kup ebooka

19.99 zł
14.39 zł (7,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Opowieść o szaleństwie

Dom nie wyróżniał się niczym szczególnym wśród prostych chat grodu. Jedna izba, palenisko na środku, drewniana podłoga i cztery ściany. Za to mężczyźni, którzy do niego weszli, na pewno nie byli prostymi rzemieślnikami. Wskazywały na to ich rany, broń oraz pancerze.

Trzech z nich niosło czwartego - związanego i nieprzytomnego. Przybysze rzucili więźnia na ławę przy ścianie, zamknęli za sobą drzwi na skobel i wzięli się do rozpalania ognia.

Gdy polana ułożono już w namiocik, a znajdujące się w jego środku suche patyczki rozpaliły się do czerwoności, spętany człowiek zaczął się poruszać.

- Zobaczcie, kto się przebudził! - zawołał niebieskooki Vaering1, człowiek z Północy, wcześniej zabijający czas rzeźbieniem figurki wilka.

- Mhmmm, hhh, hmmm.

- Co tam bełkoczesz? A tak. Usta.

Rzeźbiarz podszedł do więźnia i wyjął mu knebel, czyli starą szmatę umazaną krwią.

- Zapłacicie za to, psy! Natychmiast mnie rozwiążcie!

Nikt nie zwrócił uwagi na jego słowa. Poruszył się tylko Vaering, jednak nie spełnił żądania jeńca, a wrócił do zabawy nożykiem i drewnem. W końcu podniósł wzrok znad figurki.

- Nie rozumiesz? - zapytał. - Nie ma już nikogo, kto przyszedłby ci z pomocą. Zostałeś sam, na łasce nas trzech.

- Jesteście szaleni!

Trzej mężczyźni śmiali się i szczerzyli zęby o wiele dłużej niż nakazywała przyzwoitość.

- Nikt nie będzie się o to spierał, choć tylko ty wrzeszczysz i szarpiesz się jak człowiek pozbawiony rozumu.

- Śmiesz mi zarzucać brak rozwagi? Jesteście zdrajcami i sprzedawczykami. Uwięziliście mnie bez powodu, a przecież powinniście być mi wdzięczni za wszystko, co dla was uczyniłem! Jesteście jak wściekłe kundle, które gryzą rękę swojego pana!

- Ciekawa sprawa z tym szaleństwem. Wiesz, przewędrowałem kawał świata i słyszałem wiele historii o ludziach niespełna rozumu i rzeczach, które mogą pchnąć człowieka w obłęd. W moich rodzinnych stronach mówi się, że to sam boski Göllnir przemawia przez szaleńca i ukazuje prawdziwe oblicze świata. Drgawki natchnionego są pląsami człowieka unikającego zranienia, ślina tocząca się z ust to łzy matek opłakujących zabite dzieci, niepohamowana mowa jest bełkotem tych, którzy nas napominają, gniew to uczucia, jakimi darzą nas bogowie, a śmiech - znaną wszystkim opinią o wartości ludzkiego życia. Dlatego my, mieszkańcy Północy, obdarzamy takich ludzi szczególnym szacunkiem, uważając ich za wybrańców bogów. Niektórzy mówią, że oprócz skaldów i kapłanów tylko słabi na umyśle potrafią rozmawiać z niebiańskimi Asami i Wanami.

- Widać u was wszyscy są szaleni.

Niebieskooki wzruszył ramionami. Rzeźbił teraz głowę wilka, wióry niesione przeciągiem łagodnie opadały do ogniska. Drążył oczy czubkiem nożyka. Widać była to rzecz wymagająca dużego skupienia, gdyż milczał. Dopiero gdy uporał się z obiema źrenicami, zaczął prawić dalej:

- Bywałem też w Kristlandach, gdzie czci się Krista, boga o ciekawym podejściu do szaleństwa. Mieszkający tam kristmadowie zupełnie inaczej traktują pomyleńców, choć zgadzają się z moimi rodakami co do jednego: że ich szał ma nadprzyrodzone pochodzenie. Jeden z munków, jak nazywają tam kapłanów, opowiedział mi kiedyś historię z Sagi o Kristosie. Pewien włóczęga, którego ludzie mieli za pozbawionego rozumu, chodził nago i mieszkał w grobach, będąc zapewne złodziejem mogił. Czasem wiązano go linami i łańcuchami, by sprawdzić, jak wielką siłę daje mu szaleństwo. A była ona ogromna, gdyż mężczyzna za każdym razem wpadał w taką złość, że potrafił zerwać wszelakie pęta czy okowy. Próby się skończyły, gdy nieszczęśnika spotkał Krist i stwierdził, że mężczyzna jest opętany przez złego demona o imieniu Legion. Miano to znaczyło, że wiele złych duchów zamieszkiwało w tym człowieku, tak jak we mnie mieszka wiele duchów opiekuńczych. Czy ten mąż był berserkiem? Nie wiem. Ale Krist postanowił pozbawić go nadludzkiej siły i wszelkiej nadprzyrodzonej opieki, każąc demonom trapiącym mężczyznę zamieszkać w świniach, które pasły się nieopodal. Tu opowieść staje się niezbyt jasna, a i munk nie potrafił mi tego wytłumaczyć, ale duchy posłuchały uzdrowiciela i doprowadziły zwierzęta do takiego szaleństwa, że te pospadały w przepaść. Nie wiadomo, do kogo należały, ale jeśli szanowano wówczas prawo zemsty, ich właścicielem był pewnie jeden z tych, którzy później zabili Krista. Ale mniejsza z tym. Najważniejsze, że nawet kristmadowie uważają szaleństwo za stan nadprzyrodzony, którego lekceważenie jest błędem. A ty popełniłeś ten błąd.

1 Na końcu książki znajdują się dwa dodatki od Autora, w których zostały wyjaśnione liczne kwestie merytoryczne i nazewnicze (przyp. red.).

Alego opisanie świata

Spisane w roku 347 wedle rachuby serklandzkiej, czyli w 958 roku po śmierci Krista13

Jest to księga Alego ibn Alego ibn Ibrahima ibn Rahina, zwanego też Blaberserkiem, czyli Czarnym Berserkiem, napisana na życzenie Konstantinosa, basileusa miasta al-Qustantinija, który przez Vaeringów jest zwany gardskonungiem Miklagardu, a przez Saglabów władcą Carogrodu. Ali opowiada w swej księdze o tym, co widział na własne oczy w dalekich krainach świata, i o tym, co zasłyszał od innych podróżników, a co dotyczy rozmieszczenia ludów nad rzeką Itil, ich zwyczajów i ich wierzeń.

Rzecze Ali: Itil, zwany też Rzeką Saglabów lub Atilem, bierze swój początek daleko na północy, w ziemi Saglabów, w pobliżu Morza Vaeringów14, a ujście ma w Morzu Chazarów15, i łączy oba zbiorniki, stając się najbardziej uczęszczaną drogą handlową tej części świata16.

Co się tyczy Vaeringów, są to najemnicy, którzy swoją gwałtownością, ale i przebiegłością stali się utrapieniem dla Saglabów. Siedziby ich ojców leżą w kraju Jaguga i Maguga, który jest niekiedy nazywany Thule17, a są to tak niegościnne ziemie, że jego mieszkańcy chętnie wyruszają za morze, by nękać i grabić inne ludy. Bogów mają tylu, że sami nie są w stanie zapamiętać imion ich wszystkich. Na każdą okazję wzywają imienia innego bóstwa, a gdy przybywają na obce ziemie, także tamtejszych ilahów czczą jako swoich. Część ich bogów jest do siebie podobna, tak że wydają się braćmi18 albo nawet jedną istotą nazywaną wieloma imionami, a dzieje się tak przez wrodzoną vaerińską skłonność do omijania prawdy. I tak Göllnir, zwany Bitewnym Krzykiem, opiekuje się polem bitwy i zsyła na ludzi szaleństwa. Valfud ma pieczę nad poległymi, Grimnir znany jest z przybierania masek, Hangagud lubi rozmawiać z wisielcami, a Tveggi to wszeteczny czarownik, którym nawet bogowie pogardzają19. Oprócz nich do najpotężniejszych bogów należy Magni, władca burzy i cielesnej siły, Gefna, lubieżna bogini, której miła jest nawet miłość za pieniądze, oraz Tyr, jedyny sprawiedliwy, rękojmia umów wszelakich. Przeciwieństwem tego ostatniego jest Lopt, którego usta nie znają słów prawdy, a z kłamstwa uczynił źródło swojej przebiegłości. Bogami są też Słońce, czyli Sol, oraz Księżyc, zwany Manim. Ofiary składa się również istotom, co do których sami Vaeringowie mają wątpliwości, czy są bogami, a zwie się je olbrzymami. Aegir jest oceanem, któremu cześć oddają żeglarze, a Mimir to głowa pełna rozumnych myśli, u której bogowie zasięgają rady, ludzie zaś próbują zdobyć jej mądrość, pijąc poświęcony jej miód. Braćmi Aegira są Kari, opiekujący się wiatrem, i Logi, który włada ogniem. Jest też jego wnuk, Snaer, śnieżny pan. Ponieważ słowo Muhammada nie znalazło jeszcze drogi do serc Vaeringów, wierzą oni, że o ich losie decydują duchy wszelakie. W nornach widzą prządki, które tkają ich przeznaczenie, a w fylgjach i hamingjach opiekunki decydujące o szczęściu i pechu. Znają też disy, czyli duchy zmarłych kobiet, które włóczą się po świecie, trapiąc lub radując żyjących. Lud Północy jest zabobonny, dlatego wierzy również w istnienie karłów - małych ludzi żyjących pod ziemią i lęgnących się z kamieni. Według Vaeringów w środku świata znajduje się drzewo Laerad, Yggdrasillem też zwane, od którego początek wzięły wszystkie drzewa, a po którym biega wiewiórka Ratatosk, przenosząca słowa niezgody między siedzącym na jego czubku orłem a leżącym u jego korzeni smokiem Nidhöggiem. Do pnia tego drzewa bóg Göllnir przybił się włócznią, składając ofiarę z samego siebie.

Na prawym brzegu Itilu spotkać można Saglabów, których Vaeringowie nazywają Vindmadami. Dzielą się oni na różne plemiona, a niekiedy przystają oni do ludzi Północy, tworząc silne grody i twardą ręką zarządzając swoimi ziemiami. Tak właśnie powstał potężny kraj zwany Gardariki, którego władcy mają swoją siedzibę w Kaennugardzie, a ich poddani zwani są czasem ar-Rusija20. Do znacznych plemion saglabidzkich należą Radymicze, a najdalej na wschodzie swoje siedziby mają Wiatycze. Tylko najodważniejsi spośród nich zamieszkują ziemie nad środkowym Itilem, bo przeważają tam inne ludy.

Wierzenia Saglabów są takie, że uznają oni wielu bogów, a każde plemię ma bóstwo, które otacza największą czcią. Perun włada u nich burzą, a Volos i Mokosha dbają o urodzaj i płodność. Svarog pilnuje, by słońce zawsze świeciło na niebie, a jego syn Svarozhich jest ogniem. Sventovit jest biegły w czarach i wojowaniu, dlatego ofiary czynią mu bogatyrzy. Do Trigelava chodzą Saglabowie po rady, bo jest on boskim mędrcem, którego jedna głowa zwrócona jest w przeszłość, druga w teraźniejszość, a trzecia w przyszłość. Część plemion wierzy jednak, że głowy nie w czas spoglądają, ale obserwują, co dzieje się pod ziemią, na ziemi i w niebie21.

Tako rzecze Ali: nad środkowym Itilem mieści się potężny kraj zwany Glaesir, którego największym grodem jest Dyragard22. Zarządzają nim kagani, których przodkowie wywodzą się z Vaeringów, a ich poddanymi są kupcy i smerdowie pochodzący z wielu plemion. Spotkać tam można Saglabów, Burdasów i koczowników, a władcy otaczają się głównie najemnikami z Północy.

Na wschód od Glaesiru leży Odainsak23, także założony przez Vaeringów i niegdyś stanowiący jedność z Glaesirem. Choć kraje te toczą nieustanne wojny, są do siebie podobne przez to, że zajmują się przede wszystkim handlem. Miejscowi kupcy wysyłają futra, niewolników, rogi jednorożców i bursztyny, za które z południowych krain dostają dirhamy i serklandzkie dobra. Największym grodem Odainsaku jest Treborg24, gdzie swoją siedzibę ma kagan. Rządzi on poddanymi twardą ręką, bo mówią oni różnymi językami, a tylko siłą i pieniędzmi można nad nimi zapanować.

Na południe od Glaesiru, poniżej miejsca, gdzie rzeka Kama wpływa do Itilu, leży wspaniałe miasto Bulgar25. Podporządkowało ono sobie wiele ludów, tworząc silny kraj, konkurujący z Vaeringami w handlu. Władcy tego państwa każą tytułować się kaganami, a większość jego mieszkańców poznała już nauki Muhammada. Trzy plemiona w tym kraju są najpotężniejsze: Barsula, Isgil i Bulkar. Bulgarzy rządzą się twardymi prawami. Gdy któryś z nich nieumyślnie zabije człowieka, wkładają go do skrzyni z trzema bochenkami chleba, po czym umieszczają ją na trzech palikach, pomiędzy niebem a ziemia, by czas i wiatr zniszczyły ciało niegodziwca. W osobliwy sposób honorują natomiast mądrość. Człowieka, który wykaże się wielką przedsiębiorczością i niemałym sprytem, wieszają na gałęzi, by służył Allahowi.

Co się tyczy Burdasów mieszkających nad środkowym Itilem, jest to bardzo tajemniczy lud26. Niektórzy serklandzcy mędrcy uważają ich za Saglabów, choć mówią oni odmiennym językiem. Vaeringowie nazywają ich Bjarmalandczykami, lecz ludzie Północy miano to nadają wielu tamtejszym ludom, nawet mieszkającym na dalekiej Północy Permianom. Burdasami nie rządzi jeden władca, a każda osada ma jednego lub dwóch starszych, u których mieszkańcy zasięgają rady. Mieszkają w lasach, a ich największymi skarbami są miód, kunie skóry i wielbłądy. Ofiary składają bogowi Jomalemu27, który jest wielkim czarownikiem i władcą innych bogów.

Co się tyczy plemion zamieszkujących nad dolnym Itilem, są to głównie koczownicy at-Turk28, ponieważ rozciągają się tam stepy. Vaeringowie nazywają ich Tattarami, Hunami lub konio-ludźmi, bo wszyscy oni kochają wierzchowce bardziej niż własne kobiety. Dzielą się na wiele ludów i plemion, a choć obcym trudno jest je rozróżnić, wobec siebie zachowują wielką wrogość, jak wilki zaciekle pilnujące swojego terytorium.

Najpotężniejszy koczowniczy kaganat stworzył lud al-Hazar29. Chazarowie słyną jako znakomici konni włócznicy i zaradni kupcy. Ich władca nosi tytuł hazar-hagan i potrafi narzucić swoją wolę zarówno burdaskim plemionom, jak i miastu Bulgar. Mają oni swoje miasta, ale przebywają tam tylko zimą, bo lato spędzają na stepie. Religia ich jest taka, że wierzą w jednego boga zwanego Eloah Hazar. Nie jest to jednak bóg ich ojców, a czczą go, odkąd ich kagan Bułan przyjął naukę Moszy30, przyniesioną mu przez kupców ar-Radanija31.

Na wschód od Chazarii mieszkają koczownicy al-Guezzija32. Żyją oni w brudzie i ciężkich warunkach, a są niby błądzące osy, które nie mają gniazda, ich obóz jest bowiem w ciągłym ruchu, a ich kurenie jadą z nimi na wozach, gdziekolwiek ci się udadzą. Bezwstydność jest u nich wielka, ale nie spotyka się cudzołożników. Kobiety nie tylko nie zasłaniają twarzy - niczego spośród swojego ciała nie chronią przed męskimi spojrzeniami. Mówią zaś, że lepiej, by kobieta pokazywała swój srom obcym, lecz pilnowała go dla męża, niźli go zakrywała, ale udostępniała innym.

O ludzie al-Baganakija to można powiedzieć, że jest utrapieniem dla każdej osady nad dolnym Itilem33. Rozbójnicy ci nie mają stałych siedzib, wciąż podróżując za swoimi stadami. Najliczniej zajmują tereny na wschód od Chazarii, ale niczym te psy najemne zaciągają się na służbę wielu kaganów Wschodu. Podobnie jak inni koczownicy, miłują kumys ze sfermentowanego mleka wyrabiany. W zimie grzeją ich ubrania z wojłoku34, które są cieplejsze niż niedźwiedzie futro. Wierzenia Baganakijczyków nie różnią się wiele od fałszywej nauki znanej wszystkim stepowym ludom. Najważniejszy jest u nich bóg Tengri, który na swoim rumaku przemierza niebo35.

13 Dodatek ten powstał, by ułatwić Czytelnikowi orientację w mnogości ludów przedstawionych w książce. Choć Ali objaśnia w nim także rzeczy zrodzone w umyśle autora powieści, bazuje przede wszystkim na rzeczywistych relacjach arabskich podróżników z X wieku. Wiele informacji tu zawartych pochodzi od takich arabskich geografów jak ibn Fadlan, ibn Hurdadbeh czy ibn Rosteh. Dodatkowo Ali korzysta ze skandynawskich czy słowiańskich nazw, które zasłyszał podczas swoich licznych wędrówek.

14 Morze Vaeringów (Wareskie) - tak, zwłaszcza w źródłach łacińskich, nazywano Morze Bałtyckie.

15 Bahr al-Hazar - Morze Chazarów, zwane też w książce Morzem Tattarów. Chodzi o Morze Kaspijskie.

16 Oczywiście Wołga, bo nią właśnie jest Itil, nie łączy bezpośrednio Morza Bałtyckiego z Kaspijskim, ale była najdłuższym etapem rzecznej drogi handlowej między tymi akwenami. Jej źródła leżały niedaleko jeziora Ilmeń i słynnego skandynawskiego grodu Holmgardu, skąd rzeką Wołchow można było dopłynąć do jeziora Ładoga, a stamtąd już tylko krótki rejs Newą dzielił podróżnika od Zatoki Fińskiej. Była to jedna z dwóch (obok tej prowadzącej nurtem Dniepru) najważniejszych tras handlowych Wschodniej Europy, dzięki której na Północ docierały dobra z krajów arabskich.

17 Obie nazwy odwołują się do Skandynawii. Pierwsza jest określeniem arabskim (zaczerpniętym z Biblii), druga wywodzi się ze starożytnych greckich opisów podróżniczych (Pyteasz z Massalii i inni). Wraz ze wzrostem wiedzy geograficznej Thule, tak jak i kraj Goga i Magoga, były systematycznie przesuwane poza granicę poznanego świata.

18 O autorskiej wizji mitologii nordyckiej zobacz dodatek do Karmiciela kruków.

19 Wszystkie te imiona odnoszą się do Odyna, który w mitologii skandynawskiej posiadał około dwustu imion.

20 Arabska nazwa Rusów zamieszkujących głównie Ruś Kijowską (ówczesne Gardariki). Arabowie nazywali tak zarówno Słowian, jak i Waregów na służbie ruskich władców.

21 Właśnie ta druga koncepcja prerogatyw Trzygłowa (Trigelava) dominuje w nauce. Głowa jest jednak uniwersalnym symbolem mądrości w kulturach indoeuropejskich, a jak wiadomo, "co trzy głowy, to nie jedna". Pomysł, że Trzygłów był bogiem mądrości, który spogląda w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, wydaje mi się całkiem prawdopodobny.

22 To zmyślony przez autora gród, którego staronordycką nazwę (Dýra-gar?r) należy tłumaczyć jako Zwierzęcy Gród.

23 Tym, którzy zechcieliby szukać tych krain na mapach średniowiecznej Europy, podpowiem: nie warto. Nie znaczy to jednak, że zostały całkiem zmyślone. Istniały bowiem w skandynawskiej tradycji i opisuje je klika islandzkich sag. Badacze nie umieją powiedzieć, czy krainy te miały jakiś historyczny pierwowzór i gdzie mogły leżeć. Dlatego tworząc świat powieści, związałem je z wareskimi państewkami handlowymi, które w owym czasie powstawały wzdłuż najważniejszych rzek Rusi. Waregowie w X wieku niemal zmonopolizowali handel rzeczny Europy Wschodniej i znani byli z zakładania silnych ośrodków grodowych nad Wołgą i Dnieprem. Za wysoce prawdopodobne uważam więc, że jeśli Glaesir i Odainsak miały jakieś historyczne pierwowzory, były nimi właśnie handlowe ośrodki Vaeringów na bogatym Wschodzie.

24 Również ten gród zrodził się w wyobraźni autora. Jego staronordycka (Tré-borg) nazwa oznacza Drzewny Gród.

25 Historyczne miasto, odgrywające znaczną rolę w handlu wschodnioeuropejskim. Bulgarów, którzy swoje siedziby mieli nad Wołgą i Kamą, należy odróżniać od ich krewniaków, Bułgarów żyjących nad Dunajem.

26 I pozostaje taki nawet dla współczesnych uczonych. Z pewnością był to lud pochodzenia ugrofińskiego, kulturowo podobny do przodków dzisiejszych Finów i Estończyków (Skandynawowie nazywali wszystkie odłamy Ugrofinów mianem Bjarmalandczyków). Część badaczy identyfikuje ich z mordwińskim plemieniem Moksza, choć prawdopodobnie powstali z przemieszania się Mokszan z irańskimi Alanami. Wydaje się, że arabscy geografowie używali pojęcia Burdasów na określenie ludności mordwińskiej (czyli także ugrofińskiej), żyjącej w okolicach środkowej Wołgi. Dla uproszczenia przyjąłem podobne stanowisko w swojej powieści, nie wprowadzając dodatkowego podziału na Mokszan (żyjących między Samarą a środkowym biegiem Wołgi) i mieszkających dalej na północ Erzian.

27 Jomali - staronordycka nazwa fińskiego boga Jumala, znanego również wśród nadwołżańskich Ugrofinów. Pierwotnie odnosiła się do boga nieba, potem używano jej też do określenia każdego boga, w tym chrześcijańskiego i muzułmańskiego.

28 Tak źródła arabskie określały plemiona turko-tatarskie, często rozciągając ten termin na wszystkich koczowników.

29 Chazarowie stworzyli bardzo silny kaganat na terenach między Morzem Czarnym a Kaspijskim. Władali dolną Wołgą, przez co kontrolowali znaczną część handlu w Europie Wschodniej. Odegrali bardzo ważną rolę w historii Rusi. Według opinii różnych historyków podporządkowali sobie Bułgarię nadwołżańską, ściągali daniny od słowiańskich plemion (Wiatyczów, Radymiczów), a nawet Pieczyngów i innych koczowników. Kres istnienia kaganatu położyła w latach 965-967 wyprawa Światosława, władcy Rusi Kijowskiej.

30 Dokładnie nie wiadomo, kiedy kagan Chazarów Bułan przyjął wiarę mojżeszową. Prawdopodobnie stało się to między połową VIII a połową IX wieku. Judaizm stał się wtedy religią elit, a w wieloplemiennym państwie Chazarów żyli również muzułmanie i wyznawcy tradycyjnych religii turko-tatarskich.

31 Radanici - tak źródła arabskie określają żydowskich kupców.

32 Jest to dobrze znany lud turecki, Oguzowie. Żyli w X wieku na terenach między Jeziorem Aralskim, dolną Wołgą, rzeką Ural i Morzem Kaspijskim.

33 Bagankijczycy to arabska nazwa Pieczyngów. Był to koczowniczy lud turecki (lub związek kilku plemion) zamieszkujący stepy nad Morzem Czarnym i Morzem Kaspijskim. W X wieku byli utrapieniem całej Rusi. W XI wieku zostali pobici i wyparci znad Wołgi przez inny koczowniczy lud - Połowców.

34 Wojłok - rodzaj filcu wyrabianego z ubitej wełny i zwierzęcej sierści.

35 Wśród ludów tureckich przeważała wiara w jedynego boga nieba - Tengriego (lub Tangra). Ich pierwotne wierzenia określa się często jako mieszankę animizmu z szamanizmem.

Słownik

Adonai (hebrajskie) - dosłownie: Mój Pan. Jedno z określeń zastępczych imienia Jahwe. Zgodnie z żydowską tradycją zabraniano wymawiać imienia Boga (Jahwe) poza świątynią w Jerozolimie, dlatego stosowano wiele jego określeń zastępczych.

Aegir (staroskandynawskie ?gir) - dosłownie: Ocean. W nordyckiej mitologii naczelne bóstwo (lub olbrzym o boskich prerogatywach) sfery wód morskich. Jego żoną była bogini Ran (Morze), a córkami fale (córki Aegira). Jego braćmi były olbrzymy: Logi (władca ognia) i Kari (pan wiatrów).

aesma (awestyjskie) - bitewna wściekłość, uświęcony przez boga Wertragnę szał bitewny.

Ahura - patrz: Ormuzd.

aketon - wywodząca się z języka arabskiego (al-qutn) ogólnoeuropejska nazwa przeszywanicy.

ale (stskand. ?l) - piwo.

alfy (stskand. álfar)- zwane często elfami. Istoty znane z mitologii zachodniogermańskich (Skandynawowie, Anglosasi), których koncept prawdopodobnie pochodzi z wierzeń celtyckich. W Skandynawii wiązano je z siłami natury.

alyiat (arab. alyiat) - tytuł nadawany w krajach arabskich największym mistrzom szatrandżu.

andi (stskand. andi) - duch, istota demoniczna.

Arnhofdi (stskand. Arnhöf?i) - dosłownie: Głowa Orła. W mitologii skandynawskiej jedno z imion Odyna, nawiązujące do jego umiejętności zmiany kształtu. W świecie Skalda Arnhofdi jest oddzielnym bóstwem, patronem zmiennokształtnych.

Aryman - Zły Duch w mitologii irańskiej (zaratusztrianizmie, manicheizmie i zurwanizmie). Religie te oparte były na silnym dualizmie między świetlistym Bogiem (Ormuzd, staroperski Ahura Mazda) i Złym Duchem (Aryman, staroperski Angra Mainju). Pierwszy wiązany był z ogniem, a drugi z dymem - który, jak wierzono, zbrukał ogień. Dlatego religie irańskie, zwłaszcza zaratusztrianizm, bywały nazywane religiami ognia.

Asowie (stskand. ?sir) - w mitologii nordyckiej jeden z boskich rodów niebian.

Atar - władca ognia. Bóg mitologii irańskiej, syn Ormuzda.

Austrveg (stskand. Austrvegr) - Wschodni Szlak, czyli potocznie: Wschód. Tak w Skandynawii określano wszystkie krainy położone na wschód od Bałtyku, m.in. Gardariki, czyli Ruś.

al-Baganakija, Baganakijczycy - patrz: Pieczyngowie.

Bahr al-Hazar (arabskie) - Morze Chazarów; patrz: Morze Tattarów.

bakburta (stskand. bakbor?i) - lewa burta statku, przeciwna do sterburty (stskand. stjórnbor?i). Oba pojęcia wywodziły się z ówczesnej techniki żeglarskiej. W wikińskich statkach wiosło sterowe zawsze przytwierdzano do prawej burty (sterburty), a osoba która go obsługiwała, była obrócona tyłem do lewej/tylnej burty (bakburty).

bard - celtycki pieśniarz.

berserk (stskand. berserkr) - wojownik walczący w bitewnym szale.

berserksgang (stskand. berserksgangr) - szał berserków.

Bida - mityczny wąż rzeki Niger, czczony w państwie Wagadou jako bóg.

bies - zły duch, demon ze słowiańskich wierzeń.

Bitewny Krzyk - przydomek boga Göllnira.

Bjarmaland - skandynawska nazwa ziem zamieszkanych przez ludność ugrofińską (patrz: mapy). Mogła oznaczać zarówno historyczną krainę w dorzeczu Dźwiny, jak również cały pas tajgi i tundry północnoruskiej, a także legendarną krainę Wschodu o bliżej nieokreślonej lokalizacji. Terminu Bjarmaland często używano zamiennie z nazwą Perm (patrz niżej).

Bjarmalandczycy (stskand. Bjarmar) - skandynawska nazwa na ludność ugrofińską zamieszkująca tereny Europy Wschodniej, od żyjących na południe od Wołgi Mordwinów po zajmujących daleką Północ Permian.

Blaland (stskand. Bláland) - Czarna Ziemia, skandynawska nazwa ogólna na Czarną Afrykę.

Blamad (stskand. bláma?r) - czarnoskóry człowiek, skandynawska nazwa na Murzyna, mieszkańca Blalandu.

blotmad (stskand. blótma?r) - człowiek ofiar, jak w Skandynawii nazywano gorliwego czciciela bogów, który często składał im ofiary i wierzył w moc ich ziemskich interwencji.

Bödvar Bjarki - heros znany ze skandynawskich sag. Jego ojcem miał być mężczyzna zaklęty w niedźwiedzia. Osobna saga o tym bohaterze się nie zachowała (choć z pewnością istniała w czasach pogańskich), ale jego historię znamy z innych źródeł, między innymi z Sagi o Hrolfie Kołku, spisanej prawdopodobnie w XIII wieku.

bogatyr (staroruskie bogatyrь) - zaczerpnięte z języków turko-tatarskich (bagatur - śmiałek) ruskie określenie na młodego wojownika, śmiałka, herosa, bohatera.

Bóg Krzyku - patrz: Göllnir.

Bulgar - potężne we wczesnym średniowieczu państwo Bułgarów nadwołżańskich ze stolicą w Bulgarze, wielkim mieście kupieckim nad Wołgą, niedaleko jej zbiegu z Kamą. W połowie X wieku państwo Bułgarów zaczynało tracić na znaczeniu, a w latach 964-965 zostało podbite przez ruskiego księcia Światosława (patrz: Sviatisleif).

Bulgarzy - lud turko-tatarski, który stworzył państwo Bulgar. W dzisiejszej polskiej terminologii nazywani Bułgarami nadwołżańskimi lub wołżańsko-kamskimi.

Bułan - władca Chazarów, który wprowadził do swojego kraju judaizm. Niewiele o nim wiadomo. Żył prawdopodobnie w VIII wieku.

buńczuk - ozdoba, ale i oznaka władzy wśród plemion tureckich. Zwykle składał się z krótkiego drzewca, do którego doczepiano końskie ogony. Mógł służyć za broń albo być zawieszany u końskiej szyi.

Burdasi - tajemniczy lud ugrofiński znany ze źródeł arabskich. Część badaczy identyfikuje ich z mordwińskim plemieniem Moksza (patrz: Mordwini), choć prawdopodobnie powstali z przemieszania się Mokszan z irańskimi Alanami.

burnus (arab.) - arabska nazwa wysokiej czapki futrzanej lub filcowej noszonej na stepach przez ludność turecką. Niekiedy tym mianem określało się też długi płaszcz z kapturem. W tej książce burnus oznacza czapkę.

Chazarowie - lud turko-tatarski, który we wczesnym średniowieczu stworzył imperium na terenach nadkaspijskich i na Przedkaukaziu, uzależnił też słowiańskie ludy południoworuskie. Stolicą ich państwa było bogate miasto handlowe Itil nad ujściem rzeki Itil (Wołgi) do Morza Kaspijskiego. W czasach powieści arystokracja Chazarów wyznawała judaizm.

Chorezm - historyczna kraina leżące na obszarze dzisiejszego Iranu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. W X wieku kraj ten znajdował się pod kontrolą Arabów.

dirham - srebrna moneta arabska.

disy (stskand. dísir) - duchy zmarłych kobiet, które mogły stać się boginiami albo istotami demonicznymi przynoszącymi szczęście lub pecha. Niekiedy nazywano tak kobiety z potężnych rodów.

drapa (stskand. drápa) - pieśn skaldyczna o wyszukanej formie.

draug (stskand. draugr) - żywy trup, upiór lub ogólnie: istota demoniczna.

dreng (stskand. drengr) - wojownik.

dromedar (stskand. drómedari) - dromader, czyli jednogarbny wielbąd.

drott (stskand. drótt) - drużyna królewska; patrz też: grid.

drottin (stskand. dróttinn) - władca, pan, dowódca drottu.

drottkvaett (stskand. dróttkv?tt) - miara poetycka zarezerwowana dla najznakomitszej poezji. To w niej najczęściej tworzono drapy na cześć władców. Miała ośmiowersowe strofy składające się dokładnie z czterdziestu ośmiu sylab. Rytm wiersza tworzyły wewnętrzne rymowania i kombinacja sylab akcentowanych z nieakcentowanymi.

drottmad (stskand. dróttmad) - drużynnik, członek drottu.

drottning (stskand. dróttning) - królowa, żona drottina.

Dyragard (stskand. Dýragar?r) - dosłownie: Zwierzęcy Gród. Stolica Glaesiru.

Dziad - patrz: leszy.

dziwożona - szkaradny kobiecy demon z wierzeń słowiańskich, który mieszkał w pieczarach i leśnych ostępach.

dżahilijja (arab. dżahilijja) - czas ciemnoty; w krajach arabskich okres przed przyjęciem islamu; także "stan ciemnoty" przynależny ludziom nieoświeconym przez Allaha.

Dżibra'il - arabska nazwa archanioła Gabriela. W islamie jest wysłannikiem Allaha, który podyktował Mahometowi tekst Koranu.

dżin (arab. dżinn) - w mitologii arabskiej (przed islamem) rozumny demon zrodzony z płomienia albo obłoku pary. Zwykle reprezentował siły natury.

Egil Skallagrimsson - żyjący w X wieku słynny skald, jeden z najznakomitszych średniowiecznych poetów. Jednym z jego utworów był wspominany przez Ainara Höfu?lausn, czyli Wykupienie głowy. Według tradycji Egil skomponował go w Yorku około 950 roku, by wykupić się tym utworem z więzienia, do którego wtrącił go król Eryk Krwawy Topór. Historycy przypuszczają, że właśnie Egil był autorem nowatorskiego wówczas metrum runhet.

einherjowie (stskand. einherjar) - wojownicy polegli w boju, którzy zostali przyjęci do Gmaszyka Zarżniętych, zwanej w mitologii nordyckiej Walhallą.

einvigi (stskand. einvígi) - pojedynek.

El Shaddai (hebr.) - Bóg Wszechmogący. Jedno z biblijnych określeń Boga, pochodzące z wcześniejszych wierzeń kananejskich.

Eloah (hebr.) - jedna z żydowskich nazw Boga, pochodząca z tego samego semickiego źródłosłowu, co arabskie miano Allah.

Englarowie (stskand. Englar) - dosłownie: Anglowie, ale chodzi ogólnie o Anglosasów z Brytanii.

ergi (stskand. ergi) - lubieżność lub homoseksualizm pasywny. Pojęcie powszechnie używane w przekleństwach i łączone z pogardą dla niemęskich zachowań.

Eriu - irlandzka nazwa Irlandii; patrz też: Wyspa Irów.

Eryk - chodzi o Eryka Krwawy Topór, sławnego wodza wikingów oraz króla Norwegii (ok. 930 - ok. 934) i władcę Yorku (ok. 948 - ok. 954) w północnej Anglii.

fanfary - średniowieczna nazwa papug. W Europie tego okresu znano kilka gatunków papug, ale wszystkie były określane tym jednym wspólnym mianem.

ferja (stskand. ferja) - prom towarowy.

Finn-Gallowie (gaelickie Finn-Gaill) - dosłownie: Obcy z Daleka. Jedna z irlandzkich nazw Skandynawów, głównie Norwegów.

fjandi (stskand. fjándi) - demon, istota plugawa. W czasach chrześcijańskich określenie to przeniesiono na szatana, diabła.

fjörbaugsgard (stskand. fjörbaugsgar?r) - mniejsze wyjęcie spod prawa, obejmujące zwykle okres trzech lat. Przez ten czas skazaniec pod groźbą śmierci nie mógł przebywć na ziemi, gdzie ogłoszono go banitą.

fornyrdislag (stskand. fornyr?islag) - miara wierszowa tworząca wiersz sylabiczny. Wymagała od poety układania wersów czterosylabowych, bez rymów na końcu wyrazów. Jej odmianą była miara runhet (patrz: runhet).

fostbraedralag (stskand. fostbr??ralag) - rytuał zawarcia braterstwa krwi.

fylgja (stskand. l. poj. fylgja; l. mn. fylgjur) - towarzysząca. Duch o kobiecym kształcie, który opiekował się człowiekiem aż do jego śmierci.

gałęźniki - młode ptaki, które opuściły już gniazdo, ale jeszcze nie umieją samodzielnie latać, więc ukrywają się w gałęziach drzew.

gard (stskand. gar?r) - gród.

Gardariki (stskand. Gar?ariki) - Królestwo Grodów, skandynawska nazwa Rusi.

gardskonung (stskand. gar?skonungr) - król grodu (w domyśle: Miklagardu), jak wikingowie zwykli tytułować cesarza greckiego (bizantyjskiego).

Gefna (stskand. Gefn) - dosłownie: Dawczyni. W mitologii nordyckiej jedno z imion bogini Freji. W ujęciu tej książki (i niektórych badaczy) Gefna jest oddzielną boginią związaną z kultem płodności i seksem.

Gestumblindi (stskand. Gestumblindi) - Ślepy Nieznajomy. W mitologii skandynawskiej jedno z imion Odyna. Według Ainara to kolejny brat Göllnira, który jest boskim mistrzem zagadek i czasem zjawia się wśród ludzi, by mierzyć się z nimi w turniejach wiedzy.

ghan (z języka ludu Soninke: ghana) - władca, tytuł królów Wagadou. Później stał się nazwą całego państwa.

ghul (arab.) - w odróżnieniu od wyobrażeń tych stworów ukazywanych w horrorze i fantasy, w mitologii arabskiej tylko niektóre z tych stworów mieszkały na cmentarzach i zjadały umarłych. Arabowie nazywali ghulami wszelakiej maści demony (potrafiące przybierać postać zwierząt lub bestii), które miały powstać z aniołów zbuntowanych przeciw Bogu i porażonych za to spadającymi gwiazdami.

Glaesir (uproszczona forma nazwy Gl?sisvellir) - legendarna kraina opisywana w skandynawskich sagach. Nie wiadomo, czy miała jakiś historyczny pierwowzór. Niektórzy tłumaczą tę nazwę jako Ziemia Bursztynów lub Ziemia Radości.

Gmaszysko Zarżniętych - niebiańska halla dla poległych w boju wojowników. W mitologii nordyckiej znana jako Walhalla (stskand. Valhöll).

Göllnir (stskand. Göllnir) - dosłownie: Bitewny Krzyk. W mitologii nordyckiej jedno z imion Odyna. W świecie Skalda jest naczelnym bóstwem, stwórcą świata, patronem skaldów, berserków, szaleńców, władców i pijaków.

grid (stskand. gri?, strus. grid) - stosowana na Rusi nazwa drużyny zbrojnych. Skandynawski odpowiednik - patrz: drott.

gridin (strus.) - drużynnik, członek gridu.

gridnica (strus.) - halla, w której ucztowali i mieszkali gridini, drużynnicy ruskich władców.

Grikkland (stskand. Grikkland) - Grecja, a także ogólna nazwa na całość Cesarstwa Bizantyjskiego.

Grikkmad (stskand. Grikkma?r) - Grek, ale też ogólnie: poddany cesarza bizantyjskiego.

Grimnir (stskand. Grímnir) - dosłownie: Zamaskowany. W mitologii nordyckiej jedno z imion Odyna, znanego z przybierania różnych masek (zmieniania wyglądu). W świecie Skalda to tajemniczy bóg, brat Göllnira, o którym wiadomo tylko tyle, że jest opiekunem oszustów, przedrzeźniaczy i wszystkich tych, którzy ukrywają swoją tożsamość.

al-Guezzija, Guezzijczycy - arabska nazwa ludu Turków Oguzów. Oguzowie żyli w X wieku na terenach między Jeziorem Aralskim, dolną Wołgą, rzeką Ural i Morzem Kaspijskim.

Gyding (stskand. Gy?ingr) - Żyd.

hag (stskand. hagr) - biegły, zręczny. W ten sposób często określano rzemieślników i skaldów (rzemieślników słowa).

halla (stskand. höll) - wielki dom, zazwyczaj przynależny władcy, gdzie odbywały się uczty.

hamask (stskand. hamask) - szał przemienienia. Stan bitewnej furii, w którym walczyli hamramirzy.

hamingja (stskand. hamingja) - zwierzęcy duch opiekuńczy, który przystaje do człowieka i często jest "dziedziczony" w obrębie danego rodu. W mitologii świata Skalda duch ten wpływa na "kształt człowieka" i niektórzy czarownicy czerpią z niego moc, dzięki której potrafią zmieniać się w zwierzę.

hamramir (stskand. l. poj. hamramr; l. mn. hamramir) - dosłownie: silny kształtem. Człowiek, o którym mówiono, że nie ma jednego kształtu, czyli jest zmiennokształtny. W świecie Skalda to wojownik, który wierzy w silną więź łączącą go z wybranym zwierzęcym duchem.

Hangagud (stskand. Hangagu?) - Powieszony Bóg. Bóg wisielców, który lubi siedzieć pod szubienicą i rozmawiać z powieszonymi. Brat Göllnira, a w mitologii nordyckiej jedno z imion Odyna.

harpagon - prosta machina oblężcznicza znana już w starożytności. Miała długie drewniane ramię zwieńczone hakiem, którego używano do niszczenia umocnień grodu.

haszisz (arab.) - haszysz, czyli narkotyk wytwarzany z żywicy konopii indyjskiej lub siewnej. W czasach średniowiecznych dobrze znany w krajach arabskich.

hatt (stskand. hattr) - miara wierszowa, metrum.

al-Hazar (arab.) - patrz: Chazarowie.

Hel (stskand. Hel) - bogini podziemi i śmierci w mitologii nordyckiej. Prawdopodobnie powstała jako personifikacja hel - zaświatów przeznaczonych dla zmarłych, którzy nie zginęli w boju.

Helga (zruszczona forma: Olga) - ur. ok. 923-927 r., zm. 969 r., ruska księżna z rodu wareskiego, matka księcia Światosława (patrz: Sviatisleif).

Holmgard (stskand. Holmgar?r) - Gród na Wyspie. Siedziba Waregów, założona przy wypływie rzeki Wołchow z jeziora Ilmeń. Później ten ośrodek (zwany też Gorodiszcze) przekształcił się w miasto Nowogród Wielki.

höfudbenda (stskand. höfu?benda) - wanta, lina stabilizująca maszt. Za pomocą want przymocowywano maszt do obu burt statku.

hund (stskand. hundr) - pies, ogar myśliwski.

hunn (stskand. húnn) - szczyt masztu statku wikińskiego, stanowisko wypatrywacza.

Hunowie - patrz: Tattarzy.

ifrit (arab.) - demon, rodzaj potężnego dżina, zawsze kojarzony ze złem. Czasem w tradycji przedstawiano ifrity jako duchy pomordowanych, które łakną krwi.

ilah (arab.) - arabskie określenie boga.

immam (arab.) - arabski sędzia i przewodnik duchowy grupy rodowej lub lokalnej.

Indialand (stskand. Indíaland) - Ziemia Indów (czyli Hindusów). Choć pojęcie to w znaczeniu dosłownym odnosiło się do Indii, nie do końca dotyczyło krain Półwyspu Indyjskiego. Nazwą tą wikingowie określali wszystkie bardzo egzotyczne i nieco legendarne krainy Wschodu - zwłaszcza te, które leżały jeszcze za Ziemiami Arabów (Serklandami). Kiedy więc Tirus mówi o Indiach, ma na myśli rozległe tereny ciągnące się od Iranu (ówcześnie będącego częścią składową imperium Chorezmu) aż po krańce Indii.

Irskmadowie (stskand. l. poj. Írskma?r; l. mn. Írskmenn) - Irowie z Irlandii.

ithrott (stskand. í?rótt) - poetycki wyczyn. Tak nazywano stworzenie wyjątkowo dobrej pieśni.

Itil (także: Atil lub rzeka Saglabów) - arabska nazwa Wołgi.

Jaguga i Maguga, lud - inaczej lud Goga i Magoga. Wspomniani w Biblii dzicy najeźdźcy przybyli od północy, utożsamiani dziś przez naukowców ze starożytnymi Kimmerami lub Scytami. W średniowieczu uważano ten lud za legendarny, a jego ojczyznę chrześcijanie umieszczali daleko na wschodzie, Arabowie zaś od IX wieku widzieli ich siedzibę w Skandynawii.

jaszty (awest.) - pieśni pochwalne na cześć bogów.

Jednoręki (stskand. Einhendr) - przydomek boga Tyra. W świecie Skalda to bóg sprawiedliwości, rękojmia umów.

Jomali (stskand. Jómali) - staronordycka nazwa fińskiego boga Jumala, znanego również wśród ludów ugrofińskich znad Wołgi. Bóg nieba i magii.

Jörd (stskand. Jör?) - dosłownie: Ziemia. Bogini ziemi, żona Göllnira.

Jörmungand (stskand. Jörmungandr) - dosłownie: Wielki Potwór. Ogromny wąż, według mitów otaczający świat. Zwano go też czasem Midgardsormem, czyli Wężem Midgardu. Jako że był najpotężniejszym gadopodobnym potworem z wierzeń Skandynawów, Ainar widział w nim praojca wszystkich smoków.

jötun (stskand. jötunn) - jedno ze skandynawskich określeń olbrzyma.

junak - nowożytne słowo, sztucznie utworzone od starosłowiańskiego junъ - młodzieniec, na określenie dawnego słowiańskiego młodego wojownika, bohatera.

Jurugu - zwany Płowym Lisem, podstępny bóg z wierzeń afrykańskiego ludu Dogonów. Trickster, który ukradł bogom ziarna słów.

Kaennugard (stskand. K?nnugar?r) - skandynawska nazwa Kijowa.

kafir (arab.) - niewierny.

kagan (języki turko-tatarskie) - władca. Określenie używane (wymiennie z tytułem chan) przez koczownicze ludy azjatyckie, głównie o pochodzeniu turskim. Pod wpływem koczowników tytuł ten przejęli władcy słowiańscy i warescy z terenów Rusi.

kalif (arab.) - następca Mahometa. Tytuł używany przez władców muzułmańskich, którzy byli równocześnie przywódcami religijnymi.

kamień - jednostka wagi używana w średniowieczu. Jej wartość była różna w poszczególnych krajach, a dzisiaj trudna do sprecyzowania dla niektórych krain. Dla uproszczenia posługuję się kamieniem anglosaskim, który w przybliżeniu wynosił 6,35 kilograma.

kańczug (tur.-tatar.) - nazwa bicza składającego się z drewnianego lub kościanego trzonka oraz skórzanego rzemienia. Później zwany nahajką. Służył koczownikom do poganiania zwierząt, a w wersji wzmocnionej (np. metalowymi kulkami na końcu rzemienia) do walki.

kaptorgi - rozpowszechnione wśród Arabów pudełeczka (często wykonane ze srebra i zdobione) noszone na szyi, a przeznaczone do przechowywania amuletów lub pachnideł. Zapożyczone przez Słowian Wschodnich i Zachodnich, przy czym zapewne większość kaptorg słowiańskich miała formę woreczków ze skóry lub materiału.

Kari (stskand. Kári) - Podmuch Wiatru, olbrzym, władca wiatru.

karzeł (stskand. dvergr) - w mitologii nordyckiej karłowata istota znająca się na magii i kowalstwie. Karły żyły pod ziemią lub między skałami, a rodzić się miały z kamieni. Z oczywistych powodów o bycie karłem podejrzewano wszystkich niskich ludzi.

katar - rodzaj sztyletu pochodzenia indyjskiego. Przykład broni kastetowej, zakładanej na pięść.

kenning (stskand. kenning) - rodzaj rzeczownikowej przenośni, będącej rozbudowanym określeniem zastępczym na często używany wyraz, np. słowo "poeta" zastępowano kenningiem "kowal słów".

kibita - turko-tatarska nazwa małej jurty oraz wozu krytego jurtą. Później w rosyjskim: kibitka.

kitara - tę starogrecką nazwę stosowali średniowieczni Arabowie na określenie jednego z instrumentów strunowych używanych przez Słowian.

kniaziówna - córka ruskiego księcia lub wielmoży.

kniaź (strus. knjazь) - ruski książę lub wielmoża.

knör (stskand. knörr) - rodzaj skandynawskiego statku pełnomorskiego (żaglowego), wykorzystywanego głównie w handlu do przewozu towarów.

konung (stskand. konungr) - skandynawskie określenie na w pełni niezależnego władcę.

krang (stskand. krangr) - słaby, wątły.

kreml (strus. kremlь) - tak na Rusi nazywano twierdzę wewnątrz grodu lub miasta, która była siedzibą władcy.

Krist (stskand. Kristr, od grec. Christos, Kristos) - Chrystus.

Kristlandy (stskand. Kristland) - Krainy Chrześcijan.

kristmadowie (stskand. l. poj. kristma?r; l. mn. kristmenn) - chrześcijanie.

kumys - napój alkoholowy robiony z mleka.

kureń (tur.-tatar.) - nazwa obozu koczowników, który charakteryzował się dużą "mobilnością", składał się bowiem głównie z namiotów, które łatwo było złożyć i przewieźć w dowolne miejsce. Kurenie nie miały stałej lokalizacji i były ciągle przenoszone w poszukiwaniu lepszych pastwisk dla koni. Podczas wojny spełniały funkcję taboru i ciągnęły za wojskiem.

kurtak (tur.-tatar.) - kurtka lub kaftan zrobiony ze skóry lub futra (często baraniego), spotykany wśród tureckich koczowników. Niekiedy występował w fomie kamizelki z rękawami lub bez.

kyrtil (stskand. kyrtill) - tunika albo długa koszula zakładana na spodnią koszulę. Stać było na nią tylko bogatszych, dlatego często miała wycięcie na piersi i krótsze od spodniej koszuli rękawy, by pokazywać, że właściciela stać na dwie warstwy ubioru.

Laerad (stskand. L?ra?r) - patrz: Yggdrasill.

lausavisy (stskand. lausavísur) - krótkie wiersze o różnej tematyce, improwizowane w zależności od okoliczności.

leszy (strus. lešij) - inaczej zwany Dziadem - w folklorze ruskim tajemniczy władca lasu.

Lodowa Wyspa (stskand. Ísland) - Islandia.

Loota, lud - w tradycji arabskiej, podobnie jak żydowskiej, ludem Loota (Lota) nazywano mieszkańców biblijnych miast Sodoma i Gomora, którzy za swoje dewiacje seksualne zostali straszliwie ukarani przez Boga. Stąd na Bliskim Wschodzie homoseksualizm jest nazywany grzechem ludu Loota.

Lopt (stskand. Loptr) - bóg kłamstwa i oszustw. W mitologii nordyckiej to jedno z imion Lokiego.

lunatyk - w krajach arabskich i chrześcijańskich ludzi szalonych często nazywano lunatykami, wierząc, że ich obłęd jest spowodowany wpływem księżyca (łac. luna), a szaleństwo określano lunatyzmem.

maekir (stskand. m?kir) - poetycka nazwa wikińskiego miecza.

Magni (stskand. Magni) - dosłownie: Mocny. W mitologii nordyckiej to syn Thora lub jedno z jego wcieleń. W świecie Skalda - bóg fizycznej siły, patron wojowników i władca burzy, który kamienną maczugą lub żelaznym młotem rozbija łby olbrzymów.

al-magus (arab.) - magowie. Tym mianem Arabowie określali nie tylko czarowników, ale też innowierców - np. pogańskich Normanów - a zwłaszcza wyznawców zaratusztrianizmu (zwanego przez arabskich uczonych religią ognia), mieszkających na terenach dzisiejszego Iranu (ówczesnego Chorezmu).

majnun (arab.) - szaleniec, człowiek obłąkany. Słowo nawiązuje do arabkiej opowieści o młodzieńcu oszalałym z miłości do ukochanej.

malik (arab.) - król. Stary tytuł arabski, w czasach muzułmańskich używany zwłaszcza odnośnie obcych (niearabskich) władców.

Manat (arab.) - w czasach przedmuzułmańskich naczelne bóstwo arabskie. Bogini przeznaczenia i sprawiedliwości. Jej kult, choć tępiony przez islam, był znany jeszcze długo po rewolucji religijnej Mahometa.

mandżanik - machina wywodząca się od bizantyjskiej biffy. W X wieku powszechnie używana przez koczowników i Rusów. Typ katapulty składający się z wysokiego stojaka i umieszczonego na nim ramienia, którego krótszą część obciążano, a dłuższą wyposażano w nosidło do wyrzucania kamieni.

Mani (stskand. Máni) - Księżyc czczony jako bóg. Brat Słońca i syn Mundilfarego. W świecie Skalda jeździ po nocnym niebem wozem ciągniętym przez dwa konie, Pełnię i Nów, uciekając przed wilkiem Hatim.

mansuba (perskie) - dosłownie: problem. Nazwa takiego układu pionów, w którym jedna ze stron może odnieść zwycięstwo (zwykle poprzez serię następujących tuż po sobie szachów), będąc jednocześnie zagrożoną przez mata przeciwnika.

Mauments (stskand. Mauments) - wikińskie zniekształcenie imienia proroka Muhammada (Mahometa).

maumentsanie - muzułmanie, skandynawska nazwa utworzona od imienia Mauments.

merk (stskand. merki) - sztandar używany w bitwie.

merkismad (stskand. merkisma?r) - wojownik trzymający sztandar.

Miklagard (stskand. Miklagar?r) - Wielki Gród, skandynawska nazwa Konstantynopola, stolicy Bizancjum.

Mimir (stskand. Mímir) - olbrzym i najmądrzejsza istota w mitologii nordyckiej. Jego głowa zanurzona jest w źródle wytryskającym spomiędzy korzeni drzewa świata, Laerada.

Mokosha - stylizowany na skandynawski zapis imienia słowiańskiej bogini związanej z kultem płodności, Mokoszy.

mordvarg (stskand. mor?vargr) - dosłownie: morderczy wilk. Zbrodniarz, który dokonał zabójstwa w niegodny sposób - podstępnie, w nocy lub używając trucizny.

Mordwini - nazwa zbiorcza na mieszkające na południe od środkowej Wołgi ludy ugrofińskich Mokszów (patrz też: Burdasi) i Erzjan. Skandynawowie zaliczali ich do Bjarmalandczyków, jak wszystkich Ugrofinów.

Morze Tattarów - jedna z nazw Morza Kaspijskiego, pochodząca od koczujących nad jego brzegami licznych ludów turko-tatarskich. Przez Arabów było zwane Bahr ar-Hazar.

Mosze (hebr.) - Mojżesz.

Muhammad - Mahomet.

muhammadanie - mahometanie.

mund (stskand. mundr) - suma, za jaką w Skandynawii pan młody wykupywał pannę młodą. Kwota ta mogła pozostawać w rękach rodziny kobiety, mogła też zostać jej przekazana po zawarciu małżeństwa i stanowiła jej prywatny majątek, z którego mąż nie mógł czerpać bez jej zezwolenia.

Mundilfari (stskand. Mundilfari) - prawdopodobnie olbrzym, ojciec Słońca i Księżyca.

munk (stskand. munkr) - mnich.

mutaqaribat (arab.) - stosowany w krajach arabskich tytuł mistrza szachowego, jednak niższej rangi niż alyiat.

nabid - nazwa tego tajemniczego trunku występuje w relacji arabskiego podróżnika Ahmeda ibn Fadlana (X wiek), który twierdził, że nabid był pitym przez wikingów podczas uroczystości drogim i mocnym alkoholem wywołującym silne otępienie, zatem być może zawierającym grzyby albo zioła halucynogenne.

Nidhögg (stskand. Ni?höggr) - mityczny smok związany ze śmiercią oraz podziemiem, który zjadał trupy i pił krew zmarłych. Miał leżeć pod korzeniami Yggdrasilla, drzewa świata.

niding (stskand. ni?ing) - nikczemnik, a w kontekście seksualnym obelga oznaczająca homoseksualistę.

Noreg (stskand. Noregr) - skandynawska nazwa Norwegii; forma skrócona pierwotnego termimu Norveg (Norvegr) - Północny Szlak, jak nazywano ziemie skandynawskie położone nad Morzem Połnocnym.

norny (stskand. l. poj. norn; l. mn. nornir) - boskie szwaczki. Prządły tkaninę życia każdego człowieka, decydując o jego losie. Odpowiadały za przeszłość, teraźniejszość i przyszłość wszystkich ludzi, a nawet bogów.

oborotniczestwo (strus.) - zmiennokształtność.

Odainsak (stskand. Ódáinsakr) - legendarna kraina znana z islandzkich sag. Nie wiadomo, czy miała historyczny pierwowzór. W powieści została powiązana z wareskimi ośrodkami handlowymi zakładanymi wzdłuż Wołgi.

odar smid (stskand. ó?ar smi?r) - kowal słów, kowal poezji. Jedno z określeń na skalda, poetę, pieśniarza.

odrkona (stskand. ó?rkona) - szalona kobieta.

odrmad (stskand. ó?rma?r) - szaleniec.

Oguzowie - patrz: al-Guezzija.

olbrzymy - ogólna polska nazwa na wielkie humanoidalne stwory będące wrogami bogów, które w wierzeniach skandynawskich zwano trollami, thursami lub jötunami.

onager - rodzaj machiny oblężniczej. Używany w średniowieczu typ balisty, który składał się z podwozia z kołami i "łyżki" z pojemnikiem na kamienie. Źródłem jego siły były dwa drewniane ramiona, które naciągnięte (niczym wielki łuk), przekazywały impet na łyżkę i wyrzucały pocisk.

Ormuzd (inaczej: Ahura Mazda) - naczelny bóg panteonu irańskiego (w zaratusztrianizmie, manicheizmie i zurwanizmie). Bóg światła i ognia, dobro wcielone; patrz też: Aryman.

öndvegi (stskand. öndvegi) - wysokie siedzisko. Miejsce na podwyższeniu, na którym zasiadał władca, przywódca rodu lub gospodarz domu. Odpowiednik łacińskiego tronu.

Örvar Odd - znany nordycki bohater, któremu poświęcono heroiczną opowieść Örvar-Odds saga. Uchodził za niezrównanego łucznika, a jego przydomek pochodził słowa ör - strzała.

Östland (stskand. Östland) - Wschodni Kraj. Nazwa historycznej krainy w południowej Norwegii.

Östmad (stskand. Östma?r) - mieszkaniec Östlandu.

paparowie (stskand. l. poj. papi; l. mn. papar) - wikińska nazwa chrześcijańskich zakonników, szczególnie tych z Wysp Brytyjskich.

pening (stskand. peningr) - pens, srebrna moneta anglosaska i skandynawska.

Perm - ogólna nazwa na rozległe obszary dzisiejszej północnej części Rosji europejskiej, zamieszkane wówczas przez północne odłamy Bjarmalandczyków (jak Skandynawowie określali wszystkie ludy ugrofińskie): głównie Karelów i Wożan (od jeziora Onega do Morza Białego) oraz Permiaków (żyjących między jeziorem Ładoga a Uralem, którzy w ciągu średniowiecza podzielili się na wiele ludów, m.in. Kormiaków, Permian właściwych czy Pieczorców). W świecie Skalda Permem jest określana kraina Permian, rozciągająca się na północ od rzeki Kamy, w rejonach Uralu Subpolarnego i Uralu Północnego.

Permianie - bjarmalandzkie plemiona zamieszkujące tereny między Morzem Białym a Uralem.

Perun - słowiański pan wojny, burzy, władzy, prawa, a w efekcie zapewne bóg naczelny słowiańskiego panteonu. Odpowiednik zarówno wikińskiego Thora, jak i Odyna.

Physiologus - bestiariusz powstały jeszcze w starożytności (prawdopodobnie między II a IV wiekiem), który był bardzo popularny i często kopiowany w średniowieczu, zarówno w krajach chrześcijańskich, jak i muzułmańskich. Dzieło to wywarło niezwykle duży wpływ na kulturę tamtej epoki.

Pieczyngowie - turko-tatarski lud koczowniczy, we wczesnym średniowieczu zamieszkujący stepy nadczarnomorskie. Nazwa arabska: al-Baganakija.

Płowy Lis - patrz: Jurugu.

Północ - geograficzno-kulturowe określenie ojczystych krain Skandynawów.

Prokopiusz z Cezarei - słynny bizantyjski historyk żyjący w latach ok. 490-561. W licznych dziełach opisywał zarówno życie dworskie (Historia sekretna), jak i związane z wojskowością (Historia wojen) Cesarstwa Bizantyjskiego.

al-Qustantinija - arabska nazwa Konstantynopola, patrz: Miklagard.

Ragnarök (stskand. ragnarök) - koniec świata w mitologi nordyckiej.

Ratatosk (stskand. Ratatoskr) - Niosący Niezgodę. Mityczna wiewiórka, która mieszkała na drzewie świata Laeradzie i przenosiła słowa niezgody między kłócącymi się ze sobą orłem (siedzącym na wierzchołku drzewa) i smokiem Nidhöggiem (mającym leże w korzeniach).

Rig (stskand. Rígr) - bóg wędrowców, który nauczył ludzi trudnej sztuki gościnności. W mitologii nordyckiej jedno z wcieleń Odyna.

Romaborg (stskand. Rómaborg) - skandynawska nazwa Rzymu.

Romverjowie (stskand. Rómverjar) - Rzymianie. Skandynawowie nazwę tę rozciągali na ogół mieszkańców Italii, a także na chrześcijan posługujących się łaciną, czyli księży.

runhet (stskand. runhet) - miara poetycka. Niezwykle trudne, a przez to rzadko używane, metrum skaldyczne. Pieśń ułożona w tej mierze składa się z ośmiu czterosylabowych wersów, które musiały się ze sobą rymować. Wersy łączyły się ze sobą w pary za pomocą aliteracji (powtarzanie akcentowanych sylab w kolejnym wersie). Więcej na jej temat patrz też: Egil Skallagrimson.

runy (stskand. rúnar - sekret, mądrość) - znaki alfabetu runicznego. Wycinano je głównie w drewnie lub ryto w kamieniu. Używane do celów magicznych, ale i handlowych oraz codziennych.

rusałka - słowiańska demonica zamieszkująca lasy. Rusałki zwykły tańczyć nago w świetle księżyca i wabić młodzieńców, by potem grać z nimi w zagadki albo załaskotać ich na śmierć.

rutta - prosta machina służąca do wyrzucania włóczni. Składał się z pnia, w którym pionowo wydrążano otwory na włócznie, oraz z listwy, która po naciągnięciu wyrzucała pociski.

sabbat (hebr. šabbat) - szabas lub sabat, czyli siódmy dzień tygodnia, który w judaizmie jest dniem wypoczynku.

saekonung (stskand. s?konungr) - morski król, czyli władca bez ziemi. Taki tytuł przyjmowali kapitanowie statków albo wodzowie całych wikińskich flot, którzy nie mieli własnych ziem, ale dysponowali znaczną siłą militarną.

saga (stskand. saga) - opowieść prozą. Istniały sagi o bohaterach, o królach, o wodzach, o osadnikach nowych ziem itd., ale istniały także sagi dla dzieci, czyli opowieści w rodzaju pierwotnych baśni.

Saglabowie (arab. l. poj. Saglab; l. mn. Sagaliba) - arabska nazwa Słowian. Niektóre arabskie źródła rozszerzają to miano na wszystkich mieszkańców ziem leżących na północ od strefy stepów nadczarnomorskich, czyli zarówno Słowian, jak i Ugrofinów czy Bałtów.

sagnamad (stskand. sagnama?r) - twórca i opowiadacz sag.

saif (arab.) - arabska nazwa miecza, zwykle odnoszona do zakrzywionej broni typu scimitar (sejmitar). Saify były znakomitą i kosztowną bronią, wytwarzaną ze stali damasceńskiej.

saks (stskand. sax) - germański nóż bojowy, dłuższy od zwykłego noża, a krótszy od miecza. Czasem nazwę tę rozciąga się na każdy rodzaj noży bojowych i mieczy.

sattarmad (stskand. sáttarma?r) - człowiek ugody, rozjemca. Jedna z ważnych funkcji, jakie sprawował każdy wódz w wikińskiej Skandynawii.

seidmad (stskand. sei?ma?r) - czarownik obeznany z magiczną sztuką seid, która, ogólnie rzecz biorąc, wiązała się z właściwymi aspektom kobiecym czarami płodności, stąd w Skandynawii traktowano seidmadów dość niechętnie. Niczym szamani posiadali umiejętność oddzielania swojego ducha od ciała.

sejba - gatunek drzewa rosnącego w Afryce.

Serklandy (stskand. Serkland) - Ziemie Saracenów. Skandynawska nazwa arabskich krain.

Sigurd Fafnisbani - staroskandynawski heros, który według mitologicznych podań wsławił się zabiciem smoka Fafnira, stąd jego przydomek, który oznacza "Zabójcę Fafnira".

sihr (arab.) - czary, magia.

sila (arab.) - żeński demon o twarzy wielbłąda i ludzkich rękach. Niekiedy przybierał postać pięknej dziewczyny i wabił wędrowców prośbami o pomoc, by potem ich pożreć. Spotykany na pustyni.

skaktafl (stskand. skáktafl) - skandynawska nazwa gry w szatrandż.

skald (stskand. skáld) - skandynawski poeta i pieśniarz, uważany też za człowieka mającego dzięki poezji i alkoholowi bliższy kontakt z bogami.

skaldskap (stskand. skáldskapr) - sztuka układania poezji.

skammarvig (stskand. skammarvíg) - hańbiące zabójstwo, dokonane nie w otwartej walce, ale z zaskoczenia lub podczas nierównej rzezi.

skazitiel (strus.) - ruski opowiadacz (bylin, skazek). Odpowiednik skandynawskiego sagnamada.

skazki - opowieści skazitiela. Współcześnie określa się tak ludowe bajki ruskie, które często dotyczą zwierząt.

skip (stskand. skip) - statek.

skjaldborg (stskand. skjaldborg) - mur tarcz. Formacja bitewna wikingów, która polegała na tworzeniu szeregu wojowników osłaniających się zachodzącymi na siebie tarczami.

skogarmad (stskand. skógarma?r) - leśny człowiek. Jedna z nazw banitów żyjących w lesie, czyli poza zasięgiem świata opanowanego przez człowieka; patrz też: varg.

skömm (stskand. skömm) - hańba.

skytning (stskand. skytningr) - wikiński szynk. Nie jest prawdą rozpowszechniona opinia, że we wczesnym średniowieczu nie było karczm. Były, z tym zastrzeżeniem, że chrześcijańscy władcy zwykle wydawali prawa zakazujące nocowania w takich miejscach - w trosce o moralność biesiadników, jak też po to, aby uniknąć przekształcenia tawern w noclegownie dla pijaków i szumowin. W pogańskiej Skandynawii nic jednak nie wiedziano o chrześcijańskim zakazie nieumiarkowania w jedzeniu i piciu, skytningi cieszyły się więc dużą popularnością. Goście mogli w nich kupić jadło i napoje lub raczyć się własnym prowiantem. W licznych islandzkich sagach opisywano, że pobyty w skytningach kończyły się wielodniowym pijaństwem.

smerd (stsłow.) - używana we wczesnym średniowieczu na Rusi, w Polsce i na Połabiu nazwa wolnego gospodarza, posiadacza własnego kawałka ziemi, rolnika i hodowcę. Smerdowie stali w hierarchii społecznej niżej niż zawodowi drużynnicy, ale także spośród nich wywodziło się wielu wojowników.

smid (stskand. smi?r) - mistrz sztuk rzemieślniczych albo artystycznych, na przykład kowalstwa albo rzeźbiarstwa.

Snaer (stskand. Sn?r) - dosłownie: Śnieg. W mitologii nordyckiej to legendarny król lub lodowy olbrzym władający królestwem na dalekiej Północy. Uważany za personifikacje śniegu.

snekkja (stskand. snekkja) - dosłownie: długi, cienki przedmiot wystający z wody. Była to popularna nazwa długiej łodzi wojennej wikingów. Największe statki tego typu zwano też czasem drekami (l. poj. dreki), czyli smokami, które w polskiej literaturze są znane pod błędnym mianem drakkarów.

snekkjamad (stskand. snekkjama?r) - żeglarz, wioślarz lub wojownik płynący na snekkji.

Sol (stskand. Sól) - Słońce (jako ciało niebieskie) uważane za boginię. Sol miała jasne włosy i mknęła po niebie w zaprzęgu ciągniętym przez dwa konie: Promyka i Blask. Uciekała przed wilkiem Sköllem, który chciał ją pożreć. Córka Mundilfarego i siostra Księżyca.

solarstein (stskand. sólarsteinn) - słoneczny kamień. Na wpół legendarny wikiński przyrząd do nawigacji. Dzięki niemu można było zaobserwować położenie słońca nawet na zachmurzonym niebie. Prawdopodobnie wykonywano go z kalcytu lub szpatu islandzkiego - kryształu, który ma właściwości polaryzujące.

soma (wedyjski) - tajemniczy napój lub pokarm rytualny znany w kulturze wedyjskiej (Indie). Bóg Indra miał pić ten napój tuż przed bitwą. Z czasaem także sam napój zaczęto obdarzać boskim kultem. Był to prawodopodobnie wywar z muchomorów czerwonych.

stag (stskand. stag) - sztag, lina stabilizująca maszt. Sztagi łączyły maszt z dziobem i rufą.

sterburta (stskand. stjórnbor?i) - prawa burta statku wyposażona w wiosło sterowe. Patrz: bakburta.

stormad (stskand. stórma?r) - dosłownie: wielki człowiek. Tak określano ludzi wpływowych o wysokiej pozycji społecznej.

styri (stskand. stýri) - ster, wiosło sterowe.

styrir (stskand. stýrir) - sternik, a często także dowódca okrętu.

Svarog - ruska/wareska wersja imienia słowiańskiego boga słońca Swaroga.

Svarozhich - ruska/wareska wersja imienia słowiańskiego boga ognia Swarożyca. Syn Svaroga (lub jego wcielenie).

Sventovit - ruska/wareska wersja imienia słowiańskiego boga nieba, mądrości i magii Świętowita, któremu poświęcano konie.

Sviatisleif - pierwotna skandynawska (bo pochodził z rodu władców skandynawskich) forma imienia Światosława, księcia Rusi Kijowskiej (patrz: Gardariki), panującego w latach 945-972. Do 964 roku rzeczywistą władzę nad krajem sprawowała jego matka Helga (Olga), która potem współrządziła z synem aż do swojej śmierci w 969 roku. Sviatisleif najpierw (964-967) podbił kraj Bułgarów nadwołżańskich i zniszczył imperium Chazarów, a przez resztę panowania walczył na Bałkanach z tamtejszymi Bułgarami i Bizancjum. Tereny, na których rozgrywa się akcja powieści, przeszły pod jego kontrolę. Zginął w zasadzce urządzonej przez koczowniczych Pieczyngów.

szabla - broń sieczna o charakterystycznie wygiętej głowni. Na wschodzie (Persja, Chiny) znana już w starożytności. We wczesnym średniowieczu przywieziona do Europy przez koczowników (zwłaszcza Awarów). W X wieku na stepach nadkaspijskich i nadczarnomorskich znano zarówno chińską szablę dao, jak szable typu awarskiego i madziarskiego. Broń ta była używana przez koczowników i Słowian, choć u tych drugich została spopularyzowana dopiero w późnym średniowieczu.

Szalony Odyniec - przydomek boga Wertragny.

szatrandż (arab. shatranj) - arabskie szachy. Gra zbliżona do współczesnych szachów. Arabowie przyjęli ją od Persów, a ci od Hindusów.

śniący - osoba potrafiąca podczas snu odzielić swojego ducha od ciała. Patrz. seidmad.

Światosław - patrz: Sviatisleif.

Tattarzy (stskand. Tattarar) - dosłownie: Tatarzy, ale tego określenia nie należy łączyć tylko z tym konkretnym odłamem plemion mongolskich, gdyż we wczesnośredniowiecznej Zachodniej Europie mianem Tattarów nazywano wszystkie ludy pochodzenia turko-tatarskiego. Podobnie szerokie znaczenie miało słowo "Hun". Ta z kolei nazwa przyjęła się wśród ludów germańskich, które pamięć o wojnach Gotów z Hunami z IV wieku przechowały w licznych pieśniach o bohaterach. Dlatego w Skandynawii jeszcze w XIV-wiecznych sagach określano Hunami wszystkich koczowników z Europy Wschodniej.

Tengri lub Tangr (tur.-tatar.) - bóg nieba w mitologiach tureckich koczowników, którego kult był popularny na stepach nadczarnomorskich i kaspijskich.

thraell (stskand. ?r?ll) - niewolnik.

tign (stskand. tign) - honor. Jedna z podstawowych cech etosu skandynawskiego wojownika.

tir (stskand. tírr) - sława, chwała. Wartość, do której dążył każdy szanujący się wojownik.

tołuba - używana na stepach czapa z szerokim rondem.

trabutium - machina oblężnicza podobna do mandżanika. W powieści jest zwana kobyłą. Typ katapulty z przeciwagą umieszczoną na stałe (w mandżanikach stosowano różne przeciwagi, co ułatwiało dobieranie mocy wystrzału i celności machiny). Składała się ze stojaka i ramienia po jednej stronie obciążonego workami z ziemią, a po drugiej wyposażonego w nosidło do wystrzeliwania pocisków. Rusztowanie chronione było zwierzęcymi skórami, by po wystrzale amortyzować uderzenie obciążonego ramienia.

Treborg (stskand. Tréborg) - dosłownie: Drzewny Gród. Wymyślona na potrzeby powieści stolica Odainsaku.

Trigelav - wareska wersja imienia boga Trzygłowa/Trygława, znanego głównie wśród Słowian Zachodnich. Bóg o trzech twarzach, symbolizujących świat podziemny, ziemski i niebiański, ale też niewykluczone, że ukazujących "trzy warianty czasu": przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

troll (stskand. troll) - jedna ze skandynawskich nazw olbrzyma.

at-Turk (arab.) - ogólna arabska nazwa na wszystkie ludy turko-tatarskie z pogranicza azjatycko-europejskiego (m.in. Bułgarów nadwołżańskich, Pieczyngów, Połowców, Chazarów czy Turków właściwych).

tuttugusess (stskand. tuttugusessar) - dwudziestoławkowiec, typ statku wyposażony w dwadzieścia ławek wioślarskich. Ponieważ na każdej ławce siedziało po dwóch mężczyzn (każdy ze swoim wiosłem), taki statek napędzało czterdziestu wioślarzy.

Tveggi (stskand. Tveggi) - czyli Dwojaki. Mistrz magii sei?r, bóg o homoseksualnych skłonnościach. Pogardzany przez innych niebian i ludzi. Brat Göllnira. W mitologii nordyckiej to jedno z imion Odyna.

Tyr - patrz. Jednoręki.

ulf (stskand. úlfr) - wilk.

ulfhedin (stskand. úlfhé?inn) - dosłownie: wilczy płaszcz. Rodzaj analogicznego do berserka wojownika, który potrafił się wprawiać w wilczy szał.

ur (stskand. úrr) - druga runa futharku starszego, czyli starszej odmiany runicznego pisma Skandynawów. Oznacza dosłownie tura, a symbolizuje dostatek, mądrość i powodzenie. Wyrażenie Ainara "plan úrr" jest poniekąd odpowiednikiem naszego "planu B".

Vaering (stskand. l. poj. v?ringi; l. mn. v?ringjar) - Wareg. Mianem Vaeringów/Waregów określano zbrojne grupy Skandynawów działających i osiedlających się na terenie Rusi.

Valfud (stskand. Valfu?r, Valfö?r) - Ojciec Poległych. W mitologii nordyckiej jedno z wcieleń Odyna. W świecie Skalda - bóg, który jest gospodarzem Gmaszyska Zarżniętych i gości w nim poległych wojowników.

Valland (stskand. Valland) - skandynawska nazwa Francji, a zwłaszcza Normandii.

vardkarl (stskand. var?karl) - strażnik.

varg (stskand. vargr) - dosłownie: wilk, ale w odniesieniu do ludzi termin ten oznaczał banitę, który po wypędzeniu z ludzkich siedzib musiał żyć w lesie jak wilk; patrz też: skogarmad.

veche (strus.) - wiec, zgromadzenie przedstawicieli wysokich rodów. W powieści instytucja charakterystyczna dla krainy Glaesir.

vindasnekkja (stskand. Vinda snekkja) - snekkja Wendów, czyli Słowian. Patrz: snekkja.

Vindmad (stskand. Vindma?r) - Słowianin, Wend. Wikingowie używali tej nazwy na określenie Słowian Zachodnich, szczególnie nadbałtyckich. W źródłach nie zachowało się skandynawskie określenie Słowian Wschodnich, gdyż słowiańscy mieszkańcy Rusi nie posiadali poczucia własnej wspólnoty, tak więc i przybysze z Północy nie widzieli w nich jednego ludu. Mieszkańców Europy Wschodniej określali, używając nazw poszczególnych plemion czy krain. Z uwagi na wiedzę i przyzwyczajenia dzisiejszego Czytelnika rozciągam pojęcie Vindmadów na wszystkich Słowian, także Wschodnich, którzy pojawiają się w tej książce. Zabieg ten ma pewne historyczne uzasadnienie: Ainar, pochodzący z Norwegii, rzeczywiście mógł w taki sposób określać słowiańskich mieszkańców Glaesiru i Gardariki, dostrzegając ich kulturowe podobieństwo ze znanymi sobie Wendami, czyli Słowianami Zachodnimi.

visa (od stskand. vísa - strofa) - szereg strof o ujednoliconym metrum, który tworzą utwór o jednym temacie.

Volos - ruska/wareska wersja słowiańskiego boga płodności i magii Wołosa/Welesa.

Völund (stskand. Völundr) - mityczny kowal. Postać wspólna dla tradycji skandynawskiej i anglosaskiej.

Wagadou (z języka ludu Soninke: Kraj Ludzi) - państwo bardziej znane jako imperium Ghany (patrz: ghana), od VII lub VIII do XI wieku panujące nad dużymi obszarami zachodniej Afryki (zach. Mali i wsch. Mauretania). Potęgę zawdzięczało m.in. transsaharyjskiemu handlowi, w którym było ważnym partnerem kupców arabskich i berberyjskich. Ainar, jako Skandynaw, nie miał żadnej wiedzy o tym państwie i - podobnie jak wszystkie inne afrykańskie krainy - nazywał je Blalandem.

Wanowie (stskand. Vanir) - drugi, obok Asów, ród bogów w mitologii nordyckiej.

Wertragna (wed., awest.) - bóg mitologii awestyjskiej (perskiej) i wedyjskiej (indyjskiej), który był obrońcą bogów. Jednym z dziesięciu jego wcieleń był Szalony Odyniec, który w szale miażdżył wrogów kopytami. Bóg ten pojawia się w wielu mitologiach z kręgu indo-irańskiego. Wszędzie jest pogromcą zła. W podaniach awestyjskich broni boga Mitry. W Iranie po reformie zaratusztriańskiej stał się pomocnikiem (jako Bahram) jednego z Amszaspandów o imieniu Ardibeheszt. W powieści Wertragna jest oddzielnym bogiem, Szalonym Odyńcem, znanym już tylko nielicznym kapłanom i kupcom z Indialandu.

wiła (stsłow., strus.) - słowiańska demonica podobna do rusałki. Wiły żyły w lesie, tańczyły nago w świetle księżyca i wabiły chłopców. Stawały się nimi młode dziewczyny, które zmarły, nie zaznając życia.

Wschód - patrz: Austrveg.

Wyspa Englarów - Anglia.

Wyspa Irów, Wyspa Irskmadów - Irlandia, po celtycku Eriu.

Yggdrasill (stskand. Yggdrasill) - w mitologii nordyckiej drzewo świata, na którym ofiarę z samego siebie złożył Odyn (w świecie Skalda - Göllnir). Jego nazwa oznaczała dosłownie Straszny Rumak lub Wierzchowiec Strasznego (boga Ygga) i odnosiła się do koncepcji demonicznego rumaka, który przenosi swojego jeźdźca do krainy śmierci. Jego inna nazwa brzmiała Laerad - i ta jest używana w powieści na określenie świętego drzewa w Treborgu.

Yngvi (stskand. Yngvi) - bóg płodności i urodzaju, którego atrybutem był koń. W mitologii nordyckiej to jedno z określeń boga Freja.

zekier - pierścień łuczniczy. Chronił kciuk, którym naciągano cięciwę łuku refleksyjnego, dzięki czemu strzelec mógł oddać więcej strzałów. Wynalazek ten był bardzo popularny wśród wschodnioeuropejskich koczowników.

złoty bażant - bażant złocisty (Chrysolophus pictus), który po dziś dzień występuje w środkowych Chinach.

żmijowe wały - rodzaj ziemnych obwarowań znanych we wschodniej Europie. Na terenach stepowych ludność rolnicza osłaniała się przed koczownikami, wznosząc długie, wijące się w terenie (stąd być może określenie "żmijowe") wały, którymi otaczano nie tylko osiedla, ale i ziemie uprawne.

1

Ainar widział wiele niesamowitości. Rybę z rogiem jednorożca, kobietę z trzema piersiami, cielaka z dwoma głowami, a nawet córkę władcy mórz Aegira, która miała wodorosty we włosach. Wszystko to jednak bledło wobec człekopodobnego stworzenia, które ujrzał, wychodząc w południe ze skytningu położonego w osadzie tuż za wałami Holmgardu. Biesiadował w tym pijackim przybytku od trzech dni, nic więc dziwnego, że uznał, iż ma zwidy. Przetarł podkrążone oczy, podrapał się po zarośniętych policzkach, mrugnął kilka razy i zatańczył brwiami. Nic się jednak nie zmieniło - czarnoskóry stwór nadal stał przed nim, zasłaniając mu słońce.

Powiedzieć o tym dziwolągu, że miał osobliwy wygląd, to tak, jakby brzydulę nazwać niewiastą o niespotykanej urodzie. Przybysz był niewiarygodnie szkaradny i wielki jak troll. Wyróżniał się też nieproporcjonalnie długimi rękami, silnymi nogami i szeroką klatą. Przez ramię miał przerzuconą cętkowaną skórę jakiegoś wielkiego kota, a na nogach szarawary - spodnie o szerokich nogawkach, ściągniętych przy kostkach rzemieniami. W ręce trzymał włócznię o przesadnie zaokrąglonym grocie, a przy jego pasie wisiał dziwny miecz o tak zakrzywionej głowni, że przypominał sierp. Trzecią niezwykłą bronią był przypięty do lewego boku nieznajomego długi nóż, który zamiast prostej rękojeści miał uchwyt z osłoną chroniącą zaciśniętą dłoń.

Ainar zrozumiał, że miał przed sobą stworzenie znane na Północy jako Blamad.

- Heilsan2 dla Ainara Skalda z mroźnego Noregu. Twoja pijacka sława nie jest przesadzona. Myślałem, że już nigdy nie wyczołgasz się z tej budy. Rozumiesz w ogóle, co do ciebie mówię, czy twój rozum utonął już w miodzie?

Już sam fakt, że poczwara - która najwyraźniej miała więcej wspólnego z człowiekiem, niż Ainar początkowo zakładał - przemówiła, było niezwykłe. A jeszcze to, że odezwała się w jego języku, w dodatku wołała go po imieniu i sławiła jedną z jego najwspanialszych umiejętności, całkiem przypominało pijacki sen.

Ostrzegano go - jeszcze zanim wyruszył na morze - że krainy Austrvegu, czyli Wschodu, to siedlisko potworów, z którymi szukający przygód wojownicy z Północy musieli walczyć całymi dniami - oczywiście z przerwami na spółkowanie, picie, jedzenie i spanie. Prawda, we wschodnich grodach spotkał już karły i czarowników, którzy panoszyli się tam jak u siebie, ale w ogólnym rozrachunku nie zobaczył tu nic, czego nie widziałby już w siedzibach władców Północy. Wszędzie opowiadano mu jednak, że jeszcze dalej na wschód, w głębi Bjarmalandu czy Glaesiru, tych dziwów będzie więcej.

- Jam jest Ainar Skald, sprawny w strof składaniu, mistrz miodowych mów i przeciwnik pustych pucharów. Jeszcze nie wynaleziono takiego trunku, który mógłby sponiewierać drenga takiego jak ja i splątać mu język. Po czym w ogóle wnosisz, potworze, że jestem pijany?

- Bo zadałem to pytanie już trzy razy, a ty w tym czasie dwukrotnie upadłeś i cztery raz poprosiłeś mnie o napełnienie rogu.

Pieśniarz uznał, że w tych słowach może tkwić ziarno prawdy, gdyż uświadomił sobie, iż kiwa się na czworakach, a taka pozycja wyjaśniała, dlaczego obcy zasłaniał mu cały widok. Skald podniósł się niespiesznie, otrzepując kurz z niebieskich spodni i czerwonego kyrtilu - wełnianej tuniki sięgającej ud. Przy tej czynności omal znów się nie przewrócił. Kiedy już stał, stwierdził, że Blamad nie wydaje się tak wielki, choć przerastał Ainara o pół głowy.

- Kim jesteś, karli bękarcie, i skąd znasz moje imię?

Przybysz uśmiechnął się, przy okazji demonstrując, że Ainar się mylił: otóż mężczyzna nie był całkowicie czarny - jego zęby świeciły bielą jak kły morsów. Wszystkie były spiłowane i wyglądały na ostrzejsze od noży.

- Zwą mnie Ali ibn Ali ibn Ibrahim ibn Rahin. Lub po prostu Ali. A skąd znam twoje imię? Przez całą noc tak chwaliłeś się nie tylko nim, lecz także swoimi czynami i pieśniami, że mógłbym o tobie napisać całą sagę.

- Śledziłeś mnie, podstępny synu ciemności!

Ainar zrobił groźną minę, choć bardziej z powodu męczącego go pragnienia niż ze zdenerwowania. Nie docenił miejscowych drwali o rumianych policzkach, którzy mieli łeb do picia tak samo dobry jak jego krajanie.

- Nie musiałem. Tylko drzemałem pod drzewem, ale ty darłeś się tak głośno, że cała osada słyszała. Uprzedzę kolejne pytanie. Przysłał mnie największy z kaganów, wspaniały czarownik, który potrafi wplatać gwiazdy w grzywy swoich wierzchowców. Tirus Wielki.

- Kolejny "wielki"? Odkąd przybyłem do tego kraju, ciągle słyszę o wielkoludach. Tymczasem nie spotkałem nikogo, kto wielkością dorównywałby mnie.

- Tylko jeśli chodzi o wzrost. Choć, jak sam widzisz, i to się teraz zmieniło.

- Mimo to muszę odmówić. Mam jeszcze dzban do wychylenia.

Ali ponownie się uśmiechnął i kiwnął głową. Skald dostrzegł kątem oka, że zza rogu skytningu wybiega trzech czarnolicych olbrzymów z pałkami.

Przeklął, bo w budynku zostały jego miecz i nóż. Nawet nie próbował się bronić, wiedząc, że po pijaku nie wygra. Doskoczył za to do Blamada i trzasnął go czołem w twarz. Usłyszał chrzęst łamanego nosa. Ledwie pozwolił sobie na szyderczy uśmiech, kiedy, zdzielony pałką po głowie, upadł na ziemię.

2 Heilsan (stskand.) - Pozdrowienia (ten i dalsze przypisy pochodzą od autora).

2

Obudziły go smród łajna, bzyczenie much oraz przyjemny wiaterek. Otworzył oczy i ujrzał nad sobą zad klaczy, która wachlowała go ogonem. Przez chwilę czuł się jak w domu, zad ten bowiem niczym nie różnił się od tych, jakie widywał w Östlandzie.

Wspominanie rodzinnych stron zostało przerwane, gdy czyjaś czarna głowa przesłoniła mu widok. Jej właściciel stwierdził głosem zmienionym przez opatrunki tkwiące w dziurkach złamanego nosa:

- W końcu nasza księżniczka się obudziła.

Östmad szarpnął się i poczuł uścisk sznura na ramionach i nogach. Dopiero teraz pojął, że spoczywa przywiązany do włóczyska. Pod plecami nie czuł niczego twardego, zatem konstrukcja musiała zostać wykonana ze skóry rozciągniętej na drewnianej ramie. Jej dolne rogi ciągnęły się po ziemi, a górne utrzymywały się w powietrzu dzięki dwóm żerdziom przymocowanym do boków klaczy.

- Mógłbyś nie zasłaniać widoku?

- W twoim stanie chyba lepiej, że daję ci trochę cienia.

- Lepiej, ale jestem pieśniarzem wyczulonym na piękno, a twoja gęba jest szkaradniejsza niż koński zad.

- Gdyby to zależało ode mnie, przed oczami miałbyś tylko ziemię.

Uśmiech Vaeringa, który ten pochopnie przywołał na twarz, szybko zmienił się w grymas bólu. Kac i obita głowa dały o sobie znać. Ale dowiedział się przynajmniej tyle, że porywacze nie zamierzali go zabić.

- Los człowieka przędą norny, ale jego wykonawcami są zwykle ludzie. Kto więc trzyma igłę nawlekającą nić mojego przeznaczenia?

- Jak na skalda masz kiepski słuch. Mówiłem przy naszym pierwszym spotkaniu, że Tirus Wielki zaprosił cię do swojego pałacu.

- W moich stronach gościmy piwem i mięsiwem, a nie pałką.

- W naszych zaś miodem, chlebem, solą i damskim towarzystwem. Ale jeśli gość obraża gospodarza, zasługuje na karę.

- A czymże mu uchybiłem?

- Odmową.

- A co to za gospodarz, który z zaproszeniem wysyła potwora z sag dla dzieci?

- Potężny. Taki, na którego rozkaz ożywają bestie z ludowych skazek.

Ali uśmiechnął się, pokazując palcem, kogo ma na myśli.

- A jak tam twój nos?

- Piękny nie byłem, to i tym ciosem urody mi nie dodałeś.

Pieśniarz zdziwił się, słysząc tę zuchwałą i ciętą odpowiedź, godną prawdziwego syna Północy, a nie jakiegoś czarnego stwora. Blamad zachowywał spokój i wydawało się, że nie da się niczym sprowokować. Skald zaczął uważniej przyglądać się porywaczowi. Obserwację miał o tyle ułatwioną, że Ali ciągle był w ruchu, raz prowadząc pochód, raz doglądając więźnia, to znów gawędząc z towarzyszami, Östmad mógł go więc obejrzeć z każdej strony. Czarny demon miał rozumny wyraz twarzy, a w jego oczach nie tliły się iskierki okrucieństwa charakterystyczne dla odrmadów, szaleńców. Był łysy, ale jego głowę zdobiło coś innego niż włosy. Na całej jej górnej części widniał niebieski tatuaż wężowego łba, którego poskręcany, rozdwojony język sięgał brwi wojownika. Grube cielsko gada spływało na szyję, kark i plecy czarnego stwora, by wić się wokół kręgosłupa, a potem niknąć pod szarawarami. Poeta domyślił się, że tatuaż ciągnął się dalej, po prawej nodze Blamada, gdyż tuż nad stopą zobaczył koniec cienkiego ogona, wyłaniający się spod nogawki spodni.

- Skąd tak dobrze znasz mowę moich przodków i obyczaje ludzi Północy, demonie? - zapytał, gdy Ali kolejny raz się zbliżył.

- "Demonie"? Prawisz jak ci śmieszni mężczyźni w czarnych kieckach z Kristlandów. Nie powinieneś mnie raczej nazwać draugiem albo fjandim, jak w twoim języku mówi się na krwiożercze potwory?

- Powinienem. Ale kristlandzki "demon" lepiej pasuje do jakiegoś tam Ibna, który trzy razy dziennie wzywa imienia boga Maumentsa.

- Muhammada... Widzę, żeś mądrzejszy, niż wyglądasz, choć nie do Muhammada kieruję modły, bo to tylko prorok. Ale muszę cię zawieść. Żaden ze mnie dżin, ifrit ani nawet ghul, choć smolistą barwą skóry mógłbym konkurować z diabłem Romverjów. Jestem po prostu zwykłym Blamadem w niezwykłej krainie.

- Taaa... Zwykłym... Masz szczęście, że to nie zima.

- Czemuż to?

- Bo wyglądałbyś jak gówno na śniegu.

Żart był słaby i prostacki, ale pieśniarza wciąż bolała głowa, utrudniając skupienie. Nie był zadowolony z dowcipu, lecz z radością dostrzegł, że porywacz nie został na niego obojętny. Ali na pół uderzenia serca zmarszczył brwi, zdradzając zdenerwowanie.

- Bezczelny jak zawsze. Ale ja nie pozwolę sobie na gniew. Poznałem się na was, Vaeringowie. Wyniosłością, śmiałością i pogardą stawiacie się ponad innymi, by ukryć prawdę.

- Jaką to? Ciekawym wielce.

- A taką, że na ziemiach Wschodu jest was tylko garstka. I taką, że gdyby mieszkańcy Gardariki się zjednoczyli, uciekalibyście w popłochu jak bydło przed grzywiastym kotem.

- Twój pan musi myśleć inaczej. W końcu to ja jestem mu do czegoś potrzebny, a nie kupa smerdów z cepami i widłami.

- Zostałeś wezwany, bo kagan nie posłuchał mojej rady.

- Widać mądry, że odrzuca od siebie czarne myśli.

- Cięty masz język, ale lepiej na niego uważaj. Nie jesteśmy na Północy, gdzie zuchwałość nagradza się złotymi pierścieniami. Choć przodkowie mojego pana również wywodzą się z Noregu, nie pobłaża on takim jak ty. Za mniejsze przewiny wbija na pal i rozrywa końmi.

- Nie odpowiedziałeś jeszcze na moje pytanie. Skąd znasz język i obyczaje mego ludu?

- Szybko się uczę, a spotkałem wielu Vaeringów i kilku sagnamadów. Poznanie waszej mowy i nauczenie się waszej bezczelności nie jest trudne w kraju, którego władcy wysługują się obcymi z różnych stron, by rozwiązywać swoje problemy.

- A skąd ty się tutaj wziąłeś? Jakoś nie pasujesz mi do lasów i stepów. Może ten wasz grzywiasty kot przegnał cię z ojczyzny?

- To długa historia, nie będę cię zanudzał.

- Chwilowo nie mam nic lepszego do roboty.

- Dobrze więc. Pochodzę z krainy, którą wy, przybysze z Północy, nazywanie Blalandem. Matka powiła mnie w małej wiosce daleko na południe stąd, na obrzeżach wielkiego królestwa Wagadou rządzonego przez ród boskich ghanów. Było to wspaniałe sioło nad jeziorem. Mężczyźni z mojego plemienia zajmowali się polowaniem, a kobiety przyrządzaniem strawy. Wzbudzaliśmy lęk we wrogach, a miłość w przyjaciołach. Gdy osiągnąłem wiek męski, zabiłem wielkiego grzywiastego kota i zostałem przyjęty do grona wojowników. Potem, zwyczajem przodków, wyruszyłem do Serklandów, by uczyć się rzemiosła wojownika i poznać sekret stali. To tam poznałem...

- Jednak masz rację. Nudzisz mnie. Ciekawszym zajęciem jest oglądanie chmur.

- Jak chcesz - gniewnie rzucił Ali i odszedł.

Ainar przymknął oczy i spróbował się przespać. Drzemka okazała się całkiem przyjemna, choć przerywana wstrząsami, gdyż ciągnięto go po wertepach. Jawa mieszała mu się ze snem. Odróżniał je tylko po tym, że jawa była bardziej bajkowa. Dwóch Blamadów jechało na cudacznych koniach z garbem na grzbiecie. Bestie o żółtej sierści rzucały mu znudzone spojrzenia, a ich tępe pyski nie przeżuwały tylko wtedy, gdy zwierzęta pluły. Inny czarnoskóry dosiadał małego konia w paski. Jechał na oklep, a jego nogi potrącały źdźbła pożółkłej trawy. Podróżowali teraz między bezleśnymi wzgórzami, ale nie dotarli jeszcze do sławnych południowych stepów, o jakich opowiadano mu w otoczonym lasami Holmgardzie.

Nastrój senności i otępienia potęgowało słońce. Skóra boleśnie swędziała pieśniarza, zmieniając odcień na ohydnie rumiany, a potem na jeszcze brzydszy - brunatny. Nie myślał o tym, gorzej jednak było z niezwracaniem uwagi na narastające pragnienie. Łaknął jednak nie wody, którą porywacze regularnie wlewali mu do ust ze skórzanego bukłaka, lecz ale. Złocistego napoju, jedynego, jaki jest w stanie ugasić ten rodzaj pragnienia, który męczy mężczyznę w upalne dni.

Katusze spragnionego zakończyły się szybciej, niż się spodziewał, i nie w taki sposób, w jaki sobie życzył.

Skórzane leże gruchnęło o ziemię. Głowa poety ponownie wybuchła bólem, a z góry skapnęła na nią ciepła maź. Smakowała jak krew. Ainar odchylił głowę do tyłu i zobaczył, że zad, który niedawno przypominał mu o rodzinnych stronach, o mało nie posłał go na wieczną biesiadę we dworze boskiego Valfuda. Na szczęście koń przewrócił się na bok, przy okazji łamiąc ramę włóczyska. Zwierzę próbowało wymachiwaniem kopyt przegnać śmierć. W boku i szyi klaczy sterczały strzały. Ciche rżenie powoli zmieniało się w niemal ludzki charkot.

Leżąc na plecach, Vaering więcej słyszał, niż widział. Zorientował się wszakże, że czarni dobyli broni i ukazując swoją nocną, tchórzliwą naturę, ukryli się za wozem ciągniętym przez woła i za garbatymi końmi. Ali, którego Skald potrafił już rozpoznać po głosie, wykrzykiwał rozkazy w nieznanej poecie mowie.

Kiedy klacz w końcu zdechła, między wzgórzami zapadła cisza.

Nie trwała długo. Ainar usłyszał tętent koni, dzikie wrzaski i świst strzał, które wbiły się w ziemię niebezpiecznie blisko. Potem doszło go bitewne zawołanie czarnych. Początkowo myślał, że sam Göllnir mami mu uszy pijackimi jękami lub zdrowy rozsądek mści się za morzenie go głodem i pragnieniem. Ale nie. Blamadowie wyraźnie śpiewali "mniam, mniam". Widać nie on jeden miał ochotę na przekąskę.

Czarni wojownicy zaczęli tupać i uderzać włóczniami o ziemię, wybijając jednostajny rytm, który łupał w zbolałej po przepiciu głowie Skalda. Pieśniarz zaczął na poważnie rozważać odrąbanie sobie czerepu. Szarpnął się ponownie i tym razem udało mu się złamać jedną z żerdzi, uszkodzoną już podczas upadku. Nie przyniosło mu to wolności, ale mógł przynajmniej obrócić się na bok i przyjrzeć nadchodzącemu starciu.

Jeden z napastników wysforował się przed resztę. Ainar był pewien, że pędzi na niego kolejny stwór z gardarikańskich skazek. Wysoki na osiem stóp, wyróżniał się czterema nogami i dwiema głowami - końską i ludzką. Ta druga miała skośne oczy, skórę koloru moczu, a wieńczyła ją futrzana czapa. Dwie ręce stwora szyły z pokrzywionego, najwyraźniej więc złamanego, łuku. Strzały trafiały jednak w cel, mimo iż pokraka cwałowała.

Przez chwilę pieśniarz myślał, że chyba jednak wypił za dużo i jeszcze nie całkiem wytrzeźwiał, ale porzucił tę niemądrą myśl, gdyż napastnik był zbyt rzeczywisty, by mógł się okazać pijacką wizją. Zrozumiał zatem, że musi mieć przed sobą osławionego Huna lub Tattara, konio-człowieka, owoc podłego związku mężczyzny z klaczą, który krew wrogów pije na śniadanie, a mleko z własnych wymion na kolację.

Konio-ludzi przybywało. Rozdzielili się zaledwie ćwierć mili przed wozami. Część pognała dalej, wprost na Blamadów, a reszta rozjechała się na boki, nie przestając strzelać z łuków. Ci, którzy szarżowali, trzymali w dłoniach wygięte półksiężycowato miecze i skórzane tarcze.

Czarni nie czekali, aż Tattarzy ich dopadną. Cisnęli włóczniami o szerokich grotach.

Trzy potwory, trafione w końską pierś, zwaliły się na ziemię. Reszta wpadła między Blamadów. Pobrzękiwania żelaza i odgłosy łamanych kości zagłuszyły jęki rannych i zawodzenia konających, a wszystkie razem zlały się w jeden znany na całym świecie - od Lodowej Wyspy do Indialandu - odgłos bitwy.

Fylgja, boska dawczyni szczęścia, uśmiechnęła się do Ainara. Tattarzy mieli ręce pełne krwawej roboty i nie zwracali na niego uwagi. Przynajmniej na razie. Walczący zmieszali się ze sobą, tworząc przedziwny korowód bajkowych postaci. Odziani w kocie skóry czarni i skośnoocy koczownicy w kaftanach wymieniali uprzejmości zakrzywionymi mieczami - poeta przypomniał sobie, że nazywano je szablami - oraz drewnianymi pałkami, włóczniami i toporkami o wąskich ostrzach. Pomiędzy nimi przemykały konie w paski i żółte ogiery z garbami.

Pozostali konio-ludzie z łukami nadal krążyli wokół pola bitwy, z bezpiecznej dla siebie odległości szyjąc w Blamadów. Czarnych wojowników nie było jednak łatwo powalić - wielu walczyło mimo strzały w udzie czy plecach, a umierało dopiero wtedy, gdy ich ciała zostały posiekane lub tak naszpikowane pierzastymi pociskami, że zaczynały przypominać jeża. Ta nadludzka wytrzymałość nie była jednak w stanie zrównoważyć liczebnej przewagi koczowników. Wtedy Ali pokazał swe prawdziwe oblicze.

Dotychczas walczył nie mniej zajadle niż pozostali wojownicy, teraz jednak dał się ponieść bojowemu uniesieniu, zupełnie jakby był hamramirem czy berserkiem, z których to szalonych wojowników słynęła Północ. Przełożył włócznię do lewej ręki, a z ziemi podniósł kolejną. Podrzucił obie, pochwycił je w połowie drzewca i pobiegł w kierunku dwóch konio-ludzi siejących spustoszenie wśród Blamadów.

Ainar przysiągłby na włócznię Göllnira, że źrenice Alego poszerzyły się dwukrotnie, a oczy zapłonęły jak u serklandzkiego dżina. Strzały tylko otarły się o odsłoniętą pierś Czarnego Berserka, jakby jego ciało stało się odporne na ciosy. Doskoczył do pierwszego stwora i wbił obie włócznie w jego ludzką pierś. Ciosy rozerwały poczwarę na pół. Część człowiecza poleciała dobre pięć stóp do tyłu, a część końska stanęła dęba.

Ali obrócił się w kierunku drugiego Tattara i bez broni pognał wprost na niego, jakby chciał wziąć stwora na rogi niczym żubr. Tuż przed przeciwnikiem zmienił jednak kierunek biegu. Minął o pięść koński łeb, uchylił się przed płaskim cięciem szabli i uderzył barkiem w poczwarę. Obaj runęli na ziemię. Ali, który znalazł się na wierzchu, zaryczał zwycięsko, koński łeb potwora zarżał, niezadowolony z ciężaru berserka, a skośnooka głowa, ściśnięta w czarnych łapach, zawyła. Wszyscy zamilkli, gdy suchy trzask obwieścił złamanie kręgosłupa.

Ainar odwrócił wzrok od walczących. Miał własne kłopoty. Jego fylgja wyrżnęła go w pysk, zabierając ze sobą szczęście: obie strony walki przypomniały sobie o nim, i to równocześnie. Z przeciwnych stron pędzili ku niemu i Blamad, i Tattar.

Ten pierwszy był bliżej, ale ten drugi biegł szybciej dzięki końskim nogom. Obaj krzyczeli i wywijali żelazem. Skald nie rozumiał ich słów, ale wątpił, by go pozdrawiali.

Wygrał czarnoskóry, choć wyprzedził wroga tylko o długość konia. Ciął mieczem dwa razy. Trafił pod pachę i między nogi pieśniarza. "Tylko nie tam" - pomyślał poeta, spodziewając się kolejnej dawki bólu. Ten jednak nie nadszedł, a zamiast niego Vaering poczuł, że może się ruszyć. Liny zostały przecięte.

Stoczył się z leża na trawę, unikając kopyt potwora. Wybawca przeskoczył nad Skaldem i pchnął konio-człowieka w pierś. Zwierzę zaryło kolanami o ziemię i zrzuciło jeźdźca z siodła.

Dopiero teraz, patrząc na Huna z bliska, Östmad przekonał się, że jego podejrzenia były słuszne. Nie miał do czynienia z dziwacznym stworem, ale z niskim człowieczkiem, który tak wprawnie dosiadał kuca, że zdawał się tworzyć z nim jedność. Tattar zadziwiająco niezgrabnie podnosił się na nogi, z pewnością więc bardziej przywykł do jazdy w siodle niż do chodzenia po ziemi.

"Kto marnuje czas na rozważania, umrze jako starzec" - mawiała babka Ainara, a że poeta zwykł korzystać z jej rad, odegnał myśli o naturze napastnika. Miał poważniejsze zmartwienie - żółtolicy pokurcz biegł w jego stronę i wcale wprawnie machał przy tym szablą.

Pieśniarz uśmiechnął się brzydko. Podniósł z ziemi kawał drzewca złamanej włóczni i przywitał napastnika z całą serdecznością Północy. Zamachnął się kijem, trafiając koczownika w ramię. Skośnooki zawył, ale się nie poddał. Odwagi mu nie brakowało, choć z pewnością nigdy nie walczył z tak wysokim przeciwnikiem. Przy Ainarze wyglądał jak mały ogar obszczekujący niedźwiedzia.

Hun nie docenił zasięgu ramion Skalda i zapłacił za to najwyższą cenę. Składacz strof zdzielił go po głowie, następnym ciosem złamał przedramię, a w końcu wbił ostry koniec drzewca w brzuch wroga. Nim pokurcz padł na ziemię, poeta wyszarpnął mu szablę z dłoni.

Zważył nową broń w dłoni i zakręcił kilka młyńców. Pomyślał, że to całkiem poręczne żelazo, choć stanowczo za lekkie. Poszukał wzrokiem swojego wybawcy. Blamad walczył kilka kroków za nim, odpierając ataki dwóch pieszych Tattarów.

Ainar podszedł do oswobodziciela i uderzył lewym sierpowym. Pięść trafiła w czarną skroń i obaliła dzikiego, nim ten zdążył się zdziwić takim obrotem sprawy. Skald pamiętał jego twarz. To właśnie on powalił go wczoraj pod skytningiem - Vaering był tego prawie pewny. Prawie, bo wszyscy czarnoskórzy wydawali mu się tacy sami.

Po karze przyszła pora na krztynę wdzięczności - nie zostawił porywacza na łasce wrogów. Przyjął obronną postawę i wyzwał Hunów do walki, plując im pod nogi. Sieknął z prawej, ciął z lewej, odskoczył, pchnął, uderzył z góry. Niscy ludzie padli martwi, pocięci jak mięso w potrawce.

Pieśniarz był dobry w zabijaniu. Dziś jednak nie marnował czasu na prawdziwą szermierkę ani na tanie sztuczki - wywijanie młynków czy płytkie, szerokie cięcia, po których krew sikała jak woda z gejzeru - choć broń, którą właśnie dzierżył, świetnie się do nich nadawała. Dziś uderzał po östlandzku, czyli tak, by zabić jednym ciosem. Celował w przechodzące przez szyję, wewnętrzne strony rąk i tył nóg linie życia oraz w krzyż śmierci, którego poprzeczna belka biegła między ramionami, a pionowa od głowy do pępka.

Odwrócił się ku kolejnym napastnikom. W lewej ręce trzymał kawałek drzewca włóczni, w prawej szablę. Dzięki takiej broni i ogromnej przewadze zasięgu ramion nakarmił tego dnia jeszcze wiele kruków i wron. Jednego Tattara sieknął przez twarz, innemu uciął ucho wraz ze sporym kawałkiem skóry. Uchylił się przed cięciem i uderzył drzewcem w skośnookie oblicze. Zęby, razem z zakrwawionymi korzeniami, spadły na żółtawą trawę.

Szykował się właśnie do dobicia pokurcza, gdy ujrzał nowego przeciwnika. Nie dało się go nie zauważyć, choć nie był żadnym wielkim jötunem ani trollem. Wyłonił się jakby spod ziemi w otoczeniu dymu i kurzu, a towarzyszył temu huk przywodzący na myśl grom z jasnego nieba. Z tej zasłony wyłoniły się dwie kulki, które potoczyły się pod nogi dwóch najbliżej stojących Blamadów i wybuchły czarnym dymem. Dało się wyczuć siarkę. Wojownicy potarli oczy, popatrzyli po sobie i zawyli. Ich źrenice się powiększyły, oczy zrobiły czerwone, a po policzkach pociekły smoliste łzy. Jeden z czarnych rzucił się na ziemię i zaczął walić głową o kamień, aż pękła mu czaszka. Drugi upuścił włócznię i trzymając się za głowę, pobiegł w stronę ściany kurzu. Na spotkanie nadleciał nóż, który przebił mu szyję na wylot.

Dym powoli się rozwiewał i Ainar mógł w końcu przyjrzeć się wrogowi. Czarownik był karłem, a jakby samo to było za mało upokarzające, złośliwi bogowie obdarzyli go jeszcze garbem i prawie całkowitą łysiną. Prawie, bo na czubku głowy nosił kosmyk siwych włosów związanych w kucyk, który opadał na bok, przysłaniając lewe ucho. Grube, czarne wąsy odciągały uwagę od szerokiego nosa i małych, sprytnych oczu. Krępy tułów podtrzymywały masywne, choć krzywe kulasy. Grube jak bochenki chleba pięści trzymały długą laskę przyozdobioną u góry wiązanką suszonych ziół. Zgarbiony czarownik podpierał się kijem, choć Ainar miał wrażenie, że dziwak i bez niego by sobie poradził.

Pieśniarz wiedział, że z takiej odległości nie powinien dostrzec aż tylu szczegółów, ale mógłby przysiąc na boskiego Jednorękiego, że gdy karzeł wbił w niego swoje świdrujące oczy, tęczówki pokurcza zmieniały kolor - z piwnych przez zielone na niebieskie i z powrotem. Poeta usłyszał też wyraźnie jego głos:

- Krew w ciemności, ciemność we krwi, lękliwe sny. Nawet miód, mak polny i Jomali nie złamią tej klątwy.

Żeby nie było wątpliwości, do kogo mówi, wskazał Ainara różdżką. A potem zniknął - tak samo nagle, jak się pojawił, i w towarzystwie takiego samego dymu i huku.

Skald podejrzewał, że karzeł zapadł się pod ziemię, podobnie jak mieli to w zwyczaju jego mali kuzyni z zaśnieżonej Północy. Razem z czarownikiem ulotnili się ostatni Tattarzy, choć nie zrobili tego równie niepostrzeżenie. Pognali w kierunku, w którym wiatr rozwiewał dym. Zniknęli za wzgórzami. Zostawili poważnie rannych braci, a ci szybko skonali lub dobił ich Ali.

W polu pozostali pieśniarz, czterech Blamadów, koń w paski i dwa garbate ogiery.

3

Obudziło go drugie pianie koguta. Przypomniał sobie sen, ciągle ten sam, od wielu nocy. Tonął w mieniących się kolorami oczach karła, a potem pływał w oceanie krwi. Z tej wielkiej wody wynurzyła się kobieta, której nie potrafił rozpoznać, bo cała była umazana czerwoną mazią. Chwyciła go za szyję i tak długo topiła we krwi, aż oczy Skalda wyszły na wierzch, a brak powietrza rozsadzał czaszkę bólem. W tym miejscu zawsze się budził, sprawdzał, czy przeklęty księżyc nadal ucieka przed wilkiem, a kiedy się upewnił, iż noc wciąż nie zmieniła się w dzień, zapadał w niespokojną drzemkę, kolejny raz przeżywając koszmar.

Odrzucił od siebie nocne mary. Rozejrzał się. Leżał przykryty skórami przy dogasającym palenisku. Przez wąskie okienko wpadały poranne promienie słońca, ale w izbie i tak było mroczno. Od razu wróciły wspomnienia minionych tygodni. Znajdował się w Dyragardzie, posiadłości Tirusa Wielkiego.

Zajął się porannymi czynnościami. Wypłukał usta i splunął do paleniska. Wysikał się na popiół. Z cebrzyka zaczerpnął garść wody i przemył twarz.

- Nawet zwierzęta nie sikają we własnych norach. A podobno to my stoimy ponad czworonogami.

- Witaj, Ali. Nie zauważyłem cię w tych ciemnościach.

Ainar nie mógł się oprzeć pokusie, by po raz kolejny nie zadrwić z koloru jego skóry. Śmieszyły go wyniosłe miny, którymi Blamad chciał pokazać, że stoi ponad szyderstwami, choć w rzeczywistości ukrywał wściekłość. Poeta zdążył polubić dziwnego berserka z Blalandu, który tak wiele wiedział o świecie. Przez tych kilka tygodni, spędzonych na podróży między Holmgardem a Dyragardem, wiele rozmawiali. Mieli na to mnóstwo czasu, gdyż Blamad uparł się, by przemieszczali się lądem, zamiast vaerińskim zwyczajem wykorzystać rozległą sieć rzeczną wschodnich krain do wygodnej podróży łodzią.

- Tirus chce cię widzieć.

- W końcu poznam tego osławionego władcę tajemniczej krainy Glaesir. Jeszcze nie miałem okazji podziękować mu za wygodną podróż i życzliwą gościnę.

- Nadal się gniewasz o te dwa dni na włóczysku?

Skald nigdy niczego nie wybaczał. Babka mawiała mu: "Za policzkiem zawsze podąża włócznia". Podarujesz raz, a wrogowie dowiedzą się, że jesteś słaby, i zaatakują z całą mocą. Ale jego gniew na Blamada znacznie złagodniał. Po walce z Tattarami porywacze oddali mu broń i zezwolili, by podróżował wolny albo, jak wolał myśleć pieśniarz, nie ośmielili się związać go ponownie. W każdym razie spędził ten czas nie najgorzej, choć nie pozwolono mu osiodłać żadnego z pasiastych koni, które prowadzili. Ali twierdził, że nie nadają się do dosiadania, a miały jedynie uświetnić ich poselstwo, które udało się do Holmgardu, aby zawrzeć z tamtejszym konungiem nową umowę handlową.

- Po prostu o tym pamiętam. Jeden z was już za to zapłacił. Muszę jeszcze tylko rozliczyć się z waszym panem.

- Nie radzę przedkładać tej sprawy Tirusowi. On nie znosi bez­­czel­ności.

Wyszli z domu. Do Dyragardu przybyli poprzedniego wieczoru i już wtedy Ainar zdążył się zorientować, że tworzyły go dwa gardy, zwane przez miejscowych grodami. Ten górny, gdzie obecnie się znajdowali, ulokowany został na rozległym wzgórzu, a dolny - u jego podnóża. Oba otoczone były systemem wałów, wieżyczek i palisad, tak że razem przypominały wielkiego śnieżnego bałwana, którego każdą kulę nabito drzazgami, ostrzegając najeźdźców, że mogą zaznać przyjemności wszetecznego nidinga, jeśli zdecydują się szturmować stolicę Glaesiru.

Ali wskazał mu ręką drogę, choć było to zbyteczne. Vaering łatwo się domyślił, dokąd jest prowadzony. Konungowie zawsze mieszkali w największym budynku własnej posiadłości, dając poddanym jasno do zrozumienia, komu ci są winni posłuszeństwo. Władza potrzebuje ukazywania potęgi rządzącego, a tutejsi ludzie byli chyba bardzo krnąbrni, skoro musieli widzieć jej aż tyle.

Siedziba konunga, czyli wewnętrzna twierdza, zwana tutaj kremlem, mieściła się w obrębie górnego gardu, lecz ulokowano ją na kolejnym wzniesieniu, tym razem sztucznym, usypanym przez człowieka na kształt czworoboku. Ściany tego ogromnego kopca ukształtowane zostały niczym wysokie schody, przynajmniej tak to wyglądało z daleka. Gdy podeszli bliżej, Ainar przekonał się, że stopnie, których było pięć, wycięto w ziemi, a ich lica wzmocniono drewnianymi balami, tworzącymi pięć coraz wyżej położonych palisad. Każdy otoczony drewnianymi ścianami poziom miał mniejszą powierzchnię od poprzedniego, a wszystkie połączono drabinkami i trapami, by można się było do nich dostać od góry twierdzy. To wszystko składało się na potężne umocnienia, z których zdobyciem miałby problem sam Göllnir. A sądząc po odgłosach dobywających się z przestrzeni między schodami, Bóg Krzyku byłby mocno zainteresowany tym miejscem.

Pieśniarz odruchowo chwycił za rękojeść miecza, gdyż ryk przypominający prychanie stu rozdrażnionych kotów nakazywał ostrożność. Ali pokazał swoje spiłowane zęby, przybierając minę, która była kpiną z uśmiechu.

- Nie ma się czego bać. O tej porze dnia pieszczochy Tirusa są zamknięte.

Östmad popatrzył lekceważąco na Blamada, nie racząc go odpowiedzią. Czarny wojownik nie wydawał się tym przejęty.

- Nie są to zwykłe umocnienienia obronne. Mówiłem, że Tirus jest wielkim czarownikiem. Potrafi okiełznać każde zwierzę, nawet dziką bestię. Na wszystkich pięciu poziomach kryją się niespodzianki dla głupców, którzy mieliby chętkę zaatakować to miejsce.

Samo wejście do twierdzy też nie wyglądało zachęcająco dla napastników. Zbudowano nad nim drewnianą wieżę, a wiodła do niej ubita droga, pnąca się ukośnie po północnej stronie kopca i tworząca coś na kształt grani, która górowała nad ziemnymi czworobokami. Kiedy minęli strażników i weszli na trakt, poeta mógł dokładnie obejrzeć to, o czym mu opowiadał Czarny Berserk.

- Na pierwszym poziomie ustawiono klatki dla psów. Zamknięte są w nich wielkie i krwiożercze ogary ze wszystkich stron świata. Są tam hundy z Północy, o krótkich ogonach i długich jak palce zębach, są iryjskie wilczarze o włochatej sierści, są nawet śmiejące się kundle o pręgowanej sierści, które sprowadzono z moich rodzinnych stron. Karmimy je surowym mięsem raz na dwa dni, by zawsze były głodne. Pierwsza palisada nie jest może wysoka, bo dorosłemu mężczyźnie sięga ledwie do piersi, ale to wystarczy, by zatrzymać hundy, gdy każdego wieczoru wypuszczamy je z klatek na spacer, a zarazem na polowanie w obrębie najniższego poziomu umocnień. Ludzie skazani za żmijowy język - kłamstwa i oszustwa w handlu - są wrzucani właśnie tutaj, a czas, jaki muszą spędzić z psami, zależy od wagi ich przewiny. Ale tylko jedna osoba przeżyła tu dłużej niż sto uderzeń serca.

- Pewnie ich opiekun.

- Te bestie nie mają opiekuna. Kiedyś miały, ale rozerwały go na strzępy, niezadowolone z ilości mięsa, które im przynosił. Od tej pory karmi się je, podając jedzenie przez szpary w klatkach. Tylko mnie jednemu udało się przetrwać w tej zagrodzie.

- Wiedziałem, że nie należy wierzyć czarnemu.

- Wprost przeciwnie. I wtedy to udowodniłem. Gdy pierwszy raz stanąłem przed Tirusem, pochwaliłem się, że w sto uderzeń serca nawet się nie spocę w tej jego psiarni. Kagan uznał, że kłamię - i tak tu wylądowałem. Wystarczyło, że jeden z psów mnie ugryzł, a Szalony Odyniec napełnił moje ciało taką a?šma, szałem walki, że nie było dość mocnej klatki, by bestie mogły się przede mną schować. A gdy zobaczyły, jak łamię kręgosłup największemu ogarowi, uciekły, skomląc niczym szczeniaki. Sam Tirus poprosił, bym opuścił zagrodę. Swoim czynem zapoczątkowałem zresztą nowy zwyczaj. Jeśli ktoś chce udowodnić, że mówi prawdę, wystarczy, aby spędził z psami owych sto uderzeń serca. Tylko nie myśl, że liczą się uderzenia wystraszonych na śmierć skazańców. Sam konung je odmierza, a jego serce bije bardzo wolno.

Poziom dla psów porastała trawa. Choć obecnie na wybiegu nie było żadnych zwierząt, Ainar wyraźnie widział wydeptane przez nie ścieżki i porozrzucane kości. Niektóre z nich rzeczywiście należały do ludzi.

- Teraz są zamknięte po drugiej stronie grodu. - Ali jakby czytał w jego myślach. - Musimy je trzymać z daleka od mieszkańców drugiego poziomu.

Kolejny czworobok wyglądał prawie identycznie jak pierwszy - miał piętnaście stóp szerokości i pokrywałago zieleń godna łąki. W przeciwieństwie do pierwszego poziomu rosły tu krzewy.

- W tej części trzymamy wilki. Są tu ulfy z Północy, białe basiory z krainy lodów i szare wadery z okolicznych lasów. Wszystkie wściekłe i szalone jak wilkołaki. Wypuszczamy je tylko nocą, bo w dzień są ospałe.

- Mądre zwierzęta.

- No tak. Zapomniałem, że dla skaldów lenistwo jest zaletą. Ale nie tutaj. Te podłe drapieżniki czekają na tych, którzy działają w ukryciu, czyli złodziei. Gdy ktoś zostanie schwytany za kradzież, wrzuca się go tu na całą noc. Kto zakrada się po zmierzchu do domu sąsiada, kończy z bestiami, nie doczekawszy świtu.

- Tutaj też harcowałeś? Czarny to w końcu kolor nocy.

- Nie zdołasz mnie zdenerwować. Szalony Odyniec zsyła na mnie wściekłość walki tylko wtedy, kiedy ja sam tego chcę. Tym odróżniam się od ludzi słabych na umyśle. Ale wieść niesie, że znalazł się śmiałek, który przeżył całą noc na tym poziomie. Przebywał tu krótko, a ludzie mówią, że był szalonym wojownikiem, i to takim, którego u was nazywają ulfhedinem. Ale nie był za nic skazany. Po prostu poprosił Tirusa o nocleg w tym miejscu, mówiąc, że ludzie są dla niego za głośni. Za głośni! Dasz wiarę?

Słysząc donośny krzyk Blamada, Ainar był w stanie dać wiarę.

- Tamtej nocy wilki wyły ponoć tak głośno - opowiadał dalej przewodnik - że nikt w podgrodziu nie zmrużył oka. A o świcie ulfhedin pojawił się przed obliczem Tirusa, podziękował za gościnę i jakby nigdy nic wyruszył w dalszą drogę.

Z tej odległości Skald dostrzegał tylko zagrodę dla zwierząt, a raczej jej jedną ścianę, ciągnącą się od palisady do lica kolejnego stopnia. Zbudowano ją z poprzecznych belek, między którymi pozostawiono odstępy szerokie na dłoń.

- Surowe macie tu prawa, skoro zabijacie każdego złodzieja.

- Nie każdego. Za mniejsze przewiny, powiedzmy za przywłaszczenie sobie naszyjnika lub kliku monet, złodziej musi oddać na łaskę wilków rękę, którą dokonał zbrodni. Wkłada ją do klatki i czeka, jaką jej część wezmą dla siebie bestie.

Poeta obiecał sobie większą ostrożność. Srebrna zapinka, którą minionej nocy znalazł w domu gościnnym i ukrył w zawieszonej na szyi sakiewce, zaczęła mu ciążyć.

- A za trzecimi umocnieniami? Jakie zwierzęta tam trzymacie?

- Ten poziom przeznaczony jest dla władców puszczy, gór i lodu - brązowych niedźwiedzi i białych misiów z krain wiecznego śniegu. Przyznam, że to moje ulubione zwierzątka. W moich rodzinnych stronach ich nie mamy.

- I pewnie zaraz mi opowiesz o wielkim wojowniku, który za nic sobie mając smród z ich pysków, wziął się z nimi za bary.

- Nie. Choć wielu miało na to szansę. Czasem Tirus wrzuca tam zabójców. Ale tylko ludzi miecza, którzy zabili przeciwnika w bójce lub z zemsty, nie mając na nią pozwolenia kagana. Wojownik zasługuje na śmierć w walce. Zwykłych morderców po prostu wieszamy, bo od ich ścierwa te dumne bestie mogłyby się pochorować. Ale jedna osoba rzeczywiście przetrwała z nimi całą noc. Mały chłopiec, wrzucony tu przez inne bachory, które przekradły się po zmroku na ten poziom. Rano znaleziono go w głębokiej dziurze, do której niedźwiedzie nie mogły sięgnąć.

Widać było, że misie cieszą się większym szacunkiem niż wilki i psy - na wybiegu miały zwalone pnie drzew i kilka sadzawek do zabawy.

- Wypuszczamy je popołudniami, kiedy są najbardziej ożywione. Teraz pewnie śpią w klatkach przy zachodniej ścianie. Dokładnie naprzeciwko mieszkańców czwartego poziomu. Kotów.

- Brzmi groźnie.

- Śmiejesz się, bo największym kotem, jakiego widziałeś, był pewnie ryś. A tutaj chowamy olbrzymie kocury w paski, ludojady z grzywami i czarne bestie z żółtymi oczami. Mamy z nimi trochę problemów, bo bardzo wysoko skaczą. Większość czasu spędzają więc w klatkach, gdyż jest tylko jedna osoba, która potrafi wyprowadzać je na spacer i powstrzymać przed ucieczką.

- To już wiem, skąd ty i twoi ludzie bierzecie swoje skóry.

- Nic nie wiesz, Östmadzie. Koty są naszymi wrogami. My je zabijamy, nie spacerujemy z nimi. W moich rodzinnych stronach jest taki zwyczaj: aby chłopiec stał się mężczyzną, musi upolować grzywiastego kota i jego skórą okryć swoją pierś. Ale od kocurów zgromadzonych przez Tirusa trzymamy się z daleka. To nie są zwykłe zwierzęta. Są szalone. Nie walczą między sobą, choć pochodzą z różnych stron świata, i wydają się tworzyć stado, którego przywódcą jest człowiek.

- Dreng od spacerów, zgaduję.

- Tak. Innych ludzi, którzy są w pobliżu, zagryzają, i to działając razem, choć z natury są samotnymi łowcami. Ciała ogryzają do kości, a gdy są naprawdę głodne, pożerają nawet gnaty.

- Interesującą osobą musi być ten kociarz.

- To prawda. Ale nie nazywaj go tak w jego obecności, jest to bowiem sam kagan Tirus, największy spośród czarowników i najwspanialszy zaklinacz kotów. A swoje pupilki karmi tylko tymi, których czyny lub słowa uderzają prosto w niego.

Pieśniarz zaczął żałować, że nie widzi tych niezwykłych zwierząt. Mógł tylko patrzeć na ich wybieg w połowie porośnięty trawą, a w połowie pokryty piaskiem. Konung wzbudzał w nim coraz większą ciekawość.

- A piąty poziom? Trzymacie tam jednorożce?

- Tam zamknięte są najniebezpieczniejsze spośród stworzeń. Ale o nich opowiem ci później. Musimy się pospieszyć. Tirus nie będzie na nas czekał cały ranek.

Skald zdał sobie sprawę, że zasłuchany w opowieść Alego zatrzymał się dopiero na szczycie kopca, przed wejściem na silnie umocniony kreml. Musieli tak stać ładną chwilę, gdyż strażnicy przy bramie niecierpliwie przestępowali z nogi na nogę. Poeta rzucił im wyzywające spojrzenie. Berserk machnął ręką w ich stronę, a wtedy wyprostowali się i otworzyli masywne odrzwia.

Czarny i Vaering pokonali przejście pod drewnianą wieżą i wkroczyli do dżungli.

Östmad nie miał pojęcia, co znaczy to słowo, ale Ali, który go użył, pospieszył z wyjaśnieniami. Miał to być gęsty i wilgotny las zamieszkany przez mnóstwo dziwnych zwierząt - czyli właśnie taki las, jaki mieli przed sobą. No, może nie do końca. Brakowało tu wysokich drzew, ale różnokształtne krzewy, kolorowe kwiaty i wijące się między nimi strumyczki tworzyły niezłą namiastkę dżungli. A do tego były tu także zwierzęta - pozamykane w zagrodach lub chodzące swobodnie: konie w paski, osły z długimi szyjami, przerośnięte szczury, kury wielkie jak koń i człekokształtne futrzaki. Wszystkie żerowały w ciszy, jakby i one wsłuchiwały się w muzykę, która dotarła do uszu Ainara. Nigdy dotąd nie słyszał stworzeń wydających tak czyste dźwięki.

- To rajskie ptaki. Samemu Muhammadowi śpiewają podobne - wyjaśnił Ali.

Pośrodku tych dziwów stał dom. Okazały drewniany gmach kryty gontem. Od razu było widać, że to prawdziwy dwór, mieszczący jedną długą salę przeznaczoną i do ucztowania, i spania. Przynajmniej jedna rzecz przypominała tutaj Skaldowi rodzinne strony.

- Ten twój Tirus wie, jak należy ucztować. Macie hallę godną konunga z Północy.

- Tak. Miód i ale leją się w niej strumieniami. W naszej gridnicy mieszkają i bawią się przyboczni Tirusa.

Wzmianka o miodzie rozbudziła pragnienie przybysza z Północy, ale nie halla była ich celem. Poszli dalej, traktem wyłożonym belkami. Stopniowo pieśniarz dostrzegał coraz więcej wyposażenia typowego dla ludzkich siedzib. W obejściu znajdował się skład na towary, a obok piwniczka, skrzętnie ukryta za krzewami, oraz ogromne palenisko z kotłem, osłonięte od roślinności ogromnymi głazami. Przy drodze stał wóz, a do palików koło domu przywiązane były dwa najzwyklejsze konie. Poecie zdawało się, że słyszy beczenie kozy, zaś odgłos zderzających się mieczy poznałby wszędzie - był zatem pewny, że gdzieś w dżungli walczą drengowie. Każdy bitny grid, drużyna przyboczna, musiał dużo ćwiczyć.

Trakt kończył się zwodzonym mostem zawieszonym nad głębokim rowem. Na jego dnie Vaering zobaczył powbijane zaostrzone żerdzie. Jakkolwiek bajkowo wyglądał ten gród, zbudowano go jednak do obrony. Mieli przed sobą dom Tirusa Wielkiego.

Mur otaczający czworoboczną masywną wieżę był zakończony drewnianą konstrukcją przykrytą dachem. W podobny sposób zbudowano kamienną wieżę, ale by się o tym dokładnie przekonać, musieli przejść obok wspartych o włócznie strażników, strzegących przejścia pod łukiem portalu w murze obronnym.

Wieża była najwyższym budynkiem w okolicy i zajmowała większą część otoczonego umocnieniami placu. Z bliska okazała się znacznie szersza niż baszty, które Skald widział na dalekiej Wyspie Irów, i z pewnością nie pełniła tylko funkcji strażnicy.

Ali wprowadził go do środka i po krętych schodach zaprowadził do izby znajdującej się na ostatnim piętrze. Powitała ich gadająca wrona, siedząca na belce pod sufitem.

Kra, kra, kra... gana witać,

kra, kra, twoja mać.

W kierunku ptaka poleciała kość, ale minęła go o włos. Wrona zakrakała i wyfrunęła przez okno.

- Wybaczcie tę nieuprzejmość. Łatwiej nauczyć ludzkiej mowy niż dobrych obyczajów.

Mężczyzna, który wypowiedział te słowa, był kolejnym pokurczem, którego Vaering spotykał w krainach Wschodu. Od pieśniarza był niższy o dwie głowy, a przy Alim wyglądał jak mały i do tego bardzo szczupły chłopiec. Nosił luźny zielony kyrtil i szerokie wełniane spodnie. Włosy o barwie słomy i niebieskie oczy zdradzały pochodzenie z Północy - podobnie jak jego nienaganna wymowa, którą mógł opanować jedynie ktoś, kogo przodkowie urodzili się wśród fiordów Noregu.

- Tirus... Wielki, jak mniemam.

- Zgadza się, Ainarze. Ale dlaczego się zawahałeś? Czy wydaję ci się nie dość wielki?

- O wielkości mówią czyny, nie wzrost.

Skald zawsze miał w rękawie kilka zgrabnych powiedzonek. Ludzie lubią ich słuchać i powtarzać sobie, myśląc, że są zaklęciami, dzięki którym ich życie się polepszy. Ale to tylko puste słowa, dające głupcom ułudę mądrości.

- Dobrze powiedziane. Pewnie jakiś konung z Północy nagrodziłby cię złotym pierścieniem, ja jednak znam się na pochlebcach zlizujących miód z mojego tyłka. Wiem, że jestem niski. Poznanie samego siebie to pierwszy krok do mądrości.

Kagan, może nawet o tym nie wiedząc, stąpał po cienkim lodzie. Ainar poczuł się urażony, ale babka uczyła go, że nie można zabijać gospodarza zaraz po przekroczeniu progu jego domu. Przełknął zniewagę, choć nie miał zamiaru o niej zapomnieć, i uśmiechnął się przebiegle.

- A ukrycie tej prawdy to pierwszy krok ku władzy.

- Ach, wspaniale! Rzeźnik Irskmadów nie jest głupcem. Mówiłem ci, Ali, że świetnie nada się do tego zadania.

Sława jak zwykle wyprzedzała poetę. Gdy na Wyspie Irów zabijał opata, nie przypuszczał, że przypiszą mu też spalenie, splądrowanie i wymordowaniepołowy mieszkańców klasztoru. Ani tego, że stanie się to przyczyną powstania Irskmadów i ich wielkiej wojny z Finn-Gallami.

- Ale gdzie moja gościnność? Zjedzmy śniadanie.

W sali znajdowały się dwa stoły, ale nie mieli wątpliwości, przy którym należy zasiąść. Na tym mniejszym, ustawionym pod jednym z czterech okien, rozłożone były narzędzia o trudnym do odgadnięcia przeznaczeniu - szkła oprawione w drewno lub metal oraz przezroczyste minerały, które przypominały Östmadowi pomagający w morskiej nawigacji sólarsteinn, czyli słoneczny kamień.

Duży stół na środku pomieszczenia przedstawiał się o wiele ciekawiej. Leżały na nim chleb, ser i jaja. Stał też garniec piwa.

W sali Ainar nie zauważył więcej mebli ani ozdób. Dziwne to się wydało Skaldowi jak na siedzibę "wielkiego" kagana. Za to okna były ogromne i w żaden sposób nie pasowały do obronnego założenia budowli. Tak samo zresztą jak piętro, na którym się znajdowali - całe zbudowane z drewna, a zatem łatwe do spalenia.

- Lubię tu przychodzić, by oglądać gwiazdy. No i całkiem niezły jest stąd widok na okolicę.

Pieśniarz pomyślał, że "całkiem niezły" to jest czterolatek, który jeździ konno - zaś widok z wieży aż zapierał dech w piersiach i wcale nie trzeba było podchodzić do okna, by go podziwiać. Doliny, lasy, skąpana w słońcu szeroka rzeka Itil i inne cuda przyrody, które Ainar potrafiłby pięknie opisać, gdyby akurat chciał uwieść dzierlatkę.

Wypił kubek piwa i nalał sobie kolejny. Wziął się do jajka. Po rozmiarze domyślił się, że musiała je znieść jedna z konio-kur, które spotkali po drodze. Skorupkę miało obsmarowaną sosem szafranowym, a w połowie wysokości było obwiązane jakąś plecioną ozdobą z trawy. Całość nie wyglądała zbyt apetycznie.

- Do rzeczy. Po co mnie tu wezwałeś? - rzucił niby od niechcenia, stukając rękojeścią noża w niezwykle twardą skorupkę na czubku jajka.

- Gdy tutejsi ludzie się do mnie zwracają - uprzejmym tonem skarcił go gospodarz - zwykle używają słów "kaganie" lub "konungu".

- To zrozumiałe. Jesteś ich władcą.

Tirus zmarszczył czoło. Ali, idąc śladem swojego pana, też się naburmuszył i położył dłoń na rękojeści krzywego miecza. Na tym jednak poprzestał, gdyż twarz kagana rozpromieniła się w uśmiechu, a on sam wyciągnął się wygodnie na ławie. Czarny Berserk znów przywdział maskę obojętności i wrócił do jedzenia sera.

- Zuchwały jak młody wilczek. Już zapomniałem, że prawdziwy dreng z Północy przed nikim nie ugina kolan. Ten wasz słynny tign, honor wojownika... Ale przecież nawet w Östlandach są konungowie, a ty jako skald musisz być bardziej uległy wobec swych dobroczyńców. Bo przecież to królowie płacą ci za pieśni.

- Zawsze wielbię dawców złotych pierścieni.

Mały władca z wielkim przydomkiem zastanawiał się chwilę, po czym ściągnął jeden z dziesięciu pierścieni, które nosił na palcach, i położył go przed gościem.

- Taki może być?

- Prawdziwie królewski podarunek od hojnego konunga.

- Widzisz, Ali! Mówiłem, że złoto jest rękojmią lojalności.

Blamad pokiwał głową, uważnie wpatrując się w Skalda.

- Tak, mój kaganie. Najlepszej, jaką można kupić.

Vaering pozwolił, żeby cisza odpowiedziała wytatuowanemu wojownikowi. Tirus wyglądał na kogoś, kto dobrze wie, za co płaci.

- Skoro mamy już za sobą uprzejmości, może w końcu się dowiem, dlaczego twój człowiek oderwał mnie od rogu z piwem? Sześć tygodni tu jechałem, przez całą drogę walcząc z konio-ludźmi i znosząc towarzystwo czarnego dzikusa z dziecięcych sag.

Ainar w końcu uporał się ze skorupką i z niepewną miną powąchał jajko. Nie wyczuł nic niezwykłego, uciął więc jego wierzchołek nożykiem. Zajrzał do środka i przetarł oczy ze zdumienia. W jajku siedział przestraszony kurczak, który zapiszczał i wyskoczył na stół. Pobiegł w stronę kagana, szukając u niego ratunku, ale poeta nie zamierzał podarować ptaszkowi tej zniewagi. Odruchowo zacisnął pięść i uderzył w stół, miażdżąc pisklaka.

Mały władca roześmiał się, a w jego ślady posłusznie poszedł Ali, choć jego śmiech przypominał raczej rechot żaby przypalanej na ogniu.

- Nigdy mi się to nie znudzi - powiedział konung, trzymając się za brzuch. - Powinieneś zobaczyć swoją minę. Pewny siebie Skald, który pyta i oczekuje natychmiastowej odpowiedzi. A tu - bach! - i z jajka wyskakuje kurczak.

Pieśniarz nie wiedział, co uczynić. Zrobiono sobie z niego jaja, i to za pomocą jaja. Ledwie kilka razy ktoś odważył się względem niego na podobny żart - i szybko tego żałował. Ale teraz? Bicie konunga nie wydawało się rozsądnym posunięciem, zrobił więc to, co wszyscy bezsilni pokrzywdzeni, których krew zalewa. Udał obojętność. Spokojnie wytarł rękę o spodnie i urwał kawałek chleba.

- Dziecinne zabawy - powiedział, gdy przełknął pierwszy kęs. - Myślałem, kaganie, że wezwano mnie tutaj w jakiejś poważnej sprawie. Z pewnością jest tu wiele stworów z dziecięcych opowieści, których kosztem możesz się zabawić, mnie zostawiając w spokoju.

- Tylko mi się tu nie obrażaj. Wszystko po kolei. Najpierw opowiem ci, jak przyrządzamy to jajko. Może się czegoś nauczysz. Gotujesz jajo struthia przez okres, jaki zajmuje przejście pół mili, a następnie je przepoławiasz, lecz bardzo ostrożnie, by skorupka jak najmniej popękała. Potem wyjmujesz stwardniałe żółtko, a do środka wkładasz żywego pisklaka i z powrotem łączysz połówki dania. To oczywiście najtrudniejsze zadanie. Wymaga niezwykłej precyzji i pewnej kleistej substancji, której receptury ci nie zdradzę. Po połączeniu całość smarujesz mieszanką żółtka i szafranu, by nadać skorupce jednolity kolor, a ślad po rozcięciu maskujesz cienką plecionką z trawy.

- Ciekawe.

- Tylko dla kucharki. Mówię ci o tym jednak, byś celu misji, którą ci zlecę, nie zlekceważył, jak wcześniej zlekceważyłeś niezwykły wygląd tego jajka. Zadanie jest bardzo delikatne, a jego wykonanie będzie wymagać więcej pomyślunku, ostrożności i dokładności niż przygotowanie potrawy z żywym pisklakiem w środku.

Do tej pory Ainar obstawiał, że poproszą go o stworzenie drapy złożonej z kunsztownych wersów... Był w końcu odar smidem - kowalem słów i mistrzem miodowych mów, a choć Tirus miał całe armie poddanych, z pewnością nikogo o równie wielkich umiejętnościach poetyckich, co siłą ściągnięty gość. W końcu nie każdemu Göllnir, opiekun poetów, krzyknął do ucha. Ale teraz zaczynał wątpić we wcześniejsze domysły, a sam konung wzbudzał w nim coraz większe zainteresowanie. Niecodziennie spotyka się chodzącego z wielkimi kotami pokurcza, który na dodatek z zaciekawieniem gapi się w niebo i zna się na gotowaniu.

- Skaldowie są dobrzy w słuchaniu. I znają się na słowach, nawet tych, których znaczenie ukryte jest w zawiłych kenningach.

- Dobrze więc. Musisz zdobyć mi żonę.

Gdyby Ainar nie był człekiem biegłym w poezji, pomyślałby, że się przesłyszał. Ale słuch miał doskonały. Przypomniał sobie jajkowe ostrzeżenie kagana i z trudem powstrzymał uśmiech.

- A jak to się stało, że tak wspaniały władca, któremu wiek co prawda dodał urody, ale i przyprószył już włosy na skroniach, jeszcze się nie ożenił?

Konung spochmurniał, jakby przybysz trafił w czuły punkt.

- Miałem już żonę. Niestety, zmarła wiele lat temu. Do dziś noszę boleść w sercu i nie sądzę, by jakakolwiek kobieta zdołała ją całkiem ukoić, ale uznałem, że moim obowiązkiem jest spłodzenie syna, który obejmie po mnie władzę nad Glaesirem. Dlatego proponuję ci tę pracę.

- Różnie mnie w życiu nazywano, ale nigdy swatem. Zresztą, nie znam tu nikogo, choć pewna młoda mleczarka wpadła mi dziś w oko.

- Nic nie mówiłem o swataniu, a wszystkie mleczarki w okolicy wiedzą, dlaczego zwą mnie Wielkim. Wybrałem już sobie żonę, potrzebuję tylko kogoś, kto mi ją przywiezie. Tylko tyle i aż tyle.

Östmad potrzebował czasu, by ochłonąć, a raczej zdusić w sobie złość. Wlekł się tutaj przez setki mil, by dać się wciągnąć w zrękowiny władcy z krańca świata? Był drengiem, człowiekiem miecza. Jedyne, co wiedział o małżeństwie, to jak uwodzić mężatki.

- Tylko mi nie mów, o wielki i rozważny kaganie, że masz tu gdzieś kosmyk jej złotych włosów, który dostarczył ci skowronek.

- Nie bądź śmieszny. Skowronki są za małe i za głupie, by powierzać im takie zadanie. To była wrona.

Pieśniarz już się nie złościł. No bo ile można się wściekać na odrmada? Udzielił mu się za to głupkowaty nastrój.

- Skoro nawet ptaki słuchają królewskich rozkazów, moje usługi są zbędne. Czemu nie wyślesz po nią, o potężny kaganie, swoich ludzi? Na przykład Alego. Chociaż może rzeczywiście to kiepski pomysł. Mógłby biedaczkę wystraszyć swoją szkaradną czernią. A, już wiem! Pewnie chcesz, bym wypróbował dla ciebie pannę młodą i pokazał jej, jak dogodzić mężczyźnie. W takim razie zgoda, tylko muszę dostać gadającego konia, by mi się nie nudziło w podróży.

Gdy Tirus wpadał w złość, wydawał się większy. Nie wyglądał już jak bezbronny chłopiec przebrany w ubrania osoby dorosłej, ale jak potężny i surowy władca. To wrażenie trwało jednak krótko i gdy Ainar zmrużył oczy, znów miał przed sobą małego konunga. Pomyślał, że poranne słońce musiało sprawić psikusa jego wzrokowi.

Tylko Ali nie przejawiał ochoty do żartów. Zastygł z wyciągniętym do połowy mieczem i czekał na rozkazy.

- Pamiętaj o jajku, Skaldzie. Po raz ostatni wybaczam ci bezczelność. Lepiej będzie, jak zamilkniesz i wysłuchasz mnie do końca, bo mam wrażenie, że twój język nieraz wciągał cię w tarapaty. Moją wybranką jest Ingigerda, najpiękniejsza kobieta na wschód od Gardariki. Ma złote włosy, szczupłą kibić i kształty godne bogini. Jest córką Kola Małego, władcy Odainsaku, który jest moim zajadłym wrogiem i szczerze mnie nienawidzi. Ale ja chcę zakończyć bezsensowną wojnę między naszymi krajami, a jak zrobić to lepiej, niż poślubiając córkę nieprzyjaciela? Wysłałem więc do niego poselstwo z propozycją małżeństwa, a ten bezczelny łotr odpowiedział, że nie wyda pierworodnej nikomu, kto nie podoła trzem próbom, które wymyśli jego podły doradca, karzeł Mödul. Słyszałeś o czymś podobnym? Nie, nie odpowiadaj. Wyczuwam szyderstwo na końcu twojego języka, milczenie uratuje ci więc życie. Pewnie chciałeś zapytać, dlaczego sam nie podejmę się tego wyzwania. Oczywiście, z łatwością przeszedłbym próby, ale jestem wielkim kaganem wspaniałego królestwa Glaesir i nie zniżę się do wykonywania zadań wymyślanych na rozkaz jakiegoś drobnego kaganika. Niedźwiedź również nie będzie jadł z psami z jednej miski. Kol to sprytna bestia. Dobrze wiedział, że nie będę mógł podjąć wyzwania, ale nie przewidział, że znajdę sobie tak dobre zastępstwo. Jakieś pytania?

Konung zamilkł i kiwnął ręką Blamadowi, by schował miecz. Ainar uznał, że w końcu może się odezwać.

- Ten Mödul mnie zaciekawił. Kim właściwie jest?

Właśnie to imię sprawiło, że Skald uważnie przysłuchiwał się całej opowiastce. Nie mógł zapomnieć o tęczowych oczach spotkanego nieopodal Holmgardu karła ani o jego słowach. Od tamtego czasu nie przespał dobrze choćby jednej nocy i zaczynał podejrzewać, że czarownik ma z tym coś wspólnego. Z pewnością warto byłoby z nim porozmawiać i dowiedzieć się, co pokurcz ma pod skórą. W końcu Vaering był rzeźbiarzem i żaden materiał nie potrafił ukryć przed nim swych tajemnic.

- A właśnie... Czarny Berserk wspominał mi, że mieliście z nim małe spięcie. Nikt nie wie, skąd pochodzi. Niektórzy mówią, że jest Bjarmalandczykiem, ale z pewnością wiele czasu spędził w Serklandach, gdyż dobrze zna się na tamtejszych czarach. W każdym razie, odkąd został głównym doradcą Kola Małego, poczynania tego niewydarzonego kagana wydają się znacznie mądrzejsze. Jego ludzie zręcznie przeszkadzają mi w każdym przedsięwzięciu. Właśnie dlatego was napadli. Na szczęście oddział Mödula dopadł was już po tym, jak Ali zawarł umowę z panem Holmgardu. Przeklęty pokurcz zabił jednak zwierzęta, które miałem podarować zaprzyjaźnionym władcom grodów leżących wzdłuż górnego Itilu.

Cała ta sprawa z handlem nie bardzo poetę obchodziła, ale szybko zorientował się, o co naprawdę toczono spór. Dyragard kontrolował spory kawałek szlaku kupieckiego wzdłuż rzeki Itil, a po umowie z Holmgardem cały północny rynek mógł stanąć przed nim otworem. Rzecz szła więc o sporą ilość towarów i monet, o solidny zarobek z dalekosiężnego handlu.

- Jak mam zdobyć rękę pięknej panny, jeśli jej ojciec chce twojej i mojej śmierci?

- Nie powiedziałem, że to będzie łatwe. Ale jeśli zdołasz dotrzeć do siedziby Kola i ogłosisz chęć przystąpienia do prób, będziesz bezpieczny. Kol dobrze wie, że nie może cofnąć wyzwania, bo wszyscy jego stronnicy zobaczyliby, jakim jest wiarołomcą.

Pieśniarz poczuł się pewniej. Spiski, próby, wojna: w końcu mówili językiem Północy.

- Skoro mam rozważyć twoją propozycję, muszę się dowiedzieć: dlaczego ja?

- Dlaczego i dlaczego! Myślisz, Skaldzie, że jesteś taki wyjątkowy? Wcześniej zleciłem to zadanie wielu swoim ludziom, ale żaden nie zdołał nawet dotrzeć do siedziby Kola. Dlatego gdy usłyszałem, że słynny rzeźnik Irskmadów, banita całej Północy, od dwóch lat przepija resztki swojego majątku w Holmgardzie, kazałem cię odnaleźć. Nawet tutaj krążą o tobie opowieści, choć jesteś raczej zbyt młody, by dokonać chociaż połowy czynów, które ci przypisują. Jak już wiesz, Ali i tak musiał się udać do tego gardu, mógł więc zahaczyć o tamtejszy skytning. Podobno zostawiłeś w tym pijackim przybytku tyle srebra, że właściciel nazwał go twoim imieniem?

Poeta nie był tak młody, jak by tego sobie życzył. Skończył już trzydziesty szósty rok życia, ale wyglądał przynajmniej dziesięć lat młodziej. Zazwyczaj złościły go uwagi na temat wieku - wcale nierzadkie - lecz z doświadczenia wiedział, że kobiety zawsze wolały młodych. A przynajmniej wyglądających na młodych.

- Sława Ainara Skalda nie zna granic.

- Tak i ja sobie pomyślałem! Słynny pieśniarz i zabijaka potrafi chyba przyprowadzić mi żonę? Tym bardziej że dostanie dobrą obstawę, by w drodze nic mu się nie stało.

Vaering zrozumiał groźbę. Towarzysze podróży zadbają, by nie zmienił kierunku wyprawy. Zapewne nie byłby pierwszym zalotnikiem, który przedłożył bezpieczne tchórzostwo nad niepewny zarobek.

- Będzie jeszcze tylko jedno "dlaczego". Dlaczego miałbym się na to zgodzić?

- O tym zdecydujesz sam. Masz przecież wiele możliwości. Możesz na przykład wybrać, na którym poziomie moich ogrodów bestii zechcesz spędzić kolejną noc. Ufam, że Ali ci o nich opowiedział. Możesz też zdobyć dla mnie pannę młodą, a w zamian dostać tyle złota, ile waży wybranka mojego serca. To jak będzie?

Gość już wcześniej podjął decyzję, ale czekał na wzmiankę o nagrodzie. Po karła mógł się wybrać nawet za darmo, bo w jego przypadku chodziło o zemstę i odzyskanie spokojnych snów, ale jedna z zasad wpojonych mu przez babkę brzmiała: "Zawsze lepiej, gdy płacą".

- Wybieram złoto.

- Mądrze, choć mnie nie zwiedziesz. Tak naprawdę wybrałeś przygodę, sławę i temat dla pieśni. Monety to tylko miły dodatek. I wiem, co ci chodzi po głowie. Druga strona.

Ainar, gdyby umiał, zrobiłby niewinną minę, jednak ostatnie wydarzenia sprawiły, że jego pokiereszowaną bójkami i pijaństwem twarz można byłoby obarczyć winą za wszelkie niegodziwości tego świata. Na szczęście jego boski opiekun, mający ten sam problem, podzielił się z nim umiejętnością przybierania kilku innych przydatnych masek. Poeta uniósł więc brew i udał zdziwienie.

- Nie wykrzywiaj się, dobrze wiesz, że zawsze jest jakaś druga strona. Myślisz: "Skoro Tirus chce za żonę córkę swojego wroga, musi istnieć grono niezadowolonych, którzy woleliby wydać za niego swoją własną córkę". Owszem, doszły mnie słuchy o takich ludziach. Jeśli się z tobą skontaktują, możesz nawet wziąć od tych głupców zapłatę, ale wierny masz być tylko wobec mnie. Resztki ostatniego, który mnie zdradził, leżą tam.

Wskazał ręką pod drzwi, a pieśniarz posłusznie przeniósł wzrok na kość, którą przed śniadaniem kagan rzucił we wronę.

- Jak znajdę tego Kola?

- Nie przegapisz jego siedziby, choć leży na samym krańcu Odainsaku. A zresztą dostaniesz przewodnika.