Skacz wysoko, Vilde! - Jenny Bicho

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1.

W pokoju jest pusto, nie licząc łóżka. Nie ma na nim kołdry ani poduszek, jedynie lekko poplamiony materac. Zniknęło biurko i regał na książki. Ściany są gołe, a na tapecie zostały ciemne prostokąty po wiszących tam wcześniej plakatach. Stajnia dla hobby horse'ów została rozkręcona i zdjęta. Pokój jest opustoszały, głuchy i przygnębiający. W mieszkaniu rozchodzi się echo, gdy kilku robotników w neonowych kamizelkach wynosi meble na klatkę schodową i nawołuje do siebie:

- Czekaj! Weź to postaw.

- Da radę, jak obrócimy w lewo!

- Trzy, dwa, jeden, hop!

Vilde siedzi na łóżku i trzyma Niebieską na kolanach.

- Też nie chcesz się przeprowadzać, co? - szepcze do swojej kotki, która zaczyna mruczeć i wyginać plecy w łuk w kierunku jej dłoni.

Mama wchodzi do pokoju. Ma na sobie ubrudzony kombinezon, a ciemne włosy owinęła dużą liliową chustą. Trzyma w ręku hobby horse'y Vilde: Lussan, Winnera i Teda. Wygląda na zadowoloną.

- Chcesz któregoś? Bo inaczej zabieram je do samochodu, by nie wylądowały w furgonetce do przeprowadzek. Gdybyś zobaczyła, jaka jest brudna... - ćwierka wesoło.

Vilde zalewa fala złości. Nie znosi, jak mama mówi tym dziwnym, nienaturalnym głosem. Brzmi tak zawsze, gdy ma wyrzuty sumienia - tak jak teraz, kiedy zmusiła Vilde, by wyprowadziła się z jedynego domu, jaki miała i kiedykolwiek chciała mieć. Mama dobrze wie, że Vilde jest zła i smutna. Kłóciły się o to przez kilka tygodni - od dnia, gdy mama powiedziała, że ma coś ważnego do zakomunikowania.

Vilde zaciska usta i odwraca wzrok.

- Halo, Vildusko-Dzikusko! Słyszysz mnie? - pyta mama, wciąż rozradowanym głosem.

- Idź stąd - mówi nieugięcie Vilde i się odwraca.

- Jak to "idź"? - pyta mama już normalnym tonem.

- Powiedziałam: IDŹ STĄD! - odpowiada Vilde i zatapia twarz w sierści Niebieskiej.

Słyszy, jak mama wzdycha.

- Słuchaj, trzeba się wziąć w garść. Mówię serio. - Brzmi już poważnie.

Vilde spogląda na nią zza kotki. Mama z uniesionym palcem wskazującym ciągnie:

- Za chwilkę panowie przyjdą po twoje łóżko. Wtedy grzecznie wstaniesz i wyjdziesz z mieszkania do samochodu, który stoi na dole już cały zapakowany. Okej?

Długo mierzy Vilde srogim wzrokiem. Potem odwraca się i wychodzi z pustego pokoju.

- Aaa, nienawidzę cię! NIENAWIDZĘ! - krzyczy Vilde i pada do tyłu na materac, niemal uderzając głową o ścianę. Niebieska spada z jej kolan i ląduje obok na łóżku. Łzy płyną Vilde po skroniach i wpadają do uszu. Płacze, jak może najgłośniej, by mama ją usłyszała. Zupełnie jak małe dziecko, chociaż już jej nie wypada. Z początku zastanawia się, czy Niebieska się nie boi, ale postanawia się tym nie przejmować i łka z całych sił jeszcze chwilę. Wykrzykuje całą swoją złość na przeprowadzkę.

W końcu brakuje jej tchu i zaczyna kaszleć. W samym środku ataku kaszlu słyszy niski głos:

- Jak tam? Chyba nie umierasz?

Vilde podnosi wzrok. W drzwiach stoi policjant. Poznaje to po ciemnoniebieskiej kurtce z policyjną tarczą na piersi. Dostrzega też, że ma pas z pałką, pistoletem i małym radiotelefonem, który popiskuje. Ech, oczywiście! Jakiś kolega mamy z pracy.

Vilde kaszle jeszcze kilka razy.

- No to jak będzie? Przeżyjesz? - pyta znowu.

- Uhm - mamrocze pod nosem Vilde, a potem dodaje: - Albo nie, umrę z rozpaczy.

Pozwala, by głowa znów opadła jej na materac i bierze głęboki wdech.

Nie ma odwagi zacząć znów głośno płakać, bo policjant wciąż jest w pokoju. Vilde po prostu leży w zupełnej ciszy. Niebieska podchodzi i liże ją po policzku. Mokro i słono, tak jak to robią koty. Szorstki języczek łaskocze, ale Vilde się nie śmieje. Nie dziś.

Zastanawia się, czy kiedykolwiek będzie się jeszcze śmiała. Słyszy kroki. Piski i trzaski z radiotelefonu niosą się echem po pokoju. Nagle czuje, jak materac się ugina, kiedy policjant siada obok niej na łóżku. Jest wielki, a jego zapach przypomina Vilde noworoczne fajerwerki. Policjant głaszcze Niebieską po grzbiecie wielgaśną dłonią i mówi:

- Przeprowadzałem się dwanaście razy. Czasami zmiana była na lepsze, i to o wiele lepsze, a czasami na trochę gorsze.

Vilde leży sztywno jak kłoda z głową przy ścianie i stopami na podłodze. Przyciąga do siebie Niebieską i kładzie ją sobie na twarzy, by nie było jej widać. Policjant mówi dalej:

- Najlepsze w przeprowadzkach jest to, że zawsze poznaje się kogoś nowego. Kiedyś moim sąsiadem został jeden chłopak i do dziś jest moim najlepszym przyjacielem.

Vilde leży jeszcze chwilę w ciszy z twarzą schowaną pod kotką.

- Czy twój najlepszy przyjaciel też jest w policji? - pyta. Głównie dlatego, że wie, że to niemiłe, gdy ktoś do ciebie mówi, a ty nie odpowiadasz.

- Nie, jest muzykiem. Gra w zespole i jeździ w trasy po całym świecie - odpowiada policjant.

Vilde podnosi się i opiera na łokciach. Niebieska zjeżdża do małego dołka w materacu między Vilde a policjantem. Vilde ma właśnie spytać, czy ten przyjaciel jest kimś, kogo mogłaby znać, kiedy mama zagląda do pokoju:

- O, poznaliście się. To dobrze! Ale musimy już jechać. Idziecie? - pyta i znów wychodzi.

Policjant wstaje i wyciąga swoją wielką dłoń do Vilde.

- Mam na imię Magnus. Jeśli chcesz, mogę podrzucić cię radiowozem do waszego nowego mieszkania - proponuje, podciągając Vilde za rękę do góry.

- Czy możemy jechać na sygnale? - pyta Vilde, wierzchem dłoni ocierając łzy na policzkach.

- Obiecuję, że zrobię, co w mojej mocy, by choć na chwilę włączyć syrenę. Ale musisz obiecać, że nie powiesz nic mamie - mówi Magnus i się uśmiecha.

Vilde schyla się i bierze Niebieską w ramiona. Potem idzie za Magnusem do przedpokoju. W drzwiach obraca się ostatni raz i przygląda się temu, co zawsze było jej pokojem.

- Żegnaj. Już nigdy więcej się nie zobaczymy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

2.

Radiowóz wjeżdża powoli na nowe osiedle. Pięć wysokich bloków stoi wokół zacienionego podwórka. W środku jest plac zabaw, boisko do piłki nożnej i spory zielony teren z górką. Wszędzie jest pełno dzieci, które biegają dookoła i się bawią, ale kiedy podjeżdża radiowóz, kilkoro z nich przystaje i przygląda się z zaciekawieniem.

- Jeszcze raz? - prosi Vilde, spoglądając na przycisk włączający policyjną syrenę.

- Nie, może wystraszyć dzieci - odpowiada Magnus i hamuje pod wysokim szarym budynkiem z numerem 22.

- Było naprawdę bardzo fajnie, kiedy jechaliśmy na sygnale - mówi Vilde i się ­śmieje.

- Uhm, ale nie mów o tym mamie - prosi Magnus i wyłącza silnik.

Samochód mamy jeszcze nie przyjechał, więc czekają w radiowozie. Magnus wskazuje na dwie dziewczyny, które galopują na hobby horse'ach pod górę.

- Pomyśl, jedna z tych dwóch dziewczyn może zostać twoją najlepszą przyjaciółką na całe życie. Wygląda na to, że lubią to samo co ty. Bo lubisz hobby horse'y, prawda? Pamiętam, że twoja mama coś o tym wspominała - mówi.

Vilde wpatruje się w dziewczyny na górce. Jedna ma ciemnobrązowe krótkie włosy i grafitowego hobby horse'a z różową grzywą. Druga ma długie blond włosy. Jej hobby horse jest biały.

- Eee, mam już przyjaciółki. Mimo że się przeprowadzamy, nie zmieniam szkoły, więc nie potrzebuję nowych - mówi Vilde.

Jednak wciąż śledzi dziewczyny wzrokiem. Patrzy, jak galopem pokonują dwie małe przeszkody rozstawione na trawie.

- Nie zaszkodzi mieć więcej. Nie ma czegoś takiego jak za dużo przyjaciół - mówi Magnus, po czym otwiera drzwi samochodu.

Mama właśnie zaparkowała tyłem, by bagażnik znalazł się naprzeciwko wejścia do bloku z numerem 22. Vilde wzdycha głośno, nim otwiera drzwi. Przy radiowozie stoi trzech małych chłopców. Patrzą z zaciekawieniem i pytają Magnusa, dlaczego przyjechała policja i czy będzie łapać jakiegoś złodzieja.

Vilde bierze Niebieską w ramiona. Kotka ma jasnoniebieską obrożę i smycz, które Vilde dostała od dziadka na urodziny. Niebieska wyślizguje się z jej rąk i Vilde wypuszcza ją na trawnik. Powoli idą w stronę górki, gdzie dziewczyny wciąż galopują. Przeszkody są niemal identyczne jak te, które ma w swoim ogrodzie Leya. Vilde słyszy, jak dziewczyny cmokają na swoje konie i je popędzają:

- Dawaj, Miss Blueberry! Została ostatnia przeszkoda. Potem mamy w garści całe mistrzostwa! - krzyczy ciemnowłosa dziewczyna z grafitowym hobby horse'em.

Vilde słyszy głos mamy:

- VILDE! IDĘ NA GÓRĘ DO MIESZKANIA. MIESZKAMY NA PIERWSZYM PIĘTRZE - woła, trzymając jeden palec wysoko w górze.

Vilde spogląda na nią, ale nie odpowiada. Potem odwraca się znów do dziewczyn, które przystanęły nieopodal.

- Ooo! To twój kotek? Jaki słodziak. Mogę pogłaskać? - pyta ciemnowłosa dziewczyna piskliwym głosem i podchodzi bliżej.

- Tak, możesz - odpowiada Vilde i wszystkie klękają wokół Niebieskiej.

- Jak się nazywa? - pyta blondynka.

- Ma na imię Niebieska. Dostałam ją na urodziny - mówi Vilde.

Nagle Vilde zaczyna się martwić, że dziewczyny chciały tylko pogłaskać kota i zaraz sobie pójdą, dlatego ciągnie:

- Fajne hobby horse'y. Sama mam trzy. Jak się nazywają wasze?

- Moja to Miss Blueberry - odpowiada ciemnowłosa dziewczyna i podnosi grafitowego konia, by Vilde mogła go zobaczyć.

- A moja ma na imię Lady - mówi dziewczyna z białym koniem. - Jak nazywają się twoje?

- Lussan, Winner i Ted - odpowiada Vilde.

- Możesz je przynieść? - pyta dziewczyna z ciemnymi włosami.

Vilde wskazuje na budynek, przy którym zaparkowali mama i Magnus.

- Razem z mamą wprowadzamy się do tego bloku.

Ciemnowłosa dziewczyna się rozpromienia.

- Ja też tam mieszkam! Na którym piętrze?

- Będę mieszkać na pierwszym - mówi Vilde, trzymając w górze jeden palec zupełnie jak mama.

- Ja mieszkam na trzecim. To będziemy blisko siebie - cieszy się dziewczyna z ciemnymi włosami.

Blondynka wskazuje budynek kawałek dalej.

- Ja mieszkam w bloku z numerem 26, ale tylko co drugi tydzień - mówi.

Vilde przez chwilę się zastanawia, co odpowiedzieć, po czym przyznaje:

- Mój tata mieszka w Göteborgu i prawie nigdy się nie widujemy.

- Jest ci przez to smutno? - pyta dziewczyna z ciemnymi włosami.

- Nie - odpowiada Vilde.

Vilde zostawia Niebieską mamie i bierze z nowego mieszkania trzy hobby horse'y, by dołączyć do dziewczyn na górce. Ich trasa cross country prowadzi pod gałęziami i dalej pod drabinkami. Skaczą i bawią się, aż przerywa im trąbienie radiowozu, który powoli przejeżdża obok.

- Vilde, mama kazała ci powiedzieć, że masz iść na górę, by coś zjeść - woła Magnus przez okno.

- Dobrze - odpowiada Vilde i macha wesoło do Magnusa, który trąbi raz jeszcze, zanim odjedzie.

- To chłopak twojej mamy? - pyta dziewczyna z blond włosami.

- Nie, to tylko kolega z pracy - tłumaczy Vilde.

Pokonuje trasę ostatni raz, a potem zabiera swoje hobby horse'y i schodzi z górki. Już na dole przypomina sobie o jednej ważnej rzeczy, więc woła:

- Zapomniałam spytać, jak macie na imię.

- Nazywam się Siri! - krzyczy ciemnowłosa dziewczyna.

- A ja Svea! - woła dziewczyna z blond włosami.

- A ja mam na imię Vilde, jeśli jeszcze się nie domyśliłyście. To cześć! - woła i szybkim krokiem idzie do nowego domu.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki