Mój
Ludzie obserwowali wilki. Podziwiali ich spryt i zręczność. Zapragnęli mieć przy sobie takich pomocników. "Poradzimy sobie - mówili - z wytropieniem i upolowaniem dużego zwierza, jeśli będą nam pomagać wilki". Zaczęli zostawiać wilkom więcej resztek, by zachęcić je do bliższych kontaktów. Doszło do tego, że wilcza wataha czekała niedaleko od ludzkiego ogniska, aż ludzie skończą posiłek. Zaraz potem wataha zaczynała swoją ucztę.
Pewnego razu dołączyły do niej małe wilczki. Urosły na tyle, że mama pozwoliła im towarzyszyć dorosłym. Jeden z maluchów był bardzo ciekawski. Nie słuchał rodziców, gdy mówili: "Nigdy nie podchodź do ludzi za blisko". "Pamiętaj, są bardzo niebezpieczni", dodawali, gdy pytał, dlaczego. Dorosłe wilki widziały, jak ludzie, używając kamieni i kijów, zabijali inne zwierzęta. Ciekawość małego wilczka była jednak silniejsza niż strach. Kiedyś oddalił się od watahy i podszedł do ludzkiej jaskini. Nie wiedział, że ludzie budują pułapki, by ustrzec się przed nieproszonymi gośćmi, a przy okazji coś upolować. Najczęściej kopali doły i codziennie sprawdzali, czy nie wpadł w nie jakiś nieszczęśnik.
Wilczek wpadł właśnie do takiej pułapki. Próbował się wydostać, ale dół był zbyt głęboki. Bał się wołać na pomoc rodziców, by nie usłyszeli go ludzie. Było już ciemno, więc skulił się i zasnął, licząc, że ranek przyniesie ratunek. Noc była ciepła i spokojna. Bez deszczu, gradu i zawieruchy.
Tej samej nocy w jaskini obudził się mały chłopczyk, bo bardzo chciało mu się siusiu. Obok spali jego bracia i siostry. Mama troszkę dalej. Próbował ją zawołać, ale tylko obróciła się na drugi bok. Chłopczyk trochę bał się ciemności, bo w jaskini tliło się jedno małe ognisko. Po ścianach przesuwały się szare cienie, czasem przeciął je szybki lot nietoperza. "Jestem już duży - pomyślał - mogę pójść sam, bez mamy". Jak pomyślał, tak zrobił. Wejście do jaskini wyglądało jak czarna dziura. Wszedł w tę czerń bezszelestnie, ale jakoś nie wypadało siusiać w "drzwiach". Był zaspany i nie pamiętał, że mama mówiła, by nigdy nie skręcał w prawo, gdzie wykopano głębokie doły - pułapki na zwierzęta. Zrobił kilka kroków i...
- Aaaaa!
Leżał na wilgotnym dnie pułapki. Panowała tu absolutna ciemność. Strach odebrał mu głos. Zaczął macać ziemię wokół siebie i nagle usłyszał ciche warczenie. Chłopczyk zsiusiał się i wtedy warczenie ustało. Wilczek zrozumiał, że to dziecko jak on.
Wilki i psy właśnie w taki sposób informują otoczenie, że są jeszcze maluchami - siusiają.
Chłopczyk poczuł na buzi mokry nosek. Ucieszył się, bo ten dotyk był przyjemny i przyjacielski. Obaj byli w tym samym wieku. Wilczek miał pół roku, a chłopczyk siedem lat. Przytulili się do siebie i zasnęli.
Gdy rankiem słońce zajrzało do dziury w ziemi, zobaczyło wtulonych w siebie wilka i człowieka. Nie zdziwiło się, tak jak mieszkańcy jaskini, a szczególnie rodzice chłopca. Mama wręcz się przeraziła, ale gdy się bliżej przyjrzała, zobaczyła równy oddech obu maluchów. Po prostu spali.
Niestety, wilczka zamknięto w klatce, choć chłopiec prosił, by pozwolono mu wrócić do rodziców. Mama tłumaczyła chłopcu, że chcą zatrzymać szczeniaka, bo przecież marzyli, by wilki pomagały ludziom w polowaniu. Na nic zdały się prośby i łzy dziecka, tak samo jak nikt nie chciał zrozumieć wycia wilczej watahy, która tygodniami próbowała odzyskać swoje dziecko.
Po jakimś czasie chłopczyk zobaczył, że jego tata i inni mężczyźni sposobią się do wyprawy. Zaciekawiło go to, tym bardziej że wyraźnie wybierali się na grubego zwierza. Ostrzyli końce długich kijów, robiąc z nich groźne dzidy. Wybierali kanciaste kamienie, którymi potrafili zadawać śmiertelne ciosy.
- Tato, gdzie się wybieracie? - zapytał chłopczyk, podnosząc oczy, bo jego tata był bardzo wysoki.
- Idziemy po następne wilczki. Widziałem za górą drugą watahę. Mają cztery młode. Chcemy złapać dwie suczki na żony dla twojego wilczka. Gdy dorosną, urodzą nam szczenięta, a te wytresujemy tak, by dla nas polowały. Ale teraz musimy zabić rodziców tych szczeniąt. Inaczej nie oddadzą nam małych.
Chłopiec posmutniał, bo mimo że wychowywał się wśród myśliwych, nie znosił zabijania. To dlatego, gdy skończył siedem lat, nadano mu imię Inny.
W tamtych czasach umierało bardzo dużo malutkich dzieci. Oskarżano o to złe duchy, a nie szukano przyczyn takich jak choroby i nieszczęśliwe wypadki. Gdy rodziło się dziecko, nie nadawano mu imienia, by duchy nie dowiedziały się o nim, dopóki nie dorośnie do w miarę bezpiecznego wieku. Za taki wiek uznawano właśnie siedem lat.
Inny pobiegł do bambusowej klatki wilczka, kucnął i przytulił twarz do prętów.
- Kocham cię - powiedział, a wilczek oblizał jego łzy. Też pokochał małego chłopca, z którym spędził najbardziej pechową noc w swoim życiu. Teraz oddzieleni bambusowymi patykami próbowali zawrzeć wieczne przymierze.
Inny szeptał w owłosione ucho:
- Gdy dorosnę, podzielę się z tobą wszystkim. Domem, jedzeniem i wolnością. Obiecuję ci to i nadaję ci imię Mój.
Wilczek wiedział już, jak się nazywa w ludzkim języku, bo Inny zawsze się tak do niego zwracał. Postawił więc uszy i słuchał dalej:
- Tata i inni mężczyźni poszli, by złapać dwie małe wilcze suczki. Planują, abyś miał z nimi dzieci, które będą służyć ludziom pomocą w polowaniu.
Chociaż Mój nie rozumiał słów, to wyczuwał przyjaciela, pomyślał, że powinien zaufać małemu człowiekowi. Zaufał mu i gdy po paru miesiącach wypuszczono go z klatki, został z ludźmi.
W tym czasie poznał dwie wilcze suczki. Co prawda były zamknięte za bambusowymi kratami, ale opowiedziały mu, co się stało z ich rodzicami, więc rozumiał, dlaczego tak bardzo nienawidzą ludzi. Szczególnie jedna z nich już na sam widok człowieka jeżyła sierść na grzbiecie i wydając złowieszczy pomruk, pokazywała zęby.
- Nic z niej nie będzie - powiedział tata Innego. - Nigdy nie przyzwyczai się do nas. Pamięta śmierć rodziców i nie wybaczy nam - dodał, a Inny przestraszył się tego, co może ją czekać, i zapytał:
- Co z nią chcecie zrobić?
Tata nie odpowiedział, ale gdy za kilka dni pieczono na ognisku mięso, chłopiec wiedział, że to ona. Nie jadł, było mu smutno.
Tak, ludzie jedli mięso wilków i psów i do dziś są kraje, gdzie psie mięso jest przysmakiem.
Druga suczka uległa ludziom i została z nimi, tak samo jak Mój.
Plemię Innego spotykało się czasem z innymi plemionami, a te pozazdrościły wilków swoim sąsiadom. Szybko więc wilcze szczenięta pojawiły się w wielu jaskiniach i szałasach. Wybierano zawsze te, które były najłagodniejsze. Gdy dorastały, pozwalano im się rozmnażać, by ich dzieci też były łagodne. Tak właśnie stało się z dorosłym już wilkiem o imieniu Mój i suczką, którą nazwano Miła.
Miła urodziła cztery szczenięta i pozwoliła Innemu je obejrzeć. Chłopiec był zachwycony, a wszyscy zazdrościli mu tego przywileju, bo Miła i Mój nie dopuszczali do szczeniąt nikogo poza Innym.
Mijały lata i oswojonych wilków przybywało w ludzkich osadach i jaskiniach. Inny stał się mężczyzną, a Mój był już prapradziadkiem.
Wilki i psy żyją krócej niż człowiek, więc wcześniej stają się dorosłe i mogą mieć dzieci.
Kiedy Inny założył własną rodzinę, a ożenił się z najmilszą dziewczyną w całej okolicy, zabrał do swojego domu Mojego i Miłą. Dotrzymał danego przed laty słowa. Dbał o swoje wilki-psy jak o braci i gdy umarły, odczuł ogromną stratę. Nie umiał się z nią pogodzić i postanowił opiekować się każdym potrzebującym tego zwierzęciem, a zabijać tylko z prawdziwej potrzeby.
W ludzkich siedzibach przychodziły na świat coraz to nowe pokolenia coraz bardziej uległych wilków. Z czasem zaczęły się różnić od swoich leśnych przodków. Wszystko dlatego, że to nie one same, ale ludzie łączyli je w pary, dobierając tak, by ich dzieci miały cechy pożądane przez człowieka, a nie przez wilczy ród. Na przykład ludzie chcieli, by wilki były większe i miały dłuższą sierść. Wybierali więc największego samca z dłuższym od innych włosem i taką samą suczkę. Mogli liczyć, że ich szczenięta odziedziczą po rodzicach i rozmiar, i sierść. Gdy zależało im na udanych polowaniach, wybierali na psich rodziców tylko te, które lubiły i umiały polować, a na dodatek chętnie oddawały łup swojemu opiekunowi. I właśnie w tym momencie z wilka zrobił się pies. Wyglądał trochę inaczej i zamienił wilczą watahę na ludzką rodzinę, a człowieka uznał za swojego przywódcę.